Niedziela i przegapione #34

P1110420 (Copy)

Myślę, że tak powinnam robić
Powiedziała uczennica gdy Jej podziękowałem że mnie słuchała. Pomińmy na chwilę fakt dziękowania studentom za słuchanie i skupmy się na tym że ktoś faktycznie czuje się w obowiązku słuchania tego co się dzieje na zajęciach.

P1110400 (Copy)

Kluczowe jest to że jest to studentka a nie student, bo to z reguły dziewczyny są znacznie bardziej zmotywowane do nauki i jakieś takie bardziej chętne do niej. Aczkolwiek w tej szkole…większość dziewczyn jest bardziej zainteresowana strzelaniem sobie słit foci siedząc w tylnych ławkach niż słuchać tego co się dzieje na zajęciach.

P1110394 (Copy)

Boss…
Ostatnio udało mi się zainstalować na chińskim komunikatorze nową grę. Jedną już wymistrzyłem, więc postanowiłem podbić drugą. Na razie idzie tak sobie, zwłaszcza że telefon momentami nie wyrabia, ale moje starania nie pozostały niezauważone i jeden ze studentów zapytał się mnie przy użyciu translatora:
– Z którym bossem masz problemy? Czwartym?

P1110402 (Copy)

Niech będzie że czwartym, chociaż tak po prawdzie to żadnym bo zawsze mnie jakieś paskudztwo trafi gdy komórka mi zacznie zwalniać.
I pokazał mi chłopak jak przejść tego czwartego bossa. Rok temu uczniowie uczyli mnie chińskiego, w tym roku studenci uczą mnie grać w gry.

P1110395 (Copy)

Carrots
Powiedziałem że napiszę to napiszę w końcu. Carrots jest świetna i to z Nią rozmawiałem całą lekcję o jedzeniu. Obiecałem Jej ugotować coś na urodziny pierwszego czerwca i mam nadzieję ze uda mi się słowa dotrzymać chociaż planujemy z Czerwiec gdzieś wybyć. W każdym razie Carrots zapytała czy jadłem egg’s tea.

P1110407 (Copy)

Przed oczami stanęły mi jajka gotowane w herbacie które kiedyś widziałem w internecie i które nieudanie próbowałem przygotować w Jiawang, więc odrzekłem że nie ale chciałbym spróbować. Powiedziała że mi przyniesie.
Przyniosła. Małą buteleczkę koniaku. I mógłbym czuć zawód a i tak jestem szczęśliwy bo coś dostałem :-)

P1110397 (Copy)

Niedziela
Czyli zakupy. W końcu skończył się słoik sosu z bobu, więc trzeba było zapasy uzupełnić. Podobnie z kilkoma innymi drobnostkami typu orzechy czy tofu. Tofu mam teraz tyle że hoho.

P1110409 (Copy)

Na siłowni zmieniłem system, więc już mnie nie boli że coś jest zajęte lub wolne. Zadziwiające jest to że obojętnie o której godzinie się pojawie nikt nie robi przysiadów. Znaczy wczoraj jeden z instruktorów robił, ale to wszystko. Jak to powiedział Mao Jin to strasznie męczące. No nie da się ukryć.

P1110411 (Copy)

Potworki jak to potworki, nabrudziły przy kolorowaniu wydrukowanego jajka, ale ładnie potem posprzątały. Za dużo się nie nauczyliśmy dzisiaj bo to było duże jajko i zeszło nam czasu na kolorowanie, ale i tak było fajnie.

P1110412 (Copy)

Dzieciaki z SSAT idą do przodu, powoli bo powoli, ale idą. Pewnie za parę miesięcy będą miały w głowach ogromny zasób zupełnie niepotrzebnego i niepraktycznego słownictwa którego część wykorzystają na egzaminie a potem już nigdy więcej, ale taki już urok testów. Nie będę narzekać bo praca z Nimi to przyjemność, czas leci szybko. Naprawdę szybko. To zdumiewające jak szybko potrafi minąć dwie godziny na uczeniu się słówek. A raczej na robieniu fiszek. Fiszki są bowiem naszym kluczem do nauki. Wiem coś o tym bo każdy dzień zaczynam i staram się kończyć fiszkami z chińskiego i widzę efekty.

P1110412 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Święto wody

Święto Songkran co dosłownie oznacza astrologiczne przejście obchodzony jest w Tajlandii jako Nowy Rok.

Początkowo data święta była ustalana za pomocą obliczeń astrologicznych, ale obecnie jest ustalona, jeżeli święto przypadnie na weekend to zostaje przeniesione na pierwsze dni w tygodniu.
Jest to najgorętszy okres roku w Tajlandii, tuż po zakończeniu okresu suchego.

Uroczystości

Najbardziej znaną uroczystością jest oczywiście oblewanie wodą innych. Tajlandczycy ruszają po ulicach i oblewają wszystkich wodą. Co więcej, często mieszają wodę z talkiem i oblewając nią ludzi pozostawiają ślady co ma symbolizować błogosławieństwo na nowy rok.

Wyznawcy buddyzmu udają się do watu, czyli buddyjskiego klasztoru by się modlić i podarować jedzenie mnichom. Czyszczą także pomniki Buddy, zarówno w mieszkaniach jak i w klasztorach i świątyniach. Wierzy się że to przynosi szczęście.

Woda

Początkowo zwyczaj ten był wyrazem szacunku dla ludzi, a ludzie łapali wodę która spadła z pomnika Buddy. Woda ta była uznawana za pobłogosławioną i była rozdawana rodzinie i osobom starszym by się nią obmyli. Młodzież stworzyła własny zwyczaj polewania starszych ludzi wodą by ulżyć Im w czasie upałów. Stąd też wzięły się prawdziwe bitwy wodne.

Obecnie odeszło się od aspektów religijnych i duchowych, a zaczęto skupiać się na zabawie.

