Czasem piątek nie jest żadnym wyznacznikiem

Jest jedynie kolejnym dniem w kalendarzu i niczym więcej. Nie zwiastuje ani końca tygodnia pracy ani początku weekendu, nie jest dniem odpowiadającym za zachód i wschód, za odejście i nadejście, jest po prostu dniem. Nie ma absolutnie żadnej roli do wykonania. Można by powiedzieć ‘ot dzień’.

IMG_0935
Teodor z samego rana nie chciał zbierać się z posłania.

Ten piątek nie był w żaden sposób wyjątkowy. Z rzeczy ciekawych: dowiedziałem się że jak zjem lunch w szkole to nawet o kolacji nie mam co myśleć bo głodny nie jestem. Nawet bym to zrozumiał gdybym zjadł cały lunch, ale ani nie ruszyłem ziemniaków ani bułki a i część warzyw zostawiłem. Pora gotować samemu sobie i tyle. Dowiedziałem się również że Teodor biega głodny, bo wtranżolił tę bułkę całą. Pewnie nie powinienem Go karmić, ale teraz to już i tak za późno.

IMG_0942
Udekorowane akademiki.

Coś chyba dzisiaj wisiało w powietrzu bo nawet klasa pierwsza nie miała dzisiaj ochoty na gadanie. A to doprawdy zdumiewające bo kto jak kto, ale Oni akurat są niesamowici. Gdy spojrzałem na najlepsze wyniki z angielskiego z egzaminu semestralnego to na 10 osób 6 było właśnie z klasy pierwszej. Za to dobroć i uprzejmość tych dzieciaków mnie poraża i to codziennie. Dzisiaj dostałem teczkę bo powiedziałem jednej dziewczynie że jest bardzo ładna (teczka). A gdy odmówiłem to od razu włączyli się inni uczniowie by mnie przekonać żebym wziął bo ‘uczniowie czasem dają coś nauczycielom których lubią’. No i co mi przyszło zrobić…

IMG_0944
Czasem dużo to za dużo.

Lydię dzisiaj tak stres pochłonął że zmyła się zaraz po pierwszych zajęciach. Nie wiem co Jej pomoże nauka na dzień przed egzaminem, ale każdy ma jakiś tam swój sposób. Może nie tyle na naukę, co na uspokojenie. Niektórzy lubią uczyć się do ostatniej możliwej chwili, a inni uważają że dzień przed egzaminem to można co najwyżej pójść na kawę bo nauka teraz i tak już nic nie da.

IMG_0949
Na życzenie. Przykładowe zadania domowe z klasy pierwszej.

I tak się trochę pousprawiedliwiam tą pogodą bo absolutnie nic dzisiaj nie zrobiłem w czasie przerwy polunchowej i dopiero teraz zabieram się za lekcję. No dobrze, przygotowałem zajęcia na pierwszy tydzień marca, ale w ogóle się nie pouczyłem chińskiego. Dalej jestem gdzieś na początku trzeciej lekcji mojej książeczki i nie mam pojęcia jak ją ugryźć by ruszyć dalej. Nawet Lydia powiedziała że dosyć trudno, na moim poziomie, zrozumieć o co chodzi w tym dialogu. Piękną se kurna książkę wybrałem.

IMG_0959
Za to wieczorem się rozruszał.

Drugi trening

Tym razem zapomniałem pulsometru i biegłem szybciej, ale jednocześnie lżej mi było. Z jednej strony pogoda dopisała. Około 8 stopni na plusie, słoneczko, ptaszki ćwierkają no po prostu cudownie, idealne warunki. I to wszystko w trzecim tygodniu lutego. Nie do pomyślenia w Polsce. Trasa podobna jak we wtorek, chociaż przyznam szczerze że strasznie mnie nosi żeby zacząć robić i siłę biegową i interwały. Lepiej jednak poczekać. Jutro zrobię sobie wolne , a w niedzielę z samego rana klepnę kolejną godzinkę.

Z samego rana bo popołudniu w szkole mają odbywać się obchody święta latarń. Będą puszczane latarnie w niebo, konkursy i takie inne sympatyczne rzeczy. Nie wiedziałbym o tym gdybyśmy z Lydią nie odwiedzili dzisiaj gabinetu Dyrektora. Chociaż może uczniowie by mi powiedzieli jutro albo w sobotę.

Sobotę. Staram się dostrzec logikę w odrabianiu poniedziałku w sobotę skoro w dalszym ciągu są dwa dni wolnego. Staram się i nie potrafię, ale nie tylko ja. Uczniowie też nie, Lydia tyż. Zresztą Ona teraz jest tak skupiona na tym swoim egzaminie że nie myśli chyba o niczym innym.

No i chodzi od wczoraj po wszystkich klasach i opowiada co planuje zrobić w tym semestrze. Ja jeszcze do końca nie wiem co Ona planuje, ale większość klas już wie. Za to dzisiaj gdy wyszła z klasy 4, uczniowie odczekali aż zamknie drzwi i zniknie po czym padło:
– Movie?
– Not today.
– Two movies?
A potem i tak mieliśmy fajne zajęcia o tej dłuższej przerwie. I tak za krótkie dla większości i niesamowicie nudnej.
Większość uczniów jest jeszcze w takim nastroju mocno wakacyjnym bo chociaż do rozmów są chętni to jednak nawet najlepszym idzie to gorzej niż przed przerwą. Pewnie nie ćwiczyli i to od razu widać.

IMG_0922
Kiedy robotnicy pojawiają się na dachu jednego ze szkolnyc budynków wtedy wiedz że coś się dzieje.

IMG_0924
Pytanie tylko co?

Walczyłem dzisiaj ze sobą czy iść zjeść kolację na stołówkę (obiady niestety całkowicie odpadają, bo wtedy musiałbym zrezygnować z biegania, a z tego w tym semestrze zrezygnować nie mogę, coś musi chronić moja psychikę przed szaleństwem), ale w końcu poszedłem (bo w sumie w domu zostały mi tylko jakieś resztki) i nie ma co żałować bo spotkałem tam Shawna, który jak zawsze był uśmiechnięty od ucha do ucha i sobie porozmawialiśmy. Żałuję że mam teraz tak mało czasu dla innych uczniów, ale może będę jeść częściej kolacjew szkole niż planowałem. Muszę się temu przyjrzeć na spokojnie.

IMG_0925
Dzisiaj bez 'szmaty’. Za to z 'chwastami’ i jakiem.

