Niedziela i przegapione z Polski #3

Niedziela i przegapione z Polski #3

Gry
Większość z Was pewnie o tym wie, ale tej większości która nie wie wyjawię coś – jestem graczem. Gracze lubią się dzielić na takich czy tamtych, ale mi jedna taka szufladka wystarczy, nie chcę wchodzić do jeszcze mniejszej. Ogromną część swojego dorosłego życia poświęciłem na rozwój takiego małego serwisu o serii gier zwanej Metal Gear Solid, ale to nie jest ani czas ani miejsce na rozpisywanie się o czym jest ta seria. Dość powiedzieć że część pierwszą można zinterpretować chociażby jako ciążę począwszy od zapłodnienia aż do porodu a część drugą jako okres dojrzewania i powolnego odcinania się od wzorca męskości jakim był ojciec by stać się w końcu w pełni samodzielną i dorosłą jednostką. A to tylko jedna z tych troszkę bardziej naciąganych interpretacji.
Właśnie gry, w gry obecnie gramy wszyscy czy nam się to podoba czy nie…Zaraz, nie gracie? Hmm…
To właśnie rozpoczęliście. Oto lista zasad:
– gra się cały czas
– gdy przypomnimy sobie że gramy należy powiedzieć ‘Przegrałem/am’ po czym wrócić do przerwanej czynności
– gra kończy się wraz z naszą śmiercią (lub gdy premier Wielkiej Brytanii powie ‘gra skończona’)
To teraz gdy wszyscy gramy możemy zagrać w  Canabalta, gra która dla wielu odkryła na nowo podgatunek gry nieskończonej i jest typowym przykładem gry ‘kibelkowej’ czyli taką która odpala się na kibelku i gra dopóki ktoś nas nie zawoła lub się nie zirytujemy. Jeżeli graliście w Angry Birds to pewnie rozumiecie i poczuliście na własnej skórze syndrom ‘jeszcze jednego levelu’.
Tylko o ile w Angry Birds jest jakaś fabuła to w Canabalt fabuły nie ma. Nie wiemy nic, począwszy od tego czy Canabalt to imię bohatera, nazwa miasta, czy może rasy która atakuje miasto.  Dlaczego uciekamy? Jeżeli staramy się uciec przed inwazją obcych, to  czy gdzieś tam na końcu czeka statek ratunkowy? A może biegniemy by uratować spadającą doniczkę, ale niezależnie od tego ile kroków zrobimy zawsze będziemy za daleko i doniczka spadnie? A może mamy odczytywać Canabalta jako swoisty eskapizm przed bezduszną korporacją która za wszelką cenę chce sprowadzić nas do parteru i zmusić do życia według jej reguł? No właśnie nie wiemy i tak naprawdę nie dowiemy się. Cały wątek fabularny zależy w tej grze od nas. Niektórym się to nie podoba, innym pasuje bo lubią tworzyć własną rzeczywistość, lub chociaż trochę ubarwiać tę którą mamy. A skoro jesteśmy przy ubarwianiu rzeczywistości to…

Snake.
Gdy tak poświęcałem swoje życie w imię lepszej sprawy kilkukrotnie, w różnym towarzystwie, podchodziłem do tematu przetłumaczenia pierwszej części serii Metal Gear Solid. W końcu trafiłem na kogoś kto podobnie jak ja uparł się i w bólach zrobiliśmy to co nie udało się nikomu przed nami. Owszem, tłumaczenie nie jest doskonałe, nie oddaje w żadnym razie ducha gry, ale zrobiliśmy to najlepiej jak potrafiliśmy i jednocześnie najlepiej jak mogliśmy biorąc pod uwagę nasze ograniczone umiejętności ingerowania w grę. Bo czasem chciało się coś poprawić, ale wtedy gra uznawała że lepiej będzie jeżeli zostanie coś tak jak jest bo inaczej to ona w gruncie rzeczy nie chce działać.  Jak można wywnioskować po tytule wpisu nosił wdzięczny pseudonim Snake. Półtorej roku temu pożegnał się oficjalnie z forum, oddał obiecane tłumaczenia, pożegnał się ze mną i od tamtej pory słuch o Nim zaginął. Miał słabość to pewnej aktorki z filmów dla dorosłych (Sasha Grey) która mniej więcej w tym samym czasie przerzuciła się na bardziej ambitne aktorstwo. I lubię myśleć że przerzuciła się dzięki Niemu. Że spotkali się gdzieś, zaczęli rozmawiać i ona zrozumiała że granie w tego rodzaju produkcjach to nie jest szczyt jej marzeń. Potem wrócił na moment do Polski i nakręcił ludzi w Radomiu do postawienia jej pomnika. I chociaż nie jest to zapewne prawda to lubię tak o tym myśleć, bo dzięki temu świat jest odrobinę przyjemniejszym miejscem.  Lubię myśleć o tym że po odwiedzinach w Radomiu wyjechał do Nowej Zelandii gdzie czyta ‘Władcę Pierścieni’ przechadzając się po polach na których kręcono filmy. To zapewne też nie jest prawda, ale dzięki temu uśmiecham się.

