Archive for Kwiecień, 2015

Środa

środa, Kwiecień 29th, 2015

Rany jak ja nie lubię tego czekania na zajęcia. W sumie teraz to jeszcze pikuś, ale problem zacznie się od przyszłego tygodnia gdy przerwa zostanie wydłużona o 30 minut i nagle z 1610 zrobi się 1640…przecież to jakaś patologia żeby tak późno pracę zaczynać i tak późno kończyć. Na szczęście nie potrwa to długo bo raptem parę tygodni.

Pogoda dopisuje, słońce wstaje już na długo przede mną, w dodatku masa ludzi wyskakuje już na poranne czytanie w krótkim rękawku. W ogóle masa ludzi wyskakuje na to poranne czytanie. Chyba od października nie widziałem tylu osób co rano. Na moje szczęście potrafię się między nimi przemykać.
Jedynymi problematycznymi uczestnikami ruchu są pierwszoraczniaki którzy sprzątają i nie patrzą na nic. W dodatku chodzą z tymi wielkimi miotłami i trzeba przed nimi umykać. A już najgorzej jest gdy idą dwie dziewczyny z koszem pełnym liści. Człowiek nigdy nie wie gdzie ma pobiec bo nie ma opcji żeby nie podeszły w jego stronę…W teorii najlepiej byłoby przez te kosze przeskakiwać, ale w praktyce nie zawsze jest taka możliwość, zwłaszcza z powodu zmęczenia. A znając życie to jeszcze by ten kosz podniosły myśląc że chcę przejść pod nim…

W poniedziałek college opublikował informację że nie mamy zajęć w piątek i nie musimy ich odrabiać. Dziękuję, dziękuję bardzo. Wiem to od grudnia zeszłego roku gdy Komunistyczna Partia Chin opublikowała listę dni wolnych od pracy na rok 2015. WSZYSCY MAMY WOLNE PIERWSZEGO MAJA, WSZYSCY!
Informowanie o tym fakcie ludzi cztery dni przed pierwszym maja jest absurdem, ale nie pierwszym i z pewnością nie ostatnim. Tutaj obcokrajowców nie traktuje się poważnie.

Dość powiedzieć że inni nauczyciele dowiadują się o zmianach w zajęciach od swoich studentów, czyli dokładnie tak jak ja w Jiawang. Różnica polega na tym że ja tam miałem asystentkę która była niezbyt kompetentna, a tutaj mamy studium języków obcych który ma pewnie milion rzeczy na głowie i nie ma przez to głowy do zajmowania się takimi drobnostkami jak piętnastka obcokrajowców, którzy, o zgrozo, pracują w tej samej szkole.

Lato

wtorek, Kwiecień 28th, 2015

Jeszcze co prawda do lata pozostało kilka miesięcy, ale skoro można już biegać w koszulce w krótkim rękawie, to dla mnie jest już lato. Nie za bardzo pamiętam kiedy w Changchun przebrałem się po raz pierwszy w krótki rękaw, ale pewnie jakoś w okolicach maja. Bardzo fajnie. Tylko czemu do cholery jasnej ta pogoda z poranka nie może utrzymywać się cały dzień? Rano jest przyjemne osiemnaście stopni a w południe mamy mniej przyjemne trzydzieści.

Dzisiaj, tak jak w sobotę i czwartek nogi niosły i to bardzo przyzwoicie, tak dobrze że postanowiłem dołożyć sobie kilometr i przekroczyć te jedenaście. Godziny biegu jeszcze nie przekroczyłem i przekraczać na razie nie chcę. Jest dobrze tak jak jest, nie ma się co spieszyć, wydłużać czy w ogóle kombinować. Teraz bieganie to zdrowie, przyjemność, a nie trening.