Nosi mnie żeby wyskoczyć na jeszcze jeden bieg jutro, bo takie dziesiątki mnie praktycznie nie ruszają, ale pewnie jednak lepiej nie szarżować i zacząć powoli. W tym tygodniu trzy, a od następnego już po cztery. Chociaż trzy też jest w porządku. Jakiejś wybitnej formy się na tym nie zbuduje, ale tak dla przyjemności to w sam raz. Cztery zakłada już jakiś trening pod coś. Tylko że tutaj żadnych startów nie ma, a w czerwcu/lipcu też nie będę trenować. To się wszystko jeszcze zobaczy.

IMG_0931
Właściciel tych butów raczej nie ma takich problemów, w końcu to nie są buty do biegania.

Taka luźno uwaga bo mnie to dzisiaj uderzyło: jeden z uczniów z klasy pierwszej ucieszył się gdy Go poznałem. Kurczę, wielu uczniów nie pamiętam, no bo nie oszukujmy się ciężko jest spamiętać siedemset osób, ale część się zawsze zapamięta. Niekoniecznie tych najzdolniejszych. A ten akurat jest jednym z najzdolniejszych jakich uczę i zawsze jest bardzo aktywny na zajęciach. Tylko ma jedną zasadniczą wadę – jest kibicem Realu.

 

Zapiski z dzisiaj:

 

http://www.endomondo.com/workouts/160931553/221814


IMG_0932
To tak bardziej z kroniki policyjnej. Dzisiaj podjechał pod sklep samochód z którego wyskoczyło trzech policjantów i odwiązali sznur z ręcznikami powieszony na drzewach przed sklepem. Nagle pojawiła się właścicielka i wyprosiła o swoje ręcznika. Nie wiem czy dostała tez sznur.

Zmiany

Zacznijmy od tego że zmieniono rozkład dnia, zajęcia zaczynają się o 745 a długa przerwa została skrócona do 25 minut, ale dodano do niej 20 minutowe zajęcia ze słuchanego angielskiego. To już na szczęście nie moja działka. A potem to już praktycznie bez zmian dla mnie, tylko dzieciaki dostały jeszcze trzecią godzinę zajęć samodzielnych o 20:50. Czyli teraz idą do łóżka o 22:10. Cudnie.

IMG_0905
A budowa stoi
IMG_0907

Mój plan jest kompletnie rozwalony.
Poniedziałek cztery rano i dwa popołudniu ale na 6 mam okienko.
Wtorek trzy rano na drugie zajęcia i trzy popołudniu na 6.
Środa trzy rano z przerwą na 3 i cztery popołudniu, w tym office hours.
Czwartek dwa rano umieszczone na 1 i na 4, oraz dwa popołudniu na 7 i 8.
Piątek dwa rano na 1 i na 3 i cztery popołudniu.

IMG_0908

Niby żadnego dnia nie mam od rana do wieczora jak to miało miejsce w poprzednim semestrze (ach ta środa), ale jednak ten poniedziałek i czwartek mogły by być trochę lepsze. Chociaż z zupełnie innej strony to nie ma tak źle bo mogę biegać we wtorki, czwartki i piątki. Owszem, trochę pozmienia to godziny karmienia i ograniczy częstotliwość wizyt w szkolnej stołówce, a przez to rozmów z uczniami, ale chyba nie będą mieli mi tego za złe. Zostają w końcu jeszcze kolacje.

 

 

IMG_0911
Święto latarni już wkrótce.

Tak czy owak pierwszy dzień zajęć za nami.
Dzieciaki gadały, nawet trochę po angielsku, w końcu wypoczęte bez tych smutnych opuszczony główek i już jakoś mniejsza ilość kurtek w klasach. Wiosna moi drodzy, wiosna.
Dużo dzieciaków nie najlepiej wspomina ostatnią przerwę, ale o tym będę pisał w niedzielę, więc musicie wytrzymać w niepewności.

Dostaliśmy tez nową książkę. Upper-intermediate i uważają że ich książka do angielskiego jest trudniejsza. No dobrze, niech Im tam będzie. W końcu panda jest kotem.

Joker to dalej wielki żartowniś i nawet Lydia Go pochwaliła. To dobrze, bardzo dobrze.

Ach…najbliższą sobotę spędzimy w pracy odrabiając poniedziałek 25., bo 24. mamy święto lampionów. A Lydia ma urodziny. W ogóle to dzisiaj przychodziła na zajęcia, wygłaszała jakieś przemówienie i wracała się uczyć, ale została na zajęciach z klasą 3.

No to tyle na dzisiaj. Streszczam się ostatnimi czasy, ale niestety chiński sam się nie nauczy.

@Anthony Hopkins
Dziękuję. Jak będę mieć wolną chwilę to się temu przyjrzę bliżej. Bo teraz, na szybko, i nie zmieniło się absolutnie nic, tak jakby plugin do iframe się wyłączył.

Pierwszy trening

Gdy przypominam sobie pierwsze treningi po przerwie przypominam sobie ból. I zimno. Następnego dnia ledwo mogłem wstać z łózka. Co w sumie teraz jest stanem dość częstym ale to z powodu twardego łóżka. A tego samego dnia ledwo co mogłem chodzić. A dzisiaj nic. Że nie było zimno to zrozumiałe, prognozy mówią że od piątku ma być już co najmniej +10 stopni, ale że obeszło się bez bólu? Znaczy tętno było absurdalne, ale takie będzie dopóki nie zacznę biegać więcej. Nie ma co dłużej zwalać winy na to powietrze. Także trzeba to przetrzymać i robić swoje.
A biegło się całkiem przyjemnie. Wolno, na luzie, ale przyjemnie. Słonko świeci, panowie z SYSK nawijają o testach nuklearnych, samochody ostrzegają z odległości 200 metrów, sama przyjemność.
Nigdy jednak nie biegałem tak szybko, zawsze to było powyżej 6 min/km, ale też na o wiele niższym tętnie. Z wyjątkiem sezonu kiedy w ogóle zaczynałem biegać, bo wtedy tętno było w okolicach abstrakcji. Czyżbym cofnął się aż tak? Nie, to raczej niemożliwe.
Zobaczymy jak to będzie jutro.

http://www.endomondo.com/workouts/160412026/221814

Jakby ktoś chciał sobie zobaczyć.

IMG_0845
Znowu ktoś coś gotował na schodach. Tym razem nie widziałem w garnku kurczaka. Prawdę mówiać nie widziałem tam nic.