Aspekt Chiński

Mniejszość Dai uznaje ten festiwal za nowy rok. Ze świętem tym związana jest następująca legenda:
dawno temu w czasach spokoju w Xishuangbanna pojawił się diabeł który krzywdził ludzi. Siedem córek władcy obawiało się o ojca. Najmłodsza z nich zaproponowała żeby zabić diabła gdy śpi. Pozostałe sześć się zgodziło i odcięły głowę diabła. Głowa ta odtoczyła się i zapłonęła. Córki wybiegły szukać wody by ugasić pożar.

Dlatego też w Xishuangbannie ludzie obchodzą to święto.

Sobotnie bieganie

P1110379 (Copy)

Skoro sobota to bieg. Tak to już jest. Najgorsze w tym sobotnim biegu jest czas. Bo ostatni posiłek jem o 930, a biegać idę około 1110. Czyli godzinę i czterdzieści minut po. Niby w porządku, niby tak jak być powinno, bo przecież nie powinno się biegać na pełnym żołądku, ale…no właśnie – ale. Nie mam problemu żeby energetycznie wytrzymać do mniej więcej piętnastego kilometra, ale potem rozpoczyna się problem. Takie dwa czynniki: małe drugie śniadanie, bo ile energii można wyciągnąć z rzodkiewek, oraz fakt że biegam więcej niż te piętnaście kilometrów dopiero parę tygodni i ciało jeszcze się nie przyzwyczaiło. A raczej nie przestawiło, bo przecież to nie są regiony nieznane, tylko od kilku miesięcy nie odwiedzane.

P1110374 (Copy)

Także biegłem dzisiaj przed siebie, cztery rundki na stadionie, potem zbieg, dobieg do parku, ale czułem że mnie nogi nie niosą. Nie byłem ociężały ani zmęczony, ale czułem że coś nie idzie. Nie miałem więc zamiaru się mordować, bo skoro nie idzie to nie idzie, nie ma sensu cisnąć na siłę, skoro ciało samo mówi że jest ciężko.

P1110375 (Copy)

Biegłem nie myśląc o tym ile czasu mi to zajmuje. Ba, nie myśląc o tym która godzina będzie jak skończę, po prostu biegłem słuchając panów z Freakonomics, a potem ze Stuff You Should Know, którzy opowiadali o amnezji. I o takim Panu który stracił zarówno pamięć związaną z tym co było dawno temu, ale na szczęście rozpoznawał żonę, oraz utracił umiejętność tworzenia nowych wspomnień. Innymi słowy żył w ciągłym teraz. W jednej chwili miał przed sobą jabłko, a w następnej ogryzek, czuł się syty ale nie miał wspomnień związanych z jedzeniem jabłka.

P1110376 (Copy)

Dotarło do mnie że ja już tego podcastu słuchałem biegając. Czasem tak mam że słuchając jakiejś audycji dociera do mnie że już jej słuchałem i widzę miejsce w którym wtedy byłem. Tak chyba działa moja pamięć, jest bardzo mocno powiązana z miejscem i wysiłkiem.

P1110377 (Copy)

Biegłem dalej, przeskakując pomiędzy ludźmi, bo przecież nikt się nie przesunie, witając innych biegaczy, którzy się nie witali ze mną, ale nie będę Im tego wypominał, dla Nich to nowość. Biegłem, biegłem i nagle poczułem żółć w żołądku. Byłem zupełnie pusty, nie było we mnie już nic, ani grama pożywienia, wszystko zostało przetrawione i został ten nieprzyjemny smak żółci. Na szczęście wtedy do mieszkania pozostało mi trochę ponad dwa kilometry, więc wyplułem co miałem w ustach, zacisnąłem zęby i pognałem do przodu. To moja wina bo w ogóle nie piję w czasie biegów, ale jakoś tak nie potrafię inaczej. Nie podchodzi mi ten zwyczaj biegania z butelką. Kiedyś biegałem z pasem i czterema butelkami, ale teraz gdy pas leży w Polsce to jakoś tak nie potrafię. Inna sprawa, że nie zakładałem że będę biegać teraz takie dystanse. W ogóle nie zakładałem czegoś takiego, a to widać samo przyszło, rozgościło się i się zadamawia. A jeżeli pogoda będzie dalej tak dopisywać to jeszcze sobie bardziej to gniazdko wymości i będzie super ekstra. Ja złego słowa nie powiem, bo biegać uwielbiam.

P1110384 (Copy)

W parku rzecz jasna znowu mrowie namiotów i zaczyna do mnie docierać sensowność czegoś takiego. W Polsce też nikt nie chce siedzieć w słońcu cały czas a nie każdy znajdzie cień lub będzie tachać ze sobą parasol plażowy. Namiot w parku to osobliwy widok, ale w gruncie rzeczy sensowny.

P1110385 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i June mnie powiadomiła że przyszły wszystkie trzy paczki z rzeczami jakie zamówiłem. Czyli nowy iPod, nowa walizka i już jeden z prezentów, czyli fajnie. Nowy iPod to jakaś dwójka, co nie miało dla mnie żadnego znaczenia ale cholerstwo jest o tyle fajne że gra bez słuchawek, mam nadzieję że wytrzyma dłużej niż poprzedni. Może i ryzykuję kupując używany sprzęt w Chinach, ale jakoś mam przekonanie do sprzętu firmy z jabłkiem w logo. Przynajmniej jeżeli chodzi o sprzęt muzyczny.

P1110387 (Copy)

Piąteczek

P1110360 (Copy)

Z utęsknieniem wyczekiwany przez obie asystentki i większość studentów. Większość bowiem niektórzy mają zajęcia w soboty. Wyobrażacie sobie? Dodatkowe zajęcia w soboty, komu by się chciało jeszcze po pięciu dniach szóstego na zajęcia chodzić? A część z Nich chodzi. Jakiś specjalny program. Tylko jak to powiedział jeden z moich ulubionych studentów: nuda, dzień po dniu to samo, chciałbym wyjechać i robić zdjęcia, a muszę tu siedzieć. Aż się uśmiechnąłem.

