Pierwszy raz

P1120097 (Copy)

To zupełnie normalne na całym świecie bo wszędzie ludzie są tacy sami. Nie stało się więc nic nadzwyczajnego, powinienem to właściwie zignorować i nawet o tym nie wspominać. Sytuacja jednak jest na tyle dla mnie nowa i niespotykana że napiszę o tym co się stało.

P1120087 (Copy)

Rasizm jest w Chinach normą. Oczywiście Chińczycy uważają że nie jest, że problem rasizmu tu nie istnieje i nie mamy nawet o czym mówić, niech Pan stąd idzie nie ma tutaj co oglądać. Prawda jest jednak zupełnie inna i wie o tym każdy kto do tego kraju przyjechał.
W przypadku osób o ciemnej karnacji jest to rasizm w większości przypadków negatywny. Jest takie założenie pochodzące z początków istnienia Kraju Środka że ludzie o ciemnej karnacji to rolnicy, czyli biedota i są przez to gorsi. Ludzie kompletnie czarni to już w ogóle tragedia i idź pan stąd, no chyba że grasz w kosza, to wtedy zapakuj piłkę. Oczywiście wraz z otwieraniem się kraju to się zmienia, ale te stare wierzenie i stereotypy dalej siedzą w głowach.

P1120088 (Copy)

W przypadku osób o jasnej karnacji jest dokładnie na odwrót. Rasizm jest w większości przypadków pozytywny. Kobiety chcą mieć bladą cerę bo uznają ją za piękną (solarium w Chinach nie ma co zakładać, tutaj na plaże wychodzi się w masce i długim rękawie by się przypadkiem nie opalić, a kobiety w lato spacerują z parasolem), a jak mi powiedział jeden napotkany Chińczyk Hitler miał rację, biała rasa jest najlepsza. Takie to trochę dziwne, ale tak jest.

P1120089 (Copy)

Tutaj ten rasizm objawia się tym że ludzie mówią ciągle hello, chociaż często nic innego po angielsku nie powiedzą, tym że się patrzą i różnie reagują gdy się na Nich też zaczyna patrzeć z uśmiechem, niektórzy się uśmiechają, a inni nagle odwracają wzrok (bo większość Chińczyków nie radzi sobie ze starciem bezpośrednim) i tyle. Są też takie mega pozytywne przypadki jak pokazywanie kciuka w górę gdy biegam, pytanie czy nie jest mi za zimno gdy biegam, próby zagadania i wypytania się o coś gdy kupuję, czy też prośby o wspólne zdjęcie, z których właściwie tylko pierwsze i ostatnie można uznać za rasizm.

P1120090 (Copy)

Tylko tak jak mówię, w większości przypadków jest to pozytywne i nie przeszkadza mi ani trochę. Nawet to gapienie się jak sroka w gnat mnie nie rusza. Co ciekawe, częściej doświadczam tego tutaj niż doświadczałem w Jiawang. Małe miasto małym miastem, ale ludzie tam byli zupełnie inni. A niby to w większych miastach ludzie są tacy nowocześni i obeznani ze światem, że nic Ich nie rusza. Ano na północ od muru to jednak rusza.

Po tym przydługim wstępie pora w końcu do opisania dzisiejszego zdarzenia, które chyba nie jest nawet godne takiego ładnego wstępu.

P1120094 (Copy)

Wracałem z walmartu, w którym kupiłem deskę toaletową gdyż poprzednia pękła, a przydrożne małe sklepy nie miały i wychodząc z budynku zauważyłem kątem oka człowieka palącego papierosa. Gdy go minąłem usłyszałem głośnym tonem obcokrajowiec i blablabla, normalnie nie reaguję, bo to codzienność jednak, dopiero przy drugim obcokrajowiec i blablabla się obróciłem, zobaczyłem że ów człowiek jest bardzo zdenerwowany, ale poszedłem dalej nie chcąc ryzykować jakiejś awantury. Nie wytłumaczyłbym potem że nic nie zrobiłem więc lepiej nawet nie zaczynać. Gdy krzyk trochę ucichł zatrzymałem się, obróciłem i spojrzałem w stronę człowieka. Był on ewidentnie poddenerwowany i ze złości cisnął w moją stronę jakimś papierkiem po czym odwrócił się na pięcie i sobie poszedł.

P1120095 (Copy)

Ja sobie też poszedłem, ale jakoś tak dziwnie. To był pierwszy raz kiedy ktoś mnie zwyzywał w Chinach na ulicy i to tak zupełnie bez powodu. Żebym ja sobie jeszcze na to jakoś zasłużył, ale nic z tych rzeczy najzwyczajniej w świecie sobie szedłem. No nic, nie można mieć pozytywnego rasizmu bez rasizmu negatywnego. Nie mam zamiaru robić sobie zdjęć z bananem jak to robili piłkarze ostatnio, ale za to napiję się zielonej herbaty. Z Chin.

Porażka

P1120070 (Copy)

Dzisiaj nie poszło zupełnie. Na jedenastym kilometrze zatrzymałem się i czułem że nie będzie cudów. Ruszyłem dalej i na siedemnastym znowu musiałem się zatrzymać. Kilometr potem chwyciła mnie kolka i wiedziałem że pora wracać.
Dotruchtałem dwudziestu, kiedy to się przewróciłem. Potruchtałem jeszcze kilometr, ale resztę już przeszedłem. Ciało odmówiło współpracy. Pierwszy raz od bardzo dawna i to aż tak bardzo. To było takie dziwne zmęczenie i wzięło się zapewne z kiepskiego paliwa w dniu wczorajszym. Moja wina, nie ma co się nad tym teraz rozczulać, trzeba się poprawić.

