I jedynka na zakończenie

Coś czuję że smutno będzie mi kończyć te tygodnie. Bo jedynka to świetna klasa i szkoda się z dzieciakami rozstawać.

Po drodze do domu wstąpiłem do sklepu po międzynarodowe lekarstwo na ból brzucha w postaci coca-coli. Cudowny pomysł biorąc pod uwagę zmęczone gardło.

A że poszedłem do sklepu pod blokiem to zagadała mnie tam taka Pani sprzedający mleko sojowe. No to co mi tam, jak już stoję to niech zrobi. 4 RMB nie moje.

IMG_1179

No może nie jest to idealne tłumaczenie, ale chyba oddaje nastawienie niektórych uczniów. Z dorosłymi uczniami przerabiam przekleństwa.

Dobrze, to tyle z końca to teraz wróćmy na środek.
Z Irene miałem dzisiaj taką rozmowę:

– My teraz tacy zajęci jesteśmy.
– No tak, ale zobaczycie – na studiach będzie już łatwiej.
– A Ty jesteś taki…wolny.
(i przed oczami pojawił mi się tytuł ściągniętej płyty przegrywanej z kasety ‘Prawdziwie wolny’, lub ‘Prawdziwie wolny jestem jedynie wtedy, kiedy równie wolnym są wszyscy ludzie, którzy mnie otaczają’ zespołu Guernica y Luno, pozostało mi się jedynie uśmiechnąć skrywając smutek i powiedzieć)
– To dlatego że robię to co lubię.
– Lubisz uczyć?
– Bardzo, ale to bardzo.
– To ciężki zawód, musisz pracować z różnymi uczniami.
– No tak, ale mam z tego ogromną satysfakcję.

I z takim jednym chłopakiem z klasy 13:
-Jak mam się uczyć angielskiego?
-Najlepiej słuchać, czytać i mówić. Ja w Twoim wieku to głównie słuchałem i czytałem.
– A pisanie? Pisanie jest moim zdaniem równie ważne jak czytanie bo na chińskich egzaminach sprawdza się przede wszystkim czytanie i pisanie.
(i serce krzyczy ‘olej to! Nie ucz się do egzaminów, ucz się do życia, do tego co Ci się przyda, nie do tego czego się od Ciebie oczekuje! Nie gódź się na to!’)
– Ucz się tego co jest dla Ciebie najważniejsze teraz i czego teraz najbardziej potrzebujesz.
(a serce krwawi)

Strasznie smutny rysuje mi się obraz tej szkoły ostatnimi dniami. A przecież to właśnie teraz powinno robić się wesoło, wszystko budzi się do życia, pogoda dopisuje. To pewnie kwestia tej pogody i takiego ponurego tematu jaki wybrałem. Jak zaczniemy rozmawiać o czymś weselszym to na pewno obraz się zmieni.

IMG_1185
Takie małe stoisko w środku sklepu.

A żeby zakończyć pozytywem – mam nową definicję weekendu: gdy budzik w telefonie pokazuje ‘pon. 6:05’

IMG_1184
Wiosna.

Przesilenie

Jeden z moich nauczycieli na studiach powiedział że dopiero po przeprowadzce do Polski spotkał się z czymś takim jak osłabienie związane ze zmianą pór roku, bo u siebie w USA nigdy tego nie doświadczył. Ani On, ani Jego znajomi.
Gdyby przyjechał do Chin doświadczyłby tego nie tylko empirycznie ale także widziałby po uczniach. Takiego braku energii nie widziałem chyba jeszcze nigdy. A to początek. Jak tylko zacznie się na dworze robić cieplej, wszystko zakwitnie i wszędzie wokół będą śpiewać ptaszki (czy ja o tym już nie pisałem?) to dopiero będzie katastrofa. I lojalnie o tym swoich uczniów uprzedzam, a Oni tylko kiwają głowami i próbują się rozgadać po angielsku. Topornie Im to idzie, ale kurczę, to jest dopiero pierwszy tydzień, drugie zajęcia, przez 3 tygodnie pewnie słowa po angielsku nie powiedzieli to wiadomo że potrzeba będzie czasu zanim się rozruszają. Zwłaszcza że teraz nie jestem już ‘nowym’.

IMG_0979
Mówiłem że piszą gorzej ode mnie. Niektórzy.

Przepraszali mnie za to swoje ‘lenistwo’ i przepraszali, ale ja to rozumiem doskonale i nie mogę oczekiwać że będą jacyś niesamowicie rozgadani. W końcu jedną nogą są jeszcze w nastrojach wakacyjnych a druga już w natłoku zajęć.

IMG_0984
Tak ładnie dzisiaj zapozował, ale ogon jak u kota – żyje własnym życiem.

Przysłuchiwałem się dzisiaj tym zajęciom ze słuchania. Bardzo podoba mi się teoria, chociaż to tylko 10 minut, ale nie podoba mi się  wykonanie. Dźwięk skacze, raz jest ciszej, a raz głośniej, niektórych głosów nie sposób rozróżnić, a słownictwo jest dla wielu uczniów za trudne, nawet dla tych naprawdę dobrych.

IMG_0985
Ciągle sobie powtarzam że to nie są piżamy.

Dzisiaj mieliśmy zajęcia z dziwnymi noworocznymi tradycjami z całego świata i jest taka jedna w Ameryce południowej. Mianowicie  tam nosi się kolorową bieliznę, na przykład czerwona symbolizuje miłość a żółta bogactwo i nosi się ją by ściągnąć to do siebie. Strasznie dziwne to nie jest (nie tak jak Duńczycy tłukący naczynia sąsiadom) ale z pewnością nietypowe. No i jeden z uczniów się zapytał:
– A czy oni noszą coś jeszcze oprócz tej bielizny?
– No tak.
– Hmm…przypuszczam że to stamtąd pochodzi Superman.
No w sumie całkiem logiczne, facet ciągle nosił czerwone gatki na wierzchu.

IMG_0989
Centrum też może się pochwalić ładnym oświetleniem.

Pora się zbierać bo zostały mi jeszcze jedne zajęcia z klasą numer jeden, a potem pora ruszyć na zakupy. Trzeba w końcu coś do tej codziennej owsianki kupić i jakieś pomidory także by się przydały.

IMG_1001
Mały zakład fryzjerski.

