Archive for Kwiecień, 2016

I nie pada

piątek, Kwiecień 29th, 2016

Drugi dzień z rzędu nie pada, więc wypada o tym napisać.

Dla wielu studentów rozpoczyna się dzisiaj długi weekend majowy. Dla mnie zresztą też, z tą różnicą że ja pozwolę Im dzisiaj wyjść wcześniej a sam będę musiał czekać aż się wszyscy zaprezentują a potem jeszcze wystawić oceny.

W tym semestrze oceniam surowiej niż w poprzednim, ale przyznam się uczciwie że studenci sami mi w tym pomagają. Jeżeli mówię Im że prezentacja ma mieć minimum pięć minut i żeby nie czytali z kartki, a Oni kończą prezentację w cztery minuty czytając z kartek to jakie ja mam Im oceny wystawić? W dodatku 60% wybrało temat ‘Podróżowanie samemu czy w grupie’, więc temat który jest fajny stał się w ciągu tygodnia tematem który jest nudny.

Na zajęciach filmowych pojawił się po raz pierwszy student. Poważnie, przyszedł po raz pierwszy, pół zajęć przegrał na komórce, drugie pół przespał siedząc za mną. Nie jest jednak tak źle, ostatecznie na zajęcia przyszedł, co stawia go już w lepszej pozycji wyjściowej od tych 13 innych studentów którzy na te zajęcia się jeszcze nie pofatygowali.

Pogoda w końcu dopisuje, na razie jest przyjemnie ciepło, pewnie wkrótce będzie nieprzyjemnie ciepło, ale tyle już narzekałem na to że jest ciemno za oknem i mokro, że daruję Wam i nie będę się skarżyć dopóki nie będzie naprawdę źle.

Przedwczoraj umieszczono ogłoszenie że przez trzy dni nie będzie wody o określonych porach. W każdy dzień w innym miejscu. No i okej. Trochę z zaskoczenia bo napisali o tym z dnia na dzień, ale to są Chiny, ten kraj działa z zaskoczenia, plany to się chyba tylko ogłasza w ramach planów pięcioletnich. Problem polega na tym że zamiast podać numery budynków w których nie będzie wody, podano numery placów w których będą prace wykonywane, ale nie wyjaśniono które budynki przypisane są do którego placu. I tak nasz budynek oznaczony numerem dwa nie ma wody dzisiaj od 830 (pewnie do 1300), ale to jest data przypisana do placu jeden.
Chociaż i tak jest to postęp w stosunku do poprzednich prac kiedy to wody nie było i nikt nie był w stanie powiedzieć do kiedy jej nie będzie. No i teraz przynajmniej nikt tych ogłoszeń nie zerwał, co poprzednio się zdarzyło kilka razy.

[VLOG] Ananas

czwartek, Kwiecień 28th, 2016

Pada

wtorek, Kwiecień 26th, 2016

To był pierwszy poniedziałek od dwóch miesięcy w który nie poszedłem biegać. Z tego też powodu mój regularny, do bólu wręcz, tydzień będzie teraz trochę inny. Pewnie za parę miesięcy będę się zastanawiał dlaczego to w dwudziesty piąty dzień kwietnia nie poszedłem biegać a poszedłem biegać w dzień dwudziesty szósty.

W każdym razie nie poszedłem.

A byłaby idealna pogoda do biegania. Ani za ciepło, ani za zimno, w ogóle nie duszno, lekki deszcz. No dla mnie pogoda marzenie, w takiej uwielbiam biegać. Nie tak jak w sobotę kiedy to pozornie było w porządku a po dwudziestu kilometrach w butach mi woda chlupała bo tak się stopy spociły.

Przebiegłem w życiu kilka maratonów. Jeden w deszczu, ulewie wręcz, z rękawiczkami na rękach bo było tak zimno. Podobno pod koniec zawodów deszcz zamienił się w śnieg. Nie wiem, nie zostałem tak długo.

Jeden przebiegłem w potwornym skwarze, parę tygodni po tym jak mnie auto potrąciło, wtedy po 30 kilometrach zacząłem iść bo poczułem że trochę mi się w głowie kręci i postanowiłem się nie forsować.

Dwa razy pobiegłem w Rybniku, w pierwszym tygodniu sierpnia. Dwa razy towarzyszył temu gorąc. Pamiętam że raz się zatrzymałem, poprosiłem mamę o wodę i jak dostałem półtorej litrową butelkę tak oddałem ją prawie pustą.

