No shame

P1120625 (Copy)

Tak sobie napisałem w notatniku opisując zachowanie dwóch dziewczyn dzisiaj. Nie, nie były to jakieś straszne bezwstydnice w sensie fizycznym, ale takie w sensie zachowania.
Taka scenka: zadałem studentom zadanie, a potem postanowiłem pochodzić po klasie i porozmawiać z Nimi. Takie standardowe pytania jak się masz, jadłeś śniadanie, co jadłeś czyli takie prawdziwe nic trudnego, czego Oni i tak nie potrafią opanować. Bardziej to pewnie nie chcą niż nie potrafią.

P1120627 (Copy)

Także siedzą sobie te dwie dziewczyny i oglądają film na komórce. Oglądają i oglądają, a ja sobie stoję przed Nimi i czekam. A One nic, tylko dalej oglądają. Zacząłem ten film komentować, a One się tylko zaczęły śmiać. I wtedy dotarło do mnie że straciłem już tutaj resztki szacunku i jakiekolwiek próby jego ratowania nie odniosą rezultatu. Rozpisałem więc na tablicy kolejne zadania i powiedziałem że będą na teście, co oczywiście nikogo nie zainteresowało i trudno, nie jest to mój problem.

P1120635 (Copy)

A teraz tak od początku dnia.
Poszliśmy rano z Czerwiec biegać, znowu bez śniadania jedynie zjedliśmy po bananie. Dla mnie to dość, dla Niej to zdecydowanie za dużo, albo i wczorajsza kolacja się do tego przyłączyła i musiała zrezygnować po parunastu minutach, co jest znacznie gorszym rezultatem od tych trzydziestu paru minut sprzed tygodnia.

P1120636 (Copy)

Na razie i tak nie ma wielkiej presji, dopiero jak zaczniemy razem biegać będzie musiała wziąć się za siebie. Pokręciłem się tak w kółko na małej bieżni blisko godzinę, w ładnym tempie i wróciłem, ale lało się ze mnie niemiłosiernie. A to oznacza dwie rzeczy: kompletny brak diety przez ostatnie cztery dni dał się we znaki, oraz duszno jest nieprzyzwoicie. To jest jeden z najgorszych stanów pogodowych, gdy ziemia prosi, wręcz błaga o deszcz, a ten nie nadchodzi. Dla mnie to jest zawsze tragedia, ale cóż, nie mogę narzekać na pogodę, to nie ten poziom sportowy.

P1120616 (Copy)

Scenka druga.
Pierwsza zajęcia po południu i klasa Carrots. Jeden taki zabawowy student pyta się mnie jak ja jem, bo przecież pałeczkami je się trudno (taki panuje pogląd, że obcokrajowcy nie radzą sobie z pałeczkami), Czerwiec mówi Mu że jem rękami , a On niedowierza więc pyta jak. No to pokazałem mu że po prostu zanurzam twarz w talerzu jedzenia jak pies w misce i jem.
Wszyscy się popłkali ze śmiechu, a do mnie dotarło dlaczego te resztki szacunku zniknęły.

P1120619 (Copy)

Ciekawostka
Chińczycy spożywają rocznie tyle zupek błyskawicznych że wystarczyłoby na serwowanie ich trzy razy dziennie wszystkim mieszkańcom Algierii.
Tego dowiedziała się Czerwiec na ostatnich zajęciach na których pojawiło się sześcioro studentów, z których tylko jedna dziewczyna była czymkolwiek zainteresowana. Reszta sobie po prostu posiedziała i padło pytanie czy nie jestem zły że nikt nie przyszedł. Odrzekłem po chińsku meiyou ren, meibanfa, czyli nie ma ludzi, nic nie mogę na to poradzić.

P1120628 (Copy)

Obiad i kolację dzisiaj ugotowała Czerwiec, z czego przy okazji kolacji nauczyła mnie jak robić ostry dodatek z restauracji, oraz jak przygotować to sławne ma la tang, czyli bardzo ostrą zupę.

P1120634 (Copy)

P1120633 (Copy)

P1120632 (Copy)

Naprawdę masz dziewczynę?

