Hobby dzień trzeci

P1110867 (Copy)

Kurczę, lubię rozmawiać o hobby. Poważnie. Dzięki temu mogę poznać moich studentów z zupełnie innej strony. Nie jako studentów, ale jako ludzi. To zupełnie zmienia perspektywę. Z leniwych zasypiających na zajęciach stają się nagle zasypiającymi na zajęciach z fantastyczną pasją jak gra na pianinie czy malowanie. Nie mówię że nie ma takich którzy odpowiadają ze Ich hobby to spanie, co mnie przeraża po prostu bo nie potrafię zrozumieć jak można nie mieć absolutnie niczego co by nas fascynowało. Znaczy…potrafić potrafię ale nic chcę tego zaakceptować. Nie chce pogodzić się z myślą że naprawdę sen może być jedynym co daje nam radość. A może chodzi tu o moje postrzeganie snu i gdybym śnił takie sny jak Oni śnią lub spał tak jak Oni śpią to zmieniłbym zdanie? Może nie chodzi tutaj o taki sen jak ja go rozumiem czyli o regeneracje sił, ale o coś więcej, o coś czego nie potrafią przekazać te różnice kulturowe i problemy językowe? Przecież tak też być może.

P1110865 (Copy)

Mnóstwo z Nich mówi że Ich hobby to granie w gry. I nie widzę w tym nic złego. To był ogromny element mojego życia. Teraz jest już znacznie mniejszy, ale w dalszym ciągu istotny. Tylko że ja oprócz grania coś z tym jeszcze robiłem, a to pisałem, a to tłumaczyłem, starałem się robić coś więcej niż tylko grać. Chociaż chyba jedne wakacje spędziłem całkowicie grając w którąś z odsłon Championship Managera. Prawdopodobnie te po drugiej klasie w ogólniaku. Pewnie mógłbym spędzić je jakoś inaczej, ale nie spędziłem i nie żałuję tego ani trochę.

P1110871 (Copy)

Także tutaj mi się smutno nie robi, bo wiedza którą wtedy zdobyłem przydała mi się przynajmniej raz na zajęciach z angielskiego kiedy robiliśmy listę przymiotników opisujących ludzi. A że w CMie prowadzi się zespół piłkarski w którym każdy zawodnik jest opisany przy użyciu kilkunastu parametrów to biłem tutaj wszystkich na głowę.
Także lubię te zajęcia i za tydzień będzie ciąg dalszy, tym razem z kategoriami co lubię, czego nie lubię. To już trochę większe wyzwanie, ale po tym tygodniu wierzę że sobie poradzą. Owszem, są leniwi, ale jak się Ich przyciśnie to coś tam z siebie są wstanie wydukać.

P1110872 (Copy)

Postanowiłem również zmodyfikować ostatni egzamin i zamiast egzaminu ustnego będą prezentacje. Owszem nie jest to rozwiązanie idealne, ale logistycznie najlepsze. Już teraz mam problem przepytać 20 studentów w ciągu 90 minut, a jak pojawi mi się 40-45 to nie przepytam każdego. A tak prezentacje w grupach pójdą szybko.

P1110873 (Copy)

Jest to z mojej strony pewien minimalizm, ale biorąc pod uwagę że dostaną oceny za 4 sprawdziany i zadania domowe to mogę sobie na to pozwolić bo ta ocena z prezentacji nie będzie aż tak wiele znaczyć. To poniekąd bardziej sprawiedliwe bo najlepsze oceny dostaną Ci którzy aktywnie uczestniczyli w zajęciach cały rok, a nie pokazali się raz.
W ogóle to w tym tygodniu trwały przygotowania na przyszłotygodniowe przyjęcie komisji oceniającej kolegium i nagle zaroiło się od studentów, w dodatku jakoś tak przyjemniej się zrobiło bo na korytarzu pojawiły się jakieś plakaty a studenci zaczęli czyścić sale. Niesamowite.

P1110875 (Copy)

Z tymi prezentacjami to mam też ukryty motyw, chcę je wykorzystać za rok w nowym kolegium i teraz chcę po prostu sprawdzić jak to się sprawdza w Chinach. Oczywiście nowe kolegium to nowe środowisko, studenci z wyższym poziomem angielskiego, ale zawsze lepiej mieć jakiekolwiek podstawy niż tak przyjść prosto z ulicy i wszystko improwizować.

Interwały

P1110853 (Copy)

Czułem że będzie dobrze. Wstałem wcześniej niż zwykle i już wiedziałem że będzie w porządku. Jakoś tak…czasem są takie dni kiedy czujesz że będzie dobrze i po prostu jest. Przeczucie nie zawodzi. U mnie czasem to uczucie mija i nagle czuję się ociężały i mówię że będzie fatalnie, tragicznie i lepiej to nawet tych butów nie ubierać. Dzisiaj tak nie było. Dzisiaj było w porządku, a jeżeli w głowie jest wszystko w porządku to 90% sukcesu. Reszta pozostaje w mięśniach.

P1110845 (Copy)

Także po szybkim śniadaniu ruszyłem na stadion i gdzieś tak na pierwszym kółku, które robię by dobić do dwóch kilometrów traktowanych jako rozgrzewka, uznałem że dzisiaj to tych interwałów nie zrobię bo coś ciężko mi się biegnie, a w ogóle to jest tu chmara ludzi i lepiej odpuścić bo nie będę się między nimi przepychał…i wtedy skończyła się dwukilometrowa rozgrzewka więc ruszyłem do przodu. Czyli myśli o rezygnacji się pojawiły, ale zostały zagłuszone, tak jak to zawsze powinno mieć miejsce. Ruszyłem i czułem że tych 4:24-4:28 nie zrobię dzisiaj.

