Słoneczny początek

Takiej radości nie miałem w sobie już od kilku tygodni. Słonko zapukało do Jiawang już o 6, widać że cały świat budzi się do życia coraz wcześniej. Jeszcze trochę i to słońce, a nie budzik, będzie mnie budzić co rano.

Zajęcia mijają niezwykle sympatycznie. Trochę czytamy, trochę rozmawiamy. Klasa trzecia dzisiaj przesadziła i to ostro bo część chłopaków chciało uciec grać w kosza, więc musiałem Im trochę nagadać, chociaż nie lubię takich pogadanek moralizatorskich. I do końca lekcji spokój i cisza. No z wyjątkiem czasu na rozmowy. Po angielsku oczywiście.

IMG_1219
Tak się ludzie wożą po Jiawang.

Trochę teraz się wyżalę bo coś mnie dzisiaj ubodło. Jak zapewne wiecie z lektury moich notek mam zwyczaj robienia planów na zajęcia. Nie każdy nauczyciel je robi, podobno każdy powinien. Ja robię bo lubię, no i mam napisane w kontrakcie że muszę. Daje mi to poczucie przygotowania i czuję się jakoś lepiej gdy widzę że zarówno ja jak i uczniowie robimy coś po zajęciach. Jest to rzecz jasna dodatkowa praca, ale nikt nie powiedział że praca nauczyciela kończy się na samych zajęciach dydaktycznych. Jak zapewne pamiętacie, a jeżeli nie to zaraz przypomnę, w tym semestrze mam plany wysyłać Lydii, a Ona ma przekazywać mi swoje uwagi. Tak też uczyniłem tydzień temu wysyłając Jej plany we wtorek. W końcu jest jeszcze środa, czwartek i piątek. W weekend nie każdy pracuje i rozumiem to doskonale. Propozycji zmian nie dostałem i boleć mnie to nie boli w żaden sposób. Sam też nie naciskałem bo nie czułem takiej potrzeby. I nawet bym o tym nie wspominał gdyby nie dzisiaj.
Przykulałem się do szkoły, przeprowadziłem pierwsze dwa zajęcia i na długiej przerwie poszedłem do gabinetu a tam Lydia siedzi i wywiązała się rozmowa:
– A co robiłeś w weekend?
– W sumie to nic ciekawego. Zrobiłem rozpiskę miejsc które chcę odwiedzić. A Ty?
– Prawie skończyłam pierwszą lekcje gry na pianinie. A w niedzielę byłem w Xuzhou, spotkałam się z siostrą i jej mężem, poszliśmy wybierać fotografa na wesele. Potem spotkałam się ze znajomym z którym nie widziałam się bardzo dawno.
(dzwonek)
– Dobra, musze lecieć na zajęcia.
– Ach…nie sprawdziłam tych Twoich planów. Nie miałam czasu w weekend.
– Spoko i tak już pierwszą lekcję musiałem zrobić.
– Tak?
– Tak, cześć.
I nie będę Jej wrzucać, naprawdę nie będę. Nie dlatego że może wymyślić jakąś historię i wyląduję na kompletnym odludziu, ani dlatego że będę z Nią musiał pracować jeszcze 3 miesiące, po prostu rozumiem że się Jej nie chciało. Tylko ja jestem niezwykle wyrozumiałym człowiekiem. Wiem też jeszcze jedną rzecz, że nie chcę pracować z Nią przez kolejny rok. Nie wiem jeszcze czy oznacza to zmianę firmy czy tylko zmianę miasta. Nie piszę tego tylko z powodu dzisiaj, ale także z innych względów (ten ze stacjami kolejowymi na czele).

IMG_1223
Ciekawe czy skończą tę szkołę do września. Bo to szkoła. Pełnowymiarowa bieżnia to oczywiście norma.

Na lunch poszedłem do szkolnej stołówki gdzie sobie porozmawialiśmy z Shawnem. Teraz On się pochorował, ale znosi przeziębienia lepiej niż ja. Dzielny chłopak.

Skoro się wyżaliłem to chciałbym też się pochwalić. Bo mam naprawdę świetnych uczniów. Jak już pokrzyczą ‘movie/film/music’ to tłumaczę Im że słyszę to 6 razy dziennie, 28 razy w tygodniu od 700 uczniów i nie rusza mnie to ani trochę, potem mówię Im że bardzo Ich lubię i nie chcę się na Nich denerwować. I to rozwiązuje problem. Pod tym względem są fantastyczni. I widać że niektórym bardzo zależy co mnie naprawdę cieszy.

