Archive for Kwiecień, 2014

Rewolucje

środa, Kwiecień 30th, 2014

P1110647 (Copy)

Ktoś mądry powiedział kiedyś że rewolucje nie wybuchają gdy grupa rządząca jeszcze mocniej dokręca śrubę, ale gdy przyjdzie czas ją poluźni trochę. Podobnie ma się sprawa w przypadku Rosji i NATO. Najpierw nie zareagowano w sprawie Gruzji w 2008, w konsekwencji czego na te tereny mówimy obecnie Osetia Południowa, a teraz NATO stoi i się patrzy na Krym.

P1110646 (Copy)

Dlatego zawsze należy dokręcać śrubę. Stopniowo bo stopniowo, ale zawsze. Ludzie do wszystkiego się przyzwyczają.
W Chinach przyzwyczajono się już do braku facebooka, youtube’a, twittera, czasem nawet guardian.co.uk nie wejdzie, do tego że nie mówi się o trzech T: Tybecie, Tajwanie, wydarzeniach na placu Tienanmen.

P1110654 (Copy)

A ostatnie dwa tygodnie przyniosły dwie wiadomości:
– aresztowano dwadzieścia dziewczyn publikujących w internecie opowiadania erotyczne opowiadające o miłości dwóch mężczyzn
– zakazano publikowania nowych odcinków, oraz usunięcie starych części seriali z USA, w tym The Big Bang Theory.

P1110656 (Copy)

To pierwsze uznano za opowiadania o naturze pornograficznej a dziewczyny poszły do więzienia na jakiś tam czas. To jest kompletna bzdura. Takie opowiadania bankowo są publikowane gdzieś w Polskim internecie, gdzieś w Tureckim internecie i każdym innym. Bo nie ma innej opcji. I może nam się sam koncept nie podobać, ale to nam krzywdy nie czyni.

P1110658 (Copy)

Nikt nam nie każe tych stron oglądać, tych tekstów czytać, to sobie najzwyczajniej w świecie jest i kto chce ten czyta, kto nie chce ten nie czyta. Idę o zakłada że mnóstwo z nas nawet sobie nie zdawało sprawy że coś takiego istnieje. Rząd Chiński zgodnie z tą mądrą zasadą dokręca śrubę i zakazuje publikowania takich rzeczy.

P1110659 (Copy)

Teraz się tego nie doszukam, ale rok temu znalazłem artykuł w chińskim internecie który chwalił rząd chiński za to że nie zwalczają homoseksualistów. No i nie zwalczają, ale śrubę trzeba dokręcć.
Usunięcie tych seriali to już w ogóle sprawa dziwna bo nie podano żadnych przyczyn.

P1110662 (Copy)

Po prostu nakazano ich zdjęcie. Podobno jakaś wersje TBBT ma być puszczana w telewizji i żeby nie robić konkurencji zdjęto ją z sieci. Może chodzi o coś tak błahego jak pieniądze i chęć ograniczenia wielkości rynku zajmowanego przez seriale z zagranicy. Może ma to mieć związek z tym stopniowym odcinaniem się od Zachodu?

P1110664 (Copy)

Kto to wie. Nie wspominałbym o tym gdybym nie dostał wczoraj wiadomości od Shawna: Bart, mam do Ciebie prośbę. Rząd nakazał usunięcie The Big Bang Theory i nie mam gdzie obejrzeć, czy możesz ten serial skądś ściągnąć?
To jest właśnie stopniowe dokręcanie śruby.

Najpierw przyszli po komunistów,
ale się nie odezwałem,
bo nie byłem komunistą.

Potem przyszli po socjaldemokratów
i nie odezwałem się,
bo nie byłem socjaldemokratą.

Potem przyszli po związkowców,
i znów nie protestowałem,
bo nie należałem do związków zawodowych.

Potem przyszła kolej na Żydów,
i znowu nie protestowałem,
bo nie byłem Żydem.

Wreszcie przyszli po mnie,
i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną.

Martin Niemöller

Tutaj jednak nie powinno być tak źle. TBBT mam skąd ściągnąć, także Shawna nie pozostawię na lodzie.

P1110665 (Copy)

Ciepło dzisiaj niezwykle, ale ostatnie moje zajęcia odwołano, więc mogłem wrócić do mieszkania wcześniej i po drodze udało mi się nawet zrobić zakupy.

P1110666 (Copy)

Czasem Changchun wygląda jakby nadchodziła fala zombie od strony dworca bo wszyscy chcą uciec. A dzisiaj to już chyba naprawdę wszyscy chcieli uciec bo chyba szybciej bym do mieszkanie zaszedł pieszo niż dojechał tym autobusem.

P1110668 (Copy)

Meridka

wtorek, Kwiecień 29th, 2014

P1110639 (Copy)

Pogoda dzisiaj sprzyjała więc wziąłem meridkę na przejażdżkę. Najpierw oczywiście siłownia i obiad, a potem nie mając lepszych planów wyniosłem ją na dwór i pojechaliśmy przed siebie.

P1110628 (Copy)

Początkowo jechałem bez wielkiego tłoku samochodowego, ale to się wkrótce zmieniło i musiałem się między samochodami przemykać co było trochę irytujące i strasznie mnie spowalniało. A na dodatek wybijało z rytmu. Nie ma wiele przyjemności z takiej jazdy która co chwilę jest przerywana koniecznością stania w korku.

P1110630 (Copy)

Nie ma również wiele przyjemności z jazdy po mieście próbując się z niego wydostać. Nie udało mi się, ale tak w gruncie rzeczy to nie zakładałem że mi się uda. Chciałem po prostu wsiąść na meridkę i przejechać kilkanaście kilometrów, tak żeby sobie przypomnieć jak to jest. No i jest super czuję że trzeba ją będzie zawieźć do lekarza by ją wyregulował, najpierw muszę znaleźć kogoś kompetentnego w tym zakresie, ale oprócz tego jest super.

P1110633 (Copy)

Nie napalam się jednak za bardzo na jazdę bo wiem że czasowo nie dam rady jeździć tyle ile bym chciał. Musiałbym albo jeździć w nocy, albo wcześnie rano, a tego nie chcę, bo to nie będzie jazda dla przyjemności. Na szczęście mam te luźne wtorki , ale je z kolei chce się czasem spędzić siedząc w mieszkaniu i oglądając filmy. Tak najzwyczajniej w świecie, bo nie można ciągle gdzieś być czy coś robić, odpoczynek także jest potrzebny. Zwłaszcza gdy widoki towarzyszące jeździe nie są jakieś szczególne i trzeba się sporo napedałować by w ogóle z miasta wyjechać.