P1120080 (Copy)

Tylko te dwadzieścia jeden kilometrów uświadomiło mi jak bardzo mi się zmieniło podejście. Przebiegnięcie dwudziestu jeden kilometrów to nie jest porażka. Tylko robiąc to regularnie to moje postrzeganie rzeczywistości zmieniło się do tego stopnia że uznaję je za nią. A przecież dwadzieścia jeden kilometrów to porządny dystans, nie jakieś tam pitu pitu. Pierwszy maraton przebiegłem mając za sobą najdłuższy bieg wynoszący właśnie dwadzieścia jeden kilometrów.

P1120081 (Copy)

Poprzedni przebiegłem mając za sobą przetruchtane dwie dwudziestki piątki. Także wstydu nie ma. A jednak gdzieś tam w głowie jest taka myśl że coś poszło nie tak. I może to jest właśnie to – coś poszło nie tak. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do tego że ciągle wszystko idzie po mojej myśli, że ciągle wszystkie moje założenia realizuję bez problemu że teraz gdy wydarzyło się coś takiego myślę że to porażka. A w rzeczywistości nie jest to ani porażka, ani klęska, jest to jedynie dowód na to że paliwo musi być lepsze, że nie mogę ot tak wyjść i biegać iluśtam kilometrów tygodniowo, że potrzebuję przerwy, regeneracji i muszę na taki kilometraż wchodzić spokojnie.

P1120082 (Copy)

Następne dwa tygodnie będą takie bardziej rekreacyjno-regeneracyjne i po nich zostaną mi jeszcze trzy tygodnie biegania, może trzy i pół. Mam nadzieję że pod koniec czerwca znowu będę biegać lekko i z radością bo to jest najważniejsze- żeby mieć z biegania radość, bo jeżeli mam się do tego zmuszać to nie widzę sensu by to robić. Po co mam się męczyć? A dzisiaj się męczyłem. Owszem, czasem trzeba powalczyć, zacisnąć zęby i brnąć dalej, ale dzisiaj czułem że to nie jest dobry pomysł, że potrzebuję odpoczynku i…ciało przyznało mi rację odmawiając posłuszeństwa.
Mimo wszystko to nie była porażka, to było zwycięstwo zdrowego rozsądku bo ileż można biegać 60 kilometrów na tydzień przy raptem trzech wyjściach?

P1120083 (Copy)

Znowu padało. Ledwo wróciłem do mieszkania po biegu i już się rozpętała ulewa. To jest jakaś strasznie deszczowa pogoda, podobno nietypowa jak na tę porę roku i te miejsce w Chinach.
A jutro ostatni dzień sprzątania.

Niedziela i przegapione #38

Wymiana
Tak mi się w tym roku wymyśliło że wymienię pieniądze wcześniej. Powiedziałem o tym Chrisowi a On sam się zaoferował z pomocą. No to wstyd nie skorzystać zwłaszcza że dla mnie to zawsze lekkie udogodnienie bo nie muszę spędzać kilku godzin w banku. Także w poniedziałek przyniosłem kasę, a Chris poszedł do banku.
Wrócił chwilę później trochę zdenerwowany i okazało się że to co wypisują w internecie to prawda, czyli nie możesz uzyskać z banku więcej niż 500$ dziennie. Chyba że jesteś obywatelem Chińskiej Republiki Ludowej wtedy limitu nie ma. I tutaj z pomocą przyszła Nancy, czyli współwłaścicielka szkoły którą Chris poprosił o pomoc. Jej zajęło to 30 minut zamiast kilku dni. Czasem Chiny nie są user friendly i w takich chwilach z tęsknotą spoglądam na południe gdzie w Jiawang wszystko dało się załatwić od ręki.

Key words
Czyli kontynuacja wpisu z zeszłego tygodnia – jak ludzie trafili na rainreborn.pl

Dżurdżeni- http://rainreborn.pl/2014/01/dzurdzeni/

Nanai – http://rainreborn.pl/2014/03/wtorkowe-bieganie/

Alipay – alipay to nie jest chińskie allegro, znacznie mu bliżej do payu. Jak tak dalej pójdzie to będę musiał przygotować osobny artykuł opisujący jak z niego korzystać, lub otworzyć firmę zajmującą się pośrednictwem ;-)

