Zakupy

Można by napisać ‘ostatnie zakupy’, ale wtedy byłoby to takie definitywne, ostateczne i w ogóle takie ‘łeee, łeee koniec’, także nie napiszę. Wyjątkowo odwiedziłem tylko dwa sklepy, mam nadzieję że ten trzeci będący normalnie tym pierwszym nie czuł się pokrzywdzony, ale najzwyczajniej w świecie nic z niego nie chciałem, w końcu zapas orzechów mam na naprawdę długo. Za to w drugim będącym normalnie także drugim zrobiłem przedwyjazdowe zakupy, czyli jak na obywatela Polski przystało zakupiłem napoje wysokoprocentowe i bynajmniej nie mówię tu o śmietanie. No i mnóstwo piklowanych warzyw. Oprócz tego niewiele, bo jakoś tak się złożyło że mam tyle jedzenia że wystarczy do środy.

 

W drodze powrotnej wstąpiłem do księgarni i szukałem, szukałem, aż w końcu znalazłem książeczkę z bajkami dla dzieci. Trochę jeszcze powyżej mojego poziomu, ale skoro mam rozpisane i znaczki i pinyin to powinienem dać sobie radę. Na razie przebiłem się  przez pierwszą stronę, głównie z pomocą translatora od google, ale sam zrozumiałem ‘złota rybka powiedziała’. To w sumie też niezła okazja żeby poznać chińskie bajki dla dzieci.

 

A w domu już się spakowałem. W sumie to wiele do pakowania nie było, ale też nie ma sensu zabierać ze sobą tylu ubrań skoro zostaję tu na kolejnych kilka miesięcy. Wszystko co się nie zmieściło powinno wejść do plecaka…Swoją drogą plecak się już chyba wysłużył, jest poobdzierany, ma kompletnie popsuty zamek, dziury z pałeczek (bo chociaż bardzo lubię jeść w stołówce to jednak wolę używać własnych pałeczek) i sprawia wrażenie już takiego zmęczonego. Gdy patrzę na niego to widzę że chciałby odpocząć. Nie odejść na emeryturę, ale odpocząć.

Powinienem mieć jakiś plan na kilka najbliższych dni, ale oprócz biegu jutro i we wtorek, no i ostatecznego pakowania, nic nie przychodzi mi do głowy. Znaczy chcę coś napisać, ale nic na siłę.

Adam!
Dobrze że trzcina cukrowa pojawiła się dopiero parę tygodni temu bo z dostaniem jej miałbyś prawdziwy problem. Tak myślałem o jabłkach i dotarło do mnie że w Polsce mamy większy wybór niż…w Jiawang…To w sumie nie powinno dziwić, ale można się tym trochę podbudować. Tylko potem człowiek przypomina sobie o gruszkach, które tutaj są okrągłe i bardziej przypominają jabłka, w dodatku  są tak niesamowicie soczyste że gdy się je to sok wręcz z nich spływa, no i w smaku są zupełnie inne od Polskich. W Polsce jakoś za gruszkami nie przepadałem. Znaczy lubiłem, ale nie jakoś bardzo, ale te tutaj są wyborne. No i te mandarynki…ale naprawdę, mandarynki tutaj są…chciałem napisać lepsze, ale są ludzie którym ten unoszący się mandarynkowy zapach odpowiada i może nie przypadłyby im te tutaj do gustu, więc napiszę – inne.

Osiem

Nie byłem w stanie przebiec więcej. Musiałem zatrzymywać się co parę minut by uspokoić tętno a po chwili i tak wskakiwało na 170+. Tętno jakiego w Polsce nie osiągałem w czasie najbardziej wymagających biegów i treningów. Słowem okropność. I ja rozumiem że po 10 dniach przerwy tętno będzie wyższe, ale nie powinno być aż tak wysokie i nie powinno mi się aż tak ciężko oddychać. To powietrze tutaj nie sprzyja bieganiu. Może na wiosnę to się poprawi gdy ludzie przestaną korzystać jak opętani z klimatyzacji i elektrownia nie będzie tak kopcić. Z utęsknieniem czekam na śląskie powietrze, które chociaż ciężkie to i tak jest lżejsze od tego tutaj.

I koniec. Tylko jakoś to do mnie nie dotarło. Do tej pory zawsze gdy kończyłem semestr czy rok docierało to do mnie od razu. A teraz nic…dotarłem do tego punktu oznaczonego ‘Ostatnie zajęcia’, ale w ogóle nie wywarło to na mnie wrażenia. Ot kolejny piątek. Może dlatego że to nie koniec przygody z Jiawang, ani nie koniec przygody z Chinami. Nie ma we mnie ani pustki związanej z końcem, ani zmęczenia które odczuwałem pod koniec czerwca w zeszłym roku kiedy to już z utęsknieniem wypatrywałem ostatnich zajęć bo miałem najserdeczniej w świecie dosyć.

Po ostatnich zajęciach, na których klasa 14 obejrzała koniec ‘Narnii…’ i oglądała z takim napięciem że nie ruszyli nawet na kolację dopóki Ich nie wygoniłem. Po co komu kolacja skoro Aslan wrócił i nie wiadomo co się stanie z Edmundem.

