We wtorek skończyły mi się pomysły na tytuły

Na szczęście został jeszcze piątek a potem weekend.
Dzisiaj zaszalałem ze słówkami i zostały mi jeszcze tylko 3 lekcje, plus dzisiaj dwie do odrobienia i wszystko wskazuje na to że od przyszłego tygodnia będę jedynie powtarzał tych moich pierwszych 400 słówek. Znaków wyjdzie tak w okolicach 200-250, czyli tyle ile wymagają na pierwszym poziomie HSK. Jak się jeszcze z tym wszystkim osłucham i wykuję je naprawdę solidnie to za parę miesięcy będę już na poziomie małego chińskiego dziecka. Które co prawda paskudnie pisze, ale radzi sobie jak może z mówieniem.

Hmm…dotarło właśnie do mnie że mamy czwartek a ja nie jestem zmęczony, to bardzo dobry znak. Jutro pędzę do klasy 9 a potem jak wicher wracam do mieszkania, wskakuję w ciuchy do biegania i pora na przyjemny godzinny bieg.

Lidia ponownie dostała moją wypłatę, ale ruszyła już dzisiaj ją przelać na moje konto. Poszła tez odebrać zdjęcia dzieciaków z konkursu, tak żeby każdy dostał jakąś pamiątkę. I z własnych pieniędzy za to zapłaciła. No masakra jakaś, jakby szkoła nie mogła tego zapłacić. Jak na potwornego obcokrajowca przystało uznałem że zapłacimy po połowie i od razu uprzedziłem że nie chce się bawić w ten cały chiński cyrk z walką o pieniądze.

Nie mam pojęcia co to się dzieje przed tymi egzaminami, ale w stołówce coraz więcej ludzi i trzeba coraz dłużej czekać w kolejkach a jedzenia tylko ubywa. Dzisiaj znowu dosiadł się Lawrence, bo Shawnowi sam zająłem miejsce i znowu olbrzym zamknął się w sobie i jadł w ciszy patrząc w miskę z ryżem. I nagle usłyszałem muzykę z ‘Pingwinów z Madagaskaru’.
L: To tylko kreskówka dla dzieci.
B: To ulubiona kreskówka moich rodziców.
A potem Shawn powiedział że więcej nie może zjeść i idzie.
L: Dlaczego on wszędzie nosi tę torbę?
B: Ja też wszędzie noszę swój plecak.
L: Tak, ale jak wiesz my nie musimy nosić ze sobą książek, ani nic.
B: Nie wiem, zapytaj Jego nie mnie.
A potem powiedziałem Mu, że Shawn jest moim kolegą i powinien Go traktować z szacunkiem, bo widać że chłopak jest trochę nieśmiały. A może najzwyczajniej w świecie Shawnowi nie podchodzi Lawrence jako człowiek i dlatego nie chce z nim rozmawiać? Tak też  przecież może być.

W każdym razie Lidia właśnie przelała mi pieniądze i zabieram się za przelew na moje konto w Polsce. Trzymajcie kciuki Moi drodzy.

I dupa…Przyjdzie mi poprosić o pomoc Lidię.

Shawn i Lawrence

Ta historia zdecydowanie zasługuje na tytuł. Bo oprócz niej wiele ciekawego się nie wydarzyło.