P1110634 (Copy)

Najgorsze że sam nie wiem jeszcze ile się napedałować trzeba, ale przypuszczam że godzinę trzeba będzie liczyć. Trzeba będzie także trasę wyjazdową znaleźć i jakoś się do tego przygotować. O ile w Jiawang taka przejażdżka nie byłaby niczym nadzwyczajnym, o tyle tutaj trzeba będzie do tego podejść cierpliwie a i tak nie wiadomo czy się uda pojechać jakoś mega daleko bo przecież zostały mi już tylko dwa miesiące, czasu zbyt wiele nie mam, a moim głównym priorytetem jest teraz bieganie.

P1110635 (Copy)

Zawsze mogę zrezygnować z siłowni. To coś jak chleb krasnoludów w książkach Pratchetta, który bohaterowie mogą zjeść, ale nigdy tego nie zrobią bo jest twardy i paskudny, ale zawsze istnieje taka opcja. Podobnie ja nie chcę z siłowni zrezygnować bo chociaż jest pełna ludzi i mnie wkurza, to jednak jest przydatna i, o zgrozo, potrzebna. Także postaram się ją przeboleć do lipca, a we wrześniu będę musiał to wszystko przemyśleć na nowo. Gdzieś tam będzie czekać na mnie książka o triathlonie i wtedy będę to wszystko dokładnie sprawdzał. A czasu od września będę mieć pod dostatkiem. No i 30 kilometrów od dużego miasta to praktycznie jak w Jiawang, więc bankowo będą jakieś fajne mało uczęszczane drogi w pobliżu.

P1110642 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

poniedziałek, Kwiecień 28th, 2014

P1110601 (Copy)

Plan na dzisiaj był prosty. Bo przyznać się muszę że mam rozpisany plan, czyli trochę trenuję, ale nie tak jak poprzednio i nie w takim rozumieniu jak do tej pory. Owszem biegam, dalej dla przyjemności bez wymuszanego wyjścia na dwór, ale mam napisane ile powinienem przebiec. Owszem, gdy przebiegnę mniej to zły potwór mnie nie zje, ani nie będę mieć gorszego dnia, ale mam taki plan rozpisany bo chcę w lipcu ten maraton pobiec.

P1110605 (Copy)

I teraz taka dygresja, ludzie sobie wybierają jakieś daty które mają dla Nich znaczenie i ten konkretny dzień chcą uczcić jakimś biegiem, lub konkretnym dystansem. Niektórzy biegają 28km na 28-e urodziny (w tym ja), inni chcą ukończyć pierwszy maraton przed 40-ymi urodzinami. A ja tak po prawdzie to nie mam takiej daty która byłaby dla mnie tak jakoś szczególna że chcę ją uczcić biegiem. Przynajmniej w chwili obecnej. Rozumiem ten koncept, ale teraz jestem od niego odsunięty.

P1110609 (Copy)

Także plan. Planem na dzisiaj było przebiec 26 kilometrów. Jak postanowiłem tak uczyniłem. Zacząłem za szybko, na stadionie stopniowo wyhamowywałem, ale w dalszym ciągu było za szybko. Dobiegając do parku trochę się obawiałem że nie wytrzymam, bo chociaż biegałem w takim tempie rok temu przed maratonem, to nie jest to jednak coś fajnego. A przynajmniej wtedy nie było. Dzisiaj natomiast było w porządku. Żadnych kolek, problemów z udami, nawet ramiona ładnie współpracowały, a one po dwudziestu paru lubią dać się we znaki. W dodatku pogoda świetna i mogłem spokojnie biegać w krótkich spodenkach i koszuli z krótkim rękawem, nawet przy jeziorze bo nie było ani trochę wietrznie.

P1110610 (Copy)

Przyznam się szczerze że trochę się pogmatwałem w tych kilometrach i okazało się że zrobiłem dokładnie taką samą końcówkę co tydzień temu czyli 780 metrów. Nie wiem jak to się udało, ale jakoś tak wyszło. Czuję się wyśmienicie, nie jestem tak spragniony jak w sobotę kiedy to czułem że mogę wypić wszystko, ani tak zmęczony jak tydzień temu. Powoli, powoli przyzwyczajam się do takiego biegania, czyli jest dobrze.

P1110612 (Copy)

Powinienem zacząć już myśleć nad interwałami bo chociaż uwielbiam biegać długo i powoli to właśnie takie szybkie bieganie jest motorem napędowym rozwoju. Tyle tylko że to jest poważna kwestia do rozważenia: czy ja w ogóle chcę się jeszcze bardziej rozwijać jako biegacz. Wiem że chcę kiedyś spróbować sił w IronManie i przebiec jakiś dystans ultra. A do tego trzeba biegać efektywniej, czyli może i mniej ale szybciej, właśnie interwałowo. Po prostu mięśnie potrzebują innych bodźców. Tyle tylko że to oznacza koniec czwartkowego biegania do parku bo najlepiej będzie interwały robić na stadionie, no i dystans mi się trochę zmniejszy.

P1110615 (Copy)

A ja mam taką nabytą miłość do tych cyferek i lubię jak one są duże. Tak we mnie to siedzi bo łatwiej jest mi policzyć kilometry takie niż inne. Zwłaszcza że nie ma ze sobą pulsometru więc ciężko mi wykalkulować ile czasu spędziłem w danej strefie.
Z okazji długiego weekendu majowego, w czasie którego pewnie będzie paskudna pogoda, zaryzykuję delikatne interwały na stadionie. Spróbuję, co mi tam. Może okaże się to dobre, chociaż już się ich boję. Ten strach jest podobno dobry, ale ja go jakoś nigdy nie lubiłem. Jakoś tak udawało mi się go pokonywać, ale nie znaczy to że była to przyjemna walka.

