Lucy

IMG_4512
Bart co robisz?
Zdjęcia.

Dzisiaj w paczce przyszła bateria, no dobrze paczka z baterią. Tak jak pisałem ostatnio, tę obecną z baterii trzymającej kilka godzin doprowadziłem do stanu w którym trzyma niecałą godzinę i jestem bardzo na siebie o to zły, ale teraz już nic z tym fantem nie poradzę, więc zamiast się przejmować postanowiłem kupić nową.

IMG_4515

Od paru dni dopada mnie jakieś potworne zmęczenie którego przyczyny nie potrafię odnaleźć. Znaczy domyślam się że to kwestia pogody i braku porządnego wysiłku. Mam nadzieję że jutro po biegu w końcu mi przejdzie bo głupio tak siedzieć nad zeszytem ze słówkami i słyszeć: ‘to weź się połóż a ja cię obudzę gdy lekcja się skończy’, chociaż jeszcze gorzej jest myśleć ‘a czemu nie…’

IMG_4523

W czasie przerwy między zajęciami spotkałem Lucy, która powiedziała że ma dla mnie prezent, ale w czasie konsultacji mi go nie da bo jest za dużo ludzi, a teraz go ze sobą nie wzięła. Powiedziałem że wylatuję dopiero w lipcu więc będzie jeszcze sporo okazji żeby mi coś dać. A Ona pojawiła się dzisiaj i dała mi takiego uśmiechniętego kota:

IMG_4534

Który jest też wiatraczkiem na baterie.
A dzięki temu że przyszła mogę Ją w końcu Wam pokazać!

IMG_4525

Od kilku tygodni obiecuję sobie że  w końcu przygotuję jakieś pożegnalne listy dla uczniów. A ciągle znajduję jakieś powody by nie pisać. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, wiem że pora się za to zabrać bo czasu mam coraz mniej..

A zakupy dzisiaj bo w piątek to ma padać a w weekend mam iść do pracy, o czym jeszcze oficjalnie nie wiem bo nikt mi jeszcze oficjalnie nie powiedział, ale nieoficjalnie wiem i od uczniów i z oficjalnej strony szkoły od poniedziałku.

IMG_4536

Lidia chyba jest bardziej zmęczona ode mnie bo dzisiaj zostawiła uczniom swój komputer i sobie najzwyczajniej w świeci poszła z konsultacji. Mógłbym się zastanawiać po co one się w ogóle jeszcze odbywają, ale pewnych rzeczy lepiej w Chinach nie podważać i lepiej je akceptować. Zresztą, po co mam ten dzień krytykować, skoro był bardzo dobry. Indiana wygrała, macie zdjęcie Lucy a jutro idę biegać. No i zrobiłem zakupy :)

Nauka chińskiego
Dzisiaj zapytałem się Wendy o stosowanie partykuły ‘de’ w przypadku zdań typu ‘ktoś robi coś lepiej niż ja’ i odpowiedź brzmiała:
– Czasem to tłumaczy się właśnie tak, a czasem jako ‘ktoś robi coś’.
I to chyba najlepiej oddaje całą naukę chińskiego: czasem tak, a czasem dokładnie na odwrót, w gruncie rzeczy to wszystko zależy.

Kury

IMG_4124
Tofu.

W Polsce kury stały się dla mnie codziennością, ciągle ktoś je karmił, zamykał, otwierał. A ja tylko robiłem zdjęcia gdy wchodziły na kilkumetrowe drzewo. Potem z niego wpół zeskakiwały, wpół zlatywały. Gdzieś tam w takiej małej ptasiej głowie musiała czaić się myśl o lataniu, bo to chyba siedzi w każdym ptaku. Znosiły jajka, nie budziły mnie z rana więc nie narzekałem. Raz mnie tylko jedna dziobnęła w palec u stopy, ale potem to już się nie powtórzyło.
W Chinach dalej są dla mnie codziennością, z tą drobną różnicą że jakaś kura, albo mały kogut, budzą mnie o piątej rano. O ile we wtorki nie jest to jakiś problem, powiedziałbym wręcz że to zaleta, o tyle w inne dni tygodnia (z wyjątkiem weekendów) jest to trochę wkurzające.  Dlaczego we wtorki nie jest? Bo budzik i tak mam nastawiony na 5:30, żeby zjeść śniadanie i pójść pośmigać na meridce. Normalnie jednak, chciałbym sobie spokojnie do tej szóstej pospać.