Wieczorny spacer zaliczony, już przed 19 robi się ciemno chociaż jeszcze jest w miarę ciepło. W sam raz do spacerów.  Wieczorami w centrum dopiero zaczyna się życie, za to im dalej od niego tym mniej ludzi. Jedynie przy supermarketach toczy się życie. W końcu tutaj to one są największymi skupiskami ludzkimi i to właśnie wokół nich rozstawiają się malutkie ruchome restauracje. Z jednym wyjątkiem. Jest jedna taka ulica przy której nie ma sklepów, ale jest za to dużo bloków i stoi tam kilka przyczep z jedzeniem.

IMG_1006
Jeszcze w czwartek stał tu budynek.

A jutro najwyższy czas na bieg.

Zmiany

Zacznijmy od tego że zmieniono rozkład dnia, zajęcia zaczynają się o 745 a długa przerwa została skrócona do 25 minut, ale dodano do niej 20 minutowe zajęcia ze słuchanego angielskiego. To już na szczęście nie moja działka. A potem to już praktycznie bez zmian dla mnie, tylko dzieciaki dostały jeszcze trzecią godzinę zajęć samodzielnych o 20:50. Czyli teraz idą do łóżka o 22:10. Cudnie.

IMG_0905
A budowa stoi
IMG_0907

Mój plan jest kompletnie rozwalony.
Poniedziałek cztery rano i dwa popołudniu ale na 6 mam okienko.
Wtorek trzy rano na drugie zajęcia i trzy popołudniu na 6.
Środa trzy rano z przerwą na 3 i cztery popołudniu, w tym office hours.
Czwartek dwa rano umieszczone na 1 i na 4, oraz dwa popołudniu na 7 i 8.
Piątek dwa rano na 1 i na 3 i cztery popołudniu.

IMG_0908

Niby żadnego dnia nie mam od rana do wieczora jak to miało miejsce w poprzednim semestrze (ach ta środa), ale jednak ten poniedziałek i czwartek mogły by być trochę lepsze. Chociaż z zupełnie innej strony to nie ma tak źle bo mogę biegać we wtorki, czwartki i piątki. Owszem, trochę pozmienia to godziny karmienia i ograniczy częstotliwość wizyt w szkolnej stołówce, a przez to rozmów z uczniami, ale chyba nie będą mieli mi tego za złe. Zostają w końcu jeszcze kolacje.

 

 

IMG_0911
Święto latarni już wkrótce.

Tak czy owak pierwszy dzień zajęć za nami.
Dzieciaki gadały, nawet trochę po angielsku, w końcu wypoczęte bez tych smutnych opuszczony główek i już jakoś mniejsza ilość kurtek w klasach. Wiosna moi drodzy, wiosna.
Dużo dzieciaków nie najlepiej wspomina ostatnią przerwę, ale o tym będę pisał w niedzielę, więc musicie wytrzymać w niepewności.

Dostaliśmy tez nową książkę. Upper-intermediate i uważają że ich książka do angielskiego jest trudniejsza. No dobrze, niech Im tam będzie. W końcu panda jest kotem.

Joker to dalej wielki żartowniś i nawet Lydia Go pochwaliła. To dobrze, bardzo dobrze.

Ach…najbliższą sobotę spędzimy w pracy odrabiając poniedziałek 25., bo 24. mamy święto lampionów. A Lydia ma urodziny. W ogóle to dzisiaj przychodziła na zajęcia, wygłaszała jakieś przemówienie i wracała się uczyć, ale została na zajęciach z klasą 3.

No to tyle na dzisiaj. Streszczam się ostatnimi czasy, ale niestety chiński sam się nie nauczy.

@Anthony Hopkins
Dziękuję. Jak będę mieć wolną chwilę to się temu przyjrzę bliżej. Bo teraz, na szybko, i nie zmieniło się absolutnie nic, tak jakby plugin do iframe się wyłączył.

Osiem

Nie byłem w stanie przebiec więcej. Musiałem zatrzymywać się co parę minut by uspokoić tętno a po chwili i tak wskakiwało na 170+. Tętno jakiego w Polsce nie osiągałem w czasie najbardziej wymagających biegów i treningów. Słowem okropność. I ja rozumiem że po 10 dniach przerwy tętno będzie wyższe, ale nie powinno być aż tak wysokie i nie powinno mi się aż tak ciężko oddychać. To powietrze tutaj nie sprzyja bieganiu. Może na wiosnę to się poprawi gdy ludzie przestaną korzystać jak opętani z klimatyzacji i elektrownia nie będzie tak kopcić. Z utęsknieniem czekam na śląskie powietrze, które chociaż ciężkie to i tak jest lżejsze od tego tutaj.

I koniec. Tylko jakoś to do mnie nie dotarło. Do tej pory zawsze gdy kończyłem semestr czy rok docierało to do mnie od razu. A teraz nic…dotarłem do tego punktu oznaczonego ‘Ostatnie zajęcia’, ale w ogóle nie wywarło to na mnie wrażenia. Ot kolejny piątek. Może dlatego że to nie koniec przygody z Jiawang, ani nie koniec przygody z Chinami. Nie ma we mnie ani pustki związanej z końcem, ani zmęczenia które odczuwałem pod koniec czerwca w zeszłym roku kiedy to już z utęsknieniem wypatrywałem ostatnich zajęć bo miałem najserdeczniej w świecie dosyć.

Po ostatnich zajęciach, na których klasa 14 obejrzała koniec ‘Narnii…’ i oglądała z takim napięciem że nie ruszyli nawet na kolację dopóki Ich nie wygoniłem. Po co komu kolacja skoro Aslan wrócił i nie wiadomo co się stanie z Edmundem.

Ostatnia kolacja taka sama jak wiele poprzednich, tyle tylko że zimno. I może to zimno to znak końca? Zawsze gdy piszę o zimnie przypomina mi się jeden z wpisów który kiedyś tłumaczyłem i szło to mniej więcej tak: ‘kupiłem skórzaną kurtkę, tylko czy ona będzie potrafiła ochronić mnie przed jesiennym chłodem?’. Nie jestem zwolennikiem zimy, wręcz trzepie mną na myśl o tym że wrócę do kraju i będę musiał męczyć się w śniegu, już nawet wizja godzinnego biegania na bieżni wydaje się być bardziej intrygująca. A bieganie na bieżni jest jedną z najnudniejszych rzeczy jaką można robić. Chociaż w zeszłym roku biegając obejrzałem oba sezony ‘Sherlocka’, więc na plus. Teraz tak spoglądam na prognozę pogody w Katowicach i naprawdę nie czuję się na siłach by kulać się po parku w taki mróz…Daję mu jeszcze 5 dni, a potem ma się skończyć.