Ostatnia kolacja taka sama jak wiele poprzednich, tyle tylko że zimno. I może to zimno to znak końca? Zawsze gdy piszę o zimnie przypomina mi się jeden z wpisów który kiedyś tłumaczyłem i szło to mniej więcej tak: ‘kupiłem skórzaną kurtkę, tylko czy ona będzie potrafiła ochronić mnie przed jesiennym chłodem?’. Nie jestem zwolennikiem zimy, wręcz trzepie mną na myśl o tym że wrócę do kraju i będę musiał męczyć się w śniegu, już nawet wizja godzinnego biegania na bieżni wydaje się być bardziej intrygująca. A bieganie na bieżni jest jedną z najnudniejszych rzeczy jaką można robić. Chociaż w zeszłym roku biegając obejrzałem oba sezony ‘Sherlocka’, więc na plus. Teraz tak spoglądam na prognozę pogody w Katowicach i naprawdę nie czuję się na siłach by kulać się po parku w taki mróz…Daję mu jeszcze 5 dni, a potem ma się skończyć.

W szkole, ale już po kolacji spotkałem Shawna, który skończył 4 kółka na bieżni…hmm…a może to jest myśl, biegać na bieżni…życzyłem Mu powodzenia na egzaminach i udanych ferii, a On tylko zapytał: ‘A mogę Cię uściskać?’ ‘Jasne’.
Bo to w sumie normalne że jak kogoś lubisz i wiesz że nie zobaczysz Go przez jakiś czas to chcesz Go uściskać.
Swoją drogą, Lawrence się nie odzywa od tamtej…hmm…środy? Ciekawe co Go ugryzło.

Adam!
Smutno czytać o chorobie, ale  dobrze że masz taki system wczesnego ostrzegania i wiesz kiedy odpuścić. Wiesz, podobno życie to to co się dzieje gdy planujemy coś zupełnie innego. Ja sobie też zaplanowałem biegi w niedzielę i we wtorek, ale jeżeli mam dalej czuć się tak jak dzisiaj to chyba sobie odpuszczę. Bo bieganie w takich warunkach raczej dla zdrowia korzystne nie jest.
Haha, mój blog pełni funkcję terapeutyczną nie tylko dla mnie jak widać ;)

Jeszcze jeden…

Siedząc w gabinecie i klepiąc słówka dotarło do mnie dlaczego te czwartki są najbardziej męczące. Dotarło to do mnie w 19 tygodniu pracy i, jak dobrze liczę 15 pełnym czwartku. Otóż, one są praktycznie bezproduktywne. Zaczynam zajęcia o 7:50 potem czekają mnie dwie godziny (zegarowe) okienka, kolejne zajęcia i trzy godziny (zegarowe) przerwy. Najzwyczajniej w świecie w czwartki mam więcej czasu ‘wolnego’ niż w inne dni a nie mogę go w żaden sposób wykorzystać. Wtorkowe poranki spędzałem na bieganiu, podobnie czwartkowe, a gdy w poniedziałek kończyłem wcześniej to mogłem jeszcze gdzieś pójść. Czwartki nie dają mi takiej swobody. Za dużo czasu wolnego rozleniwia. Nie zawsze też miałem możliwość uczenia się, czy też słuchania czegoś. To jednak już ostatni czwartek w pracy i od następnego semestru będę mądrzejszy o to doświadczenie.

Wczoraj usłyszałem pytanie:
– Skoro kończysz zajęcia w piątek, a wylatujesz dopiero w czwartek, o co Ty tu będziesz robić?
– Pakował się.
Znaczy nie zabieram wielu rzeczy. Prawdę mówiąc tylko parę ubrań (hej, mam tylko jedną parę zimowych getrów do biegania, a w czymś w Polsce biegać muszę), elektronikę, a reszta to prezenty i jedzenie.
Poza tym kilka dni spokoju tutaj przyda mi się bo chcę coś napisać, no i zacząć się przestawiać na czas Polski…No i będzie też okazja na kilka ostatnich spacerów w Jiawang.

A dzisiaj czeka mnie ostatni lunch w szkolnej stołówce, bo od jutra przygotowuję je sam. Także spodziewajcie się ciągle tych samych nudnych zdjęć ;) Znaczy zdjęcia jedzenia może i będą nudne, ale w nim zawsze jest coś innego, na przykład ostatnio kupiłem piklowane warzywa po syczuańsku, ale trochę się zawiodłem bo nie były ostre. Tylko troszeczkę.

Na lunchu trafiłem na Shawna i Daphne. Shawn mówił o koszykówce w Chinach i miło widzieć że koszykówka to język jakim można się porozumieć w każdym miejscu na świecie. Tak jak kiedyś MJ był dla wielu w Europie inspiracją to rozpoczęcia przygody ze sportem, tak teraz KB jest dla wielu Chińczyków. Tylko liga w Chinach jest ‘trochę’ bogatsza i kluby mogą sobie pozwolić na sprowadzenie lepszych graczy, ale jakoś poziomu chińskiej koszykówki to nie podnosi.
Daphne za to przyznała się w tajemnicy że na lunchu się nie najadła, ale nie chce przytyć więc je mało. A kolacji prawie w ogóle. Skąd Ona energię bierze to ja nie wiem.

A po lunchu z powrotem do gabinetu i pora na powtarzanie słówek.
I tak powoli kończy się ten ostatni czwartek. Teraz czekają mnie trzy godziny z ‘Potworami…’, czyli trzy godziny układania sudoku/powtarzania słówek. Znajdę sobie cichy kącik w sali i będę w ciszy i spokoju czekał do ostatniego dzwonka.