IMG_4126

 

W niedzielę odbędzie się w końcu ten dzień artystyczny, ale co ciekawe nie będą to tylko rysunki, będą także przedstawienia i śpiewy. Dowiedziałem się o tym wczoraj od ucznia na qq. Czasem jednak warto tam wejść.  Co poniedziałek szkoła publikuje, na swojej stronie internetowej, informacje o wydarzeniach na najbliższy tydzień. I tak można się dowiedzieć kiedy będzie jakiś konkurs, kiedy wyniki, egzaminy, do kiedy można składać wnioski o stypendium itd. A dzisiaj dowiedziałem się, że ten dzień artystyczny na pewno odbędzie się w nadchodzącą niedzielę. I chociaż wszystko będzie po chińsku to planuję pojawić się chociaż na godzinkę.

Na obiad poszedłem do trójki, gdzie za 10 RMB zrobiłem sobie powtórkę z piątku i tym samym ponownie przyszła pora na zmianę stołówki. W środę przyjdzie pora na czwórkę. Prawdopodobnie.

IMG_4127

A skoro o obiedzie mowa to zaraz po nim pojechałem do banku, gdzie bez najmniejszych problemów zabrałem cały zapas euro. Ponownie czułem się jak bandyta w westernie, wpadający do banku i mówiący ‘dawać wszystko co macie w kasie’

IMG_4146

CoTamSłychaćwChinach
W tym roku chińskie uniwersytety wydadzą dyplomy blisko 7 milionom studentów, co jest rekordem wszechczasów. Prezydent Xi Jinping zachęcił wszystkich przyszłych absolwentów by byli zarówno ambitni w poszukiwaniu pracy, jak i zachowali zimną głowę. Odwiedzając centrum szkół zawodowych w Tianjin zachęcał absolwentów by nie obawiali się pracy ‘u podstawo’, ani w ciężkich miejscach i przekonywał do włożenia całego serca w pozornie zwykłą pracę. Jednocześnie wezwał rządy lokalne do organizowanie odpowiedniego szkolenie zawodowego, oraz poprawy systemu zatrudnienia by zmniejszyć ilość bezrobotnych. Zaapelował także by urzędy pomagały absolwentom założyć własne firmy.

Setka

IMG_2916

Pierwsze sto kilometrów za jednym zamachem na rowerze.  Skłamałbym mówiąc że było lekko, ale to raczej kwestia ułożenia siodełka (muszę je przesunąć do tyłu) i tego że…no cóż…siodełko do najbardziej miękkich nie należy. Fizycznie jednak nie było większych problemów. Momentami trzeba było jedynie podnieść ręce bo one były najbardziej zmęczone, ale nogi dawały radę. Takim spokojnym tempem to jednak nie ma źle, bo gdy czasem jeżdżę szybciej to moment zejścia z roweru jest tragiczny. Z chodzeniem nie mam problemu, ale uda potrzebują chwili by się przestawić do pozycji pionowej. Psychicznie również nie było tragedii. Gdzieś tak na 66-ym miałem myśl ‘a może nie zrobimy dzisiaj setki tylko 50 mil?’, ale potem zjechałem z tej górki i mi przeszło. Od tamtego momentu nie miałem już żadnych wątpliwości że dzisiaj zrobię tę setkę.
Jechałem w stronę Pizhou, czyli miejscowości rodzinnej Lydii, ale potem zawróciłem bo nie miałem pewności czy sobie poradzę z tym dystansem. Może podejmę się tej trasy w jakiś weekend bo widzę że radę dałbym bez większych problemów.
Po drodze zakręciłem skuszony informacją o parku i polu truskawek.

IMG_2871

Do parku nie dojechałem, bo chyba trzeba jeszcze gdzieś skręcić a nie było już innych drogowskazów, za to pola truskawek…

IMG_2949

Po obu stronach drogi ciągnęły się na jakieś 100 metrów w głąb i tak przez kilometr – półtora. W sumie to fajna sprawa, bo z tego co zrozumiałem można też samemu przyjść i sobie nazbierać, a jak ktoś jest leniwy, lub niecierpliwy to może sobie zakupić. Ja fanem truskawek nie jestem więc zrezygnowałem. Zawróciłem gdy zaczynało się kolejne pole i wróciłem na pierwotną trasę.

IMG_2947

Dzięki niej dojechałem do wioski w której było całe mnóstwo zakładów kamieniarskich i ludzi zajmowali się przygotowaniem różnej maści posągów, rzeźb, dachów, mostów, drzwi, nagrobków, słowem wszystkich rzeźb które widzicie na zdjęciach i nie tylko.

IMG_2979

Ten znak oficjalnie poinformował mnie że opuszczam teren ‘gminy’ Jiawang i wjeżdżam do ‘gminy’ Pizhou:

IMG_2976

A kawałek dalej, jak już pisałem, zawróciłem.