W szkole, ale już po kolacji spotkałem Shawna, który skończył 4 kółka na bieżni…hmm…a może to jest myśl, biegać na bieżni…życzyłem Mu powodzenia na egzaminach i udanych ferii, a On tylko zapytał: ‘A mogę Cię uściskać?’ ‘Jasne’.
Bo to w sumie normalne że jak kogoś lubisz i wiesz że nie zobaczysz Go przez jakiś czas to chcesz Go uściskać.
Swoją drogą, Lawrence się nie odzywa od tamtej…hmm…środy? Ciekawe co Go ugryzło.

Adam!
Smutno czytać o chorobie, ale  dobrze że masz taki system wczesnego ostrzegania i wiesz kiedy odpuścić. Wiesz, podobno życie to to co się dzieje gdy planujemy coś zupełnie innego. Ja sobie też zaplanowałem biegi w niedzielę i we wtorek, ale jeżeli mam dalej czuć się tak jak dzisiaj to chyba sobie odpuszczę. Bo bieganie w takich warunkach raczej dla zdrowia korzystne nie jest.
Haha, mój blog pełni funkcję terapeutyczną nie tylko dla mnie jak widać ;)

Jeszcze jeden…

Siedząc w gabinecie i klepiąc słówka dotarło do mnie dlaczego te czwartki są najbardziej męczące. Dotarło to do mnie w 19 tygodniu pracy i, jak dobrze liczę 15 pełnym czwartku. Otóż, one są praktycznie bezproduktywne. Zaczynam zajęcia o 7:50 potem czekają mnie dwie godziny (zegarowe) okienka, kolejne zajęcia i trzy godziny (zegarowe) przerwy. Najzwyczajniej w świecie w czwartki mam więcej czasu ‘wolnego’ niż w inne dni a nie mogę go w żaden sposób wykorzystać. Wtorkowe poranki spędzałem na bieganiu, podobnie czwartkowe, a gdy w poniedziałek kończyłem wcześniej to mogłem jeszcze gdzieś pójść. Czwartki nie dają mi takiej swobody. Za dużo czasu wolnego rozleniwia. Nie zawsze też miałem możliwość uczenia się, czy też słuchania czegoś. To jednak już ostatni czwartek w pracy i od następnego semestru będę mądrzejszy o to doświadczenie.

Wczoraj usłyszałem pytanie:
– Skoro kończysz zajęcia w piątek, a wylatujesz dopiero w czwartek, o co Ty tu będziesz robić?
– Pakował się.
Znaczy nie zabieram wielu rzeczy. Prawdę mówiąc tylko parę ubrań (hej, mam tylko jedną parę zimowych getrów do biegania, a w czymś w Polsce biegać muszę), elektronikę, a reszta to prezenty i jedzenie.
Poza tym kilka dni spokoju tutaj przyda mi się bo chcę coś napisać, no i zacząć się przestawiać na czas Polski…No i będzie też okazja na kilka ostatnich spacerów w Jiawang.

A dzisiaj czeka mnie ostatni lunch w szkolnej stołówce, bo od jutra przygotowuję je sam. Także spodziewajcie się ciągle tych samych nudnych zdjęć ;) Znaczy zdjęcia jedzenia może i będą nudne, ale w nim zawsze jest coś innego, na przykład ostatnio kupiłem piklowane warzywa po syczuańsku, ale trochę się zawiodłem bo nie były ostre. Tylko troszeczkę.

Na lunchu trafiłem na Shawna i Daphne. Shawn mówił o koszykówce w Chinach i miło widzieć że koszykówka to język jakim można się porozumieć w każdym miejscu na świecie. Tak jak kiedyś MJ był dla wielu w Europie inspiracją to rozpoczęcia przygody ze sportem, tak teraz KB jest dla wielu Chińczyków. Tylko liga w Chinach jest ‘trochę’ bogatsza i kluby mogą sobie pozwolić na sprowadzenie lepszych graczy, ale jakoś poziomu chińskiej koszykówki to nie podnosi.
Daphne za to przyznała się w tajemnicy że na lunchu się nie najadła, ale nie chce przytyć więc je mało. A kolacji prawie w ogóle. Skąd Ona energię bierze to ja nie wiem.

A po lunchu z powrotem do gabinetu i pora na powtarzanie słówek.
I tak powoli kończy się ten ostatni czwartek. Teraz czekają mnie trzy godziny z ‘Potworami…’, czyli trzy godziny układania sudoku/powtarzania słówek. Znajdę sobie cichy kącik w sali i będę w ciszy i spokoju czekał do ostatniego dzwonka.

Te notki są coraz krótsze bo myślami jestem już zupełnie gdzie indziej. Naprawdę już się nie mogę doczekać powrotu do Domu. Na szczęście od jutra o 18 czas zacznie biec szybciej, tak zawsze jest.

Wszyscy uczniowie z którymi miałbym zajęcia w poniedziałek nie dają mi wiary i nie chcą dopuścić myśli, że nie mamy zajęć w poniedziałek. A to prawda, dzisiaj nastąpił dla mnie dzień pożegnania z klasami 10/1/2/4, jutro żegnam się z 9/11/12/13 i 14 bo 3/5/6 i 8 pożegnałem wczoraj. Na szczęście nie na długo, tylko na parę tygodni. Naprawdę przeraża mnie ilość czasu jaką te dzieciaki muszą spędzać na nauce. Oni mają przerwę na lunch od 11:40 do 12:30 a następne 80 minut to czas na naukę. Na szczęście siedzą sami w klasach więc mogą sobie pospać i tak robi większość, ale niektórzy pracują twardo. Bo rodzice nie dają im spokoju, jak mi to wyjaśnił dzisiaj jeden z uczniów. Rozumiem nawet dlaczego, w końcu wszyscy rodzice chcą by dzieci miały lepsze życie, a znaczną część społeczeństwa chińskiego wierzy w słuszność ciężkiej pracy. No i nauka jest kluczem do dobrych studiów, a dobre studia są kluczem do dobrej pracy. Taka jest główna droga na szczyt.