Właśnie jutro! Pierwszy dzień w szkole. A my ciągle nie mamy planu. Dlatego też Lydia poprosiła żebym przyszedł jutro tak jakbym przyszedł na pierwsze zajęcia i już powinna mieć plan. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Tak jak Jennifer mówiła – w Chinach wszystko robi się na ostatni moment co bardzo irytuje ludzi spoza Chin. Tylko co taka Jennifer a obecnie Tracy może na poradzić na chińską mentalność i to że Pan z administracji ma milion spraw na głowie w tym stworzenie siatki zajęć dla 45 klas. No właśnie, nic. Zresztą ani ja ani Lydia też nie możemy nic na to poradzić, więc nie ma się co irytować. Ot kolejna przygoda.

IMG_0850
Ryby i tak mają to wszystko w nosie, grunt że nikt ich nie chce złowić.

W tym semestrze to Lydii muszę wysyłać plany zajęć, a Ona ma je kontrolować i ewentualnie korygować. Pierwsza propozycja – chińskie odpowiedniki słów których uczniowie  mogą nie rozumieć. Rozumiem że będzie to przydatne dla mnie, ale dla uczniów? Jak ja, ze swoją znajomością chińskiego, mam sobie poradzić z wyszukiwaniem prawidłowych odpowiedników w słowniku. Na szczęście w google jest zakładka ‘images’, która jeszcze mnie nie zawiodła.

IMG_0854
Kozy też nie za bardzo się przejmują. Podobnie ich pasterz. Z tyłu bloki, z lewej droga, z przodu droga, z prawej (jeszcze) pola a kozy trzeba gdzieś nakarmić.

Dobra, pora ruszyć się po owoce bo dzisiaj zjadłem ostatnią gruszkę. Jabłek wszędzie jak na lekarstwo, sezon mandarynkowy chyba też się skończył gdy nie patrzyłem, za to trzcinę cukrową można dostać teraz na każdym rogu.

IMG_0871
'Gimnazjum’ chwali się dziesiątką najlepszych absolwentów w poprzednim roku szkolnym. Na ogólnodostępnej gazetce znajdują się także zdjęcia wszystkich absolwentów, nauczycieli, administracji, oraz głównych wydarzeń w szkole.

Jutro w końcu na lekcje i zobaczę co tam się działo u uczniów ciekawego. Lub nudnego do bólu. Grunt żeby się wygadali.

IMG_0888
Pan podtrzymywany był pod wpływem napojów wyskokowych. Albo trzeba Go było szybko zawieźć na szpitala. Dlatego wołali taksówkę.

Metka przybita

Od teraz policja jest już świadoma mojego pobytu w Jiawang. Trwało to wyjątkowo długo, ale zakończyło się bardzo przyjemnie bo Pan Policjant podał mi swój numer telefonu, oraz QQ i będziemy sobie mogli kiedyś porozmawiać.

IMG_0840
A Ty znasz swojego dzielnicowego? Masz do niego numer telefonu i gg?

 

Kiedyś…Wiem też że pochodzi z Dongbei, czyli trzech prowincji na północnym wschodzie Chin. I teraz taka ciekawostka, pomimo tego że temperatury z tamtych regionów mogą przerażać to jednak zimy są tam o wiele milsze do przeżycia bo we wszystkich budynkach jest zamontowane ogrzewanie, a nie marna klimatyzacja. Czyli życie sprowadza się do szybkiego poruszania się między budynkami. Ta zima była jedną z najdziwniejszych w historii Chin jeżeli chodzi o pogodę, na północy zima była wyjątkowo łagodna (więc nie mogli, jak zawsze, zostawiać mięsa na balkonie), a na południu wyjątkowo ostra (więc musieli radzić sobie ze śniegiem).

IMG_0812
A to jest nocne posłanie Teodora. Przynajmniej ma michę. A nawet trzy. Tylko w pewnym momencie to pudełko będzie dla niego za małe.

No właśnie, śniegiem. Prognozy na dziś i na jutro zapowiadały śnieg, lub co najmniej deszcz. Nic z tego. Faktycznie zrobiło się zimniej, niesamowicie wietrznie (tak ma być podobno przez całą wiosnę, więc czapka na głowie pozostaje), ale ani deszcz ani tym bardziej śnieg nie sypie. Mam nadzieję że jutro też nie zacznie. To mają być dwa najzimniejsze dni w całym tygodniu.

IMG_0816
To już trzeci rudy kot jakiego tu widzę…

Na dzisiejszym spacerze, o wyjątkowo wczesnej porze bo przecież miało padać, zadzwoniła Lydia i poprosiła żebym wysłał Panu Policjantowi swoje imię i nazwisko. I teraz ta wizytówka się przydała. Kiedyś będę musiał zrobić własne.

IMG_0824
– Han Ji, zimno!
– Co zimno, mecz leci.

A Teodor jest niesamowicie spokojnym psem gdy się go filmuje, ale za to gdy robi się mu zdjęcia wstępuje w niego jakiś demon i od razu zaczyna skakać i biegać w koło.

IMG_0827
Ciężko mi uwierzyć że to więzienie, ale z mojej perspektywy tak to wygląda.

IMG_0833
A takie coś się dostaje gdy nie płaci się rachunków za prąd.

Nosi mnie by jutro zrobić interwały, ale to byłoby bardzo nierozsądne i bolesne w pierwszy dzień w szkole. Lepiej odpuścić i spokojnie godzinę  pobiegać, a interwałami zająć się dopiero za jakiś czas.

Niedziela i przegapione #1

Metka legalizacyjna w dalszym ciągu nie została przybita. Lydia nie wiedziała gdzie jechać, ale że pojechaliśmy w kierunku starego centrum to wiedziałem gdzie są tam posterunki policji. Na skrzyżowaniu zapytała się kogoś gdzie jest posterunek i pokierował nas do tego znajdującego się dalej. Nawet gdy pokazałem chłopakowi pokazującemu że lepiej jechać w lewo to Lydia zdania nie zmieniła i zaczęła się śmiać. Uznałem że nie ma się co kłócić, w końcu może chodzi o jakiś konkretny posterunek. Dojechaliśmy do tego drugiego i nic nie udało się załatwić bo nie było pana odpowiedzialnego za te zadania. Jutro podejście kolejne. Znowu z Lydią.