Dlaczego raz biegniemy wolniej a raz szybciej?
To jest ciekawe pytanie. Czasem to wina paliwa, czyli tego co jemy, tego jak długą mieliśmy przerwę (czyli czy się zregenerowaliśmy), od pogody (temperatury, wiatru, wilgotności), od psychiki, tego co robiliśmy wcześniej czyli czy jesteśmy wypoczęci czy nie.
Zmiennych jest naprawdę sporo i ciężko to wszystko kontrolować. Żeby biec każdy trening w taki samym, lub podobnym tempie musimy wprowadzić w życiu pewne ramy które sprawią że wszystko będzie w miarę do siebie podobnie. Czyli regularne posiłki, żadnego nagłego obżerania ani nagłej głodówki, regularny odpoczynek, czysta głowa, a i tak jak pogoda nie dopisze to będzie trochę wolniej.
Dobrze założyć sobie jakieś widełki, czyli powiedzmy 5-10 wolniej/szybciej i się resztą za bardzo nie przejmować. Niema możliwości żeby wszystko było ciągle idealnie i tak jak nie oczekujemy od siebie w pracy bycia ciągle na 100% tak nie możemy oczekiwać od swojego organizmu by zawsz działał na 100%.
Jeżeli kilka dni z rzędu biegniecie wolno, dużo wolniej niż zawsze to warto sobie zrobić przerwę, bo może najzwyczajniej w świecie ciało nie wyrabia z regeneracją. Jeżeli to nie pomaga to warto zrobić sobie badanie krwi. A jeżeli mamy taką szybkościową sinusoidę czyli raz szybciej, raz wolniej i jest ona regularna to warto się przyjrzeć temu co robimy w dni poprzedzające te wolne biegi a co w dni poprzedzające szybkie biegi i to sobie przeanalizować.
Naprawdę nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi.

Niedziela
Się prawie skończyła. I dotarło do mnie że została mi jeszcze jedna niedziela w maju. To niesamowite jak szybko ten miesiąc mi minął. A jak on minie to zostaną jeszcze 4 tygodnie w czerwcu i parę dni w lipcu. Potem już mnie nie ma!
Z tą myślą nawet na tej przepełnionej ludźmi siłowni nie było tak źle. Spotkałem Mao Jina i Jego dziewczynę, którzy tworzą doprawdy udaną parę. On ćwiczy, Ona na niego czeka, a potem siedzą razem i rozmawiają. Naprawdę fajnie się na Nich patrzy.

P1120067 (Copy)

Dotarłem do mieszkania i June wysłała mi wiadomość że Pan kurier zostawił dla mnie paczkę w sklepie. Wróciłem się więc do sklepu z którego wróciłem z zakupami i odebrałem paczkę. Rany, to już wszystkie. Kolejne zamawiać będę w czerwcu. Znowu będę korzystać z niezastąpionej June. Dziewczyna jest zrobiona ze złota.

P1120068 (Copy)

Przygotowałem również pytania na nadchodzący sprawdzian i powinno być fajnie. Naprawdę powinno być fajnie.

P1120069 (Copy)

Dzisiaj znowu z rana deszcz, ale potem się rozpogodziło i już jest całkiem fajnie, nawet zapowiadają że jutro rano nie będzie deszczu, czyli tym razem nie zmoknę biegając bez kurtki. A czeka mnie kolejna trzydziestka, ale o niej w ogóle nie myślę. Ot jest tam w głowie, jestem jej świadom, ale nie wyzuwa się na pierwszy plan. Jest takim cichym gościem, trochę jak Ból z którym się każdy biegacz musi jeżeli nie zaprzyjaźnić to przynajmniej zaznajomić. Czeka on gdzieś tam w zakamarkach i chociaż od czasu do czasu wychodzi to jednak nie myślimy o nim codziennie. Nie jest, a przynajmniej nie powinien być, naszą codziennością.

Pustka

P1120020 (Copy)

Pogoda dopisała, nogi poniosły i zrobiło się dwadzieścia kilometrów. Nie czułem wewnętrznej potrzeby by robić jeszcze jedną pętelkę i kręcić połówkę, lub więcej, bo i po co miałbym to robić? Chciałem się przebiec i wrócić do mieszkania. Jak chciałem tak zrobiłem.

P1120022 (Copy)

Dzisiaj na bieżni nie było za dużo osób, mogłem więc spokojnie się pokręcić. Cieszę się niezwykle że ten park jest tak blisko i można w nim biegać bo kręcenie tych kółek na bieżni to byłaby masakra. Nie wyobrażam sobie dwóch godzin kręcenia w kółko, to jakaś katorga.

P1120029 (Copy)

Zrobiłem kilka kółek po czym udałem się na moją nową ulubioną trasę prowadzącą nad jezioro inną drogą. Nowa ulubiona to może przesada, bo jakoś specjalnie jej nie lubię gdyż prowadzi koło dość ruchliwej ulicy, ale na pewno jest nowa i będę się starał z niej korzystać bo zawsze to pewna odmiana od ciągłego klepania kilometrów na tej samej trasie.

P1120038 (Copy)

To też jest ważne w bieganiu, żeby od czasu do czasu coś zmienić. Czy to tempo, czy czas biegu, czy trasę. Owszem, fajnie jest znać swoją główną trasę na pamięć, wiedzieć kiedy podskoczyć, kiedy jest pod górkę, kiedy z górki. To wszystko jest fajne, ale to sprawia że można się rozleniwić tutaj pobiegnę wolniej bo jest z górki, a tutaj nie ma co przyśpieszać bo i tak jest pod górkę, a to nie jest dobre gdy się trenuje.

P1120040 (Copy)

Gdy się biega nie ma to większego znaczenia, ale ja lubię czasem zrobić sobie jakąś odmianę. Tak dla zachowania higieny psychicznej.

P1120041 (Copy)

Biegłem sobie tak spokojnie, stopniowo przyśpieszając co świadczy o tym że jest dobrze i wszystko jest w porządku.
Pustka bo w parku było naprawdę pusto o tej ósmej. O wiele więcej ludzi było w czwartek, a dzisiaj jakoś tak spokojnie, cicho, bez przeciskania się między tabunami przechodniów.