Jak zapewne wiecie, bo czytacie tego bloga regularnie, ostatnimi czasy jadam lunche w towarzystwie Shawna. Przesympatyczny chłopak z drugiej klasy, którego angielski może nie jest najlepszy, może nawet nie jest bardzo dobry, ale dla mnie rozmowy z Nim są ważniejsze od rozmów z tymi naprawdę dobrymi uczniami z prostego powodu: On wie że Jego angielski nie jest na bardzo dobrym poziomie i dlatego chce ze mną rozmawiać i widać że sprawia Mu olbrzymią przyjemność gdy się rozumiemy. Czasem widać jak mu trybiki pracują i myśli nad tym co powiedzieć, ale gdy Mu nie wyjdzie to się nie poddaje i próbuje dalej. W przeciwieństwie do wielu osób niepowodzenia Mu aż tak bardzo nie przeszkadzają. Słowem – szanuję.
Lawrence radzi sobie z angielskim naprawdę dobrze, przypuszczam że jest w czołówce swojej klasy.
I dzisiaj się spotkali. Siedziałem sobie i jadłem (Pani ze stołówki została przesunięta do okienka numer 5, a zawsze była przy numerze 6 więc od jutra muszę stawać w innej kolejce, chociaż dzisiaj dostałem bułkę za darmo), przysiadł się Shawn i jak to bywa okazjonalnie się do siebie odezwaliśmy, a potem przysiadł się Lawrence i zaczęliśmy rozmawiać. Shawn się w ogóle przestał odzywać, pewnie po prostu nie chciał nam przeszkadzać.
L: A to Twój nowy kolega?
B: Tak, Lawrence to Shawn, Shawn to Lawrence.
S: Cześć, jestem Shawn.
L: Z której jesteś klasy?
S: Z klasy drugiej, grupy pierwszej. A Ty?
L: Klasy trzeciej, grupy pierwszej.  Jak się nazywasz?
S: Wan Lu De (chyba…), ale moje angielskie imię to Shawn, a Ty? Może się zaprzyjaźnimy?
L: Lawrence.
S: Przepraszam, jak?
L: Lawrence, jak pójdziesz do klasy trzeciej to wszyscy będą mnie znali.
S: Ale Twoje chińskie imię…
L: Wolę nie mówić, jak pójdziesz do klasy trzeciej to pytaj o Lawrence’a. Gdzie chodziłeś do szkoły średniej?
S: (Nie mam pojęcia)
L: Ja też. A kto był Twoim nauczycielem angielskiego?
S: (Nie mam pojęcia)
L: To bardzo dobra nauczycielka.
S: A Ciebie kto uczył?
L: (Nie mam pojęcia)
S: Nie znam.
B: Dobra chłopaki ja się zbieram bo zjadłem. Trzymaj się Shawn.
L: To ja pójdę z Tobą.
S: Cześć.
L: Wczoraj skończyliśmy wcześniej lekcji i byłem na drugim piętrze, pewnie mnie nie widziałeś ale pokazywałeś uczniom zdjęcia.
B: Tak…klasie dwunastej. Naprawdę Cię nie widziałem.

I prawdę mówiąc wydała mi się ta rozmowa trochę dziwna, tak jakby Lawrence traktował trochę Shawna z góry, ale uznałem że może tak po prostu tutaj jest w przypadku uczniów z klasy wyższej i niższej. Tylko jednak nie tylko mi wydała się dziwna bo dostałem później smsa od Shawna który napisał że jest Mu smutno bo Lawrence Go dziwnie potraktował, nawet się nie przedstawił a jego angielskiego imienia nie dosłyszał. I strasznie mi się chłopaka zrobiło, przeprosiłem Go za Lawrence’a z którym będę musiał o tym w cztery oczy porozmawiać.

Lidia się dzisiaj trochę wrobiła. Bo nie chciała zostać na konsultacjach ale ostatecznie została bo chciała zagrać w Mafię. No i się wrobiła bo przyszła zaledwie trójka uczniów. Czyli za mało by zagrać.
– To może pójdziemy a Oni będą się uczyć tutaj?
– Jak chcesz to idź, ja z Nimi zostanę. Nigdzie mi się nie spieszy.
Po czym Lidia porozmawiała z jedną z uczennic i obie wyskoczyły szukać tego chłopaka który wygląda jak dziewczyna by przyszedł i zagrał. Nie znalazły Go, ale Lidia ostatecznie została tylko zebraliśmy się dzisiaj wyjątkowo wcześnie, nawet przed 17:25. Ciekawe czemu było jej tak śpieszno do domu.

Mi się nie śpieszyło, a w drodze do domu przesłuchałem kolejne chińskie lekcje i kupiłem owoce. Ponownie udało mi się dorwać olbrzymie gruszki.
Ach…udało mi się znaleźć listę klas które poradziły sobie najlepiej w czasie ostatnich egzaminów. Najlepiej wypadła klasa 14, potem 1. A najgorzej 6 i 9. Zdumiało mnie to niezwykle bo szósta jest świetna jeżeli chodzi  o moje zajęcia i podobnie 9. A różnica w średniej punktowej była kolosalna bo w okolicach 40 punktów, a u mnie tego w ogóle nie czuć. Co tylko dowodzi że moje zajęcia są traktowane zupełnie inaczej niż inne.