P1110849 (Copy)

Czułem że to nie mój poziom obecnie, postanowiłem więc trzymać się planu B, czyli wszystko poniżej 5:00. Międzyczasy znajdziecie poniżej więc nie będę się rozpisywał. Na drugim kółku studenci zaczęli znikać i resztę treningu, bo to jest trening a nie takie luźne przyjemne wybieganie, zrobiłem praktycznie bez publiczności. Praktycznie bo to są Chiny i tutaj zawsze ktoś się gdzieś czai, czy to jakiś emeryt spacerujący wokół boiska czy też student czytający coś na głos po angielsku.

P1110850 (Copy)

Kolejne kilometry mijały mi w bardzo równym tempie, takim o: 4:32 – 4:41 – 4:38 – 4:37 – 4:38 – 4:36 – 4:35 – 4:38. I jestem z tego bardzo zadowolony, bo nie dość że wszystko wyszło poniżej 5:00 to prawie wszystko poszło poniżej 4:40. 4:40 nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem, ale fajnie że udało się utrzymać poniżej tego poziomu.

P1110857 (Copy)

Co to znaczy? Znaczy to ni mniej ni więcej a to że mogę spokojnie w tym tempie biegać Teraz pojawia się pytanie na przyszły tydzień: czy próbować biec szybciej, bo czemu nie? Czy dołożyć jeszcze jedno powtórzenie? Co nie ma większego sensu bo to takie nic a tylko będę się stresował że nie zdążę ze wszystkim przed zajęciami. Wiem że bieganie szybsze będzie mnie męczyć fizycznie i obawiam się że również psychicznie, a tego to ja najbardziej nie chcę. Bo o ile mięśnie zawsze mogą tak gdy głowie się nie chce to nie dam rady. Także muszę to przemyśleć.

P1110858 (Copy)

Na chwilę obecną nastawiam się na dalsze klepanie 8×1 bo to mi się aktualnie podoba, nie poniewiera mną jakoś masakrycznie, nie odechciewa mi się biegania po takich interwałach, oraz nie zamula. Czyli jest w porządku. Owszem, możne spróbować biegać szybciej, ale tak w gruncie rzeczy to jaki jest teraz tego cel skoro moim jedynym planowanym startem jest domowej roboty maraton w lipcu który chcę po prostu przeżyć, a nie bić rekord życiowy. Na porządny trening jeszcze przyjdzie pora, ale jeszcze nie teraz. Tym zajmę się dopiero we wrześniu.

P1110861 (Copy)

I powinno być dobrze bo chociaż prowincja Henan należy do północnych Chin (taki podział sobie wymyślili) to geograficznie jest bliżej środka i w zimę temperatury minimalne nocne dochodzą do raptem -8 stopni. Czyli tak jak w Xuzhou gdzie praktycznie całą zimę można biegać. W dodatku jest to okres prawie suchy, więc śniegu jest tyle co kot napłakał, co już jest w ogóle niesamowite sprzyjające jeżeli chodzi o warunki treningowe. Także wszystkie warunki pogodowe są na plus, oby jeszcze teren był na plus bo gdzieś muszę tę siłę biegową robić. Było nie było to jest element całkowicie przeze mnie zaniedbany, bo przysiadami wszystkiego nie wytrenuję, a górek w Changchun nie mam.

Wolne

P1110817 (Copy)

Ten mój jednodniowy weekend jest strasznie krótki. Może to i dobrze bo się nie rozleniwiam za bardzo, ale też i nie mam zbyt wiele czasu na jakiś konkretny odpoczynek. Lub innymi słowy – błogie lenistwo. Trochę mi to dokucza bo nie mam chęci wyjść, porobić zdjęć, czy po prostu pochodzić. Zamiast tego staram się być na bieżąco z playoffami w NBA, które w tym roku są niesamowite, chociaż wcale się na to nie zapowiadały. Znaczy zapowiadały, ale nie do tego stopnia.

P1110789 (Copy)

Na razie jest to prawdziwy dreszczowiec i mam nadzieję że to się utrzyma, bo niesamowicie trzymają w napięciu. W trzech parach wygrały zespoły niżej rozstawione, czyli teoretycznie gorsze, przynajmniej w sezonie zasadniczym. Mieliśmy rekordową ilość rozstrzygnięć w meczach numer siedem bo aż pięć i tak dalej i tak dalej. To tylko suche numerki które nie oddają zupełnie tego co tam się dzieje i jak wielu ludzi uznaje te playoffy za najbardziej zacięte w historii.

P1110790 (Copy)

Zapewne ma to jakiś związek z tym że zwycięzcy z dwóch ostatnich lat – Miami Heat nie grają jakiejś super koszykówki i pozostałe zespoły ‘poczuły krew’ i ruszają do ataku.
Do tego jeszcze Premier League gdzie wszystkie zespoły ‘poczuły krew’ i ruszyły do ataku na upadający Manchester United i mamy niesamowitą końcówkę sezonu w trakcie której Liverpool przeszedł swój Stambuł w drugą stronę. Dla wyjaśnienia: Liverpool z Jurkiem Dudkiem w bramce przegrywał w finale ligi mistrzów 3:0, ale wyciągnęli na 3:3 i wygrali w karnych po znanym chyba wszystkim Dudek dance.

P1110794 (Copy)

W ostatniej kolejce wygrywali 3:0 ale zremisowali 3:3 czym najprawdopodobniej przegrali tytuł. Tak blisko tytułu Steven Gerard, czyli wychowanek Liverpoolu i jego współczesna ikona jeszcze nigdy nie był. I jeżeli go nie zdobędzie to istnieje prawdopodobieństwo że nigdy już Mu się to nie uda.
NBA wręcz produkuje graczy którzy nigdy nie zdobyli tytuły a są uznawani za najlepszych nie tylko w czasie w którym grali, ale także w całej historii sportu. W piłce nożnej zdarza się to o wiele rzadziej, ale jednak zdarza się. Nie przychodzi mi do głowy żaden znaczący piłkarz który nigdy niczego nie wygrał. Bo mnogość trofeów w piłce nożnej jest porażająca.

