Zapomniałem

Kabla USB -> Mini USB, który jest mi potrzebny tylko i wyłącznie do jednego urządzenia. Wiecie jakiego? Mojego Garminka. Poobijanego, porysowanego Garminka. Kiepsko przypomnieć sobie takie coś na lotnisku we Frankfurcie i pewnie niektórzy odczytaliby to jako zły omen. Dla mnie to jednak znak by do biegania w tym półroczu podchodzić bez zbędnej spiny, oraz by w Jiawang w końcu odwiedzić sklep komputerowy i spróbować dogadać się na migi ze sprzedawcą. Zawsze lubię myśleć że ludzie pracujący w sklepach komputerowych legitymują się chociaż podstawową znajomością angielskiego, w końcu angielski jest wszechobecny w tej dziedzinie naszego życia. A jeżeli się nie dogadam pisząc USB->Mini USB to pokażę wejście w tej kołysce do Garminka (której nie zapomniałem) i końcówkę USB z kabla USB->Micro USB. Jeżeli to nie zadziała w Jiawang to zawsze pozostaje mi wizyta w Xuzhou. Bo chociaż do biegania Garminek aż tak potrzebny mi nie będzie (~2,2km do bieżni w szkole, a każde okrążenie po torze zewnętrznym to ~450m) to jednak do chodzenia chciałbym go używać.  W końcu bardzo pomógł mi poznać Jiawang w poprzednim semestrze.

IMG_0066

A to lotnisko we Frankfurcie jest olbrzymie, naprawdę olbrzymie, ma tylko jeden poważny minus, nie ma tutaj darmowych napojów które były w Monachium. I ciocia miała rację, Frankfurt to chyba największy hub przesiadkowy do Azji.
Kolejnej notki wyczekujcie jutro. To jest w końcu Dzień 0, a od jutra wszystko powinno wrócić do normy, czyli wieczorami, czasu polskiego, możecie zaglądać i powinno być coś do czytania. Jeszcze tak z ‘ogłoszeń parafialnych’ : zmieniłem adres galerii, także teraz nie będą wyświetlać się wszystkie zdjęcia na jednej stronie a katalogi z poszczególnymi dniami. Mam nadzieję że ułatwi Wam to trochę nawigację.

IMG_0068

No dobrze, w teorii kabel USB->Mini USB jest mi także potrzebny do zrzucania zdjęć z aparatu. W teorii, bo na szczęście netbook ma wbudowany czytnik kart SD. Nie sądziłem że będzie mi kiedykolwiek potrzebny, a jednak. Czasem rzeczy które wydają się nam zupełnie nie potrzebne okazują się całkiem przydatne.

IMG_0071

Ach…dla wszystkich zainteresowanych – uratowałem galaktykę, ale im dłużej nad tym myślę tym bardziej zastanawiam się czy było warto. Z jednej strony na pewno, w końcu galaktyka została ocalona, ale cena jaką przyszło zapłacić…to podobno jedno z siedmiu możliwych zakończeń, ale mówiąc zupełnie szczerze: nie wiem czy chcę zobaczyć inne. W dodatku moja postać musiała postąpić wbrew sobie bo gra się skończyła. Gra wymusiła na mnie wybór sprzeczny z sumieniem zarówno moim jak i sumieniem kierowanej przeze mnie postaci. Cały czas sumienie gracza i sumienie postaci się pokrywało, a nagle jak grom z jasnego nieba uderza mnie żądanie zrobienie czegoś nieoczekiwanego grożąc porażką. Jak gra w której cały czas wybieram czy chcę być dobry czy zły może w punkcie kulminacyjnym fabuły narzucić mi tylko jedną opcję? Dużo osób narzekało na zakończenie i podszedłem do niego bez żadnych oczekiwań, nie spodziewałem się że będzie dobra, ani że będzie złe. A mimo to się zawiodłem. Może podświadomie oczekiwałem czegoś kiepskiego, ale z pewnością nie czegoś takiego.