Adam!
Może trochę się źle wyraziłem. Bo to ten tydzień jest dla mnie wyjątkowy. No i poprzedni. To jest 8 dni w szkole pod rząd, coś czego jeszcze nie przeżyłem. A tak ogólnie to nie jest tak strasznie. Po prostu trochę to sobie inaczej planowałem przez ostatni miesiąc i może mnie to wczoraj przygniotło. Bo naprawdę nie ma aż tak strasznie.
Tak odnośnie kondycji to nie mam pojęcia czy to jedzenie, czy jednak mimo wszystko to chińskie powietrze mi przeszkadza. Bo to absurdalne tętno mam tutaj od samego początku i ono wcale nie maleje a powinno. Rozumiałbym jeszcze gdybym mieszkał wyżej niż w Polsce, ale tutaj jest raptem 20 metrów nad poziomem morza, więc wszystko powinno być git, a jednak nie jest. Wysypiać się wysypiam, głód mnie nie łapie, a jednak coś jest nie tak. A może dosypują coś do jedzenia? Będę wiedział więcej gdy wrócę do kraju.
I Adam…tak zupełnie szczerze to czytając to porównanie do Murakamiego nawet się nie zaczerwieniłem na policzkach. Z prostej przyczyny:  to było tak absurdalne i tak dalekie od prawdy że nijak nie mogłem tego potraktować jako komplement.
Jeszcze coś: nie bądź zły, bo to znaczy jedynie że myślimy  podobnie.

I po śniegu…

Dalej leży ale teraz przypomina już tę paskudną polską ciapę która zawsze nas atakuje w marcu. Jedyna różnica jest taka że w przeciwieństwo do Polski tutaj nie trzeba uważać na prezenty w postaci psich kup.
Wczoraj jeden z rekruterów (ble) zapytał się mnie: ‘a jak wygląda nauka angielskiego w Polsce?’ i tak myślę od wczoraj jak mu to opisać.  Ubrałem moje doświadczanie z Polski tak delikatnie jak potrafiłem bo facet urodził się w Kanadzie ale jest polskiego pochodzenia i zastanawiał się czy nie uczyć w Polsce po tym jak Azja Mu się znudzi.

Znowu poranek nie był nudny. Ruszyłem do szkoły tym swoim ślamazarnym tempem, bo nie oszukujmy się to nie jest pora na szaleństwa i gdzieś w połowie drogi zauważyłem jak Panu z przodu wypadły nauszniki, w myśl zasady ‘dziś ja, jutro Ty’ chwyciłem te nauszniki, podjechałem do Niego i oddałem. Był tak zaskoczony że wydukał ‘siesie’ i pojechał dalej. Dokulałem się do szkoły i włożyłem rękę do kieszeni by wyłączyć Garmina. I co? Garmina w niej nie było. Szybko zawróciłem, zauważyłem jeszcze Pana bez nauszników który krzyknął ‘thank you’ . Dojechałem do skrzyżowania i znalazłem leżącego na ulicy Garminka. Rany…ile on w tym tygodniu przeżył. Ile on w ogóle przeżył, a przecież nie ma nawet dwóch lat. Zima i dwa upadki, sobowtór i upadek, podróż do Chin i mnóstwo upadków. A w dalszym ciągu służy mi dzielnie i oby służył jak najdłużej.

Ostatni bieg w 2012 roku był średni. Znowu chwyta mnie kolka i muszę się zatrzymywać co 20-30 minut. Muszę biegać nieźle pokrzywiony skoro tak mi dokucza. Nie biegam aż tak szybko przecież. A może…może to zmęczenie bo przecież parę tygodni temu wszystko było w porządku a teraz jestem już naprawdę mocno zmęczony i chociaż wstyd mi to pisać to trochę cieszę się że w niedzielę nie idę biegać. Tak się cieszę że nawet dzisiaj wyprałem ubrania do biegania. I iPod też swoje przeżył dzisiaj, wyleciał mi z tylnej kieszeni i z hukiem przypierdzielił w asfalt, ale nic mu się nie stało. To naprawdę niesamowite. Aparat pierdzielnął o posadzkę i jedynie trochę wariuje, Garmin zbiera coraz to większe cięgi, iPod nie chce być gorszy a wszystkie jakoś żyją. Dobra azjatycka robota nie ma co.

Wróciłem do szkoły I na momencik do gabinetu, zostawiłem słonecznik na jutro i kawę na nadchodzący tydzień i wychodząc spotkałem na schodach Lidię, która chyba w szkole kryje się przed mamą. W każdym razie powiedziałem jej że przegram jej te brakujące zdjęcia jutro. Na co Ona z wielkimi oczami zapytała:
– Jutro?
– No tak, jutro. Przecież w ten weekend pracujemy.
– W ten weekend?
– No tak…
– Jesteś pewien?
– Pytałem się uczniów, pisałem im daty, więc jestem pewien (przez grzeczność nie chciałem jej wspominać o tym że przecież sama mi to potwierdziła).
– Hmm…
– To może zapytaj się kogoś czy to prawda, bo może uczniowie mnie źle zrozumieli, albo ja Ich.
– Okej.