Adam!
Uwierzysz że nie jesteś jedynym który się o moje oczy martwił? ;)

Raaaany…

Dlaczego ja tu zostałem? NIE! Dlaczego ja tu w ogóle przyjechałem? Gdybym czytał największa fora poświęcone nauczaniu angielskiego w Chinach i ogólnie życiu obcokrajowców zanim tu przyjechałem to miałbym prawdziwy zgryz z tym czy nie zostać w Polsce.
Fora przyciągają różnych ludzi, to złudzenie anonimowości pozwala niektórym na puszczenie wodzy fantazji i przez lata trafiłem na kilka osób z których internet wyciąga najgorsze.
Z obcokrajowców w Chinach fora także wyciągają najgorsze, zwłaszcza gdy czyta się o tym że Chińczycy to naród chciwych chamów (na przykład), narzekania na pracodawców to norma, potem narzeka się na mieszkanie, tłum, transport, powietrze, jedzenie, kierowców i naprawdę tysiące innych rzeczy.
No i internet nie działa tak jak powinien. Chociaż odnośnie netu to zauważyłem że teraz chociaż nie działa tak jak powinien to działa lepiej niż wtedy gdy działał tak jak powinien. Strony myślą że jestem z Polski a z torrentami łączę się bezpośrednio przez Chiny i mam transfer szybszy niż w Polsce.

Jak już jesteś w Chinach to zaakceptuj to że jesteś w Chinach. 5000 lat historii, kultury i tradycji nie zmieni się dla Ciebie.
Taki mały upust złej energii z mojej strony.

Po całym tygodniu czekania poszedłem biegać.  Tylko godzinka, ale lepsze to niż nic. Prognozy zapowiadają ocieplenie więc może we wtorek rano też uda mi się wymknąć na godzinkę przed świtem. Dzisiaj nadrabiałem zaległości z Premier League. A po lunchu w drodze do i z szkoły będę nadrabiał zaległości z chińskiego. Biegło się dzisiaj ciężko, na szczęście nie było mrozu, ale ta dziwna kolka nie ustaje. Z jakiegoś powodu mam tutaj strasznie wysokie tętno i nie potrafię znaleźć przyczyny, bo przecież ciało powinno się już zaadaptować. No nic.

Wczoraj udało mi się kupić owoce i dostałem od Pana Obwoźnego prezent – mandarynkę w takim ładnym pudełku na którym napisane było ‘Merry Christmas’.

Jeszcze jedna sytuacja z wczorajszego spaceru: pewien Pan chciał sprzedać mi iPhone’a. Ot tak, na ulicy. Trzymał go schowanego w rękawie i zapewne jak to mówią w Kanadzie ‘spadł z ciężarówki’, więc postanowiłem nie kontynuować tej transakcji.

I jeszcze jedna: gdy kupowałem słuchawki podeszła do mnie Pani Chinka przywitała się i życzyła szczęśliwego nowego roku. Ot tak sobie, bez powodu.

Około godziny siódmej rano dostałem smsa od Lidii: ‘Nie mam wody w mieszkaniu, myślałam że wodociągi odcięły wodę. Okazało się że zamarzła w rurach.’
No tak, na słonecznym południu Chin (dobre sobie) woda w rurach zamarza. Zima kurna tysiąclecia. Dobrze że u mnie w mieszkaniu rury nie zamarzły bo jeszcze byłbym gotowy kafelki kuć żeby zobaczyć czemu woda nie płynie. Co te Chiny ze mnie wyciągają.

Ach, w końcu udało się w klasie 11 uruchomić film bo dzieciaki już się doczekać nie mogły. Co prawda potrzebny był nauczyciel i wymiana kabli, ale w końcu się udało a to jest najważniejsze. Chociaż tak między Bogiem a prawdą to w innej klasie to uczniowie wymienili kable, więc nie tyle był potrzebny nauczyciel co ktoś kto wychodzi trochę poza ‘klawisz funkcjonalny + któryś z F’. Do tego jednak potrzeba doświadczenia.
A żeby nie było że tylko oglądamy filmy to dzisiaj męczyliśmy tekst o różnicach kulturowych. I zdecydowanie muszę wziąć jutro cukierki bo moje gardło się doigra wkrótce.

Niedziela i przegapione #17

Nowa książka
Lidia powiedziała mi że uczniowie dostaną nową książkę do moich zajęć. Zapytałem więc:
– Kiedy będę mógł ją wybrać?
– W ogóle. My je dostajemy.
– Yhy, a czy mogę chociaż poprosić o coś prostszego?
– Nie mamy na to wpływy, poza tym teraz na pewno dostaną poziom wyżej.
I rozmawiałam z Lawrencem który powiedział że koszt książek do okokoło 1000 RMB na każdy semestr. Bo książki zmieniają się co semestr. Ech…przecież Oni już z tą sobie radzą tak średnio, bo dla większości jest za trudna, a teraz dostaną jeszcze trudniejszą a ta nie będzie przerobiona. Przecież to marnotrawstwo pieniędzy. Takie coś bardzo zniechęca do nauki.

Chcę jechać do…
Czyli kontynuacja lekcji podróżniczej, oto lista i wyjaśnienia:
Shangri-la – bo jest piękne, spokojne i pełne drzew. Mieli o tym czytankę ostatnio na zajęciach z angielskiego i chociaż Shangri-la to mityczna kraina to w książce do angielskiego znajduje się informacja że jest w Chinach w miejscowości…a co Wam będę mówić. Mit Shangri la polega też na tym że każdy znajduje je w innym miejscu.
Czechy – bo Praga jest piękna i byłaby cudownym miejscem do studiowania.
Korea – bo chcę zostać piosenkarzem a stamtąd pochodzi wielu świetnych piosenkarzy. Koreanki są bardzo ładne.
Japonia – chce zobaczyć górę Fuji. Są tam piękne kobiety.
Paryż  – bo jest niezwykle romantyczny .
Francja – bo rośnie w niej przepiękna lawenda.
Holandia – bo słynie z ulubionych kwiatów – tulipanów.
Hong Kong – bo jest Disneyland.
Polska – bo z Twoich opowieści to piękny kraj.
To ostatnie urzekło mnie najbardziej, a słyszałem to kilka razy. Jak szybko do kraju nie wrócę to zacznę Go idealizować i co wtedy?

Aż tak wiele w tym tygodniu nie przegapiłem jak widać. Może zacząłem wszystko opisywać bardzo skrupulatnie, a może najzwyczajniej w świecie niewiele się wydarzyło.