P1110362 (Copy)

Bardzo chłopaka lubię, Jego angielski jest kiepski, ale nigdy nie odmówię Mu tego że się stara. Teraz w ogóle dotarło do mnie że gdyby nie Carrots, o której coś napiszę w niedzielę, to ja bym praktycznie nie miał z dziewczynami które uczę kontaktu. Tylko z chłopakami, a tych z którymi mogę pogadać jest raptem dwóch. Innymi słowy niby jestem taki popularny i fajny a jednak nikt ze mną gadać nie chce. Lub nie może, co jest trochę bardziej prawdopodobne. Czyli tak zupełnie inaczej niż w Jiawang. Pisałem już o tym kiedyś, ale się powtórzę – brakuje mi czegoś takiego, takiego szkolnego klimatu, bycia z uczniami, bycia częścią tej szkoły. Tutaj czuję się jak najemnik który przychodzi, robi co ma zrobić i idzie dalej.

P1110363 (Copy)

Ani trochę mi się to nie podoba, chociaż na pewno ma to jakieś zalety. Nie przywiązujesz się za bardzo ani do ludzi ani do otoczenia, więc łatwiej Ci tych ludzi oceniać, oraz łatwiej Ci się ogarnąć, ale mi brakuje takiego zżycia się…a może nie tyle brakuje mi zżycia się co brakuje mi mojego chińskiego domu? Chyba tak, bo coraz częściej czytam zeszłoroczne notki i wspominam jak to było. A przecież minęło dopiero kilka miesięcy odkąd mnie tam nie ma.

P1110357 (Copy)

Dzisiejsze zajęcia to dla mnie punkt zwrotny w karierze. Zacząłem prowadzić zajęcia, napisałem na tablicy zdań kilka, które studenci powinni znać, zapytałem czy rozumieją. Zero odpowiedzi. Zapytałem ponownie czy rozumieją. Zero reakcji. Poczekałem chwilę. Zero reakcji. Wytłumaczyłem te słowa jeszcze raz. Zapytałem czy rozumieją. Po trzecim braku odpowiedzi uznałem że to jest odpowiedź i usiadłem. Następne 90 minut spędziłem rozmawiając z Becky. Nie załamałem się, po prostu uznałem że to nie ma sensu. Jeżeli trzeci tydzień robimy to samo i nikt nie ma notatek, ani pomysłu na to jak to ugryźć to po co ja mam sobie struny głosowe męczyć i się produkować?

P1110367 (Copy)

To punkt zwrotny, chociaż nie zawrócę, znaczy zawrócę o tyle że za dwa tygodnie kupię parę zeszytów i porozdaję uczniom kartki żeby robili zadania. Te ostatnich kilka tygodni Ich pocisnę, ale bardziej pocisnę siebie, bo to ja nie mogę tracić wiary i ducha. I Becky i Chloe mówią mi że u Nich jest tak samo, ale skoro tak mnie chwaliły w poprzednim semestrze a ja i tak nie byłem zadowolony to możecie sobie wyobrazić co dzieje się ze mną teraz gdy stojąc przed salą widzę że słucha mnie jedna osoba. Lub nikt i to jest najgorsze. Przekonałem się na własnej skórze co czują Ci wszyscy nauczyciele piszący o uczniach którzy Ich olewają. Naprawdę nie ma wielu gorszych uczuć od bycia ignorowanym.

P1110369 (Copy)

Bieganie poranne

P1110343 (Copy)

Lubię z rana wstać i pójść biegać. Sprawia mi to ogromną przyjemność i piszę o tym w kółko, dlatego dzisiaj nie napiszę.
Ubrałem znowu długie skarpety. Coraz mniej dla poprawy krążenia w łydkach a coraz bardziej dla ochrony przed porannym chłodem. Do tego legginsy i koszulkę krótką, oraz bluzę długą. Na głowę chustę i…w okolicach jeziora jak wiało to było zimno. Zawsze jest tam wietrznie i nigdy nie jest to ciepły wiatr.
A biegło mi się szybko. Bardzo szybko, za szybko. Pierwsze osiem kilometrów przebiegłem w rekordowym tempie, ale potem w końcu zwolniłem i było już znacznie lepiej. Nie miałem żadnych kolkowych momentów, a jedynie kilka razy chciałem się zatrzymać i odetchnąć, ale się rzecz jasna nie zatrzymałem tylko parłem naprzód. Czułem się dobrze, trochę bardziej zmęczony, z trochę bardziej obolałymi czworogłowymi uda, ale oprócz tego dobrze. Mijam coraz więcej biegaczy, lub ludzi którzy zwyczajnie idą pobiegać. Tak naturalnie pobiegać w jeansach i koszuli, ubraniu w którym zaraz pójdą do pracy. Przewspaniały był Pan który truchtał sobie przy jeziorze w garniturze. Tego nie da się wymyślić. O ile rozumiem bieganie ot tak, tak biegania w codziennych strojach nie rozumiem. Rozumiem podbiec do autobusy, czy tramwaju, nawet bieg na pociąg, ale bieg dla utrzymania zdrowia w tym co będę miał na sobie cały dzień?

P1110347 (Copy)

Oczywiście mówimy tutaj o prędkościach truchtu i zapewne dystansach krótkich, ale i tak dla mnie to jest niewyobrażalne. Bo wyobrażacie sobie w Polsce kogokolwiek biegającego w stroju codziennym nie sportowym? Pomińmy na moment aspekt potu i zapachu przez cały dzień a postawmy na kwestię wyglądu. Czy biegacze w Polsce biegaliby w sportowych marynarkach (no było nie było sportowe) czy wybieraliby jednak stroje typowo sportowe z jakiegoś sklepu, czy nawet mega sklepu? No właśnie…A tutaj ludzie idą sobie pobiegać bo to zdrowe i zrobią tak parę kółeczek wokół bieżni, albo parę kilometrów w parku, ale niewiele. Więcej Im nie potrzeba. Dopóki nie przyjechałem do Chin nie widziałem biegacza w jeansach. I celowo piszę biegacza a nie kogoś kto biegnie bo to ewidentnie są ludzie którzy biegają dla zdrowia. Owszem, są ludzie którzy biegają w strojach sportowych, ale nawet na siłowni pojawiają się ludzie ćwiczący w strojach codziennych. A już przodują w tym kobiety. Pewnego dnia pozgrywam zdjęcia z komórki to zobaczycie i panie biegające w ciężkich butach na bieżni i inne cuda.
Ciągnęło mnie by zrobić jeszcze parę kilometrów, ale uznałem że nie ma co ryzykować, lepiej sobie dłużej odpocząć przed zajęciami. Za to za dwa tygodnie gdy będę mieć trzy dni wolnego…oh…to powinno być naprawdę fajne bieganie. Żadnych ograniczeń i może puste miasto więc będzie okazja pobiec gdzieś indziej…