Te notki są coraz krótsze bo myślami jestem już zupełnie gdzie indziej. Naprawdę już się nie mogę doczekać powrotu do Domu. Na szczęście od jutra o 18 czas zacznie biec szybciej, tak zawsze jest.

Wszyscy uczniowie z którymi miałbym zajęcia w poniedziałek nie dają mi wiary i nie chcą dopuścić myśli, że nie mamy zajęć w poniedziałek. A to prawda, dzisiaj nastąpił dla mnie dzień pożegnania z klasami 10/1/2/4, jutro żegnam się z 9/11/12/13 i 14 bo 3/5/6 i 8 pożegnałem wczoraj. Na szczęście nie na długo, tylko na parę tygodni. Naprawdę przeraża mnie ilość czasu jaką te dzieciaki muszą spędzać na nauce. Oni mają przerwę na lunch od 11:40 do 12:30 a następne 80 minut to czas na naukę. Na szczęście siedzą sami w klasach więc mogą sobie pospać i tak robi większość, ale niektórzy pracują twardo. Bo rodzice nie dają im spokoju, jak mi to wyjaśnił dzisiaj jeden z uczniów. Rozumiem nawet dlaczego, w końcu wszyscy rodzice chcą by dzieci miały lepsze życie, a znaczną część społeczeństwa chińskiego wierzy w słuszność ciężkiej pracy. No i nauka jest kluczem do dobrych studiów, a dobre studia są kluczem do dobrej pracy. Taka jest główna droga na szczyt.

Adam!
Uwierzysz że nie jesteś jedynym który się o moje oczy martwił? ;)

Środowy brak pomysłu na tytuł

Trochę wstyd to pisać, ale nie mogę pisać tylko o moich niesamowitych życiowych sukcesach. Także oto piszę. Wymieniałem wczoraj karty sim w telefonie a po każdej wymianie muszę ustawić godzinę, także ustawiłem i poszedłem spać. Budzik zadzwonił o 6:05, więc wstałem. Trochę jeszcze zmęczony ale  uznałem że widać się nie wyspałem. Zrobiłem śniadanie, umyłem się i przystąpiłem do porannej lektury. A że zostało mi trochę czasu po śniadaniu wpadłem na chwilę na gg i…cóż okazało się, że w Polsce jest dopiero 17, czyli u mnie północ. Źle ustawiłem zegar w komórce i wstałem 6 godzin za wcześnie. Wyłączyłem komputer, przewróciłem się na bok i spróbowałem zasnąć. Obudził mnie dopiero budzik, tym razem o prawidłowej godzinie.
Już tak tęsknię za krajem że przestawiam się na czas w Polsce? Jeszcze tylko tydzień.

Swoją drogą mam wrażenie że uczniowie uważają że do zrobienia zakupów niezbędna jest znajomość chińskiego. Bo co chwilę słyszę pytania o to jak ja robię zakupy nie znając języka. Tłumaczenie że pokazuję i mówię ‘czyga’ (to) a potem kiwam głową i mówię ‘dui’ (tak) jakoś Ich nie przekonuje. Podobnie z fryzjerem, no bo co Mu powiedziałeś…nic, pokazałem mu że chcę obciąć włosy i tyle, jakbym chciał konkretną fryzurę to pokazałbym Mu zdjęcie. Ludzie naprawdę nie są aż tacy głupi. Jeżeli na pudełku z jedzeniem jest kolor czerwony to jedzenie będzie ostre niezależnie od szerokości geograficznej. A jeżeli nie wiesz co jeść to lepiej brać ostre.

Lidia się dzisiaj zebrała i pojechała sobie hen hen, wrócić już nie wróci, więc się pożegnaliśmy i życzyłem jej powodzenia w walce z szefem o podwyżkę. Pożegnałem też dzieciaki w Jej imieniu, ale były trochę zawiedzione że nie przyszła.  Heh…

Po szkole zakupiłem po raz ostatni owoce i ostatnią butlę wody. Ta druga będzie na mnie czekać gdy wrócę w lutym. Rany…będę w Polsce tylko dwa i pół tygodnia, to będzie naprawdę napięty grafik.

Jeszcze przed wyjazdem poprosiła Pana Układająca Plan by ułożył go dla Nas bez okienek. PUP powiedział że zrobi co w Jego mocy. Oby ten PUP był lepszy od PUPów w Polsce.

Zauważyliście, że im bliżej dnia wylotu tym notki są krótsze?

Gdy alkohol krąży w żyłach…

(…)czuje drzemie we mnie taka siła(…) i potem jest już trochę wulgarnie w piosence Bladych Loków.
Czyli zacznijmy od końca. Oglądając drugą część ostatniej części ‘Zmierzchu…’ zadzwoniła do mnie Lidia i zapytała czy mam ochotę wyskoczyć na kolację bo stawia Jej znajomy który podwoził nas w Pizhou i z którym poszliśmy na zakupy. Oczywiście zgodziłem się , chociaż dostałem smsa od tajemniczego ucznia czy będę w stołówce numer jeden w porze kolacji i odpowiedziałem twierdząco. Oczywiście zaraz odpisałem że przepraszam, ale mnie nie będzie. Tajemniczy uczeń jest z klasy trzecie i zapewne jest jakimś znajomym Lawrence’a. Ja za to z Lidią ruszyłem na kolację. Podano zupę z owcy, oraz tofu z krwią owcy, krewetki prosto z rzeki, jakąś rybę i wszystko to na ostro, na szczęście podano też orzeszki na słodko. A jak wiadomo to cukier pomaga najbardziej gdy w ustach mamy ogień.
Okazuje się, że znajomy Lidii pracuje dla Pana sprzedającego alkohol w Jiawang. Tylko w sklepie dość drogim. Bo jeżeli jedna butelka potrafi tam kosztować i 20000 RMB a ceny oscylują w okolicach 1000 RMB to jest to sklep z wyższej półki.
W czasie kolacji trochę sobie pogadałem po chińsku, nawet zaciekawiłem kelnerkę i uznano że mogę sobie spokojnie znaleźć chińską dziewczynę.  Cudnie.

