‘20 kilometrów to nawet się nie spocisz’

IMG_2550

Takie słowa przeczytałem rano, więc uznałem że może faktycznie te moje zaplanowane na dzisiaj regeneracyjne 20 to trochę za mało. Regeneracyjne 20 na rowerze brzmi jak niezły dowcip gdy pomyślę o tym co przechodziłem w Polsce i ile wysiłku kosztowało mnie pokonanie tych marnych dwudziestu kilometrów w poniedziałki, wtorki i piątki. Bo w środy było to z reguły 40+ i wolę nawet o tym nie myśleć. No dobrze, a czwartki? Czwartki to była przyjemna regeneracja i wypadało koło 10. Nie wiem która część mojego mózgu odpowiada za ‘wczoraj przejechaliśmy pierwszy raz w życiu ponad 60 kilometrów, jutro chcesz jechać znowu ponad 60, więc dzisiaj zregeneruj się i zrób 35 najlepiej wracając pod wiatr’, ale myślę że to ta która mówi ‘zostały jeszcze 3 trzydziestosekundowe przyśpieszenia więc zapietralalalaj’. Okazjonalnie jej nienawidzę. Zwłaszcza gdy coś mnie boli. Obiecuję sobie wtedy że nigdy już jej nie posłucham, że jest bezmyślna, samolubna i w ogóle nie bierze pod uwagę tego co dla mnie dobre, że mnie niszczy i powinienem ją wygonić. A potem przychodzi rozciąganie, prysznic, ból znika i mówię sobie że nie było znowu tak źle.

IMG_2551
Prawie jak na Śląsku.

Także dzisiaj zrobiłem regeneracyjne 35, chociaż momentami kląłem pod nosem że dałem się podpuścić ‘bo nawet się nie spocisz’. Jak dziecko normalnie, jak dziecko. A jak jeszcze wiatr wiał w twarz to…no cóż…wtedy to kląłem żeby mocniej naciskać te cholerne pedały. Na szczęście meridka nie odpuszczała i razem dojechaliśmy do sklepu rowerowego gdzie wypatrzyłem zestaw łatek do dętek (ha) i smar do łańcucha bo było już go wczoraj słychać, a to oznaka że pora naoliwić (podobno).

IMG_2553

Technikalia rowerowe to dla mnie zupełną nowością, pod tym względem bieganie jest o wiele prostszym sportem, bo jesteśmy w o wiele mniejszym stopniu zależni od sprzętu.  Rower to nie tylko praca nad sobą, ale też praca nad maszyną. Niestety nie sprowadza się to tylko do rozbiegania butów (‘są nowe buty są odciski’) i przyzwyczajenia się do koszulki, spodenek (to już niuanse bo zawsze można sutki zakleić plastrem a uda posypać talkiem), a coś więcej. To nie tylko wybranie odpowiedniej maszyny, ale też dbanie o nią (kilka par butów i wycieranie ich po deszczu, oraz wkładanie herbaty by nie śmierdziały to jednak nie to samo), a niezależnie od tego jak o nią zadbamy to zawsze coś może pójść nie tak (pęknięta dętka to coś więcej niż rozwiązana sznurówka).

IMG_2556

Nigdy nie lubiłem i dalej nie lubię sportów w których dużą rolę odgrywa maszyna, aczkolwiek dzięki meridce powoli się do nich przekonuję. Daleko mi jeszcze do rozpoczęcia prawdziwych treningów na rowerze, ale od czasu do czasu lubię sobie mocniej depnąć gdy mam drogę wolną i daje mi to ogromną frajdę oraz to przyjemne zmęczenie. Na razie jednak takie podróże z miejsca na miejsce wystarczają mi w zupełności, wręcz więcej…są dla mnie czymś zupełnie nowym co chciałem zacząć robić kilka lat temu ale z czym miałem problemy (jak się okazuje właśnie z powodu roweru). Na dysku w Polsce mam katalog z wstępnym opisem tras i sprzętu…także dopiero tutaj, dziesięć tysięcy kilometrów od Domu mogę zacząć robić coś co chciałem zacząć dawno temu…

IMG_2558 IMG_2557

Acha…wykupiłem zapas bobu w sklepie, od teraz sprzedawany jest na słodko w dziale z chłodnym jedzeniem na wagę…

Acha#2 jeżeli dobrze poszukacie, to znajdziecie gdzieś na stronie komentarz od Shawna :)

CoTamSłychaćwChinach
Uczeń z odpowiednika naszego gimnazjum w prowincji Shaanxi wysłał wiadomość do gubernatora prowincji i wyraził swoje głębokie niezadowolenie z powodu regulaminu szkoły który głosi że uczniowie którzy zostaną przyłapani na spaniu w klasie zostaną ukarani grzywną w wysokości 60 RMB. Biuro gubernatora jeszcze nie odpowiedziało.

Niedziela i przegapione #9

Untitled

Szczęśliwy i biedny?
Jak wspominałem na początku tygodnia mieliśmy taką rozrywkę: należało wybrać jedną z dwóch odpowiedzi i uzasadnić. Ciekawiło mnie zwłaszcza pytanie ‘czy wolałbyś być biedny i szczęśliwy czy bogaty ale smutny?’. Pozornie wydaje się dość oczywiste, każdy chce być szczęśliwy, ale w zeszłym roku pojawiło się dość sporo artykułów o transformacji jaka zachodzi w Chinach, a wszystko to za sprawą programu telewizyjnego w którym jedna z uczestniczek stwierdziła że wolałaby ‘płakać w mercedesie niż śmiać się na bagażniku roweru’. Także chciałem się dowiedzieć czy taka zmiana jest już obecna w umysłach tych nastolatków. Nie była. Wszyscy woleliby być szczęśliwi ‘bo co mi po pieniądzach’

Astronauta czy nurek
Kolejne pytanie to ‘wolałbyś być nurkiem czy astronautą?’. Zaskoczyło mnie to że praktycznie nikt nie chciał być astronautą i lecieć w kosmos, zwłaszcza że przecież Chiny mają bardzo prężnie działający program lotów w kosmos. No cóż, nie każdy chciałby zobaczyć ziemię z góry i zrozumieć że tak naprawdę na świecie nie ma granic.