P1110616 (Copy)

Dość o bieganiu. Teraz będzie o skardze.
Tydzień temu czułem że coś się święci bo jakieś mamy się wykłócały z współwłaścicielką szkoły o minuty. Zaczęło się od tego że zacząłem lekcję parę minut później, bo jacyś starsi Chińczycy siedzieli w klasie i nie chcieli wyjść bo myśleli że zajęcia zaczynają się od 1550. Ja cierpliwie czekałem, ale w końcu pojawiło się więcej uczniów i tamci poszli. Zajęcia skończyłem później o te parę minut z początku, ale mamy poszły się wykłócać. Myślałem że to jednak nie o mnie bo nikt mnie nie wołał. Aż do dzisiaj.
Stojąc dzisiaj przy drukarce Chris powiedział:
– Ci starsi ludzie co tam stoją w sali powiedzieli że zaczynasz zajęcia za późno bo czekasz na innych uczniów. Nie rób tego.
– Ok.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Ok?
– No powiedz ‘dziękuję’.
– Dziękuję. I przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.

P1110618 (Copy)

Takie amerykańskie podejście widać.
Wchodzę do klasy, mówię że zaczynamy, ale nagle starszy chińczyk zaczyna się kłócić z Chrisem pokazując na obrazki. Ja staram się jakoś dzieciaki zająć, pogadać trochę, na tyle na ile One potrafią, bo mają po 8-9 lat.
Chris mówi do dzieciaków:
– On powiedział że na ostatnich zajęciach kolorowaliście cztery obrazki i nic nie mówicie. Mówicie, czy nie?
– Mówimy…
– Ile obrazków kolorowaliście?
– Jeden…
Wchodzą wszyscy Chińczycy z naszej szkoły i rozmawiają, a ja się staram te zajęcia prowadzić.

P1110622 (Copy)

– Bart, mów więcej do tych dzieciaków.
– Dziękuję, od teraz będę się starał by to One mówiły jeszcze więcej.
120 minut to tragedia, ale 90 minut dla 8 latka to przecież też nic łatwego. W dodatku w Ich wypadku nie uznaję przerw tylko daję Im obrazki do kolorowania. Czasem większe, czasem mniejsze, ale przynajmniej mają czas by sobie odetchnąć.
A po cichu Chris mi powiedział:
– Nie przejmuj się, gdyby to było coś poważnego to bym Ci powiedział. To są po prostu problemy starszych ludzi którzy nie maja innych problemów w życiu i ich szukają.
Ludzie wszędzie są tacy sami.

Niedziela i przegapione #35

niedziela, Kwiecień 27th, 2014

P1110590 (Copy)

Zainteresowanie
Chińczycy to nacja niezwykle ciekawska by nie powiedzieć wścibska. Pytanie się osób na ulicy, czy autobusie o to jak się nazywają, skąd są, czy mają rodzeństwo, co robią jest normą. Jadąc z June autobusem razu pewnego ludzie mówili Jej żebym powiedział coś po polsku, pytali ile mamy lat i ogólnie rzecz biorąc traktowali nas jak jakieś dziwadła.
Czerwiec ma do tego podejście podobne do mnie, czyli jak ktoś wydaje się sympatyczny to coś można powiedzieć a resztę zmyślić, a jak ktoś nie wydaje się sympatyczny to wszystko zmyślić. Bo naprawdę żadne z nas nie poczuwa się do obowiązku udzielania obcym ludziom informacji o nas.
Po tym przydługim wstępie – meritum. Zamówiłem ogromną torbę podróżną, bo poprzednia się popsuła zaraz po przylocie do Pekinu i zostawiłem pudło z niej na podwórku bo widziałem że ktoś zbiera kartony. Nie zastanawiając się wiele zostawiłem tam też naklejkę z adresem i odszedłem na bok włożyć drugą paczkę do torby. Nie minęły trzy minuty a starsi Chińczycy już podeszli odczytywać jak to ja się nazywam i gdzie mieszkam.
Oczywiście pytanie o zarobki to norma.

P1110591 (Copy)

Zdjęcia
Niesamowicie dużo ludzi robi zdjęcia w parku. Niesamowicie.
Do tego stopnia że jedna Pani robiła zdjęcia mi gdy biegałem.
Rozłożyłem wręcz ręce i wystawiłem język. To pewnie usunie…

P1110592 (Copy)

Nieuśmiechnięty biegacz
Słuchałem The Psych Files i w jednym z epizodów padło stwierdzenie że biegacze w czasie biegu się nie uśmiechają bo są skupieni na biegu a nie na uśmiechaniu się. Zastanowiłem się nad tym i doszedłem do wniosku że to jest tylko częściowo prawda jeżeli chodzi o mnie. Są biegi kiedy ciężko i się uśmiechnąć, ale są takie kiedy uśmiech nie schodzi mi z twarzy. To głównie po tych pierwszych jest mi się ciężko uśmiechnąć, bo jestem zmęczony, a po tych drugich uśmiecham się cały czas. Ogólnie to zawsze staram się uśmiechać gdy ludzie się na mnie patrzą, nawet gdy robię ciężkie dla mnie interwały, po prostu bieganie to ma być przyjemność a nie jakaś mordęga. Chcę by jak najwięcej osób biegało, a wykrzywiając twarz w bólu Ich do tego nie przekonam. Od mąk i wykrzywiania twarzy są zawody, a nie treningi.
Poza tym lubię sobie mówić że uśmiechając się produkuję więcej endorfin i próbuję przekonać sam siebie że ten ciężki trening daje mi radość. Może to jest mój problem z siłownią, bo tam się nieczęsto uśmiecham. Częsciej chce mi się śmiać. Zobaczycie zdjęcia za parę miesięcy to zrozumiecie.

P1110594 (Copy)

Fikcja
Becky i Chloe wypełniają ostatnio dokumenty szkolne. Dzienniki konkretnie. Nagle okazuje się że frekwencja sięga stu procent. Dlaczego? Szkoła przechodzi proces oceniania i jeżeli za mało studentów pojawia się na zajęciach to może stracić licencję na nauczanie. A że planują przenieść się do nowego budynku i uczynić z kolegium prawdziwe czteroletnie kolegium w którym nauka kończyć się będzie otrzymanie dyplomu licencjata to muszą tę frekwencję ratować.
Ja pierdzielę, jaka fikcja.
Aż mi się przypomniało jak roku pewnego mój wydział dostał najwyższą ocenę komisji akredytacyjnej w całym kraju. Czyli de facto mój wydział filologii angielskiej był najlepszy w Polsce. Za głowę się chwyciłem, zresztą nie tylko ja, na myśl o tym co się dziać musi na innych uniwersytetach skoro my jesteśmy tak wysoko oceniani.