Wszystkie zajęcia dzisiaj to kompletna nuda dla mnie i wielka odmiana dla uczniów. Nie zrozumcie mnie źle uwielbiam ‘Potwory i spółka’ i mógłbym ten film oglądać tak często jak go oglądam, ale nie za każdym razem da się z niego coś nowego wyciągnąć, przynajmniej ja przy takim skupisku nie potrafię.

Z rzeczy ciekawszych i to tak w dużym skrócie bo mimo wszystko alkohol nie jest dla mnie najlepszym przyjacielem. Lidia pokazała mi dwie butelki po 100 ml i zapytała:
– Na jak długo starcza to w Polsce?
– …
W Chinach wystarczy wypić 150ml i jesteś Gość. Szacun na dzielni i tak dalej.

W klasie 11 puszczałem ‘Śnieżkę…’ i widząc kabel od głośników wiszący na jednym trucie zapytałem ‘na pewno?’ odpowiedź była twierdząca więc włożyłem drania do prądu i po chwili usłyszałem bum, zobaczyłem malutki płomień i oto nastąpił kres głośników w klasie 11. Nie ma opcji, z Polski przywiozę ze sobą głośniki, bo te chińskie w Chinach są droższe od tych chińskich w Polsce.  Na szczęście klasa 11 była bardzo zmotywowana by obejrzeć film więc pożyczyła głośniki i obejrzeliśmy sobie film w spokoju.

Oczywiście pochwał mojego ‘nowego’ wyglądu nie ma końca. Tylko w Polsce z tego powodu będę marznąć…

Nie sądziłem że Jiawang ma aż tak zanieczyszczone powietrze. Gdy słyszałem o tym pekińskim smogu to uznawałem że to przesada, że nie może być aż tak strasznie. Oj może. Dzisiaj wskaźniki w Xuzhou oscylowały między 250 a 300. A w Jiawang rano była widoczność na 2 metry, popołudniu już na 3.  Jutro pewnie też się utrzyma, heh. Biegać nie idę. Robię sobie wolne do piątku. A robi się już coraz cieplej. To już praktycznie koniec zimy.

Lidia rozmawiała z dyrektorem:
– Zapytał czy byśmy nie poszli do tej szkoły co ostatnio.
– Dzisiaj?
– Tak?
– Ech, ale naprawdę dzisiaj? W sumie to lepszych planów nie mam, ale mi się nie chce.
– Mi też nie…to co?
– Kurczę, wiesz co? Właśnie mi się przypomniało że w piątek nie załatwiłem wszystkie w banku, a przecież ja wylatuję za tydzień i nie będę mieć kiedy tego załatwić, no i muszę iść dzisiaj zaraz po szkole.
– Naprawdę?
– …
– Aaa…rozumiem.
– Może w przyszłym semestrze.
– W przyszłym semestrze?
– Może będzie lepszy plan.
– A właśnie, rozmawiałam z nim i zaproponowałem żebyśmy w tym tygodniu nie robili zajęć tylko pozwolili uczniom odrabiać zadania domowe albo obejrzeć film.
– Świetnie.
Także nie dość że mogę zrealizować swój plan to jeszcze mam przyzwolenie szkoły. Innymi słowy tydzień filmowy, mam tylko nadzieję że nie znienawidzę przez to ‘Potworów i spółki’ bo ‘Śnieżkę…’ znam już na pamięć i nie jestem z tego zadowolony. Nie jest to zły film, ale zapewne sam z siebie bym go 14 razy nie obejrzał (15 w sumie). I dlaczego ta aktorka ma ciągle uniesioną górną wargę? Wygląda jak królik…sam pomysł na taką mroczniejszą wersję ‘Śnieżki…’ bardzo mi się podoba, ale ja mam ogólnie słabość do takich innych wersji znanych historii.

Przed lunchem wypatrywałem Shawna, ale Go nie wypatrzyłem. Pojawił się dopiero gdy kończyłem jeść, chwilkę z Nim pogadałem po czym się zebrałem do gabinetu. Weekend Shawna był wyjątkowo ekscytujący jak na weekend chińskiego ucznia z tej szkoły (tak jakby byli tam jacyś niechińscy uczniowie), był w Xuzhou i kupował książki i czasopisma.

Oczywiście moja nowa fryzura i brak owłosienia na twarzy wywołała furorę, wszyscy uważają że wyglądam dużo lepiej, a i ja się powoli przyzwyczajam do odbicia w lustrze. Zawsze zajmuje to parę dni, ale pewnie do powrotu powinienem już wiedzieć że ten bez brody to ja. Tylko to zimno…to naprawdę jest najgorsze. A patrząc na temperatury w Polsce zastanawiam się czy nie popełniłem strasznego błędy. Aczkolwiek nie jedną zimę przeżyłem bez brody i  nie raz zgoliłem ją za wcześnie.
Teraz jednak już jej nie zapuszczę, skoro ją zgoliłem to muszę żyć bez niej. Na całe szczęście mam szalik, a nawet dwa, więc nie powinno być tragedii.