P1110348 (Copy)

W szkole doszło dzisiaj do tego że godzinę spędziłem z Carrots rozmawiając i oglądając zdjęcia jedzenia bo nikt mnie nie słuchał. A lekcja bardzo przydatna bo o sposobach nauki słówek, no ale kto by tam chciał się uczyć jak się uczyć.
Spojrzałem na notki z zeszłego roku i zauważyłem że miałem ten sam problem w tym samym okresie. Nie wiem teraz czy to problem ogólnochiński czy mój. Przyjdzie mi to sprawdzić za rok.

P1110350 (Copy)

Taki dzisiaj ciemny dzień, niby zanosi się na deszcz, ale deszczu nie będzie. Taka pogoda żeby siedzieć w mieszkaniu i się odmóżdzać.

P1110352 (Copy)

I po weekendzie

P1110315 (Copy)

Krótkim bo jednodniowym, ale może to się zmieni bo w końcu wrócił Chris i może przywiózł ze sobą nauczycieli. Raczej nie…bo załatwienie wizy to jednak 6-8 tygodni, ale kto wie. Nie to żebym chciał wrócić do tych dwu dniowych weekendów bo nie czuję takiej potrzeby, fajnie mi się z dzieciakami pracuje, lubię tych starszych z gimnazjum i co najważniejsze nie czuję się zmęczony, więc nie ma problemu. Tylko taka myśl mnie dziś naszła.

P1110314 (Copy)

Zajęcia jakoś tak bez problemu czy emocji poszły, ot były i minęły, za tydzień sprawdzian i wtedy się okaże kto pracował a kto się obijał. Znaczy kto się obijał to ja wiem bo widzę i podobnie wiem kto pracował, kwestia tego jak Oni się poczują gdy nagle posypią się kiepskie oceny. Wiadomo że nikt oblany nie zostanie z powodu angielskiego mówionego, ale…lekka zmiana podejścia byłaby wskazana.

P1110318 (Copy)

Miałem się dzisiaj spotkać z Jessicą i kupić Jej bilet, ale nie skontaktowała się, więc nie wiem czy nie zmieniła planów. Może postanowiła zostać, może nie kupiła jeszcze biletu na samolot. Kto to wie? Ja się tym nie przejmuję, co zrobi to zrobi, grunt żeby była dziewczyna bezpieczna.

P1110321 (Copy)

Jutro pora na bieg, nie ma to jak przyjemne czwartkowe poranki i szybki bieg przed zajęciami. W Polsce zdarzało mi się wstawać o 5 żeby zrobić poranny trening przed zajęciami o ósmej. Tutaj na szczęście nie muszę. Bieganie nie zajmuje aż takiego wysokiego miejsca w mojej hierarchii. No dobrze, może bieganie zajmuje, ale nie trening.

P1110323 (Copy)

Teraz biegam sobie tak dla zdrowia, przyjemności, a nie dla rozwoju sportowego. To bieganie teraz mnie uwolniło od trenowania i bardzo jestem z tego zadowolony. Owszem, ciągnie mnie do trenowania i często o tym piszę, ale na razie takie trzy wyjścia na tydzień wystarczają mi w zupełności, może od września to się zmieni, ale na razie jest tak jak jest i jest dobrze. Muszę się tego trzymać nawet gdy pogoda będzie mnie wyrywać na dwór.

P1110326 (Copy)

Spotkałem dzisiaj Pana przed windą. Okazało się że Pan pochodzi ze Szkocji, mieszka w Changchun już 10 lat, ma własną szkołę, samochód. Do tego worki pod oczami, paskudny zarost i zepsuty zamek w plecaku. Nie oceniam ludzi po wyglądzie, oduczyłem się tego, ale ten Pan to chodzący stereotyp obcokrajowca w Chinach po kilku latach.

P1110327 (Copy)

Zaniedbany, zapuszczony, mający już wszystko w nosie. Z tego co czytam takie coś dotyka 90% nauczycieli angielskiego którzy przyjechali tu pracować. Z czasem przestało Im po prostu zależeć, bo i tak nikt się nie przejmuje tym jak wyglądają bo są obcokrajowcami.

P1110328 (Copy)

Ale ten Pan ze Szkocji jest inny, prowadził zajęcia dla dzieci z ubogich rodzin za darmo stąd worki pod oczami, cały ranek przygotowywał materiały dla ucznia który chce wyjechać na studia do USA bo to jedyna nadzieja na lepszą przyszłość Jego rodziny stąd zarost, a zamek popsuły mu dzisiaj dzieciaki w czasie zajęć w przedszkolu które uwielbia bo kocha dzieci ale nigdy nie spotkał właściwej kobiety i dlatego smutek odczytałem jako zgorzkniałość. Tak, na pewno tak właśnie jest.

P1110337 (Copy)

Równowaga

P1110302 (Copy)

Czyli…nie spotykam się z June nigdzie na początku maja bo ani mój przyjazd do Niej, ani Jej przyjazd do mnie nie ma większego sensu. Więcej czasu spędzalibyśmy w pociągu (stojąc, o czym za chwilę), niż ze sobą. Dlaczego? Ano dlatego że ja mam trzy dni wolnego a dojazd do Zhengzhou zajmuje najmniej godzin 19, więc wylądowałbym tam w czwartek a w piątek musiałbym wracać. Podobnie w przypadku June.