P1120045 (Copy)

Oczywiście pierwsze namioty już się zaczęły pojawiać. Myślę że one wstają wcześnie rano i ruszają na weekendowy żer kiedy nikt nie widzi, a potem sobie siedzą i pozwalają ludziom z siebie korzystać.

P1120046 (Copy)

Po tym wszystkim spędziłem godzinę czyszcząc kuchnię, która teraz wygląda lepiej niż gdy się tu wprowadziłem, a to dopiero początek bo jeszcze do sprzątania zostało. Na szczęście wtorek mam wolny, więc będzie dobrze.

P1120031 (Copy)

Po wysprzątaniu kuchni, a już tak naprawdę konkretnie to wyszorowaniu kafelek przy piecu które się przypaliły łącznie z czajnikiem parę miesięcy temu, poszedłem na krótki spacer. Ludzie rozpalali grille i to aż się prosi o pokazanie:

P1120062 (Copy)

My się w Polsce przejmujemy rakotwórczością potraw z grilla, a tutaj Pani sobie jednocześnie grilluje i wędzi w dymie samochodowym.

P1120048 (Copy)

P1120049 (Copy)

P1120052 (Copy)

P1120057 (Copy)

P1120059 (Copy)

Jak mi się już nie chce…

P1120003 (Copy)

…Chodzić na siłownię. A zwłaszcza w piątki kiedy jest tam zatrzęsienie ludzi, w dodatku ludzi którzy nie radzą sobie za bardzo ze współistnieniem w społeczeństwie i siedzą na maszynach gdy nic nie robią. Ja rozumiem że każdy musi sobie chwilę odpocząć, ale siedzieć po kilka minut tylko po to żeby nagle wstać i kolejnych kilka minut chodzić to już jest lekka przesada.

P1110998 (Copy)

W teorii Chińczycy przede wszystkim cenią współistnienie, na tym w końcu opiera się idea mianzi, czyli twarzy, ale na siłowni to chyba działa inaczej. Może tutaj twarz buduje się właśnie siedząc na maszynach i nie ustępując nikomu bo patrz jaki ja jestem zmęczony, a ja jestem tutaj strasznym chamem bo chcę poćwiczyć? Ale czasem ludzie pracują na zmiany, widzę to.

P1120005 (Copy)

Stoi trzech ludzi i po kolei ćwiczą na jednej maszynie, albo stoi czterech studentów i patrzą jak kolega robi rozpiętki. A obok dwie inne ławki puste i te same hantle wolne. Może to jest właśnie budowanie tej wspólnoty. Samemu nie będę ćwiczyć tylko posłusznie z kolegami będę czekać na swoją kolej. Co jest dobre bo przynajmniej te dwie ławki są dobre, ale wygląda to komicznie. Dużo rzeczy wygląda tam komicznie, ale ja nie o tym.

P1120007 (Copy)

Nie chciało mi się, ale poszedłem. Tydzień temu też mi się nie chciało ale poszedłem. Za tydzień przyjeżdża Czerwiec więc nie pójdę. Robię sobie dwutygodniową przerwę w czasie której będę ćwiczyć w mieszkaniu. Dawno temu, gdy zaczynałem przygodę z bieganiem, opierałem się tylko na ćwiczeniach bez sprzętu i było to fajne.

P1120008 (Copy)

Miało to wady i zalety jak wszystko, ale myślę że teraz przy takim treningu bardziej ogólnorozwojowym niż typowo siłowym takie coś ma więcej sensu, kwestia tego jak będę się z tym czuł i czy będę się w stanie zmotywować. Bo z tym w przypadku siłowni jest u mnie najgorzej.

P1120010 (Copy)

O ile skupianie się na sile jeszcze jakoś tam mnie motywuje, tak inny rodzaj treningu mnie najzwyczajniej w świecie męczy, nudzi i źle mi z nim. Obiecałem sobie że ten cykl jeszcze dokończę, bo w sumie zostały mi dwa wyjścia więc trzeba zęby zacisnąć i dać z siebie wszystko.

P1120013 (Copy)

Gdzieś tam pod koniec zajęć dostałem smsa że mam jutrzejsze zajęcia odwołane. Szkoda mi z dwóch powodów: lubię te zajęcia, nie jakoś wyjątkowo, ale lubię. No i moje plany o zmniejszeniu kilometrażu w tym tygodniu poszły się kochać.

P1120014 (Copy)

Bo skoro mam jutro więcej czasu a pogoda będzie ładna to przecież nie wrócę do mieszkania po jakichś tam piętnastu kilometrach tylko będę biegł dalej i dalej. A poza tym kolejny dzień wolny zawsze mi się przyda. Na to nigdy nie będę narzekać.

P1120015 (Copy)

O pogodzie to mi się już nawet nie chce pisać bo to jakaś tragedia. Deszcz, słońce, deszcz, słońce i tak na zmianę. Do znudzenia. Wszędzie pełno błota, ale na szczęście nie jest ciepło, taka odmiana od Jiawang.

P1120017 (Copy)

To też ma swoje zalety bo w czasie biegu nie tracę za dużo wody i nie męczę się tak strasznie. Wady ma takie że…no na meridkę nie chce mi się w taką pogodę wychodzić. Czyli zostało 7 tygodni w Changchun a ja ciągle nie pozwiedzałem wszystkiego co sobie zaplanowałem rok temu.

