Metka przybita

Od teraz policja jest już świadoma mojego pobytu w Jiawang. Trwało to wyjątkowo długo, ale zakończyło się bardzo przyjemnie bo Pan Policjant podał mi swój numer telefonu, oraz QQ i będziemy sobie mogli kiedyś porozmawiać.

IMG_0840
A Ty znasz swojego dzielnicowego? Masz do niego numer telefonu i gg?

 

Kiedyś…Wiem też że pochodzi z Dongbei, czyli trzech prowincji na północnym wschodzie Chin. I teraz taka ciekawostka, pomimo tego że temperatury z tamtych regionów mogą przerażać to jednak zimy są tam o wiele milsze do przeżycia bo we wszystkich budynkach jest zamontowane ogrzewanie, a nie marna klimatyzacja. Czyli życie sprowadza się do szybkiego poruszania się między budynkami. Ta zima była jedną z najdziwniejszych w historii Chin jeżeli chodzi o pogodę, na północy zima była wyjątkowo łagodna (więc nie mogli, jak zawsze, zostawiać mięsa na balkonie), a na południu wyjątkowo ostra (więc musieli radzić sobie ze śniegiem).

IMG_0812
A to jest nocne posłanie Teodora. Przynajmniej ma michę. A nawet trzy. Tylko w pewnym momencie to pudełko będzie dla niego za małe.

No właśnie, śniegiem. Prognozy na dziś i na jutro zapowiadały śnieg, lub co najmniej deszcz. Nic z tego. Faktycznie zrobiło się zimniej, niesamowicie wietrznie (tak ma być podobno przez całą wiosnę, więc czapka na głowie pozostaje), ale ani deszcz ani tym bardziej śnieg nie sypie. Mam nadzieję że jutro też nie zacznie. To mają być dwa najzimniejsze dni w całym tygodniu.

IMG_0816
To już trzeci rudy kot jakiego tu widzę…

Na dzisiejszym spacerze, o wyjątkowo wczesnej porze bo przecież miało padać, zadzwoniła Lydia i poprosiła żebym wysłał Panu Policjantowi swoje imię i nazwisko. I teraz ta wizytówka się przydała. Kiedyś będę musiał zrobić własne.

IMG_0824
– Han Ji, zimno!
– Co zimno, mecz leci.

A Teodor jest niesamowicie spokojnym psem gdy się go filmuje, ale za to gdy robi się mu zdjęcia wstępuje w niego jakiś demon i od razu zaczyna skakać i biegać w koło.

IMG_0827
Ciężko mi uwierzyć że to więzienie, ale z mojej perspektywy tak to wygląda.

IMG_0833
A takie coś się dostaje gdy nie płaci się rachunków za prąd.

Nosi mnie by jutro zrobić interwały, ale to byłoby bardzo nierozsądne i bolesne w pierwszy dzień w szkole. Lepiej odpuścić i spokojnie godzinę  pobiegać, a interwałami zająć się dopiero za jakiś czas.

Niedziela i przegapione #1

Metka legalizacyjna w dalszym ciągu nie została przybita. Lydia nie wiedziała gdzie jechać, ale że pojechaliśmy w kierunku starego centrum to wiedziałem gdzie są tam posterunki policji. Na skrzyżowaniu zapytała się kogoś gdzie jest posterunek i pokierował nas do tego znajdującego się dalej. Nawet gdy pokazałem chłopakowi pokazującemu że lepiej jechać w lewo to Lydia zdania nie zmieniła i zaczęła się śmiać. Uznałem że nie ma się co kłócić, w końcu może chodzi o jakiś konkretny posterunek. Dojechaliśmy do tego drugiego i nic nie udało się załatwić bo nie było pana odpowiedzialnego za te zadania. Jutro podejście kolejne. Znowu z Lydią.

Tak jak sobie obiecałem robię przerwę od biegania do wtorku. W środę pewnie będę umierać z bólu. Trudno, początki zawsze są trudne, ale to dobrze. Nigdy nie może być za łatwo. Jaka byłaby z tego przyjemność. Chyba że plan będzie kompletnie wzięty z tyłka…Wtedy pozostaną mi tylko weekendy, ale chyba tak źle nie będzie. Plan no właśnie. Jeszcze go nie ma, Pan pracujący nad planem był dzisiaj bardzo zajęty i jeszcze pracował, w końcu pierwszaki dostają od nowego semestru informatykę i trzeba to jakoś wszędzie upchnąć a szkoła nie jest z gumy.

IMG_0768

Na lunch poszliśmy dzisiaj do takiego chińskiego fast foodu. Papryka w gęstym sosie, tofu, oraz zupa z ryżem. 14 RMB.

IMG_0775
Tak ludzie pływają po rzece w Jiawang. Na oponie. Na youtube jest film.

