Marcy

 

P1120168 (Copy)

Lub Mercy…zresztą to nieważne. Ważne jest to że wróciła! Wróciła moja niedzielna ulubienica. Gdzieś tak po pierwszych piętnastu minutach ktoś puka do drzwi a za nimi stoi Marcy z mamą i, jak zawsze, uśmiecha się od ucha do ucha. Ja się już pogodziłem z tym że nigdy Jej nie zobaczę. Taki smutek we mnie powstał, taka pustka o której w gruncie rzeczy nie myślałem bo była niemożliwa do wypełnienia. A teraz powróciła i sama wypełniła lukę po sobie.

P1120171 (Copy)

Niesamowite przeżycie jak dla mnie. Naprawdę za Nią tęskniłem bo to dziewczyna świetna, urocza, wygadana, rozbawiona. Do tego stopnia że dzisiaj sama z siebie mnie zaczęła łaskotać. I śmiać się z włosów na rękach i nogach. Rany…tylko gdzieś tam jest we mnie niepokój że pójdzie do klasy Toma w środy, a nie do mojej bo moja to jednak PC4, a Ona była przecież pod koniec PC2. Także nie wiem czy to nie będzie dla Niej za duży przeskok. Trochę się tego obawiam bo to jednak cała książka. Ciężko coś takiego przeskoczyć.

Obiad ugotowałem i zdjęcie z michy bo to się na talerzu nie zmieściło.

P1120166 (Copy)

Kolację ugotowała Czerwiec i też z michy bo się nie zmieściło.

P1120174 (Copy)

W międzyczasie poszedłem biegać, a że jestem wytrwały w postanowieniu zmniejszenia kilometrażu to zrobiłem kilka kółek n stadionie a potem trochę zaimprowizowałam i wyszło trochę ponad 11. Na stadionie przy uniwersytecie odbywał się jakiś mecz piłkarski i na tyle na ile pozwala mi moja znajomość chińskiego to były to jakieś zawody wydziału nauczania języków obcych. Ale głowy sobie za to uciachać nie dam. Także tam się trochę pokręciłem a potem pobiegłem w stronę parku, ale zawróciłem przed wbiegnięciem na schody bo gdybym na nie wbiegł to bym zrobił znacznie więcej. Samokontrola przede wszystkim.

P1120170 (Copy)

Przed kolacją udaliśmy się jeszcze na zakupy żywieniowe i chyba wykupiliśmy pół każdego odwiedzonego sklepu a i tak jutro muszę kupić parę rzeczy. Plus tego wszystkiego jest taki że mamy mnóstwo dobrej i świeżej żywności. Czyli jest dobrze.

Lody

P1120154 (Copy)

Czyli zrobiło się dzisiaj naprawdę ciepło, do tego stopnia że studenci poczęstowali najpierw Chloe a potem mnie lodami. Do tego stopnia że Chloe zafundowała wszystkim w klasie lody.
Jednak nie do tego stopnia żebym te lody zjadł. I to że nie mieli moich ulubionych dwóch smaków: chińskiego daktyla i fasoli, ale dlatego że nie było aż tak ciepło.

P1120162 (Copy)

Ale że pogoda dopisała i dopisywał mi dzisiaj humor to oceny były wyższe, ale równie sprawiedliwie jak zawsze. Nikt nie narzekał, nikt niemiał pretensji, wszyscy byli zadowoleni. Może z wyjątkiem takiej jednej dziewczyny która zaczęła rozmowę od: ale jesteś przystojny co musiały Jej koleżanki przetłumaczyć bo Ona sama nie potrafiła tego powiedzieć po angielsku.

P1120136 (Copy)

Gdy dostała ocenę adekwatną do udzielonej odpowiedzi powiedziała sto, bo jesteś przystojny, co oczywiście musiały Jej koleżanki przetłumaczyć bo Ona sama nie potrafiła powiedzieć. No ale z kartki przeczytać już potrafiła, więc nie oblałem. No bo nie mam pewności że sama tego nie przygotowała.

P1120142 (Copy)

Niektórym studentom powiedziałem wprost żeby nie czytali z kartki tylko odpowiadali bo to zawsze jest wyższa ocena i niektórzy się słuchali a niektórzy to nawet chcieli próbować raz jeszcze byle tylko mieć wyższą ocenę.

P1120143 (Copy)

I to mnie prawdę mówiąc bardzo ciekawi bo skoro to jest przedmiot z grubsza olewany przez wszystkich, dość powiedzieć że teraz mam regularnie po 10-15 osób, czyli średnio połowę z tego co było w poprzednim semestrze a jeżeli chodzi o zachowanie to jest różnica diametralna na niekorzyść, a jednak gdy przychodzi do oceniania to część z Nich chce mieć te oceny jak najwyższe i to mnie trochę zastanawia bo jednak ta ambicja gdzieś w Nich siedzi, tylko widać jest głęboko ukryta. Nie wiem czy uda mi się ją jeszcze jakoś wydobyć, nie wiem nawet czy będę próbować, zostało w końcu 6 tygodni i może być na to wszystko za mało czasu.
Odebrałem dziś Czerwiec z dworca, ale trwało to strasznie długo. Pociąg się spóźnił, a gdy już przyjechał to równo z nim przyjechały chyba trzy inne i zanim Czerwiec wyszła to minęło piętnaście minut.

P1120144 (Copy)

Potem ruszyliśmy kupić bilet powrotny bo nie mogła go kupić przez internet, najzwyczajniej w świecie system pokazywał że biletu nie ma. Na miejscu też nie można go było kupić. Można za to było kupić go ze stacji początkowej, czyli bilet droższy. Żadne z nas nie wie dlaczego, no bo jaka jest logika w puszczaniu pociągu który chociaż zatrzymuje się na kilku stacjach to nie przyjmuje w ogóle pasażerów (rozumiem że trzeba ludzi wypuścić).