Zastanawiam się czy jutro nie pojechać znowu w tamtym kierunku i odbić w stronę miast bo na zdjęciach z satelity wydaje się być intrygujące (ach google…). Czemu nie.

IMG_2959
Pole wokół grobu.

Ach…przejechałem też przez most nad rzeką po której płynęły barki, co wyglądało niezwykle.

IMG_2929

Przejeźdzając między polami robiłem zdjęcia ludziom zbierającym coś co pachniało jak…no właśnie nie potrafię skojarzyć zapachu, taki bardzo ostry, ale co to było…

IMG_2933

W każdym razie wyglądali jak żywcem wyjęci z filmów amerykańskich pokazujących rolników pracujących na polach w Azji.

IMG_2925

Z tą różnicą że mieli przenośne radia z których leciała muzyka.

IMG_2960

Pod koniec czułem już tę przyjemną pustkę w brzuchu która pojawia się po dobrym wysiłku, ale chińskie gruszki są niezawodne w zwalczaniu tej sytuacji. A zjadłem tylko gruszkę i jabłko, czyli naprawdę niewiele jak na ponad cztery godziny jazdy.

IMG_2958

Czułem się dzisiaj leniwie więc zamiast przygotowywać obiad samemu pojechałem do obwoźnego Pana, którego dzisiaj zastępowała żona i kupiłem tofu oraz rybki:

IMG_2994 IMG_2995 IMG_2996 IMG_2998

Także pierwsza setka została zaliczona, teraz trzeba zrobić ‘century’ czyli 100 mil w 12 godzin.  Ani czas, ani trasa nie są tutaj takim problemem jak trasa. Muszę w końcu kupić przenośną pompkę, bo mam zestaw do łatania, ale pompki ciągle nie…

Prezent

Z samego rana ruszyłem do sklepu. No dobrze, nie z samego rana bo było po dziewiątej, ale było potwornie zimno. Zapomniałem już jak zimny może być grudzień. W końcu to już dwanaście miesięcy. Na szczęście tutaj nie ma aż tak zimno jak w Polsce. Jeszcze, aczkolwiek poranki są już coraz chłodniejsze i zobaczymy jak to będzie z tymi porannymi wtorkowymi biegami. Piątkowe i niedzielne to nie problem, ale te wtorkowe są podchwytliwe troszkę.

No dobrze, poszedłem do sklepu ale p co? Po prezent dla siebie. Powiedziałem że bez zestawu do herbaty nie wracam i nie wrócę. Kupiłem dzbanek, kubki wszystko w fajnej walizce która chyba tu zostanie bo zajmuje strasznie dużo miejsca, oraz drewnianą podstawkę. Może nie niezbędną ale z pewnością bardzo fajną. A skoro zrobiłem takie ogromne zakupy mogłem pójść do kasy i odebrać prezent. A prezent to: elektryczny ogrzewacz. Z teletubisiami. Nagrzewa się szybko, trzyma ciepło długo więc w nosie mam teletubisie i ich torebki.

Po zakupach prezentowych poszedłem do apteki bo musiałem zaopatrzyć się w plastry. Udało mi się je znaleźć bez problemu, po czym stanąłem w kolejce. A kolejka strasznie długa. Tak na 10-15 minut stania. I tak sobie stoję parę sekund po czym jedna z aptekarek podchodzi sprawdza ile plastry kosztują pokazuje mi 4 RMB, daję jej 10, wydaje mi resztę i się żegnamy.
Biali, przystojni, wysocy w Chińskich aptekach nie czekają w kolejkach. Przynajmniej nie zawsze. Niesamowity kraj, naprawdę naprawdę niesamowity.

Wyobraźcie sobie że idziecie w taki mroźny poranek do sklepu. I dopada Was takie delikatne ssanie w żołądku, co teraz? Danio? Ta…w Chinach bierzecie sobie słodkiego ziemniaka, albo świeżo ugotowaną kukurydzę. KUKURYDZĘ! Na ulicy, ja z podziwu wyjść nie mogę ale to dlatego że uwielbiam gotowaną kukurydzę i uważam że to świetny pomysł.

Wróciłem w samą porę na obiad. Chociaż właściwie gdy się gotuje tylko dla siebie to zawsze jest pora na obiad :)

Ten uroczy szczeniak ze zdjęć jest uroczym szczekającym i warczącym szczeniakiem. Gdy schodziłem do niego to dał się pogłaskać, ale gdy wróciłem to zaczął na mnie warczeć i nawet szczeknął. Uroczy. Tylko dlaczego trzymają go pod drzwiami? Boję się myśleć że wyszli i zostawili go pod drzwiami by nie załatwił się w domu. Taki uroczy psiur.