No i po pierwszych zajęciach popołudniowych dostałem smsa ‘w ten weekend mamy wolne, za to w następny pracujemy’
Drugi raz obuchem w łeb i to tym razem mocno niepozytywnie. Czyli jutro na zakupy i jednak w niedzielę mogę iść biegać. Mam tylko nadzieję że ubrania wyschną. Nie no, musza wyschnąć. Nie można zakończyć tego roku takim biegiem. Zasługuje na troche więcej.

Wychodząc z domu zobaczyłem że ktoś oddał mi Mikołaja I dopisał na kartce że przeprasza. Nawet zdjęcie zrobiłem. Wyjaśnił też że jestem uczniem/uczennicom szkoły w której byłem w odwiedziny i prosi o pomoc z zadaniem domowym. Zostawiłem Mu/Jej swój numer QQ i napisałem żeby uderzył/a gdy ma problemy to chętnie pomogę i wyjaśnię.

Zakupiłem kolejne pocztówki, teraz dostałem dwie w cenie trzech i jeszcze uczeń walczył ze mną żeby dać mi tego jednego juana reszty. Ach ta klasa jedenasta. Wszystkie klasy mnie zaprosiły na swoje przyjęcia noworoczne i na wszystkich chcę być, ale 14 klas obskoczyć…A potem jeszcze Lawrence zaprosił mnie do siebie mówiąc że to nie Jego pomysł, ale całej klasy i wszyscy chcą żebym przyszedł ale oczywiście zrozumieją jeżeli się nie pojawię bo przecież nie mam czasu. Nie powiem że bym nie chciał, ale naprawdę nie wiem jak to będzie z czasem…15 klas…180 minut to tylko 12 minut dla każdej klasy, więc będzie bardzo bardzo ciężko zwłaszcza że chcę dużo zdjęć porobić.

Te jutrzejsze zakupy są mi zupełnie nie w smak, ale cóż poradzić, trzeba je zrobić pomimo prognozowanego deszczu ze śniegiem. Masakra pogodowa jakaś.

Czwartkowy deszcz

Chociaż gdy piszę te słowa to jeszcze nie spadł, ale od rana się chmurzy. Co z tego że termometry wskazują +7 skoro chłodny wiatr i wilgoć przenikają wszystko i wszystkich. Nawet siedząc w gabinecie z włączoną klimatyzacją pokazującą +20 czuje się ten chłód. A jutro czeka mnie bieg i nie mogę się doczekać. Chociaż bardziej tęskniłem tydzień temu. Wtedy w czwartek wieczorem był taki przyjemny chłód. A w piątek rano było właśnie tak jak lubię w zimę: chłodno na początku, ale nie bardzo. Dokładnie tak jak być powinno by nie było mi ani za ciepło ani za zimno. Taka przyjemna pogoda i czuję że jak wrócę do kraju to będę miał opory przed wyjściem na chłód i więcej czasu spędzę w domu na bieżni.

Właśnie dostałem smsa z banku, że moje konto zostało wzbogacone o wypłatę za listopad. Trochę to Lidii zajęło, ale ma dziewczyna darowane. Dzisiaj czeka ją ciężka przeprawa z właścicielką jednego z mieszkań, a kobiecina jest dość mocno niesympatyczna. Wystarczy powiedzieć że już teraz chce klucze do mieszkania które zostało opłacone do końca roku. Nikt w nim co prawda nie mieszka, ale umowa został spisana. Cóż widać w Chinach tak jak i w Polsce ‘umowa jest gówno warta’ cytując Kazika.

I dłubię sobie ten słonecznik w tym przesiąkniętym wilgocią gabinecie powtarzając jednocześnie słówka i zapadm w taki przyjemny letarg spokojnego dnia w pracy. Nie mogę tylko zapomnieć o ostatniej części tego zdania czyli pracy i pójść do klasy 10 o 1055.