Niedziela i przegapione z Polski #3

Niedziela i przegapione z Polski #3

Gry
Większość z Was pewnie o tym wie, ale tej większości która nie wie wyjawię coś – jestem graczem. Gracze lubią się dzielić na takich czy tamtych, ale mi jedna taka szufladka wystarczy, nie chcę wchodzić do jeszcze mniejszej. Ogromną część swojego dorosłego życia poświęciłem na rozwój takiego małego serwisu o serii gier zwanej Metal Gear Solid, ale to nie jest ani czas ani miejsce na rozpisywanie się o czym jest ta seria. Dość powiedzieć że część pierwszą można zinterpretować chociażby jako ciążę począwszy od zapłodnienia aż do porodu a część drugą jako okres dojrzewania i powolnego odcinania się od wzorca męskości jakim był ojciec by stać się w końcu w pełni samodzielną i dorosłą jednostką. A to tylko jedna z tych troszkę bardziej naciąganych interpretacji.
Właśnie gry, w gry obecnie gramy wszyscy czy nam się to podoba czy nie…Zaraz, nie gracie? Hmm…
To właśnie rozpoczęliście. Oto lista zasad:
– gra się cały czas
– gdy przypomnimy sobie że gramy należy powiedzieć ‘Przegrałem/am’ po czym wrócić do przerwanej czynności
– gra kończy się wraz z naszą śmiercią (lub gdy premier Wielkiej Brytanii powie ‘gra skończona’)
To teraz gdy wszyscy gramy możemy zagrać w  Canabalta, gra która dla wielu odkryła na nowo podgatunek gry nieskończonej i jest typowym przykładem gry ‘kibelkowej’ czyli taką która odpala się na kibelku i gra dopóki ktoś nas nie zawoła lub się nie zirytujemy. Jeżeli graliście w Angry Birds to pewnie rozumiecie i poczuliście na własnej skórze syndrom ‘jeszcze jednego levelu’.
Tylko o ile w Angry Birds jest jakaś fabuła to w Canabalt fabuły nie ma. Nie wiemy nic, począwszy od tego czy Canabalt to imię bohatera, nazwa miasta, czy może rasy która atakuje miasto.  Dlaczego uciekamy? Jeżeli staramy się uciec przed inwazją obcych, to  czy gdzieś tam na końcu czeka statek ratunkowy? A może biegniemy by uratować spadającą doniczkę, ale niezależnie od tego ile kroków zrobimy zawsze będziemy za daleko i doniczka spadnie? A może mamy odczytywać Canabalta jako swoisty eskapizm przed bezduszną korporacją która za wszelką cenę chce sprowadzić nas do parteru i zmusić do życia według jej reguł? No właśnie nie wiemy i tak naprawdę nie dowiemy się. Cały wątek fabularny zależy w tej grze od nas. Niektórym się to nie podoba, innym pasuje bo lubią tworzyć własną rzeczywistość, lub chociaż trochę ubarwiać tę którą mamy. A skoro jesteśmy przy ubarwianiu rzeczywistości to…

Snake.
Gdy tak poświęcałem swoje życie w imię lepszej sprawy kilkukrotnie, w różnym towarzystwie, podchodziłem do tematu przetłumaczenia pierwszej części serii Metal Gear Solid. W końcu trafiłem na kogoś kto podobnie jak ja uparł się i w bólach zrobiliśmy to co nie udało się nikomu przed nami. Owszem, tłumaczenie nie jest doskonałe, nie oddaje w żadnym razie ducha gry, ale zrobiliśmy to najlepiej jak potrafiliśmy i jednocześnie najlepiej jak mogliśmy biorąc pod uwagę nasze ograniczone umiejętności ingerowania w grę. Bo czasem chciało się coś poprawić, ale wtedy gra uznawała że lepiej będzie jeżeli zostanie coś tak jak jest bo inaczej to ona w gruncie rzeczy nie chce działać.  Jak można wywnioskować po tytule wpisu nosił wdzięczny pseudonim Snake. Półtorej roku temu pożegnał się oficjalnie z forum, oddał obiecane tłumaczenia, pożegnał się ze mną i od tamtej pory słuch o Nim zaginął. Miał słabość to pewnej aktorki z filmów dla dorosłych (Sasha Grey) która mniej więcej w tym samym czasie przerzuciła się na bardziej ambitne aktorstwo. I lubię myśleć że przerzuciła się dzięki Niemu. Że spotkali się gdzieś, zaczęli rozmawiać i ona zrozumiała że granie w tego rodzaju produkcjach to nie jest szczyt jej marzeń. Potem wrócił na moment do Polski i nakręcił ludzi w Radomiu do postawienia jej pomnika. I chociaż nie jest to zapewne prawda to lubię tak o tym myśleć, bo dzięki temu świat jest odrobinę przyjemniejszym miejscem.  Lubię myśleć o tym że po odwiedzinach w Radomiu wyjechał do Nowej Zelandii gdzie czyta ‘Władcę Pierścieni’ przechadzając się po polach na których kręcono filmy. To zapewne też nie jest prawda, ale dzięki temu uśmiecham się.