I tak powoli mija ta sobota, dodajmy do tego jeszcze powtarzanie chińskich znaczków i gdyby nie jedna rozmowa w samo południe i druga po 20 to byłby to zupełnie standardowy weekend. Rozmowy w sprawie pracy w weekend. O 20. Jedno słowo – Chiny. Tutaj nie ma dni wolnych, zawsze się pracuje.
Taka scenka z pierwszej:
– A jak długo chciałbyś zostać w Chinach?
– Jak najdłużej. Powoli zakochuję się w tym kraju. Zrobił na mnie niesamowite wrażenie chociaż widziałem zaledwie jego cząstkę. Jednak największe wrażenie zrobili na mnie Chińczycy. Wasza gościnność i uprzejmość jest niesamowita.
– Dziękuję.
– Nie, nie. To ja dziękuję.
I scenka z wczoraj ze sklepu. Poszedłem kupić bób, jak co tydzień. Obskoczyłem wszystkie większe sklepy i tylko w dwóch sprzedają bób na wagę. W tym pod domem i innym w którym bób już jest popakowany. Także podchodzę do łychy by nasypać sobie bobu a Pani ze sklepu kręci głową po zabiera mi łychę, znika i po chwili pojawia się z nową paczką bobu. Z której nasypuje mi mojego upatrzonego warzywka. Mam wrażenie że nikt oprócz mnie tego bobu nie kupuje bo ten ostry leży od kilku tygodni a tego normalnego było tyle co tydzień temu.

Na kolację tofu, oraz jajka na twardo. Tym razem dodałem do tofu przyprawy, ale chyba powinienem to inaczej przygotować bo w ogóle smaku nie chwyciło. Aczkolwiek wyszło całkiem całkiem niezłe.

Także dzisiaj zanudzać nie będę, za to jutro czeka Was ściana tekstu. Bądźcie gotowi.

Środa…

Nie lubię śród, bo są najgorsze dla mnie. Osiem godzin w jednym ciągu. Można zwariować. Na szczęście z uczniami nigdy się nie nudzę i każde zajęcia to inne wyzwanie. Naprawdę różne klasy motywują różne rzeczy. I dzisiaj na ten przykład klasa 14 spisała się na medal, w ogóle to od samego początku byli jacyś tacy bardzo wypoczęci…Mam teraz jakąś fiksację na punkcie tej klasy, oczywiście dlatego że tak mnie zdołowali ostatnio.
Wendy niesamowicie ciągnie klasę ósmą, bo tych zmotywować to mam ostatnio problem, ale spokojnie i za nich się zabiorę. Nie takich uczniów już miałem.

Ostatnio moje życie to tylko szkoła-dom-szkoła-dom. Oczywiście jest też bieganie, ale to jest odskocznia od tej codzienności. Nie chcę dopuścić myśli że zostało mi tu już tylko 7 tygodni (właściwie to 6 bo pewnie ostatni tydzień to będą egzaminy a i 1 stycznia jest wolny), a jednak powoli to do mnie dociera. Boję się tego 24 stycznia jak…gdy jest się deszczem odrodzonym to ciężko powiedzieć że ognia, więc powiedzmy że…powiedzmy że z niepokojem patrzę w kalendarz i odpuśćmy to silenie się na metafory. Nie chcę stąd wyjeżdżać, w sensie chcę wrócić do domu,  ale gdy wrócę do Chin chcę wrócić właśnie tutaj. Mam wrażenie że się powtarzam ale bardzo dużo o tym ostatnio myślę i głównie tym zaprzątam sobie głowę.
Tak jak wczoraj pisałem, wysłałem cefałkę i dzisiaj co chwilę ktoś się zgłaszał. Jestem już umówiony na kilka rozmów i to z miejsca na lepszych warunkach, ale…no właśnie…sentymentalny jestem bardzo i łatwo się przywiązuję, więc mam nadzieję że Jennifer słowa dotrzyma (w końcu dzisiaj napisała że  mam się nie martwić i kontrakt dostanę).