Tak jak sobie obiecałem robię przerwę od biegania do wtorku. W środę pewnie będę umierać z bólu. Trudno, początki zawsze są trudne, ale to dobrze. Nigdy nie może być za łatwo. Jaka byłaby z tego przyjemność. Chyba że plan będzie kompletnie wzięty z tyłka…Wtedy pozostaną mi tylko weekendy, ale chyba tak źle nie będzie. Plan no właśnie. Jeszcze go nie ma, Pan pracujący nad planem był dzisiaj bardzo zajęty i jeszcze pracował, w końcu pierwszaki dostają od nowego semestru informatykę i trzeba to jakoś wszędzie upchnąć a szkoła nie jest z gumy.

IMG_0768

Na lunch poszliśmy dzisiaj do takiego chińskiego fast foodu. Papryka w gęstym sosie, tofu, oraz zupa z ryżem. 14 RMB.

IMG_0775
Tak ludzie pływają po rzece w Jiawang. Na oponie. Na youtube jest film.

Asystent/ka
Bo nie wiemy czy to będzie chłopak (wątpliwe), czy dziewczyna (prawdopodobne). Lydia ma dostać kogoś kto będzie pomagał Jej wywiązać się z obowiązków. Nie ogarniam. Kurczę, a może faktycznie Lydia ma więcej obowiązków niż tylko pisanie comiesięcznych raportów, płacenie rachunków i pomaganie mi. Może ja nie wiem o czymś naprawdę ważnym i czasochłonnym…Wszystko wyjaśni się gdy pojawi się ta osoba do pomocy.

IMG_0778
Także uczcie się by wynieść Chiny ponad inne narody. Nic takiego tam nie napisali, ale pewnie przekaz jest podobny.

IMG_0780
Kolejny chiński mur, tym razem w Jiawang.

IMG_0786
A oto i pomalowany chiński mur. Tylko dlaczego zamurowali taki piękny plac to ja nie wiem.

IMG_0782
Pustostany. Te akurat ładne i gotowe do zamieszkania.

IMG_0787
A tutaj sypia Teodor.

Metka legalizacyjna

Nie została przybita. Pomimo wypchania na czoło Pani Policjantki mówiącej trochę po angielsku , dwóch podejść do komisariatu i licznych telefonów zarówno do firmy jak i do Lydii. Na szczęście jutro przyjedzie i pójdziemy na inny komisariat. W sumie…hmm…to tak jak ze sklepami – jak czegoś nie mają tutaj to idzie się gdzieś  indziej. Trochę jednak szkoda, bo myślałem że uda mi się to wszystko załatwić samemu, ale spokojnie, wszystko przede mną.

IMG_0712
Tego mi strasznie brakowało.

No i jak to w Jiawang. Wiele się nie dzieje. Zrobiłem zakupy po czym poszedłem szukać czegoś do jedzenia, krążyłem i krążyłem, ale w końcu wróciłem do domu i sam ugotowałem kurzą pierś. Tym razem chcę wejść spokojnie w chińskie jedzenie. Bo chociaż jest dobre i wygląda świetnie (za wyjątkiem tofu, co już  ustaliliśmy) to jednak mój żołądek we wrześniu myślał trochę inaczej.
Jutro też dowiem się jaki jest plan, o ile został już ustalony i zobaczę jak to będzie wyglądać w tym semestrze. Mam nadzieję że lepiej bo chociaż siedzenie po 10 godzin w szkole ma swoje uroki to jednak integracja z lokalną społecznością ma je również.
Jiawang prawie się nie zmieniło, nie ma żadnych ozdób (chociaż sąsiedzi spod 102 mają nową nalepkę na drzwiach),  wszystko wygląda tak jak wyglądało. Tylko nie ma już w ogóle śniegu. Ani trochę. Tka odmiana od pięknej białej Polski. Śnieg jest taki piękny i biały, sprawia że świat wydaje się taki czysty i nieskalany (skoro nie zobaczę go przez najbliższych kilkanaście miesięcy to mogę go pochwalić).

Teodor był wyraźnie ucieszony gdy mnie zobaczył. Skakał, biegał i chciał się bawić. Urósł przez te trzy tygodnie. Dalej jest szczeniaczkiem, ale już nie takim małym.

IMG_0717
Psie zęby kontra palce psiookiego.

Dobra, pora się wziąć za lekcje bo tylko się dzisiaj osłuchiwałem. Ach tak…dalej odpalają petardy, ale z drugiej strony, odpalali je bez widocznego, dla mnie, powodu, także i przed Nowym Rokiem. Teraz to przynajmniej mają powód.

Gdy w listopadzie zacząłem pytać w innych firmach o pracę i miałem kilka rozmów, ale żadna z ofert nie była na tyle korzystna żeby wyrwać mnie z Jiawang postanowiłem nie palić za sobą mostów i podziękowałem wszystkim i powiedziałem że odezwę się w późniejszym terminie. Gro z tych kontaktów to rekruterzy (ble) zarabiający za znalezienie szkołom nauczycieli, z powodu zarobków lepiej ze szkołami kontaktować się bezpośrednio, ale pewne rzeczy ciężko jest przeskoczyć i tak jest po prostu łatwiej. A teraz żart – dzisiaj odezwały się dwie osoby, jeden Pan o wdzięcznym imieniu John a nazwisku Li który pyta po raz kolejny czy znalazłem już pracę bo on ciągle ma oferty (za ~5k RMB, czyli jeszcze nie najgorzej ale szału też nie ma, tyle że pośrednicy mają to do siebie że zabierają znaczną część pensji nauczyciela, lub domagają się ogromnej prowizji od firm), oraz  Pani z pewnej firmy która od 2 miesięcy stara się dowiedzieć czy można mnie zatrudnić . I przyznam szczerze że o tej Pani praktycznie zapomniałem bo najpierw rozmawiałem z jedną, potem z drugą i przeżyliśmy w tej korespondencji nowy rok oraz chiński nowy rok. A teraz przeżywamy razem święto wiosny. Z jednej strony super – bo ciągle o mnie pamiętają, ale z drugiej – to już nie jest śmieszne, to jest żadne i aż mi głupio o tym wspominać.

Okej, pora na wieczorny spacer po starym centrum bo tam już dawno mnie nie było.

IMG_0747
Czasem nawet widać gwiazdę polarną.

Widziałem coś czego nie chciałem zobaczyć tutaj. Wiedziałem o tym, wczoraj zrobiłem zdjęcie rozwiewające wątpliwości, ale dzisiaj…ech…pisać o tym nie będę, zdjęcie zachowam dla siebie. Wieczorem więc Jiawang wygląda inaczej niż za dnia. Zupełnie inaczej. Tylko teraz wraca wzmożona czujność jeżeli chodzi o jedzenie.