Ten wpis przygotowuję w sobotę, ponieważ niedzielę chcę poświęcić na ratowanie galaktyki. Uratuję ją po raz trzeci w tej samej serii. Czuję że tym razem nie przywiążę się do postaci, nie poznam ich lepiej, nie zbudujemy między sobą żadnych głębszych relacji, wszyscy będą tym kim byli w poprzednich częściach, tyle tylko że będę musiał jeszcze więcej strzelać. Tyle czuję po 9 godzinach, ale czy to będzie prawda? Mam nadzieję że przekonam się w poniedziałek, bo głupio byłoby kazać jej czekać kolejne pół roku.  Na szczęście zawsze mam Cannabalt i mogę powiedzieć że każdy tysiąc metrów przybliża galaktykę o jednego żołnierza do zwycięstwa. Bo czemu nie.
A gdy zacznie mi już kompletnie brakować pomysłów zacznę myśleć trofeami. Wielu z nas myśli trofeami, ustala sobie jakieś cele i dąży do nich. Tylko obecnie w grach dostajemy za to punkty/trofea (‘A po co ci te punkty Killer?’) i możemy się nimi pochwalić (‘Żeby wygrać mecz’) co tak po prawdzie nie ma żadnego przełożenia na cokolwiek, ale buduje ego (coś jak tablica rekordów życiowych w Endo).

Nowy Rok
No właśnie, bo dzisiaj obchodzi się w Chinach ‘Chiński Nowy Rok’, tylko oczywiście tam nazywa się go ‘Nowym Rokiem’, tak jak na ‘Chińskie jedzenie’ po prostu mówi się ‘jedzenie’. Wszystkiego najlepszego w roku wodnego węża o ile dobrze się orientuję. Powysyłałem wszystkim uczniom których mam na QQ życzenia i wszyscy mi ładnie podziękowali.

Książki
Z racji tego że będę dwa dni w Pekinie, postanowiłem coś zobaczyć. Mam za mało czasu by zobaczyć tyle ile chcę ale też za dużo by przesiedzieć w pokoju, zwłaszcza że mogę mieć jakiś tam problem z internetem (bo w tym hotelu zawsze pytają się o internet, a ja ‘Wo hui shuo yidian potonghua’ (trochę mówię po chińsksu)). A biorąc pod uwagę że chcę tu w czerwcu/lipcu wrócić postanowiłem kupić jakiś przewodnik. Jeden odpadł bo pomylili 6 z 7 na zdjęciach, a skoro popełnili taki podstawowy błąd to kto wie co będzie działo się dalej, drugi odpadł bo był gruby i klejony co nie idzie ze sobą w parze. Mogę zrozumieć cienki i klejony, ale jak gruby to powinien być szyty zwłaszcza że to przewodnik więc nie będzie stać na półce. Z tego samego powodu z przymrużeniem oka traktuję wszystkie ładne wydawnictwa, bo jakbym chciał sobie pooglądać obrazki to kupiłbym album obrazkowy a nie przewodnik (może źle robię, ale nie mam aż takiego rozeznania na rynku). W każdym razie kupiłem przewodnik po Pekinie (ładny z obrazkami) i chociaż jestem nim trochę zawiedziony:
bo jest z 2009 roku i już trochę zdezaktualizowany (chociażby informacja o monetach i banknotach o wartości 0.2 RMB, których nie widziałem ani razu bo zostały wycofane w 2004 roku), bo jest pisany w taki dość niekonwencjonalny sposób (język oficjalny przeplatany z takim dość swobodnym, co mnie bardzo irytuje), bo chociaż zawiera podstawowe słownictwo nie zawiera informacji o wymowie (naprawdę, po co mi wiedzieć jak się coś pisze w pinyin skoro z tego zapisu korzysta się w Chinach nie aż tak często i nie wymawia się tego tak samo jak pisze) i mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale ma to o co mi chodziło najbardziej czyli rozkład przystanków metra, oraz wyjaśniony dojazd do najważniejszych atrakcji. Zwiedzanie Pekinu w okresie nowego roku podobno nie należy do przyjemnych, ale nie dowiem się dopóki tego nie sprawdzę.