Zmieńmy jednak temat na przyjemniejszy. Tak jak ostatnio nie potrafię znaleźć Wendy na lunchu czy kolacji tak co chwilę trafiam na Lawrence’a. Dzisiaj mnie dogonił zapytał gdzie idę i poszedł ze mną do tej jedynki, aczkolwiek widzę że jemu nie pasuje to co jem. Wczoraj mówił że powininiem skosztować czegoś innego na kolację, dzisiaj znowu, chociaż powiedziałem Mu że nie mogę jeść za dużo bo potem umieram…aczkolwiek może to nie destylat a dobre kolacje, co Wy na to koledzy endowcy? Ponownie sobie pogadaliśmy i chociaż nie przywyknę nigdy do prowadzenia rozmów w czasie posiłku to jednak robi się to dla mnie coraz mniej uciążliwe i lubię te lunchowe rozmowy. Chciałbym jednak żeby inni uczniowie też na tym korzystali. No cóż, korzysta niewielu, ale hej przecież Ich nie zmuszę do ćwiczenia języka w wolnym czasie. Za to  uwielbiam, ale to uwielbiam te chińskie walki pod tematem ‘ale weź nie płać za mnie!’ i odpychanie kogoś kto chce zapłacić. Wczoraj obiecałem Lawrence’owi że kupię mu kolację bo postawił mi herbatę (w chińskich sklepach są nie tylko lodówki ale także podgrzewacze), ale że nie spotkałem Go wczoraj to kupiłem mu dzisiaj lunch i nie był najszczęśliwszy z tego powodu. Trudno. Za to dostałem lizaka, co widać na zdjęciu. To taki lizak z czymś suszonym, taki jak wczoraj.

Kolejne zajęcia i pora na konsultacje. Gabinet 403 to jedyne ciepłe miejsce w szkole, oprócz pokojów nauczycielskich. Uczniowie jak zawsze sobie pogadali, a ja powysyłałem trochę maili, pogadałem z nimi i trochę sobie pożartowaliśmy. Potem ruszyli do stołówki, a ja powyłączałem wszystko i też poszedłem. Znalazłem sobie miejsce i nawet udało mi się dorwać tofu. I tak sobie usiadłem a tu nagle pojawił się Lawrence i znowu sobie chwilkę pogadaliśmy po czym, z racji tego że miał trochę czasu, poszliśmy pod parking rowerowy.
– Chciałbyś coś tutaj zmienić? Pytam bo zadaję to pytanie wszystkim moim uczniom od tygodnia.
– Nie, tutaj wszyscy jesteśmy jak wielka rodzina, nauczyciele, uczniowie i Ty…
– Też jestem nauczycielem…
– Ale nie moim, dla mnie jesteś przyjacielem.
– Wiesz, ja bym tutaj te kible zmienił.
– No są brudne, ale to dlatego że jest bardzo dużo ludzi.
(…)
– W ogóle to powinieneś spróbować…bo ma dużo mięsa.
– Eee…
– Naprawdę powinieneś.
– No dobrze, jutro.
– Super, będę na Ciebie czekać pod jedynką przed kolacją.

Także jutro koledzy endowcy czeka mnie syta kolacja i sprawdzę w piątek czy to destylat czy jedzenie…oby tylko znowu mnie brzuch nie rozbolał bo te kolacje to dla mnie prawdziwa walka momentami.

Poniedziałek

Gdy w kwietniu pierdzielnął mnie samochód i straciłem przytomność leżałem sobie i czułem się jak na chmurce, zacząłem otwierać oczy i pierwsze co ujrzałem to światło, a zaraz potem zobaczyłem uśmiechniętego starszego pana z białą brodą i długimi białymi włosami. W dodatku mówił ‘Nic się nie martw, wszystko jest w porządku.’ Tak…i ten widok moi drodzy nie był tak przerażający jak to co dzisiaj zmroziło mi krew w żyłach. Zdjęcia pokazują to najlepiej. I tak gwoli wyjaśnień: nie ma mojego roweru. Na szczęście ktoś go tylko przestawił. Na szczęście.

Specjalnie dla ASC…nie mam pojęcia :) Za wcześnie chyba żebym poznał ich tak dokładnie. Jeszcze odnośnie tych ubikacji, znajomy z Szanghaju mówi, że i tam i w Pekinie i w innych większych miastach jest dużo lepiej. Mają diametralnie inne podejście do higieny to nie ulega wątpliwości. Zawsze po meczu w kosza ja się przebieram, a oni w tych samych przepoconych ubraniach wracają do szkoły, a przecież mogą spokojnie się przebrać. To mnie bardzo uderzyło. Chociaż kurczę, jak miałem 14 lat też było mi wszystko jedno ;)
Poza tym, to nie jest tak, że dzieciaki nie wiedzą że jest brudno. One wiedzą bo mnie się pytają co myślę o tym i same mówią, że jest brudno. Poza tym ubikacje nauczycieli wyglądają zupełnie inaczej. Są czyściutkie.

