Archive for the ‘zycie’ Category

Tydzień dziewiąty

sobota, Październik 22nd, 2016

a-copy

Tajfun i słowotwórstwo

Miał w nas uderzyć tajfun o dźwięcznej nazwie Haima, którą oczywiście Chińczycy przetranskrybowali do 海马 czyli morski koń. Urocze. Znaczy, nikt tego jako morski koń nie czyta, tak jak nikt nie czyta 女儿 jako kobieta syn, ale można to tak odczytać.
Uderzył za to w Filipiny i nie wygląda to zbyt kolorowo. W Xiamen nikt nie zginął gdy uderzył w nas super tajfun, elektryczność i wodę przywrócono w dwa dni, a w ciągu dwóch tygodni wszystko wróciło to stanu ogólnie jest dobrze. Wygląda na to że na Filipinach tak lekko nie będzie. U nas tym razem skończyło się na deszczu i strasznej wilgotności (dzisiaj w czasie biegu myślałem że wyzionę ducha, cztery litry wody a przecież kończy się już październik, więc nie powinno być aż tak źle).

c-copy

W ogóle tajfun to fajny przykład chińskiego słowotwórstwa. Wygląda to po chińsku o tak: 台风 i pisze się taifeng czyli tajwański wiatr/wiatr od Tajwanu. Czyli już kiedyś tam Chińczycy wiedzieli że te wiatry nadchodzą od strony Tajwanu.

d-copy

Czasem ten język jest bardzo przyjazny i logiczny, bo 台 to skrót od Tajwan, którego pełna nazwa to 台北 (no dobra, to już nie wygląda tak fajnie), a 风 to po prostu wiatr. Dokładnie to samo 风 mamy w 风水, czyli feng shui (dosłownie wiatr woda). Pisałem już o ogniu parę tygodni temu, więc wiecie że naprawdę są chwile gdy to wszystko układa się w logiczną całość. Nawet ta nieszczęsna kobieta syn, czyli córka.

Kobieta syn

A skoro już mowa o rozróżnianiu płci to w tym tygodniu ogłoszono złapanie szajki zajmującej się przewożeniem próbek krwi kobiet w ciąży do Hong Kongu gdzie sprawdzano płeć ich dzieci. Bo w Chińskiej Republice Ludowej sprawdzanie płci dziecka jest nielegalne. Do tego stopnia nielegalne że wręcz karalne. Lekarz może cię źle zdiagnozować jeszcze pogorszyć samopoczucie i nic się nie stanie, ale jeżeli sprawdzi i poda ci płeć dziecka to policja go aresztują, dorzuci grzywnę i jeszcze wrzuci do więzienia. Chciałbym żartować, naprawdę chciałbym, ale taka jest prawda.
Podobno, ale to w już nie wierzę ta konkretna szajka zarobiła 30 milionów dolarów, co jest jakąś straszną abstrakcją i przypuszczam że chodzi tu o 30 milionów juanów co jest równie abstrakcyjną kwotą, ale o wiele łatwiejszą do przyjęcia.
A dlaczego tylu ludzi chce sprawdzać płeć swojego dziecka? Co się będziemy oszukiwać, wszystko to ma związek z tym że Chiny przez lata, setki lat wręcz były społeczeństwem typowo rolniczym a córki na roli są o wiele mniej przydatne niż syn. Gdy wprowadzono politykę jednego dziecka ludzie najzwyczajniej w świecie nie chcieli tracić tej jedynej szansy na kogoś kto nie zapewni im przyszłości. Zaraz, zaraz, nie zapewni im przyszłości? No tak, pamiętajmy że rząd Chiński generalnie nie ingerował za mocno w życie swoich obywateli, ale co za tym szło byli oni zdani tylko na siebie i swoją rodzinę, więc syn w przyszłości miał utrzymywać swoich rodziców, a córka? No cóż, córka nie za bardzo miała jak rodziców utrzymywać (to jest straszne uproszczenie, ale musimy je w tej chwili zaakceptować). Także syn -> dostatnia przyszłość dla rodziny, córka -> będziemy przymierać głodem na starość. Oczywiście rząd Chiński rozumiał to i w niektórych miejscach pozwalana na drugą szansę, czyli jak się urodzi córka to można było starać się o drugie dziecko bez wnoszenia opłat.
Politykę jednego dziecka zluzowano dwa lata temu, w tym roku zniesiono całkowicie, rząd Chiński wręcz zachęca ludzi do posiadania drugiego dziecka bo dotarło do nich że siły roboczej ubywa. W rolnictwie nie pracuje już najwięcej osób, ba , wszystko wskazuje na to że wkrótce rolników będzie mniej niż osób zatrudnionych w przemyśle bo sektor usługowy już zatrudnia najwięcej osób.

g-copy

Najzabawniejsze jest to że kobiet już jest blisko 50 milionów mniej niż mężczyzn, a różnica w tych rocznikach które w ciągu najbliższych kilku lat będą się żenić wynosi  12 milionów. W przedziale 0-14 lat ta różnica wynosi 18 milionów. Czyli w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat 30 milionów Chińczyków będzie miało spory problem ze znalezieniem żony. Naprawdę spory.

j-copy

Może zamiast chcieć mieć syna rodziny powinny chcieć mieć córkę? Lub córki?

Kawa z Mjanmy

Miałem dwie.

img_20161005_125214-copy

Jedną świeżo paloną, zmieloną przy mnie w pobliżu hinduskiej świątyni przez panią która ewidentnie była hinduską, chyba nawet zdjęcie na facebooka wrzuciłem. Nie wiem czy powinienem winić za to podróż samolotem, czy może klimat w Xiamen, ale kawa była bez smaku. Znaczy coś tam było, ale czuć że to kawa z typu tych lepiej zróbmy coś lekkiego, niezbyt gorzkiego, niezbyt kwaśnego, ale cenowo i tak zmiażdżyło każdą kawę dostępną w Chinach.

dsc03019-copy

A drugą kupiłem w sklepie i muszę przyznać że jestem pod wrażeniem. Mocna, lekko gorzka, no świetna. I teraz żałuję że kupiłem tylko dwa opakowania, chociaż może to i lepiej, bo pewnie i tak by się popsuły w tym klimacie

k-copy

Z innych kawowych wieści. Przyglądałem się rozpuszczalnej kawie którą normalnie kupuję na taobao i dotarło do mnie że ona wcale nie jest z Wietnamu jak początkowo myślałem. Znaczy inaczej, ona jest przywożona z Wietnamu, ale produkowana jest w Tajlandii na tajski rynek, skąd jest eksportowana do Wietnamu, gdzie kupują ją Chińczycy i sprzedają w Chinach.

l-copy

Czasem, najzwyczajniej w świecie, brakuje mi słów.