Tracy
Czyli dziewczyna która zastąpiła Jennifer. Gdy jej napisałem że mam 100 RMB na taksówkę (tylko o tym napomykając bo przecież mam trochę więcej a i bankomaty na lotnisku są, no i wiem jak dojechać metrem z lotniska do hotelu (teoretycznie, ale wiem)) powiedziała żebym przygotował trochę więcej, a tydzień później napisała że sprawdzała w internecie i nie powinno to wyjść drożej niż 90 i powinienem się targować z kierowcą gdyby chciał więcej. Nie wiem czy wspominałem, ale chyba nie: otóż Tracy wraca z urlopy 15 i na ten dzień zakupiła mi już bilet do Xuzhou bo chce się ze mną spotkać zanim pojadę. Dzięki temu mam dwie noce w hotelu i dwa dni w Pekinie. I gdy tak o tym myślę przypomina mi się historia Samuela Eto’o którego nikt nie odebrał na lotnisku w Madrycie gdy przyleciał z Kamerunu. Mnie też nikt nie odbierze, ale ja przynajmniej czuję że jestem ważny.

Warszawa tydzień później

Kolejka pod konsulatem jakas taka krótsza, lepiej co prawda czekało się z mamą, ale dzisiaj przyjnajmniej mogłem posłuchać o tym jak Mongołowie podbijali Azję i Europę.
No i po dwóch godzinach czekania na dworze mogę pochwalić się kolejną wizą do Chin. Nie wiem jak to będzie z tym Hong Kongiem bo wiza jest jednowjazdowa, ale hej, Chiny są na tyle ulbrzymim krajem że nawet jak nie uda mi się wpaść doHK to ruszę gdzieś indziej gdzie na pewno też będzie super. W końcu to będzie semestr na podróże.

A teraz o bieganiu bo ostatnio biegłem w zeszły wtorek i chyba pora to jakoś uzasadnić. Otóż zawsze robiłem sobie miesiąc przerwy od biegania by dać się ciału zregenerować, oraz stworzyć w sobie taki 'głód’ biegania. A w zeszłym roku nie zrobiłem takiej przerwy, uznałem że takie bieganie w kratkę jest wystarczającym odpoczynkiem zarówno dla ciała jak i dla głowy. I to był chyba błąd, bo ani ciało tak naprawdę nie wypoczywało, ani głowa nie miała przerwy. Wręcz przeciwnie, mało przyjemności było z tych biegów. Dlatego też teraz robię przerwę dopóki nie wrócę do Chin kiedy to wznowię treningi. Na razie odpoczywam.

Zrobiłem już pierwszy szkic tego co chciałem napisać, ale nie miałem jeszcze okazji przyjrzeć się temu na spokojnie. Jak skończę to na pewno napiszę czym jest to tajemnicze 'coś’ a może nawet wrzucę.

Siedzę sobie znowu w KFC i czytam o tej chińskiej maturze, która coraz bardziej mnie przeraża. Zaczęło się od godziny policyjnej by uczniowie mogli odpocząć, przeszło przez tabletki antykoncepcyjne by wyregulować miesiączkę, całkiem logicznym wzroście liczby samobojóstw (ja wiem że to brzmi bezdusznie, ale przy takim stresie jaki Ci uczniowie przeżywają to samobójstwa muszą następować), a teraz dochodzi do uczniów którym rodzice przygotowują cały rozkład dnia i pozwalają iść spać wtedy kiedy uznają to za stosowne. To wszystko w porównaniu z nasza maturą, czy nawet naszymi studiami wygląda wręcz przerażająco. I cały czas miejmy w pamięciu że w Chinach nikt się nie będzie z Tobą cackał jeżeli nie nadążasz za resztą. Z jednej strony nie stosuje się przymusu powtarzania klasy, ale są uczniowie którzy decydują się na to samowolnie by uzyskać lepsze oceny i lepiej przygotować się do Gaokao. Wyobrżacie sobie ucznia w Polsce który powie: 'Panie dyrektorze, chcę zostać na jeszcze jeden rok w trzeciej klasie bo to mnie lepiej przygotuje do matury’? Ja też nie za bardzo, a w Chinach to wcale nie jest czymś rzadkim. Uczniowie którym nie pójdzie za pierwszym razem nie robią sobie roku przerwy, nie idą do pracy, nie ruszają w podróż po kraju, tylko poświęcają kolejny rok by uczyć się w szkole i spróbować raz jeszcze.  W końcu Uniwersytet w Pekinie nie jest z gumy i wszystkich nie przyjmie. Możecie być pewni że czym będzie bliżej do Gaokao tym więcej będę o nim pisał bo dopływ informacji będzie większy a i temat jest dla mnie bardzo interesujący.

