Archive for Wrzesień, 2016

Tydzień szósty

piątek, Wrzesień 30th, 2016

Złodzieje papieru

Takie dwie sytuacje.
June wynosi pudła ze śmieciami. Wynosi bo postanowiliśmy w tym roku segregować śmieci, co nie ma absolutnie żadnego sensu bo nikt się tymi podzielonymi koszami na śmieci nie przejmuje, ale uznaliśmy że skoro są podzielone to my się przejmować będziemy. Także wynosi śmieci, ma dwa wielkie pudła i dwa worki. Przywołała windę i udało się Jej wnieść dwa pudła, potem odwróciła się po dwa worki i gdy obróciła się zobaczyła że kobieta w windzie naciska przycisk zamykający drzwi i zjeżdża na dół. Z dwoma kartonowymi pudłami. June przywołała drugą windę, zjechała na dół i poszła do tamtej windy, okazało się że kartonów już nie było.
Wychodzi kobieta i June pyta się czy wyniosła te kartony bo chciała jej podziękować, w końcu nie musiała tego papieru targać do śmietników, a ona że nie, nic nie ruszała. Same się wyniosły.
Gdy w końcu obie czekały na windę powrotną kobieta nie nacisnęła żadnego przycisku, poczekała aż June wjedzie na piętro dwudzieste i dopiero wtedy wybrała swoje. Dwudzieste pierwsze bo przy pierwszym spotkaniu to właśnie stamtąd winda zjeżdżała.

Sytuacja druga.
June wynosi kolejne pudło i zamknęły się za nią drzwi do klatki schodowej. Są takie trochę popaprane bo trzeba albo przez domofon dzwonić albo otwierać specjalnym elektronicznym kluczem którego gro z tych starszych mieszkańców ze sobą nie nosi. W momencie gdy drzwi się zamknęły kolejna starsza kobieta zaczyna na June krzyczeć że zamknęła drzwi, pytać dlaczego te drzwi zamknęła, ale gdy tylko June odstawiła karton na śmietnik kobieta zamilkła, podbiegła, zabrała karton i odeszła w swoją stronę.

Mam wrażenie że ludziom bardzo zależy na sprzedaży naszych kartonów. Z tych dzisiejszych to może zarobili z dwa grosze. Nic za to kupić się nie da, ale to zawsze dwa grosze. Tylko po co kłamać i na ludzi krzyczeć skoro można się najzwyczajniej w świecie zapytać?

Wyjazd

Wyjechałem więc notki nie będzie aż do przyszłego tygodnia, a że zaraz po powrocie mogę nie mieć siły/ochoty/czasu żeby coś napisać to może się to trochę przeciągnąć. Nie miejcie mi proszę tego za złe, będę próbował wrzucać zdjęcia codziennie. Nie wiem czy się uda bo naprawdę nie mam pojęcia jak będzie wyglądać dostęp do internetu, ale wiele wskazuje na to że będzie dobrze. A czy będzie to się okaże dopiero na miejscu, niestety.

Jeszcze więcej ludzi w deszczu

czwartek, Wrzesień 29th, 2016

dsc00687-copy

dsc00747-copy

dsc00746-copy

dsc00745-copy

dsc00712-copy

dsc00711-copy

Ludzie w deszczu

środa, Wrzesień 28th, 2016

dsc00533-copy

dsc00576-copy

dsc00567-copy

dsc00555-copy

dsc00543-copy

Tajfun nadchodzi

wtorek, Wrzesień 27th, 2016

dsc00523-copy

dsc00506-copy

dsc00502-copy

dsc00497-copy

dsc00493-copy

dsc00492-copy

Ludzie

poniedziałek, Wrzesień 26th, 2016

dsc00370-copy

dsc00350-copy

dsc00302-copy

dsc00298-copy

dsc00297-copy

dsc00296-copy

dsc00295-copy

Tydzień piąty

niedziela, Wrzesień 25th, 2016

Życie pana Mniej Więcej

Czy znacie najsłynniejszą osobę z Chin? Wystarczy wymienić go z nazwiska i każdy go rozpozna. Na nazwisko ma Cha (差) a imię to BuDuo (不多).  Znają go w każdej prowincji, mieście i wsi. Na pewno go widziałeś i nie ma wątpliwości że ktoś ci o nim opowiadał. Każdego dnia jego imię wymawiane jest niezliczoną ilość razy przez wszystkich w Chinach.

week5a-copy

Z wyglądu pan Cha BuDuo wygląda trochę jak ty i jak ja. Ma dwoje oczu, ale wzroku nie ma najlepszego, ma dwoje uszu, ale także nie słyszy najlepiej. Ma nos i usta, ale nie rozróżnia wszystkich smaków ani zapachów. Jego głowa nie jest jakaś mała, ale pamięci najlepszej nie ma.