Popatrzmy na takiego chińskiego człowieczka, czyli głowa, nogi rozstawione i ręce wzdłuż tułowia, a teraz niech rozstawi ręce i mamy ‘duży’, dodajmy nad nim poziomą kreskę i mamy ‘niebo’, spuśćmy z nieba ‘kroplę’ i mamy ‘strzałę’ a teraz wrzućmy do wszystko do ‘koszyka’ i oto powstał ‘lekarz’.
A jeżeli zamiast jednej kropli dodamy dwie nad ‘niebem’ to otrzymamy ‘zamknąć’.
Weźmy sobie na przykład ‘praca’ czyli jedną kreskę pionową i dwie poziome na jej końcach, dodajmy w jej środku kolejną poziomą i mamy ‘króla’ dodajmy mu ‘kroplę’ między dolną a środkową kreską z prawej strony i mamy ‘jadeit’ a teraz ‘otoczmy’ to wszystko i mamy ‘królestwo’.

I właśnie zadzwoniła Lidia z prośbą bym zadzwonił do niej za 10 minut bo ta Pani właścicielka jest naprawdę okropna i nie chce z nią rozmawiać, więc ucieknie i przekaże sprawę komuś wyżej.
Oddzwoniłem, wszystko w porządku, więc mogłem ruszyć do klasy 10.

Po zajęciach z 10 poszedłem na lunch. Kapuca na głowie i do jedynki marsz. Udało mi się znaleźć miejsce w miarę z przodu, tak sobie usiadłem i jadłem znowu w spokoju. Aż przysiadły się dziewczyny z ósemki, którym ewidentnie brakowało chusteczek by wytrzeć siedzenia. Brakowało dopóki im nie podałem. Ładnie podziękowały i sobie zjedliśmy. Niestety dla mnie było to trochę za mało więc ruszyłem jeszcze po coś słodkiego.

Lidia wysłała smsa i z powodu deszczu przenosiny pralki zostały odwołone. No tak bo mieliśmy dzisiaj przenosić pralkę z tamtego mieszkania do mojego albo Jej, albo do piwnicy. Plan odwołany więc wróciłem do gabinetu i zacząłem powtarzać słówka, oraz uczyć się nowych.

Mała ciekawostka#1 ‘Szkoła’ i ‘sprawdzać’ to te same znaczki, tylko wymowa inna, a ‘szkoła’ to także ‘nauka’ i ‘szkoła’.

Ach…Brigitte dzisiaj wymyśliła taką historyjkę na podstawie obrazków z książki:
mąż i żona mają dziecko, ale dziecko to ciągle je i je i jeszcze więcej je, aż w końcu urosło do takich rozmiarów że zajęło cały dom, więc rodzice uciekli zostawiając je same i dlatego płacze.
Dość makabryczne, ale musicie przyznać że oryginalne.

Pewnie padać będzie cały dzień i całą noc. Mam tylko nadzieję, że nie zamarznę gdy jutro pójdę biegać.

Pod koniec przerwy przykulała się Lidia i dalej się uczyła. Ma w końcu ten egzamin w niedzielę więc nie może dać plamy. Na pewno spisze się na medal w końcu siedzi na tą książką i siedzi. W sumie to ciekawe że ciągle dręczy tylko jedną książkę. Jak na taki straszny egzamin to coś mało materiału, ale może za to książka będzie przerobiona dogłębnie? Naczytałem się w necie o tych chińskich egzaminach, ale nie mam pojęcia ile w tym prawdy. Podobno to typowa pamięciówa, zero jakiegoś logicznego podejścia, wszystko do bólu zgodne z kluczem.

Trzy zajęcia po przerwie przeleciały bardzo szybko, ale jestem wyjątkowo padnięty.
Wieczorem zapanował deszcz i zacząłem żałować że kilka tygodni temu urwałem ten irytujący błotnik bo gdybym go miał może nie musiałbym prać spodni, a tak całe szczęście że mam dwie pary. No i jutro ma już tak mocno nie padać tylko pewnie będzie:
– zimno
– mokro
z zimnem sobie poradzę, z wodą też.

Jeszcze tylko takie jedno wtrącenie o jednej z moich uczennic (zadanie ‘masz trzy życzenia, co byś chciał/a?): ‘chciałabym stworzyć szkołę dla dzieci niepełnosprawnych’. Dziękuję.

LawrenceUpdate#1 Po otrzymaniu dwóch esemesów w ciągu dnia dostałem wieczorem kolejnego z pytaniem co sądzę o Jego ‘zniknięciu’ bo on uważa że czyni Go to chłodnym i odciętym. Ja naprawdę nie mam pojęcia co Lidia Mu powiedziała, ale chłopak wziął to sobie bardzo do serca.

Czwartkowe okienka

Czwartki to dni męczące, ale ten dzisiejszy był inny. Dzisiejszy czwartek był przyjemny, a kończy się tak że aż chce mi się skakać. Chociażby dlatego warto napisać o nim kilka słów.