‘Wy macie zegarki, a my mamy czas’

Takie stwierdzenie przeczytałem ostatnio i bardzo mi się spodobało. Bo ono doskonale oddaje Chińskie podejście do czasu.

n-copy

Dwa tygodnie temu poprosiłem naszą koordynatorkę o wydrukowanie egzaminów na nadchodzący poniedziałek. Dostałem je w piątek. No tak, nie powinienem narzekać bo dostałem w piątek na dwa dni przed egzaminami. Tylko to jest taki jeden z kamyczków w ogrodzie Chińskiego podejścia do czasu – dlaczego mam zrobić coś wcześniej skoro mogę to zrobić później.

r-copy

Drugim takim kamyczkiem jest to że moi studenci mają cały semestr na przygotowanie prezentacji na dowolnie wybrany temat zabrali się za to w tym tygodniu. No dobrze, nie wszyscy, ale jednak większość. Problem jest jeden – to jest połowa semestru, od poniedziałku ruszają egzaminy, a potem zostały już tylko dwa zajęcia i egzamin ustny, także tego…już wiem że część z nich tylko łatwych 15 punktów nie dostanie. Pytanie czy oni to wiedzą?

Tydzień trzeci

niedziela, Wrzesień 11th, 2016

img_20160828_072136

Czyli bing, nie mamy za bardzo w Polsce odpowiednika, ale od biedy można to porównać do tortilli, czy naan. Oczywiście zależy od rodzaju, bo niektóre bardziej przypominają ciastka.

Bing to po prostu ogólne słowo oznaczające produkt spożywczy na bazie mąki pszennej. W Polsce powiedzieliśmy chleb a potem zaczęlibyśmy rozróżniać czy chodzi o żytni, razowy, tostowy, z ziarnami, bezglutenowy i tak dalej.
Jedynym wymogiem dotyczącym wszystkich bing jest to że musi być okrągły. Oczywiście potem można go pociąć, ale swoje życie rozpoczyna na okrągło.

Oczywiście rodzajów jest kilka. To Chiny, więc nie da się inaczej. Bing może być zarówno bez nadzienia, tak jak na przykład jest to w Xinjiang gdzie co najwyżej posypie się go sezamem (pycha są te muzułmańskie chlebki, pycha), czy w Shaanxi gdzie smak smaży się go na głębokim oleju (u June w wiosce tak robili, rany jakie to było dobre), może też być płaski ze świeżą cebulą, albo pulchny z różnymi wkładkami. I tak, ten na zdjęciu poniżej ma wkładkę z kapusty.

p1230684

Oczywiście jest pyszny. Aczkolwiek to jest zdjęcie z zeszłego tygodnia, ten w tym tygodniu już taki dobry nie był.

Także niektóre się piecze, niektóre smaży, niektóre smaży na głębokim oleju, ale rzecz jest taka że na północy jest ich więcej. Dużo więcej niż na tym odległym południu.

Ogórek kiwano

Nazwa łacińska to cucumis matuliferus, zwany także rogatym melonem, afrykańskim rogatym ogórkiem/melonem, melonem galaretowym,  żywopłotową tykwą, melano, czy też owocem nadymką.
Jednoroczne pnącze z rodziny ogórkowatych. Owoc ma, co widać na zdjęciu, ciernie przypominające rogi. Dojrzały powinien mieć żółtą/pomarańczową skórkę, oraz zielony, przypominający galaretkę miąższ.

14225539_680011178818935_8699095802944799583_n

Wywodzi się z Afryki, a obecnie hoduje się go w USA, Chile, Australii i Nowej Zelandii.

Jest jednym z głównych źródeł wody w czasie pory suchej na pustyni Kalarahi. W północnych rejonach Zimbabwe nazywa się go gaka lub gakachika i jest przede wszystkim dodatkiem do sałatek i jako przekąska.

W smaku przypomina połączenie ogórka i cukinię, lub ogórka, cytrynę i banana. Dla poprawy smaku można dodać soli lub cukru.

Prawdę mówiąc to bez cukru się tego zjeść nie dało, znaczy dało, ale smaku w tym nie było za grosz. Kiepskie i nie polecam, chociaż może w Afryce będzie lepsze.

Szpital

week3ab
Jedna z kilku nowych ulicznych śniadaniowych restauracji.

Byliśmy z June w szpitalu w środę celem zrobienia najprostszego możliwego badania krwi z rozmazem. Na szczęście znalezienie nazwy badanie krwi z rozmazem po chińsku nie było aż tak trudne jak się początkowo spodziewałem (jeżeli kiedykolwiek będziecie musieli szukać rzeczy bardziej medycznych i translatory się wyłożą to szukajcie na różnych wersjach językowych Wikipedii, tam na 99% wtopy nie będzie).

Także tak…najpierw spróbowaliśmy się zarejestrować drogą komputerową. Bo w tym konkretnym szpitalu są ustawione komputery (podobno w całym Xiamen są) połączone z systemem kart, które dostaje każdy pracujący w mieście, i właśnie za pomocą tej karty można dokonać rejestracji.

Karta June nie działała, ale sądząc po tym ilu ludzi stało w kolejkach do ręcznej rejestracji, a ilu przy komputerach to nikomu nie działała.

week3ad

Popołudniowy powrót do domu nie może odbyć się bez wizyty na ekspozycji skuterów

Po zarejestrowaniu się udaliśmy się na drugie piętro, będące w moim odczuciu pierwszym, ale Chińczycy jak i Amerykanie nie uznają parterów więc niech będzie że drugie, tam odstaliśmy jakieś pół godziny w kolejce i zarejestrowano nas po raz drugi, tym razem już na konkretne badania, przy okazji podjęto próbę sprzedania nam dodatkowych badań, ale że nie były nam potrzebne to po trzech minutach drugi gabinet z rejestracją opuściliśmy.