P1110277 (Copy)

Pominę milczeniem fakt że Ona już pracuje w tym sklepie bez przerwy samodzielnie od trzech tygodni, a Jej partnerka, bardziej szefowa, wróci dopiero w maju, a i gdy wróci to najpierw sobie zrobi urlop i gdzieś tam pojedzie.
No dobrze, moglibyśmy się spotkać gdzieś po środku, ale…nigdzie nie ma biletów powrotnych dla mnie…Autentycznie…na 3-go maja nie ma biletów powrotnych, jak już to tylko stojąco a i to z reguły w tych nocnych które mi nie pasują. To jest niesamowite po prostu.

P1110278 (Copy)

Można teraz powiedzieć że obudziliśmy się z ręką w nocniku, ale to nie jest tak do końca bo tydzień temu nie było wiadomo kiedy partnerka, bardziej szefowa, June wróci, więc nie robiliśmy żadnych planów. A teraz nagle planów żadnych mieć nie możemy.
Czekaliśmy tyle czasu, poczekamy i do święta smoczych łodzi.

P1110280 (Copy)

Za to na plus, który w moim odczuciu nie niweluje tego minusa, bo to niemożliwe, ale czyni ten dzień słodko kwaśnym: dostałem skany dokumentów z mojej obecnej firmy, a przesympatyczna Pani Hillary z mojego nowego college’u stwierdziła że jest perfect więc mam spokój w tym względzie. Teraz pozostaje odebrać oryginał kiedyś.

P1110288 (Copy)

Rany…kamień z serca, naprawdę kamień z serca bo miałem ogromnego stracha że to się posypie jakoś. Jeszcze tego papierka nie mam, ale czuję że będzie dobrze. Po raz pierwszy od momentu gdy zacząłem to wszystko załatwiać mam wrażenie że będzie dobrze i jestem dobrej myśli.

P1110284 (Copy)

Dostałem też smsa dzisiaj. Znajomy kupuje mi bilet z Szanghaju, uciekam w czwartek, jak kupić bilet na pociąg? I umówiliśmy się na jutro. Z jednej strony jestem bardzo Wendy wdzięczny, a z drugiej nie mam skrupułów wobec Johnsona, który nauczycieli nie szanuje ani trochę. Dla Niego nic nie znaczymy. Jesteśmy tylko narzędziem które pomaga Mu w zarabianiu pieniędzy. I owszem, trochę mam strachu że przyjdzie mi wziąć na siebie te godziny od Jessici, ale…nie widzę w tym nic złego. Dziewczyna nie podpisała żadnego kontraktu, umowy, niczego co by Ją z tą firmą wiązało.

P1110295 (Copy)

Nie wiąże swojej przyszłości z nauczaniem, ani z Chinami i co najważniejsze: nie jest tutaj szczęśliwa. To po co ma się męczyć? Czy kupię ja ten bilet, czy zrobi to ktoś inny, różnicy nie ma żadnej. Nie traktuję tego jako ciosu wymierzonego w Johnsona bo przecież ani Mu tym życia nie utrudnię za bardzo, ani Go to nie zaboli szczególnie, ale jako pomoc komuś kto tej pomocy potrzebuje. Dla mnie to nie jest ucieczka, bo ucieczka od czego? Od firmy w której pracuje nielegalnie? Dla mnie to jest wycofanie się z niebezpiecznej sytuacji i to całkiem rozsądne.

P1110298 (Copy)

Do teraz zastanawiam się jak Oni (Jessica i Tom) dostali wizy Z skoro ani nie mają dwóch lat doświadczenia po studiach ani jak dostali pozwolenie pobytu skoro nie podpisali kontraktów z moją firmą. O ile ten motyw z wizą mogę jeszcze jakoś zrozumieć bo to zarządzenie wprowadzono we wrześniu a Oni przyjechali akurat gdy je wprowadzano i nikt za bardzo się jeszcze nie orientował jak to wszystko ma wyglądać. Tak pozwolenie pobytu jest wydawane przez policję w oparciu o dokumenty.

P1110300 (Copy)

A jeżeli tych dokumentów nie ma? No właśnie…Teraz siedząc tutaj gdzie siedzę i pisząc z Panią Hillary widzę jak wiele dokumentów powinienem dostarczyć blisko rok temu, a jak wielu dokumentów nie dostarczyłem. Staram się o tym nie myśleć bo ten dzień ma być słodko kwaśny, a nie kwaśny.

P1110308 (Copy)

Półmaraton

P1110260 (Copy)

Określenie go mianem spontanicznego byłoby nadużyciem na granicy z kłamstwem. Chciałem przebiec połówkę jeszcze przed wyjazdem do Tianjin, ale wtedy nogi nie poniosły. Dzisiaj też nie niosły, ale głowa była na miejscu. Czasem tak jest że ciało odmawia, ale głowa się nie poddaje. To też jest ważne, żeby umieć się nastawić odpowiednio i nie zrezygnować, nawet gdy mięśnie chcą odpuścić. Ja mam taką swoją mantrę biegową, wypróbowaną od czasów pierwszego maratonu, ale się nią nie podzielę bo jest mocno niecenzuralna i obraźliwa. Wydaje się że jest skuteczna bo jednak te pięć maratonów pomogła mi przebiec. A i w czasie innych biegów także była pomocna.

P1110265 (Copy)

Taka jak i dzisiaj, kiedy to zacząłem bardzo szybko. Gdy tylko zobaczyłem w jakim to tempie wbiegłem na górę od razu postanowiłem zwolnić. Tak szybko to ja nie biegam teraz, a już na pewno nie pod góry. Stopniowo więc zwalniałem, zwalniałem, ale nie dość szybko bo gdzieś tam na piątym coś zaczęło boleć, ale tak szybko jak zaczęło tak szybko przestało. Na ósmym osiągnąłem tempo nazwijmy to docelowe bo wolniej już nie biegłem.

