RPG bez G

Czyli odgrywanie ról. Ćwiczenie kontrolowane w znacznym stopniu. No i reakcje były dość różne. Bardzo dużo uczniów było zadowolonych bo to coś zupełnie innego i nowego. W dodatku moje obawy były zupełnie niepotrzebne bo dzieciaki poradziły sobie z tym ćwiczeniem doskonale. Co prawda dialogi kontrolowane były dla części zbyt proste, ale tylko niektórzy uczniowie się nudzili, większość korzystała z tej odmiany w zajęciach i wymieniała się kartkami na potęgę.  Innymi słowy to naprawdę, ale to naprawdę dobre zajęcia.
Zdecydowanie za proste dla klasy drugiej, dlatego Oni dostali przykłady znacznie bardziej dowolne. Podobnie będzie z klasą pierwszą, dla której takie coś to pikuś.

IMG_1400
Numer jeden.

IMG_1401
Numer dwa.

Na lunch poszedłem dzisiaj do trójki, co prawda odłożyłem ryż na bok, ale i tak go dostałem. Szkoda mi było go zostawić, ale że ryżu nie jem to zostawiłem…Tylko dwie takie porcyjki jedzenia to trochę dla mnie za mało wziąłem więc jeszcze jeden talerz i było okej. Chociaż to i tak same kiełki i tofu więc najeść się człowiek tym nie naje tak naprawdę. Wyszedł mnie przez to obiad trochę drożej, ale w końcu skoro jestem w Chinach to nie mogę ograniczać się ciągle do jednej stołówki i jednego jedzenia, dlatego od tego tygodnia rozpoczynam kulinarną podróż po stołówkach. Mam tylko nadzieję że nie zawsze będzie tak jak dzisiaj gdy jacyś ludzie każą uczniom mówić mi że jest specjalna stołówka dla nauczycieli gdzie mogę sobie coś zjeść. Wiem że jest, ale nie mam zamiaru tam jeść. Naprawdę nie mam.

IMG_1395
English singing competition. Piękna robota.

Od przyszłego tygodnia rozpoczynają się eliminacje do ‘Voice of English’ (dobry Boże…) i dzieciaki będą śpiewać piosenki. Tylko pech jest taki że śpiewać będą w porze na lunch. Przyjdzie mi w najbliższy weekend kupić jakieś pudełko i pakować sobie do niego jedzenie…W ogóle ‘Vocie of English’…i pomyśleć że po rozmowach z nauczycielami angielskiego uważam że Lydia stoi o poziom ponad większością z Nich.

IMG_1403
Kurza łapka od dziewczyn z klasy siódmej. 'Delicious!’…no skoro zjadłem już świńskie uszy…

Lydia zaproponowała żebym zaczynał każdą lekcję od powtórki materiału z lekcji poprzedniej. Fajnie tak sobie pożartować. Tylko że mówiła całkiem poważnie. Ta…nie dość że to bardzo krótka droga do depresji, bo przecież większość dzieciaków ma te zajęcia w nosie (co naprawdę jest zrozumiałe skoro nie ma ani ocen ani egzaminów) a nie ma sensu robić zajęcia pod mniejszość. No a poza tym 45 minut to wcale nie jest aż tak dużo czasu gdy chce się coś przeczytać, wytłumaczyć, a potem jeszcze odstawić 10-15 minut na rozmowy. Na ten semestr mam zaplanowany tylko jeden długi tekst a i tak rozbiłem go na dwa zajęcia bo inaczej nie dalibyśmy rady zrobić go w ogóle. Zaproponowałem za to że będę wrzucać PPTki z poprzedniego tygodnia na angielską wersję bloga (a mam taką i piszę na niej z częstotliwością jednej notki na tydzień) i uczniowie zainteresowani będą sobie mogli ściągnąć, a Ci niezainteresowani nie będą musieli się nudzić na zajęciach. W ogóle to dzisiaj Lydia siedziała na zajęciach cały ranek. Zaskoczyło mnie to niezwykle, ale było dość przydatne.. Mogła podręczyć tych trochę słabszych uczniów. Bo Ci lepsi ‘dręczyli’ siebie wzajemnie. Zamieniali się rolami, wymieniali się kartkami i ciągle mówili po angielsku. Bardzo mi się to podobało. Kto wie, może za jakiś czas spróbuję nawet debat…To dopiero byłoby wyzwanie.

IMG_1406
Wiosna kurczę.

Ach…jeszcze jedna rzecz którą w sumie przegapiłem wczoraj. W sobotę byłem w aptece kupić tabletki przeciwbólowe. W niedzielę rano odpaliłem QQ i dostałem wiadomość o mniej więcej takiej treści: ‘Byłeś dzisiaj w aptece, moja siostra tam pracuje, czy wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? Musisz na siebie uważać bo wiosna to okres w którym można się łatwo rozchorować!’. Nigdy nie jesteś sam. Obojętnie jak bardzo będziesz się starać, tutaj nigdy nie będziesz sam. I z jednej strony: ‘Nigdy nie będziesz sam’, ale z drugiej strony ‘nigdy nie będziesz SAM’.

taxi
Opuszczone taksówki w Chongqing

I jeszcze tak od klasy trzeciej:
– Bart nie przejmuj się tym co wydarzyło się w piątek.
– Nie przejmuję się ani trochę, ale zaraz, skąd o tym wiesz?
– No słyszałam że byłeś zdenerwowany.
NIGDY nie będziesz SAM.

Niedziela i przegapione z tygodnia #4

Untitled
Prognoza na następny tydzień.

280 juanów
Tyle kosztowały każdego ucznia zajęcia z Oral English. 280*700=196000. Na każdy semestr. Mnóstwo , naprawdę mnóstwo kasy. Trzeba więc będzie upomnieć się o podwyżkę jeżeli zostanę. Tak się odgrażałem że chcę się z Jiawang przenieść, ale jest jeden bardzo duży plus: takiej kasy nie dostanę tak łatwo gdzieś indziej. Na pewno nie w szkole publicznej.

Konina
Jeden z uczniów z klasy 2 zapytał się dlaczego oburzamy się o jedzenie koniny, przecież ona nie jest trująca. No to trzeba było się powołać na to że dla nas konie to jak psy/koty. Chociaż w sumie nie w całej Europie.

