Archive for Listopad, 2012

Ostatni dzień listopada

piątek, Listopad 30th, 2012

Przywitałem zmianą planu i gdy byłem w stanie biec 5’ bez problemu wydłużyłem bieg do 7’, drugi do 10’, a trzeci do 13’. I wyszło fajnie. Kilometr mniej niż tydzień temu, ale szybciej.
Nie powinno się zmieniać planu treningu w jego trakcie. Podobno rzecz jasna. Bo rzeczywistość pokazuje coś innego. Szukałem dobrego tempa na bieganie WB2 i chyba je znalazłem. Oscyluje w okolicach 4:50. Czyli szału nie ma, ale tragedii też nie. Teraz tylko klepać kilometry w takim tempie i będzie dobrze. Z drugiej strony czuję że fajnie byłoby porobić te interwały szybsze. Może więc będę tak na zmianę robił? Jeden tydzień szybkie interwały a drugi WB2?

Chciałbym oficjalnie zakomunikować że klasa jedenasta robi wszystko by stać się moją ulubioną. Posiadają Dziewczynę Bigos, Irene, tę małą okularnicę która razu pewnego gdy Lidia coś powiedziała po chińsku zwróciła się do mnie po angielsku i powiedziała coś co powinna powiedzieć Lidii bo przecież ‘ło bo hłej szła potonghła’…a jednak wolała rozmawiać ze mną. Urocze. No i tę drugą okularnicę której angielski może nie jest idealny, ale…nie chciałem robić zdjęć ale zrobię i powiem tylko żebyście wyszukiwali cudeniek z papieru. I jak ja mam te dzieciaki zostawić…

I tak mijały kolejne zajęcia, aż doszliśmy do klasy dwunastej która dzisiaj przegięła pałę i dostałem trafiony rykoszetem papierową kulką. Normalnie wziąłbym tę kulkę i odrzucił, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Powiedziałem że przesadzili i wyszedłem gdy zadzwonił dzwonek.
Po chwili wybiegła Stefanie i chłopak rzucający kulką i:
– Przepraszam…
– Przepraszamy, nie chcieliśmy Cię urazić.
– Wiecie co, ja rozumiem że macie czasem dość, chcecie obejrzeć film, posłuchać muzyki, zrelaksować się. Rozumiem to bo macie mnóstwo innych przedmiotów, nie zwracam Wam uwagi gdy robicie zadania z innych przedmiotów, ani gdy przysypiacie, ale tu chodzi o minimum szacunku.
– Traktujemy Cię jak przyjaciela, nie chcemy żebyś był zły.
– Nie jestem zły jestem zawiedziony.
– Naprawdę przepraszamy.
– Okej, przeprosiny przyjęte.
– Tylko nie bądź zły.
– Nie jestem.
– Przepraszam…

Tak, mam zasadniczą wadę, jak na nauczyciela jestem zbyt wyrozumiały. Aczkolwiek skoro Lidia powiedziała że to są zajęcia które mają też relaksować i w gruncie rzeczy nic się nie dzieje jeżeli część uczniów trochę przysypia to kim ja jestem żeby się kłócić. Jednak nawet ja mam swoje granice wytrzymałości.  W każdym razie klasa 14 spisała się dzisiaj na medal i jak ich pochwaliłem to się bardzo ucieszyli, także moja fiksacja na punkcie klasy czternastej powoli się kończy.

Na kolację ruszyłem do jedynki i tak stałem w kolejce po tofu gdy odchylając się w lewo zauważyłem że wcale nie potrzeba Lawrence’a by wybrać ten półmisek obfitości. Wybrałem więc i wszamałem. Kosztował mnie 7 RMB, ale miałem tyle pieniędzy na karcie że jeszcze przez tydzień nie muszę jej doładowywać. A najadłem się że ulala…ostro z mięsem, tofu, kiełkami, no super sprawa.

No i po pracy pojechałem na zakupy. Mięso, warzywa i pierdoły typu picie w proszku. Za tydzień będzie gorzej bo przyjdzie mi kupić miód (a może jutro kupię) i mleko. Także za tydzień będzie gruuuubo.

A potem u Obwoźnego sprzedawcy kupiłem owoce, a u innego Pana orzechy. Napakowali mi orzechów za 40 RMB, więc połowę wyjąłem, bo przecież co ja zrobię z tyloma orzechami i czym ja je otworzę, przecież nie tak jak On – zębami. Aż mnie zmroziło. Otworzył orzecha zębami. Brrrr…

Ach tak, Lidia wybyła do Pizhou znowu. Nie wiadomo kiedy będzie miała kolejny egzamin na prawo jazdy. A to zdjęcie ze sklepu z dedykacją dla wszystkich którzy chcieliby żeby przywieźć Im z Chin czarnej herbaty. ZAPOMNIJCIE! Zielona, zielona i jakieś inksze kwiatowe, ale z czarnych to mają tylko zieloną.

Piątkowa piramidka

piątek, Listopad 30th, 2012

Czyli po pierwszych zajęciach szybko do domu, przebrać się i ruszamy na trening. Hooola! Do listy pragnień uczniów należy dopisać kafejki internetowe, ogrody (ponownie), sale komputerowe, salę muzyczną, która będzie lepiej wyposażone, młodszych nauczyciel. Lub zabicie wszystkich nauczycieli.
– Nawet mnie?
– Nie no, wszystkich chińskich nauczycieli.
A Brigide dorzuca ‘poza tym nie jesteś nauczycielem’
Hmm…no w sumie…ale skoro dyscyplina w klasie jest to nie ma co narzekać.
W każdym razie nie wiem co zrobiłbym bez Sophie bo miałem dzisiaj nie lada problem wyjaśnić blessing in disguise, czyli najprościej mówiąc dobrego złe początki. Coś co początkowo wygląda fatalnie ale okazuje się być bardzo dobre. Dobrze jest mieć w klasie uczniów którzy potrafią wyjaśnić po chińsku o co chodzi, chociaż i tak miała problemy, czyli widać trudne przysłowie.

No to teraz do piramidki. Przebrany, przygotowany, gotowy do boju ruszyłem. Standardowa droga do szkoły wydłużona o jedną ulicę by wyszło ponad 2km, wbiegam na stadion, chwilę się rozciągam i ruszam. Pierwsza minutka była strasznie wolna, ale potem dwuminutówka poszła szybciej i zdałem sobie sprawę że robienie przerw na 4 i 5 minut mija się z celem, trzyminutówka poszła jeszcze szybciej, ale przy czterominutówce chwyciła mnie kolka…musiałem trochę zwolnić ale tempo poprzedniego biegu utrzymałem, potem pięciominutówka, czyli w końcu jestem w stanie biec kilometr w miarę szybko. I potem z powrotem 4-3-2-1. Z czego minutówka poszła bardzo szybko, ale nie w ‘trupa’. Kolka przeszła przy drugiej trzyminutówce i myślę że jeszcze za tydzień zrobię 5×5’ z przerwami 3’ a potem mogę już spróbować WB2 w jednym ciągu. Nie mogę w końcu wydłużać tego treningu w nieskończoność bo dzisiaj trwał prawie 75 minut czyli tyle co wolne wybieganie dwa tygodnie temu, a to jest nie do przyjęcia. Żeby trening szybkościowy trwał tyle co wycieczka? To jest nie do przyjęcia.

A teraz siedzę w domu, jem obiad i kończę ten sześciodniowy szkolny maraton tak jak go zacząłem: piątkowym popołudniem. I tak sobie wymyśliłem że na zakupy pójdę dziś wieczorem. Bo  w sumie czemu nie…najpierw jednak kupię owoce.