Inne…
Mając wybór ‘rozmawiać ze zwierzętami lub mówić wszystkimi językami świata’ bardzo mało uczniów chciałoby rozmawiać ze zwierzętami, co jest dziwne bo, cytując jednego z uczniów ‘języków mogę się nauczyć, do zwierząt mogę mówić i one mnie zrozumieją, ale nie mogę z nimi rozmawiać.’

Chińskie imię
Nie trzymam Was już dłużej w niepewności. Moje chińskie imię to -英俊 (jinczyn) co oznacza mniej więcej tyle co – przystojny. I od razu przypomina mi się ta wiadomość sprzed kilku dni według której w Arabii Saudyjskiej (bodajże) wyproszono z imprezy pewnego mężczyznę gdyż uznano go za zbyt dobrze wyglądającego co mogłoby źle wpłynąć na obecne tam kobiety.

Włosy i powieki
Poniedziałek:
– A dlaczego masz blond włosy?
– Hmm…to kwestia genetyki. Mama ma blond, tata ma czarne…
– To w Europie ludzie mają włosy w różnych kolorach?
– No tak…czarne, żółte, czerwone, brązowe…
– A oczy?
– No czarne, niebieskie, brązowe, zielone…
– ZIELONE?!
Wtorek:
– Bart, a ile masz powiek?
– Eee…co?
– No powiek…
– Jedną w sumie chyba…
– Bo my mamy dwie.
– Jak to dwie?
– No popatrz.
Faktycznie mają dwie powieki. Co powinno być dla mnie oczywiste, a jednak nie było.

Czy Chińczycy mają brody?
To jedno z haseł jakie ktoś wpisał w wyszukiwarkę i trafił na mojego bloga. Także odpowiadam: tak, Chińczycy mają brody.

Niedziela

IMG_2510
Ten numer mnie prześladował.
Ruszyłem trochę po ósmej. Mniej więcej wiedziałem gdzie mam jechać, miałem ze sobą mapy na tablecie, dwie gruszki i wodę z miodem, byłem więc bardziej niż gotowy na te 30 kilosów w jedną stronę. Ruszyłem znajomą już drogą, wypatrując punktów orientacyjnych, najpierw ogromnego ronda, potem wjazdu na autostradę G3, a potem mostu nad nią. Pojechałem tak jak wydawało mi się że powinienem i wyjechałem w pole. Dosłownie. Zawróciłem i pojechałem drogą równoległą do autostrady. Mapy na tablecie z kiepskim wyświetlaczem są w gruncie rzeczy mało przydatne. Jechałem więc i nagle pojawił się ten oto znak:

IMG_2511

Czyli wjechałem na drogę 303 co bardzo mnie ucieszyło bo wiedziałem że zaprowadzi mnie ona do drogi 104 która to bardzo, ale to bardzo jest mi potrzebna by dostać się do grobowców. Teraz już spokojnie nie musiałem wypatrywać żadnych punktów orientacyjnych bo droga prowadziła mnie cały czasz prosto, aż do jednego rozwidlenia, gdzie instynktownie skręciłem w lewo pamiętając że tak sobie powiedziałem w domu (taa…ale na poprzednim skrzyżowaniu) i wjechałem na ogromną drogę oznaczoną numerem 104 co bardzo mnie ucieszyło bo miałem jechać drogą 104. Co prawda po chwili pojawił się znak że do Xuzhou jeszcze 26 kilometry co wzbudziło mój niepokój bo Xuzhou jest w drugą stroną (tyle z mapy potrafię wyczytać),  ale gdy chciałem zawrócić zobaczyłem majaczące w oddali chińskie wieże.

IMG_2518
'Jesteś na terenie gminy…’

Myśląc że to grobowce podjechałem i tak oto znalazłem się na najprawdziwszym chińskim cmentarzu, takim jaki ujrzycie wpisując w google ‘chiński cmentarz’. Pięknie wyglądał.

IMG_2522

Zbudowany na wzgórzu, wszystkie płyty takie same, różniące się jedynie napisami, a z boku każdego grobu znajdował się numer ułatwiający odnalezienie konkretnego grobu. Taka drobnostka a jakoś w Europie nikt na to nie wpadł.

IMG_2530

Oczywiście biały na chińskim cmentarzu przykuwa uwagę więc od razu ktoś  chciał ze mną porozmawiać, mam wrażenie że im dalej jestem od Jiawang i ludzi mówiących po mandaryńsku tym mniej rozumiem…

Uznałem że ten cmentarz to mogą być grobowce, a mapa kłamała (bo czemu miałaby mówić prawdę) i zawróciłem meridkę w stronę Jiawang. Przejechałem z 3 kilometry i nagle meridka zaczęła wariować, chwiać się z boku na bok i aż mnie ścisnęło w dołku bo wiedziałem co się stało. Zatrzymałem garmina, zsiadłem i…

IMG_2538 IMG_2539

Nie myliłem się, szkło. Wyciągnąłem i nie pozostało mi nic innego jak spacer do najbliższej wioski. Lub dalej, bo nie wiedziałem gdzie znajdę pomoc. W najgorszym wypadku czekałaby mnie kilkugodzinna piesza wycieczka. Ramię w ramię szliśmy z meridką która ewidentnie była smutna, na szczęście nasz spacer miał długość niewiele ponad kilometra gdyż już drugim budynkiem okazał się zakład wulkanizacyjny z przesympatycznym Panem i Panią łupiącą orzechy. Pan zrozumiał od razu o co mi chodzi i zabrał się do roboty, trochę porozmawialiśmy, a gdy Go nie rozumiał to napisał kredą co mówi. Pomogło mi to o tyle że zrozumiał pytanie ‘skąd jesteś?’. Nakleił dwie łatki, jedną na dętkę, drugą na oponę, napompował i puścił w drogę. 5 RMB, a z radością zapłaciłbym więcej bo uratował mi tyłek.

IMG_2541

Ruszyłem w drogę powrotną i teraz już wiem że źle skręciłem. Byłem już 3-4 kilometry od celu a pojechałem w drugą stronę. Dojechałem do grobów nie do grobowców, ale we wtorek spróbuję ponownie (jutro ma padać) i może teraz się uda.