Asystent/ka
Bo nie wiemy czy to będzie chłopak (wątpliwe), czy dziewczyna (prawdopodobne). Lydia ma dostać kogoś kto będzie pomagał Jej wywiązać się z obowiązków. Nie ogarniam. Kurczę, a może faktycznie Lydia ma więcej obowiązków niż tylko pisanie comiesięcznych raportów, płacenie rachunków i pomaganie mi. Może ja nie wiem o czymś naprawdę ważnym i czasochłonnym…Wszystko wyjaśni się gdy pojawi się ta osoba do pomocy.

IMG_0778
Także uczcie się by wynieść Chiny ponad inne narody. Nic takiego tam nie napisali, ale pewnie przekaz jest podobny.

IMG_0780
Kolejny chiński mur, tym razem w Jiawang.

IMG_0786
A oto i pomalowany chiński mur. Tylko dlaczego zamurowali taki piękny plac to ja nie wiem.

IMG_0782
Pustostany. Te akurat ładne i gotowe do zamieszkania.

IMG_0787
A tutaj sypia Teodor.

Metka legalizacyjna

Nie została przybita. Pomimo wypchania na czoło Pani Policjantki mówiącej trochę po angielsku , dwóch podejść do komisariatu i licznych telefonów zarówno do firmy jak i do Lydii. Na szczęście jutro przyjedzie i pójdziemy na inny komisariat. W sumie…hmm…to tak jak ze sklepami – jak czegoś nie mają tutaj to idzie się gdzieś  indziej. Trochę jednak szkoda, bo myślałem że uda mi się to wszystko załatwić samemu, ale spokojnie, wszystko przede mną.

IMG_0712
Tego mi strasznie brakowało.

No i jak to w Jiawang. Wiele się nie dzieje. Zrobiłem zakupy po czym poszedłem szukać czegoś do jedzenia, krążyłem i krążyłem, ale w końcu wróciłem do domu i sam ugotowałem kurzą pierś. Tym razem chcę wejść spokojnie w chińskie jedzenie. Bo chociaż jest dobre i wygląda świetnie (za wyjątkiem tofu, co już  ustaliliśmy) to jednak mój żołądek we wrześniu myślał trochę inaczej.
Jutro też dowiem się jaki jest plan, o ile został już ustalony i zobaczę jak to będzie wyglądać w tym semestrze. Mam nadzieję że lepiej bo chociaż siedzenie po 10 godzin w szkole ma swoje uroki to jednak integracja z lokalną społecznością ma je również.
Jiawang prawie się nie zmieniło, nie ma żadnych ozdób (chociaż sąsiedzi spod 102 mają nową nalepkę na drzwiach),  wszystko wygląda tak jak wyglądało. Tylko nie ma już w ogóle śniegu. Ani trochę. Tka odmiana od pięknej białej Polski. Śnieg jest taki piękny i biały, sprawia że świat wydaje się taki czysty i nieskalany (skoro nie zobaczę go przez najbliższych kilkanaście miesięcy to mogę go pochwalić).

Teodor był wyraźnie ucieszony gdy mnie zobaczył. Skakał, biegał i chciał się bawić. Urósł przez te trzy tygodnie. Dalej jest szczeniaczkiem, ale już nie takim małym.

IMG_0717
Psie zęby kontra palce psiookiego.

Dobra, pora się wziąć za lekcje bo tylko się dzisiaj osłuchiwałem. Ach tak…dalej odpalają petardy, ale z drugiej strony, odpalali je bez widocznego, dla mnie, powodu, także i przed Nowym Rokiem. Teraz to przynajmniej mają powód.

Gdy w listopadzie zacząłem pytać w innych firmach o pracę i miałem kilka rozmów, ale żadna z ofert nie była na tyle korzystna żeby wyrwać mnie z Jiawang postanowiłem nie palić za sobą mostów i podziękowałem wszystkim i powiedziałem że odezwę się w późniejszym terminie. Gro z tych kontaktów to rekruterzy (ble) zarabiający za znalezienie szkołom nauczycieli, z powodu zarobków lepiej ze szkołami kontaktować się bezpośrednio, ale pewne rzeczy ciężko jest przeskoczyć i tak jest po prostu łatwiej. A teraz żart – dzisiaj odezwały się dwie osoby, jeden Pan o wdzięcznym imieniu John a nazwisku Li który pyta po raz kolejny czy znalazłem już pracę bo on ciągle ma oferty (za ~5k RMB, czyli jeszcze nie najgorzej ale szału też nie ma, tyle że pośrednicy mają to do siebie że zabierają znaczną część pensji nauczyciela, lub domagają się ogromnej prowizji od firm), oraz  Pani z pewnej firmy która od 2 miesięcy stara się dowiedzieć czy można mnie zatrudnić . I przyznam szczerze że o tej Pani praktycznie zapomniałem bo najpierw rozmawiałem z jedną, potem z drugą i przeżyliśmy w tej korespondencji nowy rok oraz chiński nowy rok. A teraz przeżywamy razem święto wiosny. Z jednej strony super – bo ciągle o mnie pamiętają, ale z drugiej – to już nie jest śmieszne, to jest żadne i aż mi głupio o tym wspominać.