Często mówi ‘Wszystko należy wykonać chabudo (mniej więcej – mój przypis) by było dobrze. W końcu jaki jest sens w dążeniu do doskonałości i stracie czasu skoro wszystko można zrobić na mniej więcej i też będzie dobrze?’

Gdy był dzieckiem mama wysłała go do sklepu po cukier brązowy. Wrócił z białym. Gdy mama na niego nakrzyczała on jedynie potrząsnął głową i powiedział ‘Brązowy cukier, biały cukier, czy to nie jest mniej więcej to samo?’

week5b-copy

Gdy poszedł do podstawówki nauczyciel zapytał się go o nazwę prowincji graniczącą na zachodzie z prowincją Hebei. Powiedział że to Shaanxi  (陕西). ‘Źle! Wykrzyczał nauczyciel. To Shanxi (山西) nie Shaanxi.’ Na co Pan Cha BuDuo odrzekł ‘Czy Shanxi i Shaanxi to nie jest mniej więcej to samo?’

Gdy ukończył swoją edukację znalazł pracę w banku. Chociaż radził sobie przyzwoicie zarówno w piśmie jak i w liczeniu, nigdy nie słynął z dokładności. Często zdarzało się że zamiast ‘十’ (10) pisał ’千’ (1000), a z symbolu oznaczającego 1000 (千) robił symbol oznaczający 10 (十). Doprowadzało to do furii kierownika banku który regularnie zwracał mu na to uwagę. Pan Cha BuDuo zawsze odpowiadał z uśmiechem twierdząc że różnica między ‘千’ a ’十’ to zaledwie jedno pociągnięcie pióra więcej, więc czyż nie jest to mniej więcej to samo?

week5d-copy

Pewnego dnia musiał udać się z ważną sprawą do Szanghaju. Spokojnym krokiem dotarł na stację kolejową dwie minuty po odjeździe pociągu. Pociąg przybył o czasie i już odjechał. Pan Cha BuDuo spojrzał tępo przed siebie wypatrując pary z pociągu i z niedowierzaniem potrząsnął głową. ‘Przyjdzie mi przyjechać jutro. W końcu jutro to mniej więcej dzisiaj. Ci ludzie w pociągach zbyt poważnie do tego wszystkiego podchodzą. Przecież 8:32 to mniej więcej 8:30.’ – powiedział to samego siebie odchodząc z dworca. Nie był w stanie zrozumieć dlaczego pociąg nie mógł poczekać na niego dwie minuty.

Doszło do tego że Pan Cha BuDuo zachorował.  Poprosił rodzinę by przyprowadzili do niego doktora Wong (汪) z ulicy Wschodniej. Ktoś z rodziny pobiegł szukać doktora Wong, ale pomylił drogi i znalazł się u doktora Wong (王) który był weterynarzem. Było nie było Wong to Wong, a lekarz to lekarz doktor Wong, weterynarz, udał się do Pana Cha BuDuo.
Ten leżał chory w łóżku i chociaż wiedział że to nie ten doktor Wong, to powatzał sobie że ‘Doktor Wong (王), weterynarz, to prawie ten sam doktor co doktor Wong (汪), doktor nauk medycznych.  Doktor Wong starał się wyleczyć Pana Cha BuDuo tak jak leczyłby krowy, jednak już po godzinie pacjent nie żył.

week5e-copy

Umierając Pan Cha BuDuo powtarzał sobie ‘Życie to prawie to samo co śmierć, prawie to samo, a skoro jest prawie to samo to powinno być dobrze. Po co być tak poważnym?’ To były jego ostatnie słowa.