Niedziela
Chciałem iść biegać, ale coś znowu zaczęło mi doskwierać więc postanowiłem wykorzystać ten dzień by się wygrzać w łóżku. No i kupić leki i posprzątać.

A potem poszedłem do szkoły. Zanim jednak poszedłem zadzwoniła do mnie Sophie  i zapytała  jak się pisze moje imię, więc jej podyktowałem Po co było jej to potrzebne? Gdy poszedłem do gabinetu znalazłem w drzwiach zaproszenie na przyjęcie do klasy 9. Teraz sobie uświadomiłem że nie zrobiłem zdjęć budowy dzisiaj…Oprócz tego dostałem jeszcze życzenia od klasy 10 i 11. Lidia też dostała od 11.
Najpierw wskoczyłem na pierwsze piętro i przemknąłem niezauważony obok klas 14, 13, 12 i przy 11 zostałem zaczepiony, ale udało mi się wymknąć, przy 10 zauważyła mnie Brigitte która zaciągnęła mnie do klasy 9 i zamknęła drzwi. A potem je zasznurowała i powiedziała że mnie nie wypuszczą. I zaczęła się impreza, każdy miał od groma słonecznika, mandarynek, bananów, orzeszków (w Chinach nawet imprezowe jedzenie jest zdrowsze) i zrobiliśmy gąsienicę. Najpierw dziewczyny, a potem chłopaki.
A skoro zdjęć chłopaków nie ma to chyba się domyślacie gdzie byłem.
Szybki rzut oka na zegarek i poszedłem dalej. Spojrzałem co się dzieje w klasie ósmej i już schodziłem na dół gdy dogonił mnie przewodniczący klasy i zaprosił do środka. Nie ma jednak z nimi tak źle.
Zszedłem na dół i jechałem w dół od siódmej. W każdej dostawałem coś do jedzenia, a w szóstej trafiłem na scenkę humorystyczną którą tłumaczył mi jeden z uczniów. Królowało karaoke, niestety nie we wszystkich krajach wyświetlały się słowa na ekranie, gdzieniegdzie leciała po prostu muzyka, ale wszędzie gdzie się pojawiłem proszono mnie bym śpiewał i wszędzie oprócz klas 14 i 11 udało mi się wyjaśnić że boli mnie gardło. Od klasy trzeciej dostałem trzcinę cukrową którą czasem widywałem u Pana Obwoźnego. Może następnym razem kupię jej trochę bo była naprawdę smaczna.

Żałuję że nigdzie nie mogłem zostać dłużej, ale miałem raptem dwie godziny…

A wracając do domu jeden z uczniów zaproponował że mnie podwiezie na rowerze elektrycznym. No tak, dzisiaj wybrałem nogi jako środek transportu. I kto wie, może jutro też się na nie zdecyduję. Owszem trwa to dziesięć minut dłużej ale jest trochę przyjemniejsze.

I po śniegu…

Dalej leży ale teraz przypomina już tę paskudną polską ciapę która zawsze nas atakuje w marcu. Jedyna różnica jest taka że w przeciwieństwo do Polski tutaj nie trzeba uważać na prezenty w postaci psich kup.
Wczoraj jeden z rekruterów (ble) zapytał się mnie: ‘a jak wygląda nauka angielskiego w Polsce?’ i tak myślę od wczoraj jak mu to opisać.  Ubrałem moje doświadczanie z Polski tak delikatnie jak potrafiłem bo facet urodził się w Kanadzie ale jest polskiego pochodzenia i zastanawiał się czy nie uczyć w Polsce po tym jak Azja Mu się znudzi.

Znowu poranek nie był nudny. Ruszyłem do szkoły tym swoim ślamazarnym tempem, bo nie oszukujmy się to nie jest pora na szaleństwa i gdzieś w połowie drogi zauważyłem jak Panu z przodu wypadły nauszniki, w myśl zasady ‘dziś ja, jutro Ty’ chwyciłem te nauszniki, podjechałem do Niego i oddałem. Był tak zaskoczony że wydukał ‘siesie’ i pojechał dalej. Dokulałem się do szkoły i włożyłem rękę do kieszeni by wyłączyć Garmina. I co? Garmina w niej nie było. Szybko zawróciłem, zauważyłem jeszcze Pana bez nauszników który krzyknął ‘thank you’ . Dojechałem do skrzyżowania i znalazłem leżącego na ulicy Garminka. Rany…ile on w tym tygodniu przeżył. Ile on w ogóle przeżył, a przecież nie ma nawet dwóch lat. Zima i dwa upadki, sobowtór i upadek, podróż do Chin i mnóstwo upadków. A w dalszym ciągu służy mi dzielnie i oby służył jak najdłużej.

Ostatni bieg w 2012 roku był średni. Znowu chwyta mnie kolka i muszę się zatrzymywać co 20-30 minut. Muszę biegać nieźle pokrzywiony skoro tak mi dokucza. Nie biegam aż tak szybko przecież. A może…może to zmęczenie bo przecież parę tygodni temu wszystko było w porządku a teraz jestem już naprawdę mocno zmęczony i chociaż wstyd mi to pisać to trochę cieszę się że w niedzielę nie idę biegać. Tak się cieszę że nawet dzisiaj wyprałem ubrania do biegania. I iPod też swoje przeżył dzisiaj, wyleciał mi z tylnej kieszeni i z hukiem przypierdzielił w asfalt, ale nic mu się nie stało. To naprawdę niesamowite. Aparat pierdzielnął o posadzkę i jedynie trochę wariuje, Garmin zbiera coraz to większe cięgi, iPod nie chce być gorszy a wszystkie jakoś żyją. Dobra azjatycka robota nie ma co.

Wróciłem do szkoły I na momencik do gabinetu, zostawiłem słonecznik na jutro i kawę na nadchodzący tydzień i wychodząc spotkałem na schodach Lidię, która chyba w szkole kryje się przed mamą. W każdym razie powiedziałem jej że przegram jej te brakujące zdjęcia jutro. Na co Ona z wielkimi oczami zapytała:
– Jutro?
– No tak, jutro. Przecież w ten weekend pracujemy.
– W ten weekend?
– No tak…
– Jesteś pewien?
– Pytałem się uczniów, pisałem im daty, więc jestem pewien (przez grzeczność nie chciałem jej wspominać o tym że przecież sama mi to potwierdziła).
– Hmm…
– To może zapytaj się kogoś czy to prawda, bo może uczniowie mnie źle zrozumieli, albo ja Ich.
– Okej.