Padło dzisiaj pytanie z ust jednej z dziewczyn które widziały mnie i Czerwiec w zeszły czwartek biegających na bieżni przed zajęciami. One czekały na WF, a my biegaliśmy w kółko. One rozmawiały ze sobą, machały mi, a my biegaliśmy w kółko. W końcu One rozpoczęły WF i po przebiegnięciu dwóch kółek cała klasa przeszła do marszu, a my…tak, zgadliście, biegaliśmy w kółko. Dużo tych kółek bo bieżnia mała, więc trzeba kręcić, tyle dobrego że w głowie się nie kręci. No przynajmniej niezbyt mocno.
Odpowiedź brzmiała tak, ale to Jej nie widziałyście? I nie było już żadnej reakcji. Tylko rysunek pękniętego serca na kartce. I tak mi się trochę smutno zrobiło, ale po chwili przestało bo dziewczyny te dalej były uśmiechnięte. Jest tam wśród Nich taka jedna przypominająca mi pewną znajomą z Polski i bardzo mnie to cieszy i tym bardziej żałuję że nie mogę sobie z Nimi tak spokojnie, po ludzku, porozmawiać.

P1120604 (Copy)

W czasie przerwy zadzwoniłem do mojej chińskiej szefowej i dowiedziałem się dwóch ważnych rzeczy. Pierwsza, niezwykle istotna dla mnie, dotyczy potrzeby mojej rejestracji na chińskim posterunku policji po powrocie w sierpniu. Otóż nie muszę tego robić, co mnie bardzo, ale to bardzo uspokoiło bo zmniejsza to czas jaki muszę poświęcić na pozostanie w Changchun do minimum. Nie muszę również się na policję zgłaszać by powiedzieć że wyjeżdżam. Czyli jest bardzo dobrze, ingerencja z Chińską policją powinna być jak najmniejsza moim zdaniem. Głównie dlatego że Ich angielski nie jest aż taki wybitny jakby mogło się wydawać, a mój chiński jest zdecydowanie niewystarczający do porozumiewania się z Nimi.

P1120608 (Copy)

Druga sprawa to wyjaśnienie wyjazdu Toma. Sprawy rodzinne i z jednej strony mam nadzieję że to prawda, a nie planowana ucieczka, a z drugiej mam nadzieję że to jednak ucieczka bo to dość przykra sprawa.

P1120609 (Copy)

Żar leje się z nieba i to naprawdę niespotykane żeby na północnym wschodzie było aż tak ciepło. Ludzie są senni, bardziej senni niż zawsze, kobiety noszą parasolki by Im skóra nie sczerniała bo wtedy nie będą już takie piękne.

P1120610 (Copy)

A dzisiaj jest czwarty dzień czerwca czyli dzień w którym nic się nie wydarzyło na placu Tienanmen w 1989. Absolutnie nic i naprawdę nie mamy tutaj o czym rozmawiać, proszę nie pytać, wszystko jest w porządku i proszę sobie głowy nie zaprzątać.
Czerwiec wie co się stało, powiedział Jej ojciec. To trochę jak u Nas z Katyniem gdy wszyscy wiedzieli, ale oficjalnie nie wiedział nikt. Chiński googiel, czyli baidu, blokuje wszystkie informacje o tym wydarzeniu. Wszystkie.

P1120611 (Copy)

Powrót do Changchun

Pierwsza wiadomość z rana: Tom wyleciał do USA. I wyjaśniło się jaki to samolot…Bo ja naiwnie myślałem że Tom poleciał na krótki urlop gdzieś, a On wsiadł w pociąg do Szanghaju i odleciał. Nikomu nic nie powiedział, wziął tyłek w troki i uciekł. Nie wiem czy polecieli razem z Jesicą, czy nie, ale raczej tak. Bardzo to nieprofesjonalne i dziwne, zwłaszcza że gdy ostatnio rozmawialiśmy mówił że wylatuje w lipcu. Nie wiem czy Johnson nie przegiął z czymś pały…a może powinienem był się domyślić co zamierza widząc jak sprząta puszki po piwie.

P1120594 (Copy)

Droga powrotna minęła nam spokojnie na oglądaniu widoków za oknami pociągu. I tutaj, na tych wioskach, życie toczy się wyraźnie własnym rytmem. Spokojnie, bez pośpiechu i gdy jest ciepło to wydaje się być to życiem całkiem przyjemnym, ale w zimie to musi być prawdziwa tragedia. Te chałupki wyglądają na zupełnie pozbawione izolacji termicznej, wystaje z nich komin, więc piec jest, ale ile taki piec może dać ciepła…Nie, życie na wsi na północy jest diametralnie różne od życia na wsi na południu.