Na pierwszy ogień klasa 9 i ponownie Lidia nie przyszła, uczy się do tego egzaminu który ma za rok dopiero. Zajęcia poszły bardzo sprawnie, dzieciaki się rozgadały, więc fajnie. Następnie, już w dwójkę, poszliśmy do klasy 10. I tam powtórka z wczoraj czyli rozdawanie dwóch stron z angielskimi przysłowiami i powiedzeniami, które były pomysłem Lidii. No i tak standardowo dzieciaki na nie popatrzyły posłuchały co z nimi zrobić i nawet kilka się zapytało o znaczenie a potem sobie pogadaliśmy, więc ciągle na plus.

Jeszcze w przerwie Lidia powiedziała żebym wziął resztę tych kaczych szyi bo się zmarnują. No to wziąłem z myślą że wszamam je jutro na obiad. Podgrzane. I przy okazji zachęcam do odwiedzenia galerii gdzie możecie pooglądać zdjęcia. Staram się im nie przyglądać bo myślę że straciłbym apetyt.

Lunch…Na lunchu wypatrywałem Lawrence’a z nadzieją że może źle przeczytałem wiadomość i jednak się pojawi. Nie, nie pojawił się i miałem okazję zjeść lunch w samotności. Pierwszy raz od dawna prawdę mówiąc. I tak trochę mi tego brakowało. Fajnie jest sobie pogadać przy obiedzie, ale fajnie jest sobie też pobyć samotnym w tym tłumie nastoletnich chińczyków. O ile można być samotnym gdy dziesiątki par oczu są zwróconych na Ciebie. Na szczęście po trzech miesiącach nie budzę już takiego zainteresowania jak kiedyś i nie przykuwam uwagi gdy jem w stołówce. Z jednej strony cieszyłem się dzisiaj że mogę zjeść w wewnętrznej ciszy, ale z drugiej żałowałem że Oni jednak nie próbują i nie chcą ze mną porozmawiać. W sumie…w taką pogodę to nawet Ich rozmowy jakoś ucichły. Klasy są jakieś bardziej ściśnięte i ludzie niby bardziej zamknięci w kurtkach ale to chyba tylko taka metafora bo bardziej zamknęli się w sobie i opatulili się grubą warstwą ochronną nie tylko przed zimnem ale także przed innymi ludźmi. A może po prostu się wstydzą?

Po lunchu poszedłem w stronę sklepiku i kogóż to widzą moje oczęta? Oto i Lawrence…i teraz mnie olśniło…W wakacje pokonał mnie Wawrzyniec, więc teraz w Chinach dostałem szansę by się z Nim zaprzyjaźnić i zamiast w przyszłym roku stanąć z Nim nie do walki ale do współpracy…A wracając do Larence’a to powiedział że nie poszedł do jedynki bo nie czuł się najlepiej i nie chciał mnie zarazić. Razem poszliśmy do sklepu, kupiłem sobie napój sezamowy (strasznie tutaj drogi, ale kubek mi się już zużywałem więc potrzebowałem czegoś z innym kubkiem) i lizaka. Pogadaliśmy chwilę i wróciłem do gabinetu.

A tam czekały na mnie dwie wiadomości. Jedna od firmy z wtorku i jedna od firmy z soboty. W pierwszej stwierdzili że bardzo mi dziękują ale jednak zdecydowali się  na kogoś innego (i w sumie to dobrze, bo najlepszego wrażenia na mnie nie zrobili), a z drugiej że są jak najbardziej za i już chcą się zająć papierkową robotą. Także jest dobrze, mam już dwie takie poduszki bezpieczeństwa. Bardzo mnie to pozytywnie nastawiło, zwłaszcza że ta druga jest całkiem fajna. Owszem w miejscowości większej, trochę chłodniejszej ale zaledwie półtorej godziny pociągiem od Pekinu. I to tanim pociągiem. Mniej godzin, mniejsze klasy, zajęcia przygotowane, ludzie poprzydzielani do grup według testów, czyli jak na Chiny bardzo porządna szkoła. I pewnie mają ogrzewanie. A naładowało mnie to energią bo musiałem przygotować lekcję demonstracyjną. No i ‘dała radę’.

