Archive for the ‘bieganie’ Category

#Silesia – tydzień siódmy

niedziela, Wrzesień 9th, 2018

Kilka dni w Zakopanem, z czego tylko jeden był biegowy i myślałem, że będę bardziej zregenerowany. A nie jestem i widzę, że to wina tego, że za mocno naciskam na siebie na treningach. Zdecydowanie muszę zwolnić, bo za bardzo przejmuję się trzymaniem jakiegoś abstrakcyjnego tempa. Do Silesii zostały cztery tygodnie, czyli trzy takich naprawdę dobrych treningów i chociaż trójki nie złamie to przynajmniej rekord życiowy zaatakuję.

 

Łączny dystans biegów 64 kilometry
Łączny czas 5:09:42
Średnie tempo 4:50
Czas ćwiczeń dodatkowych 1:20

 

 

#Silesia – tydzień szósty i półmaraton w Tychach

niedziela, Wrzesień 2nd, 2018

To był ostatni tydzień sierpnia i prawdę mówiąc miał wyglądać zupełnie inaczej. Miałem przygotowywać się do półmaratonu w Tychach który miał być moim sprawdzianem przed próbą łamania trójki. A skoro trójki łamać nie będę to podszedłem do tego tygodnia i samego biegu na spokojnie.
W poniedziałek pobiegłem do parku robić podbiegi, bo chciałem więcej kilometrów nabić.
Wtorek, środa i piątek to dłuższe biegi, czyli coś czego normalnie bym nie robił chcąc się oszczędzać przed zawodami.

Same zawody wyszły nie najgorzej, skończyło się na 1:30:47 czyli na moim poziomie. Oczywiście mogło być szybciej, gdyby nie deszcz, ból w ramieniu, ogólna ociężałość, deszcz, rozwiązane sznurówki, śliskie podłoże i jak będę tak dalej wymienić to nie skończę. Było na moim poziomie i to wystarczy.

Dalej mam za wysokie tętno, ale będę z tym walczył robiąc więcej spokojnych biegów, wrócę do nudnego biegania według tętna i tyle.

 

Łączny dystans biegów 100 kilometry
Łączny czas 7:50:57
Średnie tempo 4:40

#Silesia – tydzień piąty

niedziela, Sierpień 26th, 2018

Nie mam pojęcia co się dzisiaj stało, bo z jednej strony czułem się bardzo rześko, wręcz tak wypoczęty jak nie byłem już dawno i biegło mi się bardzo dobrze, a z drugiej strony tętno wskoczyło mi na poziom, którego nie widziałem już lata. Na jednym z podbiegów widziałem 179 uderzeń na minutę, a najwyższe zanotowane było o jedno uderzenie większe, więc jestem w niemałym szoku. Zwłaszcza że powtórzyłem bieg z zeszłego tygodnia i tempo wyszło takie samo, a kilka powtórzeń wręcz wolniejszych. Wyglądało to tak:

3:35, 3:39, 3:40, 3:40, 3:42, 3:52, 3:54 i ostatni 5:54, ale on był o jakies 90 sekund krótszy, bo nogi już były zmęczone i nie podniosły się wystarczająco wysoko a w konsekwencji zaryłem w ziemię.

Czyli tak, z jednej strony poprawiłem najlepszy wynik o cztery sekundy i łącznie podbiegi były szybsze, a z drugiej dwa powtórzenia powyżej 3:50, czyli coś czego chciałem uniknąć i naprawdę wysokie tętno więc wysiłek był większy tym razem.

 

Łączny dystans biegów 106 kilometry
Łączny czas 8:42
Średnie tempo 4:54
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:50
Suma podbiegów ~1020 metrów

Co było dobre w tym tygodniu?
Fajny trening w poniedziałek.

Co jest do poprawy?
Więcej odpoczynku.

Obawy?
Kontuzje.