P1110267 (Copy)

Ludzi niewiele, także mogłem sobie spokojnie biec zarówno alejkami pobocznymi jak i głównymi. Dzisiaj wziąłem na warsztat alejki poboczne bo jakoś tak przyjemnie biega się po ziemi, odmiana od betonu niesamowita. To był również pierwszy bieg bez długich skarpet. Początkowo było mi nawet chłodno, ale z czasem się rozkulałem. Fajnie tak wrócić do krótkich.
Gdzieś tak od siedemnastego kilometra miałem już dość. To chyba przede wszystkim kwestia braku przyzwyczajenia do takich dystansów bo dla mnie to norma biegać tak nawet bez łyka wody. Może to zły nawyk, ale tak biegałem i nic mi nie było, więc nie widzę powodu by to zmieniać. Z czasem uda zaczęły narzekać, a czworogłowe uda to w ogóle chciały się ze mną rozwieść, ale z nimi to zawsze mam problemy, więc je zignorowałem i biegłem dalej. Nie było w tym żadnego zmuszania się do biegu, ani ogromnej walki czy nawet mówienia mantry do skutku.

P1110270 (Copy)

Był bieg i to się liczyło, nawet się tempem nie przejmowałem a okazało się że je utrzymałem. Czyli było dobrze pomimo narastającego zmęczenia. Gdybym zaczął wolniej mógłbym biec jeszcze więcej…tak, tego jestem pewien. Myślę że naprawdę jest dobrze skoro potrafię wyjść i przebiec 21 kilometrów w takim tempie. Owszem, nie jest to mój poziom sprzed dwóch lat, ale nie ma tragedii, tego poziomu już pewnie nigdy nie osiągnę, ale ani trochę mi to nie przeszkadza. Jestem zadowolony z tego co jest.
Chyba jestem dzisiaj zbyt zmęczony, a raczej wyczyszczony z mikroelementów bo koszulka była cała biała od potu, by pisać o bieganiu cztery razy na tydzień. Chyba tak :-)

P1110271 (Copy)

Tianjin #3

Huntun
Po polsku wonton. Czyli takie pierogi w zupie…Huntun zaczyna się od kwadratowego ciasta, do którego wkłada się wkładkę, zazwyczaj mięsną. Czasem zdarza się że huntun jest smażony na głębokim oleju, ale częściej je się je w zupie. Dla mnie wyglądają jak zwykłe pierogi zwinięte w kulkę zamiast standardowego kształtu pierożka.

P1110070 (Copy)

Hamburger
Chiński hamburger. Z wieprzowiną i ogórkiem w środku. Przepyszne ciasto. Przepyszne. Taki chleb mógłbym jeść.

P1110072 (Copy)

Kościół
Najsmutniejszy kościół w jaki byłem w życiu. Dla mnie był zupełnie wyprany z Boga. Ludzie robiący sobie zdjęcia przy ołtarzu gdy się ‘modlą’, ludzie pozujący to zdjęć ze złożonymi dłońmi w czasie ‘modlitwy’ to nie mój klimat.

P1110079 (Copy)

Rozumiem dlaczego tak jest, bo to Chiny i dla nich kościół katolicki to bardziej budynek, a nie świątynia, ale wydało mi się to zupełnie pozbawione szacunku. Przypuszczam że to nie byli chrześcijanie a po prostu turyści, których było w Tianjin od groma, ale niesmak i tak mi pozostaje. Więcej nie napiszę bo musiałbym się irytować.

P1110078 (Copy)

Most
Ruszyliśmy zobaczyć Tianjin Eye, czyli olbrzymie koło widokowe na Tianjin i przechodząc przez ulicę trafiliśmy do bloków z których nie było wyjścia. Ktoś postawił przejście nad ulicą prowadzące tylko do tych bloków, ale jakoś nie wspomniał o tym nigdzie. Czasem ten kraj mnie zaskakuje.

P1110088 (Copy)

Tianjin Eye
Samo Tianjin Eye robi fantastyczne wrażenie. Tyle tylko że w poniedziałki rano jest zamknięte…

P1110092 (Copy)

Świątynia
Buddyjska. Taka nowa zbudowana jak stara, mnóstwo ludzi, ale w pewnym punkcie to te wszystkie świątynie są takie same, chyba że czymś się wyróżniają. Ta się niczym nie wyróżniała. Dla odmiany tutaj ludzie nie pozują do zdjęć w czasie modlitwy, a zwyczajnie się modlą.

P1110097 (Copy)

Obiad
W pobliżu świątyni znajdowała się restauracja prowadzone przez męża z żoną i była to jedna z najczystszych restauracji jakie widziałem w Chinach. Zamówiliśmy podwójne nudle smażone z kapustą i dostaliśmy naprawdę potężną porcję nudli, które nie były smażone jak na mój gust z kapustą. Nudle owe charakteryzowały się tym że nie miały żadnego smaku. Żadnego. Jak to June powiedziała teraz to jesz paprykę, a nie nudle. A pochłonąłem paprykę z trzech stolików

P1110101 (Copy)

Puch
I tak wracając już do hotelu trafiliśmy na ulicę pełną latającego puchu. Zdjęcia tego nie oddają, więc uwierzcie na słowo. Ten puch był wszędzie, naprawdę wszędzie. Wyglądało to jak śnieg w lato.

P1110104 (Copy)

Nudle na zimno
Na kolację, po raz trzeci. Tym razem od Pani na ulicy. I były najlepsze…

P1110110 (Copy)

Hotel
Teoretycznie to ja w tym hotelu nie powinienem mieszkać, ale na szczęście przemykałem się szybko przed rejestracją i nikt nam złego słowa nie powiedział. Także udało nam się znaleźć tani i porządny hotel.

Niedziela i przegapione #32 i #33

Xavier
Xaviera poznałem już na spotkaniu z okazji święta wiosny. To taki sympatyczny Pan prowadzący obecnie zajęcia z religii dla moich dzieciaków których przygotowuję do egzaminu SSAT (egzaminu wstępnego do prywatnych ogólniaków w USA).
Porozmawialiśmy chwilę o religii, tak przyjemnie bo bez żadnej indoktrynacji czy nawracania. Czyli pozytywnie.