Gorąco, ale to naprawdę gorąco polecam dzisiejszą galerię bo zawiera mnóstwo zdjęć ‘mgły’.

Niedziela i przegapione #20

Sms do 10086
Czyli od China Mobile. Lidia opowiedziała mi taką niby prawdziwą historię. Ktoś wysłał wiadomość do China Mobile o treści ‘straciłem miłość swojego życia’ i otrzymał wiadomość zwrotną w postaci chińskiego wiersza którego treść można podsumować ‘w morzu jest wiele ryb.

Damon wyjeżdża
Przykulał się  Damon we wtorek i powiedział że kończy zajęcia w szkole. Od teraz musi się poświęcić swojej magisterce i poszukiwaniu pracy, ale będzie jeszcze okazjonalnie w Jiawang. Kurczę, będzie mi Go brakować, zwłaszcza że nigdy nie zagraliśmy w piłkę, a przecież mieliśmy. Może jeszcze będzie okazja gdy nadejdą cieplejsze miesiące.

Listeningi
W środę Lidia zaskoczyła mnie informacją że w związku z egzaminami nauczyciele angielskiego odstępują od swoich normalnych zajęć i robią tylko rozumienie ze słuchu. Czyli coś czego normalnie nie robią. No i teraz tak logicznie, skoro już nawet na ‘normalnym’ angielskim odpuszcza się dzieciakom to co ja mam robić na zajęciach w których ¾ klasy chce obejrzeć film. Dla zadowolenia ogółu czasem trzeba poświęcić dobro jednostki. Chiny.

Capsule hotel
W Japonii niezwykle popularne są hotele kapsułkowe (ble). Zamiast pokoi są kapsuły, małe ale wyposażone w tv, mikrofalówkę i przede wszystko łóżko. A że w tym tygodniu mieliśmy czytankę o hotelach to pokazywałem dzieciakom zdjęcia różnych dziwnych hoteli. W tym hotelu kapsułkowego (ble) w Shinjuku w Tokio.  Zawsze rzucałem żartem że te kapsuły są malutkie bo Japończycy są malutcy. No bo, nie ukrywajmy, w porównaniu do mieszkańców Europy są. Niestety dla Chińczyków średnia wzrostu w Japonii jest wyższa niż w Chinach, ale o tym wie tylko jeden uczeń który mnie o to zapytał.
Swoją drogą jeżeli kiedyś polecę do Tokio, to jeden dzień poświęcę na Shinjuku. Pewnego parku z bezdomnymi już tam podobno nie ma, ale może uda znaleźć mi się jakiś kluczyk do którejś ze skrytek a w niej napój energetyczny. Jestem spaczony po wielokroć.

Nobby
Nobby, jak zapewne już wiecie, jest z klasy pierwszej. Pełnej świetnych uczniów, a Nobby od nich nie odstaje, co więcej jest dowcipny. I tak w czwartek bodajże siedziałem sobie w stołówce a Nobby i jego kumpel z klasy usiedli dwa stoliki dalej. Widziałem ich gdzieś tam kątem oka, a Oni gdzieś tak w połowie mojego talerza tofu dosiedli się do mnie. Nawet nie po to żeby pogadać, bo zamieniliśmy tylko parę słów, ale po to żebym nie siedział sam.

Air Quality Index
Adam, pamiętasz jak pisałem że to chyba powietrze w Chinach mi przeszkadza? No i wychodzi na to że to pewnie to. Chyba wszyscy już wiedzą o tym co dzieje się w Pekinie (wskaźniki dobijające do 800), a w ‘moim’ Xuzhou było dzisiaj w okolicach 200-250, a wszystko powyżej 100 to źle. Na wiki jest to ładnie wyjaśnione – http://en.wikipedia.org/wiki/Air_quality_index#Mainland_China

Niedziela
Załatwiłem sobie zatoki. Nie chciałem sobie tego uświadomić, ale bez dwóch zdań do tego doszło. Ból głowy, ciągły katar i to pulsujące coś w czole. Moje zatoki są chore. Polskiego lekarstwa na zatoki już nie mam, także pora na zakup chińskiego. Na szczęście internet jest nieocenionym źródłem informacji i udało mi się znaleźć nazwę leku. Także uzbrojony w zeszyt ruszyłem do apteki, gdzie po krótkiej konsultacji trzech aptekarek udało się Im znaleźć lek o który mi chodzi. Dalej nie potrafię się przedstawić, ale radzę sobie całkiem nieźle gdy przychodzi do dawkowania.
Uzbrojony w lekarstwo ruszyłem kupić zwykłą maszynkę do golenia. Bo chociaż mam tę elektryczną to jednak coś z brzytwą zawsze się przyda. Naszukałem się w dwóch sklepach, ale w końcu znalazłem i nawet udało mi się wydukać, że chcę kupić to (palec na maszynkę). Duma mnie aż rozpiera. Wracając do domu wstąpiłem do nowo otwartej  księgarni pooglądać książki dla dzieci. I tak myślę, że może jakąś sobie kupię  bo skoro są tam znaczki napisane w pinyin to przy pomocy słownika powinienem sobie poradzić. W ogóle to wiosna moi Drodzy, wiosna w Jiawang. Tylko ten smog…a podobno na Śląsku jest okropne powietrze…