Dowiedziałem się dzisiaj ile uczniowie musieli zapłacić za zajęcia ze mną w tym semestrze i za głowę się złapałem, ale opowiem o tym w niedzielę.

A Lydia po przerwie na lunch wróciła i zabrała się za opracowywanie PPTka z zajęciami na jutro. Trzymajcie kciuki.

Jeszcze raz, bo teraz już skończyłem zajęcia, mam naprawdę wyjątkowych uczniów. Nie tylko zdolnych, ale także bardzo sympatycznych i pracowitych.

Niedziela i przegapione z tygodnia #3

Oczy
Gdybym był trochę bardziej cyniczny to stwierdziłbym że gro uczniów najzwyczajniej w świecie nie chce czytać nawet tego co jest na tablicy, bo to zdumiewające jak wielu uczniów mówi że nie widzi. A jednak gdy się powiększy to widzą i czytają. I to mówią tak nie tylko Ci nie posiadający okularów, ale także Ci którzy je mają. Tak o te oczęta dbają, tak mało telewizji oglądają a jednak coś tutaj szwankuje.

Konsultacje
Pojawiły się dwie nowe uczennice z klasy drugiej. I sobie pogadaliśmy bo ta stała grupa nie chciała Ich zintegrować. I powiedziały coś co mnie uderzyło: ‘Przepraszamy że nie zawsze mamy coś do powiedzenia na lekcjach, ale nasze życia są nudne’.  Strasznie to dołujące było.

Dlaczego uczysz się chińskiego?
Takie pytanie ostatnio usłyszałem. I w sumie…mógłbym to olać, stwierdzić że dobrze jest jak jest, nie uczyć się i też mógłbym tu jakoś funkcjonować. W pełni nie będę tutaj nigdy zintegrowany bo to jest fizycznie niemożliwe, niezależnie od tego jak bardzo mentalnie bym się przestawił. Zawsze już na pierwszy rzut oka będę obcokrajowcem.

Niedziela
Poszedłem w końcu trochę się poruszać, bo biegać pewnie pójdę dopiero w czwartek. Muszę poważnie przemyśleć te wtorkowe poranki bo widać nie jest to dla mnie zdrowe. A może nie tyle chodzi o poranki co o to wahania temperatury? No bo rano jest koło 1-2 a po południu 15-16 (tak jak było dzisiaj), w nocy spada i w dzień znowu rośnie. Strasznie to dziwne.

IMG_1198
Żeby się Teodor nie opatrzył.

Że chodzić cały dzień nie można, a ileż można rozpisywać zajęcia, rozpisałem sobie wycieczkę po Chinach.
Zacząłem najpierw na północy a potem zacząłem zjeżdżać na południe. Skupiłem się na punktach z listy UNESCO i założyłem sobie że Yunnan  i Syczuan to w tym roku za daleko.

IMG_1203
Dentysta. Już drugi.

Wypisałem listę prowincji, z Wikipedii wziąłem nazwy miast, lub miasteczek, i zacząłem sprawdzać jak można się do nich dostać pociągami. Zapewne autobusami byłoby taniej, ale w przypadku pociągów mam większe szanse na znalezienie kogoś kto mówi po angielsku, a to dużo w przypadku takiej samotnej podróży, no i odpada problem z szukaniem przystanków, chociaż to wydaje się być marginalne.

IMG_1208
Skoro wieje strasznie to pora puszczać latawce.

Z powodów trudnych dojazdów musiałem wykreślić kilka parków narodowych z pięknymi widokami. Bo chociaż są piękne to jednak, na dzień dzisiejszy, podróż pociągiem, autobusem a potem jeszcze taksówką nie jest dla mnie czymś zachęcającym.
A skoro już sprawdzałem możliwość dojechania pociągiem sprawdziłem od razu ceny. Po czym trochę je zaokrągliłem w górę, w przypadku pociągów jadących dłuuugo decydowałem się na wagon sypialny.
Mając już ustaloną listę lokacji mogłem ruszyć by poszukać ceny wejściówek, oraz chińskie nazwy miejsc.
Podsumowując:
mam już listę miejsc, czas dojazdu, ceny pociągów i wejściówek. Hotele to, okazuje się, niewielki problem.
Brakuje jeszcze:
konkretnego planu każdego dnia.
Z racji tego że strona agencji handlującej biletami jest po angielsku i w dodatku niezwykle przyjazna za tydzień rozplanuję to sobie godzinowo, żeby wiedzieć ile dni mi to dokładnie zajmie. Na chwilę obecną wychodzi koło 11. Z których 4 spędzę w pociągach.