TrzęsienieZiemi
Lu Jinkang, pięćdziesięciolatka straciła we wczorajszym trzęsieniu ziemi swoją siedemnastoletnią córkę . Pięć lat temu straciła syna w wyniku trzęsienia ziemi w Wenchuan. Zawalił się Jej dom, zagrzebując cały dobytek. Została sama z pięcioletnią wnuczką Qing Qing (córką syna, która miała dwa miesiące gdy zginął).
To tylko jedna historia z tysięcy jakie powinny się pojawić. Nie wszystkie będą tak tragiczne, ale każda jedna bez wyjątku będzie smutna i za każdą będą kryły się ludzkie łzy.

001ec949ff5c12dd8a1d0f

Zimno jest gdy…

Tracisz czucie w palcach. To taka definicja którą stworzyłem sobie dwa lata temu biegając przy temperaturze przy której nie powinno się biegać. Rękawiczki z windstopperem® i climwarmem ® i trzy pary polarowych, a gdy wracałem do domu to nie potrafiłem ich ściągnąć, nie wspominając o rozwiązaniu butów. Po chwili zaczynałem czuć jak znowu napływa do nich krew i nie ma co ukrywać zdarzało mi się krzyknąć z bólu. Podobno każdy maratończyk powinien zaprzyjaźnić się z bólem by już nigdy nie być samotnym. Nie życzę jednak nikomu takiego bólu. Z pewnością było coś czego przeżyć nie zamierzałem, ale teraz jest już ze mną i chociaż czasem się rozstajemy to jednak zawsze do siebie wracamy. Bardziej ból do mnie niż ja do niego, ale jednak. Także wrócił dzisiaj gdy poniosło mnie na rower. Wczoraj dałem meridce odpocząć bo wróciłem trochę za późno, padał deszcz i zrobiło się zimno. Czyli trzy bardzo dobre wymówki by nie iść. Dzisiaj było wcześnie, pochmurnie i zimno. Więc trzy idealne powody by się ubrać i pojeździć.
Na kilka wzgórz się wspinałem i lekko nie było, wręcz tragicznie, ale przy zjazdach trochę nadrobiłem. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie to że po 50 minutach praktycznie nie czułem już koniuszków kciuków. A nie po to ewolucja sprawiła że mam je przeciwstawne żebym sobie świadomie ten dar odebrał, więc wróciłem do mieszkania. Po chwili palce się ogrzały, ale gdy krew wróciła do koniuszków gdzieś w gardle zaczął rodzić się znajomy krzyk. Nie tak głośny jak dwa lata temu, ale jednak…nie…jutro biorę palczaste rękawiczki.

IMG_2493

Postanowiłem trochę przebudować Szufladę. Mam nadzieję że stanie się dzięki temu trochę bardziej przejrzysta.

IMG_2498 IMG_2496
W godzinę zrobione.

A w czasie spaceru po Jiawang natrafiłem na starego znajomego który powrócił do sprzedaży tofu na patyku za 1.5 RMB. Tylko teraz jakby stoisko większe, a i On sam jakiś taki weselszy. Może na zimę przenosi się do cieplejszych rejonów Chin i tam pracuje? Na pewno.

IMG_2500

ChińskiePoryRoku
Guyu (谷雨) dosłownie deszcz zbóż. Przypada gdy słońce jest nachylone pod kątem 30 stopni, zazwyczaj między 19 a 21 kwietnia. Wysoka temperatura i duża ilość opadów zwiastuje dobre zbiory. Ta pora roku słynie ze sporych różnic w temperaturze między dniem a nocą, a pogoda zmiany pogody są nieprzewidywalne.

CoTamSłychaćwChinach
W prowincji Syczuan (PANDY!) zanotowano dzisiaj trzęsienie ziemi o mocy 7.0 w skali Richtera. Ilość ofiar śmiertelnych jak i ofiar w ogóle jest jeszcze ustalana. Wiadomo że będą to tysiące.

Czego słuchają nastolatki?

Wczorajsza przejażdżka trwała parę minut ponad godzinę, czyli bardzo niewiele, ale to głównie dlatego że momentami było bardzo wietrznie. Nie lubię tego uczucia gdy naciskam pedały a praktycznie stoję w miejscu. Dlatego też  nie sprężałem się wczoraj, chciałem się odprężyć, zobaczyć trochę inne miejsca a nie stresować się, odbiło się to trochę na prędkości, ale było przyjemnie i to jest najważniejsze. Dzisiaj chyba tak wiać nie będzie, za to temperatura jest niższa, ale to nie jest aż taki problem. Także dzisiaj znowu ruszam przed siebie. A w niedzielę do tych grobowców. Temperatura ma być taka sobie, ale przynajmniej ma być słonecznie a to zawsze lepiej się jedzie gdy słońce świeci.

IMG_2474

Jednym z problemów, przynajmniej dla mnie, związanych z byciem nauczycielem jest szukanie muzyki która podoba się uczniom. Dlaczego to jest problem, przecież mógłbyś puścić im coś co sam lubisz, więc gdzie tu problem? No niestety nie mogę bo sobie z tym nie poradzą, poza tym to dość niszowe i mało popularne, więc  większości by się nie spodobało. Oczywiście mógłbym zignorować aspekt ‘im się nie spodoba’, ale chodzi o to żeby połączyć przyjemne z pożytecznym. Dlatego muszę słuchać Justina Biebera czy Westlife…Początkowo słucham, bo nie odrzucam muzyki z góry, ale potem zaczynam myśleć o czymś innym. To nie jest problem. Problemem jest dla mnie wyszukiwanie tego czego dzieciaki słuchają. Znaleźć dla Nich coś interesującego wcale nie jest tak łatwo, bo jak się okazało parokrotnie mamy dość odmienny gust muzyczny. To w dalszym ciągu tylko część problemu. Dalsza część pojawia się gdy słyszę pytanie ‘A mogłabym prosić o nazwy jakichś zespołów/piosenkarzy?’…i w głowie pojawia się pustka…czasem taka izolacja od popkultury wcale nie jest dobra. Także czasem w googlach szukam informacji o anglojęzycznej muzyce popularnej, to jedna z najtrudniejszych rzeczy związanych z przygotowywaniem zajęć jakie robię.