No i po pierwszych zajęciach popołudniowych dostałem smsa ‘w ten weekend mamy wolne, za to w następny pracujemy’
Drugi raz obuchem w łeb i to tym razem mocno niepozytywnie. Czyli jutro na zakupy i jednak w niedzielę mogę iść biegać. Mam tylko nadzieję że ubrania wyschną. Nie no, musza wyschnąć. Nie można zakończyć tego roku takim biegiem. Zasługuje na troche więcej.

Wychodząc z domu zobaczyłem że ktoś oddał mi Mikołaja I dopisał na kartce że przeprasza. Nawet zdjęcie zrobiłem. Wyjaśnił też że jestem uczniem/uczennicom szkoły w której byłem w odwiedziny i prosi o pomoc z zadaniem domowym. Zostawiłem Mu/Jej swój numer QQ i napisałem żeby uderzył/a gdy ma problemy to chętnie pomogę i wyjaśnię.

Zakupiłem kolejne pocztówki, teraz dostałem dwie w cenie trzech i jeszcze uczeń walczył ze mną żeby dać mi tego jednego juana reszty. Ach ta klasa jedenasta. Wszystkie klasy mnie zaprosiły na swoje przyjęcia noworoczne i na wszystkich chcę być, ale 14 klas obskoczyć…A potem jeszcze Lawrence zaprosił mnie do siebie mówiąc że to nie Jego pomysł, ale całej klasy i wszyscy chcą żebym przyszedł ale oczywiście zrozumieją jeżeli się nie pojawię bo przecież nie mam czasu. Nie powiem że bym nie chciał, ale naprawdę nie wiem jak to będzie z czasem…15 klas…180 minut to tylko 12 minut dla każdej klasy, więc będzie bardzo bardzo ciężko zwłaszcza że chcę dużo zdjęć porobić.

Te jutrzejsze zakupy są mi zupełnie nie w smak, ale cóż poradzić, trzeba je zrobić pomimo prognozowanego deszczu ze śniegiem. Masakra pogodowa jakaś.

Środy są trochę…

Szalone. Zwłaszcza gdy dowiadujesz się że lekcje popołudniowe zaczynasz o 1250 z powodu konkursu. Dowiadujesz się o tym o 930. Od uczennicy. Bo nikt ze szkoły nie powiedział ani Tobie ani Asystentce.
A potem dowiadujesz się, że środa i czwartek będą odrabiane nie w następny weekend ale już w ten. Czyli na spory plus, bo zostałem uderzony z zaskoczenia i nie muszę niczego planować. Poza tym w niedzielę wieczorem klasy organizują przyjęcie noworoczne więc zajebiście . Wtorek, środa, czwartek wolny.

W przerwie na lunch pojawiła się nauczycielka, wychowawczyni klasy 14 i dała mi małe zawiniątko mówiąc że jest chrześcijanką i to jest taki prezent który zrobili w swoim kościele. Kościele domowym, nie świątyni. Nie mogłem otworzyć od razu bo musiałem lecieć na te rozpoczynające się wcześniej zajęcia, ale gdy już wróciłem i otworzyłem to zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Jak widać na zdjęciu jest to cytat z Księgi Wyjścia ‘Przeto idź, a Ja będę przy ustach twoich i pouczę cię, co masz mówić’. Czyli coś niezwykle bliskiego dla Chrześcijan z Chin, w końcu Oni tutaj w dalszym ciągu głoszą samodzielnie Słowo Boże. Nie dość że msze odprawiane są w warunkach rodem z początków Chrześcijaństwa to szerzenie wiary jest znacznie utrudnione, że nie wspomnę o takich ’drobnostkach’ jak praca w niedziele. Jestem pod ogromnym wrażeniem bo tutaj religia, wiara to kwestia wyboru, nie tak jak u nas gdzie się ją narzuca.

W tym tygodniu dręczę uczniami pytaniami o podróże i oprócz takich ciekawych, acz standardowych odpowiedzi jak:
– do Japonii zabić Japończyków
– do Paryża bo to bardzo romantyczne
pojawiły się takie niestandardowe jak:
– Malediwy bo za 20 lat ich nie będzie
– Atlantyda, bo nikt jej nie odkrył (aż mi się przypomniało że mając 12 lat myślałem o tym samym)
Te dzieciaki mają gro pomysłów i są naprawdę zdolne, ale chyba w tym systemie brakuje trochę ujścia dla tej kreatywności.

Po wszystkich zajęciach poszedłem do tej hali posłuchać jak śpiewają, ale wytrzymałem tylko kilka klas bo było tam potwornie ale to potwornie zimno. Rozumiem że na ogrzewaniu można oszczędzać, ale są pewne granice. Trafiłem też na chiński…którego pierwsza zasada brzmi by nie mówić o…więc nie powiem ani słowa.

Poszedłem do stołówki gdzie spotkało mnie niemiłe zaskoczenie w postaci braku tofu nie pozostało mi więc nic innego niż zrobić powtórkę z obiadu i potem zaraz do domu. Dzisiaj, tak dla odmiany, Pan Obwoźny pojawił się już przed 18, a skoro jutro ma padać to postanowiłem nie ryzykować i od razu uzupełnić zapasy owoców. Chociaż ostatnio żywię się w szkole głównie prezentowymi jabłkami. Dostałem też coś, jakiś orzech czy coś…całkiem smaczne prawdę mówiąc.

Wracając do domu spotkało mnie pierwsze poważne niemiłe zaskoczenie. Nalepiłem wczoraj na drzwiach śnieżynkę i Mikołaja. Żeby było tak świątecznie. I teraz tego Mikołaja już nie ma. Ostała się tylko śnieżynka. Mam nadzieję że ten kto go sobie zawłaszczył zrobi z niego dobry użytek. Bo może w gruncie rzeczy tej osobie przyda się bardziej.

Aparat dobił dzisiaj do 10k zdjęć w ogóle, z czego jakieś 7k zrobiłem w Chinach. Mało, ale też nigdy nie aspirowałem do bycia fotografem czy też do robienia zdjęć w ogóle więc cieszę się zwłaszcza że niektóre z tych zdjęć są przyzwoitej jakości i pokazują całkiem ciekawe obrazy.