Okej, pora na wieczorny spacer po starym centrum bo tam już dawno mnie nie było.

IMG_0747
Czasem nawet widać gwiazdę polarną.

Widziałem coś czego nie chciałem zobaczyć tutaj. Wiedziałem o tym, wczoraj zrobiłem zdjęcie rozwiewające wątpliwości, ale dzisiaj…ech…pisać o tym nie będę, zdjęcie zachowam dla siebie. Wieczorem więc Jiawang wygląda inaczej niż za dnia. Zupełnie inaczej. Tylko teraz wraca wzmożona czujność jeżeli chodzi o jedzenie.

Wrzucę też filmik na którym, jeżeli dobrze się przyjrzycie, widać Panów ćwiczących z batami.

Powrót do Jiawang

Jeszcze nie wróciłem, spokojnie. Pociąg mam o 14:17, ale obiecałem Tracy że już nigdzie nie pójdę, więc nie pójdę…Kurczę, nie sądziłem że to napiszę ale chyba obudziły mnie sroki. W Jiawang nie ma srok, ale są w Pekinie. Trochę na opak.

IMG_0664

W każdym razie, właśnie wgrywają się zdjęcia. Minus wariuje, ale w końcu udało się go przekonać do współpracy i to nawet dobrze bo imgur nie chce zrobić mi galerii. Nie to nie, łaski bez.
(Przypuszczam że nie wiecie co to za syreny wyją w Pekinie właśnie teraz, co?)
Mam nadzieję że te wczorajsze fajerwerki wyszły na zdjęciach w miarę sensownie, bo niektóre wyglądały super, ale tak między Bogiem a prawdą to Chiny w dzień obchodów Nowego Roku muszą być niesamowicie męczące dla uszu. Jeżeli cztery dni po praktycznie na każdym rogu spotyka się ludzi odpalających petardy…chociaż z drugiej strony, wikipedia mówi o kilkunastu dniach obchodów. A w sumie to po co miałaby kłamać?

Rany jak się ten Chilijczyk nazywa…mówił wczoraj że pracuje w takiej wiosce o wdzięcznej nazwie Ganyu, godzinę drogi od Lianyungang, w prowincji Jiangsu. Czyli taka sama wioska jak Jiawang, z tą różnicą że nad morzem! A z Lianyungang można dojechać do Europy pociągiem…
Samo miasteczko wygląda uroczo na zdjęciach i mają górę o wdzięcznej nazwie ‘Góra antyjapońska’, zresztą Jiawang na tych zdjęciach rządowych wygląda jeszcze lepiej. Ha! I w końcu się doszukałem oficjalnej informacji o zaludnieniu – 59k (Dane z 2008) i 80 km kw. Mówiłem że wioska.

Zdjęcia właśnie się wgrały.

Luis! Tak się ten Chilijczyk nazywa. Poszliśmy na lunch i uświadomiłem sobie że wczoraj jedliśmy kaczkę po pekińsku. A ja myślałem  że to jakieś inne mięso. Także: kaczka po pekińsku w Pekinie – zaliczone.

IMG_0667

Dzisiaj na wczesny lunch zjedliśmy kurczaka  kung bao, zupę pomidorową z wołowiną, wołowinę z cebulą i wyjątkowo mało warzyw. Aż zdumiewające.

A potem Tracy i Qinwan (pewnie to zmasakrowałem, ale że Ona ze swojego angielskiego imienia nie korzysta zbyt często to lepiej niech zostanie tak jak jest) odwiozły mnie na dworzec, po drodze sprytnie pozbywając się Luisa. A może faktycznie były przekonane że będą korki i dojazd do dworca zajmie nam dwie godziny a nie 40 minut? No właśnie, Pekin był pusty na drogach, gro sklepów pozamykanych, wszystko z powodu Nowego Roku. Do pracy wszyscy wracają dopiero jutro.

IMG_0678
A to dopiero początek. Oni zaraz ruszą by się wpychać łokciami chociaż miejsca i tak są numerowane.

Pożegnaliśmy się więc na dworcu, dałem dziewczynom bombonierkę (której word nie podkreśla, ale podkreśla bombona), a Tracy herbatę. Mam nadzieję że wytrzyma w tej pracy, ale lekko nie będzie miała. W Pekinie na dworcu rozdają darmową butelkowaną wodę. Bo w końcu ludzie spędzają na dworcu dużo czasu i Im się należy. A w pociągach każdy może sobie nalać wrzątku. Za to pluskiew w przedziałach pierwszej klasy na pewno nie mają!

IMG_0695
Te 300 km/h jeszcze kogoś rusza? W Japonii pomykają jeszcze szybciej.

3 godziny w pociągu, a potem wyjście na dworzec w Xuzhou spojrzenie w niebo i człowiek już wie że opuścił czysty Śląsk.