IMG_2476

Nagle zrobiło się zimno. Zaczął padać deszcz, a tutaj nie ma co liczyć na ciepły letni deszcz, zawsze gdy nadchodzi woda z nieba to robi się zimno. Na deszcz nie będę narzekać, na zimno też nie. Powiem tylko tyle że nie poszedłem dzisiaj na rower właśnie z powodu tej pogody. Nie chcę się męczyć. Rower to przede wszystkim przyjemność a nie użeranie się z pogodą. Dlatego też nie planuję jutro podbijać grobowców tylko odkładam to na niedzielę. Mógłbym odłożyć na poniedziałek bo Lydia powiedziała że nie muszę przychodzić, ale przyzwoitość nakazuje mi przynajmniej się zameldować.

IMG_2478

Przygotowania do konkursu idą pełną parą, została do niego jeszcze zaimplantowana Tina, czyli nowa nauczycielka angielskiego, która ma większe parcie na to wszystko niż Lydia. Wszystko chce mieć rozpisane co do minuty, dopracowane, dopięte. Zupełna odmiana. Bardzo fajne profesjonalne podejście. Zdecydowanie zbyt profesjonalne jak na nasze możliwości, ale bardzo fajnie w końcu współpracować z kimś kto podchodzi do czegoś poważnie a nie zostawia kluczy w pomieszczeniu z otwartym ogniem i drzwiami w dniu kiedy wiatr wieje przez świat.

IMG_2479

Interwały

Wyszedłem i od razu uderzył mnie w twarz wiatr. Jestem odrodzonym deszczem, więc z wodą sobie radzę, na słońce mam swoje sposoby, ale wiatr…z wiatrem nikt sobie nie umie dobrze radzić. Dostajemy coraz to nowsze materiały firmowane coraz to bardziej wymyślnymi nazwami, firmy tworzą coraz to bardziej cudaczne reklamy których jedynym celem jest przekonanie nas że oto powstał rewelacyjny produkt który jako pierwszy i jedyny do tej pory obroni nas przed wiatrem. A potem wychodzimy biegać i nie możemy złapać oddechu, o przepraszam, możemy i to bez problemu bo wiatr nawiewa nam tyle powietrza do ust że się krztusimy. Wszystkie te cuda techniki są psu na budę jeżeli nie potrafimy oddychać a gdy wiatr zaczyna wiać z boku to walczymy o utrzymanie równowagi. W takich warunkach nie da się nie biegać komfortowo, że o trenowaniu nie wspomnę. Także dzisiaj postanowiłem trochę spuścić z tonu i zamiast się użerać z tempem zrobić 20 zamiast 15, za to trochę wolniej. Pobawiłem się trochę z przerwami, czasem były krótsze niż te ‘wymagane’ 30 sekund i myślę że za tydzień jak przyjdzie pora na 30 sekund glorii i chwały i 15 sekund lenistwa to sobie poradzę. Grunt to nie szaleć. Było dzisiaj wolniej niż tydzień temu i przez to mniej męcząco. 6 tygodni gdy zaczynałem te interwały drżałem na myśl o tym 30/30, a teraz już się nie mogę doczekać 30/15, czyli jest dobrze. Czuję się szybszy, bardziej wytrzymały no i coraz lepiej znoszę te 30 sekund glorii i chwały.  Dzisiaj było to 20, za tydzień będzie już 25, ale czasowo powinno wyjść tak samo. Jestem z siebie bardzo zadowolony zwłaszcza że zauważyłem poprawę techniki biegu, mam nadzieję że będzie miało to przełożenie na dłuższe dystanse jeżeli kiedyś znowu będę mieć czas by się za nie zabrać.

IMG_2456

Po interwałkach wróciłem do szkoły i wpadłem na wychowawczynię klasy 14, zapytałem się Jej czy słyszała o tych grobowcach do których chce pojechać w niedzielę  (przełożyłem z soboty, bo pogoda ma być laciata, a to jednak ma być przyjemność a nie walka), ale nie słyszała. Zapytała więc innego nauczyciela, który mniej więcej wiedział o jakie miejsce mi chodzi, ale o samych grobowcach nie słyszał. Istnieje więc całkiem spore prawdopodobieństwo że te grobowce to jakiś wymysł map google. A może te grobowce istnieją, ale nie są w żaden sposób oznakowane ani dostępne, dlatego nikt o nich nie wie? Zdjęcia z satelity wiele nie wyjaśniają, pokazują jedynie las, co też w sumie powinno być ciekawe. Daleko nie ma, więc  pojechać pojadę na pewno.

IMG_2461

Znalazłem też w okolicy muzeum jadeitowych zamek, ale ponownie – mapy google, więc nie jestem pewien czy takie muzeum w ogóle istnieje, mogę jedynie mieć nadzieję. Spróbuję się kiedyś do niego dostać, czasu w przyszłym tygodniu będę mieć pod dostatkiem bo dowiedziałem się że weekend mamy wolny. Tylko następuje pytanie kiedy będziemy odrabiać ten poniedziałek i wtorek, a może nie będziemy? To byłoby najlepsze dla mnie, ale na to chyba nie ma co liczyć.

Jeszcze lepiej…okazuje się że  nie muszę przychodzić ani w poniedziałek ani we wtorek bo dyrektor chce żeby uczniowie lepiej się przygotowali do egzaminów i nie chce żeby w ogóle mieli jakiekolwiek zajęcia, mają zajęcia ze mną poświęcić na powtarzanie. Nie, to nie jest miejsce dla mnie. Nie powinienem wybrzydzać że mam tyle wolnego, ale mi to nie do końca odpowiada. Za bardzo się rozleniwiam.

Za oknem wiatr, ale dzisiaj i tak mam w planach tylko odprężającą przejażdżkę.