P1110241 (Copy)

Grupa 2
Czyli dzieciaki z poniedziałku. Tam dwójka dzieciaków które już uczyłem, ale które mi zniknęły. Lub o których przeniesienie poprosiłem. Rozstrzał wiekowy od 6 do 10 i oczywiście najlepsze były dziewczyny.
Gdzieś tak w połowie zajęć gdy dałem dzieciakom karteczki do kolorowania weszła chińska nauczyciela i zapytała czy potrzebuję pomocy. Nie, dlaczego miałbym potrzebować? Nie uczę Ich skomplikowanej gramatyki, jak czegoś nie zrozumieją to mogę Im pokazać przecież…

P1110243 (Copy)

Dzieciaki z SSAT
Czyli Elvis, Jack i…zabijcie mnie, zapomniałem. Niesamowicie mądre dzieciaki. Mieliśmy taki temat: gdy się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy, zgadzasz się czy nie i uzasadnij, czyli taki dość standardowy temat pisarski. I będą teraz dwie propozycje bo dzieciaki się zgodziły podając takie oto przykłady:
– w czasie Drugiej Wojny Światowej Hitler wysłał wojska na wschodni front nie bacząc na pogodę i zgubił go pośpiech, gdyby przeczekał zimę to mógłby pokonać Związek Radziecki (ja bym tego nie wymyślił za skarby świata)
– pewnego dnia gdy byłem młody byłem bardzo głodny i chciałem sobie upiec hamburgera gdy nie było nikogo w domu. Włożyłem go do piekarnika, ale byłem tak głodny że nie czekałem aż się upiecze i zjadłem go surowego. Całą noc bolał mnie brzuch i dostałem nauczkę że pośpiech nie popłaca.

P1110245 (Copy)

Mao Jin
Czyli mój student z którym chodzę, a raczej chodziłem na siłownię. Przykulał się tylko na pierwsze zajęcia w tym semestrze a potem już Go nie widziałem. Spotkałem w czwartek przed zajęciami jak ze swoją dziewczyną wychodzili ze stołówki. Od razu jak mnie zobaczył to się uśmiechnął, jak zawsze zresztą, a jak Mu powiedziałem że trzy tygodnie Go nie widziałem to obiecał że jutro się pojawi. I się pojawił. Spóźniony, bo spóźniony, ale przyszedł.

P1110246 (Copy)

Jessica
To, jak wspominałem, inna nauczycielka z USA. Przyjechała tu w ramach tego samego programu co Tom, ale od samego początku Jej się tu wymownie nie podoba. Do tego stopnia że nawet nie podpisała umowy, co mnie osobiście niszczy bo nie powinna dostać pozwolenia pobytu bez podpisanej umowy. To tylko uzmysławia mi jak duże koneksje musi mieć mój szef. Bo to jest niemożliwe, po prostu niemożliwe by było inaczej.
To jednak nie koniec, Jessica chce pójść krok dalej i dać dyla, bo przecież nie ma podpisanej umowy, a Johnson nawet nie raczy Jej poinformować gdy ktoś odwoła Jej zajęcia. Oczywiście obiecałem pomoc w kupnie biletu kolejowego ;-)

P1110247 (Copy)

Niedziela
Monstra były dzisiaj całkiem przyjemne, za to szkoła bez Chrisa jest…pusta. To niesamowite jak puste mogą wydawać się trzy sale i jak wiele zmienia obecność jednej osoby. No może więcej niż jednej bo Chris jest w szkole zawsze gdy ma zajęcia, a zajęcia ma zawsze z kilkoma uczniami, także oprócz niego są też dzieciaki.
Dzisiaj w grupie od SSAT udało nam się przebić w końcu przez wstęp rozdziału do znajomości słownictwa. To niesamowite jak wolno nam to idzie. I za każdym razem zastanawiam się jak ja mam uczyć dzieciaki nie rozumiejących ‘analogiczny’ słów typu ‘skonfudowany’, słów które ja sam muszę sprawdzać w słowniku.

P1110249 (Copy)

I jak ja mam Ich przekonywać że nauka słów w ten sposób ma sens, skoro sam w to nie wierzę…Słowa to nie niedźwiedzie kodiak, nie występują w odosobnieniu, słowa to stworzenia stadne, występuję w towarzystwie innych słów, półsłówek, domysłów i nie widzę sensu sprawdzania znajomości słów zwłaszcza w testach typu: ta odpowiedź jest dobra, ta też, ale ta jest najlepsza. Bo najlepszość jest koncepcja subiektywną. Owszem, to nie powinno być tak proste jak ‘tylko ta odpowiedź jest dobra’, ale nie powinno się tak przesadnie wydziwiać bo to zamiast pomagać utrudnia życie i sprawia że nikomu tak naprawdę nie chce się uczyć, bo i po co uczyć się słów które przydadzą nam się tylko i wyłącznie na najbliższym egzaminie. A jednak to robię, na szczęście jednak czas tutaj szybko mija. Niesamowicie szybko, te dzieciaki są mega bystre, mają sprzęt ze słownikami więc sama przyjemność. Ani się obejrzałem a dzisiaj dwie godziny przeleciały jak z bicza strzelił. Bardzo to sobie będę chwalił.

P1110254 (Copy)

Przeciskanie się nad jeziorem

P1110232 (Copy)

Już od rana czułem że cudów dzisiaj w czasie biegu nie będzie. Czasem takie przeczucia są złudne i po wyjściu okazuje się że idzie niesamowicie i można przycisnąć, ale z reguły jest tak że drugie wyjście po przerwie jest wolniejsze od pierwszego, trzecie też i czasem czwarte…trzeba po prostu ten tydzień czy dwa się trochę pomęczyć i potem wszystko wraca do normy.

P1110227 (Copy)

Na całe szczęście formę o wiele łatwiej odbudować niż wypracować na nowo. Gdyby po każdej przerwie stan naszego organizmu wracał do punktu zero to byłaby prawdziwa masakra, musielibyśmy być w ciągłym ciągu treningowym i nie moglibyśmy przerwać, a kontuzje tylko by czyhały gdzieś tam skryte za rogiem.