A Pekin to już w ogóle osobna historia i na samą stolicę rezerwuję sobie 5 dni. Powinno wystarczyć.

Waham się nad Armią Terakotową, bo jest mi tam trochę nie po drodze, ale do ładu dojdę z tym w przyszłym tygodniu.

Leniwe soboty

Gdybym był teraz w Polsce to pewnie ratowałbym galaktykę…A nie, zaraz, już ją uratowałem. No to wędrowałbym po Amalur. Zamiast tego zrobiłem lekcje do połowy kwietnia…Biorąc pod uwagę że Lydia ma jakieś plany na oglądanie filmów, teatrzyki, konkursy śpiewu, robienie gazetki i pamiętnika to chyba mam planowanie lekcji z głowy do końca semestru. A że znalazłem w mieszkaniu książki z drugiego semestru to w ogóle udało mi się podpiąć pod kilka tematów które tam też będą omawiane, więc świetnie.Untitled
Prognoza pogody na najbliższy tydzień.

Z mieszkania wychyliłem się dzisiaj raz. Gdy do drzwi zapukał sąsiad z 501 z karteczką o treści ‘Proszę zobacz czy masz na balkonie czarne damskie spodnie (podpisano ‘sąsiad z 502)’. Sprawdziłem, nie miałem, więc powiedziałem grzecznie ‘mejo’. Pan ze smutną miną pokiwał głową i poszedł do siebie.

Dzisiaj był dzień  na całkowitą regenerację baterii. I wycieczkę po Westeros.
U każdego autora przychodzi kryzys. Musi nadejść moment w którym jego książki nie są aż takie dobre. Dick miał takich książek bez liku (no ale on też pisał kilka rocznie), Pratchett ma na przykład ‘Maskaradę’, chciałem napisać że Murakami ma ‘Opowieść o owcy’, ale potem przypomniało mi się że to opowieść o owcy. A Martin z cyklem ‘Pieśń lodu i ognia’ trzyma poziom, pomimo tego że to już czwarty tom. Już się nie mogę doczekać tego co będzie dalej. I cieszę się niezwykle że wziąłem ze sobą tablet. Taki mały, zupełnie podstawowy, z irytująco działającym ekranem, ale darmowy i działający. W sam raz jako czytnik ebooków.

I jedynka na zakończenie

Coś czuję że smutno będzie mi kończyć te tygodnie. Bo jedynka to świetna klasa i szkoda się z dzieciakami rozstawać.

Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu po międzynarodowe lekarstwo na ból brzucha w postaci coca-coli. Cudowny pomysł biorąc pod uwagę zmęczone gardło.

A że poszedłem do sklepu pod blokiem to zagadała mnie tam taka Pani sprzedający mleko sojowe. No to co mi tam, jak już stoję to niech zrobi. 4 RMB nie moje.

IMG_1179

No może nie jest to idealne tłumaczenie, ale chyba oddaje nastawienie niektórych uczniów. Z dorosłymi uczniami przerabiam przekleństwa.

Dobrze, to tyle z końca to teraz wróćmy na środek.
Z Irene miałem dzisiaj taką rozmowę:

– My teraz tacy zajęci jesteśmy.
– No tak, ale zobaczycie – na studiach będzie już łatwiej.
– A Ty jesteś taki…wolny.
(i przed oczami pojawił mi się tytuł ściągniętej płyty przegrywanej z kasety ‘Prawdziwie wolny’, lub ‘Prawdziwie wolny jestem jedynie wtedy, kiedy równie wolnym są wszyscy ludzie, którzy mnie otaczają’ zespołu Guernica y Luno, pozostało mi się jedynie uśmiechnąć skrywając smutek i powiedzieć)
– To dlatego że robię to co lubię.
– Lubisz uczyć?
– Bardzo, ale to bardzo.
– To ciężki zawód, musisz pracować z różnymi uczniami.
– No tak, ale mam z tego ogromną satysfakcję.

