Jiawang

To wszystko wydarzyło się za szybko. By dostać się do wszystkich klas miałem 3 godziny łącznie z przerwą na kolację z której wszyscy skorzystali, czyli tak naprawdę dwie godziny. Dwie godziny w czasie których mieli lekcje z opieką nauczyciela i czas na samodzielną naukę.

Najpierw spotkaliśmy się z Shawnem i poszliśmy do szkoły, a w przerwie dzieciaki (to już nie dzieciaki) rzuciły się na mnie. Dosłownie. Shawn się ewakuował bo było dla Niego tego za dużo. Dziesiątki hugów, Wendy skoczyła na mnie i chociaż troszkę się Jej przytyło to dalej jest tą malutką dziewczynką w olbrzymich okularach która dwa lata temu przytuliła mnie i uciekła wycierając łzy radości.

Po przerwie poszliśmy do Ruby i wyposażony w kilku uczniów poszedłem odwiedzać klasy (Shawn musiał wracać do swojej szkoły a June nie chciała żeby dzieciaki skupiały się na Niej).

Rany…wielu z moich uczniów nie poznałem. Wielu poznałem bez problemu bo się nie zmienili ani trochę, no może trochę podrośli.

Jedna klasa zaskoczyła mnie strasznie dając mi pudełko z papieru z listami od Nich. Naprawdę mnie wzruszyli bo niczego się nie spodziewałem. A potem gdy powiedziałem Im kilka słów w moim paskudnym mandaryńskim to wszystko zrozumieli. Powiedziałem więc kilka zdań i znowu wszystko zrozumieli. W końcu nie wytrzymałem i mówię że mnie rozumieją, bo w Zhengzhou to jednak kiepsko mają z tym żeby mnie zrozumieć i jedna z moich uczennic, ta która kiedyś spała na moich lekcjach tłumacząc się w liście przekazanym przez koleżanki, powiedziała: oczywiście że cię rozumiemy, przecież jesteśmy rodziną.
Od dawna nic mnie tak nie poruszyło.

A potem kolejne klasy i klasa Wendy która dała mi cały zeszyt wypełniony listami i…wiersz w pięknej kaligrafii napisany przez jednego z uczniów. June i Bryan stwierdzili że to cudownie wzruszający wiersz, więc Im wierzę.

Następne klasy, następne listy. W każdej klasie robiliśmy grupowe zdjęcia, kilku uczniów chciało zdjęcia indywidualne, ale czasu nie było by zrobić ze wszystkimi.

Gdzieś tak pod koniec zadzwoniła June i powiedziała że przyszedł jeden z nauczycieli na skargę że jest za głośno i mam już kończyć, bo uczniowie mają się uczyć.

I tak to się skończyło. Jeszcze poszliśmy z Ruby na kolację, przepyszną, ale z dzieciakami to był już koniec. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, ale raczej już nie w takim gronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.