Adam!
Ja napiszę o książkach, ale jutro. Obiecuję. Chociaż tak naprawdę to będzie o jednej a i tak to 'nadrabianie idzie mi tak średnio’. No cóż, pozostanie mi nadrabiać czytając kopie cyfrowe (ble ble ble).

Niedziela i przegapione z Polski #2

Ten, jak i następny, tydzień to tygodnie spotkań i nadrabiania książkowych i growych (taa…) zaległości. No i spotkań, a także zakupów. Dla wielu rzeczy które zabiorę ze sobą będzie to podróż sentymentalna do rodzinnego kraju.

Od tygodnia jestem w kraju i już wędrując po znajomych okolicach zderzyłem się ze standardowymi słownymi zaczepkami, ale na szczęście tutaj wiele się nie zmieniło i dalej więcej się szczeka niż gryzie.

Podróże komunikacją miejską w dalszym ciągu są w stanie doprowadzić do stanów depresyjnych i to niezależnie od dnia tygodnia. Kiedyś miałem teorię że ludzie w autobusach i tramwajach są smutni w każdy dzień tygodnia oprócz piątków, ale została obalona po kilku tygodniach.

Przechodzenie przez pasy jest zupełnie inne, przyznam się bez bicia że w Chinach nie miałem strachu przechodzić nawet nie na pasach, za to w Polsce mam czasem obawy czy przechodzić przy zielonym świetle.

Mógłbym tak dalej, ale w gruncie rzeczy to też jest jeden z powodów dla których tak bardzo za Polską nie tęskniłem.

A za oknem znowu sypie także kończę i idę pisać coś innego.

Jutro powinienem pochwalić się wizą.

Aki

Jest coś zupełnie nierealnego w czasie podróży samolotem. Patrzymy przez to malutkie okienko i widzimy chmury, obłoczki, a wszystko to patrząc jednocześnie na skrzydło (lub nie). Z jednej strony ogromna pusta przestrzeń a z drugiej jakaś setka ludzi. A wszystko to oddzielone od siebie cieniutką szybą. Nie trzeba ani studni, ani pułkownika Sandersa zabijającego koty (a może to Walker zabijał koty? Muszę wrócić do tej książki) by znaleźć się w innym świecie.
Niestety podróże autobusami nie działają na mnie w ten sposób. Rzeczywistość jest w nich zbyt dobrze namacalna.

Coś miałem zrobić…ach…Ubrać się i iść biegać!

IMG_1214
Ona tylko wygląda na niezadowoloną, ale to przede wszystkim dlatego że będąc na dworze ciężko nad nią zapanować.

Z tego co tutaj piszę można wywnioskować że praktycznie się nie denerwuję, bo faktycznie od kilku miesięcy nie byłem naprawdę wkurzony. Wystarczyło mi jednak wrócić do kraju i pójść pobiegać do parku z Aki.
Klepnęliśmy swoje 10 kilometrów (na okropnym tętnie, ale stwierdziłem że nie będę się tym przejmował skoro spoczynkowe mam w porządku. Przytyłem, przestałem biegać tak często, zmieniłem dietę i takie są oto efekty. Jeżeli po powrocie do Chin będę czuł potrzebę zmienienia tego tętna bo bieganie przestanie sprawiać mi przyjemność to się tym zajmę, na razie jednak biega mi się przyjemnie pomimo takiego tętna) i wracając do domu natrafiliśmy na mężczyznę maszerującego z amstaffką która to zobaczywszy Aki podbiegła do niej i po chwili się na nią rzuciła. Oczywiście odbiegliśmy, facet zaczął zapinać psa, a ja wypuściłem z siebie najdłuższą wiązankę w czyjąś twarz od bardzo dawna. I mogłoby mi się zrobić głupio, naprawdę mogło gdyby nie to że strasznie, ale to strasznie wkurza mnie coś takiego. Jest w parku specjalny teren po którym psiaki mogą biegać luzem, bo im też się należy, ale puszczenie ich ot tak sobie to zwykły brak wyobraźni, nie raz widziałem jak pies ruszył za zającem i nie można go było odwołać, że o pościgach za wiewiórkami nie wspomnę.
Poprzedniej zimy widziałem rodzinę saren które zobaczywszy mnie zaczęły uciekać, a parę dni później zobaczyłem samotną sarnę która również zaczęła uciekać, ale biegła równolegle do mnie więc wyglądało to tak jakbyśmy się ścigali (a może się ścigaliśmy…). Nie chcę tracić możliwości oglądania tych zwierząt kosztem psów rzucających się na Aki. Bo z psami rzucającymi się na mnie mogę sobie poradzić, wystarczy biec szybciej.
Teraz spojrzałem na wykres tętna…ten niespodziewany skok na 194 to właśnie wtedy gdy spotkałem się z tym mężczyzną.