Środa
A wracając ze szkoły zaczepiła mnie dziewczyna z klasy trzeciej, która ostatnio poprosiła żebym nauczył ją trochę mówić po polsku.
– Nie czujesz się samotny?
– Nie. Mam przecież Was, no i ze znajomymi mogę rozmawiać przez internet. Podobnie z rodziną.
– Czasem na Twoich zajęciach robimy inne lekcje, ale to dlatego że chcemy mieć później więcej czasu dla siebie. Źle się z tym czujemy i chcielibyśmy Cię przeprosić.
– Rozumiem doskonale dlaczego to robicie. Z mojego przedmiotu nie macie ocen, więc traktujecie go dość luźno i nie mam o to pretensji, bo to nie jest Wasza wina. Takie jest podejście w tej szkole po prostu (od innych nauczycieli wiem, że w innych szkołach są oceny z angielskiego mówionego)
– Na zajęciach cały czas się uśmiechasz. Mam wrażenie że jesteś bardzo optymistycznie nastawiony do życia.
– Jestem, bo gdybym nie był to musiałbym wrócić. A nie chcę wrócić.

Piątek
Ledwo wróciłem w piątek ze szkoły, nawet nie zdążyłem zdjąć plecaka, że o przebraniu nie mówiąc a już ktoś walił (bo jak się do mnie puka to nie słyszę) do drzwi. To sąsiad z 501 ze swoją córeczką. Wręczył mi list. Mama jednej z uczennic napisała że chciałaby żebym czasem po szkole porozmawiał z Jej córką. A Ona bardzo dobrze gotuje. Haha…to najmniej bezpośrednia prośba o korepetycje jaką miałem. Trzeba będzie się kiedyś do Nich wybrać i faktycznie porozmawiać.

Marzenia i pory roku
Takie pojedyncze pomysły:
– chcę rowerem przejechać cały świat
– moim marzeniem jest zostać położną

Lubię wiosnę bo mogę w końcu wziąć prysznic. A ciepła woda jest w akademikach tylko dwa razy w tygodniu.

IMG_1373
Benzyna zdrożała. Dobiła do 800+

Niedziela
Pojechałem do Xuzhou. Po wejściu do autobusu pokazałem Panu biletowemu gdzie chcę wysiąść, pokiwał głową i skasował 4 RMB. I tak sobie jechałem, aż w końcu spojrzałem na przystanek i znaczki wydały mi się bardzo podobne do tego co zostało mi napisane w zeszycie. Pokazałem więc go Pani siedzącej obok, Ona przeczytała i na tym się zakończyło. Dokładnie zakończyło bo dotarłem na dworzec. Nie pozostało mi nic innego jak wziąć taksówkę i…zapłaciłem 60 RMB. Sfrajerowałem się okropnie, ale to moja wina bo nie ustaliłem ceny z góry a wziąłem taksówkę niezarejestrowaną. Trudno. Traktuję takie sytuacje jako nowe doświadczenie i pewien sposób wspomagania chińskiej gospodarki. W końcu jednak dotarłem na miejsce spotkania z…ja naprawdę muszę się kiedyś zapytać jakie jest Jej angielskie imię…wiem że chińskie to Lio. Poszliśmy na miejsce spotkania grupy wyznaniowej a tam łohoho. Salon (chyba trochę mniejszy od mojego) pełen ludzi, wszyscy stoją i się modlą. Pan Chińczyk prowadzi modlitwę i wszyscy z prędkością karabinu maszynowego mówią ‘Amen’, tak jakoś 45 razy na minutę, a po drodze jeszcze coś mówią. Nie jestem jakimś specjalistom, ale coś mi to nie pasowało. Gdy zaczęli śpiewać pieśni których nie znałem stwierdziłem że przecież nie znam wszystkich melodii kościelnych, ale gdy kazanie wygłosiła kobieta uznałem że coś tutaj jest nie tak. Potem uświadomiono mi że ta kobieta to gruba szycha bo stoi na czele całego zboru (?) w Xuzhou. Pięknie. Z kazania wiele nie zrozumiałem, wyjaśniono mi potem że odnosiło się do założyciela zboru (?),  cudu w kanie galilejskiej, oraz tego że nieważne co się nam przydarzy ważne to jak to odbierzemy. A potem sobie jeszcze trochę pośpiewali. Trwało to łącznie blisko 2 godziny, z czego samo kazanie dobrą godzinę. Aczkolwiek muszę oddać cześć bo chociaż wiele nie zrozumiałem i prawdopodobnie skupiało się na założycielu tego zboru (?) to jednak było wygłoszone bardzo żywo, humorystycznie i z mocą gestykulacji. Zupełnie inne od tego do czego jestem przyzwyczajony. Chociaż osobiście jestem zwolennikiem kazań minimalistycznych które sami mamy przemyśleć.

IMG_1375
Nad orzeszkami – świńskie uszy. Psie oczy zjadł świńskie uszy.

Po spotkaniu poszliśmy kupić gitarę, gdyż Lio próbuje podejść męża by zaczął z Nią chodzić na spotkania. Jest tam taki Pan grający na gitarze który mógłby Jej męża nauczyć grać. I tak chce Go podejść. W sklepie usłyszałem że dobrze mi z oczu patrzy dlatego cena za gitarę była bardzo okazyjna. Ciekawe. Może jakbym miał więcej czasu to przyjeżdżałbym do Xuzhou uczyć się grać na gitarze…co też mi zostało zaproponowane, a Lio od razu podchwyciła mówiąc że mogę przyjeżdżać i najpierw chodzić na spotkania a potem grać na gitarze. Tak, tylko chyba jednak nie chcę tak spędzać swoich niedziel.

A potem poszliśmy sobie na lunch i wtranżoliłem cały półmisek pierogów i zupę. Co mnie ani trochę nie nasyciło. Nigdy nie sądziłem że można zrobić niesycące pierogi. Można.
Zapytałem się też jak to jest u Nich z papieżem i usłyszałem że nie uznają bo wierzą w Boga.