I z takim jednym chłopakiem z klasy 13:
-Jak mam się uczyć angielskiego?
-Najlepiej słuchać, czytać i mówić. Ja w Twoim wieku to głównie słuchałem i czytałem.
– A pisanie? Pisanie jest moim zdaniem równie ważne jak czytanie bo na chińskich egzaminach sprawdza się przede wszystkim czytanie i pisanie.
(i serce krzyczy ‘olej to! Nie ucz się do egzaminów, ucz się do życia, do tego co Ci się przyda, nie do tego czego się od Ciebie oczekuje! Nie gódź się na to!’)
– Ucz się tego co jest dla Ciebie najważniejsze teraz i czego teraz najbardziej potrzebujesz.
(a serce krwawi)

Strasznie smutny rysuje mi się obraz tej szkoły ostatnimi dniami. A przecież to właśnie teraz powinno robić się wesoło, wszystko budzi się do życia, pogoda dopisuje. To pewnie kwestia tej pogody i takiego ponurego tematu jaki wybrałem. Jak zaczniemy rozmawiać o czymś weselszym to na pewno obraz się zmieni.

IMG_1185
Takie małe stoisko w środku sklepu.

A żeby zakończyć pozytywem – mam nową definicję weekendu: gdy budzik w telefonie pokazuje ‘pon. 6:05’

IMG_1184
Wiosna.

Prezent

Dzisiaj postanowiłem udać się do stołówki na obiad. W tym semestrze jestem tam rzadziej, bo więcej staram się jeść w domu. Udało mi się dzisiaj trafić na Shawna:
– Wyglądasz na nieszczęśliwego.
– (starając się uśmiechnąć chociaż oczami) Chory jestem.
– Mam coś dla Ciebie…
– Naprawdę?
– Tylko…przyjmiesz ten prezent?
– Tak…
– Proszę…
(Oliver Twist po chińsku)
– Hahaha…po chińsku, to zajmie mi trochę czasu zanim przeczytam.
– Na pewno, ale masz też to
(podaje Olivera Twista po angielsku)
– Teraz będzie mi dużo łatwiej.
I potem sobie jeszcze chwilę porozmawialiśmy, ale dzisiaj chociaż pozornie nic nie boli to jednak coś nie gra, bo czuję się jakbym odpływał. Na szczęście jeszcze tylko dzisiaj popołudniu i piątek.

Chociaż dopiero czwartek to chcę ten tydzień już oficjalnie  spisać na straty jeżeli chodzi o naukę języka. Książki nie otworzyłem ani razu, ze znaczków nauczyłem się tylko jak jest wschód słońca (słońce nad jedynką) a ze słówek to wiem jak jest strach na wróble. Tragedia.

Mam wrażenie że te zajęcia mają też jakąś formę terapeutyczną. Nie dlatego że jestem, podobno, jedynym nauczycielem który nie krzyczy (a nie krzyczę bo nie wierzę w skuteczność krzyku jako środka motywującego, chociaż pewnie gdybym był piłkarzem Manchesteru United mówiłbym inaczej), ale dlatego:
– Czego się boisz?
– Takich chłopaków jak On! (wskazuje palcem, cała klasa bije brawo). Stroi sobie z nas żarty, patrzy na nas z góry, czuję przez Niego potwornie.
– Okej, okej.

– Czego się boisz?
– Wujostwa. Bo nie pozwalają mi na bardzo wiele rzeczy.

To takie drobnostki, ale chyba czasem łatwiej jest jak się to z siebie wyrzuci.

I po środzie

Gdy boli ciężko jest się skupić, nie tylko na pisaniu ale także na normalnym prowadzeniu zajęć. Całe szczęście to zajęcia z języka mówionego więc nie do mnie należy zadanie w postaci mówienia. Także dzisiaj krótko: zajęcia zaliczone. A żeby nie było że jest negatywnie to pozytyw, bo zawsze należy ich szukać – jutro już czwartek, czyli jeszcze 10 godzin, utrzymałem w żołądku obiad chociaż usilnie walczył o powrót (a nie była to ośmiornica z Oldboy’a), robi się coraz cieplej i czuję się dzisiaj lepiej.

Wiadomo że każdy mężczyzna wyolbrzymia swoje złe samopoczucie, więc za bardzo się nie przejmujcie, poza tym im mniej piszę tym więcej mam czasu na czytanie ‘Uczty dla wron’. (za chiński byś się wziął leniu bo w tym tygodniu książki jeszcze nie otworzyłeś!)