Swoją drogą to obecny miesiąc jest największym objętościowo kwietniem od kwietnia w 2011 roku, czyli daaaawno temu. Jestem też na dobrej drodze by był to mój najszybszy miesiąc odkąd zacząłem biegać (tych w których biegałem same interwały w Jiawang nie biorę pod uwagę bo tego się przez dwa miesiące ze 100 km nazbierało), a to już jest w ogóle rewelacja. Nie spodziewałem się czegoś takiego i czuję że teraz nie odpuszczę i trasy do końca miesiąca nie zmienię. A nawet gdybym zmienił i biegł wolniej to i tak rekord będzie.
Czyli generalnie forma idzie w górę, zobaczymy jak dalej z tym będzie.

Pisałem w zeszłym tygodniu o tej absurdalnej sytuacji w której ustala się święto sportu nie informując o tym żadnego z nauczycieli z zagranicy i o tym jak sobie z tym ostatecznie poradzimy (sprawdziany za tydzień, część zajęć za dwa tygodnie odpada). Ja natomiast postanowiłem sobie z tym poradzić jeszcze inaczej, mianowicie sprawdziany przeprowadzę za tydzień i za dwa, ale grupy z wtorku i środy będą miały sprawdziany w ten sam dzień, za tydzień. Bo tak będzie najwygodniej. No i dwa tygodnie testów to dwa tygodnie testów.

Fotoblog

wtorek, Kwiecień 28th, 2015

P1190874 (Copy)

 

P1190867 (Copy)

P1190865 (Copy)

P1190863 (Copy)

P1190861 (Copy)

P1190859 (Copy)

P1190857 (Copy)

P1190855 (Copy)

P1190853 (Copy)

P1190852 (Copy)

P1190828 (Copy)

P1190817 (Copy)

P1190814 (Copy)

P1190812 (Copy)

P1190811 (Copy)

P1190810 (Copy)

P1190522 (Copy)

Gorąc

piątek, Kwiecień 24th, 2015

Jeszcze nie hica, ale już ciepło. Naprawdę pochodzę z zimnego kraju jak to często powtarzam studentom. A powtarzać będę coraz częściej bo robi się coraz cieplej i czuję ze zbliżamy się do punktu w którym będzie mi pot spływał z pleców w czasie zajęć.
Jest o tyle ciekawe że mając na sobie koszulę z krótkim rękawem patrzyłem na studentów siedzących w kurtkach i powtarzających że jest zimno.

No cóż, zimno to chyba jednak stan umysłu skoro przy ponad dwudziestu stopniach niektórzy ciągle siedzą w klasie w kurtce.

Jak zawsze zerwałem się rano by pójść pobiegać i gdy odłożyłem garmina na parapet usłyszałem krzyki i walenie w drewniane drzwi. Ktoś próbował obudzić pracującego studenta który nam stróżuje. Nie za bardzo rozumiem skąd te krzyki i to walenie, przecież powszechnie wiadomo że ów student pracuje w czwartki, piątki i soboty przez co brama jest zamknięta i wtedy skacze się przez płot. Naprawdę nie trzeba od razu robić takiego rabanu i budzić ludzi.

Na szczęście stróżujący student otworzył drzwi, wypuścił krzyczącego Pana i zostawił drzwi otwarte. Ja nie rozumiem, żeby taki raban robić jak za 10 minut i tak by drzwi zostały otwarte i można by wyjść nie budząc wszystkich w pozostałych trzech budynkach.

A potem poszedłem biegać i dochodzę do wniosku że ciągle za szybko zaczynam i nie lubię tego terenu wokół jeziora, nie wiem czy to kwestia podłoża (raczej nie, bo wszędzie jest ten sam asfalt/beton, czy co to tam jest), czy pagórków (co niby pokrywa się z tym co pokazuje GPS, ale sam tego nie odczuwam, bo przecież ta inna trasa ma okropnie długi podbieg, no chyba że właśnie ten podbieg jest mylący bo jest jeden, a tam tych pagórków może być więcej), ale po bieganiu tam strasznie mnie nogi bolą i wstępuje we mnie niechęć do biegania. Na szczęście tylko chwilowo, bo jutro z samego rana znowu się zerwę i sobie chwilę pobiegam.