IMG_0703

Poturlałem się do przystanku autobusowego i zobaczyłem autobus linii 26 który dojeżdża do Jiawang i staje pod szkołą w której uczył Damon, ale nie byłem w nastroju do takich eksperymentów więc wziąłem taksówkę, która wyszła mnie 25 RMB. A była licencjonowana. 7 RMB za pierwsze 3 kilometry i 1,6 za każdy kolejny ale nabija 0,8 co pół kilometra. Panu Taksówkarzowi pokazałem zdjęcie dworca i dowiózł mnie do samego wejścia głównego. Potem wystarczyło tylko przejść parę metrów do dworca autobusowego i poczekać na pustego busa z numer 25 i już w drodze do chińskiego domu. Sklepy pozamykane, ale Pan Obwoźny stoi, Panowie Strażnicy pomachali mi, a w sklepie patrzyli na mnie z niedowierzaniem bo przecież twarz mi się zaokrągliła. Chociaż to dziwne bo przecież Oni akurat to widzieli. Wszystkim opowiedziałem że byłem w Pekinie. Na wiele więcej mój chiński mi nie pozwolił.

Także witamy w Jiawang, nie spodziewajcie się takiego wysypu zdjęć jak przez ostatnie dwa dni.
Plan na jutro to udać się na posterunek policji, zalegalizować się i zrobić zakupy. Ciekawe czy przybiją mi jakąś metkę legalizacyjną.
W galerii jest też zdjęcie czaski i chyba rozwiałem już wszystkie złudzenia.

Gdyby wszyscy nauczyciele…

Byli tak wyrozumiali jak Ty Bart to nie rzuciłabym tej pracy. Powiedziała Jennifer przy kolacji. Bo Jennifer odchodzi. Stwierdziła że ma dość bycia popychadłem zarówno dla swojego szefa, którego Lidia też ma dosyć, jak i dla nauczycieli którzy nie potrafią zrozumieć że to nie Ona ustala reguły a jest jedynie pośrednikiem.  Podobno Miguel w porównaniu do innych nauczycieli to pikuś. Tak, dobrze przeczytaliście – Miguel to pikuś. Inni Ją obrażają, krzyczą, oczekują zrobienia wszystkiego za Nich. Chociażby scenak z samochodu: jutro trzeba odebrać nauczyciela jadącego całą noc pociągiem, ale po raz pierwszy  przyjedzie na inną stację niż normalnie i Jennifer próbuje się do Niego dodzwonić i dowiedzieć na jaką stację. A On nie odbiera ani nie oddzwania. Przez półtorej godziny jakie spędziliśmy w samochodzie nie odebrał ani razu. Nie odebrał także ani wcześniej ani później. I komu On tutaj tak naprawdę robi na złość. Albo ooo nauczyciele narzekający na to że w szkołach jest brudno. Znaczy uczciwie mówiąc ja też mógłbym narzekać że w szkołach jest brudno, ale czy jest sens narzekać o tym Jennifer która nic na to nie może poradzić? Czy w ogóle jest sens na to narzekać skoro zapewne we wszystkich szkołach jest tak samo? No właśnie…Nie ma sensu narzekać na wiele rzeczy.

Za to teraz będzie narzekanie na wkurzyłem się dzisiaj niemiłosiernie. Przed wyjazdem zapytałem Lidii czy dworzec z którego odjeżdżam to dworzec na który odprowadziliśmy Vicki i usłyszałem odpowiedź twierdzącą. Przyjechałem więc do Xuzhou przed 13, poszlajałem się trochę i koło 1315 wszedłem na dworzec. Poszlajełem się trochę, ale nigdzie nie widziałem mojego pociągu G130. A wiedzieć musicie że Chiny to nie Polska, tutaj nie wjeżdża kilka pociągów na peron jeden po drugim. Jeżeli pociągi wjeżdżają w tym samym, lub podobnym czasie to wjeżdżają na różne perony by nikomu nie robić sieczki z mózgu, co więcej w poczekalniach wyświetlane są informacje o odjazdach na najbliższe 4 godziny do przodu. Dlatego nie widząc mojego G130 wróciłem do wejścia i pokazałem Pani z ochrony bilet a Ona coś pobuczała i pokazała na wyjście. Zrozumiałem wtedy że jestem na złym dworcu i w te pędy ruszyłem do taksówki. Pokazałem taksówkarzowi bilet, a On tylko się uśmiechnął, pokazał cenę i ruszyliśmy. I nawet nie zwróciłem uwagi na to jaka to była cena, grunt żebyśmy dojechali na czas. I dojechaliśmy, ale to ile ja się naklnąłem i ile nerwów straciłem to moje.