IMG_1381
Latawce…

W drodze do domu trochę już przysypiałem ale wysiadłem pod sklepem, poszedłem kupić coś do picia i parę skarpet (bo zrobiła mi się dziura i uznałem że pora kupić nowe a stare wyrzucić. Pomimo obaw babci wcale nie zbankrutowałem i okazuje się że skarpety w Chinach nie są absurdalnie drogie, są za to małe). Stojąc w kolejce słyszę dzwonek, odbieram telefon a tam Lydia:
– Możesz iść odebrać rower.
Reszty już nawet nie słuchałem. Poszedłem do domu, wziąłem pieniądze i pojechałem odebrać Meridkę. Dobry Boże. To Merida Duke, robiona na rynek chiński, jak w ogóle większość dostępnych tutaj rowerów. Panowie wszystko zamontowali a potem zaczęliśmy się bawić w ustawianie siodełka, w końcu trzeba było wymienić sztycę, bo niestety mam długie nogi. Ale za to jak depłem to…rany boskie…a potem jak zahamowałem…nie…mój Srebrny Surfer nie może się równać z Meridką…A przedział cenowy ten sam. Tylko Meridka nie będzie do jazdy do szkoła. Ona się nawet nie rozgrzeje, bo co to takie półtorej kilometra. Dlatego nie mogę doczekać się tego wolnego weekendu. Byle pogoda dopisała.

IMG_1383
Meridka.

 

28 stopni

Wariactwo. Polazłem na spacer przed pierwszą. Rany…masakra. Żar lał się z nieba a mimo to widziałem ludzi w kurtkach, lub przynajmniej w bluzach z długimi rękawami. Ja rozumiem że ta część Chin jest gorąca, ale żeby przy 28 stopniach tak się ubierać? To już lekka przesada.

Muszę kupić krótkie spodnie bo chociaż te są super to są dość grube a i mi się przybrało na wadze. Trzeba tylko poczekać aż jakieś pojawią się w sklepach…

IMG_1357
Każdy walczył o chociaż odrobinę cienia.

Na szczęście nie tylko ja czułem tę temperaturę, ludzie chowali się w cieniu, w sklepach chodziła klima i pojawili się ludzie sprzedający lody. I ja sobie też kupiłem. Takiego o smaku liczi. Pół RMB.
Poszedłem też do apteki bo nie miałem tabletek przeciwbólowych, a jednak warto jakieś mieć. 3 RMB za 12 sztuk. Są rzeczy absurdalnie drogie, ale te najpotrzebniejsze są wręcz do bólu tanie.

IMG_1364
No dobrze, nie każdy. Im pogoda nie preszkadzała.

A że pogoda zaczęła dopisywać to polazłem, w końcu, kupić rower. Trochę się poszlajałem po sklepach, bo znalazłem dwa. I jeden rower wpadł mi w oko. Oczywiście mieliśmy problemy z dogadaniem się, ale jak już ustaliliśmy że 6000 RMB za rower nie dam to poszło z górki. Znaleźliśmy taką ładną Meridkę w moim rozmiarze. Pokiwałem głową, dostałem też parę gratisów i zadzwoniłem do Lydii by się upewnić czy wszystko dobrze zrozumiałem. Zrozumiałem doskonale, wybrałem kolor, zostawiłem 100 RMB zaliczki i w poniedziałek mam odebrać. Wtedy też dostaniecie zdjęcia.
A teraz wersja bardziej bliska prawdzie – pół godziny machania rękami i prób przekonania mnie żebym kupił rower za 6k, tłumacząc mi że jest duży, 10 minut tłumaczenia że tyle nie zapłacę ale chętnie wezmę ‘o ten’ co wywoływało kolejną falę machania rękami że za wysoki jestem i w końcu Pan Sprzedawca dał za wygraną i pokazał Meridkę, zapytał czy mi pasuje, pokazał rozmiary ramy i machał łapkami. A ja doskonale rozumiałem że muszę mieć dużą ramę. Potem jeszcze napisał trzy ceny z trzema różnymi opcjami, ale że i tak było to grubo poniżej tego ile chciałem zapłacić wybrałem opcję najdroższą. Co mi tam. Stać mnie. I tak wyszło mniej niż za poprzedni rower który teraz stoi do góry kołami w Polsce.

IMG_1367
Naprawdę ostre.

Tylko najgorsze jest to że będzie się biedna Meridka musiała pomęczyć przez tydzień w mieszkaniu. We wtorek ma mocno lać, a potem pogoda ma być średnia. Na szczęście weekend ma już być słoneczny, a że mam piątek wolny to można się gdzieś dalej kulnąć. Już się nie mogę doczekać.

Ach…to coś rozłożone na stołach pod blokiem to orzechy na ostro którymi zostałem poczęstowany. Naprawdę na ostro.

Jestem wtedy kiedy krzyczę

Zdenerwowałem się dzisiaj i krzyknąłem. Nie na uczniów a do uczniów. Jak wiecie nie uważam żeby krzyk był dobrą techniką motywacyjną, ale z reguły jest dobrą metodą na obudzenie kogoś. I dzisiaj zadziałało na klasę 11, na klasę 13 już nie.
Mógłbym założyć że wina leży po mojej stronie, ale jeżeli 10 klas robi ze mną te zajęcia i 9 klas reaguje pozytywnie (bo nie mogę oczekiwać że 8 zareaguje na cokolwiek co robię pozytywnie) to wina nie leży po mojej stronie. Rozumiem pogodę, bo faktycznie jest ciepło i robi się sennie, ale warunki są dla wszystkich takie same, a obie klasy najzwyczajniej w świecie sobie olały. Jeżeli ½ klasy śpi, a ¼ robi sobie coś innego to widać ze coś się dzieje. I można czasem odpuścić, naprawdę. Czasem można posłuchać muzyki czy obejrzeć film, ale kurczę…będzie tylko cieplej, w następny piątek zapewne nie będzie zajęć, a te dzisiejsze były naprawdę fajne i istotne. Bo pogoda to  naprawdę niezbędny temat, a w dodatku dzieciaki przerabiały słownictwo na swoich normalnych zajęciach więc miały na świeżo możliwość wykorzystania tego czego się nauczyły. I tak siedząc i patrząc na te położone tułowia, pozakrywane głowy, albo ręce przepisujące zadania trochę się odechciewa. Czasem można krzyknąć żeby Ich obudzić. Nie na Nich. Na Nich nie wolno. Krzyk nigdy nie pomaga. Rodzi jedynie frustrację. A ja lubię tę pracę, lubię te dzieciaki, tylko gdy olewają zajęcia to w środku rodzi się taka…nie gorycz…pustka bardziej. Bo nadzieja i zapał jest dalej, ale pojawia się taki pusty bąbel. Nie ma się co złościć, naprawdę nie ma. Bo to nic nie da.