P1120595 (Copy)

Przejście podziemne na dworcu przywitało nas, jak zawsze, zimnym wiatrem który jest znakiem rozpoznawczym Changchun. Oczywiście o 2030 autobusów nie ma, podobnie jak i nie ma uczciwych taksówek, ale z tym drugim sobie poradziliśmy przechodząc 200 metrów od dworca. A taksówkarze to powinni się zacząć uczyć chińskiego bo gdy ja do Nich mówię to nie rozumieli i błagalnie patrzyli na Czerwiec, a ja Ją podstępnie odsuwałem na bok i mówiłem ta bo hui shua han yu (ona nie mówi po chińsku). Trochę w tym złośliwości, ale podobnie jest trochę złośliwości w taksówkarzu chcącym Cię ogolić do zera.

P1120599 (Copy)

Jeszcze krótkie zakupy, bo oczywiście lodówka pusta, a na dodatek sklep też pusty bo chyba wszystko zostało już wykupione i na prawdziwe zakupy trzeba będzie poczekać do jutra.

P1120600 (Copy)

Tom nie posprzątał. Więcej, wygląda jakby wręcz uciekał bo zostawił mnóstwo rzeczy porozwalanych, na drzwiach do mojego pokoju przylepił kartki z informacjami żebym oddał książki i że przeprasza za bałagan. Oraz ze wszystko co zostawił mogę sobie wziąć. Ketchup, cebula i słoik oleju. I to by było na tyle jeżeli chodzi o Toma w Changchun.

Yanji

P1120472 (Copy)

P1120473 (Copy)

To był dzień na zwiedzanie miasta i zakupy. Bo w sumie to nic innego nie mieliśmy zaplanowanego. Znaczy ja miałem zaplanowaną wizytę w grobowcach z czasów królestwa Balhae. Myk jednak okazał się taki że te grobowce nie znajdowały się 10 kilometrów od Yanji, jak to sugeruje angielski internet, a bliżej 100 jak to sugeruje, lepiej rozeznany, chiński internet.

P1120478 (Copy)

I tu jest właśnie problem ze zwiedzaniem takich mniej znanych miejsc, które są trochę oddalone od tej ubitej ścieżki, że mało kto orientuje się gdzie one się znajdują i z pomocą nie przyjdzie wiele osób. Także z planu tego zrezygnowałem bo widać te grobowce i tak nie były jakieś niesamowite skoro nikt się nimi za bardzo nie interesuje. Trochę szkoda, bo zostało mi 5 tygodni w dongbei i to była w sumie moja ostatnia wyprawa turystyczna, ale co tam, są w życiu rzeczy ważniejsze.

P1120481 (Copy)

Śniadanie było dość proste, baozi i czarna owsianka, którą uwielbiam. A potem ruszyliśmy przed siebie. Yanji nie jest jakimś niesamowicie przyjaznym turystom miejscem, czyli nie ma tutaj wiele do roboty, jest za to dużo sklepów z koreańskimi rzeczami i na tym się skupiliśmy.

P1120488 (Copy)

Znudzeni zakupami ruszyliśmy do wioski koreańskiej. Fałszywej, zbudowanej koło nowopowstającego osiedla, ale takiej która na zdjęciach wydawała się całkiem przyjemna, no i o osiedlu nie wiedzieliśmy dopóki się tam nie pojawiliśmy.

P1120489 (Copy)

Także podchodząc do bramy widzimy mnóstwo obcokrajowców (powiedział nie obcokrajowiec), ale gdy my próbowaliśmy przez bramę przejść okazało się że jest zamknięta. Czerwiec bardzo chciała zobaczyć co tam się dzieje w środku, więc odczekaliśmy chwilę po czym przeszliśmy przez płot. W środku i tak nikt nie zwracał na nas uwagi, w sumie to prawie nikogo tam nie było, wszystkie budynki były pozamykane a wielkość pajęczyn świadczyła o tym że miejsce to było zamknięte od paru dobrych miesięcy.

P1120502 (Copy)

Z takich ciekawszych miejsc to zobaczyliśmy w wiosce budynek w którym przygotowywano alkohol, oraz June przetłumaczyła mi legendę o czarnym sosie, którego w Korei nikt nie lubił oprócz pewnego chłopaka który żeniąc się z brzydką kobietą robiącą ten sos zaczął nabierać siły, a ich dzieci rosły silne i zdrowe. Sosu nikt nie lubił bo śmierdział paskudnie.