Koniec

Tę notkę publikuję trochę wcześniej niż inne ale to dlatego że zakładam że po przyjeździe do Pekinu nie będę mieć ani siły ani ochoty walczyć o dostęp do internetu tylko od razu pójdę spać. Także dla mnie jest to ostatnia notka pisana i wrzucana w Chinach,

Zakończył się pierwszy rozdział mojej przygody z Chinami. Chciałbym teraz na początku zaznaczyć coś czego nie zaznaczyłem na początku tego bloga. Gdzieś tam o tym wspomniałem ale teraz chciałbym się rozpisać.
Chiny nigdy mnie fascynowały. Owszem przeczytałem o tym kraju trochę w paru książkach do historii, wiedziałem trochę o wojnach o opium, ale kultura była mi całkowicie obca. Znaczy obejrzałem parę filmów, chociaż najbardziej z kina ‘chińskiego’ lubię  filmy z Hong Kongu i to bardziej filmy akcji niż dramaty. Także kulturowo Chiny były dla mnie jedną wielką niewiadomą. Dalej są, ale już mniejszą. Głównym źródłem informacji był internet, który wielokrotnie mnie zawiódł, czy to w sprawach tak przyziemnych jak wymiana waluty czy też w tak istotnych jak nieprzychylność ludzi. Czytając to wszystko trzeba pamiętać że Chiny to blisko półtorej miliarda ludzi, więc spotka się tu zarówno tych dobrych jak i tych złych. Jak do tej pory miałem to szczęście że trafiałam na dobrych, więc poprzeczka jest ustawiona wysoko.
Język chiński nigdy mnie nie interesował. Z języków azjatyckich najpierw chciałem się nauczyć japońskiego, a potem koreańskiego (bo alfabet koreański jest prostszy a język brzmi przepięknie), gdybym miał wybrać trzeci to wybrałbym wietnamski. O chińskim nawet nie myślałem. A przez ostatnie dwa miesiące poświęcałem mu co najmniej godzinę dziennie i radzę sobie jak dziecko uczące się mówić.

Bez problemu mogę wybrać to co najbardziej zapamiętam z tych pierwszych kilku miesięcy – ludzi, a przede wszystkim Ich życzliwość. Bo z czymś takim nie spotkałem się jeszcze nigdy. Tyle uśmiechów i życzliwości nie widziałem nigdzie indziej.

Tęsknić nawet chyba nie zacznę, bonie będzie mnie tu raptem kilkanaście dni, które przelecą zanim zdążę się obejrzeć.

Chciałbym podziękować wszystkim tym którzy tego bloga czytali, którzy polubili go na fejsie i którzy komentowali, tutaj olbrzymie podziękowania dla Adama, który dzielnie  się udzielał. Nie ukrywam że pisałem tu głównie dla siebie, ale widząc że Wy też czytacie zawsze jakoś dodatkowo się nakręcałem, także dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i mam nadzieję że w czasie drugiego półrocza także uda mi się prowadzić tego bloga regularnie. Regularnie chyba wręcz do bólu o czym świadczy chociażby to zdanie:
– Nie przeczytałem wczorajszej notki…(chwila przerwy)…a sobota była, czyli zakupy robiłeś.
Ale to dobrze, to bardzo dobrze :)

Adam!
Mówisz stres? Ale żeby tak długo? I od początku? Znaczy był okres kiedy to tętno było niższe, ale wtedy też bez problemu widziałem wzgórza Jiawang. Za parę dni będziemy mądrzejsi :)
5 par? A masz na nie stojaczek? ;)

Buty

Pora się zbierać, bo dochodzi ósma, więc idealna pora na poranną przebieżkę. Wskaźnik powietrza mówi 235 czyli średnio zanieczyszczone. Więcej niż w niedzielę więc zobaczymy jak to będzie. Dla porównania w Pekinie jest 108.
Dzisiaj specjalnie biegłem wolniej, dużo wolniej. I co? Jajco, tętno minimalnie niższe a wyszło o jakieś 15 sekund wolniej na kilometr. Za to przynajmniej kolka nie chwytała tak często, za to jak pod koniec chwyciła to musiałem się zatrzymać. Gdy chciałem zrobić przebieżki to wyszło tak samo, nie dałem rady, powietrza brakowało.

Pastowałem dzisiaj buty i tak pastując przypomniała mi się pewna rozmowa:
– Bart, a ile tak właściwie masz par butów do biegania?
– Hmm…10|
– Ile?!
– No tak. Pierwsze kupiłem w dyskoncie sportowym i w nich przebiegłem pierwszą połówkę, w wakacje z tatą męczyliśmy się by zrobić z nich minimalistyczne ale jeszcze nie miałem okazji pobiegać. Drugie to lunarglide’y kupione za kasę z wymiany komórki, mają na koncie ponad 2800 kilometrów w tym jeden maraton i chociaż do niektórych biegów już się nie nadają to jednak do innych są jak ulał. Kolejną parę kupiłem w lato gdy przygotowywałem się do drugiego maratonu, kupiłem je o rozmiar większe z myślą o długich wybieganiach i od tamtej pory używam ich tylko do biegów dłuższych niż 20 kilometrów. Na koncie mają dwa maratony. Czwartą parę kupiłem za pierwszą wypłatę nauczycielską, przecenione Asicsy GT-2150, a chwilę potem kupiłem piątą – Saucony Omni 8. I dzięki temu miałem już jedną parę na każdy trening. W Omni 8 biegałem szybkie treningi, w asicsach biegałem zwykłe treningi, a w lunarach robiłem siłę biegową. I tak dobiłem do kolejnego maratonu po którym postanowiłem kupić na allegro swoje pierwsze Jomy. A wraz z piątą parą przyszła kolej na piąty trening. W następnym roku zakupiłem kolejnych kilka par w tym Jomy do szybkich treningów i kolejną parę do biegania dłuższych biegów bo te pierwsze już musza odpocząć. A potem kupiłem jeszcze dwie pary na zapas. I tak oto mam 10 par, ale w sumie 3 z nich są już na emeryturze a wkrótce i asicsy i omni 8 pójdą w odstawkę.