P1120158 (Copy)

No chyba że kupią bilet ze stacji początkowej. Szczęście Czerwiec w tej sytuacji polega na tym że ta stacja pociągowa to Harbin, czyli różnica w cenie niewielka. No i co najważniejsze nie musi do tego Harbinu jechać bo pociąg się zatrzymuje w Changchun.

Czwartkowe bieganie

P1120121 (Copy)

No i zgodnie z przypuszczeniami po zmianie tofu biegło się zupełnie inaczej. Dla mnie to jest wprost niesamowite jak taka delikatna zmiana, dodanie kawałka suchego sera z soi robi aż taką różnicę. A jednak robi i to naprawdę kolosalną bo biegło mi się dzisiaj zupełnie inaczej. Leciutko, szybko i bez zająknięć. Tak jak być powinno. W pewnym punkcie aż się przeraziłem bo nie wiedziałem ile mi kilometrów wyjdzie i zamiast w miarę standardowej trasy musiałem zrezygnować z obiegania parku. Gdybym tego nie zrobił zbliżyłbym się pewnie do 19 kilometrów, a to już trochę za dużo jak na taki bieg o poranku. Inna sprawa, że to ma być początek tygodnia odpoczynkowego, a właściwie dwóch tygodni odpoczynkowych. Założenie jest takie że ma to być mój najdłuższy bieg aż do drugiego tygodnia czerwca. A jak to wyjdzie to się dopiero okaże.

P1120120 (Copy)

Bieganie o poranku ma w Chinach, a przynajmniej w dużych miastach w Chinach, to do siebie, że mijamy setki ludzi odprowadzających dzieci do szkoły, oraz dziesiątki autobusów odwożących dzieci do szkoły. Jest to sytuacja o tyle irytująca że wokół szkół aż roi się od samochodów, a na chodnikach od ludzi, rowerów, skuterów i jeszcze więcej ludzi. Lekko nie ma jeżeli chodzi o przedzieranie się między nimi. Właśnie – przedzieranie, bo przeciskanie się nie wchodzi w grę. Tutaj trzeba walczyć.

P1120123 (Copy)

A ja dzisiaj tak walczyłem że spokojnie wybiegałem te ponad 15 kilometrów i jestem z nich bardzo zadowolony, owszem po południu znowu był jakiś taki dziwny spadek energii, ale to jest nieuniknione gdy dieta się trochę zmienia. A zmieniać się musi bo organizm nie powinien się do niczego przyzwyczajać. Tak jak w czasie treningu atakujemy nasze mięśnie nowymi bodźcami, tak nasze pożywienie powinno być jak najbardziej różnorodne.

P1120124 (Copy)

Testy poszły jak poszły, muszę jeszcze wyniki wprowadzić do dzienniczka na dysku, tylko jedna rzecz mnie dzisiaj zaszokowała, a w sumie to nie tylko mnie bo Becky to się śmiała do rozpuku. Jeden ze studentów przyznał się Jej że jedyne zajęcia na które w ogóle przychodzi to właśnie angielski mówiony, a z innych to nawet nie zna prowadzących. Mnie to bardziej szokuje niż śmieszy, ale bawi mnie fakt że z tych jednych jedynych zajęć wybrał sobie właśnie moje, które przecież są dla Niego za trudne. A jednak je wybrał.

A żeby nie było tak kolorowo to zadzwonili dzisiaj z hotelu w którym mieliśmy z Czerwiec rezerwację i powiedzieli że nie ma miejsc. Miejsca oczywiście są bo rezerwowaliśmy w weekend, ale pewnie postanowili sobie dorobić i podnieśli ceny z okazji święta smoczych łodzi. Jak to bywa w Chinach w okresie świątecznym. Poradzimy sobie, hoteli w naszej miejscowości docelowej jest bez liku.

Niedziela i przegapione #38

Wymiana
Tak mi się w tym roku wymyśliło że wymienię pieniądze wcześniej. Powiedziałem o tym Chrisowi a On sam się zaoferował z pomocą. No to wstyd nie skorzystać zwłaszcza że dla mnie to zawsze lekkie udogodnienie bo nie muszę spędzać kilku godzin w banku. Także w poniedziałek przyniosłem kasę, a Chris poszedł do banku.
Wrócił chwilę później trochę zdenerwowany i okazało się że to co wypisują w internecie to prawda, czyli nie możesz uzyskać z banku więcej niż 500$ dziennie. Chyba że jesteś obywatelem Chińskiej Republiki Ludowej wtedy limitu nie ma. I tutaj z pomocą przyszła Nancy, czyli współwłaścicielka szkoły którą Chris poprosił o pomoc. Jej zajęło to 30 minut zamiast kilku dni. Czasem Chiny nie są user friendly i w takich chwilach z tęsknotą spoglądam na południe gdzie w Jiawang wszystko dało się załatwić od ręki.