Okazało się że na badanie krwi June ma za mało pieniędzy na karcie i musi dopłacić, na szczęście w szpitalach są piękne wpłatomaty, także wpłaciła pieniądze i mogliśmy ruszyć do trzeciej kolejki, tym razem kolejki właściwej do pobierania krwi. Kolejne 10 minut, a to tylko dlatego że June stanęła w kolejce dla nagłych wypadków, bo gdyby stała w normalnej to zajęłoby to minimum pół godziny.

week3b

Zawodowi żebracy. Co weekend przed tym samym sklepem.

Krew pobrali, wydali kwitek i pierwszy pozytyw: wyniki miały być już za 30 minut do godziny. Były za minut 40, a odbierało się je przesuwając kwitek z kodem kreskowym pod skanerem który był podłączony do komputera z drukarką. Gdy tylko wyniki były dostępne na ekranie pojawiała się odpowiednia informacja a wyniki samoczynnie się drukowały.  Także nie było aż tak strasznie.

Mleko

W Chinach jest generalnie rzecz biorąc trudno dostępne i drogie, przynajmniej mniejszych miejscowościach. W Jiawang miałem z tym problemy i były miesiące gdzie zamiast z mlekiem miałem owsiankę z jogurtem na śniadanie, głównie z powodu mojej nieuwagi, ale jednak.

week3d

Rozorana ulica, a co za nią? Dowiemy się jak ją naprawią.

Kupno normalnego mleka jakie my znamy jest bardzo trudne bo te Chińskie są jakieś takie inne i trzeba się ratować mlekiem z zagranicy, podobnie jest zresztą z wszystkimi innymi wyrobami mleko pochodnymi czyli serami, jogurtami, czy śmietaną. Ja z tym jakiegoś wielkiego problemu nie mam, mógłbym żyć na tych chińskich produktach i przez trzy lata żyłem. Aż pewnego dnia wpisałem na taobao 波兰牛奶 czyli polska mleko, bo robienie z tego polskie mleko nic by mi nie dało, a jedynie wyszukiwanie mogłoby zakłócić. No i znalazłem od strzału.

untitled

Najlepsze w tym wszystkim jest to że importowane mleko z Polski jest tańsze od tych Chińskich wymyślanych produktów mlecznych.

Pogoda

Pogoda jest fantastyczna. Chłodno z rana i biega się super. Potem co prawda robi się gorąco, duszno, wieczorami pojawiają się burze, ale gdy się wychodzi biegać to jest fantastycznie. Bez porównania lepiej niż rok temu. Chciałbym powiedzieć że w tym roku lepiej się zaaklimatyzowałem, ale byłoby to kłamstwo bo rok temu było przeraźliwie gorąco i parno, a w tym roku jest tak przyjemniej do życia.

Namioty z rodzicami

tents

Skoro ostatnio pierwszaki pojawiły się w szkolę to kilka słów o takim nowym zjawisku.
Nazywa się ono爱心帐篷, czyli ‘namioty miłości’. Nie no poważnie, ‘namioty miłości’, bardziej dwuznacznej nazwy nie mogli sobie wymyślić.

O co chodzi?

W Chinach rodzice są niezwykle mocno zaangażowani w życie swoich dzieci, o matkach tworzących godzinne plany zajęć dla pięciolatków nie ma co pisać bo to patologia, ale taki przykład z życia: June ma dostać nowego ucznia, ale zanim go dostanie matka owego ucznia oczekuje że June prześle Jej swój życiorys z wyszczególnionym doświadczeniem i wykształceniem, słowem wybadać.
Jak to się ma w końcu do tych namiotów miłości?
Rodzice przyjeżdżają ze studentami na uniwersytety i zostają tam przez jakiś czas by pomóc się dzieciom zaaklimatyzować, a że taki rodzic nie ma za bardzo gdzie spać bo hotele w okolicy mają tylko ograniczoną pojemność to często śpi na ławce, albo jakiś pudłach, albo z dzieckiem w łóżku. A teraz, w niektórych szkołach, już nie! Teraz szkoły otwierają pola namiotowe wewnątrz sal, najczęściej na terenie sali sportowej i pozwalają tam rodzicom spać.

Oczywiście podnoszą się głosy mówiące że to jest rozpieszczanie dzieciaków do niepojętej potęgi, co nie jest jakoś dalekie od prawdy, w końcu to są osoby dorosłe które muszą się swoim życiem w końcu zająć, ale jest też druga strona medalu.

Dla tych rodziców to ostatni moment by spędzić ze swoimi dziećmi trochę czasu, a także okazja by poznać uniwersytet i miasto w którym ich dziecko zamieszka. Jest to także okazja na wycieczkę by trochę lepiej poznać swój kraj.

 week3w

Czasem trzeba znaleźć swój cichy kącik

week3v

week3s

Jak widać nie tylko hipsterzy dbają o zarost.

week3p

Strażnik parku

week3n

Chwila spokoju przed burzą

week3f

W trzy osoby na skuterze to jeszcze nie problem.

Ku pamięci

piątek, Marzec 13th, 2015

Mając lat kilkanaście zacząłem czytać coś innego niż lektury szkolne. Trochę mi zeszło bo nigdy jakoś specjalnie nie lubiłem czytać, żadne książki do mnie nie przemawiały. Właściwie to oprócz gier mało rzeczy do mnie przemawiało. Lubiłem za to czytać o grach. Tak czytając o grach zacząłem czytać książki ze świata Gwiezdnych Wojen, aż w pewnym momencie, w jednej z recenzji gier, przeczytałem o fizyku który przetłumaczył kilka książek pewnego angielskiego autora i z pewnością te książki spodobają się każdemu komu spodobała się gra.

Tytułu gry już nawet nie pamiętam, ale spodobała mi się wizja przeczytania czegoś podobnego do niej. I tak zakupiłem Kolor Magii. Dzisiaj gdy o tym myślę wiem że było to zrządzenie losu bo tych książek było już w Polsce kilka, a ja trafiłem na tę pierwszą (chociaż niektórzy mówią że nie należy ich czytać w kolejności wydawania).

Trafiłem, przeczytałem i chciałem więcej. Były chwile gdy nie mogłem przestać się śmiać widząc świat który jest kpiną z fantastyki którą czytał tata. I tak wsiąknąłem.