Adam!
Ja mogę jedynie przypuszczać co się stało z tym tętnem. Przypuszczam że chodzi o paliwo, czyli jak dobrze podejrzewasz jedzenia. Stres? Kurczę…znaczy to jest ciekawy pomysł nie przeczę, ale jestem dość odpornym stworzeniem jeżeli o to chodzi. Hmm…chociaż może bo zawsze strona mentalna była bardziej wytrzymała za to fizycznie bywało gorzej, jak chociażby przed wylotem gdy nie mogłem spać a psychicznie czułem się dobrze.
Ciśnienia krwi jeszcze nie mierzyłem, ale zmierzę jak tylko odnajdę ciśnieniomierz. To taki wielki indywidualista i rzadko kiedy jest tam gdzie inni chcą by był.
Dzisiaj kolejna faza eksperymentu tym razem z dodatkowym obciążeniem w postaci Aki. No i biegłem wolniej, tętno trochę lepsze a wnioski chyba poszły gdzieś wyżej.

9 par bo uznałem że nie ma sensu Hispalisów (ha, to znaczy Sewilla)  z powrotem do Polski a potem znowu do Chin.
Kiedyś przeczytałem że najgorszych jest pierwszych 15-20 minut (czyli tak właśnie w okolicach 3-4 kilometra) biegu, a potem to już sama przyjemność. Lub droga przez mękę do chwały.
Aki gdy kogoś nie poznaje to szczeka, jest niezwykle niechętna do wpuszczania obcych do domu, ale przy mnie zamieniła się w słup soli, pierwszy raz ją taką widziałem.

23 i krzyżyk

Czasem by dostać się do innego świata nie potrzeba wiele. Wystarczy trochę czasu wolnego.

Tak jak pisałem wczoraj pojechałem do Warszawy do konsulatu chin i po raz pierwszy od pięciu dniu wróciłem na terytorium Chin, co prawda tylko na parę minut ale zawsze. A skoro podróż jest długa to wziąłem ze sobą mojego nieśmiałego netbooka (bo zanim go porządnie uruchomię to trwa to trochę czasu i zawsze mówię uczniom że to nie dlatego że jest wolny a dlatego że Ich jest aż tylu a on jest trochę nieśmiały i potrzebuje czasu by przygotować się do wystąpienia przed tak liczną publicznością), książkę (w końcu wróciłem do Westeros) i mamę (bo w sumie mała jest to się wszędzie zmieści).

IMG_1205
Po odstaniu w kolejce do konsulatu blisko trzech godzin (w poniedziałki czynny od 1330) i pięciu minut w środku poszliśmy do KFC. Głównie z powodu darmowego wi-fi. No i napojów z nieograniczoną ilością dolewek, a to niestety wiąże się z koniecznością odwiedzania toalety. Swoją drogą, będąc w Chinach rozumiałem dlaczego pisuary są tak nisko, ale będą w Polsce dalej są nisko a ludzie przecież wyżsi. W każdym razie wracam i przekroczyłem drzwi a po drugiej stronie świat był zupełnie inny, począwszy od wystroju a na zapachu skończywszy.
– Do KFC?
– Tak…
– 23, kratka i pierwsze drzwi po prawej.
– Dzięki.
A gdyby tak Tumnus widząc Łucję powiedział:
– Do domu profesora?
– Tak…
– To do latarni i musisz przejść przez ten duży rząd sosen koło starego świerku.
– Dziękuję.
– Zawsze do usług córko Ewy.
I już po całej historii. Czasem naprawdę nie trzeba przechodzić przez szafę.

Cieszę się że nowa wersja się podoba, aczkolwiek to jeszcze nie jest wersja ostateczna. Teraz na szczęście mam mnóstwo możliwości zmian. Nie ma to jak w końcu być na swoim.