P1120019 (Copy)

300

P1110993 (Copy)

Nie, nie padało. Nie, nie postanowiłem zmienić planu. Twardo nie biegłem dziś interwałów. Dobiegłem do bieżni i zawróciłem przed nią. Kilka setek studentów to jednak trochę za dużo na to by się tam rozpędzać i kręcić kółeczka. Normalnie nie lubię się przepychać, a przepychać się gdy mam biec szybko to nie chcę. Jakoś tak nie pasuje mi to do interwałów.
Także pobiegłem przed siebie powtarzając częściowo trasę z poniedziałku. Chciałbym napisać że biegło mi się lekko, ale nie byłaby to prawda. W głowie kołatała mi myśl o maszynie do gotowania ryżu którą zamówiłem i która niby została wczoraj zostawiona w sklepie z owocami, a której w sklepie z owocami nie było. Zastanawiałem się gdzie jest ta paczka, czy ktoś jej nie wziął przypadkiem, lub nie przypadkiem. Bo przecież te paczki stoją sobie luzem i każdy może je zabrać. To takie bardzo ufne podejście, nie wiem czy w Polsce by się sprawdziło i miałem obawy czy sprawdzi się tutaj. Także biegłem nie skupiając się na tym czego słucham, myśląc o tym że ktoś mi paczkę zabrał, a mi zostało jeszcze parę tygodni tutaj i w gruncie rzeczy to mam dość, chcę już wracać i wcale nie chcę tu już być.

P1110984 (Copy)

To nie był fajny bieg, byłem zmęczony, rozbity i czułem że biegnę ciężko, ospale i nisko podnoszę nogi a to jest oznaką zmęczenia. Gdzieś tam pojawiła się myśl żeby ten tydzień zrobić lżejszy jeżeli chodzi o kilometraż i może tak zrobię, zależy jak będę się czuć w sobotę i niedzielę.

P1110986 (Copy)

Niezastąpiona Czerwiec zadzwoniła jeszcze raz do Pana kuriera, a On jeszcze raz powiedział że paczka jest w sklepie z owocami obok sklepu z jedzeniem porannym. W sklepie z owocami nie było…w końcu ten Pan zadzwonił do Czerwiec raz jeszcze i powiedział że około południa będzie w sklepie i jak się pojawię to mi paczkę wręczy. Jak powiedział tak zrobił. Spotkaliśmy w sklepie z owocami, po czym wręczył mi paczkę którą ktoś wyniósł ze sklepu z jedzeniem porannym. Zaszła zwykła ludzka pomyłka. Kamień mi spadł z serca.

P1110989 (Copy)

Zajęcia minęły dziś bardzo szybko, zwłaszcza ostatnie w czasie których uczniowie sobie wyszli bo rozmawialiśmy z Chloe cały czas. I stąd właśnie tytuł tego wpisu. 300 to przybliżona liczba gości na Jej weselu. Ze strony przyszłego męża plus trochę Jej znajomych i rodziny. Drugie 300 będzie na drugiej imprezie w Jej rodzinnej miejscowości.
Mowę mi odebrało, ale sama powiedziała że to norma. W Chinach po prostu jest dużo ludzi i jak się żyje gdzieś to spotyka się i ludzi w szkole i w pracy, do tego dochodzą znajomi rodziców, rodzina bliższa i dalsza i mamy oto wesela na których pojawia się po kilkaset osób. Dla mnie to szokujące, ale dla Chloe nie było to nic niezwykłego. Tylko powiedziała że chciałaby mieć mniejsze wesele, tylko z najbliższą rodziną i przyjaciółmi czyli ludźmi którzy życzą Jej wszystkiego najlepszego, a nie z setkami ludzi którzy nie znają ani Jej, ani Jej męża a przyszli tylko po to by się pokazać.
To kolejny przykład budowania twarzy w Chinach – im więcej ludzi Cię zna, im więcej ludzi przychodzi na wesele Twojego dziecka tym Twoja pozycja w hierarchii jest wyższa.

Pogoda zła

P1110963 (Copy)

Znowu ta pogoda. Tutaj wiosna nikogo nie rozpieszcza. Pada, jest chłodno, ale chyba i tak cieplej niż w Polsce.
Tak czułem się dzisiaj bardziej pełen energii i nawet Ci moi leniwi uczniowie tak bardzo mnie nie drażnili. Drażnili, ale mniej. Na to nie ma rady. Podobno uczniowie łapią energię od nauczyciela, ale jak już pisałem parokrotnie osobiście w to nie wierzę. Przynajmniej mojej nikt nie łapie, nikogo nie rozrywa i nikt nie skacze.

P1110962 (Copy)

Chociaż może energia jest dostępna tylko dla małych dzieciaków bo Ich to zawsze gdzieś nosi. Może mój poziom energetyczny jest najzwyczajniej w świecie niedostępny dla uczniów starszych? A może to podejście nauczyciela ma na Nich oddziaływać jakoś inaczej? Sam nie wiem.