P1110798 (Copy)

Znaczy w NBA też są jakieś tam mniej znaczące tytuły, ale odliczając trofea indywidualne do wygrania są tylko mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie, finał NBA i jeżeli studiowali to mistrzostwo NCAA. W piłce nożnej oprócz mistrzostw kontynentu i świata, dochodzą igrzyska, mistrzostwo kraju, puchar kraju, puchar ligi, jakieś trofeum kontynentalne, trofeum interkontynentalne i…chyba tyle. Czyli naprawdę szanse na zakończenie kariery zupełnie z niczym są nikłe, bardzo nikłe. Zawsze się tam jakiś pucharek znajdzie.

P1110800 (Copy)

W USA parę lat temu zapanowała taka moda by dawać każdemu dziecku nagrodę za coś. Za najlepsze oceny, uśmiech, bycie najbardziej sympatycznym. Słowem, jeżeli żyjesz to dostaniesz nagrodę. Wszystko dlatego żeby dzieci które nie dostały żadnej nagrody nie czuły się gorsze. Z jednej strony jest to nawet i fajne bo faktycznie żadne dziecko nie czuje się gorsze i może jakoś tam się zmotywuje by za rok dostać inną nagrodę.

P1110805 (Copy)

A równie dobrze może to zupełnie odpuścić bo nagrodę i tak dostanie.
Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego podejścia. Moje pierwsze zawody biegowe pobiegłem lat temu cztery w Cieszynie. Było to 10 kilometrów, czyli taki dystans który każdy średnio wysportowany człowiek pokona. Myk polegał na tym że medali miało być tylko 200, a startujących lekko ponad 200. Jakieś 220, czy coś. Z racji tego że były to moje pierwsze zawody zawziąłem się i chciałem ten medal zdobyć.

P1110806 (Copy)

Ruszyłem za szybko, o czym wtedy nie wiedziałem, pod koniec to już przeplatałem trucht z marszem, bo najzwyczajniej w świecie nie dałem rady biec, chociaż taki dystans biegałem już parokrotnie. Na metę przykulałem się po chyba 55 minutach i byłem bodajże 205. Medalu nie dostałem. Następny rok spędziłem przygotowując się do maratonu, ale ten Cieszyn we mnie siedział. Był dla mnie osobistą porażką, pokazał mi że muszę się bardziej przyłożyć, nie mogę sobie ot tak przyjść, pobiec i dostać nagrodę. Trzeba się postarać.

P1110788 (Copy)

Także rok później pobiegłem w minut bodajże 44, po przekroczeniu mety położyłem się na murawie stadionu i podniosłem się dopiero gdy inny biegacz podszedł do mnie i powiedział gratulację. Ta porażka, bo ten bieg traktowałem i traktuję dalej w ten sposób, zmotywowała mnie bardziej niż jakikolwiek inny medal. Pokazała mi że warto trenować, warto się starać i nic mi się nie należy, na wszystko trzeba zapracować.

P1110795 (Copy)

Tyle tylko że bieganie to sport indywidualny, a piłka nożna i koszykówka to sporty zespołowe, więc ja nigdy nie będę czuć frustracji związanej z tym że ktoś coś źle zrobił i przez to mi nie poszło tak jak zamierzałem. Za niepowodzenia mogę obwiniać tylko siebie. A za sukcesy dziękować wszystkim którzy pomagali.

Bieganie w deszczu

P1110762 (Copy)

Można by rzec – nareszcie, sęk w tym że to nie takie proste. Owszem, super że mogłem biec w deszczu, bo w taką pogodę czuję się zawsze doskonale, ale…było zimno. No właśnie, to był lekki problem, ale zacznijmy od początku.

P1110772 (Copy)

Wyszedłem biegać z myślą że dzisiaj trzeba przebiec 28 kilometrów, mam taki ogólny plan rozpisany i chyba przedobrzyłem bo gdzieś tam jest napisane 34 kilometry, a jak ja się zmieszczę z czasem przed zajęciami? No może być krucho, a na wtorek tego przekładać nie chcę, więc nie wiem jeszcze czy tego planu nie zmodyfikuję i nie zatrzymam się na 30.

P1110773 (Copy)

Inna sprawa że skoro już mam biec 34 to równie dobrze mogę biec 42, bo co to za różnica. Także wyszedłem ubrany w leginsy na zimę, kurtkę przeciwdeszczową, bluzę jesienną i podkoszulek. Odpaliłem podcast o historii Korei. I mogłem biec. Słuchając o tym jak w 10 wieku naszej ery Koreańczycy walczyli z ludami z Mandżurii kręciłem kółeczka na stadionie a potem ruszyłem do parku. Po drodze powtarzałem sobie że trzeba zwolnić bo nie wytrzymam takiego tempa i trochę zwolniłem, ale nie jakoś drastycznie. Strach był, bo zawsze jest jak się wie że to nie jest dobra szybkość.

P1110774 (Copy)

Sęk w tym, że dzisiaj to była dobra szybkość. Biegłem tak spokojnie, pokonując kolejne kilometry. Momentami wiatr próbował mnie przewrócić, czasami wiał w twarz i miałem lekki trening siły biegowej, ale poza tymi momentami było całkiem przyjemnie. Naprawdę czułem się wyśmienicie. Żadnej pustki w żołądku, żadnej kolki, lekkie zmęczenie ud, ale to standard. I co najciekawsze – ramiona się trzymały bardzo dobrze a to jest taki mój lekki problem, bo one lubią mi zdrętwieć gdzieś po drodze.
W okolicach 15 kilometra zatrzymałem się bo zrobiło mi się strasznie lekko na głowie, czyli chusta gdzieś spadła. Na szczęście kaptur powstrzymał ją przed kąpielą błotną i po chwili ruszyłem dalej.

P1110776 (Copy)

Biegnąc tak słuchałem o tym jak w jedenastym wieku Koreańczycy dostali od Chińczyków proch i broń palną. Dostali to złe słowo – kupili jest znacznie lepsze. A mimo to jak przybyli Mongołowie to nikt nie wiedział co robić. I chyba się zasłuchałem w tej opowieści bo mając trzy kilometry do mieszkania zdałem sobie sprawę że przebiegłem już 26 kilometrów i wyjdzie dzisiaj 29 zamiast 30.