Krótkie spodnie

czwartek, Kwiecień 23rd, 2015

Tak, oto nadszedł ten czas kiedy to można w końcu założyć krótkie spodnie i biec. W końcu można ściągnąć też grubszą drugą warstwę i założyć dwie cienkie. Nie, absolutnie nie było zimno aż mnie zaskoczyło.

A biegło się w tak lekkim stroju bardzo dobrze. Nie wiem czy to zmiana ubrania, zmiana terenu, czy jeszcze coś innego ale tak szybko po powrocie z Laosu jeszcze nie biegłem. Czyli jest dobrze, naprawdę dobrze, zwłaszcza że radość z tego biegu olbrzymia. Świetnie tak wyjść i w końcu poczuć wiosnę. Pewnie gdybym biegał później, a nie o tej szóstej to już od paru tygodni nosiłbym krótkie spodnie, no ale…

Od dwóch dni na korytarzu trwa remont. No dobrze, nie na korytarzu a w mieszkaniach. Wymieniają blaty w kuchniach. Szału można dostać, zwłaszcza że od paru dni nie potrafię się wyspać, robi się już za ciepło jak dla mnie i próbuję sobie odespać trochę w czasie dnia, ale oczywiście nie mogę bo ktoś wymienia blaty w kuchniach.
Oczywiście w teorii mógłbym wstawać później i później iść biegać, ale jakoś ta opcja mi się nie podoba.

W weekend ruszamy do miasta June, tym razem jednak nie do rodziców (chociaż po części też, ale to nie Oni są naszym głównym celem) a na wesele znajomych. Wesele jak to wesele pewnie potrwa trzy godziny i przyjdzie nam wracać do domu, ale w sobotę będziemy musieli pojechać do domu June ponieważ to właśnie w nim znajduje się hukou.
Hukou ma postać książeczki, ale jest to coś bardziej skomplikowanego. Jest to rejestr obywateli na mocy którego można prosić o pracę w innej prowincji, lub w przypadku osób zameldowanych na wsiach w mieście. Obecnie będąc zameldowanym na wsi ma się pewne profity w postaci przydzielonej ziemi, ale będąc zameldowanym w mieście ma się profity troszkę lepsze bowiem dostęp do edukacji lepszy jest w miastach, podobnie jak dostęp do pracy.
O hukou chyba pisać nie będę bo bardzo ładnie jest opisany na Wikipedii, więc warto się tam udać. My jedziemy odebrać książeczkę bowiem ambasada Polska bardzo chce ją zobaczyć. No a skoro my bardzo chcemy wizę to musimy być mili dla ambasady :-)

Garmin

środa, Kwiecień 22nd, 2015

Jak dobrze liczę to mój Forerunner 305 będzie mieć w lipcu 4 lata. Pamiętam jak długo na niego oszczędzałem a i tak zamiast kupować w Polsce kupiłem dwa razy taniej w USA. To było w czasach gdy dolar był słabiutki i takie akcje jeszcze się opłacały.

Cztery lata. Teraz gdy o tym myślę zastanawiam się jak ja się do tego pierwszego poważnego maratonu przygotowałem bez garminka, nie wiem…żebym ja te wszystkie dystanse odmierzał przy pomocy komórkowego GPSa?! Teraz wydaje mi się to trochę absurdalne, zwłaszcza gdy wezmę pod uwagę dystanse jakie wtedy pokonywałem, ale z drugiej strony to bardzo dobrze bo przynajmniej nauczyłem się biegać bez niczego w uszach.

Czasem zastanawiam się jak to jest że to urządzenie jeszcze działa, przecież tyle razy co myśmy się razem przewrócili to aż głowa mała. Fakt faktem z reguły gdy się przewracałem to obracałem się tak by nie lądować na lewej stronie i wytworzył mi się pewien automatyzm polegający na pauzowaniu garmina za każdym razem gdy upadam. Pewnie gdybym pośliznął się na lodzie to jeszcze spadając próbowałbym garmina wyłączyć.