Po tej przerwie na lunch wróciłem do szkoły i zakończyliśmy tydzień pod znakiem ‘szkoły marzeń’. Do listy dopisujemy:  przystojnych przewodniczących klasowych (ciekawostka), młodych nauczycieli, naukę nie dla egzaminów ale dla samych siebie tak by uczyć się czegoś przydatnego, komputerów. Naprawdę często powtarzały się akademiki, toalety i stołówka w której jedzenie mogłoby być lepsze. Znaczy mogłoby być, zawsze jedzenie mogłoby być lepsze, ale ono przecież jest całkiem dobre i naprawdę nie jest drogie…chociaż z drugiej strony jeżeli bierze m się porcję za 2.8 RMB (czyli dwie bułki i dwie potrawy) a ja tylko bułki i trochę podzióbie potrawy to nie można narzekać że jedzenie jest drogie bo się przecież nic nie zjadło. Tylko z drugiej strony ja na to patrzę inaczej, ja mam możliwość pójść do restauracji lub samemu sobie przygotować, stołówkę wybieram z przyczyn ideologicznych. Do listy! Pałeczki w stołówce są brudne, każdy powinien mieć własne (to jest w gruncie rzeczy podstawa). Ciągle nie potrafię przeboleć tych ośmiu osób w akademiku, w drodze do stołówki można zajrzeć przez okno i widać że tam nie ma ani grama prywatności…Do listy! Najlepszy przyjaciel w tej samej klasie. Tutaj aż mi się zrobiło ciepło na sercu, bo to przecież taka drobnostka a jednak może Im bardzo pomóc.

Jeżeli Lidia znowu mi powie że w klasie 14 coś jest nie tak to będę bardzo zdziwiony. Naprawdę bardzo. Bo te zajęcia przypasowały im niesamowicie, mnóstwo z Nich pisało i pisało i chciało opowiadać o tym co by zmienili. Oni mają naprawdę głowy pełne pomysłów, tylko kiedy mają się spełniać jak od 6 do 21 siedzą w szkole? Jeżeli chcą się wieczorem umyć to nie zdążą na kolację. Wyobrażacie sobie taki codzienny dylemat? Mam iść spać głodny czy mam iść spać brudny…Co byście wybrali: skręcające kiszki i ból budzący w środku nocy, czy świadomość tego że zarastacie brudem i coś tu jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku?

Były też jednak opinie pozytywne, kilku uczniów napisało że wszystko jest w porządku że szkoła jest dla nich jak dom i sprawia że czują ciepło w sercu. ‘Dom tam gdzie serce Twoje’. Przepiękne, naprawdę cudowne i takie poważne.

Czuję że te lekcje bardzo mnie zbliżyły do moich uczniów.

A po zajęciach…HOLA! Przed zajęciami z czternastką liże sobie lizaka i się wyłączyłem po chwili dociera do mnie że ktoś coś mówi patrzę a to wychowawczyni czternastki pyta czy jestem zmęczony mówię że nie, że się zamyśliłem. A ona się uśmiecha i mówi że to zaskakujące że po tylu godzinach ciągle mam mocny głos. Jajka moja Pani, jajka i miód. Poza tym to Twoi uczniowie mają mówić, a nie Ty ;)

No to po zajęciach pojechałem na zakupy (dlatego ta notka jest publikowana tak późno), miałem w portfelu taką oto listę: warzywa, kiełbasa, słonecznik (nie mamo, w Chinach nie zabraknie słonecznika, ale gdyby zabrakło to mam jeszcze tak z 700 gramów), fasola, jajka, sypane picie i miód. No i owoce. A co kupiłem widać na zdjęciach. Kupiłem dużo sypanego picia, miód, chyba przepłaciłem za kiełbasę, ale już mi się nie chciało do trzeciego sklepu jechać i szukać. Kiedyś dojrzeję do tego by spróbować przypraw i zrobić coś z mięsem, do tego tofu i jakaś galerata leżąca obok tofu (może też tofu?) i to chyba tyle z tych nietypowych. Aaa i kupiłem coś z Totoro, nie wiem co to, może jakaś łyżeczka, ale to nieważne, ważne jest to że jest Totoro.

No i owoce. Owoce kupiłem u Pana Obwoźnego, który dzisiaj przyjechał z żoną. 6 gruszek, 6 jabłek, ponad 2kg mandarynek, słonecznik, 4 banany i ZaCholeręNieWiemCoTo. I za wszystko zapłaciłem 34 RMB. Z czego ZCNWCT kosztowało 7 RMB a leciutkie to bardzo.

Ach…kupiłem też tańszy napój sezamowy i mleko sojowe. Chciałem sprawdzić czy jest różnica jakościowa…no i jest, ten tańszy jest gorszy…Na szczęście tamtego mam jeszcze kilka torebek. Także jutro pewnie się lenię.

Be the best you can

piątek, Listopad 30th, 2012

Jeszcze tak o konkursie, ciągle mi się coś przypomina bo ostatnio robiłem prezentację, wielu uczniów którzy się nie przygotowali, a którzy zdecydowali się wziąć udział czytało pewien wiersz. Niestety nie zrobiłem zdjęcia, ale zapamiętałem z niego dwa fragmenty: ‘(…)Jeżeli nie możesz być orłem latającym po niebie, bądź pszczołą latającą w ogródku (…) (…)niezależnie od tego czym będziesz bądź szczęśliwy tym czym jesteś i bądź najlepszym jak potrafisz(…)’. Jest mi to bardzo, ale to bardzo bliskie bo coś niezwykle podobnego usłyszałem kiedyś od Dziadka. Tak, bez dwóch zasłużył sobie na wielką literę. To dzięki niemu nazywam się巴多罗买米 奇斯瓦夫.No w sumie to sprawka rodziców, ale Dziadek był inspiracją dla obu imion. Był też wielką inspiracją dla mnie. Powiedział mi żebym to co robię robił całym sercem. Dlatego ten króciutki wiersz budził we mnie mnóstwo emocji. Pokazujących, że dałem w życiu nie raz ciała, i dam nie raz bo tego nie da się uniknąć, przypominających jakim głupim dzieciakiem byłem (i można mnie poklepać po ramieniu mówiąc, że każdy był, ale właśnie sęk w tym, że nie powinienem…no cóż, widać wstyd mi nie tylko z powodu kapci), ale też dającym mnóstwo radości. W końcu było nie było Dziadek jest jedyną osobą której zdjęcie mam zawsze przy sobie (w telefonie mam jeszcze zdjęcie babci, psa, kota, roweru i medali z biegów…nie, nie traktuję rodziców za coś pewnego, po prostu nie robiliśmy sobie zdjęć komórką), to zawsze o Nim myślę gdy umieram w czasie biegu i te myśli jeszcze nigdy mnie nie zawiodły i na zawsze zapamiętam ostatni mecz jaki oglądaliśmy razem gdy Brazylia wklupała Niemcom w 2002 na mistrzostwach świata, oraz to jak wtedy wyskoczyłem w powietrze po pierwszej bramce a On tylko powiedział że to Niemcy, a z nimi trzeba grać zawsze do końca. Także moi drodzy uczniowie, chociaż nigdy tego nie przeczytacie, dziękuję, dziękuję po stokroć, bo ten wiersz roztopił mnie bardziej niż jakikolwiek lizak. I tak siedzę nad tym co napisałem i chciałbym coś jeszcze napisać, ale nie potrafię bo obojętnie co napiszę i tak nie oddaje tego jakim człowiekiem był Dziadek. Także napiszę tylko jedno zdanie. Jestem z Niego tak samo dumny jak On był ze mnie.