Adam!
Żeby nie być gołosłownym wrzucam zdjęcie stojaczka.
IMG_1186

Niedziela i przegapione z Polski #1

Ach, poszedłem dzisiaj biegać.
I doszedłem do smutnego wniosku – to nie tyle powietrze w Chinach co ja i zapewne paliwo jakim napełniam siebie sprawiają że mam takie tętno a nie inne. Tętno spoczynkowe mam w swojej normie, czyli o wiele niższe niż w Jiawang, za to w czasie biegu skacze potwornie.
Trudno, grunt że mam z tego biegania frajdę. W tym roku po raz pierwszy od trzech lat nie pobiegnę ani w Silesii ani w Opolu, nie mam też innych powodów by się martwić takim tętnem w czasie biegu. To po prostu koniec z bieganiem pod wyścigi i życiówki a powrót do biegania dla przyjemności.
A przyjemność z wyjścia na dwór o 6 rano przy -11 na dworze jest obecna. Co prawda było zimno, ale co to jest taka godzinka.  Miałem jeden moment zawahania nad swoją trasą, ale po chwili nogi same mnie poprowadziły, a ja tylko biegłem. W uda było dość zimno, ale gdyby nie to że widziałem szron na rękawiczkach to powiedziałbym że było gdzieś w okolicach -5. Gdy skończyłem biegać nie było jeszcze nawet słońca na niebie. A jednak biegło się super.

Także od teraz nie winię powietrza w Jiawang za moje tętno. No może troszeczkę, ale z pewnością nie aż tak jak jeszcze parę dni temu.

Tych kilka pierwszych dni jest bardzo ale to bardzo pracowitych. Wypadałoby wspomnieć o ogromnych zakupach, ale jak się przez 5 miesięcy nie kupuje niczego dla siebie to w końcu się to kiedyś nadrobi.

Jutro jadę do Warszawy złożyć wniosek wizowy na kolejne 180 dni. Oczywiście będę krócej, ale o tyle aplikuję.  Także Adam spokojnie, to koniec, ale na szczęście tylko pierwszego rozdziału.

Wróciłem

Rozumiecie o co chodzi, więc nawet nie będę wyjaśniał. Bo rozumiecie, prawda?

Aki nawet na mnie nie szczekała gdy wszedłem do domu. Chyba była za bardzo zaskoczona bo przeszedłem obok niej a ona stała i nic. Dopiero gdy ją zawołałem przybiegła uradowana i szła wszędzie za mną. Oczywiście oprócz mojego pokoju (może kiedyś to wyjaśnię).

I wszystko pięknie, tylko jakoś tak ta pierwsza noc…jakoś tak obco się czułem. Wszystko znajome, ale jakieś takie…no jednak nie do końca. Dzisiaj (nocy drugiej) już jest lepiej.

Tyle tylko że dalej jestem na czasie chińskim i piszę te słowa o 2 w nocy bo poszedłem spać o 18. Mam nadzieję że tak koło 3-4 uda mi się zasnąć. Chociaż nie wiem, bo pisanie tych notek nigdy mnie nie nudziło.

Bezsenność

Leżę w łóżku w hotelu w Pekinie. I po raz drugi z rzędu budzę się o 3 nad ranem. Minęło już pół roku odkąd wstawałem o trzeciej nad ranem i pewnie teraz powinienem mówić ‘trzecia w nocy’, ale jakoś nie potrafię się przestawić. Dla mnie będzie to jeszcze bardzo długo trzecia nad ranem.

Nie potrafiłem zasnąć wczoraj przed wyjazdem do Xuzhou. Wstałem o trzeciej i napisałem maila do znajomego. A teraz nie mogę bo internet mam tylko w kablu i musiałbym się ruszyć z łóżka.
W pokoju mam chyba 30 stopni i kaloryfera nie można przykręcić. Udało mi się złapać jakieś 5 godzin snu, ale pomimo tego dalej jestem zmęczony. Tylko co z tego że jestem zmęczony skoro nie potrafię zasnąć.
I wmawiam sobie że to nie jest reisefieber, ale chyba jednak jest. Chyba jednak stresuje mnie ten wylot. Im dłużej nad tym myślę tym mniej wiem i mniej rozumiem, ale z drugiej strony jest trzecia nad ranem a wtedy rzadko cokolwiek rozumiem.