IMG_1304
Teodor już czuje wiosnę
Dziewczyna z 11, która chce zostać nauczycielką angielskiego, widząc co się dzieje powiedziała żebym się nie przejmował, żebym resztę zignorował. Tylko że to nie na tym polega…nie mogę ignorować większości. Mniejszość tak, jasne, ignorowanie mniejszości wychodzi mi doskonale, ale ignorowanie większości? Wtedy przypomina mi się takie pytanie i odpowiedź ze studiów:
– Co robić jeżeli poziom w klasie jest niezwykle zróżnicowany, są uczniowie naprawdę słabi i naprawdę naprawdę dobrzy?
– Skupić się na większości.
Trzymam się tego całe swoje nauczycielskie życie. Nie skupiam się ani na najlepszych, ani na najgorszych tylko staram się zawsze dotrzeć do większości. Często dzieje się to kosztem tych najlepszych którzy trochę się nudzą bo zawsze staram się jakoś pomóc tym słabszym, ale najlepsi i tak sobie poradzą. Mogą chociażby pomagać tym słabszym.
Od uczniów z 13 usłyszałem że może lepiej jakbym uczył Ich angielskiego piosenkami. Tak…a do tego rozdawał lizaki, kupił kucyka i zafundował wakacje na Majorce. Niestety wiedza nie rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Fajnie jest sobie posłuchać piosenkę, ale trzeba na to zasłużyć.

IMG_1326
Wiosna.
Lydia powiedziała że powinienem do Niej zadzwonić. Ta…zadzwonić po asystentkę nauczyciela. Nie wiem czy to naprawdę powinno tak wyglądać.
Dobra dość, bo powiedziałem wszystkim że nie jestem zły, więc nie mogę teraz buczeć.

IMG_1312

Z samego rana pojawiła się komisja. Pani z komisji przedstawiła się, zapytała czy może się przysłuchiwać zajęciom, chociaż i tak już cała komisja siedziała z tyłu sali. No tak, możecie sobie siedzieć. W Polsce o czymś takim się uprzedza, w Chinach też jak się okazuje, ale widać nie jestem na tyle ważny by poinformować o tym mnie (o tym że w piątek nie będzie zajęć dowiedziałem się od uczniów, nie od asystentki). Klasa dziewiąta pracowała aż miło mając na sobie oczy komisji. Nikt nie spał, nikt nie czytał innych książek. W dodatku poradzili sobie bardzo dobrze z trudnym ćwiczeniem. Widać że jak chcą to potrafią. Aż się Ich nachwalić nie mogłem i poprosiłem Sophie bym przekazała klasie że sprawiła się super, a Ona aż się rozpromieniła.

Są klasy którym można odpuścić, zwłaszcza w piątki. Na przykład klasie pierwszej. Pół zajęć gadaliśmy a pół zajęć oglądaliśmy filmy. Można, ale trzeba na wszystko zasłużyć.

Po powrocie ze szkoły pokulałem się na zakupy, ludzie patrzyli się na mnie jak na stworzenie z innej planety, ale to chyba dlatego że chodziłem w krótkich spodniach. 20 stopni i duszno a ja się mam w długich spodniach prażyć? Wariactwo.

Najazd dygnitarzy

Chciałem iść dzisiaj pobiegać, dlatego do szkoły pojechałem na rowerze i nie brałem słuchawek. Chciałem, chciałem i mi się odechciało. Nie wiem co to się ze mną dzieje…Piękna pogoda, super żeby pobiegać a ja wolę siedzieć przed kompem i pisać plany albo rozpisywać wycieczkę (została mocno zmodyfikowana). Priorytety mi się poprzestawiały…zawsze wychodziłem z założenie że nie ma się co zmuszać. Jeżeli mi się nie chce to mi się nie chce, trudno. Widać muszę jeszcze odpocząć. Albo rozpisać plany do końca semestru (jeszcze tylko 9 lekcji). A może to jeszcze coś innego? Sam nie wiem.

W każdym razie dzisiaj zajęcia poszły super, mnóstwo energii, dzieciakom się podobało. Nawet Lydia się przykulała, ale chyba dlatego żeby nie przeszkadzać ludziom u góry. Lub nie pomagać ludziom u góry.  Ach…i dzisiaj zapytała się czy dałem Jej już plan zajęć na przyszły tydzień. Po czym bardzo się ucieszyła bo zajęcia z rolami się Jej spodobały. Stwierdziła że to super pomysł. Oczywiście że super. Tylko Ona chciała dać dzieciakom całkowitą dowolność w czasie tych zajęć. W sensie dostaliby tylko scenkę i musieliby ułożyć ją od podstaw. Albo wierzy w Nich bardziej niż ja, albo nie ma pojęcia na jakim są poziomie.
Wyjaśnienie: im wyższy poziom ucznia tym ogranicza się to jak bardzo kontrolowane jest to ćwiczenie. Im poziom uczniów jest niższy tym kontroluje się ćwiczenie bardziej. I tak większości moich uczniów mogę dać takie ćwiczenie:
A: Chcesz kupić książkę. Zapytaj o: cenę, autora, rok publikacji, oraz miejsce gdzie możesz kupić.
B: Chcesz sprzedać książkę. Cena:, autor:, rok publikacji:, mieszkasz w…i tu ją sprzedajesz.
Im poziom uczniów jest wyższy tym ogranicza się ilość informacji. Czyli:
A: Chcesz kupić książkę. Zapytaj o wszystkie niezbędne  sprawy.
B: Chcesz sprzedać książkę. Udziel jak najbardziej wyczerpujących informacji.
A potem można wprowadzić pewne utrudnienia:
A: Chcesz kupić trudno dostępną książkę na którą polujesz od kilku miesięcy. Znalazłeś w internecie ogłoszenie, niestety musiałbyś jechać do dość odległego miasta, w dodatku cena jest trochę za wysoka no i obawiasz się o stan książki. Targuj się o każdy grosz. Wiesz że sprzedawca interesuje się figurkami z Gwiezdnych Wojen.
B: Sprzedajesz trudno dostępną książkę. Umieściłeś ogłoszenie w internecie i masz wielu chętnych, kontaktuje się z Tobą. Nie chcesz sprzedać książki zbyt tanio gdyż chcesz kupić nową figurkę Boba Fetta (postaci z Gwiezdnych Wojen). Książka jest w stanie idealnym a cena, chociaż wysoka, jest niezwykle okazyjna. Mieszkasz w dość odległym od cywilizacji mieście, ale nie lubisz wychodzić ze swojego mieszkania.
Wszystko po to by jak najbardziej wydłużyć dialog. W przypadku uczniów początkujących warto także kazać Im wymienić się rolami. Im poziom zaawansowania wyższy tym, natychmiastowa, wymiana ról jest mniej konieczna, w końcu dialog będzie trwał wystarczająco długo no i nie ma potrzeby by uczniowie odgrywali go dwukrotnie. Można za to go powtórzyć za jakiś czas odwracając role dla zabawy.
Moi uczniowie powinni sobie poradzić z poziomem pierwszym, część z nich poradzi sobie z poziomem drugim, ale bardzo niewielu, o ile w ogóle, poradziłaby sobie z tym ostatnim. Do niego potrzebna jest już nie tylko wiedza typowo językowa, ale potrzebny jest także odpowiednio duży zakres informacji o kulturze. I co z tego że jest zabawny skoro dla większości uczniów samym ćwiczeniem będzie przeczytanie swojej roli.