Mój chiński nie jest tragiczny

Przykulali się w trakcie przerwy uczniowi i…taki dialog:
– Gdzie jest Lydia?
– Nie wiem.
– A co ty wiesz? (po chińsku)
– Całkiem sporo (po angielsku)
– Przepraszam…(po angielsku)
‘Nie możesz być dla nich surowy, musisz ich czasem rozbawić’ jak to powiedziała Lydia.
Ale z drugiej strony taki dialog:
– Nauczyciele tutaj są tacy zmęczeni.
– Nauczyciele wszędzie są zmęczeni. Pracujemy kilkanaście godzin w szkole i kilkanaście godzin w domu.
– W domu?! Nauczyciele pracują w domu?!
– No tak…przygotowujesz lekcje w domu, sprawdzasz zadania domowe, przygotowujesz sprawdziany, liczysz obecności i robisz setki innych drobnych rzeczy…
– Ach…dużo nauczycieli tutaj też nosi zadania domowe do domu i tam je sprawdza.
Także czego ja mam oczekiwać od przyszłej nauczycielki która nie wie że nauczyciele pracują w domu…

IMG_2441

Na obiad poszedłem do czwórki, gdzie fasola z tofu wyszła mnie 6 RMB, czyli bardzo drogo jak na standardy stołówkowe. W dodatku i tofu i fasola były przypalone, więc od przyszłego tygodnia będę jeść w jedynce. Jutro i w piątek jem w domu. Ha.

Dzisiaj dzień przerwy od rowerowania, a wczoraj wieczorem to była jakaś kompletna masakra wiatrowa. Naciskasz pedały, niby jedziesz a czujesz jakbyś stał w miejscu, momentami tak wiało że miałem wrażenie że się przewrócę. Dojechałem do mieszkania i to jest najważniejsze. Plany na weekend trochę się zmieniają bo w gruncie rzeczy nie wiadomo kiedy będzie wolne, a kiedy trzeba będzie pracować, no i prognozy są takie sobie, chociaż akurat takie 15-16 stopni w sobotę to całkiem przyzwoite by nie oszaleć oby tylko nie wiało. W niedzielę ma być już cieplej, ale znowu nie wiadomo czy nie będzie za ciepło, lepiej więc wziąć trochę więcej ubrań niż się męczyć i pocić nad wyraz. Nie mam pojęcia czy uda mi się dotrzeć do tych grobowców, zwłaszcza że na zdjęciach z satelity nie wygląda to za ciekawie. Prawdę mówiąc zdjęcia z satelity w ogóle niczego nie pokazują w tamtym miejscu, ale dopóki nie pojadę to się nie dowiem. Dojazd za to wydaje się być całkiem prosty, jechać dalej tak jak jechałem w poniedziałek. Na wszelki wypadek mam już zapisane zdjęcia map, więc będę się nimi w razie potrzeby wspomagał. Oczywiście w dwóch językach, żeby w razie potrzeby zapytać kogoś po chińsku. Także myślę że sobie poradzę. Innego wyjścia w sumie to nie ma.

IMG_2444
Parking rowerów. Jeden z trzech.

W klasie trzeciej obejrzeliśmy sobie film i całą lekcję spędziłem rozmawiając z Jokerem swoim łamanym chińskim i jego szczątkowym angielskim. Fajnie tak zdać sobie sprawę że jednak z tą moją nauką nie jest tak źle jakby mi się wydawało. Myślałem że po takim czasie będzie dużo lepiej, ale że z czasem wyszło jak wyszło to i tak jest całkiem dobrze. A teraz siedzę na konsultacja bo dzieciaki chcą poćwiczyć scenkę a asystentka, która przyjść miała nie przyszła.

IMG_2445
Brama, jedna z dwóch.

Boston Marathon

To chyba jedno z marzeń każdego maratończyka. Nawet jeżeli nie polecieć i wziąć udział, bo to jednak olbrzymie koszty, to żeby się przynajmniej zakwalifikować, bo to już jest samo w sobie osiągnięciem. Z całą historią o tym jak pokonała go po raz pierwszy kobieta, najszybszy maraton, chociaż bez rekordu bo nie ma atestu, miejsce pełne historii, no i bieg w którym kiedy tylko ma okazje startuje Murakami. Rok rocznie przyciąga około pół miliona widzów, czyli jest naprawdę ogromnym wydarzeniem sportowym. I mam nadzieję że organizatorzy nie przestraszą się i nie wycofają się z organizacji biegu.

IMG_2419

Wstałem o 530 i słońce już świeciło, szybkie śniadanie i razem z meridką ruszyliśmy na przejażdżkę. Tak koło godziny, w sam raz by się poruszać z samego rana.  Jeszcze taki poranny chłodek, ale koło 7 już zaczęło grzać. Dawno już nic nie dawało mi tyle radości co teraz jazda na meridce. To nie tylko jakby znaleźć odpowiedni rower, to coś znacznie więcej, jakby przedłużenie mnie samego. Nigdy nie byłem fanem sportów w których maszyna odgrywa znaczącą rolę, więc odpadały dla mnie z miejsca wszystkie sporty motorowe, oraz właśnie jazda na rowerze. Dwa lata temu wysupłałem zaskórniaki i kupiłem wydawałoby się porządny rower trekkingowy, ale nawet jazda na nim nie sprawiała mi przyjemności. Wiele na nim przejechałem, ale często wiązało się to z potwornym zmęczeniem, czy bólem kolan. A teraz nic…wychodzę po pracy, jadę przed siebie, wracam, wychodzę znowu i dalej jadę a przy tym nie padam ze zmęczenia, kolana mi nie dokuczają i mogę odkrywać zakątki Jiawang. Nie miałem takiej radości w sobie od czasów gdy zacząłem biegać. Tylko bieganie zawsze mnie męczyło, niezależnie od tego ile trenowałem, zawsze byłem zmęczony po biegu czasem było to przyjemne zmęczenie, a czasem takie jak po interwałach czyli okropne, ale było zawsze. Nawet gdy biegałem z naprawdę niskim tętnem. Na meridce nie odczuwam tego ani trochę. Znaczy…trochę mnie tyłek boli, ale to zrozumiałe bo przecież mój Srebrny Surfer ma bardzo miękkie i szerokie siodełko, a meridka wąskie i nie tak twarde, poza tym spędzam na nim bardzo dużo czasu ostatnio.  A dzisiaj po szkole ruszam dalej, nie wiem jeszcze gdzie, ale coś się na pewno ciekawego znajdzie, tylko tym razem wezmę ze sobą jakąś bluzę.