Jednak to co się dzieje tutaj to inny poziom. Co wracam z takiego długiego wybiegania to chcę nagrać film i pokazać Wam jak wyciskam pot ze skarpet. A potem wracam do domu i zdaję sobie sprawę że to nikogo to tak naprawdę nie zainteresuje, więc odpuszczam.

No i nie poszedłem biegać dzisiaj. A to oznacza że jutro czeka mnie pobudka o piątej. To nie jest jakiś problem, bo właściwie to i tak wstaję w okolicach piątej, ale przyznam się bez bicia że wstawanie o tej porze ma jedną zasadniczą wadę – słońce wstaje dopiero o w pół do szóstej, więc przez trzydzieści minut jestem w świecie ciemności. A jeżeli pada to jeszcze dłużej.

Chciałbym żeby już nie padało, żeby słońce wyszło zza chmur, bo chciałbym pokazać Wam jak wstaje słońce po drugiej stronie jeziora, jak jego blask odbija się na tafli wody…czasem myślę że za dużo chcę i wtedy przypominam sobie że trzeba być cierpliwym i ta cierpliwość zaprocentuje.

Tylko że gdy ma się nad głowa od sześciu miesięcy szare niebo to ciężko ciągle z nadzieją patrzeć w przyszłość.

I po weekendzie

poniedziałek, Kwiecień 25th, 2016

W sobotę oczywiście padało.

Oczywiście zaczęło gdy byłem 4 kilometry od domu, a przez poprzednie 2 godziny było ciepło i duszno.

Może przybliżę Wam jak było duszno. Nauczony doświadczeniem z poprzedniego tygodnia kiedy to miałem ze sobą litr wody i spędziłem większą część soboty z potwornym bólem głowy co zawsze oznacza u mnie odwodnienie postanowiłem wziąć ze sobą trzecią butelkę, więc miałem ze sobą łącznie półtorej litra.

Wypiłem je nawet tego nie zauważając a będąc już na dwa i pół kilometra od domu, przebiegając przez ulicę z jedzeniem kupiłem czwartą butelkę i wypiłem jej zawartość z miejsca. Mógłbym teraz napisać żebyście tak nie robili, że regularne nawadnianie jest ważne i tak dalej, ale prawda jest taka że nawet gdy się regularnie nawadniamy to możemy pić za mało i te brakujące pół litra chociaż będzie nam wypełniać żołądek przez kilka minut jest jednak potrzebne. Przynajmniej ja tak mam. Owszem, jest parę chwil dyskomfortu, ale one mijają i potem czuję się jak nowo narodzony.

Po drodze kilka razy się zatrzymywałem, efektem czego jest film który mogliście obejrzeć w sobotę. Wiecie co jest najciekawsze? Tym razem to ja się pomyliłem z trasą. Biegłem cały czas prosto podczas gdy chciałem skręcić. Chciałem obiec górę, a ja ją najzwyczajniej w świecie minąłem. Dotarło to do mnie dopiero gdy spojrzałem na mapę w domu.

Gdybym nie pomylił trasy nie zobaczyłbym, a Wy ze mną, ani tej kaplicy, ani tych wołów. O ile świątynie widać tu często, tak kaplic zbyt wiele nie ma. Nie zrozumcie mnie jednak źle, nie każda świątynia wygląda jak te które Wam pokazywałem, duża część z nich to jeden ołtarz z kilkoma figurami i piec do palenia kadzidła, ale fakt faktem są tutaj bardzo powszechne. To północ słynie z pięknych i znanych świątyń, jednak na południu widać że ludzie są bliżej z wiarą.

A te woły…zobaczyłem je gdy wracałem, więc albo mi umknęły gdy biegłem tamtędy po raz pierwszy, albo ich najzwyczajniej w świecie nie było. Nie chodzi o to że nigdy wcześniej nie widziałem woła, bo widziałem kilka razy, ale w Laosie, i nawet skosztowałem ich mięso, ale chodzi o to że one pasły się parę metrów od drogi. Parę metrów od nich był olbrzymi przystanek autobusowy, domy mieszkalne, sklepy i jezdnia.