Na szczęście jest czwartek

czwartek, Listopad 29th, 2012

Wstałem rano, nie ma internetu, ciemno jak w…Chinach wieczorem (to będzie moje ulubione porównanie), ale na szczęście jest czwartek.
Zjadłem śniadanie i pojechałem do pracy z nadzieją że uda mi się wysłać blogonotkę z pracy. Nie udało się bo dalej nie mamy prądu. Po pierwszych zajęciach pochodziliśmy trochę z Lidią po szkole i poprosiliśmy kogo trzeba. No i po godzince prąd się pojawił.

Szkoła marzeń to naprawdę fajne zajęcia, dużo opinii się powtarza ale to znaczy że to nie je pojedynczy uczniowie chcą ładnych toalet, większych klas, czystych budynków i parku. Oraz nauczycieli którzy się uśmiechają.

Wspominałem że uruchomiliśmy z Lidią klimatyzację? Teraz mamy w gabinecie przyjemne 18 stopnie i więcej nie potrzeba, aż nie chce się wychodzić na zajęcia.

W przerwie obiadowej pojechałem do nudlowej restauracji, gdzie Pan Kucharz przygotowywał nudle na miejsce. Naprawdę! Na miejscu wyrabiał ciasto i w palcach robił makaron. W PALCACH! Niesamowite. I było bardzo dobre. Nie było w tym może wiele mięsa czy warzyw, ale było bardzo smaczne. Smaczniejsze niż nudle w stołówce to na pewno.

Deszcz…ukrywam się w szkole przed deszczem, głównie dlatego że w domu dalej internet nie działa. Ktoś ukradł kable, albo coś innego i firma musi je założyć na nowo. Wieczorem powinno działać. Wyobrażacie to sobie w Polsce? Kraju z europejskimi standardami usług? Dzwonisz do firmy internetowej z problemem  rano, przed południem ktoś do Ciebie przychodzi, po południu problem jest rozwiązany.  Można? Można…

I faktycznie problem został rozwiązany bo internet powrócił. Nie potrafię się temu nadziwić.
Do listy propozycji uczniów należy dopisać:
– możemy się zakochać
– możemy się całować
Powrócił temat czystych ubikacji i większych akademików.  Za to muszę przytoczyć zdanie jednego ucznia bo było bardzo mądre ‘nasze serce może się zakochać, ale my nie możemy’…
– Dlaczego?
– Musimy myśleć o przyszłości, o nauce, o rodzicach.
Jak bumerang powraca też temat większej ilości odpoczynku, snu, czasu dla siebie, na hobby, albo przynajmniej  boiska do koszykówki bliżej szkoły by można dłużej pograć. To już totalna desperacja.

Na kolację wparzyłem do czwórki i musiałem zamawiać dwa razy bo za pierwszym wyszło trochę za mało…W dalszym ciągu zastanawia mnie co zmienia cenę mojego tofu na .3 lub .8 na końcu, skoro wszystko  jest po 0.5…Spokojnie, dojdę do tego.

Czwartki mają jakąś taką przygnębiającą aurę. Praktycznie codziennie wracam do domu o tej samej porze, ale jakoś czwartki męczą mnie bardziej niż jakiekolwiek inne dni. Nie wiem czy to z powodu rozbitego planu, chociaż we wtorki tez jest rozbity czy z jakiegoś innego powodu, ale czwartki sprawiają że chce mi się spać bardziej niż zwykle i praktycznie padam na pysk. Na szczęście jutro jest piątek i czeka mnie świetny trening: piramidka do piątki. Już się nie mogę doczekać.

Szkoła marzeń…

środa, Listopad 28th, 2012

Czyli gra: zostajesz dyrektorem szkoły i możesz w niej zmienić wszystko co tylko chcesz. Tylko pamiętaj żeby myśleć jak dyrektor, a nie jak uczeń. Nie możesz zrezygnować z pracy domowej bo rodzice będą wściekli, jeżeli chcesz zmienić nauczycieli musisz wyjaśnić dlaczego.
Parę minut na rozmowę, zapisanie propozycji, parę na dyskusję, a potem słuchamy propozycji. Oprócz takich standardowych jak: mniej zajęć, precz z matematyką i fizyką, pojawiło się kilka ciekawych  jak: prysznice w akademikach (bo uczniowie często nie mają czasu żeby wskoczyć pod prysznic po zajęciach, a prysznice mają poza akademikami w osobnych budynkach), klimatyzacja w akademikach (rany, tam to dopiero musi być zimno), lepsze i tańsze jedzenie w stołówce, uczymy się tylko wybranych przedmiotów, wyposażamy bibliotekę w nowe książki i przy okazji ją powiększamy, czyścimy ubikacje, każemy nauczycielom czyścić podwórko szkolne (nauczyciele są bardzo niezadowoleni), budujemy zoo :), stawiamy parki, albo przynajmniej więcej drzew i kwiatów, powiększamy sale, albo zmniejszamy ilość uczniów, zmniejszamy ilość uczniów w pokoju w akademikach (obecnie jest 8 osób w jednym pokoju), zatrudniamy nowych zaangażowanych nauczycieli, dla których nauka jest pasją, takich którzy wszystkich uczniów będą traktować sprawiedliwie. Fajne zajęcia z tego wyszły.

Żeby nie pisać tylko o blaskach napiszę także trochę o cieniach nauczania. Taki cień to na przykład dzisiejsze zajęcia w klasie 14, w której uczniowie  posłusznie wykonywali ćwiczenia, kiwali głowami że rozumieją, nawet odpowiadali na pytania, czyli rozumieli…śmiali się więc zajęcia im się podobały, słowem wszystko wskazywało na to że poradzili sobie bardzo dobrze z trudnym listeningiem. A po zajęciach Lidia mówi coś dokładnie odwrotnego: że im się zajęcia nie podobały, były nudne, za trudne i nie widzieli w nich sensu. Chociaż wyjaśniłem im, że robimy je po to by popracować nad słownictwem i słuchaniem ze zrozumieniem. Zdołowało mnie to okropnie bo zawsze im powtarzam że jak czegoś nie rozumieją to mają mi powiedzieć, a na każdych zajęciach pytam się czy chcieliby mi coś powiedzieć, w dodatku po coś są te konsultacje…Najgorsze jest to że pewnie nie tylko klasa 14 tak czuje. Bardzo mnie to zdołowało bo przecież wszystko wskazuje na to że jest dobrze, a jednak dobrze nie jest. W dodatku gdy mieliśmy zajęcia w niedzielę miło sobie porozmawialiśmy pośmialiśmy się bo dawno się nie widzieliśmy i wszystko wydawało się być w porządku. Nie rozumiem Ich języka i jeżeli Oni sobie nie radzą to nie potrafię Im pomóc. A nie mogę prowadzić zajęcie bez informacji zwrotnych bo skąd mam wiedzieć czy coś jest za proste czy za trudne skoro wszyscy potulnie kiwają głowami, uśmiechają się i udzielają się na zajęciach. Czasem w klasach czuć że coś jest nie tak, ale  jeżeli tego nie czuć to co wtedy? Po to właśnie jest asystent(ka). Tylko jeżeli jej nie ma to jestem jak dziecko we mgle momentami.

A teraz już do rzeczy mniej dołujących.
Wpadłem na Lawrence’a na lunchu i zapomniałem Jego chińskiego imienia, udał obrażonego i powiedział że mnie nienawidzi :) Porozmawialiśmy trochę o przyszłości i powiedział że waha się między studiami ekonomicznymi a językowymi.
– Po ekonomii wyciągniesz więcej kasy.
– Wiem, ale jako nauczyciel będę szczęśliwszy. Tylko niestety w życiu potrzebujemy pieniędzy do wszystkiego.
– Myślę że w gruncie rzeczy najważniejsze jest robić to co Ci sprawia przyjemność. Jeżeli nauczanie da Ci szczęście to zostań nauczycielem

Co więcej Lawrence chciał się wprosić do mnie na weekend. Musiałem mu grzecznie odmówić bo chociaż Go lubię to weekend to rzecz święta.