IMG_2421
Dwa te same obiady z rzędu. Pora na zmianę stołówki.

Pogoda jest dzisiaj potworna…strasznie ciepło, dzieciaki w klasach wręcz się topią z gorąco, a to przecież ciągle nie jest lato. Tylko dlaczego siedzą w bluzach i kurtkach to nie rozumiem. Uruchamiają wiatraki zamiast ściągnąć bluzy…chociaż może nie mają nic innego? Do domu jadą raz na 3 tygodnie więc może nie dostali ostatnio niczego cieńszego i muszą się teraz męczyć? Mówić chyba nie muszę że Im się nie chce, zresztą komu się chce w taką pogodę. A za tydzień te egzaminy i ciągle nie wiadomo kiedy mamy wolne, ale chyba się do tego przyzwyczajam po mało. W Chinach wszystko po prostu się dzieje.

IMG_2427
Chińskie BHP.

CoTamSłychaćwChinach
Straty przemysłu drobiowego sięgają już dziesięciu miliardów RMB. Przykładowo cena kilograma kurczaka odmiany Huangyu (czyli klasy wyższej) spadła z 16RMB do 4RMB. Praktycznie do zera spadła sprzedaż gołębi. Rośnie za to sprzedaż wołowiny i ryb. No to by było na tyle jeżeli chodzi o jajecznice w najbliższych miesiącach.

Wolałbyś…

IMG_2337
Wszystko jest w głowie.

Od dzisiaj mamy na zajęciach temat ‘Czy wolałbyś…’ i dwa wyboru. Tak żeby dzieciaki mogły sobie porozmawiać nie tylko o standardowych tematach, ale także o czymś bardziej abstrakcyjnym. W końcu nie zawsze w życiu będziemy rozmawiać o sytuacjach prostych, czasem trzeba poruszyć temat mniej realny. Poza tym temat ten pozwala na taką dowolność że można zapytać się zarówno o ‘Czy wolałbyś walczyć z jedną kaczką wielkości konia czy stoma końmi wielkości kaczki?’ jak i ‘Czy wolałbyś być biedny i szczęśliwy czy bogaty ale smutny?’. Oczywiście każdą odpowiedź należy uzasadnić. Mam takich pytań kilkanaście, niektóre bardziej, inne mniej sensowne. Dużo takich zabawnych bo to ma być ćwiczenie zamaskowane zabawą i dzieciaki mają się przy tym pośmiać.
Jedno z moich ulubionych to ‘Czy wolałbyś być niewidzialny czy umieć latać?’ i taką jedną odpowiedzią chciałbym się podzielić bo mnie bardzo poruszyła:
– Wolałabym latać bo jakbym była niewidzialna to moi rodzice mogliby mnie nie widzieć i byłabym przez to bardzo smutna.

IMG_2340
A na obiad poszedłem do trójki, gdzie standardowo wziąłem sobie tofu, ale tyle to się możecie ze zdjęcie domyślić.

Temperatura jest dzisiaj paskudna. Ponad 30 stopni na plusie a dzieciaki siedzą w kurtkach…Co prawda mówią ze ciepło, ale kurtek nie zdejmą. 30 stopni na plusie a mamy połowę kwietnia…jeżeli to się utrzyma to ja zwariuję. O ile 30 stopni mogę wytrzymać tak jak przygrzeje te 35 i więcej to dostanę szału z gorąca.

W klasie drugiej dziewczyny przygotowały scenkę komiczną z wykorzystaniem muzyki, nie mam pojęcia jak wyszło nagranie, ale na żywo sprawiły się świetnie. Mnóstwo śmiechu, fajna gra i sensownie połączone muzyką, w porównaniu do klasy siódmej niebo a ziemia, w dodatku same tę scenkę napisały. A to już w ogóle ogromny, ogromny plus. Postaram się to dzisiaj wrzucić na youtube’a żebyście mogli sobie pooglądać jak to wyglądało.

‘Wolałbyś  mówić płynnie wszystkimi językami na świecie, czy rozmawiać ze zwierzętami?’ I tylko jeden uczeń jak na razie powiedział ‘zwierzęta’ co bardzo mnie smuci. Bo nauczyć się języka zawsze można, chociaż chiński to momentami tragedia, a rozmawiać ze zwierzętami to już trochę trudniej. Oczywiście One nas rozumieją i my Je też, ale wielu rzeczy przekazać nie potrafimy.

Wieczorem jeszcze ruszam na przejażdżkę po Jiawang, mam taki upatrzony kierunek, ale czy tam pojadę to się okaże. Znalazłem na mapie kolejne grobowce dynastii Han i to całkiem niedaleko, w sam raz na weekendowy wypad, kwestia tego że mam tylko mgliste pojęcie co do kierunku w którym mam jechać, także dzisiaj spróbuję.

Dzieciaki z klasy pierwszej nadały mi dziś chińskie imię…ale o tym dopiero w niedzielę bo muszę się nad nim porządnie zastanowić.

IMG_2349

'A dlaczego robisz zdjęcia niepozornych skrzyżowań!?’
'Żeby w razie potrzeby zapytać się gdzie ono jest’

No i pojechałem, nawet zauważyłem wjazd na autostradę i tę pagodę.

IMG_2356
'Hej, coś tam jest w oddali, może warto pojechać?’

Nie mam pojęcia czy to jest ta która pojawia się na zdjęciach reklamujących Jiawang, ale kurczę…ile ich może być w końcu. Przejechałem te nieszczęsne G3 i dojechałem…tak naprawdę to nie wiem bo jeszcze nie spojrzałem na mapę.