Key words
Czyli kontynuacja wpisu z zeszłego tygodnia – jak ludzie trafili na rainreborn.pl

Dżurdżeni- http://rainreborn.pl/2014/01/dzurdzeni/

Nanai – http://rainreborn.pl/2014/03/wtorkowe-bieganie/

Alipay – alipay to nie jest chińskie allegro, znacznie mu bliżej do payu. Jak tak dalej pójdzie to będę musiał przygotować osobny artykuł opisujący jak z niego korzystać, lub otworzyć firmę zajmującą się pośrednictwem ;-)

Dlaczego raz biegniemy wolniej a raz szybciej?
To jest ciekawe pytanie. Czasem to wina paliwa, czyli tego co jemy, tego jak długą mieliśmy przerwę (czyli czy się zregenerowaliśmy), od pogody (temperatury, wiatru, wilgotności), od psychiki, tego co robiliśmy wcześniej czyli czy jesteśmy wypoczęci czy nie.
Zmiennych jest naprawdę sporo i ciężko to wszystko kontrolować. Żeby biec każdy trening w taki samym, lub podobnym tempie musimy wprowadzić w życiu pewne ramy które sprawią że wszystko będzie w miarę do siebie podobnie. Czyli regularne posiłki, żadnego nagłego obżerania ani nagłej głodówki, regularny odpoczynek, czysta głowa, a i tak jak pogoda nie dopisze to będzie trochę wolniej.
Dobrze założyć sobie jakieś widełki, czyli powiedzmy 5-10 wolniej/szybciej i się resztą za bardzo nie przejmować. Niema możliwości żeby wszystko było ciągle idealnie i tak jak nie oczekujemy od siebie w pracy bycia ciągle na 100% tak nie możemy oczekiwać od swojego organizmu by zawsz działał na 100%.
Jeżeli kilka dni z rzędu biegniecie wolno, dużo wolniej niż zawsze to warto sobie zrobić przerwę, bo może najzwyczajniej w świecie ciało nie wyrabia z regeneracją. Jeżeli to nie pomaga to warto zrobić sobie badanie krwi. A jeżeli mamy taką szybkościową sinusoidę czyli raz szybciej, raz wolniej i jest ona regularna to warto się przyjrzeć temu co robimy w dni poprzedzające te wolne biegi a co w dni poprzedzające szybkie biegi i to sobie przeanalizować.
Naprawdę nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi.

Niedziela
Się prawie skończyła. I dotarło do mnie że została mi jeszcze jedna niedziela w maju. To niesamowite jak szybko ten miesiąc mi minął. A jak on minie to zostaną jeszcze 4 tygodnie w czerwcu i parę dni w lipcu. Potem już mnie nie ma!
Z tą myślą nawet na tej przepełnionej ludźmi siłowni nie było tak źle. Spotkałem Mao Jina i Jego dziewczynę, którzy tworzą doprawdy udaną parę. On ćwiczy, Ona na niego czeka, a potem siedzą razem i rozmawiają. Naprawdę fajnie się na Nich patrzy.

P1120067 (Copy)

Dotarłem do mieszkania i June wysłała mi wiadomość że Pan kurier zostawił dla mnie paczkę w sklepie. Wróciłem się więc do sklepu z którego wróciłem z zakupami i odebrałem paczkę. Rany, to już wszystkie. Kolejne zamawiać będę w czerwcu. Znowu będę korzystać z niezastąpionej June. Dziewczyna jest zrobiona ze złota.

P1120068 (Copy)

Przygotowałem również pytania na nadchodzący sprawdzian i powinno być fajnie. Naprawdę powinno być fajnie.

P1120069 (Copy)

Dzisiaj znowu z rana deszcz, ale potem się rozpogodziło i już jest całkiem fajnie, nawet zapowiadają że jutro rano nie będzie deszczu, czyli tym razem nie zmoknę biegając bez kurtki. A czeka mnie kolejna trzydziestka, ale o niej w ogóle nie myślę. Ot jest tam w głowie, jestem jej świadom, ale nie wyzuwa się na pierwszy plan. Jest takim cichym gościem, trochę jak Ból z którym się każdy biegacz musi jeżeli nie zaprzyjaźnić to przynajmniej zaznajomić. Czeka on gdzieś tam w zakamarkach i chociaż od czasu do czasu wychodzi to jednak nie myślimy o nim codziennie. Nie jest, a przynajmniej nie powinien być, naszą codziennością.

Jak mi się już nie chce…

P1120003 (Copy)

…Chodzić na siłownię. A zwłaszcza w piątki kiedy jest tam zatrzęsienie ludzi, w dodatku ludzi którzy nie radzą sobie za bardzo ze współistnieniem w społeczeństwie i siedzą na maszynach gdy nic nie robią. Ja rozumiem że każdy musi sobie chwilę odpocząć, ale siedzieć po kilka minut tylko po to żeby nagle wstać i kolejnych kilka minut chodzić to już jest lekka przesada.

P1110998 (Copy)

W teorii Chińczycy przede wszystkim cenią współistnienie, na tym w końcu opiera się idea mianzi, czyli twarzy, ale na siłowni to chyba działa inaczej. Może tutaj twarz buduje się właśnie siedząc na maszynach i nie ustępując nikomu bo patrz jaki ja jestem zmęczony, a ja jestem tutaj strasznym chamem bo chcę poćwiczyć? Ale czasem ludzie pracują na zmiany, widzę to.

P1120005 (Copy)

Stoi trzech ludzi i po kolei ćwiczą na jednej maszynie, albo stoi czterech studentów i patrzą jak kolega robi rozpiętki. A obok dwie inne ławki puste i te same hantle wolne. Może to jest właśnie budowanie tej wspólnoty. Samemu nie będę ćwiczyć tylko posłusznie z kolegami będę czekać na swoją kolej. Co jest dobre bo przynajmniej te dwie ławki są dobre, ale wygląda to komicznie. Dużo rzeczy wygląda tam komicznie, ale ja nie o tym.