Po lunchu 1/2/4 i porozdawałem kartki a potem uznaliśmy w każdej klasie że obejrzymy sobie film. I się trochę pośmialiśmy. Lidia na nas krzywo nie patrzyła bo pojechała do Xuzhou. A w klasie drugiej i czwartej powiedziałem że to sprawdzian.  I łyknęli to jak małe pelikaniątka. Na szczęście potem zobaczyli co to i zaczęli się śmiać.

A po zajęciach kolacja i do tofu wziąłem zieleninę. I tak mnie wyszło 3.3 RMB. Gdy tak sobie jadłem w ciszy i spokoju wpadł Lawrence.
– Wiesz, zostało mi już tylko 6 tygodni…
– To bardzo krótko.
– Tak, bardzo. Bardzo chcę tu zostać.
– Wiesz, niezależnie od tego czy zostaniesz to przeżyłeś niesamowitą przygodę.
– Tak, ale nic się nie bój. Mam Twój numer, więc będziemy w kontakcie.
– A słuchaj, moja asystentka dostała od swojej znajomej takie coś.
– Co to?
– Kacze szyje. Chcesz?
– Nie…nie lubię mięsa prawdę mówiąc.
– Ach…to podobno wielki przysmak.
– Może…ale to chyba powinno być podgrzane.
– No właśnie mnie też to dziwi i to samo jej powiedziałem. A ona stwierdziła że nie musi i jadła to zimne.
– Jest zimno więc nie powinno się jeść tego na zimno, ale różni ludzie lubią różne rzeczy.
– No jasne…Wiesz co? Nie ma na świecie pieniędzy które przekonałyby mnie do przeprowadzki do Harbinu.
– No tak, tam jest bardzo zimno. Za to w Wuhan nawet w zimę jest 10-15 stopni.
– W zimę to super, ale w lato bym chyba nie wytrzymał.
– Wiesz, czasem jak rozmawiam z ludźmi to mówią że widzą jak biegasz.
– Tak?
– Mówią że widzą takiego wysokiego białego, ale masz podobno całą twarz zasłoniętą.
– Hahaha…tak.
– Dlaczego?
– Usta mam zasłonięte bo przez usta oddycham i muszę chronić gardło. A głowę mam osłoniętą bo gdy nie mam to łatwo mogę się pochorować.

Dzisiaj czeka mnie jeszcze jedna rozmowa. Przełożona z poniedziałku gdy Pani nie przyszła, przełożona z środy gdy napisaliśmy sobie ‘Hi’ a po 30 minutach be żadnej reakcji postanowiłem sobie pójść. Pani jednak zaskoczyła mnie swoją upartością. Po godzinie jak sobie poszedłem wysłała mi smsa, na którego już nie odpisałem, po czym rano wysłała mi kolejnego z pytaniem czy wszystko jest w porządku bo się martwi. Umówiliśmy się więc dzisiaj na kolejną próbę i zobaczymy. Ta szkoła ma trochę inne podejście bowiem w niej uczy się innych przedmiotów po angielsku, ale co ciekawe nie są potrzebna uprawnienia z tych przedmiotów. A może mają też szkołę językową? Dzisiaj powinienem się dowiedzieć.

A dlaczego cieszę się jak dziecko? Bo jutro jest piątek. A to oznacza że jutro idę biegać. I zgodnie z obietnicą koniec interwałów, a jedynie spokojne klepanie kilometrów. Styczeń będzie popierdzielony, mam nadzieję że także luty więc na jakieś inne cuda nie ma się co nastawiać.

Za ciepło

Ubrałem ciepłe getry. Koszulę z długim rękawem, bluzę w której się zakochałem z powodu rękawków, dodatkowo kurtkę przeciwdeszczową, czapkę zimową i…było mi bardzo ciepło. Niby biegłem powoli, bo wolniej niż tydzień temu, ale tętno też było niższe. No i w końcu w udach czuję braki rozciągania po biegach więc muszę się wziąć za siebie.

Dzisiejsze zajęcia poszły bardzo sprawnie, nawet biorąc pod uwagę niechęć klasy 11 do współpracy z książką. Udało ich się przekupić tym że następne zajęcia to konkurs, a na jeszcze kolejnych mają obiecany film. Film by i tak dostali bo przecież przed egzaminami nie będą w stanie się skupić.  Także ha, zostali oszukani!
Lidia powiedziała że każdy dobry nauczyciel musi czasem okłamać uczniów…Przecież ja ich nie okłamałem, od początku do końca mówiłem prawdę.