Rozpisałem się, a miało być o dygnitarzach którzy przyjechali by oceniać szkołę. Przyjechali, oceniają i zobaczymy co tam powiedzą. Przywieziono ich autobusem, łażą po szkole, spotykają się z dyrekcją, słuchają zajęć, oceniają. Komisja :) Poprzednio była komisja oceniająca wygląd szkoły.

Lubię zajęcia w klasie drugiej. Ostatnio są tak aktywni że znika mi połowa zajęć, dzisiaj zniknęły całe. Trochę szkoda, ale z drugiej strony to nie jest aż tak źle. W końcu Ci którzy chcą ćwiczyć ćwiczą, a reszta może posłuchać. To jest o tyle ciekawe że w klasie pierwszej nie mam takiego ‘problemu’ chociaż Oni są na wyższym poziomie. Nie są jednak aż tak skorzy do zadawania pytań. I dzisiaj w dwójce porozmawialiśmy sobie o przyjaźni. Super temat, poopowiadaliśmy sobie o przyjaciołach utraconych, takich oszukanych przyjaciołach, pochwaliliśmy przyjaciół w klasie, podbudowaliśmy Ich ego i naprawdę było pozytywnie. Nie wszędzie da się takie zajęcia przeprowadzić a szkoda. Byłoby super bo nie dość że ćwiczymy język to budujemy ‘team spirit’ w klasie i mówimy o uczuciach. Chociaż i tak mówienie o pogodzie czeka każdego mówiącego po angielsku. Prędzej czy później, ale tego tematu się nie ominie. Można go jedynie odwlekać.

No i tyle na dzisiaj. Staram się notki trzymać poniżej iluśtam słów i jak są za długie to skracam przerzucając resztę na niedzielę :)

Plan na niedzielę

Spotkałem dzisiaj wychowawczynię klasy 14. Dałem Jej w końcu prezent. Bliski zarówno dla mnie jak i dla Niej, w końcu oboje jesteśmy chrześcijanami. I tak od słowa do słowa zaprosiła mnie ponownie na mszę w niedzielę w Xuzhou. Chciałem sobie co prawda w niedzielę odpocząć, ale nie mogę ciągle Jej odmawiać skoro sam to zaproponowałem, zwłaszcza że ksiądz się o mnie zapytał. Wielkie to wyróżnienie i jestem naprawdę szczęśliwy. Z radością poświęcę ten dzień na odwiedzenie Xuzhou.

A potem ‘wprosiła’ się na zajęcia ze swoją klasą. Dzieciaki były tak średnio zadowolone, ale co zrobić. Nie można mieć wszystkiego.
– Czujesz się samotny? Przecież tu prawie nikt nie mówi po angielsku?
– Nie. Codziennie rozmawiam z mamą, ze znajomymi, no i z uczniami.
– No tak, ale w weekendy i po zajęciach?
– Tak naprawdę to nigdy nie jestem sam. Zresztą nie tylko ja. Nikt z nas nigdy nie jest sam.
– Ach…podziwiam Twoje optymistyczne podejście. Zresztą nie tylko ja. Moja szefowa także.

A potem czekając na zajęcia z klasą trzecią krzyczała do mnie z piętra że to jest właśnie Jej szefowa i mnie podziwia i bardzo się cieszy że pracuję w tej szkole. Ja też się cieszę.

IMG_1263
Panoramka :)

Ruszyłem na zajęcia do klasy 8, Lydia też się pojawiła i zacząłem je prowadzić według swojego planu po czym Lydia stwierdziła, na głos, że można zrobić to inaczej i żebym puścił dzieciakom cały podcast. I dopóki Lydia w klasie była to dzieciaki jeszcze słuchały, ale jak wyszła to olały sprawę całkowicie. Straciłem jakąkolwiek ambicje jeżeli chodzi o tę klasę. Tych najlepszych uczniów strasznie mi szkoda i postanawiam właśnie na nich się skupić, ale wiem że łatwo nie będzie.

Klasa 6 ma okropne wyniki z egzaminów z angielskiego. Jedne z najlepszych w szkole, ale na moich zajęciach są świetni i ciągle Im to powtarzam. Faceci gadają w kółko, ale zawsze jak się o coś Ich zapytam to mają coś sensownego do powiedzenia i mówią to w poprawnym angielskim. Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak Im nie idzie na tych testach. A taka klasa ósma która nie wykazuje żadnych oznak zainteresowania angielskim radzi sobie na egzaminach na poziomie średnim, lub minimalnie poniżej. Bądź tu mądry.