Wrzucę też filmik na którym, jeżeli dobrze się przyjrzycie, widać Panów ćwiczących z batami.

Powrót do Jiawang

Jeszcze nie wróciłem, spokojnie. Pociąg mam o 14:17, ale obiecałem Tracy że już nigdzie nie pójdę, więc nie pójdę…Kurczę, nie sądziłem że to napiszę ale chyba obudziły mnie sroki. W Jiawang nie ma srok, ale są w Pekinie. Trochę na opak.

IMG_0664

W każdym razie, właśnie wgrywają się zdjęcia. Minus wariuje, ale w końcu udało się go przekonać do współpracy i to nawet dobrze bo imgur nie chce zrobić mi galerii. Nie to nie, łaski bez.
(Przypuszczam że nie wiecie co to za syreny wyją w Pekinie właśnie teraz, co?)
Mam nadzieję że te wczorajsze fajerwerki wyszły na zdjęciach w miarę sensownie, bo niektóre wyglądały super, ale tak między Bogiem a prawdą to Chiny w dzień obchodów Nowego Roku muszą być niesamowicie męczące dla uszu. Jeżeli cztery dni po praktycznie na każdym rogu spotyka się ludzi odpalających petardy…chociaż z drugiej strony, wikipedia mówi o kilkunastu dniach obchodów. A w sumie to po co miałaby kłamać?

Rany jak się ten Chilijczyk nazywa…mówił wczoraj że pracuje w takiej wiosce o wdzięcznej nazwie Ganyu, godzinę drogi od Lianyungang, w prowincji Jiangsu. Czyli taka sama wioska jak Jiawang, z tą różnicą że nad morzem! A z Lianyungang można dojechać do Europy pociągiem…
Samo miasteczko wygląda uroczo na zdjęciach i mają górę o wdzięcznej nazwie ‘Góra antyjapońska’, zresztą Jiawang na tych zdjęciach rządowych wygląda jeszcze lepiej. Ha! I w końcu się doszukałem oficjalnej informacji o zaludnieniu – 59k (Dane z 2008) i 80 km kw. Mówiłem że wioska.

Zdjęcia właśnie się wgrały.

Luis! Tak się ten Chilijczyk nazywa. Poszliśmy na lunch i uświadomiłem sobie że wczoraj jedliśmy kaczkę po pekińsku. A ja myślałem  że to jakieś inne mięso. Także: kaczka po pekińsku w Pekinie – zaliczone.

IMG_0667

Dzisiaj na wczesny lunch zjedliśmy kurczaka  kung bao, zupę pomidorową z wołowiną, wołowinę z cebulą i wyjątkowo mało warzyw. Aż zdumiewające.

A potem Tracy i Qinwan (pewnie to zmasakrowałem, ale że Ona ze swojego angielskiego imienia nie korzysta zbyt często to lepiej niech zostanie tak jak jest) odwiozły mnie na dworzec, po drodze sprytnie pozbywając się Luisa. A może faktycznie były przekonane że będą korki i dojazd do dworca zajmie nam dwie godziny a nie 40 minut? No właśnie, Pekin był pusty na drogach, gro sklepów pozamykanych, wszystko z powodu Nowego Roku. Do pracy wszyscy wracają dopiero jutro.

IMG_0678
A to dopiero początek. Oni zaraz ruszą by się wpychać łokciami chociaż miejsca i tak są numerowane.

Pożegnaliśmy się więc na dworcu, dałem dziewczynom bombonierkę (której word nie podkreśla, ale podkreśla bombona), a Tracy herbatę. Mam nadzieję że wytrzyma w tej pracy, ale lekko nie będzie miała. W Pekinie na dworcu rozdają darmową butelkowaną wodę. Bo w końcu ludzie spędzają na dworcu dużo czasu i Im się należy. A w pociągach każdy może sobie nalać wrzątku. Za to pluskiew w przedziałach pierwszej klasy na pewno nie mają!

IMG_0695
Te 300 km/h jeszcze kogoś rusza? W Japonii pomykają jeszcze szybciej.

3 godziny w pociągu, a potem wyjście na dworzec w Xuzhou spojrzenie w niebo i człowiek już wie że opuścił czysty Śląsk.

IMG_0703

Poturlałem się do przystanku autobusowego i zobaczyłem autobus linii 26 który dojeżdża do Jiawang i staje pod szkołą w której uczył Damon, ale nie byłem w nastroju do takich eksperymentów więc wziąłem taksówkę, która wyszła mnie 25 RMB. A była licencjonowana. 7 RMB za pierwsze 3 kilometry i 1,6 za każdy kolejny ale nabija 0,8 co pół kilometra. Panu Taksówkarzowi pokazałem zdjęcie dworca i dowiózł mnie do samego wejścia głównego. Potem wystarczyło tylko przejść parę metrów do dworca autobusowego i poczekać na pustego busa z numer 25 i już w drodze do chińskiego domu. Sklepy pozamykane, ale Pan Obwoźny stoi, Panowie Strażnicy pomachali mi, a w sklepie patrzyli na mnie z niedowierzaniem bo przecież twarz mi się zaokrągliła. Chociaż to dziwne bo przecież Oni akurat to widzieli. Wszystkim opowiedziałem że byłem w Pekinie. Na wiele więcej mój chiński mi nie pozwolił.

Także witamy w Jiawang, nie spodziewajcie się takiego wysypu zdjęć jak przez ostatnie dwa dni.
Plan na jutro to udać się na posterunek policji, zalegalizować się i zrobić zakupy. Ciekawe czy przybiją mi jakąś metkę legalizacyjną.
W galerii jest też zdjęcie czaski i chyba rozwiałem już wszystkie złudzenia.

Świątynia Nieba

Rany…Nowy Rok był cztery dni temu a tutaj dalej nie można się porządnie wyspać bo walą tymi petardami bez opamiętania. W sumie to nawet lepiej bo i tak spałem 11 godzin. I spałbym dalej, w końcu ciało myśli że poszliśmy spać o 13. No właśnie, o 13. Ledwo co zacząłem czytać o tym gdzie iść dzisiaj a zasnąłem. Także zaraz przyjdzie mi znowu zabrać się za czytanie i szukanie czegoś…A raczej wybrania jednej rzeczy bo Pekin jest najzwyczajniej w świecie za duży by mieć problemy ze znalezieniem czegokolwiek.