Gdy tylko miałem pieniądze kupowałem książki, ale już nie tylko dla zabawy, a także dla przemyśleń. Jedną z najlepszych książek o religii jaką przeczytałem były Pomniejsze Bóstwa, która zasiała ziarno zaczyna kiełkować.

Przez większość mojego życia praktycznie co roku czytałem chociaż jedną Jego książkę, bo można było na Niego zawsze liczyć. Niektóre były lepsze, niektóre trochę słabsze, chociaż im częściej się nad tym zastanawiam tym częściej dochodzę do wniosku że ich odbiór byłby inny gdybym ja był w innym momencie swojego życia.

Śmiałem się przy wolnych ciutludziach który będąc na ziemi myśleli że są w niebie, byłem z Vimesem gdy walczył ze swoimi demonami i im bliżej poznaję historię autora tym lepiej widzę jak bardzo był do Vimesa podobny, byłem z babcią Weatherwax gdy uczyła ludzi jak żyć, byłem ze Śmiercią który nie jest złośliwy, a jedynie bardzo dobry w tym co robi, byłem z dziesiątkami innych bohaterów.

A wszystko to dzięki Sir Terry’emu, który odszedł wczoraj. Dziękuję.

Czekanie

środa, Marzec 11th, 2015

Właśnie rozlega się dzwonek informujący że do pierwszych zajęć popołudniowych zostało dziesięć minut. Oznacza to że do moich zajęć zostały jeszcze dwie godziny i dziesięć minut. Sporo.

Nie znoszę czegoś takiego, nigdy nie lubiłem i nie polubię. Człowiek budzi się rano, idzie biegać, wraca, robi wszystko co robi rano, idzie na zakupy, odbiera przesyłki i nagle w porze obiadowej gdy myśli że ma jeszcze pół dnia przed sobą zdaje sobie sprawę że jeszcze trzeba iść na zajęcia.

Albo gdzieś wyjechać, wyskoczyć na jeden dzień. Nie można, bo jak to tak? Przecież są zajęcia od 1610 do 1800. To jeszcze jest mały problem. Od maja będą od 1640 do 1830. To już jest dopiero przegięcie. Żeby ludzi trzymać w szkole do tej godziny? To jest niepoważne.

Będę o tym pisać jeszcze wielokrotnie, mam nadzieję że nie szesnaście razy, ale na pewno kilka razy ten temat się przewinie.

Dwa dni przerwy od biegania nie są czymś co lubię, nigdy tego nie robiłem, chyba że musiałem, w tym semestrze nie mam jednak wyjścia, o czym już pisałem.
Dzisiaj wyszło z tego całkiem przyzwoite bieganie i czuję że jest dobrze, zobaczę jak będę czuł się w niedzielę po tych pięciu dniach.

O ile samo bieganie to nie problem to wstawanie rano potrafi być problematyczne. Trzeba samego siebie przekonać że warto iść biegać, że to jest naprawdę to czego chcemy a leżenie w łóżku jest czymś czego nie chcemy.

Pewną praktykę już w tym mam, w dodatku mam taki komfort że nawet jeżeli jeden dzień odpuszczę to pozostaną mi jeszcze cztery, także nie muszę się za bardzo martwić. Poza tym nastawienie do biegania mam bardzo dobre. Jestem mocno zmotywowany tym nadchodzącym maratonem (jeszcze tylko osiemnaście dni, czyli dwa długie biegi w soboty), ale przede wszystkim czuję ogromną radość gdy idę biegać.

A że coraz wcześniej robi się jasno to za parę tygodni te problemy ze wstawaniem znikną aż do jesieni. Aż chce się biegać.

Fotoblog – zdjęcia z komórki

poniedziałek, Lipiec 14th, 2014

DSC_4799 (Copy)

Siłownia to miejsce dla każdego niezależnie od wieku.

DSC_4804 (Copy)

I ubrania.

DSC_4805 (Copy)

Zupki błyskawiczne popularne są wszędzie.

DSC_4806 (Copy)

Nawet w zapchanych pociagach.

DSC_4911 (Copy)

Jak już zająłem ławeczkę i nie ćwiczę to będę oglądał film.

DSC_4921 (Copy)

Albo siądę sobie na urządzeniu do ćwiczenia nóg.

DSC_4934 (Copy)

Skoro obie nauczycielki grają to czemu ja mam się uczyć?

DSC_4935 (Copy)

No przecież ćwiczę!

DSC_4938 (Copy)

DSC_4939 (Copy)

Zupełnie niewzruszony.

DSC_4943 (Copy)

Ani trochę.

DSC_4947 (Copy)

Tyci tyci.

DSC_4957 (Copy)

Zmęczenie.

DSC_4962 (Copy)

Złość.

DSC_4964 (Copy)

PRZECIEŻ ĆWICZĘ!

DSC_4966 (Copy)

Nauczycielu, przepraszam, ale ja nie rozumiem angielskiego.

Śpiąc na lekcjach się go nie nauczysz.

DSC_4967 (Copy)

DSC_4968 (Copy)

DSC_4972 (Copy)

DSC_4973 (Copy)

Tam za walizkami jest kran z wodą. Do mycia rak po wyjściu z toalety.
Komu to potrzebne?

DSC_4975 (Copy)

DSC_4976 (Copy)

DSC_4978 (Copy)

Strój naprawdę nie ma znaczenia.

DSC_4991 (Copy)

DSC_4997 (Copy)

Nawet w szkole nie ma znecznia…

Ostatnie poniedziałkowe bieganie

poniedziałek, Czerwiec 30th, 2014

I o ile początek był obiecujący, tak gdzieś na szóstym kilometrze poczułem głód i czułem że to się dobrze nie skończy, a na ósmym złapała mnie kolka i wiedziałem że z tego nic dobrego nie będzie. Dobiegłem do godziny, a do mieszkania wróciłem spacerem. Chciałem napisać pieszo bo bieganie to dla mnie coś innego niż chodzenie pieszo, ale przecież jak biegnę to też biegnę pieszo. W każdym razie uznałem że nie ma sensu się mordować i odpuściłem. Mogłem biec, ale wtedy pewnie znienawidziłbym bieganie i nie chciałoby mi się wyjść jutro, a jutro też wyjść pobiegać z rana chcę.
Nie ma sensu się mordować gdy biega się dla przyjemności. Bieganie ma przede wszystkim sprawiać radość.
Lało się dzisiaj ze mnie potwornie. Dwa lata temu mój organizm był przyzwyczajony do biegania w takiej temperaturze i chociaż się pociłem to nie aż tak jak teraz. Praktycznie co trening wracam z koszulką z której można pot wyżymać, wygląda tak jakbym wrócił z biegu w deszczu. I trochę mi z tym źle, ale nigdy nie ma warunków idealnych do biegania, także nie ma co narzekać. Jeżeli się chce to można biegać, jeżeli się nie chce to wypada odpuścić.