P1120007 (Copy)

Nie chciało mi się, ale poszedłem. Tydzień temu też mi się nie chciało ale poszedłem. Za tydzień przyjeżdża Czerwiec więc nie pójdę. Robię sobie dwutygodniową przerwę w czasie której będę ćwiczyć w mieszkaniu. Dawno temu, gdy zaczynałem przygodę z bieganiem, opierałem się tylko na ćwiczeniach bez sprzętu i było to fajne.

P1120008 (Copy)

Miało to wady i zalety jak wszystko, ale myślę że teraz przy takim treningu bardziej ogólnorozwojowym niż typowo siłowym takie coś ma więcej sensu, kwestia tego jak będę się z tym czuł i czy będę się w stanie zmotywować. Bo z tym w przypadku siłowni jest u mnie najgorzej.

P1120010 (Copy)

O ile skupianie się na sile jeszcze jakoś tam mnie motywuje, tak inny rodzaj treningu mnie najzwyczajniej w świecie męczy, nudzi i źle mi z nim. Obiecałem sobie że ten cykl jeszcze dokończę, bo w sumie zostały mi dwa wyjścia więc trzeba zęby zacisnąć i dać z siebie wszystko.

P1120013 (Copy)

Gdzieś tam pod koniec zajęć dostałem smsa że mam jutrzejsze zajęcia odwołane. Szkoda mi z dwóch powodów: lubię te zajęcia, nie jakoś wyjątkowo, ale lubię. No i moje plany o zmniejszeniu kilometrażu w tym tygodniu poszły się kochać.

P1120014 (Copy)

Bo skoro mam jutro więcej czasu a pogoda będzie ładna to przecież nie wrócę do mieszkania po jakichś tam piętnastu kilometrach tylko będę biegł dalej i dalej. A poza tym kolejny dzień wolny zawsze mi się przyda. Na to nigdy nie będę narzekać.

P1120015 (Copy)

O pogodzie to mi się już nawet nie chce pisać bo to jakaś tragedia. Deszcz, słońce, deszcz, słońce i tak na zmianę. Do znudzenia. Wszędzie pełno błota, ale na szczęście nie jest ciepło, taka odmiana od Jiawang.

P1120017 (Copy)

To też ma swoje zalety bo w czasie biegu nie tracę za dużo wody i nie męczę się tak strasznie. Wady ma takie że…no na meridkę nie chce mi się w taką pogodę wychodzić. Czyli zostało 7 tygodni w Changchun a ja ciągle nie pozwiedzałem wszystkiego co sobie zaplanowałem rok temu.

P1120019 (Copy)

300

P1110993 (Copy)

Nie, nie padało. Nie, nie postanowiłem zmienić planu. Twardo nie biegłem dziś interwałów. Dobiegłem do bieżni i zawróciłem przed nią. Kilka setek studentów to jednak trochę za dużo na to by się tam rozpędzać i kręcić kółeczka. Normalnie nie lubię się przepychać, a przepychać się gdy mam biec szybko to nie chcę. Jakoś tak nie pasuje mi to do interwałów.
Także pobiegłem przed siebie powtarzając częściowo trasę z poniedziałku. Chciałbym napisać że biegło mi się lekko, ale nie byłaby to prawda. W głowie kołatała mi myśl o maszynie do gotowania ryżu którą zamówiłem i która niby została wczoraj zostawiona w sklepie z owocami, a której w sklepie z owocami nie było. Zastanawiałem się gdzie jest ta paczka, czy ktoś jej nie wziął przypadkiem, lub nie przypadkiem. Bo przecież te paczki stoją sobie luzem i każdy może je zabrać. To takie bardzo ufne podejście, nie wiem czy w Polsce by się sprawdziło i miałem obawy czy sprawdzi się tutaj. Także biegłem nie skupiając się na tym czego słucham, myśląc o tym że ktoś mi paczkę zabrał, a mi zostało jeszcze parę tygodni tutaj i w gruncie rzeczy to mam dość, chcę już wracać i wcale nie chcę tu już być.

P1110984 (Copy)

To nie był fajny bieg, byłem zmęczony, rozbity i czułem że biegnę ciężko, ospale i nisko podnoszę nogi a to jest oznaką zmęczenia. Gdzieś tam pojawiła się myśl żeby ten tydzień zrobić lżejszy jeżeli chodzi o kilometraż i może tak zrobię, zależy jak będę się czuć w sobotę i niedzielę.

P1110986 (Copy)

Niezastąpiona Czerwiec zadzwoniła jeszcze raz do Pana kuriera, a On jeszcze raz powiedział że paczka jest w sklepie z owocami obok sklepu z jedzeniem porannym. W sklepie z owocami nie było…w końcu ten Pan zadzwonił do Czerwiec raz jeszcze i powiedział że około południa będzie w sklepie i jak się pojawię to mi paczkę wręczy. Jak powiedział tak zrobił. Spotkaliśmy w sklepie z owocami, po czym wręczył mi paczkę którą ktoś wyniósł ze sklepu z jedzeniem porannym. Zaszła zwykła ludzka pomyłka. Kamień mi spadł z serca.