Kolejne zajęcia opisałem u góry bo dalej bawiliśmy się w dyrektora.

Po zajęciach – konsultacje. Czyli nic ciekawego…Wyłączyli nam prąd i poszliśmy coś zjeść. Jedynka pełna do granic niemożliwości, dwójka też pełna, dopiero trójka nas ugościła. Nie było jednak tofu i za kolację zapłaciłem 5 RMB. Za to dostałem kilka solidnych chochel jedzenia. Nas bo poszedłem z uczniami z konsultacji.

W drodze do domu wstąpiłem do Pana ze sklepu, który musiał się przenieść z trzech garaży do jednego, ponieważ w dwóch innych powstała restauracja (głowy nie dam, ale chyba Jego), kupiłem 4 lizaki i zostałem zaproszony na kolację. Odmówiłem, ale obiecałem że jutro się pojawię. Także jutro czekają mnie nudle na kolację…albo na lunch, bo w sumie to czemu nie.
W domu internet nie działa, u Lidii też nie, a mówi że rachunek jest zapłacony…Także tę notkę przeczytacie z opóźnieniem. Mam nadzieję że nie będziecie źli ;)

Jaszczurka

wtorek, Listopad 27th, 2012

Rano poszedłem biegać…Znowu wyjście z ciemnego pokoiku, ale prawdę mówiąc teraz to nie problem. Przypomniały mi się te niedzielne poranki w sierpniu gdy wstawałem o 4 nad ranem i szedłem biegać. Wtedy przynajmniej miałem czołówkę a teraz muszę biegać trochę na ślepo. Na szczęście radzę już sobie całkiem nieźle z trasami tutaj. No to ruszyłem…Hmm…gdy ja się rozpędzałem słońce powoli się podnosiło i nieśmiało rozjaśniało mi drogę. Poszło mi jeszcze szybciej niż tydzień temu. Bardzo mnie to zaskakuje, ale widać tak być musi. To był jeden z tych przyjemnych biegów w czasie których witam się z porankiem i innymi biegaczami. Tutaj nie ma zwyczaju pozdrawiania się w trakcie biegu, więc go powoli wprowadzam. Nie wiem czy mi się uda, ale się nie poddam. No i rano wcale, ale to wcale nie ma zimno. Bałem się tych wtorków, ale to już czwarty z rzędu, więc w końcu się przyzwyczaiłem. Końcówka to jak zwykle ’10 łatywch-10 trudnych’ i piramidka do 50. Bardzo mi z tym dobrze.

A w szkole…rozmawialiśmy chwilę o pieniądzach i padło stwierdzenie ‘ja chcę!’, no to pytanie z mojej strony jest oczywiste ‘a po co Ci?’ i chwila ciszy. Na ciszę jestem przygotowany, nie jestem przygotowany na odpowiedź, a dzisiaj ją usłyszałem ‘na jedzenie’. Nie dlatego że dziewczyna chodzi głodna, a dlatego że chciałaby kupić lepsze. No tylko w szkolnej stołówce wiele lepszego jedzenia nie da się zakupić.

W klasie szóstej mają bardzo fajne ocieplacze na ręce. Takie malutkie poduszki w które można włożyć dłonie. A co więcej, w klasie szóstej mają ocieplacze elektryczne! Podpina się do prądu, one się nagrzewają a potem są cieplutkie. Tylko malutkie. Bo tam gdzie uczniom wejdą obie dłonie tam mi wchodzi jedna i o drugiej nie ma co marzyć. A przecież moje dłonie są o wiele mniejsze niż kiedyś. O wiele…

Korzystając z okienka wróciłem do gabinetu i chciałem pójść do ubikacji, ale na drodze stanęła mi malutka jaszczurka. No to wyciągnąłem aparat i zaczynam z nią rozmawiać. Co w gruncie rzeczy jest bzdurne, ale nie mam ostatnio możliwości pogadania ze zwierzętami więc muszę sobie jakoś to kompensować. Po chwili słyszę kroki i widzę jak Lidia wchodzi po schodach. Od razu pyta ‘z kim rozmawiałeś?’ zanim zdążyłem powiedzieć jej że mówiłem do jaszczurki usłyszałem krzyk i ‘Nie znoszę! Pójdę z drugiej strony!’, po chwili:
– Gdzie jest?
– Spokojnie, jest daleko.
– Na pewno?
– Spokojnie idź do gabinetu, jest tutaj przy mnie.
Wskoczyła do gabinetu, a ja skończyłem robić zdjęcia, wróciłem do gabinetu po jakiś pojemnik, ale że nie mieliśmy to wziąłem chusteczki i wróciłem do jaszczurki. Zapakowałem ją w chusteczki, porozmawiałem chwilę, powiedziałem jej że jest piękna i ma się nie przejmować bo to nie jej wina i wyniosłem na dwór. Tam sobie poradzi o wiele lepiej niż w szkole.
Rozumiem że można się czegoś tak bać i nawet nie chciałem żartować że mam ją dalej w ręce, bo widać że to się naprawdę bała. Na szczęście moje pierwsze pełnoletnie wakacje spędziłem pracując w ZOO z gadami i rybkami, więc takie małe jaszczurki to nie problem. Z wężem miałbym trochę gorzej, pomimo tego że są niezwykle przyjemne w dotyku.
Lidia podziękowała i naprawdę widziałem że jej ulżyło.

Pół dnie zeszło jej na wybieraniu zdjęć do wydrukowania. Zdjęć z konkursu. Myślę że to też fajny prezent dla tych którzy wzięli udział. Nawet jeżeli niektóre zdjęcia wyszły niewyraźnie to takie coś będzie naprawdę fajną pamiątką.

Dyrektor zaprosił nas do innej szkoły. Takiego gimnazjum żebyśmy przyszli, pooglądali, może żebym coś powiedział. Super, tylko kiedy? Lidia pokazała – piątek przed lunchem. O nie moja droga, o nie, to jest dzień szybkich treningów. Zaproponowałem następny poniedziałek. Lidii nie będzie bo we wtorek ma egzamin i chce się wyrwać w poniedziałek popołudniu, w dodatku chce resztę tygodnia trochę się pouczyć. Jej ten piątek też nie pasował za bardzo. A pierwszą propozycję była sobota. Tak na nią spojrzałem i zapytałem:
– A Ty pójdziesz w sobotę?
– Oczywiście że nie, ale Ty możesz pójść bo w soboty nie pracujesz i może się nudzisz.
– Lidia, ja się nigdy nie nudzę. Jestem święcie przekonany że nudzą się tylko ludzie nudni.

I kolejny dialog:
– Będziesz chciał klimatyzację na zimę w gabinecie?
– Hmm…A Ty? (bo mnie to pytanie zaintrygowało i to bardzo)
– Oczywiście.
– No właśnie, ale dlaczego pytasz?
– Bo chcę wiedzieć czy teraz czy może za jakiś czas. A właściwie…(i podchodzi do gniazdka z klimatyzacją i próbuje coś tam zrobić)
– Lidia! Mogę Cię uratować przed jaszczurką, ale przed prądem nie dam rady, więc to zostaw.
– Nie no mógłbyś, wystarczyłoby mnie drewnem odciągnąć.

Na kolacji spotkałem Lawrence’a (tego z trzeciej klasy) i dopiero dzisiaj dowiedziałem się jak ma na imię. Został w szkole na weekend żeby się uczyć. Wyniki z egzaminów ma za tydzień dopiero. A pierwszaki już dostały. Ciekawe. Ach…to zawinięte zielone to wodorosty.

Cukierkowy bilans: 4 lizaki i jedna suszona śliwka.