Ach…wyjaśniła się sprawa z klasą ósmą. To nie moja wina. Dwóch uczniów ma te zajęcia całkowicie w nosie i Lydia powiedziała Im że skoro tak to niech idą do dyrektora i Jemu to powiedzą. A reszta klasy jest rozłożona na łopatki także z powodu ich nauczycielki angielskiego. Mówią że jest niechętna do współpracy, a wyniki z egzaminów są poniżej średniej. Zapytali się czy byśmy Im nie pomogli i nie poświęcili części zajęć na przerobienie materiału z ‘normalnej’ książki. Lydia się zgodziła bez pytania, ale rzecz jasna jakbym mógł powiedzieć nie.

Jedną z ważniejszych rad jakie usłyszałem na podyplomówce było ‘nie bierz do siebie braku zaangażowania u uczniów’ bo wiem że nie wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Tylko czasem ciężko odpuścić. Wiele pracy jeszcze przede mną.

IMG_1151
Bardzo wiele…

Wschód o 630

Wcześnie dzisiaj zrobiło się jasno. Czyli trochę oszukałem wczoraj z tym wschodem o 7 i zachodem koło 18. Dzisiaj słoneczko świeciło już grubo przed 7 i były to idealne warunki do biegania. No i ustanowiłem nowy rekord. Budzik zadzwonił o 550 a o 600 już biegłem. Wprawa i praktyka. Biegłem sobie tak wolniutko, machałem do mijających mnie chińskich biegaczy, a Oni odmachiwali. W końcu jeżeli biegasz to jesteś biegaczem niezależnie od szerokości geograficznej. Pan zamiatający ulicę zapytał się mnie skąd jestem, wykrzyczałem że z Polski.

A potem wróciłem do mieszkania, zrobiłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem tabletkę. Może ten bieg nie był ultra rozsądny, ale w gruncie rzeczy jutro już środa, więc za chwilę dwa dni na wygrzanie się w łóżku. Poza tym, to tylko jakaś mała infekcja, nie ma się co spinać. Najwyżej zrobię sobie jeszcze ten piątek wolny. Tak jakbym miał w ogóle parcie by biegać cztery razy w tygodniu.

Wychodząc z budynku, a dzisiaj to już igrałem z ogniem bo wyszedłem później niż zwykle, natrafiłem na kartę z informacją o jakiejś dodatkowej opłacie.  Poprosiłem Lydię żeby się zorientowała co i jak…może chodzi o wymianę tych drzwi frontowych na jakieś fajniejsze? W innych klatkach wymieniali, albo przynajmniej pomalowali, a u nas jajco.

IMG_1121
Po angielsku :)

W ogóle to Lydię dyrekcja szkoły wysłała na badania…i teraz pojawia się pytanie – czy i kiedy mnie wyślą? Bo skoro dyrekcja szkoły wymyśliła sobie że trzeba wszystkich zbadać, w tym nawet osoby nie podlegające szkole to kiedy przyjdzie pora na mnie? A może nie przyjdzie? Wizyta w chińskim szpitalu w celach badawczych byłaby ciekawe. Gdybym w jakiś weekend najzwyczajniej w świecie wszedł do któregoś z tych szpitali i zaczął robić zdjęcia to ciekawe kiedy, i czy w ogóle, by mnie wyprosili?

Jadąc na obiad do domu porozmawiałem z taką przesympatyczną Panią, której w ogóle nie kojarzę, ale porozmawialiśmy sobie o chińskich zwyczajach żywieniowych i o tym że tutaj ucinają sobie krótką drzemkę po obiedzie.

Klasa ósma. Aż mi słów szkoda. Poprosiłem ucznia żeby przeczytał klasie wpis z słownika, a On stwierdził że chce mu się spać. Przeczytać przeczytał bo swoje nad Nim wystałem, ale poczułem się znowu jakbym był w Polsce. Znowu ten brak szacunku i jakoś tak się od razu ciężej robi na sercu. Przygotowanie zajęć to nie jest pięć czy dziesięć minut, tylko trochę serca trzeba w to włożyć, a same zajęcia to też nie jest takie hop siup. Powiedziałem o tym Lydii i powiedziała że jutro się tym zajmie. Pozostaje mi Jej zaufać. Bo bardzo, ale to bardzo szkoda mi tej klasy. Nie tylko z powodu Wendy. To nie są złe dzieciaki, tylko gdzieś motywacja uciekła, a ja bez pomocy sobie nie poradzę.

A teraz o czymś przyjemniejszym bo nie można tak się skupiać na samych negatywach. Chłopak miał za sobą na pewno ciężki tydzień, Jego marzeniem jest grać w NBA i pewnie wolałby grać niż siedzieć na zajęciach w to lutowe popołudnie. I na pewno kiedyś będzie robił świetne dunki (wsadzał piłkę z góry do kosza).