P1110779 (Copy)

Trochę mnie to zmartwiło bo miałem wszystko wyliczone i nie pasowało mi te kolejne sześć minut, ale nic już nie mogłem zrobić, więc biegłem dalej.
To był niesamowicie przyjemny bieg, w dłonie było mi zimno ale ta bluza z dodatkową ochroną na dłonie to był strzał w dziesiątkę. Doskonale zastępuje rękawiczki, które przecież w trakcie takiego deszczu zmokłyby i zamiast chronić przed zimnem tylko by sprawę pogarszały. Dawno już mi się tak lekko nie biegło.

P1110780 (Copy)

Owszem czas nie był jakiś powalający, ale biorąc pod uwagę ten dystans jestem z siebie zadowolony, zwłaszcza że czuję się bardzo dobrze. Czyli takie bieganie idzie w dobrym kierunku. Myślę nawet że mogę trochę odpuścić w czasie tych sobotnich biegów bo nie ma sensu robić aż tylu kilometrów. W ciągu tego mikro cyklu tygodniowego przebiegłem niecałe 66 kilometrów. Czyli blisko 22 kilometry w czasie każdego wyjścia.

P1110781 (Copy)

To jest troszkę za dużo. A utrzymując obecną tendencję za dwa tygodnie będzie to już 70 kilometrów. Czyli zdecydowanie za dużo jak na trzy wyjścia. Muszę sam siebie kontrolować. W czwartek powinno wyjść mniej niż poprzednio bo będę mieć mniej czasu by interwały zrobić, ale w sobotę ma być piękna sobota, także sam nie wiem jak to się skończy. Bo jedno to mieć jakąś ogólną świadomość, a drugie to powstrzymanie się od biegania.

P1110782 (Copy)

Powtarzam to sobie od sześciu tygodniu – w poniedziałki muszę brać rower. Powrót z zajęć zajmuje mi 50 minut podczas gdy normalnie wychodzi minut 25. Na rowerze będzie też w tych okolicach. Słowem makabra. Temperatura już jest dobra, teraz tylko dokupić błotniki.

Niedziela i przegapione #36

P1110759 (Copy)

Bieganie w Chinach
Różni się trochę od biegania w Polsce. Największa różnica polega na tym że tutaj ludzie się nie pozdrawiają i biegają w strojach codziennych. Obecnie w okolicach jeziora południowego coraz więcej biegaczy pozdrawia pewnego biegacza z Polski, nie wiem co prawda czy pozdrawiają siebie nawzajem, ale tego pewnego biegacza tak. Przynajmniej Ci których i on pozdrawia.
Stroje codzienne są dla mnie ciągle szokiem, ale June wyjaśniała mi że to dlatego że Oni tak naprawdę nie trenują biegania, biegną tylko trochę dla zdrowia, nic więcej.
W zeszłym tygodniu spotkałem biegacza który biegł w tym samym kierunku co ja i chwilę sobie porozmawialiśmy. Takie standardowe: skąd jesteś, mówisz po chińsku? I tyle bo chwilę potem się pożegnaliśmy. Miła odmiana od rutynowego klepania kilometrów.

P1110734 (Copy)

Hogwart
Zresztą zobaczcie sami.

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2616043/The-real-life-Hogwarts-University-building-China-bears-uncanny-resemblance-magical-Harry-Potter-school.html

Budynek szkoły inspirowany średniowiecznymi zamkami europejskimi. Taaak.

Tom i Johnson
Tom razu pewnego został wysłany na zajęcia które Mu się nie podobały. Zamiast godziny trwały cztery godziny i był do nich zupełnie nie przygotowany bo Johnson nic o nich nie powiedział oprócz idź tam. Po tym wszystkim Tom powiedział że więcej tych zajęć nie chce i na nie nie pójdzie. Normalne zachowanie.
W tym tygodniu dzwonił Johnson i powiedział Mu że ma się na tych zajęciach pojawić bo inny nauczyciel cośtam. Tom powiedział że się nie pojawi, po czym wyłączył telefon rzutem o ścianę. Ten rzut był niepotrzebny, ale chyba oddaje frustrację w tej firmie.

P1110742 (Copy)

Niedziela
Rany…dzisiaj to naprawdę nikt nic nie mówił. Na zajęciach u mnie wyglądało to jeszcze jako tako, ale u innych nauczycieli to była masakra bo przyszło po 5-10 osób. Żenada, ale to było do przewidzenia bo kto o zdrowych zmysłach organizuje zajęcia w taki dzień. Jeszcze w dodatku padało więc już nikomu zupełnie nie chciało się wychodzić spod kołdry. Padało to lekkie niedopowiedzenie bo w pewnym momencie padał nawet grad.
Dzisiaj się nie musiałem śpieszyć więc zakupy zrobiłem w przerwie na obiad. Obiad ugotowałem jaki widać i dochodzę do wniosku że sos sojowy na patelni smakuje zupełnie inaczej niż gdy działa jako marynata. Dla odmiany, czemu nie. Kwestia tego że trzeba znaleźć pasujący nam w smaku bo mam w szafce chyba pięć z których dwa nie nadają się do niczego bo są w smaku bardziej jak ocet. A jak chcę w smaku coś jak ocet to wolę ocet, który stoi obok.
Na siłowni w miarę w porządku, nie było aż tak wiele osób jak normalnie w niedziele ale tego się spodziewałem bo przecież to czas powrotów po przerwie no i w dodatku ten deszcz który pewnie sporo osób zniechęcił.
Po powrocie z siłowni zaskoczyła mnie Smile która wróciła z Harbinu gdzie udało się Jej, w końcu, zostać asystentką na tym Brian’s Crazy English Training Camp czyli tym kilkudniowym intensywnym kursie treningowym z angielskiego. Głos dziewczyna straciła prawie zupełnie.
Na jutro zapowiadają deszcz z rana, więc chyba czeka mnie pierwszy bieg w deszczu. Trochę szkoda że padnie na ten długi bo długich biegów w deszczu nie lubię aż tak bardzo. Nie zawsze jednak jest pogoda idealna, także nie ma się co szczypać i trzeba swoje zrobić. W końcu zdychać w lipcu w czasie tego domowej roboty maratonu nie chcę.