Trochę się dzisiaj pocieszyłem gdy jedna trzecia klasy piątej (zazwyczaj świetnej) spała. Powiedzieli że przeżywają przesilenie wiosenne. Dla mnie ten okres już minął, ale że także przeżywałem przez kilka dni katusze trochę Im odpuściłem i przesłuchaliśmy jedną piosenkę. A normalnie powinniśmy rozmawiać o porach roku, jaką lubimy i dlaczego. Czyli taki zupełnie podstawowy temat dla wszystkich zaznajomionych chociaż trochę z angielskim.

IMG_1271
Ciągle Mu mówię żeby ściął włosy, ale On uparcie twierdzi że nie są długie.

W następnym tygodniu czekają nas zajęcia z odgrywania ról. Uczniowie nigdy czegoś takiego nie robili i trochę się boję o to czy zrozumieją czego od Nich oczekują. Chciałem to już zrobić w poprzednim semestrze, ale zrezygnowałem bo nie byłem pewny czy sobie poradzą. Dalej nie wiem, ale na szczęście role jakie mają odegrać są dosyć dobrze opisane. Są to praktycznie gotowe scenki do których wystarczy dodać pytania i odpowiedzi. Wymagam od Nich mało własnej inwencji twórczej. Naprawdę mam nadzieję że sobie poradzą. To mądre dzieciaki.

A teraz siedzę sobie na konsultacjach i tak słucham jak wszyscy wokół rozmawiają po chińsku. Teoretycznie powinniśmy rozmawiać po angielsku, ale w gruncie rzeczy co mi tam. Nie będę się spinać. To w końcu zajęcia całkowicie dodatkowe. Ciekawe tylko czy bateria mi padnie, czy też wytrzyma mi jeszcze te 6 minut do końca.

Jest dużo takich momentów w których Lydia mnie doprowadza do szału i podważa sens prowadzenia zajęć, jednak uczniów mam świetnych, nauczyciele także są super (o ile nie uważają że wiedzą lepiej co jest dla mnie najlepsze).

Jeszcze taka uwaga odnośnie klasy trzeciej. Dzisiaj Lydia przyszła Ich pilnować (to taka loteria, nikt nigdy nie wie gdzie się pojawi) i buczała strasznie na te dzieciaki. Poszedłem więc pogadać z Jokerem i mówię Mu że Lydia jest trochę straszna. Nie zrozumiał mnie, więc pokazałem mu w słowniku. Najpierw zaczął się śmiać a potem powiedział – YES! I dalej się śmiał. Oczywiście palec na usta i zrozumieliśmy się doskonale.

Shawn

Chciałem zostawić to na niedzielę, ale chyba będzie lepiej jeżeli opiszę to dzisiaj.
Zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem Lydia i zapytała się czy mnie Shawn nie irytuje. Bo rozmawiała z nią Ruby z którą rozmawiała nauczycielka Shawna. I wszyscy się tak martwili że Shawn rozmawia ze mną co lunch że postanowili się zapytać i mnie w końcu.
Kluczowym jest tutaj słowo ‘w końcu’. Bowiem zanim porozmawiano ze mną zwrócono na to uwagę Shawnowi. I chłopak zareagował podobno dość histerycznie, w sensie zaczął krzyczeć a potem się rozpłakał. Także gdy Lydia do mnie zadzwoniła była już musztardzie po obiedzie, chłopak się rozłożył.
Wyjaśniłem Lydii, że Shawn to nie Lawrance, nie chodzi za mną, nie chce mnie odwiedzać, nie przychodzi oglądać jak prowadzę zajęcia, po prostu przychodzi pogadać ze mną gdy jem lunch. Co jest całkiem sympatyczne i nie narzucające się ani trochę. Czasem sobie poesemsujemy, bo widać że to On jest troszkę inny od reszty uczniów. Może to nieśmiałość, może to coś innego, w to już nie wnikam. Mi się z nim w każdym razie dobrze rozmawia bo widać że to ogarnięty chłopak, lubi filmy (przez niego złamałem pierwszą zasadę Fight Clubu) i koszykówkę, więc tematów nam nie brakuje. No i chce żebym nauczył Go polskiego co już w ogóle jest wesołe.

Wyobraźcie sobie że macie ucznia, niezwykle zdolnego jak się okazuje, ale zamkniętego w sobie, nie mającego zbyt wielu przyjaciół w swojej klasie, który nagle nawiązuje dobry kontakt z nauczycielem z innego kraju. Nie chcecie jednak żeby tego nauczyciela niepokoił, więc co robicie?
– kontaktujecie się z nauczycielem by się zapytać czy ten uczeń mu przeszkadza?
– mówicie uczniowi żeby nie przeszkadzał nauczycielowi bo on na pewno jest zajęty i na pewno nie uważa was za kolegę?
No właśnie. A wystarczyło zapytać.
Wszystko musiałem Shawnowi dzisiaj tłumaczyć i wygląda na to że zrozumiał.

Tylko taki niesmak pozostał. Jak siedzisz 10 minut na ławce sam to się pytają czy jesteś samotny ale jak ktoś z Tobą codziennie rozmawia to mówią Mu żeby spadał bo jest uciążliwy.

Heh…przykulaliśmy się z Lydią na zajęcia do klasy ósmej i porozmawiała z tym chłopakiem który stwierdził że nie będzie się uczył. Okazało się, że ma dość spore zaległości jeszcze z czasów szkoły podstawowej i teraz jest najzwyczajniej w świecie zniechęcony do nauki. Nie wiem jak Lydia chce Mu pomóc, ale powiedziała że to zrobi.
A potem poszliśmy do klasy siódmej, która powiedziała ‘Movie’. Jeszcze raz Im wyjaśniłem żeby tego nie mówili bo mnie to irytuję, oczywiście cały czas z uśmiechem na twarzy, na co Lydia powiedziała że skoro chcą to mogą obejrzeć jutro popołudniu. No okej, jutro popołudniu. Obiecała że porozmawia z wychowawcą, a że akurat przechodził obok to porozmawiali, On wychodzi, a Lydia oznajmia mi że film obejrzą teraz więc mogę sobie odpocząć. No i to by było na tyle jeżeli chodzi o budowanie autorytetu i poważnego wizerunku. Gdybym tylko miał poważniejsze podejście i takie zacięcie by czegoś te dzieciaki nauczyć to byłbym naprawdę zdenerwowany. Na szczęście podchodzę do swojej pracy niezwykle na luzie i rozumiem że to bardziej zajęcia rekreacyjne niż prawdziwa nauka. Trochę uderza to w moją ambicję nauczyciela, ale są bitwy których nie sposób wygrać. I to jest jedna z nich, bo nie można oczekiwać że poważnie traktowany będzie przedmiot z którego nie ma ocen.