Wracając z Lydią ze szkoły wstąpiliśmy do apteki. Chciałem kupić to chińskie lekarstwo, bo chociaż w moc paracetamolu wierzę to jednak ta chińska medycyna ludowa była cholernie skuteczna do tej pory. Lydia zmusiła mnie wręcz żebym sam zakupił ‘gao mao yao’ (lekarstwo na przeziębienie). No i dostałem bez problemu. Phi…jakbym w poniedziałek sam tego nie powiedział w aptece.
A potem kupiłem owoce. To coś co wygląda jak ziemniak to bardzo wodnisty owoc z Mongolii, a to drugie coś z Tajwanu (18 RMB za pół kilo, prawie jak nerkowce). I bardziej do gustu podszedł mi ten wodnisty ziemniak z Mongolii. Taki zupełnie inny. Chociaż  prawdę mówiąc to mając takie owoce nie dziwię się Czyngis-chanowi że rozpoczął podbój Eurazji.

IMG_1128
Tajwan.

IMG_1131
Mongolia.

Ciekawostka historyczna. Wiecie kiedy Mongołowie najeżdżali Rosję? W zimie. Dlaczego? Bo wtedy zamarzały bagna i mokradła dzięki czemu Mongołowie na konikach mogli sobie pobrykać w Rosji bez najmniejszych problemów.

I po święcie

Co prawda dzisiaj też obudziły mnie petardy, ale jest już jakoś ciszej. Nie  odpalają ich już tak często. Pogoda dopisuje, robi się coraz to przyjemniej. Wiosna pełnym pyskiem, co do tego nie ma wątpliwości.

IMG_1086
'Skazańcy’

Do tej innej szkoły średniej uczniowie wracali dzisiaj i niektórzy to szli jak na ścięcie. Ciągnął się taki korowód nastolatków przez blisko kilometr. Niektórzy obładowani plecakami jak osiołki, a niektórzy mieli ze sobą jedynie woreczek z grzebieniem. Wyglądało to dość ciekawie i tak się zastanawiam na ile ‘moja’ szkoła jest reprezentatywna dla szkół w Chinach.

IMG_1090
Promocja telefonów komórkowych dla uczniów.

Bo jak tak się przyglądałem to było całkiem sporo par trzymających się za ręce, czego w ‘siódemce’ zdecydowanie nie widać. Bardzo dużo uczniów pali papierosy, że nie wspomnę o tym iż sporo z nich wychodzi ze szkoły, podczas gdy w ‘siódemce’ jest to zdecydowana mniejszość.

IMG_1093
Odwiedziłem też nowootwarty sklep w którym znalazłem takie oto piwo.

IMG_1094
i taką oto kawę. W całkiej przystępnej cenie swoją drogą. Na szczęście jeszcze mam zapas sypanej.

Tyle gadam o tym cholernym przesileniu a chyba mnie jakieś choróbsko zaczyna łapać. No tak, ale czego się spodziewać jeżeli świeżo po powrocie zaczyna się biegać z odkrytą głową. Na szczęście są słowniki, mój chiński pozwala mi już powiedzieć ‘Chcę kupić lekarstwo na przeziębienie’, a w ostateczności pokazać wpis ze słownika. Także da się przeżyć.
Fryzjerowi nie umiem powiedzieć żeby ściął z góry, ale leki już kupię. Wstydu nie ma.

IMG_1095
A ten Pan wywozi niespożyte resztki z restauracji w tych wielkich białych wiadrach. Ma taką ładną pompę która Mu to wszystko przepompowuje.

No dobrze, wiosna się zbliża i trzeba będzie dzieciakom opowiedzieć o topieniu marzanny, ale dlaczego w dalszym ciągu jasno robi się o 7 a ciemno o 18? Dlaczego dzień trwa tutaj tak krótko? Pół dnia spędzam przy sztucznym świetle, a jutro czeka mnie godzina praktycznie bez światła. Będę biegał jak kret. O ile krety biegają. Ja w każdym razie będę. Temperatura nie będzie może zbyt wysoka, ale na chwilę obecną wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem niż bieganie w południe. I tej wersji będę się trzymał tak długo jak tylko będzie to możliwe. Bieganie w południe ma jedną zasadniczą wadę – jest wtedy za ciepło. Budzik już nastawiony, także jestem ‘chętny i gotowy’.