Lubiłem wstawać w niedziele tak wcześnie. Jedną z naszych rodzinnych tradycji jest wspólne śniadanie w każdą niedzielę. A że rodzice wstają dopiero koło 7-8 to ja musiałem wstawać odpowiednio wcześniej jeżeli chciałem klepnąć te 30+. Nie lubię biegać w okolicach południa. A już bieganie w parku w okolicę południa to jest jedna z moich najmniej ulubionych biegowych czynności. Z reguły się wtedy nie biega a bardziej uprawia biegowy slalom, a nigdy tego nie lubiłem bo gdzieś tak w okolicach 30 kilometra naprawdę chcę być sam ze sobą.

Czasem widywałem w parku zające, czasem próbowały się ze mną ścigać, ale przecież nie mam z nimi najmniejszych szans. Raz wracając przez rosarium trafiłem na zamkniętą bramę z drugiej strony i musiałem się wracać. Zamiast 32 kilometrów wyszły 34. W następnym tygodniu gdy miałem już 34 kilometry w nogach i znowu brama była zamkniętą przeszedłem przez płot. Rozumiem że rosarium otwiera się dopiero o 9, ale skoro o 7 otworzyli już jedną bramę to mogli też otworzyć drugą.

W pół do czwartej. Jeszcze pół godziny i ‘Jest czwarta w nocy miasto śpi, dym unosi się nad Wisłą(…)’

Gdyby wszyscy nauczyciele…

Byli tak wyrozumiali jak Ty Bart to nie rzuciłabym tej pracy. Powiedziała Jennifer przy kolacji. Bo Jennifer odchodzi. Stwierdziła że ma dość bycia popychadłem zarówno dla swojego szefa, którego Lidia też ma dosyć, jak i dla nauczycieli którzy nie potrafią zrozumieć że to nie Ona ustala reguły a jest jedynie pośrednikiem.  Podobno Miguel w porównaniu do innych nauczycieli to pikuś. Tak, dobrze przeczytaliście – Miguel to pikuś. Inni Ją obrażają, krzyczą, oczekują zrobienia wszystkiego za Nich. Chociażby scenak z samochodu: jutro trzeba odebrać nauczyciela jadącego całą noc pociągiem, ale po raz pierwszy  przyjedzie na inną stację niż normalnie i Jennifer próbuje się do Niego dodzwonić i dowiedzieć na jaką stację. A On nie odbiera ani nie oddzwania. Przez półtorej godziny jakie spędziliśmy w samochodzie nie odebrał ani razu. Nie odebrał także ani wcześniej ani później. I komu On tutaj tak naprawdę robi na złość. Albo ooo nauczyciele narzekający na to że w szkołach jest brudno. Znaczy uczciwie mówiąc ja też mógłbym narzekać że w szkołach jest brudno, ale czy jest sens narzekać o tym Jennifer która nic na to nie może poradzić? Czy w ogóle jest sens na to narzekać skoro zapewne we wszystkich szkołach jest tak samo? No właśnie…Nie ma sensu narzekać na wiele rzeczy.

Za to teraz będzie narzekanie na wkurzyłem się dzisiaj niemiłosiernie. Przed wyjazdem zapytałem Lidii czy dworzec z którego odjeżdżam to dworzec na który odprowadziliśmy Vicki i usłyszałem odpowiedź twierdzącą. Przyjechałem więc do Xuzhou przed 13, poszlajałem się trochę i koło 1315 wszedłem na dworzec. Poszlajełem się trochę, ale nigdzie nie widziałem mojego pociągu G130. A wiedzieć musicie że Chiny to nie Polska, tutaj nie wjeżdża kilka pociągów na peron jeden po drugim. Jeżeli pociągi wjeżdżają w tym samym, lub podobnym czasie to wjeżdżają na różne perony by nikomu nie robić sieczki z mózgu, co więcej w poczekalniach wyświetlane są informacje o odjazdach na najbliższe 4 godziny do przodu. Dlatego nie widząc mojego G130 wróciłem do wejścia i pokazałem Pani z ochrony bilet a Ona coś pobuczała i pokazała na wyjście. Zrozumiałem wtedy że jestem na złym dworcu i w te pędy ruszyłem do taksówki. Pokazałem taksówkarzowi bilet, a On tylko się uśmiechnął, pokazał cenę i ruszyliśmy. I nawet nie zwróciłem uwagi na to jaka to była cena, grunt żebyśmy dojechali na czas. I dojechaliśmy, ale to ile ja się naklnąłem i ile nerwów straciłem to moje.