Zakończyłem zajęcia, oddałem książki, oddałem klucze, rozdałem prezenty i widziałem że nawet komuś się tam głupio zrobiło że nie miał nic dla mnie, ale to nie o to chodzi przecież. Dzieciaki z SSAT zrobiły mi zdjęcia i pojechałem do mieszkania.
Jechałem, jechałem, dojechałem, zsiadłem, wyjąłem klucze i dotarło do mnie że nie mam już tych kluczy do tej szkoły. Nie mam…to koniec tej przygody, tego rozdziału, ale to coś więcej. Już tam nie wrócę i chociaż pożegnałem się ze wszystkimi to czuję że będzie mi tych ludzi brakować. Zwłaszcza że Nancy powiedziała że otwierają nowe sale i w sumie to szkoda że wyjeżdżam.
I tak mi się smutno zrobiło z tego powodu. Bo tak powiedziała, bo te klucze, bo to wcale nie było tak jakbym miał już tam nie wrócić…a jednak nie wrócę. Już drugi rok z rzędu to przechodzę i wcale łatwiejsze nie jest. Pomimo tego że przecież z Jiawang jestem bardziej zżyty.

Teraz już nikt nie wydaje mi się potworkiem, ani potworem, żadnego ucznia bym się nie pozbył. Teraz wszystko mi pasuje, chociaż przez ten rok było momentami tragicznie. Jednak czuję że rozwinąłem się jako nauczyciel. Prowadziłem z zajęcia przygotowujące do SSAT czyli wstępnych egzaminów do prywatnych ogólniaków w USA, prowadziłem z zajęcia z dzieciakami w wieku 6-10 lat i to bez potrzeby używania chińskiego. Czuję że to mi naprawdę wiele dało. Przede wszystkim pod kątem nauki języka chińskiego, ale także pod kątem praktyki nauczycielskiej, wykorzystywałem wiele narzędzi które myślałem że się sprawdzą i chociaż wiele z nich się nie sprawdziło to kilka już tak i jestem z tego zadowolony. Zostawiłem Chrisowi swoje notatki na temat uczniów, żeby mógł to przekazać kolejnemu nauczycielowi. Ciągłość musi być. I będę za tę szkołę kciuki trzymał.

A dzisiaj bez zdjęć, bo zamiast się szlajać po dworze przed obiadem to wysprzątałem przedpokój. Taki byłem pracowity.

Pomyliłem się

sobota, Maj 10th, 2014

P1110906 (Copy)

I zamiast 18 pobiegłem blisko 22. Zdarza się najlepszym…Nie potrafię zapamiętać że od takiego mostku mam do końca parku blisko dwa kilometry, a od końca parku do mieszkania kolejne dwa. Zapominam o tym i robię dodatkowe kółko.
Nie ma niczego złego w zapomnieniu się, w zagubieniu się w biegu i przełączeniu się na po prostu biegnij gdy nie ma się planów i jest się przyzwyczajonym do takich obciążeń. Ja miałem plan żeby odpocząć przed poniedziałkową trzydziestką.

P1110882 (Copy)

Nie wyszło do końca. Właściwie to w ogóle nie wyszło, ale pisząc to mam uśmiech od ucha do ucha bo mimo wszystko bieganie sprawia mi przyjemnością. Mam teraz takie nastawienie: nie udało się powstrzymać? No to trudno, w poniedziałek pobiegniesz wolniej. I tyle, wiem że te trzydzieści i tak pobiegnę, szybciej czy wolniej to już bez znaczenia, grunt żeby przebiec i skończyć ten tydzień.

P1110885 (Copy)

Biegło mi się ciężko. Naprawdę, naprawdę ciężko. Znaczy…głowa dawała radę, nogi też, ale pociłem się strasznie i aż sam się zdziwiłem jak biała była moja koszulka. Nie wiedziałem że się aż tak pocę. To zdumiewające bo nigdy nie pociłem się aż tak bardzo…chociaż nie, to nie prawda. Podobnie pociłem się gdy zaczynałem biegać i było upalne lato. Pamiętam że wtedy codziennie myłem koszulkę i po paru godzinach była już sucha, ale od tamtej pory…nawet w Jiawang tak nie było.

P1110887 (Copy)

A teraz…no jakaś tragedia. Chociaż…dzisiaj było faktycznie ciepło, nie jakoś słonecznie, ale ciepło. To jest właśnie taka złudna pogoda: wydaje się w porządku bo jest pochmurno, ale temperatura jest wysoka i człowiek się poci. Dlatego w ten poniedziałek biegło mi się tak dobrze. Padał deszcz i nie musiałem się temperaturą przejmować.

P1110894 (Copy)

Przy moim stylu biegania: czyli niezabieraniu ze sobą ani wody ani pieniędzy by wodę kupić deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem bo w jego trakcie nie pocę się tak bardzo, więc nie tracę ani wody ani mikroelementów więc po biegu nie czuję się tak wypompowany jak po biegu przy wyższej temperaturze.

P1110896 (Copy)

Chyba dlatego tak wielu biegaczy lubuje się w bieganiu przy niższych temperaturach. Najzwyczajniej w świecie wtedy to nasze zmęczenie jest mniejsze. A dzisiaj było ciężko, nie jakoś bardzo, bo gdyby było bardzo ciężko to bym machnął ręką, ale było to kolejne przesunięcie granicy.

P1110897 (Copy)

Granicę trzeba przesuwać stopniowo i delikatnie bo coś może w końcu pęknąć, a tego nie chcę. Ludzie się uśmiechali, mówili hello, gdy miałem siłę to odpowiadałem, gdy nie miałem to tylko podnosiłem rękę i starałem się uśmiechnąć. To przerażające że nawet w taką pogodę ludzi w tym parku jest od groma, naprawdę od groma.