P1110989 (Copy)

Zajęcia minęły dziś bardzo szybko, zwłaszcza ostatnie w czasie których uczniowie sobie wyszli bo rozmawialiśmy z Chloe cały czas. I stąd właśnie tytuł tego wpisu. 300 to przybliżona liczba gości na Jej weselu. Ze strony przyszłego męża plus trochę Jej znajomych i rodziny. Drugie 300 będzie na drugiej imprezie w Jej rodzinnej miejscowości.
Mowę mi odebrało, ale sama powiedziała że to norma. W Chinach po prostu jest dużo ludzi i jak się żyje gdzieś to spotyka się i ludzi w szkole i w pracy, do tego dochodzą znajomi rodziców, rodzina bliższa i dalsza i mamy oto wesela na których pojawia się po kilkaset osób. Dla mnie to szokujące, ale dla Chloe nie było to nic niezwykłego. Tylko powiedziała że chciałaby mieć mniejsze wesele, tylko z najbliższą rodziną i przyjaciółmi czyli ludźmi którzy życzą Jej wszystkiego najlepszego, a nie z setkami ludzi którzy nie znają ani Jej, ani Jej męża a przyszli tylko po to by się pokazać.
To kolejny przykład budowania twarzy w Chinach – im więcej ludzi Cię zna, im więcej ludzi przychodzi na wesele Twojego dziecka tym Twoja pozycja w hierarchii jest wyższa.

Interwały

P1110671 (Copy)

Myślałem że jestem w stanie sobie tak wyjść i pobiec 8 kilometrówek w tempie 4:24-4:28. Tak myślałem bo czułem się świetnie, biegło mi się lekko i czułem że będzie dobrze. Poza tym mam jakąś tam bazę wyrobioną i myślałem że ciało pamięta, więc będzie dobrze.

P1110677 (Copy)

To próba okłamania samego siebie bo wiedziałem że będzie ciężko, bałem się tych interwałów, wiedziałem że rok temu biegałem mniej, ale biegałem interwały od pierwszego tygodnia marca, a do tego dokładałem setki kilometrów tygodniowo na meridce.

P1110681 (Copy)

Nie chciałem pamiętać o tym bólu który czułem biegając interwały, nie chciałem sobie przypominać o tym że zaczynałem spokojnie od takiego pitu pitu 20-60, przechodząc do 30-15 a potem robiąc dwusetki i czterysetki przygotowując się do tych kilometrówek.

P1110685 (Copy)

A mimo to one nie były takie lekkie. Pomimo dwóch miesięcy przygotowań to i tak miałem z nimi problemy.
Teraz postanowiłem to pominąć. Tak nie można, nie można pomijać takich przygotowań. Są rzeczy do których trzeba się przyzwyczaić. Zwłaszcza w moim przypadku.

P1110686 (Copy)

Te moje prędkości nie są jakieś niesamowite, ale nigdy nie przychodziły mi z łatwością. O wiele łatwiej jest mi biegać więcej i dłużej, ale bieganie szybsze jest czymś do czego muszę podchodzić stopniowo. Kroczek po kroczku.

P1110687 (Copy)

Dzisiaj wskoczyłem od razu na głęboką wodę i prawie utonąłem, bo chociaż ciało pamięta to pamiętało tylko przez dwa pierwsze powtórzenia. Zacząłem trzecie i wiedziałem że nie dam rady, czułem że to za szybko więc zwolniłem i postanowiłem po prostu przebiec. Podobnie przy czwartym który poszedł trochę szybciej. Piąte, szóste i siódme były już żenująco wolne. Ostatni wyszedł tak samo jak trzeci, czyli też słabo, ale lepiej już trzy poprzednie.

P1110689 (Copy)

Nie było łatwo. Wydłużałem te trzyminutowe przerwy jak tylko się dało. Zatrzymywałem się, łapałem oddech, spacerowałem, robiłem wszystko czego robić nie powinienem, ale stwierdziłem że mam dzisiaj czas i mogłem się pobawić. Odpoczywałem a potem biegłem.

P1110691 (Copy)

Nie na maksa, bo wiedziałem że nie dam rady na maksa. Gdzieś tak na drugim kilometrze zaczęły mnie uda boleć, dla odmiany dwugłowe. To nowość, ale one będą boleć przy takich prędkościach. Dlatego muszę się do nich przyzwyczaić.

P1110694 (Copy)

Teraz mam jakieś 6-8 tygodni z interwałami, więc powinno być dobrze, powtórzę co robiłem rok temu, czyli zacznę od krótszych i szybszych odcinków i stopniowo będę je wydłużał. Powinno być dobrze, a jak nie, to nic się nie stanie bo przecież teraz i tak nie trenuję a jedynie sobie biegam dla przyjemności.

P1110695 (Copy)

A teraz muszę to wrzucić żeby przy kolejnym podejściu móc sobie porównać:
4.21 – 4.24 – 4.48 – 4.42 – 4.57 – 4.56 – 5.06 – 4.48
Czyli dokładnie tak jak napisałem – coraz wolniej.

P1110697 (Copy)

Cudów nie ma, ale wytrzymałem te osiem powtórzeń, dwie godziny później czuję się już okej, ale nie ma najmniejszej opcji żebym pojechał dziś do tego parku. Na to jeszcze jest za wcześnie. Te trzy dni wolnego chcę w końcu wykorzystać na błogie lenistwo i nadrobienie filmowych zaległości.

P1110698 (Copy)

Najgorsze że pogoda ma się popsuć i już jutro ma padać, a temperatura ma spaść poniżej 10 stopni. Dzisiaj ma oscylować w okolicach 30, widać natura też lubi mieszanie bodźców ;-)

P1110700 (Copy)

Ruszyłem się znaleźć rowerowego doktora. Pierwszy adres okazał się być nieaktualny. Drugi okazał się być strzałem w dziesiątkę. Najpierw zadzwoniłem do niezastąpionej June i wyjaśniłem o co poprosić, a po załatwieniu wszystkich formalności poszedłem porobić zdjęcia.

P1110703 (Copy)

Wróciłem dwadzieścia minut później i przerzutki były wyregulowane a łańcuch naoliwiony. I to za darmo…Ta chińska uczynność mnie nie przestaje zaskakiwać. I to nawet w takim mieście. Teraz pewnie szlag trafi pogodę i wiele mi z tej naprawy nie przyjdzie, ale będzie na przyszłość.