Ten wpis przygotowuję w sobotę, ponieważ niedzielę chcę poświęcić na ratowanie galaktyki. Uratuję ją po raz trzeci w tej samej serii. Czuję że tym razem nie przywiążę się do postaci, nie poznam ich lepiej, nie zbudujemy między sobą żadnych głębszych relacji, wszyscy będą tym kim byli w poprzednich częściach, tyle tylko że będę musiał jeszcze więcej strzelać. Tyle czuję po 9 godzinach, ale czy to będzie prawda? Mam nadzieję że przekonam się w poniedziałek, bo głupio byłoby kazać jej czekać kolejne pół roku.  Na szczęście zawsze mam Cannabalt i mogę powiedzieć że każdy tysiąc metrów przybliża galaktykę o jednego żołnierza do zwycięstwa. Bo czemu nie.
A gdy zacznie mi już kompletnie brakować pomysłów zacznę myśleć trofeami. Wielu z nas myśli trofeami, ustala sobie jakieś cele i dąży do nich. Tylko obecnie w grach dostajemy za to punkty/trofea (‘A po co ci te punkty Killer?’) i możemy się nimi pochwalić (‘Żeby wygrać mecz’) co tak po prawdzie nie ma żadnego przełożenia na cokolwiek, ale buduje ego (coś jak tablica rekordów życiowych w Endo).

Nowy Rok
No właśnie, bo dzisiaj obchodzi się w Chinach ‘Chiński Nowy Rok’, tylko oczywiście tam nazywa się go ‘Nowym Rokiem’, tak jak na ‘Chińskie jedzenie’ po prostu mówi się ‘jedzenie’. Wszystkiego najlepszego w roku wodnego węża o ile dobrze się orientuję. Powysyłałem wszystkim uczniom których mam na QQ życzenia i wszyscy mi ładnie podziękowali.

Książki
Z racji tego że będę dwa dni w Pekinie, postanowiłem coś zobaczyć. Mam za mało czasu by zobaczyć tyle ile chcę ale też za dużo by przesiedzieć w pokoju, zwłaszcza że mogę mieć jakiś tam problem z internetem (bo w tym hotelu zawsze pytają się o internet, a ja ‘Wo hui shuo yidian potonghua’ (trochę mówię po chińsksu)). A biorąc pod uwagę że chcę tu w czerwcu/lipcu wrócić postanowiłem kupić jakiś przewodnik. Jeden odpadł bo pomylili 6 z 7 na zdjęciach, a skoro popełnili taki podstawowy błąd to kto wie co będzie działo się dalej, drugi odpadł bo był gruby i klejony co nie idzie ze sobą w parze. Mogę zrozumieć cienki i klejony, ale jak gruby to powinien być szyty zwłaszcza że to przewodnik więc nie będzie stać na półce. Z tego samego powodu z przymrużeniem oka traktuję wszystkie ładne wydawnictwa, bo jakbym chciał sobie pooglądać obrazki to kupiłbym album obrazkowy a nie przewodnik (może źle robię, ale nie mam aż takiego rozeznania na rynku). W każdym razie kupiłem przewodnik po Pekinie (ładny z obrazkami) i chociaż jestem nim trochę zawiedziony:
bo jest z 2009 roku i już trochę zdezaktualizowany (chociażby informacja o monetach i banknotach o wartości 0.2 RMB, których nie widziałem ani razu bo zostały wycofane w 2004 roku), bo jest pisany w taki dość niekonwencjonalny sposób (język oficjalny przeplatany z takim dość swobodnym, co mnie bardzo irytuje), bo chociaż zawiera podstawowe słownictwo nie zawiera informacji o wymowie (naprawdę, po co mi wiedzieć jak się coś pisze w pinyin skoro z tego zapisu korzysta się w Chinach nie aż tak często i nie wymawia się tego tak samo jak pisze) i mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale ma to o co mi chodziło najbardziej czyli rozkład przystanków metra, oraz wyjaśniony dojazd do najważniejszych atrakcji. Zwiedzanie Pekinu w okresie nowego roku podobno nie należy do przyjemnych, ale nie dowiem się dopóki tego nie sprawdzę.

Tracy
Czyli dziewczyna która zastąpiła Jennifer. Gdy jej napisałem że mam 100 RMB na taksówkę (tylko o tym napomykając bo przecież mam trochę więcej a i bankomaty na lotnisku są, no i wiem jak dojechać metrem z lotniska do hotelu (teoretycznie, ale wiem)) powiedziała żebym przygotował trochę więcej, a tydzień później napisała że sprawdzała w internecie i nie powinno to wyjść drożej niż 90 i powinienem się targować z kierowcą gdyby chciał więcej. Nie wiem czy wspominałem, ale chyba nie: otóż Tracy wraca z urlopy 15 i na ten dzień zakupiła mi już bilet do Xuzhou bo chce się ze mną spotkać zanim pojadę. Dzięki temu mam dwie noce w hotelu i dwa dni w Pekinie. I gdy tak o tym myślę przypomina mi się historia Samuela Eto’o którego nikt nie odebrał na lotnisku w Madrycie gdy przyleciał z Kamerunu. Mnie też nikt nie odbierze, ale ja przynajmniej czuję że jestem ważny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.