P1110898 (Copy)

Patrząc na moje zdjęcia można dojść do wniosku że w Chinach jest jak w Polsce, prawie pusto, mało ludzi, ale rzeczywistość jest diametralnie inna. Ludzi jest zatrzęsienie, to jest wręcz nie do pojęcia. Owszem, słyszymy półtorej miliarda ludzi, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jak to wygląda naprawdę.

P1110899 (Copy)

Ludzie są wszędzie, tutaj nie ma możliwości by sobie pójść gdzieś na zewnątrz i pobyć w samotności. To jest nie do pojęcia, nie do pomyślenia, nie do wykonania! Tutaj zawsze, ale to zawsze ktoś jest. A gdy jest wolne to tych ktosiów są nie setki lecz tysiące. TYSIĄCE! I ja chciałbym żartować, ale popatrzcie na to:

3ca8pef - Imgur (Copy)

ImiVdDL - Imgur (Copy)

uchG1DU - Imgur (Copy)

To zdjęcia ze święta pracy, czyli takiego święta które ważne dla Chińczyków nie jest więc sobie podróżują. Nadchodzące święto smoczych łodzi jest ważniejsze i jest okazją do spotkania z rodziną. Oczywiście gro ludzi ruszy gdzieś w podróż, ale takich tłumów nie przewiduję. Rok temu byłem wtedy w Kaifeng i było super. Praktycznie nikogo, co prawda drugi dzień ciągle padało, więc to też miało pewien wpływ.

P1110899 (Copy)

W tym roku mam trochę inne plany i mam nadzieję że tam gdzie ruszę też nie będzie zbyt wiele ludzi, chociaż spodziewam się że parę jednak będzie, ale że ruszam w takie mało turystyczne miejsce to powinno być dobrze.

Interwały

czwartek, Maj 1st, 2014

P1110671 (Copy)

Myślałem że jestem w stanie sobie tak wyjść i pobiec 8 kilometrówek w tempie 4:24-4:28. Tak myślałem bo czułem się świetnie, biegło mi się lekko i czułem że będzie dobrze. Poza tym mam jakąś tam bazę wyrobioną i myślałem że ciało pamięta, więc będzie dobrze.

P1110677 (Copy)

To próba okłamania samego siebie bo wiedziałem że będzie ciężko, bałem się tych interwałów, wiedziałem że rok temu biegałem mniej, ale biegałem interwały od pierwszego tygodnia marca, a do tego dokładałem setki kilometrów tygodniowo na meridce.

P1110681 (Copy)

Nie chciałem pamiętać o tym bólu który czułem biegając interwały, nie chciałem sobie przypominać o tym że zaczynałem spokojnie od takiego pitu pitu 20-60, przechodząc do 30-15 a potem robiąc dwusetki i czterysetki przygotowując się do tych kilometrówek.

P1110685 (Copy)

A mimo to one nie były takie lekkie. Pomimo dwóch miesięcy przygotowań to i tak miałem z nimi problemy.
Teraz postanowiłem to pominąć. Tak nie można, nie można pomijać takich przygotowań. Są rzeczy do których trzeba się przyzwyczaić. Zwłaszcza w moim przypadku.

P1110686 (Copy)

Te moje prędkości nie są jakieś niesamowite, ale nigdy nie przychodziły mi z łatwością. O wiele łatwiej jest mi biegać więcej i dłużej, ale bieganie szybsze jest czymś do czego muszę podchodzić stopniowo. Kroczek po kroczku.

P1110687 (Copy)

Dzisiaj wskoczyłem od razu na głęboką wodę i prawie utonąłem, bo chociaż ciało pamięta to pamiętało tylko przez dwa pierwsze powtórzenia. Zacząłem trzecie i wiedziałem że nie dam rady, czułem że to za szybko więc zwolniłem i postanowiłem po prostu przebiec. Podobnie przy czwartym który poszedł trochę szybciej. Piąte, szóste i siódme były już żenująco wolne. Ostatni wyszedł tak samo jak trzeci, czyli też słabo, ale lepiej już trzy poprzednie.

P1110689 (Copy)

Nie było łatwo. Wydłużałem te trzyminutowe przerwy jak tylko się dało. Zatrzymywałem się, łapałem oddech, spacerowałem, robiłem wszystko czego robić nie powinienem, ale stwierdziłem że mam dzisiaj czas i mogłem się pobawić. Odpoczywałem a potem biegłem.

P1110691 (Copy)

Nie na maksa, bo wiedziałem że nie dam rady na maksa. Gdzieś tak na drugim kilometrze zaczęły mnie uda boleć, dla odmiany dwugłowe. To nowość, ale one będą boleć przy takich prędkościach. Dlatego muszę się do nich przyzwyczaić.

P1110694 (Copy)

Teraz mam jakieś 6-8 tygodni z interwałami, więc powinno być dobrze, powtórzę co robiłem rok temu, czyli zacznę od krótszych i szybszych odcinków i stopniowo będę je wydłużał. Powinno być dobrze, a jak nie, to nic się nie stanie bo przecież teraz i tak nie trenuję a jedynie sobie biegam dla przyjemności.

P1110695 (Copy)

A teraz muszę to wrzucić żeby przy kolejnym podejściu móc sobie porównać:
4.21 – 4.24 – 4.48 – 4.42 – 4.57 – 4.56 – 5.06 – 4.48
Czyli dokładnie tak jak napisałem – coraz wolniej.

P1110697 (Copy)

Cudów nie ma, ale wytrzymałem te osiem powtórzeń, dwie godziny później czuję się już okej, ale nie ma najmniejszej opcji żebym pojechał dziś do tego parku. Na to jeszcze jest za wcześnie. Te trzy dni wolnego chcę w końcu wykorzystać na błogie lenistwo i nadrobienie filmowych zaległości.

P1110698 (Copy)

Najgorsze że pogoda ma się popsuć i już jutro ma padać, a temperatura ma spaść poniżej 10 stopni. Dzisiaj ma oscylować w okolicach 30, widać natura też lubi mieszanie bodźców ;-)

P1110700 (Copy)

Ruszyłem się znaleźć rowerowego doktora. Pierwszy adres okazał się być nieaktualny. Drugi okazał się być strzałem w dziesiątkę. Najpierw zadzwoniłem do niezastąpionej June i wyjaśniłem o co poprosić, a po załatwieniu wszystkich formalności poszedłem porobić zdjęcia.