Trasa dzisiejszego biegu:
http://www.endomondo.com/workouts/108596945

Problem z GPSem

poniedziałek, Listopad 26th, 2012

Adam!
Oczywiście rozciągam się po biegu to coś czego nauczyłem się na początku mojej poważniejszej przygody z bieganiem. Ostatnie dwa miesiące trochę zawaliłem i już czuję to w czworogłowych, ale teraz rozciągam je co rano i po biegu i powoli wszystko wraca do normy.
Na samym początku też się nie rozciągałem, ale to były czasy gdy wychodziłem na godzinę i wracałem do domu w takim stanie że od drzwi do łazienki chodziłem na czworakach bo tak mnie nogi bolały. Cierpiałem niemiłosiernie, ale hej to był mój wybór i było mi z nim psychicznie dobrze (chociaż fizycznie wyłem z bólu niejednokrotnie). Rozpoczęcie biegowej przygody od biegania/truchtania przez godzinę może nie było najrozsądniejsze ale zahartowało mnie.
I ja się nie krępuję, a najzwyczajniej w świecie nie chcę tutaj zanudzać. Aczkolwiek, skoro nieobecni nie mają głosu i swojej opinii nie wyrazili, będę pisać o bieganiu. O ile będzie o czym, bo niektóre biegi są zupełnie bez historii, do takiego wniosku doszedłem pisząc dzienniczek przez ostatnie dwa lata. Chociaż dwa lata temu gdy spisywałem wrażenia z treningów na komórce siedząc w tramwaju/autobusie opisałem chyba każdy trening. Mogę to nawet udostępnić gdy wrócę do kraju bo tych kilkadziesiąt stron siedzi gdzieś na kompie. Mam tam rozpisane cele, wrażenia z treningów i podsumowania każdego miesiąca i całego roku.
Hmm…word pokazuje że nabazgrałem już ~51k słów. Czyli całkiem całkiem. A naprawdę myślałem że będą dni kiedy nie będę miał co napisać…A tutaj zawsze coś się dzieje, chociaż to wioska…Na przykład ten Li Yang wczoraj. Dużo uczniów mówi że on przyjechał tylko sprzedać książki, ale niektórzy wierzą w to co mówi i piszą do niego list z prośbą o materiały. Aż się pod tym listem podpisałem, bo skoro dzieciakom zależy to czemu im nie pomóc? I tak się teraz zastanawiam czy one są naiwne czy ja jestem cyniczny…Bo chociaż bardzo mi się podoba to że chcą się uczyć (praca nauczyciela tutaj jest bardzo, ale to bardzo przyjemna) to jednak nie przekonuje mnie takie wybiórcze podejście do języka. Bo to język to coś więcej niż tylko komunikaty a ten Pan sprowadza naukę do głośnego czytania i zapamiętywania zdań. Tak to przynajmniej wygląda z ulotek, tego co dzieciaki mówią i co wyczytałem w sieci.
Tylko to co zdziwiło mnie najbardziej to że taki człowiek, sławny na całe Chiny, przedsiębiorca, milioner itd. pojawił się w takiej malutkiej szkole! Przecież tu jest raptem 3k uczniów. Pewnie zahaczy też o inne szkoły, ale to jest malutka wioska w Chinach. To bardzo dobrze świadczy i o nim jak i o przyszłości Jiawang. Lidia powiedziała że to najlepsza szkoła w okolicy, ale i tak nie oszukujmy się, to jest wioska…

Nie napisałem, a to dwóch nastolatków się o siebie opierało. Nastolatków w sensie chłopaków.  U nas? Na całą szkołę wyzwiska od ‘pedałów’. W Chinach, normalny widok.
Tak, na tych taboretach siedzą całymi godzinami. Niektórzy mają na nich poduszki, ale nie wszyscy. Również niektórzy mają krzesła z oparciami, ale jakieś 95% siedzi na taboretach. Wady postawy? Nie żartujmy sobie.

Lidii ukradli wczoraj telefon. Miała takiego ładnego HTC i jej go dziabli. A raczej dziabły bo zostawiła go na moment w damskiej ubikacji koło kranu i gdy wróciła to stały tam trzy dziewczyny które zaraz potem zniknęły. I co na to Lidia? Że ona nie chce tego zgłaszać na policję bo to młode dziewczyny i mogą mieć problemy…Czytałem o tym braku asertywności w Azji, ale to już chyba lekka przesada. Powiedziałem jej że straciła listę kontaktów, zdjęcia, ważne informacje, a przede wszystkim telefon który kosztował kupę kasy (no poważnie ona za tego HTCka dała tyle co ja za swój rower, za tyle to można auto kupić…) i powiedziała że może zgłosi…

Budzę się w ciemnym pokoju i od razu przypomina się piosenka o Marku Hłasce ‘Wiem że można zmusić się do snu, w małym pokoiku ciemniejszym niż grób (…)’. Nie znoszę tych ciemnych poranków. To słońce powinno mnie budzić a nie odwrotnie. Na szczęście po chwili słońce wstaje i już się robi przyjemniej.

Na lunch do 4 i dzisiaj coś nowego: kulki mięsne, albo z tofu? W każdym razie bardzo dobre.
Po lunchu kulnąłem się wziąć deserek. To takie dziwne coś to ziemniak słodki, a to drugie to rodzaj ciastka. Całkiem przyjemny w smaku.

Dostałem też odpowiedź od Jennifer, bo wysłałem jej maila w piątek z informacją że chcę zostać na kolejny semestr. No i zostaję, także projekt Deszcz Odrodzony będzie kontynuowany. A kto wie może gdy będę w domu przeniosę bloga na coś bardziej przyjemnego niż blox.pl

A po szkole udałem się na targ kupić mandarynki i banany. Pan Sprzedawca bardzo chciał żebym kupił świeże mandarynki, które są bardzo dobra jak mnie zapewniał, a ja z upartością godną lepszej sprawy pakowałem te tańsze i ‘gorsze’. Sęk w tym, że te ‘lepsze’ były maciupcie i więcej czasu poświęciłbym na to żeby je obrać niż na to żeby je zjeść. A te ‘gorsze’ były duże i dojrzałe. Muszę coś wyjaśnić – ja nie znoszę mandarynek, śmierdzą i są niesmaczne. Pomarańcze mogę jeść do oporu ale mandarynek nie cierpię. Mandarynki nie można obrać niepostrzeżenie bo zawsze ktoś ją wyczuje. I nie jest to zapach który mi odpowiada. Tylko tutaj mandarynki nie śmierdzą, są słodziutkie ale nie przesłodzone, mają bardzo delikatny zapach, są pełne miąższu, nie  są suche tylko soczyste, no słowem przepyszne.

Pokazywałem dziś uczniom moje stare zdjęcia i też mnie nie poznali (także spoko tato, wstydu nie ma), ale bez ogródek powiedzieli że byłem gruby, chociaż mówili też – wielki. Taaaa…A jedna dziewczyna dała mi swoje zdjęcie i poprosiła żebym jej przegrał tamte stare…To mi się jeszcze nie zdarzyło.

Gdy tak jeździłem po mieście zauważyłem trzy zbiegowiska ludzi. Jedno w okolicy standardowego miejsca rozgrywek szachowych, ale tym razem Panowie grali w karty i chyba na poważnie bo mieli takie bloczki kamienne jakie są czasem pokazywane w japońskich filmach w kasynach.
Drugie było przy szkole, ale to standardowo o tej godzinie. Bo szkoła podstawowa pełna jest dzieci i rodziców odbierających dzieci po zajęciach.
A trzecie było kawałek dalej, cała ulica została zablokowana bo z ogromnego auta rozdawano (raczej nie sprzedawano bo nie zauważyłem wymiany pieniędzy) kapustę pekińską.