P1110704 (Copy)

Co tam słychać w Chinach?

Trzy osoby zginęły a 79 zostało rannych w wyniku ataku terrorystycznego na stacji kolejowej w Urumqi, stolicy Ujgurskiego regionu autonomicznego w północno zachodnich Chinach.
Xi Jinping odwiedzał to miasto od dwudziestego siódmego do trzydziestego kwietnia. Zapowiedział już przeprowadzenie zdecydowanych akcji przeciwko terrorystom.
Pora na kolejne dokręcenie śruby, bo poluzowanie jej w tym momencie byłoby zbyt ryzykowne.

Niedziela i przegapione #35

P1110590 (Copy)

Zainteresowanie
Chińczycy to nacja niezwykle ciekawska by nie powiedzieć wścibska. Pytanie się osób na ulicy, czy autobusie o to jak się nazywają, skąd są, czy mają rodzeństwo, co robią jest normą. Jadąc z June autobusem razu pewnego ludzie mówili Jej żebym powiedział coś po polsku, pytali ile mamy lat i ogólnie rzecz biorąc traktowali nas jak jakieś dziwadła.
Czerwiec ma do tego podejście podobne do mnie, czyli jak ktoś wydaje się sympatyczny to coś można powiedzieć a resztę zmyślić, a jak ktoś nie wydaje się sympatyczny to wszystko zmyślić. Bo naprawdę żadne z nas nie poczuwa się do obowiązku udzielania obcym ludziom informacji o nas.
Po tym przydługim wstępie – meritum. Zamówiłem ogromną torbę podróżną, bo poprzednia się popsuła zaraz po przylocie do Pekinu i zostawiłem pudło z niej na podwórku bo widziałem że ktoś zbiera kartony. Nie zastanawiając się wiele zostawiłem tam też naklejkę z adresem i odszedłem na bok włożyć drugą paczkę do torby. Nie minęły trzy minuty a starsi Chińczycy już podeszli odczytywać jak to ja się nazywam i gdzie mieszkam.
Oczywiście pytanie o zarobki to norma.

P1110591 (Copy)

Zdjęcia
Niesamowicie dużo ludzi robi zdjęcia w parku. Niesamowicie.
Do tego stopnia że jedna Pani robiła zdjęcia mi gdy biegałem.
Rozłożyłem wręcz ręce i wystawiłem język. To pewnie usunie…

P1110592 (Copy)

Nieuśmiechnięty biegacz
Słuchałem The Psych Files i w jednym z epizodów padło stwierdzenie że biegacze w czasie biegu się nie uśmiechają bo są skupieni na biegu a nie na uśmiechaniu się. Zastanowiłem się nad tym i doszedłem do wniosku że to jest tylko częściowo prawda jeżeli chodzi o mnie. Są biegi kiedy ciężko i się uśmiechnąć, ale są takie kiedy uśmiech nie schodzi mi z twarzy. To głównie po tych pierwszych jest mi się ciężko uśmiechnąć, bo jestem zmęczony, a po tych drugich uśmiecham się cały czas. Ogólnie to zawsze staram się uśmiechać gdy ludzie się na mnie patrzą, nawet gdy robię ciężkie dla mnie interwały, po prostu bieganie to ma być przyjemność a nie jakaś mordęga. Chcę by jak najwięcej osób biegało, a wykrzywiając twarz w bólu Ich do tego nie przekonam. Od mąk i wykrzywiania twarzy są zawody, a nie treningi.
Poza tym lubię sobie mówić że uśmiechając się produkuję więcej endorfin i próbuję przekonać sam siebie że ten ciężki trening daje mi radość. Może to jest mój problem z siłownią, bo tam się nieczęsto uśmiecham. Częsciej chce mi się śmiać. Zobaczycie zdjęcia za parę miesięcy to zrozumiecie.

P1110594 (Copy)

Fikcja
Becky i Chloe wypełniają ostatnio dokumenty szkolne. Dzienniki konkretnie. Nagle okazuje się że frekwencja sięga stu procent. Dlaczego? Szkoła przechodzi proces oceniania i jeżeli za mało studentów pojawia się na zajęciach to może stracić licencję na nauczanie. A że planują przenieść się do nowego budynku i uczynić z kolegium prawdziwe czteroletnie kolegium w którym nauka kończyć się będzie otrzymanie dyplomu licencjata to muszą tę frekwencję ratować.
Ja pierdzielę, jaka fikcja.
Aż mi się przypomniało jak roku pewnego mój wydział dostał najwyższą ocenę komisji akredytacyjnej w całym kraju. Czyli de facto mój wydział filologii angielskiej był najlepszy w Polsce. Za głowę się chwyciłem, zresztą nie tylko ja, na myśl o tym co się dziać musi na innych uniwersytetach skoro my jesteśmy tak wysoko oceniani.

P1110596 (Copy)

Husaria na czołgi
To akurat z soboty. Jeden z uczniów powiedział że Polska zasłynęła tym że w czasie Drugiej Wojny Światowej atakowała, jak niektórzy mówią, szablami niemieckie czołgi.
Oczywiście nie jest to prawda a jedynie element niemieckiej propagandy, ale plotka w świat idzie.