#Silesia – tydzień czwarty

niedziela, Sierpień 19th, 2018

Poniedziałek to pora na podbiegi. Postanowiłem trochę zmienić te z zeszłego tygodnia, bo jednak ten cały podbieg jest trochę za długi/stromy jak na moje obecne możliwości i skróciłem go do połowy.
800 metrów, przewyższenie 30 metrów, średnie nachylenie to 4%. Niby mniej niż podbieg pod planetarium, ale na chwilę obecną jest dla mnie odczuwalnie gorszy. Tamten, chociaż wolniejszy to jednak lepiej wchodził. Na zapoznanie się poszło siedem powtórzeń:
3:50, 3:39, 3:39, 3:39, 3:53, 3:46, 3:47 i ostatni w powrocie do domu, czyli oszczędnie, bo trzeba było cały zrobić to 4:08.

Wtorek to za szybkie i za mocne recovery.

Środa to mój nowy pomysł, czyli bieg spokojny przez 90 minut, ale zamiast spokojnie iść sobie pobiegać i dać nogom odpocząć poszedłem biegać do lasu gdzie najpierw przestraszyłem sarnę a potem mnie przestraszył dzik i musiałem biegać po górkach.

Piątek to bieg długi i zrobiłem sobie wycieczkę, aczkolwiek chyba po raz ostatni wyruszam biegac do lasu przed świtem bo uciekające zające i latające za nimi sowy to nie najlepsi kompani.
Trasa wyglądała o tak:

 

A sobota to ponownie recovery i ponownie za szybko bo poszedłem biegać do lasu.

Założenia na nadchodzący tydzień są takie:
ponownie osiem powtórzeń podbiegów, a reszta tygodnia na spokojnie, bez wypadów do lasu.

 

Łączny dystans biegów 103 kilometry
Łączny czas 8:22
Średnie tempo 4:51
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:57
Suma podbiegów ~1090 metrów

Co było dobre w tym tygodniu?
Ćwiczenia dodatkowe i bardzo fajny trening w poniedziałek.

Co jest do poprawy?
Więcej luzu.

Obawy?
Kontuzje.

#Silesia – tydzień trzeci

sobota, Sierpień 11th, 2018

Chyba powinienem zmienić ten tytuł, bo moje przygotowania do Silesii uważam za zakończone. Wstałem w sobotę rano z bólem, przetruchtalem paręnaście kilometrów, w niedzielę znowu ból i chociaż w poniedziałek było lepiej to jednak ciągle czułem to nieszczęsne biodro. W środę coś mi do łba strzeliło i postanowiłem spróbować zrobić WB2. Pomysł był generalnie kiepski, bo skończyło się na trzydziestu minutach, zakwaszonych udach i bólu w biodrze w czwartek. Do tego stopnia bolało, że zrezygnowałem z ćwiczeń dodatkowych.
Do tego dochodzi podwyższone tętno w czasie biegu i nie wiem czy to przez te upały czy też z jakiegoś innego powodu. Innymi słowy, od Szklarskiej Poręby nie potrafię dojść do siebie. Jednak to tętno mógłbym jeszcze ścierpieć, gdyby nie ten ból.

Od teraz będę korzystać z dobrodziejstw okolicznego lasu i górek w nim ukrytych.

#Silesia – tydzień drugi

niedziela, Sierpień 5th, 2018

Poniedziałkowy trening to było coś zupełnie nowego. Roztruchtanie a potem cztery powtórzenia trwające pięć minut z minutową przerwą, po których nastąpiła godzina biegu spokojnego, a potem kolejnych piętnaście minut w tempie progowym. Było to bardzo fajne, chociaż obawiałem się że tempa nie utrzymam, zwłaszcza pod koniec, ale dałem radę. Czasowo wyszło to tak:

5’01” – 1.24 – 4:03/km – 159 bpm
5’06” – 1.26 – 4:02/km – 164 bpm
5’10” – 1.28 – 4:02/km – 166 bpm
5’02” – 1.26 – 3:59/km – 167 bpm
16’17” – 4.01 – 4:03/km – 157 bpm

Bardzo fajne tempo, w porządku tętno. Słowem bardzo byłem zadowolony.

Wtorek to spokojne truchtanie, czyli nic ciekawego.
Podobnie w środę z tą różnicą, że tam były podbiegi.