Inna sprawa to coś na co zwróciła mi uwagę Vicki wczoraj. Strasznie dużo kobiet nosi ubrania ewidentnie nie pasujące do sytuacji. Typu eleganckie sukienki gdy idą do sklepu. I to takie naprawdę eleganckie.

Odnośnie zajęć ze sztuki – jak najbardziej mają coś takiego, wiersze oczywiście też czytają i teraz mnie naszło żeby zapytać czy też muszą mówić ‘co autor miał na myśli?’.

Także jeszcze się do tego odniosę, tylko musisz być cierpliwy :)

A teraz tak…na lunch poszedłem do stołówki i myślałem, że miska ryżu to znowu za mało, ale dwie to zdecydowanie za dużo, więc pora wrócić do jedzenia na tacy. W końcu jedzenie nie powinno się marnować. A było bardzo dobre.

Po lunchu okazało się, że jestem 20 minut spóźniony. Bo od dzisiaj zajęcia po lunchu zaczynają się 20 minut wcześniej. Jakoś nikt nie pomyślał by mnie o tym uprzedzić. Bywa…

Po zajęciach poszedłem pobiegać. Postanowiłem wziąć się za trening. Na razie taki delikatny. Jeden akcent w tygodniu i dwa spokojne. Czyli w poniedziałek na speedzie a reszta tygodnia spokojnie. Chociaż to jeszcze wyjdzie w praniu. Brakowało mi trochę tych interwałów. Znaczy biegło się okropnie ciężko przez te półtorej miski ryżu (no tak, nie biegam już tyle, więc ciało nie potrzebuje) i w dupę dałem sobie strasznie, ale brakowało mi tego. Mam ogromny problem wytrzymać tutaj dłużej niż godzinę. Udało mi się za to wbiec dzisiaj na bieżnię szkolną. Co prawda w czasie zajęć z WF-u, ale nauczyciel nie miał nic przeciwko, więc sobie nakręciłem kilka kółek. Jeden z uczniów, kurczę pamiętam go bo kiedyś już rozmawialiśmy, zaczął biec ze mną gdy robiłem szybszą część i spokojnie ze mną rozmawiał i powiedział coś o czym w sumie każdy z nas wie, ale o czym czasem zapominamy (przynajmniej ja), że bieganie to sport który zmienia coś w naszych sercach. I więcej mówić nie trzeba :) Przy drugim kółku powiedziałem mu jeszcze, że maraton, bieganie w ogóle, jest w głowie, sercu, a nie w mięśniach, że to właśnie głowa jest najważniejsza. Podziękował za rozmowę i poszedł odpoczywać. A zaraz reszta uczniów chciała trochę porozmawiać, popytać się skąd jestem, ale nikt nie chciał się ścigać. A bieganie po bieżni jest takie przyjemne. Zupełnie inaczej niż po tym nieszczęsnym asfalcie, betonie i kostce. Takich czasów to nawet w domu nie kręciłem gdy byłem w formie, więc miejsce do treningów szybkościowych mam wymarzone. ~2 kilometry od domu, w sam raz na rozgrzewkę i schłodzenie. Lepiej się po prostu nie da.

A trasa z dzisiaj wyglądała o tak:
http://www.endomondo.com/workouts/oncDwY22P-g

Święto narodowe

A wszystkie sklepy otwarte i z kupnem jedzenia nie ma żadnego problemu. CO więcej, nawet markety są otwarte. Tylko ludzi w nich mniej. W ‘moim’ sklepie z chińskim fast foodem wziąłem sobie śniadanie podobne jak wczoraj, 3 pierożki, zupa z fasoli, tofu i coś co nie smakowało jak ziemniak. Ponownie 6,5 RMB, ale że się nie najadłem to poszedłem do innego sklepu gdzie wziąłem coś co wyglądało jak zupa z marchwi (ale nią nie było), to tłuste dobre coś i jakąś sałatkę. Wyszło 8 RMB, więc tam już nie wrócę.
Postanowiłem sobie pochodzić i słyszę paradę, to wyciągam aparat i robię zdjęcia dziewczynom z napisami, ale podświadomie czuję, że to coś innego niż myślę i faktycznie bo to najzwyklejsza reklama. Z orkiestrą i trzema samochodami. Zwykła reklama.

