Poniedziałek

Gdy w kwietniu pierdzielnął mnie samochód i straciłem przytomność leżałem sobie i czułem się jak na chmurce, zacząłem otwierać oczy i pierwsze co ujrzałem to światło, a zaraz potem zobaczyłem uśmiechniętego starszego pana z białą brodą i długimi białymi włosami. W dodatku mówił ‘Nic się nie martw, wszystko jest w porządku.’ Tak…i ten widok moi drodzy nie był tak przerażający jak to co dzisiaj zmroziło mi krew w żyłach. Zdjęcia pokazują to najlepiej. I tak gwoli wyjaśnień: nie ma mojego roweru. Na szczęście ktoś go tylko przestawił. Na szczęście.

Specjalnie dla ASC…nie mam pojęcia :) Za wcześnie chyba żebym poznał ich tak dokładnie. Jeszcze odnośnie tych ubikacji, znajomy z Szanghaju mówi, że i tam i w Pekinie i w innych większych miastach jest dużo lepiej. Mają diametralnie inne podejście do higieny to nie ulega wątpliwości. Zawsze po meczu w kosza ja się przebieram, a oni w tych samych przepoconych ubraniach wracają do szkoły, a przecież mogą spokojnie się przebrać. To mnie bardzo uderzyło. Chociaż kurczę, jak miałem 14 lat też było mi wszystko jedno ;)
Poza tym, to nie jest tak, że dzieciaki nie wiedzą że jest brudno. One wiedzą bo mnie się pytają co myślę o tym i same mówią, że jest brudno. Poza tym ubikacje nauczycieli wyglądają zupełnie inaczej. Są czyściutkie.

Inna sprawa to coś na co zwróciła mi uwagę Vicki wczoraj. Strasznie dużo kobiet nosi ubrania ewidentnie nie pasujące do sytuacji. Typu eleganckie sukienki gdy idą do sklepu. I to takie naprawdę eleganckie.

Odnośnie zajęć ze sztuki – jak najbardziej mają coś takiego, wiersze oczywiście też czytają i teraz mnie naszło żeby zapytać czy też muszą mówić ‘co autor miał na myśli?’.

Także jeszcze się do tego odniosę, tylko musisz być cierpliwy :)

A teraz tak…na lunch poszedłem do stołówki i myślałem, że miska ryżu to znowu za mało, ale dwie to zdecydowanie za dużo, więc pora wrócić do jedzenia na tacy. W końcu jedzenie nie powinno się marnować. A było bardzo dobre.

Po lunchu okazało się, że jestem 20 minut spóźniony. Bo od dzisiaj zajęcia po lunchu zaczynają się 20 minut wcześniej. Jakoś nikt nie pomyślał by mnie o tym uprzedzić. Bywa…

Po zajęciach poszedłem pobiegać. Postanowiłem wziąć się za trening. Na razie taki delikatny. Jeden akcent w tygodniu i dwa spokojne. Czyli w poniedziałek na speedzie a reszta tygodnia spokojnie. Chociaż to jeszcze wyjdzie w praniu. Brakowało mi trochę tych interwałów. Znaczy biegło się okropnie ciężko przez te półtorej miski ryżu (no tak, nie biegam już tyle, więc ciało nie potrzebuje) i w dupę dałem sobie strasznie, ale brakowało mi tego. Mam ogromny problem wytrzymać tutaj dłużej niż godzinę. Udało mi się za to wbiec dzisiaj na bieżnię szkolną. Co prawda w czasie zajęć z WF-u, ale nauczyciel nie miał nic przeciwko, więc sobie nakręciłem kilka kółek. Jeden z uczniów, kurczę pamiętam go bo kiedyś już rozmawialiśmy, zaczął biec ze mną gdy robiłem szybszą część i spokojnie ze mną rozmawiał i powiedział coś o czym w sumie każdy z nas wie, ale o czym czasem zapominamy (przynajmniej ja), że bieganie to sport który zmienia coś w naszych sercach. I więcej mówić nie trzeba :) Przy drugim kółku powiedziałem mu jeszcze, że maraton, bieganie w ogóle, jest w głowie, sercu, a nie w mięśniach, że to właśnie głowa jest najważniejsza. Podziękował za rozmowę i poszedł odpoczywać. A zaraz reszta uczniów chciała trochę porozmawiać, popytać się skąd jestem, ale nikt nie chciał się ścigać. A bieganie po bieżni jest takie przyjemne. Zupełnie inaczej niż po tym nieszczęsnym asfalcie, betonie i kostce. Takich czasów to nawet w domu nie kręciłem gdy byłem w formie, więc miejsce do treningów szybkościowych mam wymarzone. ~2 kilometry od domu, w sam raz na rozgrzewkę i schłodzenie. Lepiej się po prostu nie da.

A trasa z dzisiaj wyglądała o tak:
http://www.endomondo.com/workouts/oncDwY22P-g

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.