Pada

To był pierwszy poniedziałek od dwóch miesięcy w który nie poszedłem biegać. Z tego też powodu mój regularny, do bólu wręcz, tydzień będzie teraz trochę inny. Pewnie za parę miesięcy będę się zastanawiał dlaczego to w dwudziesty piąty dzień kwietnia nie poszedłem biegać a poszedłem biegać w dzień dwudziesty szósty.

W każdym razie nie poszedłem.

A byłaby idealna pogoda do biegania. Ani za ciepło, ani za zimno, w ogóle nie duszno, lekki deszcz. No dla mnie pogoda marzenie, w takiej uwielbiam biegać. Nie tak jak w sobotę kiedy to pozornie było w porządku a po dwudziestu kilometrach w butach mi woda chlupała bo tak się stopy spociły.

Przebiegłem w życiu kilka maratonów. Jeden w deszczu, ulewie wręcz, z rękawiczkami na rękach bo było tak zimno. Podobno pod koniec zawodów deszcz zamienił się w śnieg. Nie wiem, nie zostałem tak długo.

Jeden przebiegłem w potwornym skwarze, parę tygodni po tym jak mnie auto potrąciło, wtedy po 30 kilometrach zacząłem iść bo poczułem że trochę mi się w głowie kręci i postanowiłem się nie forsować.

Dwa razy pobiegłem w Rybniku, w pierwszym tygodniu sierpnia. Dwa razy towarzyszył temu gorąc. Pamiętam że raz się zatrzymałem, poprosiłem mamę o wodę i jak dostałem półtorej litrową butelkę tak oddałem ją prawie pustą.

Jednak to co się dzieje tutaj to inny poziom. Co wracam z takiego długiego wybiegania to chcę nagrać film i pokazać Wam jak wyciskam pot ze skarpet. A potem wracam do domu i zdaję sobie sprawę że to nikogo to tak naprawdę nie zainteresuje, więc odpuszczam.

No i nie poszedłem biegać dzisiaj. A to oznacza że jutro czeka mnie pobudka o piątej. To nie jest jakiś problem, bo właściwie to i tak wstaję w okolicach piątej, ale przyznam się bez bicia że wstawanie o tej porze ma jedną zasadniczą wadę – słońce wstaje dopiero o w pół do szóstej, więc przez trzydzieści minut jestem w świecie ciemności. A jeżeli pada to jeszcze dłużej.

Chciałbym żeby już nie padało, żeby słońce wyszło zza chmur, bo chciałbym pokazać Wam jak wstaje słońce po drugiej stronie jeziora, jak jego blask odbija się na tafli wody…czasem myślę że za dużo chcę i wtedy przypominam sobie że trzeba być cierpliwym i ta cierpliwość zaprocentuje.

Tylko że gdy ma się nad głowa od sześciu miesięcy szare niebo to ciężko ciągle z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.