To pokazuje jak szybko te tereny się rozwinęły. Jak szybko nastąpiła transformacja ze wsi do miasta. A to miasto jeszcze nie skończyło się rozwijać, będzie pochłaniać kolejne tereny. Pytanie tylko kiedy, i czy w ogóle, dotrze do ludzi że oni nie mieszkają już na wsi, ale teraz mieszkają w mieście.

[VLOG] 23-04-2016

sobota, Kwiecień 23rd, 2016

Bawół wodny’ to paskudna kalka z angielskiego, chodziło mi oczywiście o zwierzę nazywane po Polsku ‚wołem domowym’

O pogodzie

piątek, Kwiecień 22nd, 2016

Podobno pory roku w Xiamen zmieniają się z dnia na dzień. Jednego dnia nosisz krótkie spodnie, a drugiego nosa nie wyściubisz z mieszkania bez płaszcza i wtedy zaczyna się zima.

Przypuszczam że podobnie jest z przejściem zimy w wiosnę. Przypuszczam, bo jak dla mnie to tej zimy tutaj zbyt wiele nie było i ta wiosna jest w moich oczach jakaś taka oszukana bo nic nie zakwita. Nic nie zakwita bo wszystko ciągle ma liście i kwitnie bez przerwy.

Za to wczoraj zaczęło się, dla mnie, lato. Przypuszczam że nie była to żadna anomalia jak w lutym/marcu kiedy to na tydzień nagle zrobiło się super ciepło i duszno, a potem wszystko wróciło do normy i trzeba było grzejnik wyciągać z pudła.

28-29 stopni i od razu przypomniało mi się jak tu było gdy przyjechaliśmy pod koniec sierpnia.  Nie zrozumcie mnie źle, nie ma jeszcze tak ciepło jak wtedy, ale od teraz obiady w restauracjach wydają się być kiepskim pomysłem.

Zaraz, dlaczego?

Po prostu wychodzenie z domu w okolicach południa jest bardzo kiepskim pomysłem. Wszystkie kobiety noszą już ze sobą parasolki, które w końcu spełniają się zgodnie ze swoją nazwą i chronią przed słońcem.

Klimatyzacja w sali (jednej, w tym semestrze mam zajęcia w jednej sali, tak żebym się nie namęczył za bardzo chodzeniem i szukaniem) jeszcze nie jest włączona, pewnie uruchomią w maju, na szczęście nikt nie przychodzi już w kurtce.

Od przyszłego tygodnia zaczynam egzaminy i zobaczymy jak tam się studenci spiszą tym razem, ciekaw jestem zwłaszcza tych nowych, bo Oni będą się prezentować po raz pierwszy, a jedna-dwie klasy z tych nowych nie jest zbyt skora do gadania, więc bardzo mnie ciekawi jak sobie poradzą.

I na takim egzaminowaniu zlecą mi następne dwa tygodnie, a właściwie to dwa tygodnie i jeden dzień bo po drodze pojawi się wolne z okazji pierwszego maja, co chociaż jest fajne to mi psuje cały plan semestralny.

Zgubiłem drogę

czwartek, Kwiecień 21st, 2016

Zasadniczo to się nie gubię gdy biegam. Głównie dlatego że nauczyłem się biegać w systemie kwadratowym, czyli jeżeli tu skręcę w prawo to na następnym skrzyżowaniu znowu w prawo i na kolejnym jeszcze raz i znowu będę na tej drodze, każde w prawo można zastąpić w lewo i wyjdzie na to samo.

Do tego nauczyłem się zapamiętywać punkty orientacyjne i tak w Jiawang wiedziałem że muszę znaleźć pewną górę i zależnie od tego czy jest po mojej lewej czy prawej stronie to mam jechać w jakiś konkretny sposób. W Changchun takich problemów nie miałem bo tam, jak i w Polsce pod nosem miałem park więc nie było mowy o tym żeby nie wiedzieć gdzie biec. W Zhengzhou biegałem po kampusie, albo obiegałem go wokół i tutaj także nie było żadnych problemów z trasą.

A teraz…no tak jak pisałem tydzień temu –najważniejszy mięsień potrzebuje czasem stymulacji i wypada okazjonalnie trasę zmienić. Dlatego też w tym tygodniu zmieniam. W poniedziałek spróbowałem czegoś nowego co będę kontynuował w sobotę, w środę spróbowałem czegoś co mniej więcej znałem, ale dodałem trochę zawijasów i wyszła fajna trasa.