P1110596 (Copy)

Husaria na czołgi
To akurat z soboty. Jeden z uczniów powiedział że Polska zasłynęła tym że w czasie Drugiej Wojny Światowej atakowała, jak niektórzy mówią, szablami niemieckie czołgi.
Oczywiście nie jest to prawda a jedynie element niemieckiej propagandy, ale plotka w świat idzie.

P1110598 (Copy)

Niedziela
Dzisiaj na zajęciach pojawił się nowy dzieciak, który pojawił się tydzień temu w poniedziałek. O ile wtedy była z Niego okropna Zaraza, tak dzisiaj było w miarę spoko. Przerzucili Mi za to mojego potwora Lena na sobotę, ale czy On sobie poradzi…to jest pytanie. Mam nadzieję że tak, bo jak nie to czekają mnie niedziele z trzema chłopakami nad którymi nikt w domu nie panuje.
A drugie zajęcia minęły już w ogóle świetnie, jedną czwartą z nich zabrał mi Chris, a przez resztę czasu robiliśmy fiszki, czyli tak standardowo. Jeden z uczniów wyjechał do USA i to akurat ten najbardziej mi to wcale potrzebne nie jest, czyli już w ogóle raj na ziemi bo nie musiałem się z nikim użerać. Fajne jest to że idzie tym dzieciakom coraz lepiej z tymi słówkami i widać że robią postępy. Nie wiem czy Oni patrzą na te fiszki w domach, ale fakt faktem zrobiliśmy ich już naprawdę sporo i już chyba samo to daje jakieś efekty.
Pogoda jest świetna i mam nadzieję że się utrzyma do weekendu bo Chris podrzucił mi świetny pomysł jak go spędzić nie ruszając się za daleko z Changchun. Jest za miastem taki park z ogromnym jeziorem i gdzieś tam w oddali znajdują się szlaki turystyczne. Podobno. Teraz kwestia znalezienia tych szlaków bo do parku powinienem się dostać bez większych problemów. A nawet jak się nie uda dostać na szlak to i tak dostanę się do parku na meridce. Taki jest zamysł.

P1110599 (Copy)

Adam!
Haha, dzięki. Wiem że nie ma się łatwo przez to wszystko przebić. Czy to z powodu ilości, czy też z innych. W końcu kogo tak naprawdę interesuje wszystko co się u mnie dzieje. Serce mi się zawsze cieszy gdy widzę że ktoś to czyta i wiem że gdybym trochę zmienił charakter tego bloga to byłoby tych odwiedzin więcej, ale nie zależy mi na tym.
A kiedy znajduję czas? Od początku mojej bytności w Chinach narzuciłem sobie strategię codziennego pisania. Za minimum uznałem trzysta słów dziennie i tego się trzymam. W poprzednim roku rzadko się do tego minimum zbliżałem, w tym już znacznie częściej, ale zawsze te trzysta było. Wydaje mi się że przede wszystkim takie podejście że trzeba to napisać sprawia że czas zawsze znajdę. Raz czy dwa mi się nie udało dodać notki w ten sam dzień, ale wtedy wróciłem bardzo późno do mieszkania i było to po kolacji z szefostwem, więc wolałem niczego nie pisać. Grunt to regularność i narzucenie samemu sobie pewnych ram.
A tego wszystkiego jest już ponad 230k słów. Rany, z tego to by dopiero gruba książka wyszła.

Bieganie w deszczu

sobota, Kwiecień 26th, 2014

P1110581 (Copy)

Miało padać w środę. Nie padało.
Miało padać w czwartek. Nie padało.
Miało padać w piątek. Nie padało.
Miało padać dzisiaj od 14. Nie padało.

P1110559 (Copy)

I jak we wszystkie dni trochę się tego deszczu obawiałem tak dzisiaj go wyczekiwałem. Lubię biegać w deszczu, to od tego uczucia związanego z deszczem wzięła się w końcu nazwa tego bloga, a że uczucie pojawiło się w czasie licznych biegów w deszczu i zawsze w ich trakcie powraca to z niecierpliwością go wyczekuję.

P1110563 (Copy)

Parę razy udało mi się biec w deszczu w Jiawang i było to uczucie niesamowite. Przebiegając w tej mojej strasznie zielonej kurtce przeciwdeszczowej po zamokniętych ulicach czułem się niesamowicie. Biorąc pod uwagę fakt że w Jiawang biegało mi się potwornie i jeżeli chodzi o bieganie to był to dla mnie straszny okres to te kilka biegów w deszczu należy potraktować jeszcze bardziej pozytywnie. Tutaj pamiętam jeden taki bieg, na stadionie, chyba w pierwszym tygodniu mojego pobytu.

P1110566 (Copy)

Tak, zdecydowanie w pierwszym tygodniu bo mieszkałem wtedy jeszcze w hotelu i Pan z recepcji się na mnie dziwnie patrzył jak wróciłem zmoknięty i uśmiechnięty. Pamiętam ten bieg bo było mi mokro i nic poza tym. Przemęczyłem te 10 kilometrów i wróciłem do smutnego siedzenia w pokoju z lustrami na suficie.

P1110570 (Copy)

Miałem ochotę dzisiaj pobiegać w deszczu. Może nie tyle ochotę, co nie obawiałem się tego. Czułem że to będzie coś fajnego bo chociaż pewnie nad jeziorem narzekałbym że jest wietrznie i zimno to gdzie indziej biegałoby mi się fajnie i byłby to w końcu pierwszy bieg w deszczu nie tylko tej wiosny, ale też tego roku.

P1110573 (Copy)

Mogę narzekać na tę potwornie długą zimę w Changchun, ale gdy ona się kończy to to miasto ma naprawdę przyjemną pogodę. Nie ma mokro, nie ma ani za zimno, ani za ciepło. Nie ma takich skoków temperatur jak w Jiawang gdzie to rano mogło być zero a w południe plus piętnaście. Słowem jest idealnie do biegania, na pogodę absolutnie nie mogę i nie będę narzekać. Bo to że wieje przez kilometr czy dwa gdy jestem nad jeziorem to nie kwestia Changchun, a jeziora, więc nie mam najmniejszych pretensji. Inna sprawa, że w lato taki wiatr byłby całkiem przyjemny.