P1110598 (Copy)

Niedziela
Dzisiaj na zajęciach pojawił się nowy dzieciak, który pojawił się tydzień temu w poniedziałek. O ile wtedy była z Niego okropna Zaraza, tak dzisiaj było w miarę spoko. Przerzucili Mi za to mojego potwora Lena na sobotę, ale czy On sobie poradzi…to jest pytanie. Mam nadzieję że tak, bo jak nie to czekają mnie niedziele z trzema chłopakami nad którymi nikt w domu nie panuje.
A drugie zajęcia minęły już w ogóle świetnie, jedną czwartą z nich zabrał mi Chris, a przez resztę czasu robiliśmy fiszki, czyli tak standardowo. Jeden z uczniów wyjechał do USA i to akurat ten najbardziej mi to wcale potrzebne nie jest, czyli już w ogóle raj na ziemi bo nie musiałem się z nikim użerać. Fajne jest to że idzie tym dzieciakom coraz lepiej z tymi słówkami i widać że robią postępy. Nie wiem czy Oni patrzą na te fiszki w domach, ale fakt faktem zrobiliśmy ich już naprawdę sporo i już chyba samo to daje jakieś efekty.
Pogoda jest świetna i mam nadzieję że się utrzyma do weekendu bo Chris podrzucił mi świetny pomysł jak go spędzić nie ruszając się za daleko z Changchun. Jest za miastem taki park z ogromnym jeziorem i gdzieś tam w oddali znajdują się szlaki turystyczne. Podobno. Teraz kwestia znalezienia tych szlaków bo do parku powinienem się dostać bez większych problemów. A nawet jak się nie uda dostać na szlak to i tak dostanę się do parku na meridce. Taki jest zamysł.

P1110599 (Copy)

Adam!
Haha, dzięki. Wiem że nie ma się łatwo przez to wszystko przebić. Czy to z powodu ilości, czy też z innych. W końcu kogo tak naprawdę interesuje wszystko co się u mnie dzieje. Serce mi się zawsze cieszy gdy widzę że ktoś to czyta i wiem że gdybym trochę zmienił charakter tego bloga to byłoby tych odwiedzin więcej, ale nie zależy mi na tym.
A kiedy znajduję czas? Od początku mojej bytności w Chinach narzuciłem sobie strategię codziennego pisania. Za minimum uznałem trzysta słów dziennie i tego się trzymam. W poprzednim roku rzadko się do tego minimum zbliżałem, w tym już znacznie częściej, ale zawsze te trzysta było. Wydaje mi się że przede wszystkim takie podejście że trzeba to napisać sprawia że czas zawsze znajdę. Raz czy dwa mi się nie udało dodać notki w ten sam dzień, ale wtedy wróciłem bardzo późno do mieszkania i było to po kolacji z szefostwem, więc wolałem niczego nie pisać. Grunt to regularność i narzucenie samemu sobie pewnych ram.
A tego wszystkiego jest już ponad 230k słów. Rany, z tego to by dopiero gruba książka wyszła.

Sobotnie bieganie

P1110379 (Copy)

Skoro sobota to bieg. Tak to już jest. Najgorsze w tym sobotnim biegu jest czas. Bo ostatni posiłek jem o 930, a biegać idę około 1110. Czyli godzinę i czterdzieści minut po. Niby w porządku, niby tak jak być powinno, bo przecież nie powinno się biegać na pełnym żołądku, ale…no właśnie – ale. Nie mam problemu żeby energetycznie wytrzymać do mniej więcej piętnastego kilometra, ale potem rozpoczyna się problem. Takie dwa czynniki: małe drugie śniadanie, bo ile energii można wyciągnąć z rzodkiewek, oraz fakt że biegam więcej niż te piętnaście kilometrów dopiero parę tygodni i ciało jeszcze się nie przyzwyczaiło. A raczej nie przestawiło, bo przecież to nie są regiony nieznane, tylko od kilku miesięcy nie odwiedzane.

P1110374 (Copy)

Także biegłem dzisiaj przed siebie, cztery rundki na stadionie, potem zbieg, dobieg do parku, ale czułem że mnie nogi nie niosą. Nie byłem ociężały ani zmęczony, ale czułem że coś nie idzie. Nie miałem więc zamiaru się mordować, bo skoro nie idzie to nie idzie, nie ma sensu cisnąć na siłę, skoro ciało samo mówi że jest ciężko.

P1110375 (Copy)

Biegłem nie myśląc o tym ile czasu mi to zajmuje. Ba, nie myśląc o tym która godzina będzie jak skończę, po prostu biegłem słuchając panów z Freakonomics, a potem ze Stuff You Should Know, którzy opowiadali o amnezji. I o takim Panu który stracił zarówno pamięć związaną z tym co było dawno temu, ale na szczęście rozpoznawał żonę, oraz utracił umiejętność tworzenia nowych wspomnień. Innymi słowy żył w ciągłym teraz. W jednej chwili miał przed sobą jabłko, a w następnej ogryzek, czuł się syty ale nie miał wspomnień związanych z jedzeniem jabłka.

P1110376 (Copy)

Dotarło do mnie że ja już tego podcastu słuchałem biegając. Czasem tak mam że słuchając jakiejś audycji dociera do mnie że już jej słuchałem i widzę miejsce w którym wtedy byłem. Tak chyba działa moja pamięć, jest bardzo mocno powiązana z miejscem i wysiłkiem.