A teraz o tych problemach z GPSem – nie umiał mnie znaleźć farfocel jeden, szukał szukał, pytał się czy jestem w mieszkaniu, czy się nie przeniosłem na inny kontynent, nawet pytał o dzień, ale nie potrafił…Gdy wróciłem do domu położyłem go na oknie w kuchni i złapał sygnał od razu…Także od teraz garmin będzie szukał sygnału właśnie tam, żebym potem nie stał na dworze jak kołek.

Niedziela i przegapione #10

niedziela, Listopad 25th, 2012

Dentysta!
Tak! Ten sympatyczny Pan z piątkowej galerii to dentysta. Wyobrażacie sobie w Polsce dentystę pracującego za taką olbrzymią szybą przez którą każdy z ulicy może Was zobaczyć…zaraz…właściwie to mogę…i to bez większego problemu, z tą różnicą że w tym małym gabinecie dentystycznym w Dębie są rolety.
Tylko ciekawa sprawa z tym dentystą bo Lidia powiedziała, że oni dentystów nie mają, przynajmniej nie tak łatwo dostępnych i jak coś mają nie tak z zębami to idą do lekarza pierwszego kontaktu. Swoją drogą ciekawe co taki lekarz może zrobić…w sumie skoro w Chinach na ulicy wyrywa się żeby to czemu wykwalifikowany lekarz nie może zajmować się też zębami.

Kukurydza
Ten starszy Pan obracający tym czymś nad ogniem to Pan sprzedający prażoną kukurydzę. Cholerstwo strzela jak armata. W dodatku buczał na mnie okropnie gdy robiłem zdjęcia…Przy okazji, jeszcze nie kupiłem bo mam pewne problemy ze zlokalizowaniem sprzedawcy, ale czasem widzę ludzi z popcornem w różnych kolorach, więc zapewne w różnych smakach. Jak tylko znajdę to spróbuję i opiszę wrażenia.

Gralnie, nie kafejki
To znaczy, z założenia to są kafejki, ale internet to tam tylko Pan/i przy wejściu przegląda. Reszta gra, gra i gra. Dla nich to w końcu odskocznia od całego świata, ale też mam wrażenie że coś więcej. W czasie konkursu zaimponował mi bardzo pewien chłopak. Znaczy zaimponowało mi wielu uczniów, ale ten jeden szczególnie bo przygotował sam prezentację o graczu w Warcrafta trzeciego. Większość uczniów nauczyła się opowiadania, albo je po prostu przeczytała, a chyba tylko on przygotował to sam. Czuć było że ten sky mu imponuje i jest w jakiś sposób dumny że pochodzi z tego samego kraju. Także owszem, pewien rodzaj ucieczki od stresu, ale też coś więcej. Było nie było e-sport to bardzo opłacalna rozrywka, więc kto wie może i On w przyszłości będzie mistrzem świata?

Termosy
Zaciekawiły mamę, więc może jeszcze kogoś. Te termosy stoją sobie pod akademikiem i czekają aż zostaną wzięte i napełnione gorącą wodą, która następnie zostanie wykorzystana w szkole. Było nie było czasem trzeba się napić i warto wtedy napić się czegoś ciepłego, szczególnie gdy robi się coraz zimniej. Termosy nie giną, nikt ich nie kradnie, stoją sobie spokojnie. Podobnie gdy idzie się na stołówkę, stoją przed drzwiami i nikomu nie przeszkadzają.

Tablice…
To pewnie Was nurtuje, bo mnie nurtowało okropnie, ale dotarłem do tego o co chodzi. Te tajemnicze numerki na tablicach to nic innego jak koszty wynajmu, lub wykupu, mieszkania. Czyli każdy może sobie pooglądać co i jak. Uderzające jest to, że większość mieszkań które można wynająć ma ogromny metraż. Rzędu 80-90 metrów kwadratowych. Czasem trafiają się też mniejsze, ale to już znacznie rzadziej. A jak to wygląda cenowo? No powiedzmy, że za takie 70 m.kw. trzeba zapłacić miesięcznie od ~400 do ~800 RMB. Czyli bardzo, ale to bardzo przyzwoicie. Za wykup w nowym centrum ~4000 RMB za m.kw. Dla porównania: w Szanghaju m.kw. to średnio 22k RMB.

Zniszczone paznokcie
Owszem Adam reklama niezwykle nietypowa, ale…bardzo sugestywna i prawdziwa do bólu. Mi co prawda paznokcie po maratonie nie schodziły, ale pamiętam ten ból, pamiętam odciski i mnóstwo innych niesympatycznych rzeczy. A skoro Chińczycy mają fioła na punkcie stóp, to w końcu oni odpowiadają za wiązanie stóp kobietom (tutaj należy podziękować mamie bo to ona mnie z błędu wyprowadziła) to nic dziwnego że mają tutaj specjalistę od nich.

Niedziela
Taki niedzielny standardzik: śniadanie, bieg, sprzątanie, obiad i nagła zmiana bo praca.
Dzisiaj pękło 14 kilometrów, czyli nowy chiński rekord. Ubrałem się naprawdę lekko a pot lał się ze mnie jakby było lato. Ostatnich kilka dni to naprawdę fajna pogoda. Aż chce się biegać.

Trasa z biegu:

http://www.endomondo.com/workouts/gXZzLNv8bNM

Dzisiaj do szkoły przykulał się właściciel największej szkoły językowej w Chinach. Wygłosił przemówienie, posprzedawał książki, porozdawał plakaty, ulotki i zniknął. Uczniowie podobno się nieźle wynudzili. Dostałem od nich parę ulotek i tak je przeglądam i widzę, że to bardzo ładny zbiór haseł motywacyjnych. Naprawdę ładnych, takich mocno propagandowych. Zresztą ten Pan mówi, że nauka angielskiego jest niezbędna by Chiny stały się najpotężniejszym krajem na świecie. Nie wiem czy to dodatkowo zmotywuje moich uczniów, kilku na pewno, ale takie mocno patriotyczne podejście bardzo mi się podoba. Przede wszystkim jest logiczne bo jak tu w dzisiejszych czasach prowadzić interesy nie posługując się wspólnym językiem. Czyli mamy takie dwa w jednym – uczmy się i pracujmy ku chwale Chin.
Chociaż dzisiaj czytałem artykuł z którego wynikało że rząd chiński chce by Chińczycy jak najwięcej pieniędzy wydawali w kraju, inaczej grozi Chinom spowolnienie rozwoju. Wszystko dlatego że gdy Chiny się rozwijają i brną jak taran do przodu reszta świata ledwo co człapie.

A zajęcia poszły błyskawicznie. Chciałem puścić ten amerykański mam talent, ale przykulała się nauczycielka z synami i musiałem zrobić coś bardziej sensownego…na drugie zajęcia też przyszła…dopiero od trzecich zniknęła. A że trzecie to klasa dwunasta to w dalszym ciągu oglądaliśmy Królewnę Śnieżkę i Łowcę.

Na kolację poszedłem do czwórki, zamówiłem dawno niejedzone tofu i wszamałem ze smakiem. Nawet nie musiałem dokładać przypraw, było wystarczająco dobre.
A skoro mowa o jedzeniu to znowu udało mi się zrobić naprawdę dobry obiad. Jeszcze lepszy niż wczoraj i gdy go zjadłem to aż mnie pot oblał. Dokładnie tak jak lubię. Także tyle na tydzień moi Drodzy. Ach…zapraszam do galerii gdzie można zobaczyć kurę kanibalkę.