Po jego śmierci ludzie zaczęli podzielać pogląd na życie Pana Cha BuDuo. Oficjalnie ogłoszono że opanowanie z jakim stanął twarzą w twarzą ze śmiercią było spowodowane tym że nie skupiał się na detalach takich jak księga przychodów i rozchodów czy równoważnie bilansu zysków i strat. Ponieważ nigdy nie walczył o to żeby mieć zawsze rację ogłoszono go wzorem moralności i cnoty. Po śmierci nadano mu tytuł świętego i nadano buddyjski tytuł Wielkiego Mistrza elastyczności (圆通大师).

week5h-copy

Z każdym mijającym dniem jego reputacja roznosi się dalej I dalej. Coraz więcej ludzi idzie za jego przykładem i powoli każdy staje się Panem Cha BuDuo.  To dlatego właśnie Chiny staną się wkrótce krajem określanym przez inne nacje świata mianem Narodu Leniwych.

Autorem eseju jest Dr. Hu Shih, filozof z okresu końca dynastii Qing, funkcjonowania Republiki Chińskiej, oraz początków Chińskiej Republiki Ludowej (aczkolwiek po powstaniu rządu komunistycznego wyemigrował na Tajwan). Powyższy esej powstał w 1924 jako protest przeciwko podejściu ludzi stawiających przeciętność ponad wszystko.

week5i-copy

Pierwszaki

Przyszły i są w porządku. Przynajmniej tak to na razie wygląda. Zobaczymy jak się rozwiną.  Trochę przerażające jest to że jest ich tak wiele w klasie. 48 osób to jest minimum jakie naliczyłem, 58 było maks.

Jeden z nauczycieli już wymiękł, zaczął narzekać że to dla niego za dużo i już padły sugestie żeby przekazać komuś jego klasy. Nie, mowy nie ma. Ja się w to wrobić nie dam.

Lampy

‘Wczoraj wytłukłem wszystkie lampy w okolicy, teraz jest tak ciemno że sam się boję wyjść (…)’

Tak mi się przypomniało gdy patrzę już szósty dzień na te lampy z rana i z wieczora. Co rano idąc biegać zabieram ze sobą czołówkę. Nie tak jak w Polsce celem przyzwyczajenia się do biegania z nią a z przyczyny o wiele bardziej prozaicznej: po prostu nie ma światła.
Tak patrząc z perspektywy nadchodzących biegów to całkiem dobrze bo przynajmniej przyzwyczajam się do biegania w mroku, szukania nowych ścieżek, przeskakiwania przez drzewa (to wszystko zawdzięczam tajfunowi) i generalnie to nie mam powodów do narzekania. Kostki w końcu jeszcze nie skręciłem pozostaje więc zacisnąć zęby i zapierdzielać.

dsc00174-copy

Problem jest wieczorem. Znaczy gdzieś tak od godziny osiemnastej bo to jest już godzina o której słońca na południu Chin nie ma. Tutaj w ogóle dzień jest strasznie krótki. Słońce wstaje leniwie około 5:30, a zachodzi gwałtownie o 18. I mówiąc że zachodzi gwałtownie to znaczy mniej więcej tyle że o 18:30 nie ma już naturalnego światła.

June gdy przyjechała do Polski nie potrafiła nadziwić się jak to jest że w lato słońce wstaje koło piątej ale jeszcze grubo po 21 potrafi być jasno. No tak to jest u nas, bierzemy to za pewnik, a jednak w innych szerokościach geograficznych jest inaczej.

dscn0249-copy

Między Bogiem a prawdą to mi ten późny wschód i wczesny zachód nie przeszkadza. Późny i powolny wschód jest wręcz fajny bo przynajmniej słońce mnie nie piecze gdy biegam. Za to ten późny zachód sprawia że wieczorem jest już przyjemniej i można wyjść pospacerować. Owszem, nie jest to może idealna pora na robienie zdjęć, ale przynajmniej można wtedy żyć na dworze a nie jedynie egzystować w mieszkaniu z włączoną klimatyzacją.

Macie sklep?