 

Sobotnie bieganie

P1110716 (Copy)

Czyli dwadzieścia jeden kilometrów, ale lekko nie było. Może inaczej. Było przyjemnie, ale wolno. Coraz wolniej, ale tego się spodziewałem, więc nie będę się rzucał. Można zadać sobie pytanie dlaczego biegam teraz wolniej niż miesiąc temu, ale odpowiedź jest dość prosta: bo biegam znacznie więcej i jem inaczej. Organizm musi się przyzwyczaić i do kilometrażu i do diety. To naturalne. Można rzecz jasna wrócić do mniejszego kilometrażu i poprzedniej diety, ale prawdę mówiąc nie przeszkadza mi to wolne bieganie ani trochę. Biegam dla przyjemności nie dla czasów. Jakbym biegał dla czasów to bym się spinał, dorzucił czwarty bieg w tygodniu i robił co w mojej mocy by kręcić lepsze czasy. Nie zależy mi na tym ani trochę.

P1110723 (Copy)

Bardzo cenię tę swoją wolność w bieganiu, tę możliwość spokojnego biegania bez zbytniego przejmowania się tym ile przebiegłem, jak daleko biegnę i ile zostało mi jeszcze do końca. W dzienniczku treningowym mam ciągle zapisane 12 kilometrów, a biegam bez problemu te 20-21. I to mnie cieszy. Bo nie mam żadnych problemów z zawiązywaniem sznurówek rano, ani myśli o nie, znowu muszę iść biegać, tak mi się nie chce. Nic z tych rzeczy. Po prostu ubieram się, wiążę sznurówki i idę biegać. Biegam, rozciągam się, biorę prysznic. Nic więcej, żadnych kłopotów, myśli żeby odpuścić. Nic. Oczywiście dziennie takich dwudziestu kilometrów nie mogę robić z kilku powodów. Pierwszy jest taki że moje ciało tego nie wytrzyma, bo przecież już raz nie wytrzymało takiego obłożenia, drugi jest taki że nie mam aż tylu par butów, a trzeci to taki prozaiczny brak czasu. Chociaż jakbym z siłowni zrezygnował ;-)

P1110724 (Copy)

Także wychodzę i biegnę dzisiaj te dwadzieścia jeden kilometrów. Chciałem zrobić dwadzieścia, ale znowu gdzieś tam się pomyliłem i wyszło więcej. Na początku biegło mi się super szybko, ale prędko odpuściłem i przeszedłem do takiego spokojnego biegu. I tak sobie spokojnie biegłem przed siebie przez kilometrów szesnaście kiedy to musiałem się zatrzymać na parę minut i wziąć oddech. To się zdarza, zwłaszcza gdy w żołądku czuć pustkę i chciałoby się ją jakoś uzupełnić, ale absolutnie nie ma czym. Wtedy można dać sobie chwilę odpoczynku i ruszyć dalej. Grunt to nie rezygnować. To są takie myśli która należy zawsze odganiać bo one zawsze są bardzo ciekawe. Na moją korzyść działa fakt że chociaż park z jeziorem jest blisko mieszkania to nie jest bardzo blisko i trzeba liczyć minimum 30 minut spacerku by wrócić. A częściej jest to godzina. Dlatego lepiej już truchtać i z godziny zrobić minut trzydzieści.
Było dziś trochę zimno, zwłaszcza oberwało się moim dłoniom. Jakoś już się odzwyczaiłem od biegania ze schowanym kciukiem, a o bieganiu w rękawiczkach nawet dzisiaj nie pomyślałem.

P1110729 (Copy)

Za to powietrze było zdecydowanie rześkie, bardzo przyjemnie biega się po deszczu. Nawet tutaj i co ważne ziemia nie była rozkopana, owszem była wilgotna, ale nie jakoś strasznie, dało się przeżyć. Mimo tego odczuwalnego chłodu ludzi było całkiem sporo, w tym kilku którzy mówili hello i jednego który chyba nie skojarzył faktu że biegnę z widocznym zmęczeniem na twarzy i pytał skąd jestem. Prawdę mówiąc to jakby ze mną pobiegł to bym Mu powiedział. W czasie takich biegów dobrze jest porozmawiać z kimś by jakoś ten oddech wyregulować. Wtedy wiadomo że nie biegnie się za szybko. Odkrzyknąłem Polak, ale pewnie mnie nie zrozumiał. Biegłem dalej i tak sobie spokojnie wybiegałem te dwadzieścia jeden. Czas jakiś tam był, ale to nie jest aż tak istotne. Najważniejsze jest to że kolejny bieg zaliczony w dobrym zdrowiu i samopoczuciu. Co prawda moje stopy uznają powoli że te buty wypadałoby zmienić, ale na szczęście reszta działa jeszcze się z nimi nie zgadza. No cóż, na odciski jestem skazany i nic z tym nie zrobię. Mogę za to coś zrobić z odciskami i robię cały czas, ale dopóki nie wrócę do kraju nowych butów sobie nie sprawię. Z jakiegoś powodu nawet taobao się wykłada gdy szukam butów do biegania w moim rozmiarze.

P1110730 (Copy)

Piątek

P1110710 (Copy)

Pada.
To właściwie jedyne co mogę napisać o dzisiejszym dniu. Przed deszczem udało mi się jeszcze pójść na siłownię, gdzie znowu było sporo ludzi jak na ranek i mógłbym znowu ponarzekać na to, ale nie będę bo to jest monotematyczne. Siłownia się rozrasta, tylko pewnie nie rozrośnie się w takim kierunku jakim powinna czyli wolnych ciężarów, a o kolejną salę do zajęć z fitnessu które odbywają się 2-3 razy w tygodniu. Wkurza mnie to strasznie i wkurzać będzie mnie to jeszcze dwa miesiące.