Testowanie GPSa

sobota, Listopad 24th, 2012

No tak, od nowości miałem swojego garmina ustawionego by zapisywał dystans pobierając dystans co kilka sekund a nie co sekundę. System mówi, że gdy pobiera co sekundę to bateria wytrzymuje 3,5 godziny. Gdy pobiera co kilka godzin…powiedzmy że gdy spędzałem z nim ~10h tygodniowo to wystarczyły te ładowania które odbywały się w czasie zgrywania danych a i tak pewnie wytrzymałby dłużej, ale wolałem nie ryzykować. Dzisiaj postanowiłem to zmienić i udałem się na spacer zmieniając ustawienia.
Dlaczego? Wczorajsza trasa była mocno postrzępiona i chciałem sprawdzić czy zmiana częstotliwości to poprawi (logicznie rzecz biorąc powinna, ale…).
I jakie wnioski? Wielkość pliku wzrosła kilkukrotnie, trasa jest dalej postrzępiona, ale trochę mniej. Czy pomiar jest dokładniejszy? Ciężko powiedzieć, sprawdzę jutro w biegu. Trasa jest tak postrzępiona bo zapewne garmin nie został stworzony do tak wolnej czynności jaką jest spacerowanie. W dodatku w mieście gdzie odbiór z satelity odbija się od budynków.

A ze spraw bardziej życiowych…zrobiłem obiad, prawie jak w domu. Fasola, orzeszki, pomidor, marchewka, ogórek, mięcho i papryka. Tylko mogłem dać więcej papryki…dam jutro. Chociaż mam te zajęcia popołudniu to nie chce mi się spieszyć po treningu do stołówki więc spokojnie zjem sobie w domu a potem na zajęcia.
Po obiedzie poszedłem na spacer, tym razem drugą stroną rzeki. Pooglądałem też ławicę ryb w stawiku po drugiej stronie ulicy. Aż wystawiały łby z wody ;) A teraz zagadka: co robicie czekając na światłach? Z reguły się nudzicie prawda? Ja czasem wypatruję krokodyli, bo w gruncie rzeczy człowiek nigdy nie wie kiedy go taki krokodyl może zaatakować, więc lepiej być przygotowanym. Myślę że właśnie dlatego jeszcze żaden mnie ugryzł gdy stoję na światłach. Bo One wiedzą że jestem przygotowany. Ta mała Chinka prawdopodobnie nie wypatrywała krokodyli tylko grała w zośkę. Ot kopała sobie piłeczkę. A gdy światło się zmieniło schowała piłkę do kosza i wsiadła na rower. Gdyby nie mój strach przed krokodylami i kompletny brak umiejętności żonglerskich kupiłbym taką piłeczkę i sam zaczął tak robić.

Oczywiście nie obyło się bez wizyty w sklepie (khem khem – słonecznik który tu ostatnio kupiłem okazał się świetny w smaku, a do tego musiałem kupić orzeszki bo przecież  sypiąc je do wszystkiego w końcu się kończą) i ta kałamarnica przykuła moją uwagę. Nie na tyle by ją kupić, a na tyle by cyknąć zdjęcie.

Postawili na placu zabaw jakieś tablice informacyjne a ewidentnie przydałyby się nowe zabawki. Jeżeli można je stawiać przy i na każdym osiedlu to można je też wymienić. Chociaż na razie mają inne wydatki bo działają prężnie w okolicach rzeki, osłaniają murem jeden z placów (co mnie zupełnie, ale to zupełnie nie przekonuje, możecie to zobaczyć na zdjęciach i sami ocenić) i budują nowe przejście do placu zabaw, także na zabawki przyjdzie jeszcze pora.

Dzisiaj to ja byłem na kamieniu. Aczkolwiek daleko mi do tej dziewczyny z wczoraj. No i poza tym, wczoraj był dzień na typowo jesienny spacer bo było chłodno, a dzisiaj było jakieś 14-16 stopni, więc pogoda zamiast do rozmyślań zachęcała do czegoś bardziej aktywnego.

Wracając zahaczyłem jeszcze o promocję zachęcającą do wykupu telewizji satelitarnej. Rozdawano zupę, pokazywano kanały w HD, z głośników leciała muzyka i całkiem sporo osób zdecydowało się na zakup. Mi to oczywiście jest zupełnie niepotrzebne bo przecież nie mam nawet telewizora.

A w domu pochłonąłem pitaję, która smakowo przypominała bardziej wodniste i mniej wyraziste w smaku kiwi. Była smaczna, ale nie na tyle by się nią posilać regularnie.

Kolacja i tyle. Dzisiaj w końcu odpocząłem, zero  pracy. Jutro za to czeka mnie wyjątkowa niedziela, najwyższa pora by skończyć się obijać i wrócić do nauczania.

Nie leniłem się jednak tak całkowicie bo napisałem coś, ale że było o bieganiu to nie wrzucę tutaj, tylko się pochwalę gdy coś z tego wyjdzie.

A trasa dzisiejszego spaceru wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/pGVQ8mgg4Dk

Popołudniowy spacer

czwartek, Listopad 22nd, 2012

Adam!
Dziękuję, dziękuję i raz jeszcze dziękuję. Aż mi się tak ciepło na sercu zrobiło bo tak mnie zmotywowałeś. To bardzo pomaga :) Okropnie, ale to okropnie żałuję że mój malutki komputerek ma problemy z endomondo. W sensie literki w komentarzach pojawiają się z kilkunastosekundowym opóźnieniem i napisanie jakiegokolwiek komentarza zajmuje mi nieporównywalnie więcej czasu niż zwykle. Takie moje wytłumaczenia na znikomą ilość komentarzy. O wypadku nie chciałem pisać na endo, ale czemu Ci w ogóle nie odpisałem to nie wiem…trochę mi teraz głupio, może przeoczyłem komentarz? A może nie chciałem czymś takim przyciągać uwagi? Pewnie to drugie bo komentarze staram się sprawdzać (chociaż powiadomienia przychodzą na rzadko sprawdzaną skrzynkę).  A teraz do tekstu właściwego.

Murakamiego uwielbiam. 1Q84 na pewno Ci się spodoba, bo to świetna opowieść i wcale się nie ciągnie czego się bardzo obawiałem, bo w końcu ma trzy tomy. Co prawda bardziej zżyłem się z Kafką i musiałem sobie tę książkę dawkować bo nie chciałem by się skończyła, ale 1Q84 ma piękny motyw który od września stał mi się bardzo, ale to bardzo bliski. (Omiń poniższy paragraf jeżeli boisz się spoilerów)

Podobnie jak bohaterowie książki i ja czuję że znalazłem się w równoległym świecie. Podobnym do tego z którego wyszedłem, ale jednak zupełnie innego. Tylko poznałem to nie poprzez pistolety u  pasów policjantów a poprzez ludzi na ulicach.

Odpowiedź jest banalnie prosta nie zamieściłem żadnego zdjęcia ‘patologii’ bo nie zauważyłem żadnej. Gdy wracaliśmy z Lidią w środku nocy znad jeziora pojawił się Pan, który śpiewał na ulicy. No i mówię Lidii, nauczony doświadczeniem z kraju rodzinnego, że on pewnie jest pijany. A ona, nauczona doświadczeniem z kraju rodzinnego, że on nie jest pijany tylko chory psychicznie. Ona ma więcej doświadczenia w tym kraju niż ja, więc wypada mi jej zaufać. Wikipedia, powołując się na artykuł z 2007 roku z The Economist, mówi że w Chinach na jakąś chorobę psychiczną cierpi 100 milionów ludzi. A WHO w raporcie podaje informacje że ilość samobójstw wynosi ~22 na 100k ludzi (w Polsce ~15 na 100k), czyli 9 miejsce na świecie. Ponownie, stan zdrowia psychicznego jest gorszy na terenach wiejskich, przynajmniej tak się uważa. A teraz ostatnia ciekawostka, bo w gruncie rzeczy tylko przepisuję wikipedię, w Chinach jest zaledwie 17k psychologów uprawnionych do wykonywania zawodu. Hmm…skoro gro absolwentów psychologii nie znajdzie pracy w zawodzie (zwłaszcza dzięki tym ogólnodostępnym i szeroko reklamowanym tabletkom szczęścia) to może najwyższa pora popracować nad nauką języków w czasie studiów i eksportować ich do Chin? I na Litwę, gdzie ilość samobójstw jest zatrważająca.