IMG_2379
Po co komu statyw gdy ma Meridkę

Zdumiało mnie to że okolica tej pagody jest praktycznie opuszczona, znaczy siedziało tam trzech Panów strażników i jakieś pojedyncze osoby spacerowały ale budynki są niewykończone i to część od dość dawna jest niewykończona a część dopiero jest budowana. Oczywiście musiałem wspiąć się na sam szczyt i tylko wydawało się że to wysoko. Widok bardzo uspokajający. Chciałem pojechać trochę dalej ale zdałem sobie sprawę że w gruncie rzeczy zaraz zrobi się ciemno i już robi się zimno a wyjechałem w krótkim rękawku i nie wziąłem niczego na grzbiet. Także za mostkiem nad autostradą zawróciłem w stronę Jiawang.

IMG_2387
Meridka też chciała zapozować.

Niedziela i przegapione #8

Untitled

Kocham swój kraj
Chociaż czasem mnie wkurza. Takie oto zdanie usłyszałem od jednego z uczniów. Powiedział to patrząc w stronę swoich rozbrykanych kolegów z klasy.

Zulu
Czytamy ‘culu’, czyli ‘niegrzeczny’, ‘chamski’. ‘Ni szy culu’ – ‘Jesteś niegrzeczny’. I od razu dzieciaki mają banan na twarzy krzycząc ‘Ło bu szy culu!’ – ‘Nie jestem niegrzeczny!’. Nawet biorąc pod uwagę kiepską jakość tego kursu chińskiego (od tygodnia nie pojawiła się żadna nowa lekcja, nie wspominając o tym że nie dostałem jeszcze oceny za moją ‘kaligrafię’) to czegoś się uczę.

Czosnek
W czasie lekcji z reklamami pokazywałem reklamę McDonald’s w której byłą krowa zrobiona z ziemniaka, pora, marchewek i papryki. Napis na dole głosił że od teraz sprzedają także wegetariańskie burgery. Pokazuję tego pora i mówię że to por, a uczniowie w klasie ósmej mówią ze to czosnek. Nawet podali mi dwa ząbki czosnku i tych dwóch prowodyrów do obijania się podpuszcza mnie żebym spróbował. Heh…chiński czosnek. Dałem jednemu jeden ząbek, sam wziąłem drugi i powiedziałem że zjem jak On zje. Zjadł, więc musiałem słowa dotrzymać. A że to chiński czosnek czyli praktycznie bez smaku zjadłem go z uśmiechem na twarzy. Dzieciaki były zaskoczone, ale dzięki temu lekcja przebiegła płynnie.

Czołg
W sobotę jeżdżąc po Jiawang pojechałem sobie wzdłuż torów kolejowych i co ujrzałem? Czołg. Najprawdziwszy w świecie chiński czołg z chińskimi żołnierzami w środku (wiem bo dwa łebki wystawały). Tak sobie stałem i przyglądałem się, wiedząc żeby pod żadnym pozorem nie wyciągać aparatu…chociaż w teorii mógłbym Im spokojnie uciec na rowerze. No przecież czołgiem by za mną nie ruszyli, prawda? Tak stałem i się przyglądałem po czym jeden z Panów (wyższy rangą sądząc po pagonach) zawołał ‘Hello’ i pomachał rękami w kierunku odwrotnym od tego z którego przyjechałem, czyli ‘Jedź dalej, nie ma tu nic do oglądania’. No to sobie pojechałem.
Wracając z zakupionym kaskiem natrafiłem na ciężarówkę pełną umundurowanych żołnierzy. I to nie tak umundurowanych jak zawsze, tylko dość porządnie, ciężarówka zawiozła Ich do czołgu, a kolejni żołnierze zamykali już ulicę. Tym razem nawet się nie zatrzymałem. To teraz największa armia świata pójdzie straszyć Koreę manewrami ;)

Znajomy sprzed roku
Jeżdżąc w sobotę po Jiawang i okolicy zatrzymałem się pareset metrów od centrum żeby zjeść gruszkę i tak sobie ją wcinam patrząc na drogę gdy nagle słyszę ‘Hello!’ spoglądam…a tam na elektrycznym rowerze jedzie Pan sprzedający kiełbaski na głównej ulicy. Znaczy…przestał je sprzedawać w drugim tygodniu mojej bytności w Jiawang i od tamtej pory zastanawiałem się co się z Nim stało. Miałem podejrzenia, jak widać słuszne, że się dorobił na sprzedawaniu tego grillowanego tofu za 1,5 RMB i grillowanych kiełbasek za 3 RMB i postanowił się przebranżowić. Wyglądał bardzo porządnie, o wiele schludniej niż gdy przygotował kiełbaski, w związku z czym przypuszczam że przebranżowienie się Mu służy. Wypada się tylko cieszyć.

Niedziela…

IMG_2319
Dzisiaj było mniej ludzi niż ostatnio, ale to chyba dlatego że informacja pojawiła się tak nagle i niespodziewanie, chyba tylko KMWTW (Kto Miał Wiedzieć Ten Wiedział). Start miał być o 10, no to koło 9 się wykulałem na linię startu. Przesympatyczny Pan Organizator poprosił mnie żebym się zarejestrował ponownie (potwierdzenie udziału w dniu startu, fajnie). Stanąłem na starcie, ale okazało się że przypiąłem chipa w złym miejscu. Po chwili pojawił się ktoś z nożyczkami i chip został płynnie zamontowany w miejscu odpowiednim. A potem tylko 3…2…1 i ruszyli. Pod wiatr. Na Boga kochanego, pod taki wiatr że pedałowałem a czułem jakbym stał w miejscu, oczywiście ludzie w śmiech bo zostałem dobrych kilkaset metrów za całą resztą, no ale co ja się będę pchać do przodu jak wiem że takieto tempa nie wytrzymam.

IMG_2306

Peleton oddalał się coraz bardziej, ale gdzieś tak na drugim kilometrze Pan z samochodu zamykającego wyścig wyprzedził mnie i mogłem się w końcu schować. Jakby nie On to równie dobrze mógłbym rower prowadzić. Wiatr nie tylko mnie dawał się we znaki bo tak jak w poprzedniej edycji najlepsi mijali mnie gdy byłem dopiero na górce prowadzącej do jeziora tak tym razem nie widziałem ich ani razu. Nad jeziorem wiało tak absurdalnie że myślałem że mnie zdmuchnie z drogi, na szczęście wracając było już dużo lepiej. Wiatr dalej wiał, ale już nie tak silny no i teraz jechałem z nim, a nie przeciwko niemu. Mniej ludzi  oznaczało mniej ludzi na moim, lub zbliżonym, poziomie więc kulałem się w ogonie a i tak na metę przyjechałem szybciej niż w poprzedniej edycji.