Dzisiaj z kolei spróbowałem pobiegać między ulicami. No i przyznam się uczciwie że było to ciekawe. Znalazłem kilka nowych miejsc w których ludzie sprzedają jedzenie, dowiedziałem się że droga z napisem droga ekspresowa prosto wcale nie oznacza że na wprost znajduje się droga ekspresowa i w żadnym razie nie oznacza że nie ma tam chodnika i ludzie tamtędy nie chodzą, znalazłem ogromny zakład pracy, a przynajmniej tak mi się wydaje bo minąłem po drodze kilkadziesiąt osób w jednakowych żółtych ubraniach roboczych. Czyli było przyjemnie.

Problem w tym że nie było bo w pewnym punkcie nie wiedziałem jak skręcić by wrócić na drogę którą znam. Źle policzyłem zakręty. Bieganie po kwadracie jest fajne dopóki nie jest się zmęczonym i skupia się jedynie na prawo, prawo, prawo, ale jeżeli ma się na uszach słuchawki i stara się zwracać uwagę na treść płynącą ze słuchawek, bo akurat jest ciekawe, do tego nogi są już zmęczone, oczy odbierają nowe bodźce, a mózg to wszystko przetwarza i jeszcze ciągle powtarza pamiętaj o samochodach, to naprawdę ciężko jest zapamiętać które z kolei było to prawo. Także miałem moment w którym się poplątałem. Na szczęście zawsze można się zatrzymać i przypomnieć sobie gdzie to się biegło i z reguły da się trasę odtworzyć. Od biedy zawsze można kogoś zapytać, lub sprawdzić na mapie. Zawsze są opcje, w życiu ważne jest by mieć opcje.

Także chociaż nie wiedziałem gdzie jest ulica do której zmierzam, wiedziałem że wystarczy pobiec tak i tak by się na niej znaleźć. I to wystarczyło. Owszem, wyszło trochę dalej niż planowałem, ale na szczęście nie aż tak dużo, więc miałem okazję by w drodze do domu trochę sobie poskakać.

A już w sobotę pierwsza w tym roku trzydziestka. Oby tylko nie było zbyt duszno.

Połowa semestru

środa, Kwiecień 20th, 2016

Witam w połowie tygodnia ósmego, czyli – pierwsze egzaminy w połowie semestru za mną. Jak na razie dopiero z zajęć dodatkowych, ale to już coś!

Może takie małe podsumowanie tych zajęć i tego co się do tej pory na nich działo (chociaż podsumowań nie lubię to uważam że te akurat będzie z korzyścią dla mnie, w końcu to mój pierwszy raz gdy prowadzę takie zajęcia i wypadałoby się czegoś z nich nauczyć).

Zapisanych mam 28 studentów.
Regularnie na zajęciach pojawia się 10-12. Przez pierwsze dwa tygodnie, gdy jeszcze nie sprawdzałem obecności i nie dawałem zadań domowych (bo nie wiedziałem co to z tymi zajęciami będzie) pojawiały się 2-3 osoby więcej, ale one ostatecznie zniknęły.

Obejrzeliśmy jak na razie następujące filmy:
– Forrest Gump
– Rocky
– Rambo
– Jedną lekcję poświęciłem na przegląd seriali komediowych w USA
– Królestwo Niebieskie (ten film zaczęliśmy oglądać wczoraj)

Forrest Gump był dla mnie największym wyzwaniem bo mnogość tematów w tym filmie jest ogromna, zwłaszcza pod kątem historycznym. Jednak dzięki temu że był takim wyzwaniem najwięcej się na nim nauczyłem (no bo nie oszukujmy się, trzeba się do tych zajęć tez odpowiednio przygotować) i z tego się cieszę.

Rocky to bardziej niż film historyczny film o takim amerykańskim śnie w którym każdy może coś osiągnąć, wybić się, jeżeli tylko ciężko pracuje.  Bardziej film kulturowy niż historyczny.

