Sobotnie bieganie

P1110379 (Copy)

Skoro sobota to bieg. Tak to już jest. Najgorsze w tym sobotnim biegu jest czas. Bo ostatni posiłek jem o 930, a biegać idę około 1110. Czyli godzinę i czterdzieści minut po. Niby w porządku, niby tak jak być powinno, bo przecież nie powinno się biegać na pełnym żołądku, ale…no właśnie – ale. Nie mam problemu żeby energetycznie wytrzymać do mniej więcej piętnastego kilometra, ale potem rozpoczyna się problem. Takie dwa czynniki: małe drugie śniadanie, bo ile energii można wyciągnąć z rzodkiewek, oraz fakt że biegam więcej niż te piętnaście kilometrów dopiero parę tygodni i ciało jeszcze się nie przyzwyczaiło. A raczej nie przestawiło, bo przecież to nie są regiony nieznane, tylko od kilku miesięcy nie odwiedzane.

P1110374 (Copy)

Także biegłem dzisiaj przed siebie, cztery rundki na stadionie, potem zbieg, dobieg do parku, ale czułem że mnie nogi nie niosą. Nie byłem ociężały ani zmęczony, ale czułem że coś nie idzie. Nie miałem więc zamiaru się mordować, bo skoro nie idzie to nie idzie, nie ma sensu cisnąć na siłę, skoro ciało samo mówi że jest ciężko.

P1110375 (Copy)

Biegłem nie myśląc o tym ile czasu mi to zajmuje. Ba, nie myśląc o tym która godzina będzie jak skończę, po prostu biegłem słuchając panów z Freakonomics, a potem ze Stuff You Should Know, którzy opowiadali o amnezji. I o takim Panu który stracił zarówno pamięć związaną z tym co było dawno temu, ale na szczęście rozpoznawał żonę, oraz utracił umiejętność tworzenia nowych wspomnień. Innymi słowy żył w ciągłym teraz. W jednej chwili miał przed sobą jabłko, a w następnej ogryzek, czuł się syty ale nie miał wspomnień związanych z jedzeniem jabłka.

P1110376 (Copy)

Dotarło do mnie że ja już tego podcastu słuchałem biegając. Czasem tak mam że słuchając jakiejś audycji dociera do mnie że już jej słuchałem i widzę miejsce w którym wtedy byłem. Tak chyba działa moja pamięć, jest bardzo mocno powiązana z miejscem i wysiłkiem.

P1110377 (Copy)

Biegłem dalej, przeskakując pomiędzy ludźmi, bo przecież nikt się nie przesunie, witając innych biegaczy, którzy się nie witali ze mną, ale nie będę Im tego wypominał, dla Nich to nowość. Biegłem, biegłem i nagle poczułem żółć w żołądku. Byłem zupełnie pusty, nie było we mnie już nic, ani grama pożywienia, wszystko zostało przetrawione i został ten nieprzyjemny smak żółci. Na szczęście wtedy do mieszkania pozostało mi trochę ponad dwa kilometry, więc wyplułem co miałem w ustach, zacisnąłem zęby i pognałem do przodu. To moja wina bo w ogóle nie piję w czasie biegów, ale jakoś tak nie potrafię inaczej. Nie podchodzi mi ten zwyczaj biegania z butelką. Kiedyś biegałem z pasem i czterema butelkami, ale teraz gdy pas leży w Polsce to jakoś tak nie potrafię. Inna sprawa, że nie zakładałem że będę biegać teraz takie dystanse. W ogóle nie zakładałem czegoś takiego, a to widać samo przyszło, rozgościło się i się zadamawia. A jeżeli pogoda będzie dalej tak dopisywać to jeszcze sobie bardziej to gniazdko wymości i będzie super ekstra. Ja złego słowa nie powiem, bo biegać uwielbiam.

P1110384 (Copy)

W parku rzecz jasna znowu mrowie namiotów i zaczyna do mnie docierać sensowność czegoś takiego. W Polsce też nikt nie chce siedzieć w słońcu cały czas a nie każdy znajdzie cień lub będzie tachać ze sobą parasol plażowy. Namiot w parku to osobliwy widok, ale w gruncie rzeczy sensowny.

P1110385 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i June mnie powiadomiła że przyszły wszystkie trzy paczki z rzeczami jakie zamówiłem. Czyli nowy iPod, nowa walizka i już jeden z prezentów, czyli fajnie. Nowy iPod to jakaś dwójka, co nie miało dla mnie żadnego znaczenia ale cholerstwo jest o tyle fajne że gra bez słuchawek, mam nadzieję że wytrzyma dłużej niż poprzedni. Może i ryzykuję kupując używany sprzęt w Chinach, ale jakoś mam przekonanie do sprzętu firmy z jabłkiem w logo. Przynajmniej jeżeli chodzi o sprzęt muzyczny.

P1110387 (Copy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.