P1110711 (Copy)

Deszcz w Changchun pachnie inaczej niż deszcz w Jiawang. Tutaj pachnie podobnie jak w Polsce, czyli czysto. W Jiawang, 6 kilometrów od mieszkania stał komin z elektrowni i może to miało jakiś wpływ na jakość powietrza. Może. Tutaj takiego komina nie widzę ale muszą być bo przecież ten śnieg był brudny już po kilku dniach. Nie tak brudny jak w Harbinie, ale brudny. I mimo wszystko, mimo tego całego unoszącego się gdzieś w powietrzu brudu powietrze pachnie tutaj ładnie. To jest wręcz zdumiewające. W dodatku podobno te 20 kilometrów od miasta, w tym parku o którym wszyscy opowiadają jest niesamowicie czysto a w nocy widać gwiazdy.

P1110712 (Copy)

O gwiazdach pisałem już kilka razy. W Jiawang były rzadkością, tutaj jest lepiej, nie tak jak w Polsce, ale lepiej niż w Jiawang. Najlepiej ze wszystkich miast w jakich byłem w Chinach. A jeżeli w tym parku jest jeszcze lepiej to świadczy to tylko dobrze o tym mieście i jakości powietrza.
Mógłbym narzekać na Changchun, ale teraz gdy meridka jest naprawiona zamierzam w końcu wykorzystać te wolne wtorki by trochę to miasto zwiedzić, zobaczyć je z innej strony. Martwią mnie tylko te wszechobecne samochody.

P1110713 (Copy)

Można się między nimi przeciskać, to jest niezaprzeczalna zaleta rowerów, można, wzorem chińskich rowerzystów, jeździć środkiem jezdni w korku, ale i tak samochody są wszędzie. Nie da się z nimi wygrać. Trzeba się do nich dostosować, bo tutaj to one rządzą. O ile w Jiawang nie było z tym problemu, a jeżeli był to wystarczyło popedałować 20 minut by znaleźć się poza miastem tak tutaj trzeba będzie pedałować z 20 kilometrów, czyli już nie ma tak lekko. Zwłaszcza na początku. I to jest druga strona medali, tak po prawdzie to nie będę miał już wiele czasu by to miasto pozwiedzać, bo mam tylko kilka tygodni a w ciągu tych kilku tygodni raptem parę wtorków w czasie których będzie można coś zrobić. Tyle tylko że należy od tego odjąć wtorki zmęczone, wtorki pracowite i wtorki w czasie których pogoda będzie zupełnie do niczego. Czyli dużo się nie najeżdżę, ale od września będę mieć o wiele mniej pracy i o wiele więcej czasu do poznawania nowych terenów.

P1110715 (Copy)

Chiński kącik kulturowy

Władca ziemski, 土豪, tuhao. W ten sposób określano dawno temu osoby bogate i wpływowe, lub całe rodziny odgrywające znaczną role na danym terenie. Od samego początku było to określenie negatywne. Obecnie nabrało nowego znacznie

Ewolucja rozpoczęła się od określania w ten sposób osób wydających ogromne sumy pieniędzy na gry komputerowe. Z czasem zaczęto tak nazywać nowobogackich, którzy lubią się chwalić swoim bogactwem. Obecnie używa się go by określić ludzi żyjących ponad stan.

9-go września 2013 roku ruszyła akcja pisania wierszy i opowiadań dla tuhao, co spowodowało stworzenie nowego powiedzenia tuhao, zaprzyjaźnijmy się! Przedstawia ono pragnienie zwykłych ludzi by poczuć się bogato a przez to być podziwianym.

Jedno z opowiadań:
Młody mężczyzna pyta mistrza Zen:
– Jestem bogaty, ale nieszczęśliwy. Co mam zrobić?
– Zdefiniuj bogactwo.
– Mam miliony w banku, trzy mieszkania w Pekinie, dwa samochody.
Mistrz Zen wyciąga dłoń a młody mężczyzna doznaje olśnienia.
– Mistrzu, czy chcesz mi powiedzieć że powinienem być za to wszystko wdzięczny i się odwdzięczyć losowi w jakiś sposób?
– Nie, tuhao, mogę zostać twoim przyjacielem?

Interwały

P1110671 (Copy)

Myślałem że jestem w stanie sobie tak wyjść i pobiec 8 kilometrówek w tempie 4:24-4:28. Tak myślałem bo czułem się świetnie, biegło mi się lekko i czułem że będzie dobrze. Poza tym mam jakąś tam bazę wyrobioną i myślałem że ciało pamięta, więc będzie dobrze.

P1110677 (Copy)

To próba okłamania samego siebie bo wiedziałem że będzie ciężko, bałem się tych interwałów, wiedziałem że rok temu biegałem mniej, ale biegałem interwały od pierwszego tygodnia marca, a do tego dokładałem setki kilometrów tygodniowo na meridce.

P1110681 (Copy)

Nie chciałem pamiętać o tym bólu który czułem biegając interwały, nie chciałem sobie przypominać o tym że zaczynałem spokojnie od takiego pitu pitu 20-60, przechodząc do 30-15 a potem robiąc dwusetki i czterysetki przygotowując się do tych kilometrówek.

P1110685 (Copy)

A mimo to one nie były takie lekkie. Pomimo dwóch miesięcy przygotowań to i tak miałem z nimi problemy.
Teraz postanowiłem to pominąć. Tak nie można, nie można pomijać takich przygotowań. Są rzeczy do których trzeba się przyzwyczaić. Zwłaszcza w moim przypadku.

P1110686 (Copy)

Te moje prędkości nie są jakieś niesamowite, ale nigdy nie przychodziły mi z łatwością. O wiele łatwiej jest mi biegać więcej i dłużej, ale bieganie szybsze jest czymś do czego muszę podchodzić stopniowo. Kroczek po kroczku.