W Polsce biegałem praktycznie wyłącznie z garminem i pulsometrem, w Chinach jakoś mi przeszło. Wydaje mi się że dzięki temu lepiej się czuję, nie ma na mnie tej presji trzymania się w widełkach, tylko biegnę przed siebie, czasem szybciej, czasem wolniej, może nie trenuję, ale przynajmniej mam z tego radość, a to jest najważniejsze.

Czasem jednak, zwłaszcza w takie wietrzne dni jak dzisiaj, lub pochmurne jak tydzień temu, garmin ma problemy ze złapaniem odpowiedniej ilości satelit. Znaczy kilka zawsze złapie, ale nie tyle ile by chciał i dlatego lepiej biegać po znanych już sobie trasach, tak by mieć pewność ile się już kilometrów wybiegało.
Dzisiaj bidulek szukał sygnału przez 16 minut, czyli ponad trzy kilometry, w końcu znalazł i od razu kamień spadł mi z serca. To jeszcze nie pora by się pożegnać.

Wtorek, wtorek i po wtorku

wtorek, Kwiecień 21st, 2015

Pisałem nie tak dawno temu o rutynie i o tym jak bardzo jest to niebezpieczne stworzenie. Do tego stopnia niebezpieczne że lubię przed nią uciekać, zmieniać swoje rutynowe zachowania, próbować nowych rzeczy i generalnie starać się podchodzić do spraw z różnych perspektyw. Czasem jest to niezwykle irytujące dla ludzi wokół, czasem i dla mnie, ale w ten sposób te moje kanały myślowe ciągle się rozwijają.

Dlatego też zamiast iść do sklepu jutro, jak robię od tygodni sześciu, poszedłem dzisiaj. To bardzo ciekawe ale po południu w sklepie było mniej ludzi niż rano. Muszę się nad tym zastanowić trochę dłużej bo bardzo, ale to bardzo mnie to ciekawi.

Wczoraj pojawiła się informacja przy wejściu do budynku nauczycieli. Pozwolę sobie jej część przetłumaczyć (konkretnie tę część która wprawiła mnie w osłupienie):
– Wszystkie egzaminy mają zostać przeprowadzone w ciągu 10-ego tygodnia (11-15 Maj). Jednocześnie informujemy że w dniach 12-13 Maj odbędzie się impreza sportowa w związku z czym nie będzie zajęć.
Prosimy o przestrzeganie obecnego rozkładu zajęć i nie dokonywanie żadnych zmian z nim związanych.

W Chinach funkcjonuje taki zwrot zuile, który oznacza ni mniej ni więcej tylko nie mam słów. Polacy takiego zwrotu nie wytworzyli, mamy swoje brak słów, Anglicy też niekoniecznie, może Niemcy mają, ale przyznaje się uczciwie że nie znam. Wytworzyli za to Chińczycy, czyli Im dość często musiało mowę odbierać z jakichś powodów.
Odkąd poznałem ten zwrot opanowałem jego wymowę do perfekcji. Obecnie funkcjonuje już u mnie na poziomie ni hao, czyli jest bardzo dobrze. Byłoby inaczej gdybym nie mówił go co chwilę. Ktoś się wpycha w kolejce zuile, ktoś pluje na ulicy zuile, studium języków obcych wywiesza taką informację: kurw…, bo moim pierwszym językiem jest Polski i dopiero jak pod nosem wymruczałem przekleństwo, powiedziałem zuile.

Za dużo jest tego chaosu tutaj jak dla mnie, brakuje mi ogarnięcia, brakuje mi organizacji, ja się do tego miejsca nie nadaję.

Słoneczny poniedziałek

poniedziałek, Kwiecień 20th, 2015

W końcu skończył się deszcz. Padało, i to dość mocno, cały weekend, czyli takie typowe Polskie lato. Teraz już słońce wyszło i grzeje, wszystko wskazuje na to że w środę będzie już za ciepło na dwie górne warstwy, a może i nawet za ciepło na długą dolną…

Pierwsze dwa poniedziałki narzekałem na ten plan, ale teraz widzę że nie ma tak źle, widzę że taki ciężki poniedziałek skupiający cztery zajęcia nie jest aż takim złym rozwiązaniem. Widać w końcu wszedłem w rytm nauczania, czyli jest fajnie.