Czytałem za to bloga jakiegoś Amerykanina, który przyjechał do Chin, jako niepijący alkoholik, i ponownie zaczął pić. Bo alkohol był na każdym rogu. Tutaj naprawdę łatwo wpaść w alkoholizm. Piwo za niecałe 2 RMB, najtańszy destylat w cenie piwa (100ml). Tutaj nawet nie ma sensu produkować wina marki wino, bo po co skoro za ~30 RMB kupisz 5 litrów destylatu które Cię sponiewiera. Nie kupiłbym tego nawet żeby zmywać farbę prawdę mówiąc, ale skoro zostało dopuszczone do sprzedaży to jakieś normy spełnia. No i weź tu poskrom swe żądze. W kraju gdzie jak Ci będzie głupio kupować ciągle w tym samym sklepie skręcisz za róg i kupisz w drugim, albo i trzecim. Dla takich osób to musi być prawdziwe piekło.

Japończycy, zresztą Chińczycy też, mają prawdziwego jobla na punkcie jedzenia. Przez kilka lat tłumaczyłem, z angielskiego oczywiście, blog japońskiego twórcy gier (prawdziwego geniusza, którego dzieła wykraczają poza ramy narzucane przez słowo ‘gra’, człowieka który poszedł nie krok, ale dwa kroki dalej, był jednym z tych którzy zmienili branżę gier i chociaż ostatnio mój entuzjazm w stosunku do gier osłabł to jednak Hideo Kojima jest jednostką wybitną i to nie tylko jako producent/scenarzysta/reżyser) i nie dość że wrzucał świetne zdjęcia z restauracji to jeszcze opisywał jedzenie na tyle dobrze że czuło się iż to dla niego coś więcej. A może po prostu trafił na dobrego tłumacza ;) Ja się nie rozpisuję ostatnio bo stołówkowe jedzenie jest dosyć wtórne. Aczkolwiek! Jest dobre, dobrze przyprawione i można sobie je urozmaicić dokładając sosu na ostro, albo mieszając potrawy. I to wszystko biorąc pod uwagę, że gotują dla kilku tysięcy ludzi.

A co zrobię po powrocie? Kurczę…strasznie dużo ostatnio (czyli ostatnie dwie notki) piszę o powrocie, a przecież mam jeszcze tutaj dwa miesiące i tydzień do spędzenia. Więc nie ma co o tym rozmyślać. No dobrze…przyznam się, dzisiaj powiedziałem że chcę zostać na kolejny semestr, na razie droga mailową, a w przyszłym tygodniu przyjdzie mi zadzwonić. Także gdy wrócę…to po paru tygodniach wylatuję z powrotem. W ogóle to jestem bardzo zaskoczony że to już 71 dzień (oczywiście że liczę, jak się ma wizę na 180 dni to warto wiedzieć kiedy się zbliża koniec) a ja ciągle piszę. I chociaż niektóre notki są krótsze i słabsze, to jednak zawsze znajdzie się coś do napisania. Naprawdę bardzo się z tego cieszę.

To teraz do…dzisiaj.
Wstałem wyjątkowo późno. O 721. Pierwszy raz od…bardzo dawna wstałem po 630. Zjadłem śniadanie, poćwiczyłem wymowę, spojrzałem na prognozę pogody (okazało się że nie będzie padać), przebrałem się i poszedłem. Postawili nowy budynek przy sklepie, ciekawe co to…w sumie, najbliższy posterunek policji jest ~300 metrów stąd a potem pustynia, ale to pewnie będzie coś innego.
Pobiegłem do szkoły. Trochę pokropiło, ale żaden to deszcz. Na bieżni biega się zupełnie inaczej, wręcz fruwa, pisałem już o tym, więc nie będę przynudzać…Wszystkie trzyminutówki wyszły w tempie <4:47, a ostatnia w 4:28, czyli fajnie. Gryzłem się czy robić tę 7 czy zostać przy 6, ale stwierdziłem że skoro za tydzień chcę zrobić piramidkę do 5’ a jak nie zrobię 7 to skończę bieg w mniej niż godzinę, to dokręcę tę siódma trójkę. Dokręciłem. Uczniowie, w przerwie między egzaminami, dopingowali, mówili że wyglądam ‘cool’, więc banan na pysku i do boju. Trzeba wydłużać czas wysiłku bo jak ja mam wrócić do formy, biegając same minutówki?
Koniec, nie będę Was tu zanudzał bieganiem (aż do niedzieli), za to wrzucę tekst który napisałem jakiś czas temu, paru osobom się spodobał, a tyczy się on mojego pierwszego maratonu. Gdzieś w domu na dysku mam zapiski z mojego pierwszego i drugiego roku startów. Z trzeciego też, ale ucina się gdzieś w połowie.

A po biegu do domu, umyć się i…zjeść olbrzymią gruszkę. Naprawdę olbrzymią, ledwo mi się w dłoni mieściła, a to coś znaczy. Potem pora przygotować obiad, czyli bób (czemu w Polsce nie ma bobu przygotowywanego w ten sposób?), orzeszki, surimi, jajko i pomidor. No i oczywiście papryka. Jestem z siebie bardzo, ale to bardzo zadowolony. Mistrzem patelni nie zostanę, boję się tutejszych przypraw, ale z tą papryką to był strzał w dziesiątkę, bo nadaje jedzeniu zupełnie inny smak i od razu czuć że jest ‘hen la’.

W ogóle to zdałem sobie sprawę, że pomijam zupełnie fakt rozmów z rodzicami. A przecież z mamą rozmawiam codziennie. Albo w przerwie między zajęciami albo po obiedzie. Dzwonię wcześniej niż budzik ;)

Postanowiłem sobie trochę dzisiaj pochodzić, otarłem się o kilka sklepów ale kupiłem jedynie lizaka i trzy napoje w saszetkach. Na razie wypiłem ten pomarańczowawy.

Zauważyłem tę dziewczynę z kapturem na głowie siedzącą nad rzeką. Komórka odstawiona na bok i tak sobie siedziała i patrzyła. Jesienne rozmyślania widać dotykają wszystkich niezależnie od kraju. Naprawdę zaimponowało mi to że odłożyła komórkę. Może chciała ją wyrzucić bo ją zirytowała, albo zirytował ktoś kto dzwonił, ale w ostatniej chwili się powstrzymała i odłożyła? A może nie chciała żeby jej przeszkadzała gdy spoglądała na spokojną rzekę? W końcu jeżeli coś uwiera w kieszeni to ciężko się skupić na czymś innym.

A teraz siedzę i czekam aż wybije 19 by ubrać spodnie i pójść kupić owoce od obwoźnego sprzedawcy owoców. Tylko co zrobić jeżeli on zawiedzie? Pójdę na wieczorny spacer na ulicę  obwoźnych sklepikarzy i kupię gruszki, jabłka i mandarynki.

I wróciłem. Nie musiałem iść na ulicę obwoźnych sklepikarzy. Gdy wyszedłem mój Sprzedawca dopiero się rozkładał więc poszedłem do sklepu, kupiłem pomidory, ogórki i marchewki. Wyszedłem i kupiłem mnóstwo mandarynek, gruszki, jabłka i…pitaję.

A dzisiejszy bieg wyglądał o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/tNW2wxPcVzQ

A spacer o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/lIvpkshgIrI