P1110969 (Copy)

Jutrzejsze interwały przyjdzie mi odwołać, bo w deszczu nie mam zamiaru ich robić. Normalnie w Polsce bym się tym nie przejmował i normalnie jak zacznę trening to w Chinach też nie będę się przejmował, ale teraz nie trenuję a biegam dla przyjemności. Interwały w zimnym deszczu nie są dla mnie niczym przyjemnym, są wyzwaniem, czymś co mnie buduje, tworzy, a nie czymś co wywołuje uśmiech na twarzy i radość w oczach. Także odpuszczam i już. Nie ma się co żyłować.

P1110973 (Copy)

Prowadząc zajęcia dotarło do mnie że jestem zmęczony. Ale nie tak fizycznie, bo z tym można zawsze sobie poradzić rezygnując z siłowni ;-) a psychicznie, czyli tak najgorzej jak tylko można. Odliczam tygodnie do wylotu i czuję że to nie jest dobre. Z jednej strony super że wracam, bo nie mogę się już doczekać.

P1110975 (Copy)

W Domu nie było mnie 8 miesięcy, a nie będzie jeszcze dwa, ale odliczając je tak co tydzień nie tworzę niczego dobrego, po prostu odliczam czas do końca i czuję się coraz gorzej robiąc to co robię. A przecież to co robię jest tym co kocham. Owszem ten semestr to tragedia w college’u, ale w mojej małej szkole jest w porządku i naprawdę mi się tam podoba, a i nawet college ma swoje momenty. A mimo to odliczam i czekam i czuję że to czekanie mnie męczy.

P1110979 (Copy)

Jakoś tam sobie z tym radzę, głównie rzucając się w wir innych zajęć, ale może właśnie to jest ten problem? Że robię za dużo rzeczy? Może powinienem spuścić z tonu i więcej odpoczywać? Może tak być przecież…
A za oknem znowu burzowe chmury. Trzecią noc z rzędu.

Poczta

P1110957 (Copy)

Po udanej wczorajszej wymianie pieniędzy o której więcej będzie w niedzielę, plan na dzisiaj był prosty: udać się do tej oddalonej o godzinę drogi poczty i wysłać dokumenty do mojego nowego college’u. Pisałem o tym zresztą wczoraj więc niema się za bardzo nad czym rozwodzić.

P1110928 (Copy)

Po siłowni, która dzisiaj jakaś taka bardziej pusta się wydawała, ale chyba faktycznie wydawała bo ludzi ciągle sporo. Dzisiaj na szczęście nie miałem żadnych problemów i mogłem wszystko robić tak jak chciałem. Fajnie jest tak nie musieć nagle zmieniać planów bo ktoś postanowił sobie posiedzieć na maszynie zamiast ćwiczyć, tudzież szukać hantli bo ktoś postanowił sobie zrobić rządek żeby mu nikt przypadkiem nie zabrał.

P1110930 (Copy)

To mnie strasznie irytuje, ale podobno nie jest to cecha wyłącznie chińska, a bardziej cecha ludzka. Po prostu lenistwo przekracza granice i nie potrzebuje do tego ani paszportów ani wiz.
Po tym jak już sobie ponarzekałem na siłownię poszedłem na inną pocztę.

P1110931 (Copy)

Taką zapomnianą, za budynkiem z hotelem w którym spędziłem blisko tydzień osiem miesięcy temu. Zapomnianą przeze mnie bo nie przez resztę mieszkańców Changchun.
Placówki pocztowe w Chinach są dość ciekawie zorganizowane. Podobnie jak w Polsce są one jednocześnie oddziałami banku pocztowego, z tą różnicą że są to zupełnie oddzielne okienka.

P1110932 (Copy)

A może inaczej: okienka są dla banku pocztowego, bo to Chiny więc w każdym banku ma się numerek, a dla usług pocztowych jest lada a za ladą kilka osób, które zawsze coś klika. I o ile do okienek bankowych zawsze i wszędzie są kolejki, o tyle do usług pocztowych już niekoniecznie.

P1110934 (Copy)

Przechodząc parę miesięcy temu koło tej placówki nie zauważyłem lady pocztowej więc uznałem że tam poczty nie ma. Dlaczego uznałem że tej poczty nie ma skoro przed chwilą napisałem że placówki pocztowe są jednocześnie oddziałami banku? Po prostu nie każdy oddział China Postal Savings jest oddziałem China Post.

P1110937 (Copy)

Najzwyczajniej w świecie powstały oddziału banku które nie są placówkami pocztowymi, ale ponieważ bank powstał po poczcie to każda placówka pocztowa jest też oddziałem banku. Także trzeba uważać bo można się nachodzić niepotrzebnie.
Ja i tak tam musiałem iść bo kończyła mi się herbata, a obok jest sklep z jako takim wyborem. Także poszedłem, kupiłem herbatę i poszedłem na pocztę, która okazała się pocztą.

P1110939 (Copy)

Ładnie poprosiłem o kopertę i adresówkę, po czym uznałem że trzeba w słowniku spojrzeć jak jest odbiorca i nadawca bo oczywiście wszystko po chińsku. Absurd sytuacji polega na tym że na adresówce EMS czyli usług międzynarodowych wszystko jest po chińsku, ale na adresówkach firm kurierskich świadczących usługi tylko w Chinach są napisy również po angielsku.

P1110940 (Copy)

Z trudem spisałem swój adres, z jeszcze większym trudem spisałem adres college’u i wysłałem. A potem nie omieszkałem napisać do Pani z college’u że ten adres był strasznie trudny. Jeszcze tylko trzy miesiące i już tam będę.