Mam ogromny sentyment do każdej z tych par bo w końcu spędziłem w nich tyle czasu i chociaż niejednokrotnie nasze początki były trudne (odciski) to jednak z czasem przyzwyczailiśmy się do siebie. Każda z tych par ma swoją historie a niektóre ślady krwi. Lunarglide’y nie mają już ani oryginalnych wkładek ani sznurówek, asicsy powodują u mnie odciski, w omni8 biegało mi się najlepiej aż do momentu założenia marathon 3000 (hahaha) które są leciutkie. Wszystkie te buty są dla mnie ważne.

No i tak pastowałem, pastowałem i w końcu buty aż się błyszczą. Duma mnie rozpiera.

Także wybaczcie dzisiejszy brak zdjęć, ale po biegu nie miałem już najmniejszej ochoty się ruszać z mieszkania. Pomyłem podłogi, zrobiłem pranie, na jutro zostały mi już tylko drobnostki i jakieś ostatnie pakowanie. No i zakupy. A potem godzina w drodze i Xuzhou.

Adam!
Wiesz co? Za każdym razem gdy patrzę na prognozę pogody to mówię mamie ‘Nie wracam’. A Ona wtedy przestaje się odzywać, albo przynosi kota, lub klepie się po kolanach prowokując psa żeby mi się pokazał przed kamerą po czym mówi ‘Ona sama wskoczyła!’, a jak dzisiaj powiem że nie wracam to na pewno pokaże mi przygotowany już pasztet. No tak pasztet…w gruncie rzeczy to ja bym mógł w Chinach zostać gdyby nie ten pasztet…a jak do tego dojdzie jeszcze sernik…no i barszcz…i już robię się głodny a przecież przed chwilą zjadłem śniadanie (czasem te notki piszę rano). Także najem się, pobiegam z psem, stracę kilka nocy przez kota, pomarznę w czasie biegu (a może bieżnia?) i wracam do Chin.
Babcia też na mnie krzywo patrzy jak mówię że nie wracam, a to już jest niegodziwe z mojej strony. W dodatku dzisiejsze prognozy pogody mówią że nie powinno być opóźnień ani w Wiedniu, ani w Warszawie. Rany…ja już jutro jadę do Pekinu. Ponownie w tym pędzącym pociągu.

Kilka milionów papierów później

I ponownie udało mi się wymienić trochę juanów na dolary. Specjalnie wróciłem się po kopię dokumentów z ostatniej wyprawy, ale i tak nikomu to zadania nie ułatwiło. Znowu mnóstwo wypełniania, mnóstwo machnięć kart ą, wpisywania pinów, podpisywania, stemplowania, ogółem masa ale to masa pracy tylko po to by wymienić trochę pieniędzy. W dodatku RMB można wymienić tylko na kilka innych walut, dlatego nie dziwię się że tak wiele osób chce tutaj zobaczyć pieniądze z Polski. Dla nas to żaden problem zakupić pieniądze z Chin…eee…chociaż nie, dla nas to jednak jest problem. Przypomniało mi się gdy chciałem kupić juany przed wyjazdem. W całych Katowicach było raptem ~300 RMB, a żeby je zdobyć trzeba było odwiedzić dwa kantory i użerać się z nieuprzejmymi ludźmi. A tutaj nie ma nawet możliwości by zobaczyć złotówki. Euro, dolary amerykański i z HK, i kilka innych walut w tym korony norweskie a nawet jeny to żaden problem, ale złotówki? Możecie zapomnieć. To w sumie ma sens bo złotówka nie jest aż tak istotną walutą jak chociażby frank szwajcarski, ale juan? Rozumiem że argument o półtorej miliardzie ludzi można puścić mimo uszu bo w Indiach mamy miliard a o rupie walczyć nie będę (poza tym by zdobyć rupie wystarczy ściąć trawę albo zbić dzbanek…jestem wielokrotnie spaczony), ale wypadałoby by waluta jednego z najprężniej rozwijającego się kraju na świecie była szerzej uznawana. To samo tyczy się brazylijskiego reala.