Ani ja, ani Lidia nie potrafimy zrozumieć dlaczego dostajemy środek tygodnia wolny a w piątek musimy iść do pracy. Nauczyciele tutaj też nie rozumieją a uczniowie to już w ogóle. Tylko teraz dotarło do mnie że następny tydzień to dwa dni w szkole a potem jeszcze…miałem o tym już nie pisać więc nie piszę.

Brakuje mi tej dłuższej przerwy na lunch bo nie dość że nie porobiłem słówek to czuję się bardzo zmęczony i nic mi się już dzisiaj nie chce a przecież powinienem zrobić jeszcze swoją lekcję chińskiego,  a prawdę mówiąc nie chce mi się nawet tej swojej frustracji związanej z nieplanowanymi zmianami planów dnia przelewać na zera i jedynki. Jakoś zaakceptowałem to bez myślenia i bez rozczulania się nad tym za bardzo. Tak musi być i zgrzyt zębami zamiast tak być musi i uśmiech. Na szczęście mam niesamowitych uczniów którzy rozczulają mnie niezwykle. Jak chociażby przewodniczący klasy siódmej który z nadzieją w głosie zapytał się czy przyjdę posłuchać jak śpiewają bo On będzie dyrygentem. I żałuję że nie miałem w sobie na tyle wytrzymałości by tam zostać na dłużej i posłuchać reszty klas. Lidia siedzi całymi dniami w gabinecie ucząc się i chyba udzielił mi się jej nastrój bo powiedziała że chciałaby zostać, ale w gruncie rzeczy to co roku jest to samo a Ona jest zmęczona. A dla mnie to przecież coś nowego, tylko jakoś tak…może szukam wymówki, ale naprawdę trudno mi się skupić gdy zimno i spać się chce.

Ach…okazało się że tydzień temu uczniowie biegali wokół boiska w ramach ogólnoszkolnego biegu długodystansowego. No tak, o tym też jakoś nikt mi nie powiedział. Czasem mam takie wrażenie że jestem tu takim ciałem obcym, złem koniecznym, ale może po prostu przemawia przeze mnie zmęczenie. Nikt mi nic nie mówi, Lidia dowiaduje się rzeczy od uczniów nie od nauczycieli czy też przełożonych i wszystko odbywa się na ostatni moment. Tak, zdecydowanie jestem zmęczony i zasługuję na długi porządny sen. Tylko najpierw pora na wieczorną lekcję.

Wywiesiłem jeszcze na drzwiach kartkę z napisem ‘Ukradłeś mojego Mikołaja. Proszę oddaj go.’ W dwóch językach, po chińsku i po angielsku. Nie, nie  zmieniam zdania o Chinach czy chińczykach, bo zgniło owoc znajdzie się wszędzie, normalnie pewnie uśmiechnąłbym się i napisał że się cieszę bo to znaczy że komuś się spodobał i chce go mieć przy sobie, albo chce żeby mu/jej przypominały Święta w roku 2012 gdy mieszkał w jego/jej bloku obcokrajowiec, ale dzisiaj naprawdę jestem zmęczony i chociaż w ten sposób chciałem wyrazić swoje niezadowolenie. Bo tu nie chodzi tak naprawdę o tego Mikołaja (tak jakbyście nie wiedzieli), ale o odrobinę szacunku.

Niedziela i przegapione #14

Psie oczy
Jedną z pierwszych rzeczy jakie należy zrobić po przeprowadzce do innego kraju jest zapoznanie się z przekleństwami. Oczywiście nie po to by obrażać, ale by wiedzieć kiedy jest się obrażanym. Z racji niezwykle bogatego słownictwa jest to zadanie dość karkołomne dla osób chcących mieszkać w Polsce, ale dla osób chcących mieszkać w Chinach już nie. Głównie dlatego że najczęstszym obraźliwym słowem na obcokrajowca jest ‘guizi’. ‘Yang guizi’ to nic więcej jak ‘zagraniczny diabeł’. Oczywiście białego można nazwać też ‘laowai’ czyli obcokrajowcem, ale jest to słowo używane już przez dzieci i zatraca ono swoje pejoratywne znaczenie. Często na ulicach słychać ‘wai guo ren’ czyli ‘obcokrajowiec’, a wtedy grzecznie mówię że jestem z Polski.
A jak Chińczycy nazywają białych? ‘Psie oczy’. Bo w końcu mamy oczy okrągłe, tak jak psy.

Chemia
Parę dni temu wrzuciłem zdjęcie kartki na której rozpisanych było kilka reakcji chemicznych. Rozpisanych w takim sensie że były bodajże cztery reakcje przepisane kilkunastokrotnie. Zdziwiło mnie to niezwykle więc zapytałem się dziewczyny u której ową kartkę znalazłem o przyczynę. Wyjaśniła mi bardzo sprawnie, że z chemią nie radzi sobie najlepiej i nauczycielka kazała jej to zrobić by w końcu zapamiętać. Wyobrażacie to sobie? Z jednej strony jest to już praktycznie bezmyślne wkuwanie reakcji na pamięć, bo dziewczyna dalej ich nie rozumie, ale z drugiej strony…no właśnie, w tym kraju drugą stroną jest to że w końcu to wkuje na pamięć, dzięki temu zaliczy sprawdzian, semestr i będzie mogła uczyć się dalej. Zrozumieć nie zrozumie, ale może nie będzie już miała nic wspólnego z Chemią. Tylko czy można winić nauczycieli za coś takiego? Mają sporo uczniów, sporo zajęć i nie mogą z każdym uczniem spędzać tyle czasu ile powinni. W Polsce przy 25-30 uczniach w klasie jest to niemożliwe, a przy 50 to wręcz nie do pomyślenia. Ma się tego nauczyć i już.

Koszykówka
Sport to dla tych dzieciaków jeden ze sposobów na ucieczkę od tej męczącej szkolnej rzeczywistości. W klasie drugiej jest taki jeden uczeń, którego angielski może nie powala, na tle klasy wypada średnio (bo klasa druga jest bardzo dobra), ale zawsze ale to zawsze przychodzi albo przed lekcją albo po by porozmawiać chwilę o tym jak grali ‘moi’ Lakers i ‘jego’ Knicks’. Z racji tego, że Lakersi w tym sezonie są że tak powiem w ciemnej dupie, pojawił się ostatnio temat czy zmiana trenera była sensowna i co ja o tym myślę. Także wyjaśniłem że przede wszystkim musimy poczekać aż Steve Nash wróci bo przecież kto jak kto ale on powinien przenieść tę drużynę na inny poziom, Gasol musi znowu poczuć się pewnie i wszystko będzie dobrze. Nawet jeżeli nie będą mieli najlepszego bilansu w sezonie zasadniczym to w play-offach sobie poradzą. I nagle mnie uderzyło, że oto jestem w Chinach, i rozmawiam po angielsku z chłopakiem który koszykówkę kocha bardziej ode mnie i rozmawiamy o swoich ulubionych drużynach na poziomie który dla polskich nastolatków jest trudny do osiągnięcia w języku ojczystym. I naprawdę rozmawialiśmy…To było niesamowite.