P1110943 (Copy)

P1110944 (Copy)

P1110952 (Copy)

Trzydziestka

P1110919 (Copy)

O rety…od godziny zbieram się żeby coś napisać i raczej niczego nie napiszę przed wyjściem na zajęcia. Uda mnie bolą, ale to minie. Nie jestem zamulony a to jest zawsze największy strach przy takich wybieganiach.
Przed wyjściem spojrzałem przez okno i okazało się że nie pada, a nawet słońce się przebija przez chmury. Zadowolony ze sprawdziłem ubrałem singlet, bluzę z długim rękawem i cienki leginsy. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu to chciałem się wrócić po krótkie leginsy bo było ciepło. Powstrzymałem się jednak i poszedłem biegać. Było fajnie, trochę za szybko, zwłaszcza na bieżni, ale po zrobieniu kilku kółeczek pobiegłem w końcu w stronę parku. Nie chciałem dzisiaj za bardzo po nim się kręcić więc odbiłem w bok. A potem drugi w bok i znalazłem przystanek autobusowy koło poczty do której jutro muszę się udać. Ze stwierdzenia nie chciałem dzisiaj za bardzo(…) można wywnioskować że taki miałem plan by odbić w bok, ale to wcale tak nie było. Zbiegając w dół dotarłem na skrzyżowanie i chciałem pobiec kawałek w bok ale akurat miałem zielone światło więc przebiegłem na drugą stronę i pobiegłem przed siebie. A potem odbiłem i nagle zaczęło mi się biec bardzo przyjemnie. Znalazłem przystanek, zawróciłem i dotarło do mnie dlaczego biegło mi się tak przyjemnie – było z górki. Biegnąc z powrotem było już około godziny biegu za mną i zaczęło padać, ale nie kropić a od razu padać i wtedy pojawiła się pierwsze myśl o powrocie. Zawsze w taką pogodę mam przed oczami to co się ze mną stało na pierwszym Chudym Wawrzyńcu, ale potem zastępuję te myśli myślami o tym co zrobiłem rok wcześniej na Silesii mająca na sobie jeszcze mniej ubrań. To mi pomaga odgonić myśli o tym, że jest za zimno.
Dobiegłem do parku, przeszedłem przez barierki mające powstrzymać ludzi od wprowadzania rowerów do parku i schodząc po schodach poklepał mnie po plecach starszy Pan Chińczyk. Powiedział że jestem cały mokry, a ja się tylko uśmiechnąłem i powiedziałem że to nie ma znaczenia. Nie miało, przede mną było jeszcze 17 kilometrów.
Nie chciałem kręcić się po parku z prostej przyczyny – deszcz oznacza błoto, błoto oznacza śliskość, śliskości to ja bardzo nie lubię. Dość powiedzieć że ja normalnie nisko podnoszę stopy, więc jak jest ślisko to już w ogóle moja przyczepność jest taka se. Biegłem i słuchałem o Korei. Taka ciekawostka, w piętnastym wieku by zaoszczędzić pieniądze i wydać je na wojsko, które nie było jakoś bardzo potrzebne, ale lepiej mieć niż nie mieć, jednym z zarządzeń było skrócenie sukien dam dworu by mniej wydawać na materiały. Cudnie.
W parku nie było praktycznie ludzi, tak biegać to ja lubię, nie muszę się przeciskać, nie muszę skakać, mogę biec przed siebie. W Chinach nie było praktycznie ludzi oznacza mniej więcej tyle co mijałem jakieś 5 osób na minutę. A to przecież nawet nie jest średniej wielkości miasto…niesamowite. Trochę bolały mnie uda, z kilometra na kilometr zwalniałem, ale biegłem. Wiedziałem że będzie wolno, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Te długie wybiegania nie są po to by czas był fajny, są po to by naklepać kilometrów i to się udało.
Robiąc drugą pętelkę mijałem kolejnego starszego Pana Chińczyka który się uśmiechnął, krzyknął ni hao i uniósł kciuk do góry. To są takie sytuacje które lubię, takie chwilowe spotkania które dają mi pozytywnego kopa, zastrzyk energii potrzebny do tego by biec dalej.
I dobiegłem, przebiegłem te 30, z lekkim hakiem, było mi zimno, dłonie były chłodne, a po południu zaczęła mnie boleć głowa więc moje zapasy soli mineralnych nie zostały jeszcze odbudowane. Mimo wszystko przetrzymałem zajęcia i planów nie zmienię. Dalej będę klepał te długie wybiegania w poniedziałki. Myślę że nawet te 34 zmieszczę.
Gdzieś tak w tym wszystkim umknęło mi że to są same najdłuższe dystanse jakie do tej pory pokonałem w Chinach. Myślę że w Jiawang bym tego nie dał rady zrobić. Nie wiem dlaczego, ale w moim chińskim domu to bieganie tak średnio mi wychodziło, a tutaj wychodzi całkiem w porządku. Pisałem o tym na początku, ale się powtórzę – cieszę się że mnie ten bieg nie zamulił. Owszem bolała mnie głowa, ale nie ma tragedii, jest dobrze, jutro wstanę świeży i pojadę na pocztę. Autobusem, bo żeby godzinę iść na pocztę to…W ogóle wyobrażacie to sobie? Miasto ma ponad sześć milionów mieszkańców, a ja na pocztę muszę dreptać 5 kilometrów. Ludzie którzy projektowali to wszystko paru rzeczy nie przemyśleli.