IMG_1098
Tym Panom taka pogoda pasuje jak najbardziej.

IMG_1104
Temu Panu też.

A jednak to nie koniec, chyba za punkt honoru obrali sobie wystrzelania całego zapasu fajerwerków i petard. Dobrze że tutaj alarmy w samochodach nie są tak czułe jak w Polsce bo chyba bym zwariował. I wykrakałem…

IMG_1112
Tak w Chinach układa się schody.

IMG_1117
Nie rozumiem, ale przestałem się zastanwiać. Dopóki mogę odczytać dawkowanie to nie narzekam.

Niedziela i przegapione #2

Ferie
Strasznie dużo uczniów uważa że ta przerwa z okazji Święta Wiosny była  delikatnie mówiąc licha i jest z niej niezadowolona. Najczęściej narzekają na nudę bo albo siedzieli cały czas w domu i robili zadania domowe, a rodzice patrzyli ponad ramieniem, albo siedzieli całymi dniami w domu i oglądali telewizję/grali w gry, albo w pierwszym tygodniu chodzili na zajęcia dodatkowe w innej szkole a potem musieli odrabiać zadania domowe z tej.
Są też tacy którzy odpoczęli bo zadań domowych nie robili, stwierdzili wprost że je przepiszą i jak postanowili tak zrobili, a w czasie przerwy grali w gry, chodzili na zakupy, wyjechali gdzieś z rodzicami, albo spotykali się ze znajomymi. Czyli robili wszystko by się zrelaksować. Dla nich ta przerwa była za krótka.

IMG_1031
Gablota ze zdjęciami spod bloku. Czyli zapiski osiągnięć naszych działaczy.

Egzaminy
Taka ciekawostka szkolna z pierwszej ręki od Shawna. Na początku drugiej klasy wybrał sobie dwa przedmioty główne – fizykę i chemię, w związku z czym w połowie marca czekają Go egzaminy z: geografii, biologii, historii, WoS-u i czegoś jeszcze. Do tego czasu ma zajęcia tylko z tych przedmiotów. Żadnego chińskiego, angielskiego czy matmy. Tylko tych pięć przedmiotów żeby się dobrze przygotować. Zapewne chemię lub fizykę wybierze jako przedmiot dodatkowy na gaokao, a reszta przedmiotów najzwyczajniej w świecie się kończy. Jeżeli oznacza to blisko półtorej roku całkowitego skupienia na przedmiotach zdawanych na chińskiej maturze to jest to jakaś masakra.

IMG_1032
Jiawang to nie tylko plac budowy, to także takie miejsca.

Dziadek Mao
Wiecie jak mówią w Chinach na Przewodniczącego Mao? Mao Ye Ye. Czyli Dziadek (ze strony ojca) Mao. A po polsku brzmi Mao je je.
Nawet to pokolenie darzy Go ogromnym szacunkiem.

IMG_1055
Tak puszcza się lampiony.

Niedziela
Zaczęła się od porannej przebieżki. Kilometr więcej to taki malutki krok naprzód. No i znowu bez pulsometru, tym razem nie zapomniałem a najzwyczajniej w świecie nie wziąłem. Jakoś tak wygodniej mi się biega. Nie przygotowuję się do żadnego biegu, nie trenuję na poważnie, więc nie mam powodów by się spinać i martwić wysokim tętnem. Mogę sobie teraz pozwolić na bieganie dla przyjemności. Jakoś tak mi się przyjemniej biega bez rozpisanego planu i rygoru. Zobaczymy jak długo ;)

IMG_1060
A tutaj się siada, zostaje się podłączonym do kroplówki i coś się tam wtacza co bardzo szybko pomaga na grypę.

Wczoraj uderzyła mnie jedna rzecz, że gdybym zgodził się na tę propozycję z jednym dniem wolnego i sześcioma dni pracy, nawet mając pięć poranków w tygodniu wolnych i mając mniej godzin niż obecnie to bym się zajechał. Plułbym sobie w brodę i skreślał tygodnie do końca kontraktu.

IMG_1067
Były fajerwerki.

Impreza w szkole z okazji Święta Latarni ma być tylko dla nauczycieli. To wolę sobie pochodzić po ulicach i posłuchać tych wszystkich petard. Poszedłem się pokulać po ulicach i nawet wstąpiłem do fryzjera obciąć włosy. Obciął po chińsku, co mi się średnio podoba, ale dopóki nie nauczę się mówić jak ma mnie obciąć będę musiał cierpieć.