Piątek to inny trening interwałowy, tym razem w oparciu o 1600 metrów.
6’32” – 1.60 – 4:05/km – 164 bpm
6’29” – 1.60 – 4:03/km – 169 bpm
6’30” – 1.60 – 4:03/km – 168 bpm
6’36” – 1.60 – 4:07/km – 172 bpm

5′ na spokojnie

6’44” – 1.62 – 4:09/km – 164 bpm
6’34” – 1.60 – 4:06/km – 169 bpm
6’40” – 1.61 – 4:08/km – 168 bpm

I tutaj powiem uczciwie nie było już tak kolorowo. Głównie z dwóch powodów, czułem, że energetycznie nie daję rady, więc zawiodło jedzenie i odezwała się miednica/biodro. Do tego stopnia się odezwało to coś że w sobotę to bardziej człapałem.
Martwi mnie to trochę bo przypomina mi to co działo się w listopadzie/grudniu i jeżeli w przyszłym tygodniu dalej tak będzie to czeka mnie solidna zmiana planów.

Na poniedziałek zaplanowane mam 20 kilometrów w tempie maratońskim i pobiegnę w innych butach, jeżeli po tym treningu będzie boleć to zmieniam trening i rewiduję plany.

Jest niedziela i chociaż biodro nie boli to doskwiera. W takim razie musi nastąpić rewalidacja planów i zmiana podejścia treningowego. Ech…

Łączny dystans biegów 94 kilometry
Łączny czas 7:26
Średnie tempo 4:42
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:44

Co było dobre w tym tygodniu?
Ćwiczenia dodatkowe i bardzo fajny trening w poniedziałek.

Co jest do poprawy?
Muszę coś z tą miednicą wykombinować.

Obawy?
Głównie to o kontuzje.

Ciekawostka z tego tygodnia
Ignacio Quereda był trenerem hiszpańskiej reprezentacji w piłce nożnej kobiet przez 27 lat. W tym czasie reprezentacja zakwalifikowała się raz na mistrzostwa świata i trzy razy na EURO.
Jak na męską potęgę piłkarską to słabo.

Regeneracja – tydzień trzeci

niedziela, Lipiec 22nd, 2018

Pięć biegów po 70 minut, z czego jeden wyszedł zupełnym przypadkiem.
Właściwie to nie ma o czym mówić. Tętno dalej nie jest w porządku, nogi są strasznie pospinane, czyli generalnie po trzech tygodniach jestem w punkcie w jakim powinienem być po dwóch tygodniach.
Spróbowałem pobiec WB2, ale dałem sobie spokój po 30 minutach, bo tętno wskoczyło na 170 BPM.
Czyli niby jest dobrze, ale jednak nie tak do końca.
W przyszłym tygodniu ruszam z przygotowaniami pod Silesię i zobaczymy, jak to będzie, ale jestem dobrej myśli, bo jest we mnie dużo motywacji.
Wróciłem do ćwiczeń dodatkowych z rozciąganiem, więc już w ogóle będzie fajnie.

Łączny dystans biegów 75 kilometrów
Łączny czas 5:50
Średnie tempo 4:40
Czas ćwiczeń dodatkowych to 3:23

Co było dobre w tym tygodniu?
Ćwiczenia dodatkowe!

Co jest do poprawy?
Regeneracja?

Obawy?
Minimalne o to że jeszcze nie wróciłem na 100%

Ciekawostka z tego tygodnia
Jeszcze nie ma :-)

Regeneracja – tydzień drugi

niedziela, Lipiec 15th, 2018

Tydzień drugi sprawił że odczuwałem dysonans. Nogi już chciały i co więcej już mogły, ale serducho jeszcze waliło jak młot.
Z pewną obawą spoglądam w przyszłość…

Łączny dystans biegów 95 kilometrów
Łączny czas 7:33
Średnie tempo 4:46
Czas ćwiczeń dodatkowych to 2:10

Co było dobre w tym tygodniu?
Ćwiczenia dodatkowe!

Co jest do poprawy?
Regeneracja

Obawy?
O pełną regenerację.

Ciekawostka z tego tygodnia
Do Zabrza wcale nie jest tak daleko.