Fryzjer

Kłaniał mi się już od dawna. Co przechodziłem koło pewnego zakładu to taki jeden farbowany blondyn krzyczał do mnie ‘Hello!’ tylko skąd mógł wiedzieć skoro miałem czapkę na głowie? Fryzjerzy mają dodatkowy zmysł.
Poszedłem na zakupy, ale że dzisiaj wiele kupować nie musiałem bo dobrze się zaopatrzyłem tydzień temu postanowiłem w końcu zaszaleć i odwiedzić jeden z tych osławionych chińskich zakładów fryzjerskich. Jak to praktycznie w każdym miejscu pracy w Chinach było tam co najmniej osób pracujących. Gdy zbliżałem się do Nich machali mi przez szybę a gdy przekroczyłem próg powitano mnie ‘Welcome to Jiawang!’. Rozpłaszczyłem się i zaproszono mnie na mycie głowy. Mycie+masaż. A potem zaczęło się strzyżenie. Dobrą godzinę siedziałem na fotelu. Już chciałem krzyknąć żeby dali mi maszynkę to sam sobie poradzę, ale nie, chłopak ciął starannie. Naprawdę starannie.  Pierwszy raz od lat użyto na mojej głowie brzytwy, tak starannie. A gdy w końcu skończył zaproszono mnie na kolejne mycie i masaż, podano ręcznik żebym sobie włosy wytarł, jeszcze raz mnie wysuszono i uczesano. No i wypadałoby zapłacić. Tylko Panowie nie chcą pieniędzy, stoję więc i patrzę na Nich z wyrzutem mówiąc ‘money’, a Oni nic. Dopiero po którymś razie gdy miałem wyciągnięty portfel a Oni wystarczająco długo patrzyli na siebie powiedzieli ‘shi yuan’, więc dałem tę nieszczęsną dychę wiedząc że to za mało, ale ciesząc się w duszy że chociaż tyle wytargowałem. Targować się żeby zapłacić – Chiny. Oczywiście porobiliśmy sobie zdjęcia. Mama już się śmieje że teraz będę twarzą zakładu i wykorzystają mnie w celach promocyjnych.

A potem ostrzyżony poszedłem kupić maszynkę do golenia. Elektryczną. Bo skoro głowa załatwiona to na brodę też przyszła pora zwłaszcza że w Jiawang zima się skończyła. Kupiłem najtańszy chiński model, w końcu  cudów nie potrzebuję. W domu nastąpiła walka. W ruch poszły nożyczki, dwie maszynki jednorazowe i ta nowa elektryczna. Po godzinnej walce mam twarz gładką jak pupka niemowlęcia. Tylko piecze. A skoro piecze to pora kupić coś na pieczenie. Do sklepu marsz. Kupiłem krem i jajka (bo jednak coś na kolację trzeba zjeść). Wracając do domu natrafiłem na sąsiada. Na tego młodego sąsiada który najpierw dziabnął Mikołaja i go oddał a potem prosił o pomoc z zadaniem domowym. Znowu zostawił notatkę z prośbą, ale zauważył mnie więc zszedł na dół:
– To Ty?
-…
– Masz długopis?
– U góry.
– Daj mi pięć minut.
– …?
– Daj mi pięć minut.
-…(pokazuje na ucho)
– (pokazuję na palcach pięć) pięć…minut…
-Ach.
Wszedłem do mieszkanie, rozsmarowałem krem na twarzy, odczekałem chwilę i poszedłem na piąte piętro. Tam trafiłem na rozstawione stoły a na nich plakaty z kaligrafią. Przyszła mama, usiedliśmy i wyjaśniłem chłopakowi co i jak. Mikołaja oddał, a poza tym skoro miałem wolną chwilę to dlaczego mam nie pomóc. Chłopak ma naprawdę ładny charakter pisma sądząc po tych Jego notatkach, a skoro mama, lub tata, zajmują się kaligrafią to pewnie nad Nim siedzą i tego pilnują. Moje pismo jest za to potworne.

Jest coś czego nie znoszę przez kilka dni po ogoleniu brody – poczucie zimna. A może inaczej – poczucie ciepła jest powodem dla którego lubię mieć brodę.
Nie wiem czy jutro pójdę biegać, nie tyle z powodu braku brody co z chęci odpoczynku. Niby na odpoczynek jeszcze przyjdzie pora gdy będę się leczył z jet laga, ale wszystko wyjaśni się jutro. W końcu pogoda jest coraz lepsza i szkoda ją marnować.