P1110573 (Copy)

Deszcz niestety nie nadszedł. Szkoda. Zapewne nadejdzie w następny weekend kiedy to będzie wręcz za dużo czasu wolnego i gdy warto byłoby wyjść na dwór pojeździć w końcu na meridce trzeba będzie siedzieć w mieszkaniu. A może nie :-)
Tak biegając dzisiaj udało mi się posłuchać trzeciego odcinka Blueprint for Armageddon, z Dan Carlin’s Hardocre History, czyli historii o Pierwszej Wojnie Światowej, ale w takim ujęciu bardziej ludzkim.

P1110575 (Copy)

Bardzo poruszyła mnie jedna historia, więc ją przybliżę.
Niemieccy żołnierze dotarli do budynku/strażnicy w której znajdował się jeden brytyjski żołnierz i niemiecki oficer wydał rozkaz by Go zastrzelić. Ten usłyszawszy to zaczął z Nim rozmawiać po niemiecku, bo przed wojną uczył się tego języka w Niemczech. Rozpoznał jego akcent i zapytał:
– Jesteś z Frankfurtu?
– Tak.
– Nie wolałbyś być tam teraz?

P1110560 (Copy)

Panowie uśmiechnęli się do siebie po czym oficer wycofał rozkaz i kazał żołnierzom ruszyć dalej. Ruszyło mnie to bo wydaje mi się że łatwo nam zapomnieć o tym że wojna to nie sprzęt, statystyki martwych, zabitych czy kilometry zdobytych terenów. Wojna to przede wszystkim ludzka tragedia. I łatwo o tym elemencie zapomnieć patrząc na te wszystkie statystki.

P1110561 (Copy)

W pierwszym miesiącu Pierwszej Wojny Światowej zginęło około 600k osób. Sześćset tysięcy ludzi. Każdy ze swoją historią, rodziną która Go opłakiwała, przyjaciółmi którzy już Go nigdy nie zobaczą. I myślę że ogrom tego sprawia że się wyłączamy i nad tym nie myślimy bo to jest po prostu nie do objęcia.

To nie jest Ich wina

piątek, Kwiecień 25th, 2014

P1110546 (Copy)

Piątek to krok w stronę odpoczynku, bo jutro czekają mnie tylko jedne zajęcia i chociaż każdy piątek jest pełen zajęć to jakoś tak je lubię. Są takie mniej rozciągnięte od śród, które są okropne, strasznie się ciągną, wręcz jak guma jakaś, niekoniecznie do żucia. Piątki są takie skupione i pomimo tego że są to cztery zajęcia to rzadko kiedy one same się ciągną. A to jest bardzo ważne, żeby się nie ciągnęło.

P1110538 (Copy)

Dzisiaj dotarły do mnie dwie rzeczy. Pierwsza to taka że zostało mi jeszcze 9 tygodni do odlotu. 9 tygodni to już praktycznie koniec pobytu w Changchun. Teraz pozostanie mi już odliczanie i może być to jedyny okres który będę chciał podsumować, pomimo tego że wielokrotnie już pisałem jak bardzo nie lubię podsumowań. To chyba jedyny okres w moim życiu który chcę zamknąć i oddzielić kreską od reszty. Może nie tyle okres, co miasto i firmę bo czasem aż szkoda mi słów na to wszystko.

P1110539 (Copy)

Nie miałem dzisiaj wiele czasu by rozmawiać z kimkolwiek, ale rozmawiając z Becky dotarło do mnie że Jej historia jest trochę podobna i zarazem zupełnie inna od mojej. Ona chciała wyjechać studiować do Australii, nawet na pół roku wyjechała do Pekinu by się przygotować do egzaminów wstępnych, ale ostatecznie nie wyjechała bo Jej dziadkowie stanęli okoniem i Jej nie puścili.

P1110540 (Copy)

Ojciec znalazł Jej pracę jako nauczycielka, a Ona sama pomimo tego że nie chciał tego robić, jej specjalizacja to angielski w biznesie, nie miała zbyt wiele do gadania. Ja za to od początku mojej przygody z angielskim nie miałem nic do gadania, za to potem mogłem się już usamodzielnić.

P1110549 (Copy)

Taka drobna różnica, że tradycyjne chińskie rodziny poprowadzą Cię za rączkę od początku do końca.
I tak myśląc o tym dochodzę do wniosku że nie ma sensu się na te leniwe dzieciaki wkurzać, bo i o co skoro to nie Ich wina…

P1110550 (Copy)

Urodzili się w bogatych rodzinach, od początku mieli wszystko, o nic się nigdy nie musieli starać, nawet jak gaokao zawalili to rodzice wyłożyli mnóstwo kasy by mogli gdzieś się uczyć, a potem rodzice załatwią jakąś ciepłą posadkę, więc czym się tu przejmować? Także to nie jest jedynie Ich wina. Winić wypada cały system.

P1110553 (Copy)

A na siłowni robi się trochę luźniej, nie wiem czy to przygotowania do przyszłego długiego weekendu, czy po prostu taki dzień, ale nawet można było poćwiczyć, aż się zdziwiłem.

Czwartkowe bieganie

czwartek, Kwiecień 24th, 2014

P1110510 (Copy)

Zerwałem się z samego rana. Taki miałem plan żeby przebiec piętnaście kilometrów więc chciałem wstać trochę wcześniej żeby się ze wszystkim wyrobić na czas. Udało się, więc ruszyłem biegać. I biegło się ciężko. Spodziewałem się że będzie ciężko bo ostatnio te obiady były trochę mniej obfite niż tydzień temu.

P1110504 (Copy)

No i było ciężej. Rany…wolno, ale jeszcze akceptowalnie, ale gdzieś tak w połowie biegu złapała mnie kolka, ale trzymałem się twardo. Uda mnie bolały, ale dla odmiany były to dwugłowe a nie czworogłowe, więc jest to pewna poprawa, widać że ćwiczenia na siłowni się opłaciły i trzeba je kontynuować.

P1110505 (Copy)

Wiele przyjemności z biegu nie miałem, w dodatku w uszach Panowie ze Stuff you should know opowiadali o tatuażach, a potem o elektryczności czyli tematach które mnie średnio kręcą, więc nie odwracali moich myśli od bólu.
Pogoda była przepiękna, cieplutko, niezbyt wietrznie, a ludzi wcale tak dużo nie było, czyli idealne warunki do biegania, tylko co z tego skoro nie mogłem się tym nacieszyć gdy każdy kolejny krok wywoływał we okolicach brzucha ból.