Wybór padł na Świątynię Nieba, wpisaną na listę UNESCO kiedyśtam (co Wam tu będę wikipedię przepisywał) będącą świątynią taoistyczną zanim jeszcze powstał Taoizm (czyli funkcjonowała sobie świątynia a potem ją zaadaptowano do celów taoistycznych), czyli coś w sam raz dla mnie. A żeby się tam dostać musiałem podjechać metrem ze ‘swojej’ stacji, przesiąść się na linię 1 na stacji Sihui, następnie przesiąść się na linię 5 na stacji Dongdan i jadać w kierunku Songjiazhuang wysiąść na Tiantandongmen (czyli na czymś z niebem i jakiejś bramie bo men to brama, między innymi, a tian to niebo). I potem patrząc na zdjęcia satelitarne google’a miałem oddalać się od drugiego białego budynku (bo wysiądę przy jednym) i w po kilkuset metrach doszedłbym do bramy. Jednej z kilku. No to ruszyłem, z przesiadkami nie było problemów. Metro jest zorganizowane naprawdę dobrze. Nie wiem czy pisałem o tym wczoraj, ale dostajemy komunikaty po angielsku że jesteśmy w takiej i takiej linii, jedziemy w taką stronę, nasz następny przystanek to, oraz że już na nim jesteśmy. Co więcej: nad drzwiami wyświetlone są wszystkie przystanki tej konkretnej linii, a jak już jesteśmy kompletnie roztrzepani (jak mój owczarek) to mamy napisy w wagonie po angielsku, oraz na wszystkich głównych liniach (czyli nie dojazdowych) nad drzwiami mamy trasę metra oraz lampki mrugające sygnalizujące gdzie jesteśmy, oraz gdzie jedziemy. Nie wiem jak tu było przed IO, ale wypada mi cieszyć się że przykulałem się właśnie po nich.

Także dokulałem się do Tiantandongmen i ruszyłem w jedną stronę pomimo Pewnej Pani mówiącej że park jest w drugą, ‘O nie Droga Pani, ja się nie dam oszukać, muszę znaleźć duży biały budynek.’ Nie znalazłem, ale znalazłem autobus linii 6.

IMG_0381
Wiedziałem że 6 to jedna z tych krajobrazowych, ale żeby jechała aż do Pekinu?

Rada praktyczna#1 Nie ufajcie ani zdjęciom satelitarnym google maps, ani tym bardziej mapom. Nawet bym radził bardziej ufać zdjęciom z satelity niż mapom, ale życiem nie ryzykujcie.

Zawróciłem więc i co się okazało? Wschodnia brama do parku Świątyni Nieba znajduje się 5 metrów za stacją metra.  I teraz tak: wejście do parku jest płatne – 10 RMB i pozwala nam obejrzeć piękne drzewa i cudowne ogrody (jeżeli wierzyć zdjęciom i przewodnikom bo w zimę tego się nie uświadczy). Za 30 RMB otrzymujemy bilet pozwalający nam wejść do wszystkich świątyń, oraz na ‘okrągły ołtarz nieba’ (polskie nazwy będę wrzucał w oparciu o przewodnik National Geographic). I to niby byłoby wszystko, ale żeby wbić  ‘Pawilonu postu’, oraz ‘cesarskiego urzędu muzycznego trzeba dopłacić 10 RMB (o czym wyżej wspomniany przewodnik nie wspomina), także lepiej się wykosztować bo w innym wypadku należy traktować te 10 RMB jako opłatę za wejście do parku.
Druga sprawa praktyczna, o której się nie doczytałem to przemarsz cesarskiego pochodu, który odbywa się co kilka godzin. Przypuszczam że trzy razy, bo dwa razy widziałem, a jeszcze było dość czasu by ten trzeci zmieścić. Dlaczego o tym wspominam? Bo przejście przez park jest wtedy bardzo, ale to bardzo utrudnione. Trzeba albo się uśmiechać do strażników, albo przechodzić  tak by nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Część pochodu jest dostępna nawet dla tych którzy kupili bilet za 10 RMB, ale reszta odbywa się już na terenie świątyni.

IMG_0398
Hej, zapłaćmy dzisiaj po 10 RMB żeby sobie pograć w szachy w spokoju.

Jeżeli chcecie zrobić zdjęcie pawilonowi modłów o pomyślny rok, to nie ma problemu, ale jeżeli chcecie zrobić zdjęcie środka budynku to zapomnijcie, chyba że chcecie przepychać się przez tłum ludzi z nadzieją że uda się zrobić dobre zdjęcie. Nie, nie uda się, zapomnijcie o tym i nacieszcie oczy tym co macie w internecie.

IMG_0413

Znowu krążyłem, krążyłem i w samym parku nachodziłem z 12 kilometrów. A i tak będę próbował wrócić w lato żeby zobaczyć ogród róż. Mam co prawda niesamowity kilometr od domu (do bramy ZOO kilometr, do pelikanów dwa, a potem to jakoś już leci), ale fajnie byłoby zobaczyć jak sobie radzą z różami w innych krajach.

Oglądajcie te dachy bo to coś niesamowitego, te zdobienia niby typowe dla świątyń taoistycznych (niby bo na świątyni buddyjskiej też widziałem). Ach…niektóre zdjęcia mają bardzo żywe barwy, nie chciałbym żebyście myśleli że tak to wygląda w rzeczywistości (bo nie wygląda), chciałem tylko zobaczyć jak to ustawienie sprawdza się na zdjęciach i sprawdza się całkiem nieźle. Czyli jak będę chciał Was oszukać i pokazać że Chiny wcale nie są takie szare jakie są (no bo są, nie tak jak Sosnowiec, ale jednak…) to wiem jak.

IMG_0451
’Takie tam w Chinach’ – opis każdego zdjęcia aż do lipca.

I tak sobie chodziłem, zwiedzałem, ludzie niezwykle uprzejmi – nie wchodzili w kadr, ba gdy robiłem zdjęcia bramie to nawet przesunęli się i czekali aż skończę. No Chiny. Tylko taka mentalność wyłącza się natychmiast gdy pojawia się kilkanaście osób. Wtedy zaczyna się wchodzenie w kadr, przepychanie i BRAK KOLEJEK! A że zrobiłem zdjęcia pokazujące ile tam jest ludzi to rozumiecie że lekko czasami nie ma. Także chińczyków należy izolować i załatwiać pojedynczo.

