Środa…

Nie lubię śród, bo są najgorsze dla mnie. Osiem godzin w jednym ciągu. Można zwariować. Na szczęście z uczniami nigdy się nie nudzę i każde zajęcia to inne wyzwanie. Naprawdę różne klasy motywują różne rzeczy. I dzisiaj na ten przykład klasa 14 spisała się na medal, w ogóle to od samego początku byli jacyś tacy bardzo wypoczęci…Mam teraz jakąś fiksację na punkcie tej klasy, oczywiście dlatego że tak mnie zdołowali ostatnio.
Wendy niesamowicie ciągnie klasę ósmą, bo tych zmotywować to mam ostatnio problem, ale spokojnie i za nich się zabiorę. Nie takich uczniów już miałem.

Ostatnio moje życie to tylko szkoła-dom-szkoła-dom. Oczywiście jest też bieganie, ale to jest odskocznia od tej codzienności. Nie chcę dopuścić myśli że zostało mi tu już tylko 7 tygodni (właściwie to 6 bo pewnie ostatni tydzień to będą egzaminy a i 1 stycznia jest wolny), a jednak powoli to do mnie dociera. Boję się tego 24 stycznia jak…gdy jest się deszczem odrodzonym to ciężko powiedzieć że ognia, więc powiedzmy że…powiedzmy że z niepokojem patrzę w kalendarz i odpuśćmy to silenie się na metafory. Nie chcę stąd wyjeżdżać, w sensie chcę wrócić do domu,  ale gdy wrócę do Chin chcę wrócić właśnie tutaj. Mam wrażenie że się powtarzam ale bardzo dużo o tym ostatnio myślę i głównie tym zaprzątam sobie głowę.
Tak jak wczoraj pisałem, wysłałem cefałkę i dzisiaj co chwilę ktoś się zgłaszał. Jestem już umówiony na kilka rozmów i to z miejsca na lepszych warunkach, ale…no właśnie…sentymentalny jestem bardzo i łatwo się przywiązuję, więc mam nadzieję że Jennifer słowa dotrzyma (w końcu dzisiaj napisała że  mam się nie martwić i kontrakt dostanę).

Zmieńmy jednak temat na przyjemniejszy. Tak jak ostatnio nie potrafię znaleźć Wendy na lunchu czy kolacji tak co chwilę trafiam na Lawrence’a. Dzisiaj mnie dogonił zapytał gdzie idę i poszedł ze mną do tej jedynki, aczkolwiek widzę że jemu nie pasuje to co jem. Wczoraj mówił że powininiem skosztować czegoś innego na kolację, dzisiaj znowu, chociaż powiedziałem Mu że nie mogę jeść za dużo bo potem umieram…aczkolwiek może to nie destylat a dobre kolacje, co Wy na to koledzy endowcy? Ponownie sobie pogadaliśmy i chociaż nie przywyknę nigdy do prowadzenia rozmów w czasie posiłku to jednak robi się to dla mnie coraz mniej uciążliwe i lubię te lunchowe rozmowy. Chciałbym jednak żeby inni uczniowie też na tym korzystali. No cóż, korzysta niewielu, ale hej przecież Ich nie zmuszę do ćwiczenia języka w wolnym czasie. Za to  uwielbiam, ale to uwielbiam te chińskie walki pod tematem ‘ale weź nie płać za mnie!’ i odpychanie kogoś kto chce zapłacić. Wczoraj obiecałem Lawrence’owi że kupię mu kolację bo postawił mi herbatę (w chińskich sklepach są nie tylko lodówki ale także podgrzewacze), ale że nie spotkałem Go wczoraj to kupiłem mu dzisiaj lunch i nie był najszczęśliwszy z tego powodu. Trudno. Za to dostałem lizaka, co widać na zdjęciu. To taki lizak z czymś suszonym, taki jak wczoraj.

Kolejne zajęcia i pora na konsultacje. Gabinet 403 to jedyne ciepłe miejsce w szkole, oprócz pokojów nauczycielskich. Uczniowie jak zawsze sobie pogadali, a ja powysyłałem trochę maili, pogadałem z nimi i trochę sobie pożartowaliśmy. Potem ruszyli do stołówki, a ja powyłączałem wszystko i też poszedłem. Znalazłem sobie miejsce i nawet udało mi się dorwać tofu. I tak sobie usiadłem a tu nagle pojawił się Lawrence i znowu sobie chwilkę pogadaliśmy po czym, z racji tego że miał trochę czasu, poszliśmy pod parking rowerowy.
– Chciałbyś coś tutaj zmienić? Pytam bo zadaję to pytanie wszystkim moim uczniom od tygodnia.
– Nie, tutaj wszyscy jesteśmy jak wielka rodzina, nauczyciele, uczniowie i Ty…
– Też jestem nauczycielem…
– Ale nie moim, dla mnie jesteś przyjacielem.
– Wiesz, ja bym tutaj te kible zmienił.
– No są brudne, ale to dlatego że jest bardzo dużo ludzi.
(…)
– W ogóle to powinieneś spróbować…bo ma dużo mięsa.
– Eee…
– Naprawdę powinieneś.
– No dobrze, jutro.
– Super, będę na Ciebie czekać pod jedynką przed kolacją.

Także jutro koledzy endowcy czeka mnie syta kolacja i sprawdzę w piątek czy to destylat czy jedzenie…oby tylko znowu mnie brzuch nie rozbolał bo te kolacje to dla mnie prawdziwa walka momentami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.