P1110509 (Copy)

Czyli biegłem za szybko. A wcale nie było za szybko, tylko energetycznie nie dałem rady, widać że było za mało paliwa by nogi niosły. Inna sprawa, że podliczyłem zeszłotygodniowy kilometraż i wyszło blisko 60 kilometrów w trzech wyjściach, a to jest jednak trochę za dużo.

P1110514 (Copy)

Gdybym trenował to skróciłbym te dystanse, ale że nie trenuję a jedynie biegam dla przyjemności to się tym nie przejmuję za bardzo, tyle tylko że tyle kilometrów musi się jakoś odbić na organizmie. I może to tez miało jakieś znaczenie w końcu ten ból w dwugłowych nie wziął się z niczego.

P1110516 (Copy)

Piszę ból, ale to bardziej było zmęczenie, także proszę się nie martwić.
Kolka dawała mi coraz bardziej popalić, gdy zostało mi około siedmiuset metrów do mieszkania musiałem się zatrzymać i odetchnąć, bo nie dałbym rady wbiec pod ostatnią górkę.

P1110524 (Copy)

Miałem kilka momentów po drodze kiedy chciałem się już zatrzymać i wrócić truchtem do mieszkania, mówiąc że nie wytrzymam. Nie poddałem się, zacisnąłem zęby i dobiegłem. To kolejna dołożona cegiełka dołożona do budowania podstaw pod przyszłą formą, taka baza.

P1110526 (Copy)

Dzisiaj chciałbym pochwalić pewną dziewczynę. W zeszłym semestrze nie dawała sobie prawie zupełnie rady, nie mówiła po angielsku nic, na testach koleżanka pomagała Jej niesamowicie, ale nie mogłem Jej oblać bo się starała jak mogła i coś tam wydukała, czyli zrobiła znacznie więcej niż studenci z innych grup.

P1110527 (Copy)

Dzisiaj na teście dalej Jej koleżanka pomagała, ale już mniej, nawet już trochę mówiła a nie czytała, czyli postęp zrobiła ogromny. Jestem z Niej bardzo, ale to bardzo dumny i mam nadzieję że jest w tym troszkę mojej zasługi. Znacznie więcej tej koleżanki, to oczywiste, ale jakaś kapka mojej też.

P1110531 (Copy)

A po teście Mao Jin przyszedł odebrać dziewczynę. Wyglądali jakby mieli iść na spacer, no tak jak mówię – słonko świeci, pogoda jest super, komu chce się w budynkach siedzieć, ale jak jutro Go na teście nie zobaczę to się wkurzę! Powiedział że będzie i Mu wierzę, bo do tej pory słowa dotrzymywał. Tak mi się fajnie na Nich patrzy, bo chociaż są inne pary to Oni są tacy weseli i sprawiają wrażenie dobrze dobranych.

P1110533 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Zielona czapka

Noszenie zielonej czapki, czyli戴绿帽子(dailu maozi) to zwrot odpowiadający polskiemu dorabianiu rogów. Podobno powiedzenie to sięga czasów dynastii Yuan kiedy to rodziny prostytutek musiały nosić zielone czapki.
Dlatego też w Chinach nie spotka się mężczyzn noszących zielone czapki.

Środy są zabiegane

środa, Kwiecień 23rd, 2014

P1110487 (Copy)

Chociaż wcale nie są biegowe.
Środy są potworne, bo niby mam tylko 4 zajęcia, ale rozłożone w trakcie całego dnia i chociaż za bardzo mnie nie męczą, to jednak dają mi w kość i sprawiają że w mieszkaniu pojawiam się tuż przed siódmą i mam bardzo niewiele czasu na opisanie wszystkiego.
Może nie tyle na opisanie wszystkiego co na zebranie myśli i opisanie, bo to jest o wiele trudniejsze niż sam proces pisania.
Myślę że po tym półtorej roku codziennego pisania notek nie mam już z tym większego problemu, te kilkaset słów to zawsze wypocę. Kwestia tego żeby to miało jakieś ręce i nogi, a z tym to już trudniej. No i wypada też pisać o czymś.

P1110478 (Copy)

Testy poszły szybko i sprawnie, przychodzi na nie coraz mniej studentów, a ci którzy przychodzą są coraz bardziej bezczelni jeżeli chodzi o ściąganie i coraz gorzej przygotowani. Innymi słowy to już przeradza się w tragikomedię. O ile już się nie przerodziło. Ci najlepsi dalej są najlepsi, Ci słabi dalej są słabi, a Ci po środku ciągle są po środku.

P1110479 (Copy)

Nic się nie zmienia. Chociaż nie…ten chłopak który pokazywał mi jak pokonać jednego z bossów wziął się za siebie i teraz odpowiada na sprawdzianach. Aż mnie duma rozpiera bo uważam że jest w tym sporo mojej zasługi. Jestem naprawdę, ale to naprawdę zadowolony.

P1110484 (Copy)

Nie mam pojęcia ilu studentów pojawi się w przyszłym tygodniu, może niektórzy z Nich są tak zorientowani jak Chloe:
– To w przyszłym tygodniu jest wolne?
– No tak…
– A w jakie dni?
– Od czwartku do soboty, w niedzielę odrabiamy piątek.
– Jesteś pewny?
I może przyjdą w środę…ale przypuszczam że jednak nie przyjdzie Ich zbyt wielu, a w niedzielę to już w ogóle.

P1110490 (Copy)

Słuchałem dzisiaj zazwyczaj ciekawego podcastu The Psych Files, o rodzicach tygrysich. Czyli o rodzicach wychowujących dzieci w tradycyjny chiński sposób w USA. Tradycyjny chiński sposób to między innymi zmuszanie dziecka do ciężkiej pracy poprzez wyrzucanie Mu i wprawianie w poczucie winy. Przykładem była kartka zrobiona dla mamy przez córkę, którą mama odrzuciła mówiąc że córka włożyła w nią za mało pracy i jest po prostu brzydka. Tak to się robi w Chinach, ale tam ma to ogromny związek z kulturą, twarzą i naprawdę poczucie wstydu jest jakimś tam motywatorem, a przynajmniej było.