Problemy kulturowe
Czasem nawet najlepszy słownik nie pomoże jeżeli trzeba wyjaśnić pewne różnice kulturowe. Przerabialiśmy przysłowia (pomysł Lidii) ze słowami ‘dusza’ i ‘diabeł’ i w Polsce nie miałbym najmniejszego problemu, ale tutaj było mi ciężko. Chiny nie były dla mnie ‘Tym’ krajem azjatyckim. Owszem co nieco przeczytałem o historii, przesłuchałem większość odcinków ‘China History Podcast’, ale umówmy się – nie ma opcji by poznać pięć tysięcy lat historii naprawdę dokładnie. A dodajmy do tego jeszcze mitologię i już w ogóle możemy się znad książek nie wychylać. O ile z ‘diabłem’ można sobie jeszcze w miarę poradzić opisując go chociażby jako złego ducha, tak z ‘duszą’ jest problem. Teraz już wiem że w Chinach istnieje podobne pojęcie, tylko istnieje też podział na duszę unoszącą się do nieba i tę która zostaję w ziemskiej powłoce. Tylko wtedy tego nie wiedziałem, Lidia nie za bardzo mi pomagała, a ja głowiłem się jak w prostych słowach wyjaśnić czym jest dusza…

Przedmioty…
Na czele ulubionych przedmiotów króluje historia z powodu nauczyciela, WF z powodu badmintona, zajęcia ze sztuki bo można oglądać obrazy, oraz z muzyki bo można jej posłuchać i się zrelaksować. Matematyka nie ma wielu wielbicieli, ale ci którzy ją lubią, lubią ją z powodu trudności i poczucia spełnienia po rozwiązaniu trudnego zadania.

Kocham Cię
W piątek wieczorem zajęcia mają już inny zapach. Może nie dla uczniów, ale dla mnie na pewno. Mogę mówić że nie myślę jeszcze o weekendzie, ale byłoby to ogromne oszustwo. A dzieciaki na całym świecie to cwane bestie i gdy wyczują krew to nie odpuszczą. Także w klasie dwunastej poopowiadałem trochę o niemieckim, nauczyłem Ich nawet kilku niemieckich słówek…do czego to doszło…a jeden z uczniów mnie zaskoczył bo powiedział ‘kocham cię’. W sensie po polsku. Zapamiętał gdy kiedyś Im powiedział. Taka drobnostka, kawałek Polski przy zachodzącym późno jesiennym słońcu na drugim końcu świata.

Niedziela
Obudziłem się strasznie późno. Czyli po ósmej. A spało mi się niesamowicie dobrze, przywykłem już do tego materaca. Przed snem obejrzałem ostatni film ze studia Ghibli – ‘From up on Poppy Hill’ i uderzyło mnie to jak bardzo szkoły w Japonii (w latach 60-ych przynajmniej) i Chinach są do siebie podobne. Dotarło też do mnie dlaczego tak bardzo podoba mi się w Jiawang. Dobrych kilka lat temu odebrałem znajomego z dworca, przyjechał z Mirocina (takiej malutkiej wioski pod Nową Solą) i od razu powiedział że tylu ludzi co w Katowicach na dworcu to jednocześnie nie widział i wcale mu się to nie podoba. Teraz mieszka w Chicago, więc pewnie się przyzwyczaił. Ja natomiast mam chyba dość takiego wielkiego miasta (bo chociaż Katowice wielkie nie są to te wszystkie okoliczne miasta tworzą jedno wielkie miasto) i dlatego tak często zakładając buty idę biegać do parku. Dlatego tak bardzo podoba mi się Jiawang, bo chociaż nie ma tutaj takiego parku to jednak jest cisza i względny spokój. Owszem, jest dużo ludzi, owszem nie ma miejsca by się przed nimi schować, ale pomimo tego olbrzymiego placu budowy jest tutaj naprawdę przyjemnie.
Jeszcze tak o tej zwykłej ludzkiej uprzejmości, która wydaje mi się niezwykła. Biegając w Polsce spotykałem się z różnymi ludźmi, niektórzy gratulowali mi wytrwałości, inni mówili żebym tak trzymał, ale czasem ludzie się ze mnie śmiali, raz na ulicy ktoś zapytał po co mi to. W końcu to nie jest normalne by się tak dobrowolnie męczyć. A tutaj ludzie mnie mijają, ja mijam ludzi i owszem patrzą się na mnie, ale bardziej dlatego że mam psie oczy niż dlatego że biegam. A gdy mijają mnie na rowerach/skuterach/trójkołowcach/samochodach i patrzą w moją stronę to staram się podnieść rękę i uśmiechnąć. Oni też się uśmiechają i odmachują. Dzisiaj mijał mnie Pan i podniósł kciuk w górę mówiąc ‘OK’. Albo taka sytuacja. Jest jedno takie skrzyżowanie dość niepraktyczne bo nie ma na nim pasów, ale przejść przez nie trzeba. W Polsce wracając z treningu trzeba uważać bo nawet gdy samochód ma zwolnić do 30 km/h i nawet gdy kierowca widzi że jesteś przy przejściu i nawet gdy widzi jeszcze kogoś na przejściu to i tak się nie zatrzyma by Cię puścić. W Chinach natomiast w miastach jest ograniczenie do 30 km/h (jeżeli jest jeden pas) lub 40 km/h (gdy są dwa pasy lub więcej) i owszem, większość chińskich kierowców nie przestrzega żadnych przepisów które znamy, ale jeżeli chodzi o ostrzeganie pieszych to możemy się od nich wiele nauczyć. Tutaj nikt nie zakłada że pieszy Cię widzi. Jeżeli kierowca widzi kogoś na ulicy, lub na chodniku próbującego wejść na jezdnię od razu naciska na klakson, najczęściej zwalnia i próbuje oddalić się od pieszego. Zupełnie inna kultura jazdy.