IMG_0479
Chiński mur

Nie będę tutaj pisał o świątyni bo całą historię i opisy znajdziecie bez problemu w internecie, odpowiem tylko na jedno pytanie ‘Czy warto?’:
– Jak najbardziej, ale raczej w lato gdy cały ten park żyje i jest pełen zieleni. Sama świątynia jest bez dwóch zdań warta zobaczenia, te dachy i kolory są niesamowite. Z jednej strony ostatnia renowacja miała miejsce przed IO, ale warto byłoby znowu w nią zainwestować i przy takiej ilości personelu oddelegować kogoś do odkurzenia eksponatów bo to trochę wstyd by w gablotach pokazywać kurz a pod nim coś.

IMG_0584

Warto również dla tego pochodu bo fajnie tak popatrzeć ze świadomością że przez setki lat nikt nie mógł tego oglądać.

Ach…jeżeli widząc ‘seven meteors’ spodziewacie się siedmiu meteorów, to zapomnijcie. To nic więcej jak siedem głazów symbolizujących 7 głównych narodów w Chinach (teraz to byśmy powiedzieli mniejszości narodowych), a po podbiciu Chin (NIE! Zjednoczeniu pod nowym cesarzem!) przez dynastię Qing  (z Mandżurii) postawiono gdzieś ósmy symbolizujący że Mandżurowie także są częścią Chin.  Tyle lekcji historii na dzisiaj.

Wracając do hotelu napotkałem obwoźnego sprzedawcę czegoś co reklamował jako pizza, a oczywiście nią nie było, ale było w miarę syte, więc nie było co narzekać. Pierwszy raz widziałem białych ludzi sprzedających cokolwiek w Chinach, a już w ogóle to sprzedających jedzenie. Kiedyś co prawda przeczytałem artykuł o białym facecie sprzedającym jedzenie w Pekinie (miał podobno taki elektryczny rower z bagażnikiem i własną piosenkę odgrywaną przez megafon (co akurat jest dość normalne)), ale to miał być jakiś rodzynek. A tutaj takie coś…Kiedy człowiek zaczyna myśleć że może odnajdzie sobie w Chinach własną niszę to dostaje taką oto wiadomość. Na tym rzecz jasna przygody nie mogą się skończyć. Wszedłem do metra i nie chciało mi skasować biletu. Ktoś z tłumu krzyknął żebym poszedł do biura co też zrobiłem, skasowało mi 2 RMB i mogłem wrócić do barierek. Dlaczego mi skasowało? Bo wyszedłem z metra nie płacąc. Myślałem że skasowała się moja karta, ale to jednak karta poprzednika. Widać zdarza się to całkiem często bo nikt nie robił problemów. Dojechałem do stacji przesiadkowej i co? Bójka w metrze! Aż wrzucę na youtube, bo mnie zaskoczyło. Także oto i mamy pierwsze rozładowanie agresji. A ochrona cośtam na początku próbowała zrobić, ale po chwili dali sobie spokój i pewnie na następnej stacji będzie już czekać policja.
Końcówka – http://youtu.be/uSXZBQJTxYY
‘Nagrywanie filmu po naciśnięciu jednego przycisku nigdy mi się nie przyda’

IMG_0637

Ach…Hobbit w Chinach już w następny piątek i całe metro pełne reklam.

Wróciłem do pokoju i po godzinie zadzwoniła Susan (teraz to i ja się gubię) i powiedziała że Tracy przyjedzie trochę później i żebym czekał w pokoju. No nie ma sprawy, dzisiaj i tak się już nigdzie nie ruszę.

Chciałbym jeszcze tylko nadmienić, że bardzo lubię swój nowy aparat bo dopiero w okolicach 500 zdjęć zaczął narzekać na baterie, a potem i tak zrobił jeszcze 100 i dalej trzyma.

I po kolacji z Susan, Tracy, tym Chilijczykiem którego imienia zapomniałem i przesympatyczną dziewczyną od spraw administracyjnych. Dla wszystkich zastanawiających się: w dalszym ciągu jestem wysoki, przystojny, biały a teraz doszło jeszcze ‘silny’. Zostaniemy jednak przy tych trzech pierwszych.

IMG_0662
Chilijczyk faktycznie nie robi najlepszego wrażenia, tak jak mówiła Jennifer, a Tracy bardzo, ale to bardzo ładnie próbuje Go nagiąć. Aż mi się uśmiech na twarzy robił bo próbowała naprawdę różnych chwytów. Zdjęcia z kolacji jakie są każdy widzi. Polecam również obadać panoramki bo robię je komórką i nie wiem czy jest sens się z nimi bawić. Po prostu netbook sobie z nimi radzi. Wiecie na co narzekają nauczyciele  angielskiego w Chinach? Mój obecny numer jeden – muszę pisać kredą. Oj rety.

Widzę że galeria na minusie nie działa, więc chyba przyjdzie Wam poczekać na zdjęcia.

Zakazane miasto

Pewnie dla większości ludzi wycieczka do zakazanego miasta w Pekinie byłaby przygodą samą w sobie. W końcu to Zakazane Miasto. Legenda. Pałac z dynastii Ming. Zabytek z listy Unesco. I możemy tak dalej. A dla mnie większym wydarzeniem był pierwszy samodzielny dzień w Pekinie.  Zacznijmy jednak od przylotu.