P1110703 (Copy)

Wróciłem dwadzieścia minut później i przerzutki były wyregulowane a łańcuch naoliwiony. I to za darmo…Ta chińska uczynność mnie nie przestaje zaskakiwać. I to nawet w takim mieście. Teraz pewnie szlag trafi pogodę i wiele mi z tej naprawy nie przyjdzie, ale będzie na przyszłość.

P1110704 (Copy)

Co tam słychać w Chinach?

Trzy osoby zginęły a 79 zostało rannych w wyniku ataku terrorystycznego na stacji kolejowej w Urumqi, stolicy Ujgurskiego regionu autonomicznego w północno zachodnich Chinach.
Xi Jinping odwiedzał to miasto od dwudziestego siódmego do trzydziestego kwietnia. Zapowiedział już przeprowadzenie zdecydowanych akcji przeciwko terrorystom.
Pora na kolejne dokręcenie śruby, bo poluzowanie jej w tym momencie byłoby zbyt ryzykowne.

Rewolucje

środa, Kwiecień 30th, 2014

P1110647 (Copy)

Ktoś mądry powiedział kiedyś że rewolucje nie wybuchają gdy grupa rządząca jeszcze mocniej dokręca śrubę, ale gdy przyjdzie czas ją poluźni trochę. Podobnie ma się sprawa w przypadku Rosji i NATO. Najpierw nie zareagowano w sprawie Gruzji w 2008, w konsekwencji czego na te tereny mówimy obecnie Osetia Południowa, a teraz NATO stoi i się patrzy na Krym.

P1110646 (Copy)

Dlatego zawsze należy dokręcać śrubę. Stopniowo bo stopniowo, ale zawsze. Ludzie do wszystkiego się przyzwyczają.
W Chinach przyzwyczajono się już do braku facebooka, youtube’a, twittera, czasem nawet guardian.co.uk nie wejdzie, do tego że nie mówi się o trzech T: Tybecie, Tajwanie, wydarzeniach na placu Tienanmen.

P1110654 (Copy)

A ostatnie dwa tygodnie przyniosły dwie wiadomości:
– aresztowano dwadzieścia dziewczyn publikujących w internecie opowiadania erotyczne opowiadające o miłości dwóch mężczyzn
– zakazano publikowania nowych odcinków, oraz usunięcie starych części seriali z USA, w tym The Big Bang Theory.

P1110656 (Copy)

To pierwsze uznano za opowiadania o naturze pornograficznej a dziewczyny poszły do więzienia na jakiś tam czas. To jest kompletna bzdura. Takie opowiadania bankowo są publikowane gdzieś w Polskim internecie, gdzieś w Tureckim internecie i każdym innym. Bo nie ma innej opcji. I może nam się sam koncept nie podobać, ale to nam krzywdy nie czyni.

P1110658 (Copy)

Nikt nam nie każe tych stron oglądać, tych tekstów czytać, to sobie najzwyczajniej w świecie jest i kto chce ten czyta, kto nie chce ten nie czyta. Idę o zakłada że mnóstwo z nas nawet sobie nie zdawało sprawy że coś takiego istnieje. Rząd Chiński zgodnie z tą mądrą zasadą dokręca śrubę i zakazuje publikowania takich rzeczy.

P1110659 (Copy)

Teraz się tego nie doszukam, ale rok temu znalazłem artykuł w chińskim internecie który chwalił rząd chiński za to że nie zwalczają homoseksualistów. No i nie zwalczają, ale śrubę trzeba dokręcć.
Usunięcie tych seriali to już w ogóle sprawa dziwna bo nie podano żadnych przyczyn.

P1110662 (Copy)

Po prostu nakazano ich zdjęcie. Podobno jakaś wersje TBBT ma być puszczana w telewizji i żeby nie robić konkurencji zdjęto ją z sieci. Może chodzi o coś tak błahego jak pieniądze i chęć ograniczenia wielkości rynku zajmowanego przez seriale z zagranicy. Może ma to mieć związek z tym stopniowym odcinaniem się od Zachodu?

P1110664 (Copy)

Kto to wie. Nie wspominałbym o tym gdybym nie dostał wczoraj wiadomości od Shawna: Bart, mam do Ciebie prośbę. Rząd nakazał usunięcie The Big Bang Theory i nie mam gdzie obejrzeć, czy możesz ten serial skądś ściągnąć?
To jest właśnie stopniowe dokręcanie śruby.

Najpierw przyszli po komunistów,
ale się nie odezwałem,
bo nie byłem komunistą.

Potem przyszli po socjaldemokratów
i nie odezwałem się,
bo nie byłem socjaldemokratą.

Potem przyszli po związkowców,
i znów nie protestowałem,
bo nie należałem do związków zawodowych.

Potem przyszła kolej na Żydów,
i znowu nie protestowałem,
bo nie byłem Żydem.

Wreszcie przyszli po mnie,
i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną.

Martin Niemöller

Tutaj jednak nie powinno być tak źle. TBBT mam skąd ściągnąć, także Shawna nie pozostawię na lodzie.

P1110665 (Copy)

Ciepło dzisiaj niezwykle, ale ostatnie moje zajęcia odwołano, więc mogłem wrócić do mieszkania wcześniej i po drodze udało mi się nawet zrobić zakupy.

P1110666 (Copy)

Czasem Changchun wygląda jakby nadchodziła fala zombie od strony dworca bo wszyscy chcą uciec. A dzisiaj to już chyba naprawdę wszyscy chcieli uciec bo chyba szybciej bym do mieszkanie zaszedł pieszo niż dojechał tym autobusem.

P1110668 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

poniedziałek, Kwiecień 28th, 2014

P1110601 (Copy)

Plan na dzisiaj był prosty. Bo przyznać się muszę że mam rozpisany plan, czyli trochę trenuję, ale nie tak jak poprzednio i nie w takim rozumieniu jak do tej pory. Owszem biegam, dalej dla przyjemności bez wymuszanego wyjścia na dwór, ale mam napisane ile powinienem przebiec. Owszem, gdy przebiegnę mniej to zły potwór mnie nie zje, ani nie będę mieć gorszego dnia, ale mam taki plan rozpisany bo chcę w lipcu ten maraton pobiec.