IMG_1071
Były i lampiony.

A wieczorem ruszyłem pooglądać latarnie, lampiony i ognie sztuczne. Nawet w takim malutkim Jiawang lampiony wypełniły niebo. Nie wiem jeszcze jak wyszły filmy, ale mam nadzieję że da się tam coś zobaczyć.

Przesilenie

Jeden z moich nauczycieli na studiach powiedział że dopiero po przeprowadzce do Polski spotkał się z czymś takim jak osłabienie związane ze zmianą pór roku, bo u siebie w USA nigdy tego nie doświadczył. Ani On, ani Jego znajomi.
Gdyby przyjechał do Chin doświadczyłby tego nie tylko empirycznie ale także widziałby po uczniach. Takiego braku energii nie widziałem chyba jeszcze nigdy. A to początek. Jak tylko zacznie się na dworze robić cieplej, wszystko zakwitnie i wszędzie wokół będą śpiewać ptaszki (czy ja o tym już nie pisałem?) to dopiero będzie katastrofa. I lojalnie o tym swoich uczniów uprzedzam, a Oni tylko kiwają głowami i próbują się rozgadać po angielsku. Topornie Im to idzie, ale kurczę, to jest dopiero pierwszy tydzień, drugie zajęcia, przez 3 tygodnie pewnie słowa po angielsku nie powiedzieli to wiadomo że potrzeba będzie czasu zanim się rozruszają. Zwłaszcza że teraz nie jestem już ‘nowym’.

IMG_0979
Mówiłem że piszą gorzej ode mnie. Niektórzy.

Przepraszali mnie za to swoje ‘lenistwo’ i przepraszali, ale ja to rozumiem doskonale i nie mogę oczekiwać że będą jacyś niesamowicie rozgadani. W końcu jedną nogą są jeszcze w nastrojach wakacyjnych a druga już w natłoku zajęć.

IMG_0984
Tak ładnie dzisiaj zapozował, ale ogon jak u kota – żyje własnym życiem.

Przysłuchiwałem się dzisiaj tym zajęciom ze słuchania. Bardzo podoba mi się teoria, chociaż to tylko 10 minut, ale nie podoba mi się  wykonanie. Dźwięk skacze, raz jest ciszej, a raz głośniej, niektórych głosów nie sposób rozróżnić, a słownictwo jest dla wielu uczniów za trudne, nawet dla tych naprawdę dobrych.

IMG_0985
Ciągle sobie powtarzam że to nie są piżamy.

Dzisiaj mieliśmy zajęcia z dziwnymi noworocznymi tradycjami z całego świata i jest taka jedna w Ameryce południowej. Mianowicie  tam nosi się kolorową bieliznę, na przykład czerwona symbolizuje miłość a żółta bogactwo i nosi się ją by ściągnąć to do siebie. Strasznie dziwne to nie jest (nie tak jak Duńczycy tłukący naczynia sąsiadom) ale z pewnością nietypowe. No i jeden z uczniów się zapytał:
– A czy oni noszą coś jeszcze oprócz tej bielizny?
– No tak.
– Hmm…przypuszczam że to stamtąd pochodzi Superman.
No w sumie całkiem logiczne, facet ciągle nosił czerwone gatki na wierzchu.

IMG_0989
Centrum też może się pochwalić ładnym oświetleniem.

Pora się zbierać bo zostały mi jeszcze jedne zajęcia z klasą numer jeden, a potem pora ruszyć na zakupy. Trzeba w końcu coś do tej codziennej owsianki kupić i jakieś pomidory także by się przydały.

IMG_1001
Mały zakład fryzjerski.

Wieczorny spacer zaliczony, już przed 19 robi się ciemno chociaż jeszcze jest w miarę ciepło. W sam raz do spacerów.  Wieczorami w centrum dopiero zaczyna się życie, za to im dalej od niego tym mniej ludzi. Jedynie przy supermarketach toczy się życie. W końcu tutaj to one są największymi skupiskami ludzkimi i to właśnie wokół nich rozstawiają się malutkie ruchome restauracje. Z jednym wyjątkiem. Jest jedna taka ulica przy której nie ma sklepów, ale jest za to dużo bloków i stoi tam kilka przyczep z jedzeniem.

IMG_1006
Jeszcze w czwartek stał tu budynek.

A jutro najwyższy czas na bieg.