IMG_2308

Poziom się podniósł po prostu. Oczywiście, tak jak poprzednio dopingowano co było świetne, widać że takich imprez tutaj brakuje. Bardzo podoba mi się organizacja, bo chociaż tylko jedna osoba mówiła po angielsku to jednak nie miałem problemów z zarejestrowaniem się ani wzięciem udziału. Meridka pokonała swój pierwszy wyścig i spisała się na medal.  Prawdę mówiąc myślałem że będzie dużo gorzej w końcu ostatnich kilka dni to dość niespotykane jak na mnie dystanse na rowerze i to w całkiem porządnym jak na mnie tempie, a tutaj takie coś. Czyli jest dobrze.

IMG_2305

Czytając dzisiaj wiadomości o zakazaniu handlu żywym drobiem w Peknie trafiłem na takie zdanie: ‘. Racing pigeon hobbyists have been ordered to cage their birds(…)’ I znowu poczułem się jak w Polsce. Według wikipedii na Tajwanie odbywa się najwięcej wyścigów gołębi a nagrody sięgają setek milionów złotych (postanowiłem oszczędzić Wam szukania przelicznika), co jest wręcz niebywałe. Przypuszczam że teraz są nieźle przerażeni.

Wies

Wieś…wszędzie pachnie tak samo. To parafraza jednego z moich ulubionych cytatów ‘War, war never changes’. Jest w tym bardzo wiele prawdy. Ruszając na dzisiejszą poranną przejażdżkę miałem w planach pojechanie w lewo.

IMG_2250
Wieś, a gdzieś na poboczu ubikacja.

Także pojechałem. Zajęło to trochę czasu, ale jadąc tak przed siebie czułem wszechobecny zapach nawozu a gdzie nie spojrzałem widziałem pola. ‘Małe miasto’ okazuje się być tak małe że wystarczy przejechać w dowolnym kierunku 3-4 kilometry by dotrzeć do pól. No niech już będzie. Czy chińska wieś różni się czymś od wsi polskiej? Z punktu widzenia rowerzysty wolę chińskie wsie bo mają lepsze drogi, ale patrząc  trochę inaczej to nie za bardzo.

IMG_2282

Wszędzie pracują ludzie i to dość ciężko, największa różnica jest taka że na polach w okolicy Jiawang nie ma zbyt wielu maszyn rolniczych, widziałem chyba jeden czy dwa traktory, jeden kombajn, ale nic więcej…a może po prostu tutaj uprawia się coś innego? Czemu by nie. To co uderza to pustka…znaczy są budynki po jednej stronie, a po drugiej pola, ale nagle okazuje się że jednak w Chinach nie na każdym rogu można kupić jedzenie, bo można je kupić co parę kilometrów w sklepie, ale to logiczne skoro większość osób przebywa w mieście, to towar będziemy chcieli dostarczyć do niego właśnie.

IMG_2285
Czasem warto zejść z ubitej ścieżki.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest to taka pustka, w której gdzie można jechać, jechać i nie widać żywego ducha, to taka chińska pustka czyli widzimy tylko parę osób, a nie parędziesiąt.

IMG_2252

Obiad domowej roboty.

Wczoraj, po drugiej stronie ulicy, postawiono taki olbrzymi billboard z reklamą drugiej edycji wyścigu MTB do jeziora Dugong. No dobrze, postawić postawili, ale co z tego skoro  byłem umówiony z Damonem. Także po powrocie do domu zadzwoniłem by jeszcze raz upewnić się że wszystko w porządku, ale okazało się że Damon odniósł wczoraj kontuzję w czasie meczu z kumplami i nie czuje się najlepiej. No to szybka zmiana planów i powiedziałem że w takim razie przekładamy to do 25 kwietnia. A dlaczego 25? Bo 25 i 26 mam wolny, a okazuje się że dzieciaki wracają do szkoły dopiero 28 (nie chcę tego nawet komentować skoro 29 zaczynają się trzy dni wolnego), więc mam całkiem sporo czasu. Damon będzie mieć  czas żeby się wy kurować, a raczej jego kolano będzie miało czas.

IMG_2273 IMG_2277
Z widokiem na wyspę i widokiem na ląd.

Także wyruszyłem na kolejną przejażdżkę  bo zauważyłem jezioro z jakąś wysepką i postanowiłem je sprawdzić. Okazało się że to staw rybny, oraz górka z drugą górkę na samym środku stawu. Zarośnięte chaszczami, ale wbrew pozorom w ogóle nie zasyfione, jedynie zarośnięte. Aż dziwne że takie miejsce stoi puste i jakby zapomniane. A potem przyszło mi wrócić i jakoś tak mnie rower zaprowadził do biura zawodów, więc postanowiłem się zapisać.

IMG_2262
Dzisiaj meridka była nieśmiała i się schowała.

Okazało się że miałem się zapisać wcześniej, ale to nie był problem, miałem mieć numer ubezpieczenia, ale za 15RMB wykupiono mi je na miejscu, oraz miałem podać numer paszportu, ale że do domu miałem 5 minut to podjechałem, zapłaciłem 100RMB kaucji za chipa i dostałem torbę z: planem całego weekendu, bidonem, napojem z orzechów włoskich, numery startowe, oraz chipa. Numery i chip zamontowane, także jutro ruszam do akcji. Wyścig rozpoczyna się o 10. To będzie pierwszy wyścig Meridki, mam nadzieję że sobie poradzi w debiucie.

IMG_2297
Wiadomo :)
A skoro wyścig to trzeba też w końcu zaopatrzyć się w kask, podjechałem do ‘swojego’ sklepu rowerowego, przywitałem się, podszedłem do kasków, Pan Sprzedawca proponuje mi taki jeden za 350RMB:
– Za drogi.
– Za drogi?
-Tak.
– Za 100?
– 100…100…100! Tak!
-Wybieraj
Taka drobnostka a duma mnie aż rozpiera.

IMG_2289