P1110605 (Copy)

I teraz taka dygresja, ludzie sobie wybierają jakieś daty które mają dla Nich znaczenie i ten konkretny dzień chcą uczcić jakimś biegiem, lub konkretnym dystansem. Niektórzy biegają 28km na 28-e urodziny (w tym ja), inni chcą ukończyć pierwszy maraton przed 40-ymi urodzinami. A ja tak po prawdzie to nie mam takiej daty która byłaby dla mnie tak jakoś szczególna że chcę ją uczcić biegiem. Przynajmniej w chwili obecnej. Rozumiem ten koncept, ale teraz jestem od niego odsunięty.

P1110609 (Copy)

Także plan. Planem na dzisiaj było przebiec 26 kilometrów. Jak postanowiłem tak uczyniłem. Zacząłem za szybko, na stadionie stopniowo wyhamowywałem, ale w dalszym ciągu było za szybko. Dobiegając do parku trochę się obawiałem że nie wytrzymam, bo chociaż biegałem w takim tempie rok temu przed maratonem, to nie jest to jednak coś fajnego. A przynajmniej wtedy nie było. Dzisiaj natomiast było w porządku. Żadnych kolek, problemów z udami, nawet ramiona ładnie współpracowały, a one po dwudziestu paru lubią dać się we znaki. W dodatku pogoda świetna i mogłem spokojnie biegać w krótkich spodenkach i koszuli z krótkim rękawem, nawet przy jeziorze bo nie było ani trochę wietrznie.

P1110610 (Copy)

Przyznam się szczerze że trochę się pogmatwałem w tych kilometrach i okazało się że zrobiłem dokładnie taką samą końcówkę co tydzień temu czyli 780 metrów. Nie wiem jak to się udało, ale jakoś tak wyszło. Czuję się wyśmienicie, nie jestem tak spragniony jak w sobotę kiedy to czułem że mogę wypić wszystko, ani tak zmęczony jak tydzień temu. Powoli, powoli przyzwyczajam się do takiego biegania, czyli jest dobrze.

P1110612 (Copy)

Powinienem zacząć już myśleć nad interwałami bo chociaż uwielbiam biegać długo i powoli to właśnie takie szybkie bieganie jest motorem napędowym rozwoju. Tyle tylko że to jest poważna kwestia do rozważenia: czy ja w ogóle chcę się jeszcze bardziej rozwijać jako biegacz. Wiem że chcę kiedyś spróbować sił w IronManie i przebiec jakiś dystans ultra. A do tego trzeba biegać efektywniej, czyli może i mniej ale szybciej, właśnie interwałowo. Po prostu mięśnie potrzebują innych bodźców. Tyle tylko że to oznacza koniec czwartkowego biegania do parku bo najlepiej będzie interwały robić na stadionie, no i dystans mi się trochę zmniejszy.

P1110615 (Copy)

A ja mam taką nabytą miłość do tych cyferek i lubię jak one są duże. Tak we mnie to siedzi bo łatwiej jest mi policzyć kilometry takie niż inne. Zwłaszcza że nie ma ze sobą pulsometru więc ciężko mi wykalkulować ile czasu spędziłem w danej strefie.
Z okazji długiego weekendu majowego, w czasie którego pewnie będzie paskudna pogoda, zaryzykuję delikatne interwały na stadionie. Spróbuję, co mi tam. Może okaże się to dobre, chociaż już się ich boję. Ten strach jest podobno dobry, ale ja go jakoś nigdy nie lubiłem. Jakoś tak udawało mi się go pokonywać, ale nie znaczy to że była to przyjemna walka.

P1110616 (Copy)

Dość o bieganiu. Teraz będzie o skardze.
Tydzień temu czułem że coś się święci bo jakieś mamy się wykłócały z współwłaścicielką szkoły o minuty. Zaczęło się od tego że zacząłem lekcję parę minut później, bo jacyś starsi Chińczycy siedzieli w klasie i nie chcieli wyjść bo myśleli że zajęcia zaczynają się od 1550. Ja cierpliwie czekałem, ale w końcu pojawiło się więcej uczniów i tamci poszli. Zajęcia skończyłem później o te parę minut z początku, ale mamy poszły się wykłócać. Myślałem że to jednak nie o mnie bo nikt mnie nie wołał. Aż do dzisiaj.
Stojąc dzisiaj przy drukarce Chris powiedział:
– Ci starsi ludzie co tam stoją w sali powiedzieli że zaczynasz zajęcia za późno bo czekasz na innych uczniów. Nie rób tego.
– Ok.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Ok?
– No powiedz ‘dziękuję’.
– Dziękuję. I przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.

P1110618 (Copy)

Takie amerykańskie podejście widać.
Wchodzę do klasy, mówię że zaczynamy, ale nagle starszy chińczyk zaczyna się kłócić z Chrisem pokazując na obrazki. Ja staram się jakoś dzieciaki zająć, pogadać trochę, na tyle na ile One potrafią, bo mają po 8-9 lat.
Chris mówi do dzieciaków:
– On powiedział że na ostatnich zajęciach kolorowaliście cztery obrazki i nic nie mówicie. Mówicie, czy nie?
– Mówimy…
– Ile obrazków kolorowaliście?
– Jeden…
Wchodzą wszyscy Chińczycy z naszej szkoły i rozmawiają, a ja się staram te zajęcia prowadzić.

P1110622 (Copy)

– Bart, mów więcej do tych dzieciaków.
– Dziękuję, od teraz będę się starał by to One mówiły jeszcze więcej.
120 minut to tragedia, ale 90 minut dla 8 latka to przecież też nic łatwego. W dodatku w Ich wypadku nie uznaję przerw tylko daję Im obrazki do kolorowania. Czasem większe, czasem mniejsze, ale przynajmniej mają czas by sobie odetchnąć.
A po cichu Chris mi powiedział:
– Nie przejmuj się, gdyby to było coś poważnego to bym Ci powiedział. To są po prostu problemy starszych ludzi którzy nie maja innych problemów w życiu i ich szukają.
Ludzie wszędzie są tacy sami.