P1120505 (Copy)

Na lunch udaliśmy się do japońskiej restauracji gdzie Czerwiec zamówiła smażone koreańskie nudle w tym właśnie sosie, a ja japońską zupę. Skończyło się na tym, że to ja zjadłem nudle, a Ona zupę. Nie mogła znieść ani smaku ani zapachu tego jedzenia. Zresztą jedzenie z tego okręgu podchodzi Jej bardzo średnio by nie powiedzieć w ogóle. Widać że nie jest to Jej ulubiona kuchnia w Chinach.

P1120535 (Copy)

Gdzieś w międzyczasie zadzwonił Chris żeby zapytać kiedy wylatuję do kraju, bo pewnie ustalał grafik na lipiec i poprosił żebym zagadał do Toma żeby się odezwał. Także napisałem Tomowi wiadomość żeby zadzwonił do Chrisa bo przecież mogę jutro zapomnieć. Tom odpisał że musi zadzwonić wcześnie bo o ósmej ma samolot.

P1120536 (Copy)

Potem znowu shopping z którego wkrótce wrzucę film, oraz kolacja w pobliskiej restauracji. Olbrzymia, do tego stopnia że się jej nie spodziewaliśmy i w końcu było to coś co Czerwiec mogła zjeść. Tylko co z tego skoro odchorowywała to dnia następnego.

P1120540 (Copy)

P1120593 (Copy)

P1120587 (Copy)

P1120586 (Copy)

P1120584 (Copy)

P1120576 (Copy)

P1120573 (Copy)

P1120570 (Copy)

P1120568 (Copy)

P1120566 (Copy)

Na i wzdłuż granicy

P1120347 (Copy)

Z samego rana ruszyliśmy do Tumen, czyli miejscowości na granicy z Koreą północną. Ruszyliśmy pociągiem i Czerwiec nie mogła wyjść z podziwu że tutaj wszyscy mówią po koreańsku. Gdy pytała po chińsku to oczywiście wszyscy Jej odpowiadali i nawet nie musiała się zbyt wiele domyślać.

P1120338 (Copy)

P1120340 (Copy)

P1120339 (Copy)

Podróż pociągiem zajęła nam niecałą godzinę i po chwili już jechaliśmy rykszą do granicy. Granice w Chinach to olbrzymi biznes, ale o tym będzie za chwilę.

P1120343 (Copy)

Będąc już w pobliżu rzeki postanowiliśmy zrobić sobie małą sesję fotograficzną w tradycyjnych koreańskich ubraniach i o ile na Czerwiec coś się znalazło, tak na mnie te ubrania były za małe, no ale co poradzić. Za to zdjęcia wyszły fajnie, nawet to przy którym Pan Chińczyk mówił kiss kiss.

P1120346 (Copy)

Udaliśmy się do osławionego mostu na rzece Tumen. Osławionego bo ma około 400 metrów i na jednym końcu są Chiny, a na drugim Korea Północna. Sławniejszy jest tylko ten zniszczony przez Amerykanów w Dandong. Chcemy na niego wejść, nawet gotowi zapłacić po 20 RMB, ale okazuje się że obcokrajowcy nie mogą.

P1120354 (Copy)

W sensie ja nie mogę. Nie dość że cały czas pozostaję w obrębie kraju, płacę za przejście 200 metrów, to tak naprawdę nie mogę tego zrobić bo paszport mam nieładny. Także poszliśmy sobie i pojechaliśmy do Hunchun.

P1120349 (Copy)

Hunchun to miejscowość na granicy z Rosją i Koreą. Jest tam znaczna mniejszość rosyjska która zaczęła się przeprowadzać po przejściu na emeryturębo życie w Chinach jest tańsze. Tak się przeprowadzają kilka lat i doszło do tego że wszystkie napisy są w trzech językach: po chińsku, koreańsku i rosyjsku. A jeszcze na budynku straży pożarnej był napis po angielsku.

P1120357 (Copy)

Z miejsca zostaliśmy zagadnięci przez naganiacza taksówkowego, ale olaliśmy Go zupełnie, a On dalej naciskał i w końcu nawet Czerwiec na Niego podniosła głos, a to się zdarzyło pierwszy raz odkąd się znamy. Także niezwłocznie udaliśmy się na lunch i chodząc od sklepu do sklepu udało nam się uzyskać informacje o tym jak na granicę dojechać.