Możecie teraz zapytać ‘no dobrze, to skoro miałeś tylko 300 RMB to jak przeżyłeś ten pierwszy miesiąc?’. Ha! Bardzo dobre pytanie. Resztę pieniędzy miałem przygotowaną w dolarach. Także wystarczyło je wymienić. ‘No dobrze, ale jak je wymieniłeś skoro do Xuzhou pojechałeś dopiero w drugim tygodniu?!’. Kolejne bardzo dobre pytanie. Na lotnisku w Pekinie są kantory, ale kantory na lotniskach nigdy nie oferują dobrych kursów (chociaż może te w Chinach są inne, muszę to sprawdzić w czwartek), za to od razy po wyjściu z samolotu stoi taka maszynka w której można wymienić pieniądze na RMB i to bez najmniejszego problemu. Wkłada się tam dolary i wyjmuje juany. Wszystko po angielsku. Żadnego legitymowania, pytań po co Panu te pieniądze, czy stemplowania. Ha.

No właśnie ‘po co Panu te pieniądze?’ pisałem już o tym, ale żeby wymienić pieniądze trzeba Pani w okienku w yjaśnić po co nam te pieniążki i kiedy to wracamy do swojego kraju jeżeli potrzebujemy je na podróż. Trzeba mieć wszystko na oku ;)

Kolejny spacer w deszczu. A deszcz to zawsze chłód. Ja na szczęście, w przeciwieństwie do autora tłumaczonego bloga, nie mam kurtki skórzanej tylko ciepłą kurtkę odporną na deszcz. Także niestraszny mi ani jesienny ani wiosenny deszcz. No bo nie oszukujmy się, tutaj już zimy nie będzie. Jutro jeszcze mają być rano minusy ale pod koniec tygodnia temperatura ma dobić do 10. A ja czytam o tym że lotniska w Europie wariują z powodu opadów śniegu. Szaleństwo.

Zakupy

Można by napisać ‘ostatnie zakupy’, ale wtedy byłoby to takie definitywne, ostateczne i w ogóle takie ‘łeee, łeee koniec’, także nie napiszę. Wyjątkowo odwiedziłem tylko dwa sklepy, mam nadzieję że ten trzeci będący normalnie tym pierwszym nie czuł się pokrzywdzony, ale najzwyczajniej w świecie nic z niego nie chciałem, w końcu zapas orzechów mam na naprawdę długo. Za to w drugim będącym normalnie także drugim zrobiłem przedwyjazdowe zakupy, czyli jak na obywatela Polski przystało zakupiłem napoje wysokoprocentowe i bynajmniej nie mówię tu o śmietanie. No i mnóstwo piklowanych warzyw. Oprócz tego niewiele, bo jakoś tak się złożyło że mam tyle jedzenia że wystarczy do środy.

 

W drodze powrotnej wstąpiłem do księgarni i szukałem, szukałem, aż w końcu znalazłem książeczkę z bajkami dla dzieci. Trochę jeszcze powyżej mojego poziomu, ale skoro mam rozpisane i znaczki i pinyin to powinienem dać sobie radę. Na razie przebiłem się  przez pierwszą stronę, głównie z pomocą translatora od google, ale sam zrozumiałem ‘złota rybka powiedziała’. To w sumie też niezła okazja żeby poznać chińskie bajki dla dzieci.

 

A w domu już się spakowałem. W sumie to wiele do pakowania nie było, ale też nie ma sensu zabierać ze sobą tylu ubrań skoro zostaję tu na kolejnych kilka miesięcy. Wszystko co się nie zmieściło powinno wejść do plecaka…Swoją drogą plecak się już chyba wysłużył, jest poobdzierany, ma kompletnie popsuty zamek, dziury z pałeczek (bo chociaż bardzo lubię jeść w stołówce to jednak wolę używać własnych pałeczek) i sprawia wrażenie już takiego zmęczonego. Gdy patrzę na niego to widzę że chciałby odpocząć. Nie odejść na emeryturę, ale odpocząć.

Powinienem mieć jakiś plan na kilka najbliższych dni, ale oprócz biegu jutro i we wtorek, no i ostatecznego pakowania, nic nie przychodzi mi do głowy. Znaczy chcę coś napisać, ale nic na siłę.

Adam!
Dobrze że trzcina cukrowa pojawiła się dopiero parę tygodni temu bo z dostaniem jej miałbyś prawdziwy problem. Tak myślałem o jabłkach i dotarło do mnie że w Polsce mamy większy wybór niż…w Jiawang…To w sumie nie powinno dziwić, ale można się tym trochę podbudować. Tylko potem człowiek przypomina sobie o gruszkach, które tutaj są okrągłe i bardziej przypominają jabłka, w dodatku  są tak niesamowicie soczyste że gdy się je to sok wręcz z nich spływa, no i w smaku są zupełnie inne od Polskich. W Polsce jakoś za gruszkami nie przepadałem. Znaczy lubiłem, ale nie jakoś bardzo, ale te tutaj są wyborne. No i te mandarynki…ale naprawdę, mandarynki tutaj są…chciałem napisać lepsze, ale są ludzie którym ten unoszący się mandarynkowy zapach odpowiada i może nie przypadłyby im te tutaj do gustu, więc napiszę – inne.