P1110687 (Copy)

Dzisiaj wskoczyłem od razu na głęboką wodę i prawie utonąłem, bo chociaż ciało pamięta to pamiętało tylko przez dwa pierwsze powtórzenia. Zacząłem trzecie i wiedziałem że nie dam rady, czułem że to za szybko więc zwolniłem i postanowiłem po prostu przebiec. Podobnie przy czwartym który poszedł trochę szybciej. Piąte, szóste i siódme były już żenująco wolne. Ostatni wyszedł tak samo jak trzeci, czyli też słabo, ale lepiej już trzy poprzednie.

P1110689 (Copy)

Nie było łatwo. Wydłużałem te trzyminutowe przerwy jak tylko się dało. Zatrzymywałem się, łapałem oddech, spacerowałem, robiłem wszystko czego robić nie powinienem, ale stwierdziłem że mam dzisiaj czas i mogłem się pobawić. Odpoczywałem a potem biegłem.

P1110691 (Copy)

Nie na maksa, bo wiedziałem że nie dam rady na maksa. Gdzieś tak na drugim kilometrze zaczęły mnie uda boleć, dla odmiany dwugłowe. To nowość, ale one będą boleć przy takich prędkościach. Dlatego muszę się do nich przyzwyczaić.

P1110694 (Copy)

Teraz mam jakieś 6-8 tygodni z interwałami, więc powinno być dobrze, powtórzę co robiłem rok temu, czyli zacznę od krótszych i szybszych odcinków i stopniowo będę je wydłużał. Powinno być dobrze, a jak nie, to nic się nie stanie bo przecież teraz i tak nie trenuję a jedynie sobie biegam dla przyjemności.

P1110695 (Copy)

A teraz muszę to wrzucić żeby przy kolejnym podejściu móc sobie porównać:
4.21 – 4.24 – 4.48 – 4.42 – 4.57 – 4.56 – 5.06 – 4.48
Czyli dokładnie tak jak napisałem – coraz wolniej.

P1110697 (Copy)

Cudów nie ma, ale wytrzymałem te osiem powtórzeń, dwie godziny później czuję się już okej, ale nie ma najmniejszej opcji żebym pojechał dziś do tego parku. Na to jeszcze jest za wcześnie. Te trzy dni wolnego chcę w końcu wykorzystać na błogie lenistwo i nadrobienie filmowych zaległości.

P1110698 (Copy)

Najgorsze że pogoda ma się popsuć i już jutro ma padać, a temperatura ma spaść poniżej 10 stopni. Dzisiaj ma oscylować w okolicach 30, widać natura też lubi mieszanie bodźców ;-)

P1110700 (Copy)

Ruszyłem się znaleźć rowerowego doktora. Pierwszy adres okazał się być nieaktualny. Drugi okazał się być strzałem w dziesiątkę. Najpierw zadzwoniłem do niezastąpionej June i wyjaśniłem o co poprosić, a po załatwieniu wszystkich formalności poszedłem porobić zdjęcia.

P1110703 (Copy)

Wróciłem dwadzieścia minut później i przerzutki były wyregulowane a łańcuch naoliwiony. I to za darmo…Ta chińska uczynność mnie nie przestaje zaskakiwać. I to nawet w takim mieście. Teraz pewnie szlag trafi pogodę i wiele mi z tej naprawy nie przyjdzie, ale będzie na przyszłość.

P1110704 (Copy)

Co tam słychać w Chinach?

Trzy osoby zginęły a 79 zostało rannych w wyniku ataku terrorystycznego na stacji kolejowej w Urumqi, stolicy Ujgurskiego regionu autonomicznego w północno zachodnich Chinach.
Xi Jinping odwiedzał to miasto od dwudziestego siódmego do trzydziestego kwietnia. Zapowiedział już przeprowadzenie zdecydowanych akcji przeciwko terrorystom.
Pora na kolejne dokręcenie śruby, bo poluzowanie jej w tym momencie byłoby zbyt ryzykowne.

Rewolucje

P1110647 (Copy)

Ktoś mądry powiedział kiedyś że rewolucje nie wybuchają gdy grupa rządząca jeszcze mocniej dokręca śrubę, ale gdy przyjdzie czas ją poluźni trochę. Podobnie ma się sprawa w przypadku Rosji i NATO. Najpierw nie zareagowano w sprawie Gruzji w 2008, w konsekwencji czego na te tereny mówimy obecnie Osetia Południowa, a teraz NATO stoi i się patrzy na Krym.

P1110646 (Copy)

Dlatego zawsze należy dokręcać śrubę. Stopniowo bo stopniowo, ale zawsze. Ludzie do wszystkiego się przyzwyczają.
W Chinach przyzwyczajono się już do braku facebooka, youtube’a, twittera, czasem nawet guardian.co.uk nie wejdzie, do tego że nie mówi się o trzech T: Tybecie, Tajwanie, wydarzeniach na placu Tienanmen.

P1110654 (Copy)

A ostatnie dwa tygodnie przyniosły dwie wiadomości:
– aresztowano dwadzieścia dziewczyn publikujących w internecie opowiadania erotyczne opowiadające o miłości dwóch mężczyzn
– zakazano publikowania nowych odcinków, oraz usunięcie starych części seriali z USA, w tym The Big Bang Theory.

P1110656 (Copy)

To pierwsze uznano za opowiadania o naturze pornograficznej a dziewczyny poszły do więzienia na jakiś tam czas. To jest kompletna bzdura. Takie opowiadania bankowo są publikowane gdzieś w Polskim internecie, gdzieś w Tureckim internecie i każdym innym. Bo nie ma innej opcji. I może nam się sam koncept nie podobać, ale to nam krzywdy nie czyni.

P1110658 (Copy)

Nikt nam nie każe tych stron oglądać, tych tekstów czytać, to sobie najzwyczajniej w świecie jest i kto chce ten czyta, kto nie chce ten nie czyta. Idę o zakłada że mnóstwo z nas nawet sobie nie zdawało sprawy że coś takiego istnieje. Rząd Chiński zgodnie z tą mądrą zasadą dokręca śrubę i zakazuje publikowania takich rzeczy.