P1120361 (Copy)

I tu pojawia się problem bo ja chciałem jechać na granicę oddaloną od miasta o 5 kilometrów, ale z Czerwiec się nie dogadaliśmy i pojechaliśmy do miejscowości, a raczej parku trójgranicznego. Tylko że zanim do niego dojechaliśmy wylądowaliśmy w wiosce żołnierskiej z której do parku było z pięć kilometrów.

P1120385 (Copy)

Żadnej drogi powrotnej do Hunchun, żadnego auta do parku by złapać autobus powrotny. Stopa nie ma jak złapać bo aut praktycznie nie ma, a jak są to są pełne ludzi, ale w pobliżu był sklep z pamiątkami i akurat była godzina zmian więc podrzucili nas do parku.

P1120386 (Copy)

Nastawieni na to że do parku już i tak nie wejdziemy, bo wszyscy mówili że są tam jakieś zaporowe ceny (no i prawda, są zaporowe jeżeli chce się zobaczyć wszystko i to mnie zdenerwowało strasznie, że muszę płacić żeby zobaczyć granicę, co jest bzdurą kompletną, wyłudzaniem pieniędzy i w mojej opinii nadużyciem), ale jeżeli chce się zobaczyć tylko granicę z Rosją to nie jest tak źle (chociaż i tak jest drogo, a oglądanie granicy polega na tym że wchodzi się na szczyt olbrzymiej wieży i można sobie popatrzeć na łąki, podczas gdy ta granica o której ja myślałem to prawdziwe przejście graniczne, tak przynajmniej wygląda na zdjęciach z satelity), wsiedliśmy do autobusu i wróciliśmy do Hunchun.

P1120402 (Copy)

Co straciliśmy nerwów i czasu to nasze i podtrzymało to moją opinię o ludziach z Dongbei – większość z nich jest naprawdę, naprawdę niesympatyczna. W Hunchun prawie nikt nie chciał nam powiedzieć jak dostać się do granicy, w sklepach powiedzieli że mogą zadzwonić po kogoś kto przyjedzie, kierowca autobusu wiozącego nas do granicy także mówił że nie wie jak wrócić sugerując jedynie dostanie się na trójstronną granicę.

P1120403 (Copy)

Chociaż i tak nie ma tak źle bo przynajmniej wróciliśmy cali i zdrowi do Yanji.

P1120411 (Copy)

Około 20 i zjedliśmy kolację w restauracji. Na szczęście do hotelu nie było daleko bo chwilę potem cała kolacja ze mnie wyleciała. Tak, kolejny raz się potwierdza żeby nie jeść w restauracjach przy stacjach kolejowych.

P1120416 (Copy)

P1120471 (Copy)

P1120452 (Copy)

P1120446 (Copy)

P1120443 (Copy)

P1120442 (Copy)

P1120441 (Copy)

P1120440 (Copy)

P1120439 (Copy)

P1120437 (Copy)

P1120430 (Copy)

Wyglądasz jak lalka

P1120256 (Copy)

Tak mi dzisiaj powiedziała Becky. I to przelało czarę. Poszedłem do fryzjera. Zdjęć nie będzie. Przynajmniej na razie. Czerwiec mówi że wyglądam jakbym miał lat dwadzieścia dwa, ale przed obcięciem mówiła że wyglądam na dwadzieścia pięć, więc nie można do Jej słów się za bardzo przywiązywać, bo obiektywna nie jest. Rozmawiała z fryzjerem i walczyła z Nim twardo o to by mi dociął grzywkę bo nasze rozumienie słowa krótka było diametralnie różne. W końcu dociął mniej więcej dobrze, ale to była moja pierwsza wizyta u fryzjera po której nie byłem w pełni zadowolony.

P1120252 (Copy)

Pytałem dzisiaj studentów co będą robić w trakcie Święta Smoczych Łodzi i większość z Nich wraca do domu. Jednego takiego aparata zapytałem dlaczego zostaje w szkole w Changchun i najpierw powiedział żebym mówił po chińsku, a gdy Mu przetłumaczono na chiński odpowiedział study to się zacząłem śmiać. Bardzo to było nieprofesjonalne z mojej strony, ale myślę że tak adekwatnie do tego jakiego nauczyciela spodziewają się w Chinach. Student się chyba obraził bo pokazał mi telefon z translatorem i napisem nabijasz się ze mnie. No tak, z kogoś muszę.