Kulturowa Ciekawostka
W Chińskiej tradycji istnieje coś takiego jak śluby pośmiertne. Czyli rodziny ustalają między sobą że gdy umrze dwójka młodych osób płci odmiennej wezmą ślub pośmiertnie i zostaną razem pochowani. Tradycja stara i praktycznie wygasła, ale jak się okazuje nie wszędzie. Niedawno złapano gang który zajmował się wykradaniem z grobów zwłok kobiet i sprzedawanie ich rodzinom młodo zmarłych mężczyzn. Dodatkowo fałszowano rejestry by państwo młodzi mogli przebywać we wspólnym grobie.

Słoneczny początek

Takiej radości nie miałem w sobie już od kilku tygodni. Słonko zapukało do Jiawang już o 6, widać że cały świat budzi się do życia coraz wcześniej. Jeszcze trochę i to słońce, a nie budzik, będzie mnie budzić co rano.

Zajęcia mijają niezwykle sympatycznie. Trochę czytamy, trochę rozmawiamy. Klasa trzecia dzisiaj przesadziła i to ostro bo część chłopaków chciało uciec grać w kosza, więc musiałem Im trochę nagadać, chociaż nie lubię takich pogadanek moralizatorskich. I do końca lekcji spokój i cisza. No z wyjątkiem czasu na rozmowy. Po angielsku oczywiście.

IMG_1219
Tak się ludzie wożą po Jiawang.

Trochę teraz się wyżalę bo coś mnie dzisiaj ubodło. Jak zapewne wiecie z lektury moich notek mam zwyczaj robienia planów na zajęcia. Nie każdy nauczyciel je robi, podobno każdy powinien. Ja robię bo lubię, no i mam napisane w kontrakcie że muszę. Daje mi to poczucie przygotowania i czuję się jakoś lepiej gdy widzę że zarówno ja jak i uczniowie robimy coś po zajęciach. Jest to rzecz jasna dodatkowa praca, ale nikt nie powiedział że praca nauczyciela kończy się na samych zajęciach dydaktycznych. Jak zapewne pamiętacie, a jeżeli nie to zaraz przypomnę, w tym semestrze mam plany wysyłać Lydii, a Ona ma przekazywać mi swoje uwagi. Tak też uczyniłem tydzień temu wysyłając Jej plany we wtorek. W końcu jest jeszcze środa, czwartek i piątek. W weekend nie każdy pracuje i rozumiem to doskonale. Propozycji zmian nie dostałem i boleć mnie to nie boli w żaden sposób. Sam też nie naciskałem bo nie czułem takiej potrzeby. I nawet bym o tym nie wspominał gdyby nie dzisiaj.
Przykulałem się do szkoły, przeprowadziłem pierwsze dwa zajęcia i na długiej przerwie poszedłem do gabinetu a tam Lydia siedzi i wywiązała się rozmowa:
– A co robiłeś w weekend?
– W sumie to nic ciekawego. Zrobiłem rozpiskę miejsc które chcę odwiedzić. A Ty?
– Prawie skończyłam pierwszą lekcje gry na pianinie. A w niedzielę byłem w Xuzhou, spotkałam się z siostrą i jej mężem, poszliśmy wybierać fotografa na wesele. Potem spotkałam się ze znajomym z którym nie widziałam się bardzo dawno.
(dzwonek)
– Dobra, musze lecieć na zajęcia.
– Ach…nie sprawdziłam tych Twoich planów. Nie miałam czasu w weekend.
– Spoko i tak już pierwszą lekcję musiałem zrobić.
– Tak?
– Tak, cześć.
I nie będę Jej wrzucać, naprawdę nie będę. Nie dlatego że może wymyślić jakąś historię i wyląduję na kompletnym odludziu, ani dlatego że będę z Nią musiał pracować jeszcze 3 miesiące, po prostu rozumiem że się Jej nie chciało. Tylko ja jestem niezwykle wyrozumiałym człowiekiem. Wiem też jeszcze jedną rzecz, że nie chcę pracować z Nią przez kolejny rok. Nie wiem jeszcze czy oznacza to zmianę firmy czy tylko zmianę miasta. Nie piszę tego tylko z powodu dzisiaj, ale także z innych względów (ten ze stacjami kolejowymi na czele).

IMG_1223
Ciekawe czy skończą tę szkołę do września. Bo to szkoła. Pełnowymiarowa bieżnia to oczywiście norma.

Na lunch poszedłem do szkolnej stołówki gdzie sobie porozmawialiśmy z Shawnem. Teraz On się pochorował, ale znosi przeziębienia lepiej niż ja. Dzielny chłopak.

Skoro się wyżaliłem to chciałbym też się pochwalić. Bo mam naprawdę świetnych uczniów. Jak już pokrzyczą ‘movie/film/music’ to tłumaczę Im że słyszę to 6 razy dziennie, 28 razy w tygodniu od 700 uczniów i nie rusza mnie to ani trochę, potem mówię Im że bardzo Ich lubię i nie chcę się na Nich denerwować. I to rozwiązuje problem. Pod tym względem są fantastyczni. I widać że niektórym bardzo zależy co mnie naprawdę cieszy.

Dowiedziałem się dzisiaj ile uczniowie musieli zapłacić za zajęcia ze mną w tym semestrze i za głowę się złapałem, ale opowiem o tym w niedzielę.

A Lydia po przerwie na lunch wróciła i zabrała się za opracowywanie PPTka z zajęciami na jutro. Trzymajcie kciuki.

Jeszcze raz, bo teraz już skończyłem zajęcia, mam naprawdę wyjątkowych uczniów. Nie tylko zdolnych, ale także bardzo sympatycznych i pracowitych.