Bank of China

Moi drodzy, chcę Wam opisać co wczoraj przeżyłem.
Zacznijmy od tego że dostałem kasę od Lidii. Wzbogacony o ostatnią wypłatę przed odjazdem postanowiłem przelać ją na konto w Polsce. Mając dostęp do internetu i konto w ICBC po angielsku (ICBC w Polsce nie pozdrawiam bo nie odbierają telefonów) zalogowałem się na konto i spróbowałem przelać pieniądze. Pierwsza transakcja odrzucona bo źle wpisałem hasło. I tutaj wyjaśnienie, do konta internetowego ICBC dołącza taki mały kalkulator w który wprowadza się kod z internetu a on wyświetla hasło. Oczywiście żeby zadziałał trzeba wpisać hasło dostępu. Druga transakcja odrzucona, bo źle wprowadziłem  hasło z obrazka. Wyjaśnienie: w ICBC trzeba wprowadzić hasło z kalkulatorka i obrazka. Trzecia transakcja odrzucona i wyświetla się komunikat że coś jest nie tak z Forexem. No to telefon w łapę i dzwonię do ICBC.  Wybieram 0 i łączę się z konsultantem:
– Hello?
– Witam, mam taki problem. Próbuję przelać pieniądze na konto w innym kraju i pojawia mi się taki a taki błąd.
– Moment, połączę Pana z konsultantem mówiącym po angielsku.
– Hello?
– Witam, mam taki problem. Próbuję przelać pieniądze na konto w innym kraju i pojawia mi się taki a taki błąd.
– Proszę poczekać, połączę Pana z konsultantem mówiącym po angielsku
– Hello.
– Witam, mam taki problem. Próbuję przelać pieniądze na konto w innym kraju i pojawia mi się taki a taki błąd.
– Proszę podać numer karty.
– Proszę.
– Widzi Pan, ma Pan konto założone na paszport a żeby dokonywać takich transakcji musi być założone na dowód. Jeżeli dalej przebywa Pan w Xuzhou to najlepszym rozwiązaniem byłoby udać się do siedziby ICBC na jednej z następujących ulic: (lista) i tam przedstawić dokumenty.
– Dziękuję bardzo.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
No to jestem ugotowany. Ale myślę sobie…hmm…pozostaje Bank of China. Bo w Chinach moi drodzy nie ma kantorów, znaczy są na lotnisku w Pekinie, ale to tyle. W internecie piszą że obcokrajowcy mogą wymienić jedynie do 500$ dziennie, lub równowartość, czyli musiałbym się troszkę do BoC nachodzić, ale przecież jest Lidia która może mi pomóc. Zasnąłem z tą myślą.
A rano, po zajęciach, zadzwoniłem:
– Lidia mam problem, muszę wymienić mnóstwo kasy i potrzebuję kogoś kto jest obywatelem Chin. Poszłabyś może teraz ze mną do Bank of China? A jak nie teraz to może jutro?
– W BoC jest bardzo fajny menadżer mówiący po angielsku, jest bardzo pomocny. A jutro nie za bardzo bo dzisiaj wyjeżdżam, a w niedzielę wcześnie rano muszę być w Xuzhou.
– Acha, no to nic jakoś sobie poradzę, a jakby co to zadzwonię.

Wczoraj mną telepało, nie wiem czy z zimna czy ze złości że mam kasę która jest bezużyteczna. Bo owszem mógłbym przywieźć te juany do Polski i wymienić w kantorze ale to byłoby dla mnie zupełnie nieopłacalne.

W każdym razie wróciłem po rower i spotkałem Lidię:
– Właśnie pisałam Ci smsa.
– Oto i jestem.
– Na pewno będziesz mógł sam wymienić.
– No nie wiem, to rząd ustala odgórny limit wymiany…
– Opowiesz mi potem, teraz muszę iść.

Wziąłem rower i pojechałem do ‘mojego’ ICBC wyjąć kasę. I wyjmowałem, wyjmowałem, wyjmowałem. 8 razy wyjmowałem aż dobiłem do dziennego limitu. Uzbrojony w trzy rulony ruszyłem do BoC. Tam przywitano mnie uśmiechem, zaprowadzono do Pani mówiącej po angielsku i zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw dostałem kartę, czyli mam już konto w dwóch bankach (no dobrze, kosztowało mnie to 15 RMB), ale dzięki temu od teraz sam będę mógł wymieniać sobie pieniądze. A potem się zaczęło.
– Ile chce Pan kupić dolarów?
– Tyle i tyle.
– Nie mamy.
– To wszystko co macie i resztę w euro.
– Euro?
EUR napisane na kartce wszystko wyjaśniło.

A potem poszły w ruch miliony kartek, pieczątek, problemy z Ł w Bartłomiej, a gdzie mieszkasz, po co Ci te pieniądze, zawód, ale wszystko to z uśmiechem na twarzy. Trwało to dobrą godzinę, ale zakończyło się tak że dostałem wszystko co przyniosłem w walutach akceptowanych w Europie i gdy wyszedłem zacząłem prawie skakać z radości bo w jakiś sposób ominąłem ten mityczny limit 500 $. Po chwili zostałem ponownie zaproszony do BoC. Zaoferowano mi magazyny, gazety, wodę ponownie (bo dostałem już siedząc na krzesełku) tylko nie miałem pojęcia dlaczego. I tak sobie siedziałem spokojnie aż w końcu zwolniło się okienko z Panią mówiącą po angielsku i:
– …
– …A dlaczego ja tu jestem?
– Słucham?
– Bo ja chcę iść do domu już…
– Do Polski?
– Do Polski wyjeżdżam za dwa tygodnie, ale w Marcu wracam do Chin.
– Acha.
– To mogę iść?
– Przepraszam, ale nie rozumiem.
– Nie szkodzi. Raz jeszcze dziękuję za pomoc, byłaś bardzo pomocna, jak wszyscy tutaj zresztą. Dziękuję.
– Cała przyjemność po naszej stronie.

Wychodząc żegnano mnie uśmiechami i otwierając przede mną drzwi. Zastanawiam się czy jutro też tam nie wpaść nie wymienić tej brakującej kwoty bo chociaż to nie aż tak dużo w porównaniu do dzisiejszej to jednak całkiem sporo w ogólnym rozrachunku.
Jednym zdaniem: nie wierzcie temu co jest w internecie, nawet jeżeli napisało to kilka tysięcy osób. Nawet jeżeli jest to na stronie banku. Nie wierzcie w to. To są Chiny. Tutaj tak naprawdę nie ma żadnego prawa. 我爱中国.