Gdy zszedłem na parter z zajęć wychodziła akurat Pani odpowiadająca za zajęcia z angielskiego w klasie pierwszej wraz z dwoma młodymi nauczycielkami (kurczę, jedna to Kathy, ale imienia tej drugiej nie pamiętam…sprawdziłem – Tina) i sobie akurat z Tiną (teraz to się wymądrzam) porozmawiałem chwilę. Zabrzmiał dzwonek i się pożegnaliśmy. Po chwili wróciła i powiedziała, że może przyjść na moje zajęcia i od razu się zapytała czy może :) No przecież jej nie wygonię. Przydała się, bo jednemu z uczniów brakowało pary i mógł z nią porozmawiać.  Po zajęciach powiedziała że bardzo dobrze sobie poradziłem tylko niektórzy uczniowie mają problemy bo nie są przyzwyczajeni do mówionego języka. No właśnie. I tak po robieniu tych samych zajęć 14 razy utwierdzam się w przekonaniu, że trzeba wrócić do słuchania. Bo chociaż część uczniów nie ma problemów z mówieniem, tak jednak większość ma. Poza tym zadaniem moich zajęć jest uczenie ich w najbardziej przyjemny możliwy sposób, więc nie mogę ich stresować za bardzo.

Wychodząc na lunch zauważyłem świetną bluzę. Musiałem zrobić to zdjęcie, po prostu musiałem. Aż tę dziewczynę poprosiłem by mi zapozowała bo po prostu nie mogłem się powstrzymać.

Po lunchu, tym razem w czwórce, bo do jedynki bym już się nie dopchał (w ogóle to się wykosztowałem bo skasowali mnie 5 RMB) pojechałem na zakupy. Chciałem kupić rękawiczki bez palców (nie znalazłem) i…
Czasem robimy rzeczy z których nie jesteśmy dumni, prawda? Każdy z nas zrobił kiedyś coś z czego nie jest dumny. Coś czego się wstydzi. Takie nasze małe, malutkie, maciupcie tajemnice. Może to być coś co zrobiliśmy po zbytu bogatej w alkohol nocy, albo coś co zrobiliśmy dawno temu i z perspektywy czasu widzimy jak bardzo daliśmy ciała. Każdy ma coś takiego. Od dzisiaj ja też…Pierwszy raz w życiu…kupiłem dla siebie kapcie. I rozumiem że dla niektórych to nic dziwnego, ale dla mnie to powód do wstydu, do ubrania kaptura i zaszycia się w domu. W domu zawsze chodziłem boso, nawet w zimę nie zakładałem skarpet dopóki nie było bardzo zimno. Przez całe życie słyszałem tylko narzekanie babci że będę chory bo nie noszę skarpet/kapci/skarpet i papci. A ja po prostu nie lubię…znaczną część życia moje stopy spędzają w butach i skarpetach, to dlaczego mam je dodatkowo męczyć? Tak zawsze powtarzałem. A teraz? Kupuję kapcie bo mi zimno w stopy…i mówię sobie że to wszystko przez te kafelki, że gdyby to nie były kafelki to bym wytrzymał. Tak bardzo mi wstyd…ale gdy się tutaj otwarłem to od razu zrobiło mi się lżej. Także dziękuję.

Na zajęciach w klasie 12 na jedno pytanie usłyszałem część odpowiedzi, zawieszenie i ‘no wiesz, rozumiesz’ i nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Przecież to doskonała odpowiedź. Z jednej strony nie dowiadujemy się niczego co uczeń chce powiedzieć, więc spokojnie możemy go oblać, albo dalej ciągnąć za język, ale z drugiej strony to świetna odpowiedź, bo ja wiem o co mu chodziło (początek wypowiedzi był wystarczający do zrozumienia) i każdy z kim rozmawiałby na ten temat by zrozumiał. Także pochwaliłem go i poszedłem dręczyć innych uczniów. Jednak po chwili zawołał mnie i wyjaśnił, że ‘no wiesz, rozumiesz’ to bardzo często spotykany zwrot w Chinach. No nie tylko w Chinach :) I to mu wyjaśniłem. No i pochwaliłem bo przecież bardzo dobrze sobie poradził.

A na kolację tofu za 2.8 RMB, dostałem też pierożka od uczniów (bo można w 4 wziąć pierożki). I uciąłem sobie rozmowę z jednym z uczniów z innego budynku. Bardzo ładnie mówił po angielsku i zaprosił do swojej klasy. Klasa 1 na piętrze 1 w innym budynku. No to będę musiał się tam kiedyś wybrać.

A trasa z dzisiejszego biegu wyglądała o tak:

http://www.endomondo.com/workouts/gTDCZMifYLA