O 940 ruszamy na wesele. No i człowiek tak sobie myśli, że skoro wesele to wesele. Jakiś prezent by wypadało wziąć, ale Lydia nic nie mówi, nic nie odpowiada, w końcu sama bierze ze sobą tylko torebkę. No to nic…Jak się w końcu Państwo młodzi przykulali to najpierw poszli do restauracji, a dopiero potem wrócili na miejsce ceremonii (i gorąco zachęcam do oglądania butów zarówno pani młodej jak i druhen, ale to naprawdę gorąco).
Udało mi się zamienić parę słów z Panem Młodym, który jest zawodowym pilotem i dlatego też zaproszenia na ślub miały formę biletu lotniczego.
Sama ceremonia trwała około godziny, nie była bardzo tradycyjna, podobno była takim połączeniem tradycji z nowoczesnością. Mi ta ceremonia przypominała to co u nas dzieje się już po mszy, czyli wspólne nalewanie napojów, wspólne picie, przedstawianie rodziców i inne podobne. Po zakończeniu Pan Młody został rozebrany, ale nie wiem dlaczego. W końcu zasiedliśmy do stołu i tak sobie jedliśmy, jedliśmy, aż nagle pojawili się Państwo Młodzi z napojem procentowym, którym jak tradycja każe, każdego z gości muszą uraczyć osobiście. Spotkał mnie wielki zaszczyt, bo siedząc wśród byłej klasy ze szkoły średniej Pana Młodego to właśnie do mnie podeszli jako do pierwszego. Pan Młody powiedział, że to dla niego wielki zaszczyt, że na jego ślubie pojawił się gość z zagranicy i nalał mi dwa razy, żebym życzył im wszystkiego najlepszego po dwakroć.

Ciekawostka#1 Ich alkohol jest naprawdę smaczny. ~40% i jeszcze nie piłem czegoś co by mi twarz wykrzywiło.
Potem przyszła pora na wszystkich i nawet Lydia się napiła. I wyjaśniła się też kwestia braku prezentów. Każdy wchodzący podpisywał się w ogromnej księdze i dawał pieniądze, a kilka osób je liczyło. Goście dostawali cukierki i papierosy. Ogromne ilości papierosów. Tak jakby tutaj każdy palił. A co ciekawe, nie widziałem jeszcze palącej kobiety.

Gdy już cała impreza w restauracji się skończyła, Lydia nadrabiała zaległości ze znajomymi, a ja cykałem zdjęcia. Ludzi tam było od groma. Właściwie to tak jak u nas na weselach. Tylko rzuca się w oczy całkowity brak kontroli nad dziećmi. One tutaj biegają, skaczą, wchodzą przed aparat, słowem robią co chcą i nikt ich nie upomina.

A potem udaliśmy się ze znajomą Lydii nad jezioro. Do tego odwiedziliśmy wesołe miasteczko i udawaną świątynię. Gdy już samochody i kino 5D nas znudziło ruszyliśmy do restauracji. Restauracji utrzymanej w stylu komunistycznym. Czyli na dzień dobry popiersie Mao, w środku propagandowe plakaty i duże ilości sztucznych warzyw. Tofu, ryż, sok z kukurydzy (SOK Z KUKURYDZY!), kalafior i boczek. Drogo tutaj oj drogo. Dostaliśmy z Lydią po torebce z zapałkami, kubkiem i czymś upamiętniającym Mao.

Internet w hotelu trochę mnie irytuje, bo działa jakby nie mógł i nie wiem czy wrzucą się zdjęcia. A poza tym wczoraj była premiera nowego sezonu Dextera. I przyjdzie mi poczekać aż wrócę do Jiawang żeby go obejrzeć.

Codzienne ćwiczenia na przerwie

Zacznijmy jednak od owsianki, tym razem wzbogaconej o płatki owsiane. Pycha. Lepsze od naszych.

A co się dzieje w szkole w czasie przerwy między 2 a 3 lekcją? Wszyscy uczniowie wychodzą by uczestniczyć w ćwiczeniach fizycznych. Proste wymachy, trochę podskoków, kilka ruchów rozciągających. Niektórzy przykładają się bardziej, inni mniej. Między uczniami chodzą nauczyciele, ale oczywiście nie są w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Wszystko to sprawia niesamowite wrażenie. W końcu to kilkaset osób wykonujących te same czynności. Może kiedyś spróbuję z nimi?

Na obiad udałem się do szkolnej stołówki. Może wygląda to nieciekawie, ale było całkiem znośne. Noga z kuraka, tofu, tofu po raz drugi (ten warkocz) i bułka, która smakowała jak nasza Polska. Całość za 6 RMB. 7 wyszłoby gdybym wziął warzywa. Jutro się zdecyduję.

Na ścianie stołówki wywieszone jest zdjęcie z wszystkimi pracownikami, oraz cennikiem.

Nauczyciele w Chinach chyba źle nie mają, tak przynajmniej wnoszę patrząc po autach jakimi jeżdżą.