Rambo to drugi po Forrest Gump film z motywem wojny w Wietnamie i tutaj także musiałem się trochę przygotować by poopowiadać o pierwszej wojnie indochińskiej (w niej to nawet Polacy brali udział), ale też trzeba było dowiedzieć się czegoś więcej o zespole stresu pourazowego czy o Agent Orange (substancji którą stosowali Amerykanie by zniszczyć lasy w Wietnamie, a która była niesamowicie toksyczna i przyczyniła się do wielu śmierci po obu stronach), no i wypadało też trochę studentom wyjaśnić dlaczego ten szeryf tak bardzo nie lubił Rambo, więc trzeba było chociaż parę słów powiedzieć o wojnie w Korei i o tym jak o tych żołnierzach zapomniano. Na szczęście wcześniej już mówiliśmy o protestach przeciw wojnie w Wietnamie więc nie musiałem wyjaśniać dlaczego weterani tej wojny nie byli zbyt szczególnie poważani w USA.

Komedie były odskoczną od tego całego natłoku wojen i wydaje mi się że dobrze pokazały rozwój tego gatunku na przestrzeni lat.

Królestwo Niebieskie z kolei trzeba było poprzedzić wyjaśnieniem czym były krucjaty. A żeby wyjaśnić czym były krucjaty należy wyjaśnić co to Islam i co to Chrześcijaństwo, pomóc studentom chociaż trochę zrozumieć dlaczego ludzie porzucali wszystko i tłukli się kilka miesięcy by walczyć o jakieś miejsce którego nigdy wcześniej nie widzieli na oczy.

Jak na razie jestem z tych zajęć zadowolony, chociaż przyznam się uczciwie że są jednak męczące. Częściowo z powodu godziny o której się zaczynają a częściowo z powodu masy informacji którą trzeba przyswoić by te zajęcia przygotować.

[Fotoblog]Pierwsza połowa kwietnia

wtorek, Kwiecień 19th, 2016

P1220900

P1220904

P1220909 P1220914 P1220917

P1220925

P1220928

Weekendowe bieganie

poniedziałek, Kwiecień 18th, 2016

Od poniedziałku wyczekuję soboty. Tak już właściwie drugi miesiąc i mam nadzieję że mi nie przejdzie aż do sierpnia.
Wyczekuję bo sobota to ten dzień w tygodniu w trakcie którego mogę ruszyć przed siebie i biec gdzie tylko dusza zapragnie. Nie ma tak jak w poniedziałki kiedy to wypada trochę powtórzeń po górkach porobić, ani w środę gdy, chociaż biegam więcej, też trzeba trochę po wzniesieniach pobiegać.

Jak wiecie dwa razy próbowałem dostać się do tego mostu prowadzącego do innej dzielnicy i dwa razy mi się nie udało, dlatego też w tę sobotę postanowiłem pobiec w zupełnie przeciwnym kierunku, w stronę góry na której zorganizowany był maraton. Ale żeby za bardzo się po niej nie wspinać, ani żeby za długo po drodze nie biec pobiegłem w przeciwnym kierunku.

I zupełnie, ale to zupełnie nie wyszedł mi pomysł z niebieganiem po ulicy. Zupełnie. Nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu w Chinach postawią po obu stronach bloki, zakłady pracy i jeszcze jakieś restauracje, ale o stworzeniu chodnika jakoś nie pomyślą. Także kolejny dzień biegania po ulicy i wiem już na pewno że nie będzie to moja regularna trasa.

Takie bieganie po ulicy nie napawa mnie spokojem ani przyjemnością i sprawia że te długie wybiegania z plecakiem wcale nie są takie przyjemne, a one powinny być najprzyjemniejszym dniem tygodnia. Najbardziej męczącym bo to jest mój główny bodziec rozwojowy, ale zdecydowaniem najprzyjemniejszym.

Dlatego w nadchodzącą sobotę znowu czeka mnie zmiana trasy, tym razem według mapy wygląda to na drogę przy domach, więc powinny być chodniki, będzie to właściwie ten sam kierunek co w drodze do mostu, ale jednak trochę inaczej, bliżej wzgórza czającego się w okolicy uniwersytetu. Zobaczymy jakie cuda znajdują się z innych stron. Oby tylko nie było zbyt duszno, bo jednak 30km w duchocie może być ciężkie. Już te 28, przy niezbyt wysokiej wilgotności mnie zmasakrowało. Muszę pamiętać o tym że litr wody to jednak dużo za mało i trzeba brać go więcej. Pora też trochę poeksperymentować z jedzeniem bo od tej czekolady, chociaż gorzkiej, było za słodko i żołądek coś tam przebąkiwał że mu to nie pasuje.