Fryzjer

Kłaniał mi się już od dawna. Co przechodziłem koło pewnego zakładu to taki jeden farbowany blondyn krzyczał do mnie ‘Hello!’ tylko skąd mógł wiedzieć skoro miałem czapkę na głowie? Fryzjerzy mają dodatkowy zmysł.
Poszedłem na zakupy, ale że dzisiaj wiele kupować nie musiałem bo dobrze się zaopatrzyłem tydzień temu postanowiłem w końcu zaszaleć i odwiedzić jeden z tych osławionych chińskich zakładów fryzjerskich. Jak to praktycznie w każdym miejscu pracy w Chinach było tam co najmniej osób pracujących. Gdy zbliżałem się do Nich machali mi przez szybę a gdy przekroczyłem próg powitano mnie ‘Welcome to Jiawang!’. Rozpłaszczyłem się i zaproszono mnie na mycie głowy. Mycie+masaż. A potem zaczęło się strzyżenie. Dobrą godzinę siedziałem na fotelu. Już chciałem krzyknąć żeby dali mi maszynkę to sam sobie poradzę, ale nie, chłopak ciął starannie. Naprawdę starannie.  Pierwszy raz od lat użyto na mojej głowie brzytwy, tak starannie. A gdy w końcu skończył zaproszono mnie na kolejne mycie i masaż, podano ręcznik żebym sobie włosy wytarł, jeszcze raz mnie wysuszono i uczesano. No i wypadałoby zapłacić. Tylko Panowie nie chcą pieniędzy, stoję więc i patrzę na Nich z wyrzutem mówiąc ‘money’, a Oni nic. Dopiero po którymś razie gdy miałem wyciągnięty portfel a Oni wystarczająco długo patrzyli na siebie powiedzieli ‘shi yuan’, więc dałem tę nieszczęsną dychę wiedząc że to za mało, ale ciesząc się w duszy że chociaż tyle wytargowałem. Targować się żeby zapłacić – Chiny. Oczywiście porobiliśmy sobie zdjęcia. Mama już się śmieje że teraz będę twarzą zakładu i wykorzystają mnie w celach promocyjnych.

A potem ostrzyżony poszedłem kupić maszynkę do golenia. Elektryczną. Bo skoro głowa załatwiona to na brodę też przyszła pora zwłaszcza że w Jiawang zima się skończyła. Kupiłem najtańszy chiński model, w końcu  cudów nie potrzebuję. W domu nastąpiła walka. W ruch poszły nożyczki, dwie maszynki jednorazowe i ta nowa elektryczna. Po godzinnej walce mam twarz gładką jak pupka niemowlęcia. Tylko piecze. A skoro piecze to pora kupić coś na pieczenie. Do sklepu marsz. Kupiłem krem i jajka (bo jednak coś na kolację trzeba zjeść). Wracając do domu natrafiłem na sąsiada. Na tego młodego sąsiada który najpierw dziabnął Mikołaja i go oddał a potem prosił o pomoc z zadaniem domowym. Znowu zostawił notatkę z prośbą, ale zauważył mnie więc zszedł na dół:
– To Ty?
-…
– Masz długopis?
– U góry.
– Daj mi pięć minut.
– …?
– Daj mi pięć minut.
-…(pokazuje na ucho)
– (pokazuję na palcach pięć) pięć…minut…
-Ach.
Wszedłem do mieszkanie, rozsmarowałem krem na twarzy, odczekałem chwilę i poszedłem na piąte piętro. Tam trafiłem na rozstawione stoły a na nich plakaty z kaligrafią. Przyszła mama, usiedliśmy i wyjaśniłem chłopakowi co i jak. Mikołaja oddał, a poza tym skoro miałem wolną chwilę to dlaczego mam nie pomóc. Chłopak ma naprawdę ładny charakter pisma sądząc po tych Jego notatkach, a skoro mama, lub tata, zajmują się kaligrafią to pewnie nad Nim siedzą i tego pilnują. Moje pismo jest za to potworne.

Jest coś czego nie znoszę przez kilka dni po ogoleniu brody – poczucie zimna. A może inaczej – poczucie ciepła jest powodem dla którego lubię mieć brodę.
Nie wiem czy jutro pójdę biegać, nie tyle z powodu braku brody co z chęci odpoczynku. Niby na odpoczynek jeszcze przyjdzie pora gdy będę się leczył z jet laga, ale wszystko wyjaśni się jutro. W końcu pogoda jest coraz lepsza i szkoda ją marnować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.