Pomyliłem się

P1110906 (Copy)

I zamiast 18 pobiegłem blisko 22. Zdarza się najlepszym…Nie potrafię zapamiętać że od takiego mostku mam do końca parku blisko dwa kilometry, a od końca parku do mieszkania kolejne dwa. Zapominam o tym i robię dodatkowe kółko.
Nie ma niczego złego w zapomnieniu się, w zagubieniu się w biegu i przełączeniu się na po prostu biegnij gdy nie ma się planów i jest się przyzwyczajonym do takich obciążeń. Ja miałem plan żeby odpocząć przed poniedziałkową trzydziestką.

P1110882 (Copy)

Nie wyszło do końca. Właściwie to w ogóle nie wyszło, ale pisząc to mam uśmiech od ucha do ucha bo mimo wszystko bieganie sprawia mi przyjemnością. Mam teraz takie nastawienie: nie udało się powstrzymać? No to trudno, w poniedziałek pobiegniesz wolniej. I tyle, wiem że te trzydzieści i tak pobiegnę, szybciej czy wolniej to już bez znaczenia, grunt żeby przebiec i skończyć ten tydzień.

P1110885 (Copy)

Biegło mi się ciężko. Naprawdę, naprawdę ciężko. Znaczy…głowa dawała radę, nogi też, ale pociłem się strasznie i aż sam się zdziwiłem jak biała była moja koszulka. Nie wiedziałem że się aż tak pocę. To zdumiewające bo nigdy nie pociłem się aż tak bardzo…chociaż nie, to nie prawda. Podobnie pociłem się gdy zaczynałem biegać i było upalne lato. Pamiętam że wtedy codziennie myłem koszulkę i po paru godzinach była już sucha, ale od tamtej pory…nawet w Jiawang tak nie było.

P1110887 (Copy)

A teraz…no jakaś tragedia. Chociaż…dzisiaj było faktycznie ciepło, nie jakoś słonecznie, ale ciepło. To jest właśnie taka złudna pogoda: wydaje się w porządku bo jest pochmurno, ale temperatura jest wysoka i człowiek się poci. Dlatego w ten poniedziałek biegło mi się tak dobrze. Padał deszcz i nie musiałem się temperaturą przejmować.

P1110894 (Copy)

Przy moim stylu biegania: czyli niezabieraniu ze sobą ani wody ani pieniędzy by wodę kupić deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem bo w jego trakcie nie pocę się tak bardzo, więc nie tracę ani wody ani mikroelementów więc po biegu nie czuję się tak wypompowany jak po biegu przy wyższej temperaturze.

P1110896 (Copy)

Chyba dlatego tak wielu biegaczy lubuje się w bieganiu przy niższych temperaturach. Najzwyczajniej w świecie wtedy to nasze zmęczenie jest mniejsze. A dzisiaj było ciężko, nie jakoś bardzo, bo gdyby było bardzo ciężko to bym machnął ręką, ale było to kolejne przesunięcie granicy.

P1110897 (Copy)

Granicę trzeba przesuwać stopniowo i delikatnie bo coś może w końcu pęknąć, a tego nie chcę. Ludzie się uśmiechali, mówili hello, gdy miałem siłę to odpowiadałem, gdy nie miałem to tylko podnosiłem rękę i starałem się uśmiechnąć. To przerażające że nawet w taką pogodę ludzi w tym parku jest od groma, naprawdę od groma.

P1110898 (Copy)

Patrząc na moje zdjęcia można dojść do wniosku że w Chinach jest jak w Polsce, prawie pusto, mało ludzi, ale rzeczywistość jest diametralnie inna. Ludzi jest zatrzęsienie, to jest wręcz nie do pojęcia. Owszem, słyszymy półtorej miliarda ludzi, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jak to wygląda naprawdę.

P1110899 (Copy)

Ludzie są wszędzie, tutaj nie ma możliwości by sobie pójść gdzieś na zewnątrz i pobyć w samotności. To jest nie do pojęcia, nie do pomyślenia, nie do wykonania! Tutaj zawsze, ale to zawsze ktoś jest. A gdy jest wolne to tych ktosiów są nie setki lecz tysiące. TYSIĄCE! I ja chciałbym żartować, ale popatrzcie na to:

3ca8pef - Imgur (Copy)

ImiVdDL - Imgur (Copy)

uchG1DU - Imgur (Copy)

To zdjęcia ze święta pracy, czyli takiego święta które ważne dla Chińczyków nie jest więc sobie podróżują. Nadchodzące święto smoczych łodzi jest ważniejsze i jest okazją do spotkania z rodziną. Oczywiście gro ludzi ruszy gdzieś w podróż, ale takich tłumów nie przewiduję. Rok temu byłem wtedy w Kaifeng i było super. Praktycznie nikogo, co prawda drugi dzień ciągle padało, więc to też miało pewien wpływ.

P1110899 (Copy)

W tym roku mam trochę inne plany i mam nadzieję że tam gdzie ruszę też nie będzie zbyt wiele ludzi, chociaż spodziewam się że parę jednak będzie, ale że ruszam w takie mało turystyczne miejsce to powinno być dobrze.