Przez to całe zamieszanie nie poszedłem biegać, ale prawdę mówiąc nie miałem nawet ochoty na bieganie. Może pora zrobić sobie paręnaście dni odwyku bo  dawno dawno temu tez miałem takie tętno i było to ewidentnie z przetrenowania. No tylko że wtedy trenowałem naprawdę solidnie a nie takie chińskie pitu pitu.

Trzy lekcje zrobione i przed czwartymi z klasą 14 podchodzi do mnie Ich wychowawczyni i mówi że mogę w niedzielę przyjechać do Xuzhou do Ich kościoła. Tyle tylko że ta niedziela mi tak średnio pasuje, więc powiedziałem zgodnie z prawdą że mi smutno ale muszę odmówić. A potem zapytała czy nie odstąpiłbym jej klasy 14 bo musi się z Nimi jeszcze rozprawić. Oczywiście się zgodziłem i poszedłem do klasy powiedzieć Im co i jak. Oj, ten jęk zawodu chyba był słyszalny nawet w Polsce. Widać jednak że to męczenie przynosi skutki bo klasa 14 wypadła najlepiej na ostatnich testach, o czym zresztą wspominałem.

Adam!
Wszyscy mi mówią że wygląda na to że Lawrence jest zazdrosny i to mi tez przyszło do głowy. To naprawdę czuć w tonie głosu że Lawrence stara się w jakiś sposób zdyskredytować Shawna, a On jest taki cichy i potulny jak baranek. Tak jakby trafił do złego ciała. To oczywiście nie wina Lawrence’a że się tak zachowuje, zazdrość powoduje jeszcze gorsze reakcje. Tylko ja Mu niewiele mogę pomóc.
W sumie to nawet nie jest dziwne bo pewnie codziennie widzi jak Shawn siedzi i rozmawia ze mną a Jemu ‘zła’ Lidia to wyperswadowała, no i poczuł się oszukany. Nawet się o Nią zapytał niedawno.  Czuję się trochę jak na polu minowym. W sumie to dziadek był saperem, więc powinienem sobie poradzić.

We wtorek skończyły mi się pomysły na tytuły

Na szczęście został jeszcze piątek a potem weekend.
Dzisiaj zaszalałem ze słówkami i zostały mi jeszcze tylko 3 lekcje, plus dzisiaj dwie do odrobienia i wszystko wskazuje na to że od przyszłego tygodnia będę jedynie powtarzał tych moich pierwszych 400 słówek. Znaków wyjdzie tak w okolicach 200-250, czyli tyle ile wymagają na pierwszym poziomie HSK. Jak się jeszcze z tym wszystkim osłucham i wykuję je naprawdę solidnie to za parę miesięcy będę już na poziomie małego chińskiego dziecka. Które co prawda paskudnie pisze, ale radzi sobie jak może z mówieniem.

Hmm…dotarło właśnie do mnie że mamy czwartek a ja nie jestem zmęczony, to bardzo dobry znak. Jutro pędzę do klasy 9 a potem jak wicher wracam do mieszkania, wskakuję w ciuchy do biegania i pora na przyjemny godzinny bieg.

Lidia ponownie dostała moją wypłatę, ale ruszyła już dzisiaj ją przelać na moje konto. Poszła tez odebrać zdjęcia dzieciaków z konkursu, tak żeby każdy dostał jakąś pamiątkę. I z własnych pieniędzy za to zapłaciła. No masakra jakaś, jakby szkoła nie mogła tego zapłacić. Jak na potwornego obcokrajowca przystało uznałem że zapłacimy po połowie i od razu uprzedziłem że nie chce się bawić w ten cały chiński cyrk z walką o pieniądze.

Nie mam pojęcia co to się dzieje przed tymi egzaminami, ale w stołówce coraz więcej ludzi i trzeba coraz dłużej czekać w kolejkach a jedzenia tylko ubywa. Dzisiaj znowu dosiadł się Lawrence, bo Shawnowi sam zająłem miejsce i znowu olbrzym zamknął się w sobie i jadł w ciszy patrząc w miskę z ryżem. I nagle usłyszałem muzykę z ‘Pingwinów z Madagaskaru’.
L: To tylko kreskówka dla dzieci.
B: To ulubiona kreskówka moich rodziców.
A potem Shawn powiedział że więcej nie może zjeść i idzie.
L: Dlaczego on wszędzie nosi tę torbę?
B: Ja też wszędzie noszę swój plecak.
L: Tak, ale jak wiesz my nie musimy nosić ze sobą książek, ani nic.
B: Nie wiem, zapytaj Jego nie mnie.
A potem powiedziałem Mu, że Shawn jest moim kolegą i powinien Go traktować z szacunkiem, bo widać że chłopak jest trochę nieśmiały. A może najzwyczajniej w świecie Shawnowi nie podchodzi Lawrence jako człowiek i dlatego nie chce z nim rozmawiać? Tak też  przecież może być.

W każdym razie Lidia właśnie przelała mi pieniądze i zabieram się za przelew na moje konto w Polsce. Trzymajcie kciuki Moi drodzy.

I dupa…Przyjdzie mi poprosić o pomoc Lidię.