Takie pytanie zadała nam kasjerka w sklepie ważąc warzywa i owoce. Dla Niej, jak i dla wielu innych ludzi, robienie zakupów  na kilka dni do przodu jest niepojęte. Bo gdzie to trzymać, przecież się zepsuje, a wystarczy zejść do sklepu i kupić świeże.
Świeże bo przecież codziennie wszystkiego nie dowożą prosto z pola. Ale niech i będzie że jest to świeże.

dscn0244-copy

Kto ma, tak po prawdzie, czas żeby codziennie chodzić i robić zakupy? No właśnie, starzy ludzie, dlatego w sklepach praktycznie nie widać ludzi młodych a jedynie rodziców tych pracujących w okolicy nauczycieli. No i młodych ludzi z tej muzułmańskiej restauracji. To już w ogóle jest niezły dowcip że oni zakupy robią w sklepach osiedlowych. Rozumiem że chwalą się tym że smakuje jak u mamy, ale skoro ma być to restauracja orientalna, a skoro reklamuje się wielkim napisem ręcznie robiony makaron z północnego zachodu to raczej aspiruje to miana orientalnej a nie domowej.

dsc00166-copy

W ogóle to jest ciekawe. Praktycznie wszędzie gdzie byłem muzułmańskie restauracje miały napis 兰州拉面 czyli, ręcznie robiony makaron z Lanzhou. A na południu Chin widać tylko to 西北拉面. Dziwne o tyle że przecież nie każdy kucharz był z Lanzhou, ale jednak taki napis zawsze był. Może to takie założenie że ludzie na południu Chin nie orientują się gdzie leży Lanzhou? A może jest tu gdzieś w okolicy jakieś inne Lanzhou słynące z makaronu? Nie wiem.

Jeszcze wracając na moment do naszych zakupów. Gdy uderzył tajfun to ludzie oszaleli. Wykupywali ze sklepów wszystko. Wszystkie możliwe ciasta, ciasteczka, czipsy, po prostu wszystko co tylko dało się zjeść. Tylko dlatego że byli przyzwyczajeni do robienia zakupów codziennie. A my co? Myśmy niczego kupować nie musieli bo w lodówce zawsze jest zapas jedzenia. Może nie jakiś duży, ale na kilka dni zawsze starcza.

dsc00268-copy

Tajfun

Nazywa się Megi i już się uformował. Teraz nabiera tempa i już jest zapowiadany jako kategoria trzecia, czyli jeden z wielu, ale jednak. W dodatku celuje prosto w Xiamen, oczywiście po drodze ma zwolnić na Tajwanie. Poprzedni też miał zwolnić i nic z tego nie wyszło, więc zobaczymy jak to z tym będzie.

dscn0195-copy

Czy mnie to martwi? Trochę się boję bo w przyszłym tygodniu muszę skorzystać z kolei, a jeżeli zamkną mi kolej z powodu tajfunu to będę bardzo niezadowolony. Dlatego lepiej żeby ten tajfun się za bardzo nie rozpędzał i w miarę możliwości omijał Xiamen i Hong Kong.

dsc00264-copy

Mantou

dsc00146-copy

Było o tych trudnych do wymówienia bułkach, to teraz będzie o tych z dziwną nazwą. Te wywodzą się z północnych Chin gdzie częściej hoduje się zboże niż ryż. Rzecz jasna ze względu na klimat.

Jest to puszysta, lub nie, bułka gotowana na parze. Powinna być wykonana jedynie z trzech składników: mąki pszennej, wody i drożdży, lub innej mieszanki spulchniającej. Kształtów i rozmiarów jest rzecz jasna pod dostatkiem. Mogą być małe, mięciutkie wręcz stworzone dla delikatnych rąk kobiet z południa, a mogą też być duże, twarde wypieczone z myślą o człowieku klasy robotniczej. I wszystko pomiędzy.

dsc00145-copy

Na południu serwowane są na słodko, co jest…no nie potrafię tego nazwać, dość powiedzieć że kupując zawsze zaznaczamy że nie chcemy słodkich. Mama June smaży je na głębokim oleju i są przepyszne.

Legenda o nazwie jest dość interesująca więc pozwolę ją sobie przytoczyć.