P1110377 (Copy)

Biegłem dalej, przeskakując pomiędzy ludźmi, bo przecież nikt się nie przesunie, witając innych biegaczy, którzy się nie witali ze mną, ale nie będę Im tego wypominał, dla Nich to nowość. Biegłem, biegłem i nagle poczułem żółć w żołądku. Byłem zupełnie pusty, nie było we mnie już nic, ani grama pożywienia, wszystko zostało przetrawione i został ten nieprzyjemny smak żółci. Na szczęście wtedy do mieszkania pozostało mi trochę ponad dwa kilometry, więc wyplułem co miałem w ustach, zacisnąłem zęby i pognałem do przodu. To moja wina bo w ogóle nie piję w czasie biegów, ale jakoś tak nie potrafię inaczej. Nie podchodzi mi ten zwyczaj biegania z butelką. Kiedyś biegałem z pasem i czterema butelkami, ale teraz gdy pas leży w Polsce to jakoś tak nie potrafię. Inna sprawa, że nie zakładałem że będę biegać teraz takie dystanse. W ogóle nie zakładałem czegoś takiego, a to widać samo przyszło, rozgościło się i się zadamawia. A jeżeli pogoda będzie dalej tak dopisywać to jeszcze sobie bardziej to gniazdko wymości i będzie super ekstra. Ja złego słowa nie powiem, bo biegać uwielbiam.

P1110384 (Copy)

W parku rzecz jasna znowu mrowie namiotów i zaczyna do mnie docierać sensowność czegoś takiego. W Polsce też nikt nie chce siedzieć w słońcu cały czas a nie każdy znajdzie cień lub będzie tachać ze sobą parasol plażowy. Namiot w parku to osobliwy widok, ale w gruncie rzeczy sensowny.

P1110385 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i June mnie powiadomiła że przyszły wszystkie trzy paczki z rzeczami jakie zamówiłem. Czyli nowy iPod, nowa walizka i już jeden z prezentów, czyli fajnie. Nowy iPod to jakaś dwójka, co nie miało dla mnie żadnego znaczenia ale cholerstwo jest o tyle fajne że gra bez słuchawek, mam nadzieję że wytrzyma dłużej niż poprzedni. Może i ryzykuję kupując używany sprzęt w Chinach, ale jakoś mam przekonanie do sprzętu firmy z jabłkiem w logo. Przynajmniej jeżeli chodzi o sprzęt muzyczny.

P1110387 (Copy)

Tianjin #3

Huntun
Po polsku wonton. Czyli takie pierogi w zupie…Huntun zaczyna się od kwadratowego ciasta, do którego wkłada się wkładkę, zazwyczaj mięsną. Czasem zdarza się że huntun jest smażony na głębokim oleju, ale częściej je się je w zupie. Dla mnie wyglądają jak zwykłe pierogi zwinięte w kulkę zamiast standardowego kształtu pierożka.

P1110070 (Copy)

Hamburger
Chiński hamburger. Z wieprzowiną i ogórkiem w środku. Przepyszne ciasto. Przepyszne. Taki chleb mógłbym jeść.

P1110072 (Copy)

Kościół
Najsmutniejszy kościół w jaki byłem w życiu. Dla mnie był zupełnie wyprany z Boga. Ludzie robiący sobie zdjęcia przy ołtarzu gdy się ‘modlą’, ludzie pozujący to zdjęć ze złożonymi dłońmi w czasie ‘modlitwy’ to nie mój klimat.

P1110079 (Copy)

Rozumiem dlaczego tak jest, bo to Chiny i dla nich kościół katolicki to bardziej budynek, a nie świątynia, ale wydało mi się to zupełnie pozbawione szacunku. Przypuszczam że to nie byli chrześcijanie a po prostu turyści, których było w Tianjin od groma, ale niesmak i tak mi pozostaje. Więcej nie napiszę bo musiałbym się irytować.

P1110078 (Copy)

Most
Ruszyliśmy zobaczyć Tianjin Eye, czyli olbrzymie koło widokowe na Tianjin i przechodząc przez ulicę trafiliśmy do bloków z których nie było wyjścia. Ktoś postawił przejście nad ulicą prowadzące tylko do tych bloków, ale jakoś nie wspomniał o tym nigdzie. Czasem ten kraj mnie zaskakuje.

P1110088 (Copy)

Tianjin Eye
Samo Tianjin Eye robi fantastyczne wrażenie. Tyle tylko że w poniedziałki rano jest zamknięte…

P1110092 (Copy)

Świątynia
Buddyjska. Taka nowa zbudowana jak stara, mnóstwo ludzi, ale w pewnym punkcie to te wszystkie świątynie są takie same, chyba że czymś się wyróżniają. Ta się niczym nie wyróżniała. Dla odmiany tutaj ludzie nie pozują do zdjęć w czasie modlitwy, a zwyczajnie się modlą.

P1110097 (Copy)

Obiad
W pobliżu świątyni znajdowała się restauracja prowadzone przez męża z żoną i była to jedna z najczystszych restauracji jakie widziałem w Chinach. Zamówiliśmy podwójne nudle smażone z kapustą i dostaliśmy naprawdę potężną porcję nudli, które nie były smażone jak na mój gust z kapustą. Nudle owe charakteryzowały się tym że nie miały żadnego smaku. Żadnego. Jak to June powiedziała teraz to jesz paprykę, a nie nudle. A pochłonąłem paprykę z trzech stolików

P1110101 (Copy)

Puch
I tak wracając już do hotelu trafiliśmy na ulicę pełną latającego puchu. Zdjęcia tego nie oddają, więc uwierzcie na słowo. Ten puch był wszędzie, naprawdę wszędzie. Wyglądało to jak śnieg w lato.

P1110104 (Copy)

Nudle na zimno
Na kolację, po raz trzeci. Tym razem od Pani na ulicy. I były najlepsze…

P1110110 (Copy)

Hotel
Teoretycznie to ja w tym hotelu nie powinienem mieszkać, ale na szczęście przemykałem się szybko przed rejestracją i nikt nam złego słowa nie powiedział. Także udało nam się znaleźć tani i porządny hotel.