Jeszcze jeden…

Siedząc w gabinecie i klepiąc słówka dotarło do mnie dlaczego te czwartki są najbardziej męczące. Dotarło to do mnie w 19 tygodniu pracy i, jak dobrze liczę 15 pełnym czwartku. Otóż, one są praktycznie bezproduktywne. Zaczynam zajęcia o 7:50 potem czekają mnie dwie godziny (zegarowe) okienka, kolejne zajęcia i trzy godziny (zegarowe) przerwy. Najzwyczajniej w świecie w czwartki mam więcej czasu ‘wolnego’ niż w inne dni a nie mogę go w żaden sposób wykorzystać. Wtorkowe poranki spędzałem na bieganiu, podobnie czwartkowe, a gdy w poniedziałek kończyłem wcześniej to mogłem jeszcze gdzieś pójść. Czwartki nie dają mi takiej swobody. Za dużo czasu wolnego rozleniwia. Nie zawsze też miałem możliwość uczenia się, czy też słuchania czegoś. To jednak już ostatni czwartek w pracy i od następnego semestru będę mądrzejszy o to doświadczenie.

Wczoraj usłyszałem pytanie:
– Skoro kończysz zajęcia w piątek, a wylatujesz dopiero w czwartek, o co Ty tu będziesz robić?
– Pakował się.
Znaczy nie zabieram wielu rzeczy. Prawdę mówiąc tylko parę ubrań (hej, mam tylko jedną parę zimowych getrów do biegania, a w czymś w Polsce biegać muszę), elektronikę, a reszta to prezenty i jedzenie.
Poza tym kilka dni spokoju tutaj przyda mi się bo chcę coś napisać, no i zacząć się przestawiać na czas Polski…No i będzie też okazja na kilka ostatnich spacerów w Jiawang.

A dzisiaj czeka mnie ostatni lunch w szkolnej stołówce, bo od jutra przygotowuję je sam. Także spodziewajcie się ciągle tych samych nudnych zdjęć ;) Znaczy zdjęcia jedzenia może i będą nudne, ale w nim zawsze jest coś innego, na przykład ostatnio kupiłem piklowane warzywa po syczuańsku, ale trochę się zawiodłem bo nie były ostre. Tylko troszeczkę.

Na lunchu trafiłem na Shawna i Daphne. Shawn mówił o koszykówce w Chinach i miło widzieć że koszykówka to język jakim można się porozumieć w każdym miejscu na świecie. Tak jak kiedyś MJ był dla wielu w Europie inspiracją to rozpoczęcia przygody ze sportem, tak teraz KB jest dla wielu Chińczyków. Tylko liga w Chinach jest ‘trochę’ bogatsza i kluby mogą sobie pozwolić na sprowadzenie lepszych graczy, ale jakoś poziomu chińskiej koszykówki to nie podnosi.
Daphne za to przyznała się w tajemnicy że na lunchu się nie najadła, ale nie chce przytyć więc je mało. A kolacji prawie w ogóle. Skąd Ona energię bierze to ja nie wiem.

A po lunchu z powrotem do gabinetu i pora na powtarzanie słówek.
I tak powoli kończy się ten ostatni czwartek. Teraz czekają mnie trzy godziny z ‘Potworami…’, czyli trzy godziny układania sudoku/powtarzania słówek. Znajdę sobie cichy kącik w sali i będę w ciszy i spokoju czekał do ostatniego dzwonka.

Te notki są coraz krótsze bo myślami jestem już zupełnie gdzie indziej. Naprawdę już się nie mogę doczekać powrotu do Domu. Na szczęście od jutra o 18 czas zacznie biec szybciej, tak zawsze jest.

Wszyscy uczniowie z którymi miałbym zajęcia w poniedziałek nie dają mi wiary i nie chcą dopuścić myśli, że nie mamy zajęć w poniedziałek. A to prawda, dzisiaj nastąpił dla mnie dzień pożegnania z klasami 10/1/2/4, jutro żegnam się z 9/11/12/13 i 14 bo 3/5/6 i 8 pożegnałem wczoraj. Na szczęście nie na długo, tylko na parę tygodni. Naprawdę przeraża mnie ilość czasu jaką te dzieciaki muszą spędzać na nauce. Oni mają przerwę na lunch od 11:40 do 12:30 a następne 80 minut to czas na naukę. Na szczęście siedzą sami w klasach więc mogą sobie pospać i tak robi większość, ale niektórzy pracują twardo. Bo rodzice nie dają im spokoju, jak mi to wyjaśnił dzisiaj jeden z uczniów. Rozumiem nawet dlaczego, w końcu wszyscy rodzice chcą by dzieci miały lepsze życie, a znaczną część społeczeństwa chińskiego wierzy w słuszność ciężkiej pracy. No i nauka jest kluczem do dobrych studiów, a dobre studia są kluczem do dobrej pracy. Taka jest główna droga na szczyt.

Adam!
Uwierzysz że nie jesteś jedynym który się o moje oczy martwił? ;)