Półksiężyce na tym budynku mogą być dość mylące bowiem w środku znajduje się…sklep, a raczej kilka sklepów, w końcu to duży budynek :)

W końcu przyszła pora na zdjęcia mandarynek. Niczym nie przypominają tych znanych z polskich sklepów pomarańczowych. A w smaku są nie do rozróżnienia.

Na kolację zupa błyskawiczna z…suszonym mięsem z kałamarnicy. Kałamarnicy, która po wyjęciu z opakowania była słodka.

A trasa z dzisiaj do obejrzenia tutaj:

http://www.endomondo.com/workouts/ha8b9WVPE2M

Środa

IMG_3445 (Copy)

Czy lubi Pan czekoladę? Bo nasza klasa ma dla Pana prezent.

IMG_3446 (Copy)

Cholera…przeboleję ten cienki materac, piszczącego psa o trzeciej nad ranem i nawet te moje bolące biodro. Wszystko przeboleję.

IMG_3448 (Copy)

Nauczyłem wczoraj Lidię trzymać kciuki na szczęście i dzisiaj jak jej powiedziałem, że ruszam na zakupy zrobiła dokładnie tak jak powinna :)

Te dzieciaki są niesamowite. Bardzo inteligentne, mają ogromną wiedzę, świetne słownictwo. Tylko nie mówią tak dobrze jak by mogły. To inny świat…Oni kochają swój kraj, chcą uczynić go jeszcze lepszym. Jedna dziewczyna powiedziała dzisiaj, że chce być szpiegiem. Szpiegiem :) A ja złośliwie powiedziałem, żeby nie mówiła szpieg, tylko agent wywiadu. Przebili moją złośliwość ucząc mnie ‘ljangzaji’, czyli przystojny.

A jak się nazywa prezydent Polski? Eee…i nikt nie powtórzył.

IMG_3448 (Copy)

Tak wygląda mój chiński rower. Zardzewiały łańcuch, zardzewiała zębatka, przeskakujące przełożenia i na dodatek dzisiaj siodełko postanowiło wypaść. Jeździ? Jeździ.

Wejście do Xuzhou Middle School No.7 wygląda właśnie tak, a kobiety jeżdżące z kurtką na odwrót o tak :)

IMG_3454 (Copy)

Ruszyłem dzisiaj do ‘centrum’ i kulając się po ulicy sklepowej zaszalałem kupując słodkie owoce na patyku (pycha), ostre mięso na patyku (dwa razy bo całkiem dobre) i…ciasteczka księżycowe! PYCHA! To zielone w środku to słodka fasola. I wcale nie smakuje jak fasola.

IMG_3458 (Copy)

A oto i moje zakupy do soboty:
ryby (ryzykuję, oj jak ja bardzo ryzykuję), miód (nie taki słodki jak nasz), słodkie (tym razem truskawkowe), surimi (całkiem całkiem), suszona wołowina na ostro (po raz drugi, pierwszy raz w Pekinie), banany suszone (ale inne niż nasze z karmelem, też dobre, ale inne), słodkie do musli (po raz drugi, a dalej nie wiem co to), arachidy (oni tu chyba do wszystkiego dodają cukier), melon seeds (na słodko), parówki, mamnadziejężetobrzoskwinia, coś jak to co kupiłem po raz drugi, ale chyba innej firmy.

IMG_3462 (Copy)

A wracając natrafiłem na tego sympatycznego pana, który grał sobie w parku.

IMG_3474 (Copy)

Kawałek dalej wisiały te ptaki w klatkach na drzewie.

A to co prawda nie moja klasa, ale bardzo fajna. Kolega z prawej stanął na palcach, a kolega po środku kucnął :)

IMG_3466 (Copy)

No i w końcu poszliśmy na tę kolację z szefem.

Chińczycy piją wódkę, która smakuje jak lekarstwo na żołądek, z kieliszków wielkości naparstków.

IMG_3471 (Copy)

Jedzenie nie było złe, ale dobre na pewno też nie. A restauracja wydawała się ekskluzywna. Potwierdza to moją teorię, że im bardziej obleśne miejsce tym lepsze jedzenie.

Lidia musiała wszystkim lać herbaty i tej ich udawanej wódki.

IMG_3469 (Copy)

A ja sobie gadałem z Viki, która ściągała więcej uwagi niż ja. W końcu usłyszałem, że jestem nieśmiały. No tak, oni sobie gadają po chińsku o polityce (podobno), a ja mam próbować z nimi rozmawiać. Zabawne.

A moja dzisiejsza trasa na rowerze wyglądała o tak: http://www.endomondo.com/workouts/o5GV5tvn1io