Niektórzy nauczyciele zaczęli już egzaminy śródsemestralne, co ma bardzo dużo sensu bo mamy tylko 16 tygodni, ale skoro władze wyznaczyły egzaminy na tygodnie 9-10 to wolę się tego trzymać. Chociaż pewnie i tak nikt by nawet słowem nie pisnął.

Najgorsze w takich okienkach między zajęciami jest to czekanie, niby człowiek ma te kilka chwil wolnego (w maju będzie to blisko pięć godzin…), ale czuje nad sobą to ostrze, że jednak nie można się zrelaksować i trzeba ruszyć na ostatnie zajęcia. Chyba bardziej wolę te cztery zajęcia bez przerwy, wskakuję wtedy w rytm, nic mi nie przerywa i mogę się na czymś skupić.

Podobnie jest z bieganiem. Jak już człowiek wskoczy w pewien rytm to lepiej się z niego nie ruszać bo potem może być ciężko do niego wrócić.

Przez ostatnie 3 tygodnie odbyłem kilka rozmów kwalifikacyjnych, nagrałem dwa filmy dla szkół, jeden poważny, drugi…nigdy więcej, nawet sobie zrobiłem tabelki z dobrymi i złymi stronami wszystkich szkół i generalnie to szału nie ma. Inna sprawa że to dopiero połowa kwietnia więc bardzo wcześnie (rok temu miałem nową pracę już w marcu, ale to było w szkole do której jednak mało osób chce pójść i zostać). A przynajmniej szału nie było aż do zeszłego tygodnia kiedy to skontaktowali się ze mną z uniwersytetu Huaqiao. Nie byłem do końca przekonany że to prawda bo to jednak uniwersytet na poziomie krajowym, a w takich to z reguły nie chcą ludzi spoza krajów w których angielski jest pierwszym językiem. Ale dzisiaj po rozmowie z zastępcą dziekana i przesłaniu kontraktu jestem przekonany że żartów sobie ze mnie nikt nie robił i jest to sytuacja poważna. Jutro mam dostać odpowiedź z dość poważnego międzynarodowego zespołu szkół, ale wygląda na to że od września przeniesiemy się na południowy wschód, tuż nad samo morze :-)

Dwa dni

piątek, Kwiecień 17th, 2015

Dwa dni bez notki, to mi się nie zdarzyło jeszcze, ale prawdę mówiać wszystkiego mi się odechciało. Mieszkanie w tym miejscu to momentami za dużo jak dla mnie.
Już mi przeszło więc nie ma nawet co o tym wspominać, życie toczy się dalej i trzeba patrzeć na to wszystko w perspektywie jeszcze tylko niecałe trzy miesiące.

Dzisiaj pogoda dopisała, w końcu można było zastąpić koszulę z długim rękawem taką z krótkim. Oczywiście to pierwsza warstwa, potrzebna jeszcze była druga. Można też w końcu spokojnie zdjąć czapkę i nie pozostaje już nic innego jak biec.

No dobrze, trzeba jeszcze przeskoczyć płot.

Tempo ze wszech miar przyzwoite, najszybsze w tym tygodniu i dobrze. W końcu czuję się wypoczęty i biega mi się dobrze, czuję że muszę robić więcej podbiegów bo momentami brakuje mi siły biegowej, ale przede wszystkim to brakuje mi stabilizacji w bieganiu.
Cały marzec był regularny, ciągle po pięć-sześć wyjść w tygodniu, w dodatku z bardzo dobrym kilometrażem, za to pierwsze dwa tygodnie kwietnia to weekendy z biegów wycięte. Dopiero w tym tygodniu zdecydowałem się na połączenie wtorkowego treningu siłowego z bieganiem. Chwilowo postanowiłem zmniejszyć ilość pokonywanych kilometrów w czasie każdego biegu jednocześnie zwiększając liczbę wyjść. Zobaczymy jak to się sprawdzi na moim organizmie.
Jak już tylko ta stabilizacja wróci (nie prędko, bo za tydzień znowu weekend wypadnie) będę myśleć co dalej, ale czuję że zostanę na takim niewielkim, ale codziennym, kilometrażu.