W czasach okresu Trzech Królestw (220-280 naszej ery), Zhuge Liang, kanclerz kraju Shu Han wracał z zwycięskiej wyprawy przeciwko krajowi Nanman leżącym na południu kraju Shu.
W końcu na jego drodze stanęła niezwykle rwąca rzeka, której nijak przekroczyć się nie da. Wysłał zwiadowców w lewo, wysłał zwiadowców w prawo, no przejścia nie ma. Jeden z pojmanych barbarzyńców mówi że w dawnych czasach poświęcano 49 mężczyzn i wrzucano ich głowy do rzeki jako ofiarę.

Zhuge Liang zakomenderował zabicie kilku zwierząt, oprzyrządzenie mięsa i przygotowanie bułek w kształcie ludzkiej głowy (okrągłe z płaską podstawą). Następnie bułki z mięsem zostały wrzucone do rzeki, a ta się uspokoiła. Stąd wzięła się nazwa蠻頭, czyli głowa barbarzyńcy. Przez te blisko dwa tysiące lat zmieniło się to na 馒头, wymowa jest taka sama, ale zapis oznacza…właściwie to nic nie oznacza bo pierwszy znak występuję tylko w tym słowie, więc nawet gdy ten drugi oznacza głowa to razem nie oznacza to niczego, jest to jedynie zapis fonetyczny.

dsc00260-copy

Coca cola zero

To jest moja główna używka, bo jednak kawy nie mogę ze sobą zawsze zabierać na zajęcia (po pierwsze jest za ciepło, po drugie…no cóż, kawa jest tutaj strasznie droga i nawet kupowanie importowanej z Wietnamu nie pomaga jakoś bardzo, aczkolwiek ta sama kawa jest dwa razy tańsza tylko dlatego że jest importowana), a samej wody pić nie będę (no dobrze, czasem piję, głównie gdy mi już cola brzydnie).

O tym że coca cola dostosowuje smak swoich produktów do rynków to na pewno wiecie, a ta w Chinach jest mniej słodka niż ta w Polsce. I jedna i druga jest zero, ale jednak ta z Polski już taka smaczna nie jest. Pomińmy milczeniem że obie to i tak kupa chemii.

dsc00071-copy

Nie ma jakichś większych problemów z kupieniem coca coli zero w najbliższej okolicy. Jeżeli nie ma jej w jednym sklepie to jest w drugim, a jak nie ma w obu to zawsze jest w najdroższym sklepie w okolicy i w dodatku w tej samej cenie.

Od biedy zawsze można się przemaszerować do dużego marketu, lub drugiego dużego marketu i tam też będzie. A gdy nie chce się maszerować tak daleko to można udać się do szkolnego sklepiku.

dsc00099-copy

I teraz taka sytuacja.
Podchodzi do mnie studentka pierwszego roku i pyta gdzie kupiłem coca colę zero. Po spędzeniu trzech tygodni na kampusie. No dobrze, trzy tygodnie to jeszcze za krótki okres czasu by się rozejrzeć po okolicznych sklepach. Nie, ona nie zapytała się oto by poćwiczyć angielski, bo zapytała się po chińsku (no chyba że sprawdzała mój chiński). Jej pomocny kolega z klasy próbował jej powiedzieć że ja tę colę sprowadzam z zagranicy, co mnie bardzo rozbawiło.
W końcu, po dobrych kilku minutach, wytłumaczyłem jej żeby poszła do sklepu w szkole nad studencką jadłodajnią.
Załapała.

dsc00101-copy

Nie ma to jak pierwszaki po prostu.

Ludzie pracy

piątek, Wrzesień 23rd, 2016

dsc00206-copy

dsc00211-copy

dsc00214-copy

dsc00231-copy

dsc00233-copy

Na kampusie fajnie jest

czwartek, Wrzesień 22nd, 2016

dsc00163-copy

dsc00153-copy

dsc00151-copy

dsc00101-copy

dsc00099-copy

dsc00085-copy

dsc00082-copy

Drzewa, drzewa i po drzewach

środa, Wrzesień 21st, 2016

dscn0237

dscn0240

dscn0260

dscn0262

dscn0267

Krajobraz po burzy

wtorek, Wrzesień 20th, 2016

dscn0217

dscn0222

dscn0226

dscn0232

dscn0233