P1110493 (Copy)

I tak sobie słucham i nie spodobało mi się że Pan redaktor skupiał się na tym że Chińczycy mają lepsze wyniki w matematyce a Amerykanie są za to bardziej kreatywni. Wszystko dzięki różnym podejściom wychowawczym. Chińscy rodzice niby zmuszają dzieci do nauki matematyki, a Amerykańscy rodzice i system edukacji niby wyzwala w ludziach kreatywność. Strasznie mi się to nie spodobało bo jest to olbrzymie uproszczenie.

P1110500 (Copy)

Chińczycy są niesamowicie kreatywni i nie będę tutaj po raz kolejny mówił o maszynie drukarskiej, kompasie, papierze, tuszu czy prochu strzelniczym, ale wspomnę tylko o domowej roboty helikopterze i łodzi podwodnej, oraz milionach podróbek, bo przecież oryginały też trzeba było rozpracować.
Amerykanie także są wybitnymi matematykami i na pewno mają od groma patentów, ale czy więcej jest wybitnych matematyków z Chin i czy więcej jest w Chinach wynalazków?

P1110494 (Copy)

W przypadku wniosków patentowych jest to podobna liczba. Czyli w 2011 roku po około 430k na kraj, trochę więcej dla Chin. O 50k patentów przyznano w USA, ale nie jest to jakaś ogromna liczba. Owszem, robi wrażenie gdy spojrzymy procentowo na liczbę ludności, ale musimy mieć na uwadze że większość Chińczyków to jednak ludzie którym nie wynalazki w głowie, a raczej uprawianie roli i nawet jak coś wynajdą to nie będą się z tym zgłaszać do urzędu.

P1110498 (Copy)

A teraz spójrzmy na liczbę nagrodzonych Medalem Fieldsa, czyli najwyższej nagrody dla matematyków, takiego matematycznego Nobla. 12 obywateli USA i 0 obywateli Chin.
Już zupełnie przemilczę narzekania nauczycieli z USA na to że Ich system pozbawia dzieciaki kreatywności i zmusza do przerabiania coraz większej ilości testów.
Także tego odcinka The Psych Files nie polecam, aczkolwiek reszta jest bardzo ciekawa i w niedzielę postaram się o jednym także wspomnieć bo mnie mocno poruszył.

Wtorkowe niebieganie

wtorek, Kwiecień 22nd, 2014

 

P1110475 (Copy)

Wtorki to taki odpowiednik leniwych sobót, tudzież niedziel kiedy to nigdzie nie trzeba się spieszyć, można się wygodnie rozsiąść i odpocząć.

P1110457 (Copy)

Z samego rana ruszyłem na siłownię i po drodze spotkałem Jasmine i Rabbit. Nie widziałem Ich już strasznie dużo czasu, ale najzwyczajniej w świecie to czwartkowe popołudnie jest dla mnie ważne by odetchnąć. Nie mam teraz aż tak wiele wolnego czasu, staram się być jak najbardziej zajęty, a dodatkowe zajęcia, na które nie będę narzekać za skarby świata bo jestem z nich bardzo zadowolony, nie pomagają mi w odpowiedniej regeneracji.

P1110461 (Copy)

Poza tym, kiedyś te zakupy muszę zrobić, a w dodatku pogoda robi się coraz lepsza, coraz mniej chmur, temperatura coraz wyższa, także przyjdzie pora na pierwsze wyciągnięcie meridki, może już w tym tygodniu, kto wie. Wracając do dziewczyn, akurat szły na zakupy i jak to powiedziały dzisiaj są piękne. Niech Im tam będzie, grunt to czuć się dobrze z samym sobą, no nie? Powiedziałem że jak tylko znajdę chwilę to postaram się odwiedzić klub, ale niczego nie mogę obiecać.

P1110463 (Copy)

Tak jak mi żal że Harold zrezygnował tak nawet mi to pasuje bo jest świetną wymówką by tam nie iść. Wymówką i przyczyną zarazem. Czyli chyba samą przyczyną…to skomplikowane…Dziewczyny pokiwały głowami, powiedziały że tęsknią, też pokiwałem głową, powiedziałem że też tęsknie i że się postaram, ale prawdę mówiąc nie za bardzo widzę możliwość. Bo i kiedy…milion spraw na głowie, ale jakoś tak tego nie odczuwam. Po prostu mam zestaw rzeczy do zrobienia w ciągu dnia, takie swoje małe rytuały i tego się trzymam. Pozwala mi to utrzymać się w ramach i nie zwariować tutaj.

P1110464 (Copy)

Na siłowni…rany boskie jaki tłok! To jest nie do pomyślenia żeby nawet rano było tam tylu ludzi. A jednak…dla mnie to porażka kompletna bo nie spodziewałem się czegoś takiego, a po południu jest tylko gorzej. Gdy zaczynałem chodzić we wrześniu o poranku było kilka osób i gdy wychodziłem dalej było kilka, teraz jest kilkanaście. Dla mnie to już dużo za dużo. Po południu jest już kilkadziesiąt, a Oni jeszcze dołożyli szafek w męskiej szatni.

P1110466 (Copy)

Nie wiem jak to sobie wyobrażają, rozumiem że siłownia staje się coraz bardziej popularna i lepiej żeby ludzie nie musieli czekać w kolejkach na kluczki do szafki, ale w takim wypadku powinni dołożyć więcej sprzętu. Wystarczyłoby chociażby przemodelować salę z rowerkami do spinningu która wykorzystywana jest przez trzy godziny w tygodniu, a tak to stoi sobie w spokoju nieużywana. Chyba coś się tam zresztą dzieje bo dzisiaj rowerków nie było.

P1110467 (Copy)

Korzystając z wolnego dnia udało mi się trochę posprzątać w końcu, ale żeby nie było w życiu za różowo –nie ma prądu w mieszkaniu. To tak dla równowagi. Mam nadzieję że wkrótce włączą, bo tak bez prądu to już w ogóle tragedia.

P1110468 (Copy)

 

Udało mi się obejrzeć fantastyczny dokument nakręcony przez ekipę ESPN – Survive and Advance. O drużynie koszykarskiej North Carolina State występującej w lidze akademickiej i o Ich niesamowitej drodze do finału tych rozgrywek. Ostatnich siedem meczów było już praktycznie zakończonych Ich porażką, ale Oni się nie poddawali, walczyli do końca i wygrali. Historia niesamowicie wzruszająca bo to przykład takich prawdziwych sportowych kopciuszków którzy wzięli się z niczego ale osiągnęli wszystko. A także o historii Ich trenera który stoczył przegraną walkę z rakiem, a który odegrał niesamowicie ogromną rolę w stworzeniu tej drużyny.