Niedziela i przegapione z tygodnia #3

Oczy
Gdybym był trochę bardziej cyniczny to stwierdziłbym że gro uczniów najzwyczajniej w świecie nie chce czytać nawet tego co jest na tablicy, bo to zdumiewające jak wielu uczniów mówi że nie widzi. A jednak gdy się powiększy to widzą i czytają. I to mówią tak nie tylko Ci nie posiadający okularów, ale także Ci którzy je mają. Tak o te oczęta dbają, tak mało telewizji oglądają a jednak coś tutaj szwankuje.

Konsultacje
Pojawiły się dwie nowe uczennice z klasy drugiej. I sobie pogadaliśmy bo ta stała grupa nie chciała Ich zintegrować. I powiedziały coś co mnie uderzyło: ‘Przepraszamy że nie zawsze mamy coś do powiedzenia na lekcjach, ale nasze życia są nudne’.  Strasznie to dołujące było.

Dlaczego uczysz się chińskiego?
Takie pytanie ostatnio usłyszałem. I w sumie…mógłbym to olać, stwierdzić że dobrze jest jak jest, nie uczyć się i też mógłbym tu jakoś funkcjonować. W pełni nie będę tutaj nigdy zintegrowany bo to jest fizycznie niemożliwe, niezależnie od tego jak bardzo mentalnie bym się przestawił. Zawsze już na pierwszy rzut oka będę obcokrajowcem.

Niedziela
Poszedłem w końcu trochę się poruszać, bo biegać pewnie pójdę dopiero w czwartek. Muszę poważnie przemyśleć te wtorkowe poranki bo widać nie jest to dla mnie zdrowe. A może nie tyle chodzi o poranki co o to wahania temperatury? No bo rano jest koło 1-2 a po południu 15-16 (tak jak było dzisiaj), w nocy spada i w dzień znowu rośnie. Strasznie to dziwne.

IMG_1198
Żeby się Teodor nie opatrzył.

Że chodzić cały dzień nie można, a ileż można rozpisywać zajęcia, rozpisałem sobie wycieczkę po Chinach.
Zacząłem najpierw na północy a potem zacząłem zjeżdżać na południe. Skupiłem się na punktach z listy UNESCO i założyłem sobie że Yunnan  i Syczuan to w tym roku za daleko.

IMG_1203
Dentysta. Już drugi.

Wypisałem listę prowincji, z Wikipedii wziąłem nazwy miast, lub miasteczek, i zacząłem sprawdzać jak można się do nich dostać pociągami. Zapewne autobusami byłoby taniej, ale w przypadku pociągów mam większe szanse na znalezienie kogoś kto mówi po angielsku, a to dużo w przypadku takiej samotnej podróży, no i odpada problem z szukaniem przystanków, chociaż to wydaje się być marginalne.

IMG_1208
Skoro wieje strasznie to pora puszczać latawce.

Z powodów trudnych dojazdów musiałem wykreślić kilka parków narodowych z pięknymi widokami. Bo chociaż są piękne to jednak, na dzień dzisiejszy, podróż pociągiem, autobusem a potem jeszcze taksówką nie jest dla mnie czymś zachęcającym.
A skoro już sprawdzałem możliwość dojechania pociągiem sprawdziłem od razu ceny. Po czym trochę je zaokrągliłem w górę, w przypadku pociągów jadących dłuuugo decydowałem się na wagon sypialny.
Mając już ustaloną listę lokacji mogłem ruszyć by poszukać ceny wejściówek, oraz chińskie nazwy miejsc.
Podsumowując:
mam już listę miejsc, czas dojazdu, ceny pociągów i wejściówek. Hotele to, okazuje się, niewielki problem.
Brakuje jeszcze:
konkretnego planu każdego dnia.
Z racji tego że strona agencji handlującej biletami jest po angielsku i w dodatku niezwykle przyjazna za tydzień rozplanuję to sobie godzinowo, żeby wiedzieć ile dni mi to dokładnie zajmie. Na chwilę obecną wychodzi koło 11. Z których 4 spędzę w pociągach.

A Pekin to już w ogóle osobna historia i na samą stolicę rezerwuję sobie 5 dni. Powinno wystarczyć.

Waham się nad Armią Terakotową, bo jest mi tam trochę nie po drodze, ale do ładu dojdę z tym w przyszłym tygodniu.

Leniwe soboty

Gdybym był teraz w Polsce to pewnie ratowałbym galaktykę…A nie, zaraz, już ją uratowałem. No to wędrowałbym po Amalur. Zamiast tego zrobiłem lekcje do połowy kwietnia…Biorąc pod uwagę że Lydia ma jakieś plany na oglądanie filmów, teatrzyki, konkursy śpiewu, robienie gazetki i pamiętnika to chyba mam planowanie lekcji z głowy do końca semestru. A że znalazłem w mieszkaniu książki z drugiego semestru to w ogóle udało mi się podpiąć pod kilka tematów które tam też będą omawiane, więc świetnie.Untitled
Prognoza pogody na najbliższy tydzień.

Z mieszkania wychyliłem się dzisiaj raz. Gdy do drzwi zapukał sąsiad z 501 z karteczką o treści ‘Proszę zobacz czy masz na balkonie czarne damskie spodnie (podpisano ‘sąsiad z 502)’. Sprawdziłem, nie miałem, więc powiedziałem grzecznie ‘mejo’. Pan ze smutną miną pokiwał głową i poszedł do siebie.

Dzisiaj był dzień  na całkowitą regenerację baterii. I wycieczkę po Westeros.
U każdego autora przychodzi kryzys. Musi nadejść moment w którym jego książki nie są aż takie dobre. Dick miał takich książek bez liku (no ale on też pisał kilka rocznie), Pratchett ma na przykład ‘Maskaradę’, chciałem napisać że Murakami ma ‘Opowieść o owcy’, ale potem przypomniało mi się że to opowieść o owcy. A Martin z cyklem ‘Pieśń lodu i ognia’ trzyma poziom, pomimo tego że to już czwarty tom. Już się nie mogę doczekać tego co będzie dalej. I cieszę się niezwykle że wziąłem ze sobą tablet. Taki mały, zupełnie podstawowy, z irytująco działającym ekranem, ale darmowy i działający. W sam raz jako czytnik ebooków.