IMG_0087

Wszystkie samoloty przylatywały szybciej niż miały. Ten z Frankfurtu do Pekinu leciał niecałe 9 godzin. Do Chin leci się szybciej niż do Polski. To jakiś znak? No dobrze, wylądowałem i poszedłem odebrać bagaż. I stoję, i czekam i już się niecierpliwię bo przecież jest tam…w sumie to nic aż tak ważnego. Wszystko co istotne mam przy sobie. Pocieszony tą myślą podniosłem torbę i ruszyłem na postój taksówek. Po drodze zaczepił mnie przesympatyczny ‘naganiacz’, który chciał za jedyne ~500 RMB przewieźć mnie do miasta, targował się dzielnie, ale gdy zszedłem do kwoty jaką Tracy uznała w mailu za sprawiedliwą tylko się zaśmiał. Ruszyłem więc sam na postój taksówek, gdzie wyjąłem zawiniątko z adresem i pokazałem Panu Kierowcy, a On pokiwał głową i ruszył. Zawiózł mnie tak jak poprzednio jechałem na lotnisko, więc wiedziałem że nie oszukał i licznik wskazał zaledwie 46 RMB, czyli połowę tego co przewidziała Tracy.
W hotelu oczywiście problemy z Ł, ale pokonaliśmy je wspólnymi siłami, tylko okazało się że numeru do Tracy nie zapisałem. No cóż…na szczęście roaming w telefonie miałem włączony więc mama mnie poratowała. O piątej nad ranem. Aż mi Jej szkoda.
Internet nie zadziałał, ale uznałem że nie będę z tego powodu krzyczeć ani się denerwować, bo w końcu mam inne zabawki a jeszcze dzisiaj lekcji nie zrobiłem (i chyba nie zrobię taki leń ze mnie dzisiaj) i nie chciałem niczego co by mnie rozpraszało.
Do Tracy zadzwoniłem i pogadałem chwilę, przyjedzie jutro wieczorem i mam Jej wyczekiwać koło 19/20. A rozmawiając z nią byłem w drodze na przystanek metra. Patrząc na zdjęcia z satelity wiedziałem że będzie po drugiej stronie kampusu, więc przyszło mi się trochę przejść i trafiłem do metra. Wiedziałem że chcę dostać się na plac Tienanmen i że żeby to zrobić potrzebna mi będzie karta. Tyle tylko że nigdzie tej karty nie widziałem, a napisy na maszynie do biletów jednorazowych były po chińsku. Na szczęście poratował mnie, sądząc po akcencie, anglik i powiedział gdzie mam kupić kartę, a jakbym chciał kupić jednorazowy to wystarczy nacisnąć żółty przycisk i będzie po angielsku.  Podziękowałem, poszedłem na drugą stronę stacji, kupiłem kartę i od razu ją załadowałem. Co ciekawe – płaci się za kartę 20 RMB i jest to traktowane jako depozyt, czyli jak ktoś będzie chciał ją oddać to dostanie te 20 RMB z powrotem. No okej. Dołożyłem sobie jeszcze 30 RMB i po zapoznaniu się z cennikiem ruszyłem. W pekińskim metrze obowiązuje stała opłata w wysokości 2 RMB za przejazd. Czyli niezależnie ile przystanków pokonamy, na ilu stacjach się przesiądziemy, dopóki tylko nie opuścimy metra płacimy 2 RMB. Dodatkowo dzięki karcie mamy 60% zniżki na przejazdy autobusowe i możemy nią także płacić w taksówkach. Świetna sprawa.

Wyposażony w kartę, informacje z internetu, oraz aparat fotograficzny ruszyłem na przystanek Tienanmen Square East. Wysiadłem, zapłaciłem te 2 RMB i poszedłem porobić zdjęcia. Nawet w Pekinie ludzie chcą żebym zrobił sobie z nimi zdjęcia. Nawet w Pekinie…

IMG_0126

I tak się szlajam między muzeum, siedzibą rządu, mauzoleum Mao gdy podchodzi do mnie Chinka i zaczyna pytać co robię, skąd jestem, jak długo będę w Pekinie, a  potem zaprasza na kawę. W Chinach należy odmawiać gdy obcy ludzie zapraszają Cię do restauracji czy na kawę/herbatę. Bo to kończy się absurdalnie wysokim rachunkiem, który ma zapłacić rzecz jasna obcokrajowiec.

Także odmówiłem i poszedłem do Zakazanego Miasta.

IMG_0151

Zobaczycie na zdjęciach że ogrody cesarskie na pewno lepiej prezentują się w lato, ale reszta jest warta obejrzenia o każdej porze roku. Te dachy są przecudowne. A cała reszta? Jeżeli potraktujemy to jako olbrzymie muzeum, bez dachu, w którym można się zgubić to wypada super. Bo to w końcu jest olbrzymie muzeum bez dachu i krążąc tymi wszystkimi alejkami i ciasnymi przejściami straciłem świadomość tego gdzie znajduje się wszystko inne (bo zawsze wiem gdzie ja jestem). Jeżeli będziemy oczekiwać czegoś więcej to musimy pamiętać że pierwotny pałac został zniszczony i odbudowany dlatego mury wyglądają tak jak wyglądają. Jest dużo świetnych rzeźb i wszystko jest niesamowicie kolorowe.

IMG_0183
Tak jeszcze z uwag praktycznych -> wybierzcie się dość wcześnie nie tylko żeby Was nie wygonili przed zamknięciem, ale także żeby uniknąć problemów z powrotem na metro. Jeżeli wyjdziecie za późno to droga którą przyszliście będzie już zablokowana i przyjdzie Wam obchodzić cały kompleks, a to ładny kawałek (sprawdzone).

IMG_0237
Tego w tv nie pokażą.

Chociaż, jeżeli nie macie kabla USB->Mini USB, bo zapomnieliście go spakować, a jest Wam potrzebny to możecie się wybrać na ten długi spacer bo po drodze znajdziecie sklep fotograficzny. I chociaż się targowałem to w życiu nie zapłaciłem tyle za kabel USB. Ale ‘Excellent quality’. Niech będzie, bo z tym poprzednim faktycznie były jakieś problemy.

Wracałem do domu metrem (bo czym by innym) i nagle moja karta nie chciała zadziałać, na szczęście Pani pracująca w metrze wzięła ją, przypierdzieliła w czytnik i zadziałało. Od razu jakoś się tak swojsko zrobiło.

Wyszło mi tego spaceru blisko 11 kilometrów, niby niewiele, ale nie ma przecież ani tras z metra, ani z całego muzeum, w każdym razie nogi mi do tyłka wchodzą i tylko cieszę się że mam tak wygodne buty. A trasę możecie zobaczyć tutaj o: http://www.endomondo.com/workouts/158815736/221814

W drodze powrotnej dostałem także dwie wizytówki od osób organizujących zwiedzanie Pekinu z angielskim przewodnikiem (ci z chińskim nie chcieli mi dać nawet ulotki), a jeden Pan słysząc skąd jestem zaoferował mi nawet zniżkę gdy przyjadę w czerwcu. Ceny mają naprawdę zachęcające i to w RMB, bo w sieci nawet jeżeli ogłaszają się chińskie biura turystyczne to i tak podają ceny w dolarach co jest dla mojej skromnej osoby niekorzystne.

Zdjęcia z dnia zero właśnie się wgrały, teraz przychodzi pora na przejrzenie blisko 300 zdjęć z dnia pierwszego. I do przeczytania jutro.