 

P1110469 (Copy)

Prąd wrócił, ale…rany Julek.
Nagle prąd znika, więc się nie przejmuję za bardzo, tylko oglądam fantastyczny dokument. W końcu wraca Tom i zdenerwowany dzwoni do Johnsona. Ten mówi żeby sprawdzić czy sąsiedzi mają, więc schodzimy z Tomem na dół, ale nikt nam nie odpowiada. Dochodzimy do ogromnej skrzynki z licznikami, które wszystkie działają oprócz jednego. Skrzynka ma dwie małe skrzyneczki które powinny, chyba, być zamknięte, ale nie są. W jednej z nich znajduje się sześć przełączników z których pięć jest w pozycji ON i jedna w pozycji OFF. Przełączam na ON i wracamy do mieszkania gdzie prąd znowu jest.
Chiny.

 

 

Poniedziałkowe bieganie

poniedziałek, Kwiecień 21st, 2014

P1110428 (Copy)

Kończąc ten tydzień biegowy dotarło do mnie że ciało w końcu jest zmęczone i woli zaczynać wolniej i biec wolniej. Ja się ciała słucham, więc w dyskusje się nie wdawałem, zwłaszcza że przecież w kilku ostatnich notkach narzekałem że biegam za szybko i nie potrafię zwolnić. Także w końcu zwolniłem i pobiegłem spokojnie.

P1110433 (Copy)

Czułem się bardzo dobrze, chociaż gdzieś tak w okolicach 16 kilometra złapała mnie jakaś dziwna kolka. Uznałem że to jednak coś tak dziwnego że musiało mi się przywidzieć i postanowiłem ją zignorować. No dobrze, zmieniłem trochę tempo.

P1110436 (Copy)

I tak sobie biegłem i biegłem, nie licząc kilometrów, nie patrząc na czas, bo w końcu co za różnica czy zrobię ileś tam czy ileś tam. Do mieszkania nie ma się co śpieszyć, lekcje dopiero o 1330, więc miałem sporo czasu żeby coś nabiegać.
Powtórzyłem trochę trasy sprzed tygodnia czyli pobiegłem po trasach gruntowych na których rowerzyści ustawili sobie hopki do wyskoków. Całkiem podobnie jak w parku pod domem.

P1110437 (Copy)

Tam lubiłem biegać w górę trasy rowerowej bo była cudownie krosowa, a tutaj biegam po trasie rowerowej by odpocząć od betonu. Tyle tylko że taki bieg zawsze wymusza zmianę tempa, większą ostrożność, więc serducho przyśpiesza i jakoś tak się bardziej męczę. Coś za coś.

P1110438 (Copy)

Gdzieś tak od osiemnastego kilometra dotarło do mnie że bolą mnie czworogłowe, ale to jest moja zmora od zawsze i chociaż powoli z tym walczę rozciąganiem to jednak wiem że szybko mi nie przejdzie. W okolicach dwudziestego pierwszego kilometra dotarło do mnie że przecież ja chcę kiedyś ukończyć ironmana, więc pora się wziąć za rower i biegania, bo w nowym college’u będzie basen i będę mógł się w końcu nauczyć pływać.

P1110439 (Copy)

Naprawdę mi się nie chce na tę siłownie chodzić. Naprawdę ;-)

P1110443 (Copy)

Gdzieś tak od dwudziestego kilometra czułem w udach to typowe biegowe zmęczenie gdy pokonujemy długi dystans do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni, czyli to co niektórzy nazywają zamuleniem, a ja się z Nimi zgadzam, bo mnie to strasznie zamula, nogi nie chcą odrywać się od ziemi, a bieg pod górę sprawia mi kłopot. Chętnie bym sobie pod górę pobiegał, albo gdzieś krosy porobił by wzmocnić te mięśnie, ale tutaj nie ma gdzie…wszystko płaskie, oprócz jednego małego podbiegu w parku…no cóż, trzeba będzie nad tym pomyśleć.

P1110445 (Copy)

Tyle tylko że to zamulanie pojawia się nie tyle w mięśniach co w głowie. Nie, nie mentalnie, bo z tym nie mam problemów, ale gdzieś tam jest takie uczucie fizycznego zmęczenia. To tylko kwestia przyzwyczajenia się do biegania dłuższych dystansów.

P1110446 (Copy)

Skończyło się dzisiaj na 24,7 kaemów, czyli porządnie. Mogłem dobić do tych 25 i w Polsce bym dobił, ale tutaj uznałem że to nie ma sensu, bo i po co mam jeszcze sobie coś dokręcać? Nie mam tutaj nic do udowodnienia, biegam dla siebie, nie dla dystansów czy czegoś tam innego.

P1110447 (Copy)

A dzisiaj słuchałem niesamowicie wzruszającego podcastu numer 100 z The History of WWII Podcast, w którym autor Ray Harris rozmawiał z Panem Henrym Niemannem, który urodził się w Niemczech w okolicach 1930, był członkiem Hitlerjugend, walczył na froncie, a potem udało Mu się, już po wojnie, wyemigrować do USA. Naprawdę wzruszająca i pouczająca historia, zwłaszcza gdy opowiadał o tym jak po dziewięciu dniach na statku pierwszym co zobaczył w Nowym Jorku była Statua Wolności. Czuć było że dla tego Pana to była wolność i dosłownie nowy świat.

P1110448 (Copy)

Potem zajęcia, czyli standardowe robienie fiszek i malowanie ogromnego jajka. Rany…źle to wykalkulowałem bo malowały to jajko praktycznie godzinę. Aż się nie spodziewałem że to może tyle zająć. Asystentka wróciła, nie wiem co prawda dlaczego bo nikt mi nic nie powiedział, ale widać uznano że jest potrzebna na tych zajęciach.

P1110441 (Copy)

No dobrze, ja Jej przecież nie wygonię. Zawsze to jakaś pomoc dla tych dzieciaków, chociaż osobiście uważam że nie powinno się na zajęciach w ogóle używać Ich pierwszego języka i w tym jest właśnie siła tej szkoły.

P1110450 (Copy)