Bardzo, ale to bardzo jestem dumny dzisiaj z moich studentów bo spisali się na medal. Zostali dzisiaj podzieleni na grupy i mieli wybrać miejsce warte odwiedzenia (w naszej okolicy) i podać kilka powodów dla których warto się tam udać. No i spisali się doskonale.
Praktycznie żadnych błędów gramatycznych, bardzo dobre słownictwo, może ociupinkę sztuczne, ale naprawdę ociupinkę i przede wszystkim wszyscy się udzielali. W takich chwilach czuję się szczęśliwy że robię to co robię

Jiawang

wtorek, Kwiecień 14th, 2015

To wszystko wydarzyło się za szybko. By dostać się do wszystkich klas miałem 3 godziny łącznie z przerwą na kolację z której wszyscy skorzystali, czyli tak naprawdę dwie godziny. Dwie godziny w czasie których mieli lekcje z opieką nauczyciela i czas na samodzielną naukę.

Najpierw spotkaliśmy się z Shawnem i poszliśmy do szkoły, a w przerwie dzieciaki (to już nie dzieciaki) rzuciły się na mnie. Dosłownie. Shawn się ewakuował bo było dla Niego tego za dużo. Dziesiątki hugów, Wendy skoczyła na mnie i chociaż troszkę się Jej przytyło to dalej jest tą malutką dziewczynką w olbrzymich okularach która dwa lata temu przytuliła mnie i uciekła wycierając łzy radości.

Po przerwie poszliśmy do Ruby i wyposażony w kilku uczniów poszedłem odwiedzać klasy (Shawn musiał wracać do swojej szkoły a June nie chciała żeby dzieciaki skupiały się na Niej).

Rany…wielu z moich uczniów nie poznałem. Wielu poznałem bez problemu bo się nie zmienili ani trochę, no może trochę podrośli.

Jedna klasa zaskoczyła mnie strasznie dając mi pudełko z papieru z listami od Nich. Naprawdę mnie wzruszyli bo niczego się nie spodziewałem. A potem gdy powiedziałem Im kilka słów w moim paskudnym mandaryńskim to wszystko zrozumieli. Powiedziałem więc kilka zdań i znowu wszystko zrozumieli. W końcu nie wytrzymałem i mówię że mnie rozumieją, bo w Zhengzhou to jednak kiepsko mają z tym żeby mnie zrozumieć i jedna z moich uczennic, ta która kiedyś spała na moich lekcjach tłumacząc się w liście przekazanym przez koleżanki, powiedziała: oczywiście że cię rozumiemy, przecież jesteśmy rodziną.
Od dawna nic mnie tak nie poruszyło.

A potem kolejne klasy i klasa Wendy która dała mi cały zeszyt wypełniony listami i…wiersz w pięknej kaligrafii napisany przez jednego z uczniów. June i Bryan stwierdzili że to cudownie wzruszający wiersz, więc Im wierzę.

Następne klasy, następne listy. W każdej klasie robiliśmy grupowe zdjęcia, kilku uczniów chciało zdjęcia indywidualne, ale czasu nie było by zrobić ze wszystkimi.

Gdzieś tak pod koniec zadzwoniła June i powiedziała że przyszedł jeden z nauczycieli na skargę że jest za głośno i mam już kończyć, bo uczniowie mają się uczyć.

I tak to się skończyło. Jeszcze poszliśmy z Ruby na kolację, przepyszną, ale z dzieciakami to był już koniec. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, ale raczej już nie w takim gronie.