Czerwiec – podsumowanie

poniedziałek, Lipiec 2nd, 2018

Ilość treningów biegowych – 23
Łącznie przebiegłem około 429 kilometrów
Łączny czas biegu to 37:11:14
Ilość treningów nie biegowych – 19
Łączny czas ćwiczeń dodatkowych to 5:06

Średnie tempo – 5:12 min/km
Suma podbiegów ~5800 metrów

#MaratonKarkonoski

niedziela, Lipiec 1st, 2018

Zakończyło się na 6:22.
Cel A został osiągnięty.
Zatrzymywałem się na siku cztery razy, więc spokojnie poniżej 6:20 bym zszedł.
A byłoby jeszcze szybciej, gdyby nie pogoda.

Wiedziałem, że będzie zimno i dlatego wziąłem koszulkę z długim rękawem.
Jednakże, nie przypuszczałem, że będzie aż tak zimno.
Rano stojąc na starcie trząsłem się z zimna i czułem jak mi usta sinieją. Od razu przypomniał mi się Chudy Wawrzyniec sprzed 6 lat, mój ultra debiut zakończony hipotermią. W głowie miałem dwie myśli ‘nie pada’, ‘jak się ruszę to się rozgrzeję’.

Może i bym się rozgrzał, gdyby nie to że pierwsze siedem kilometrów jest pod górę i to tak że bardziej szedłem niż biegłem.
Na pierwszym punkcie chwyciłem cukierka, ale już parę chwil później chciałem zawrócić. Nie tylko ja, bo parę osób zawróciło. Wiało. Chociaż ‘wiało’ to może złe określenie, były momenty, w których wiatr mnie przesuwał. Doszło do tego, że zacząłem odliczać jak daleko jest do startu i ile kilometrów będę musiał zrobić w niedzielę.

W końcu jednak dałem sobie spokój z myśleniem o pogodzie. Zatrzymałem się, ściągnąłem plecak i wymacałem starą folię NRC. Oczywiście nie dało jej się rozwinąć do końca, oczywiście nie dało się jej w tym wietrze ułożyć, oczywiście część z niej straciła już swoją funkcję, ale była to druga warstwa, tak potrzebna by okryć chociaż na moment to lewe ramię.

Na ramieniu jednak za długo nie pobyła, bo po parunastu minutach wylądowała na lewej ręce jako rękawiczka. Tak dobiegłem do drugiego punktu, na którym ratowałem się orzeszkami w czekoladzie i batonami orzechowymi. Postawiłem na kaloryczność i to się opłaciło, bo energia weszła szybko, skończyły się mocne podejście i można było zacząć biegać.

Minęło kolejnych kilka chwil i folia została rozdarta na dwie, bo większa jej część i tak wybrała wolność i poleciała zwiedzać Karkonosze, i została przebranżowiona na rękawiczki.

Z rękawiczkami na dłoniach biegło się znacznie lepiej. Doszły do nich kolejne kalorie w postaci batonów i zanim się obejrzałem już wchodziłem na Śnieżkę. Wchodziłem razem z turystami ubranymi w długie, grube spodnie i dwuwarstwowe kurtki, z czapkami na głowach.

Na Śnieżce nie było nic widać. Może parę metrów przed siebie i tyle. Za to zbiegając będąc już parę metrów pod poziomem mgły widok były ach…Niebieskie niebo, zielone wzgórza i w oddali jeziora.

I tak biegłem, spacerowałem mijając kolejnych biegaczy po drodze, gdy dotarło do mnie, że to już prawie koniec i zacząłem biec. Od czterdziestego trzeciego kilometra do końca już tylko biegłem. Ze Szrenicy to wręcz zbiegałem tak że pobiłem rekord na kilometr, trzy kilometry i ustanowiłem najlepszy wynik w teście Coopera. Innymi słowy, zacząłem za wolno i miałem cisnąć jeszcze mocniej. Po części wytłumaczę się pogodą, a po części…no cóż, następnym razem, gdy będę znał trasę to pobiegnę szybciej, bo będę wiedział, że mogę, że w gruncie rzeczy to cały czas mogę biec.