P1110228 (Copy)

Lub nawet nie skryte bo ryzyko załapania jakiejś byłoby tak duże że to my byśmy się przed nimi ukrywali. W każdym razie poszedłem biegać.
Pierwszy kilometr wolny, ale potem się rozkulałem, trzy okrążenia na bieżni i można biec nad jezioro.

P1110230 (Copy)

Zawsze po wybiegnięciu z kampusu uniwersytetu Changchun biegnę z górki więc przyspieszam, ale tylko na moment bo potem jest ubikacja i z reguły trzeba z niej skorzystać, potem swoje odstać na światłach i można już biec w stronę jeziora. Po kilku kilometrach dobiegam do kolejnej ruchliwej ulicy i mogę już biec dalej. Coraz więcej ludzi pływa, coraz więcej ludzi spaceruje. Ludzie nawet rozbijają namioty nad jeziorem by posiedzieć parę godzin nad jeziorem i wieczorem sobie pójść do domu. Bo kto by rozbijał namiot żeby spędzić noc na dworze, racja? Takie chińskie podejście do biwakowania. Ludzie robią sobie zdjęcia w namiotach rozbitych w parku na polanie. W sumie to tak blisko natury jak tylko można w mieście, ale i tak jest to dość ciekawy widok.

P1110219 (Copy)

Gdzieś tak w okolicach 10 kilometra poczułem się lekko, bo tam chyba jest ładny zbieg, ale dobiegając do dwunastego przypomniało mi się że ja nie biegałem tydzień i warto byłoby jednak zacząć spokojnie. Tak by wypadało, ale jednak jakoś się nie złożyło. Biegło mi się zbyt przyjemnie.

P1110213 (Copy)

Gdzieś tak na piętnastym zaczęło mnie coś boleć w okolicach żeber, coś jak kolka, ale nie…może nie tyle boleć co czułem tam coś niezidentyfikowanego. A skoro niezidentyfikowanego to się nie przejąłem i biegłem dalej. Skończyło się na trochę ponad osiemnastu kilometrach.

P1110220 (Copy)

Trochę boli, ale gdzieś tam znowu w głowie pojawia się myśl żeby zacząć biegać cztery razy w tygodniu. Nie wiem, ciągle się z tym biję, zwłaszcza że musiałbym się na buty wykosztować prawdopodobnie, a moich rozmiarów ani widu ani słychu w decathlonie a na taobao nie ma butów do biegania z mojej ulubionej marki, a to oznacza że musiałbym się wykosztować na jakieś asicsy czy inne mizuno, czego robić nie chcę bo kupowanie oryginalnych butów tutaj to ryzyko, a te chińskie marki nie mają mojego rozmiaru.

P1110225 (Copy)

Bida…chociaż może nawet bym nie musiał nowych butów kupować, przecież to tylko 12 tygodni, dwa będą do wycięcia, więc dziesięć i tak średnio po 60 kilometrów w tygodniu to by było 600 kilometrów, czyli do zrobienia bez bólu w butach. Od biedy w rozmiar mniejszy z decthlonu też się nada, w końcu maratonu w nich nie pobiegnę. Tylko ta siłownia…mam takie poczucie że skoro zapłaciłem to trzeba wykorzystać ją jak najlepiej. No tylko że jakoś nie potrafię odnaleźć w sobie motywacji…może mi przejdzie jak zakończę ten planowany miesiąć i wtedy pomyślę co dalej.

P1110218 (Copy)

Dzisiaj udało mi się w końcu zakończyć nadrabianie zaległości z memrise.com, czyli 360 słówek zostało nawodnionych i można w końcu spać spokojnie, sprawdziłem zadania domowe i jeszcze obejrzałem pierwszy odcinek nowego sezonu Gry o tron. Rany, w końcu taki spokojny dzień. Jutro już tak lekko nie będzie. Z jednej strony mam straszny młyn, ale z drugiej przynajmniej się nie nudzę. Owszem, chciałoby się już wsiąść na rower i pozwiedzać miasto, ale może uda mi się to zrobić we wtorek, taki przynajmniej mam plan. W końcu to mój jedyny dzień wolny w ciągu tygodnia.

P1110234 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Chińskie powiedzenia

Chińskie powiedzenia to nie tylko Konfucjusz, ale nie wszyscy o tym wiemy, więc dzisiaj takie jedno z fajniejszych, moim zdaniem, ai wu ji wu – 爱屋及乌.
Dosłownie oznacza to miłość sięgającą nawet kruki na dachu. Czyli ni mniej ni więcej jak ‘kocham Cię tak bardzo, że kocham nawet kruki na dachu twojego domu’.
Podobno wzięło się to z takiej historii:
Dawno temu był kraj zwany Zhou周. Pewnego dnia jego władca poprosił swoich doradców o pomoc w rozliczeniu się z jeńcami. Jeden z doradców powiedział Słyszałem iż gdy się kogoś kocha należy kochać nawet kruki na dachu jego domu, a jeżeli się kogoś nienawidzi to nienawidzi się również ścian oraz parapetów w jego domu. Ci jeńcy walczyli przeciwko nam także powinni zostać zabici.

Władca się jednak nie zgodził i inny doradca rzekł Myślę że należy rozdzielić jeńców na tych winnych i niewinnych. Winnych skazać na śmierć by uniknąć kolejnej wojny. To także nie przypadło do gustu władcy. Trzeci doradca powiedział Panie, uważam że wszystkich powinniśmy uwolnić i wysłać do domów gdzie będą mogli pracować w polu i utrzymywać się własną pracą. Co więcej, powinieneś przestrzegać ściśle zasad i nie traktować lepiej rodziny i przyjaciół. Ludzie będą ci ufać jeżeli będziesz kierować krajem moralnie i z zasadami.
Król uznał tę propozycję za sensowną więc ją zaakceptował. Wkrótce sytuacja w kraju się poprawiła, a lud stał się dostatni. Taki też był początek tego powiedzenia – jeżeli kogoś kochasz to kochasz wszystkich i wszystko co go otacza.