P1110659 (Copy)

Teraz się tego nie doszukam, ale rok temu znalazłem artykuł w chińskim internecie który chwalił rząd chiński za to że nie zwalczają homoseksualistów. No i nie zwalczają, ale śrubę trzeba dokręcć.
Usunięcie tych seriali to już w ogóle sprawa dziwna bo nie podano żadnych przyczyn.

P1110662 (Copy)

Po prostu nakazano ich zdjęcie. Podobno jakaś wersje TBBT ma być puszczana w telewizji i żeby nie robić konkurencji zdjęto ją z sieci. Może chodzi o coś tak błahego jak pieniądze i chęć ograniczenia wielkości rynku zajmowanego przez seriale z zagranicy. Może ma to mieć związek z tym stopniowym odcinaniem się od Zachodu?

P1110664 (Copy)

Kto to wie. Nie wspominałbym o tym gdybym nie dostał wczoraj wiadomości od Shawna: Bart, mam do Ciebie prośbę. Rząd nakazał usunięcie The Big Bang Theory i nie mam gdzie obejrzeć, czy możesz ten serial skądś ściągnąć?
To jest właśnie stopniowe dokręcanie śruby.

Najpierw przyszli po komunistów,
ale się nie odezwałem,
bo nie byłem komunistą.

Potem przyszli po socjaldemokratów
i nie odezwałem się,
bo nie byłem socjaldemokratą.

Potem przyszli po związkowców,
i znów nie protestowałem,
bo nie należałem do związków zawodowych.

Potem przyszła kolej na Żydów,
i znowu nie protestowałem,
bo nie byłem Żydem.

Wreszcie przyszli po mnie,
i nie było już nikogo, kto wstawiłby się za mną.

Martin Niemöller

Tutaj jednak nie powinno być tak źle. TBBT mam skąd ściągnąć, także Shawna nie pozostawię na lodzie.

P1110665 (Copy)

Ciepło dzisiaj niezwykle, ale ostatnie moje zajęcia odwołano, więc mogłem wrócić do mieszkania wcześniej i po drodze udało mi się nawet zrobić zakupy.

P1110666 (Copy)

Czasem Changchun wygląda jakby nadchodziła fala zombie od strony dworca bo wszyscy chcą uciec. A dzisiaj to już chyba naprawdę wszyscy chcieli uciec bo chyba szybciej bym do mieszkanie zaszedł pieszo niż dojechał tym autobusem.

P1110668 (Copy)

Meridka

P1110639 (Copy)

Pogoda dzisiaj sprzyjała więc wziąłem meridkę na przejażdżkę. Najpierw oczywiście siłownia i obiad, a potem nie mając lepszych planów wyniosłem ją na dwór i pojechaliśmy przed siebie.

P1110628 (Copy)

Początkowo jechałem bez wielkiego tłoku samochodowego, ale to się wkrótce zmieniło i musiałem się między samochodami przemykać co było trochę irytujące i strasznie mnie spowalniało. A na dodatek wybijało z rytmu. Nie ma wiele przyjemności z takiej jazdy która co chwilę jest przerywana koniecznością stania w korku.

P1110630 (Copy)

Nie ma również wiele przyjemności z jazdy po mieście próbując się z niego wydostać. Nie udało mi się, ale tak w gruncie rzeczy to nie zakładałem że mi się uda. Chciałem po prostu wsiąść na meridkę i przejechać kilkanaście kilometrów, tak żeby sobie przypomnieć jak to jest. No i jest super czuję że trzeba ją będzie zawieźć do lekarza by ją wyregulował, najpierw muszę znaleźć kogoś kompetentnego w tym zakresie, ale oprócz tego jest super.

P1110633 (Copy)

Nie napalam się jednak za bardzo na jazdę bo wiem że czasowo nie dam rady jeździć tyle ile bym chciał. Musiałbym albo jeździć w nocy, albo wcześnie rano, a tego nie chcę, bo to nie będzie jazda dla przyjemności. Na szczęście mam te luźne wtorki , ale je z kolei chce się czasem spędzić siedząc w mieszkaniu i oglądając filmy. Tak najzwyczajniej w świecie, bo nie można ciągle gdzieś być czy coś robić, odpoczynek także jest potrzebny. Zwłaszcza gdy widoki towarzyszące jeździe nie są jakieś szczególne i trzeba się sporo napedałować by w ogóle z miasta wyjechać.

P1110634 (Copy)

Najgorsze że sam nie wiem jeszcze ile się napedałować trzeba, ale przypuszczam że godzinę trzeba będzie liczyć. Trzeba będzie także trasę wyjazdową znaleźć i jakoś się do tego przygotować. O ile w Jiawang taka przejażdżka nie byłaby niczym nadzwyczajnym, o tyle tutaj trzeba będzie do tego podejść cierpliwie a i tak nie wiadomo czy się uda pojechać jakoś mega daleko bo przecież zostały mi już tylko dwa miesiące, czasu zbyt wiele nie mam, a moim głównym priorytetem jest teraz bieganie.

P1110635 (Copy)

Zawsze mogę zrezygnować z siłowni. To coś jak chleb krasnoludów w książkach Pratchetta, który bohaterowie mogą zjeść, ale nigdy tego nie zrobią bo jest twardy i paskudny, ale zawsze istnieje taka opcja. Podobnie ja nie chcę z siłowni zrezygnować bo chociaż jest pełna ludzi i mnie wkurza, to jednak jest przydatna i, o zgrozo, potrzebna. Także postaram się ją przeboleć do lipca, a we wrześniu będę musiał to wszystko przemyśleć na nowo. Gdzieś tam będzie czekać na mnie książka o triathlonie i wtedy będę to wszystko dokładnie sprawdzał. A czasu od września będę mieć pod dostatkiem. No i 30 kilometrów od dużego miasta to praktycznie jak w Jiawang, więc bankowo będą jakieś fajne mało uczęszczane drogi w pobliżu.

P1110642 (Copy)