P1120253 (Copy)

Ogólnie to te zajęcia robią się strasznie ciężkie bo coraz mniej ludzi przychodzi i coraz mniej uważa. Większość ma to kompletnie w nosie, a jutro to już w ogóle będzie zabawnie bo pewnie połowy studentów już nie będzie. Wyjadą do domu na ŚSŁ.

P1120254 (Copy)

Zadzwoniła do mnie wczoraj Miss Jin, która wręczyła mi dzisiaj paczkę ryżowych pierogów. Piękny prezent i tak jak pisałem wczoraj ŚSŁ wyrasta na moje ulubione święto w Chinach. Mam z nim, jak do tej pory, same dobre skojarzenia. Rok temu był to mój pierwszy wyjazd, kiedy to ruszyłem do Kaifeng, a w tym roku będzie to wycieczka z June do koreańskiego okręgu autonomicznego i to jeszcze na granicy z Rosją.

P1120255 (Copy)

A Czerwiec spędziła dzisiaj cały dzień rozmawiając z Becky i obgadując mnie na wszystkie możliwe sposoby, ale przynajmniej dzięki temu nie rzucała się tak w oczy jak w środę kiedy to wszyscy patrzyli na tę ciekawą dziewczynę siedzącą z tyłu. Teraz była brana za koleżankę nauczycielki. Z którą Ich nauczyciel trzyma się za ręce chodząc po mieście.

P1120258 (Copy)

W ogóle to bardzo jestem z Niej dumny bo biegała dziś 36 minut i to nawet ładnym tempem. Do tego stopnia się Jej spodobała że chce też jutro iść, ale to chyba nie wypali czasowo…Chociaż…kto wie…

P1120259 (Copy)

A na zakończenie dnia powiedzieliśmy starszej Pani zbierającej butelki, że na piątym piętrze w moim bloku mamy ich od cholery i może je spokojnie zabrać bo są tam już od kilku miesięcy. Miała co prawda lekkie opory bo one faktycznie wyglądają jakby na kogoś czekały, ale widać nie potrafiła zrozumieć że czekają właśnie na nią. W końcu jednak zaczęła je znosić i wyglądała na bardzo zadowoloną.

P1120260 (Copy)

Ta twoja dziewczyna…

P1120248 (Copy)

Jest piękna! Usłyszałem od jednego ze studentów dzisiaj. Dokładniej to usłyszałem wo kan ni de nvpengyou, ni shi hen piaoliang. Czyli widziałem twoją dziewczynę, jest piękna. A June siedziała sobie z tyłu i nie rzucała się w oczy. No dobrze, starała się nie rzucać w oczy, bo Oni wyczuli że coś jest nie tak gdy taka nowa osoba siedziała sobie spokojnie z tyłu. Parę osób pytało kto to, ale ja się słowem nie odezwałem. Rżnąłem głupa po prostu.
A Oni tylko się oglądali, ale w końcu przestali bo bardziej fascynujące okazały się być telefony komórkowe. Takie społeczeństwo rośnie.

P1120246 (Copy)

Ciągle musi się coś dziać, ciągle musi się coś ruszać, a im więcej i ciekawiej tym lepiej. Tyle że ciekawiej to jest pojęcie mocno subiektywne.
Czerwiec siedziała sobie z tyłu i nawet gdy Becky Ją zaprosiła do przodu to odmówiła. Więc siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy. A Becky tylko nie mogła się nadziwić, że te zajęcia wyglądają tak tragicznie i nikt nie słucha, nikt nie zwraca uwagi i każdy robi co chce. No tak, to moja wina i do tego przyznaję się bez bicia, ale nie mam w sobie tyle siły by walczyć z każdą klasą. Trzeba wiedzieć gdzie odpuścić by nie zwariować.

P1120245 (Copy)

Obiad dzisiaj przygotowała Czerwiec. Bakłażany z mięsem i ostrym sosem pomidorowym a do tego klopsy. W sosie i bez sosu. Do wyboru. Dwie godziny spędziła w kuchni, ale warte to było każdej minuty bo było przepyszne. Złota dziewczyna.

P1120244 (Copy)

George, czyli taki mały podróżnik z krańca prowincji Jilin zaskoczył mnie dzisiaj niesamowicie. Wręczył mi zongzhi, czyli ryżowe pierogi z czymś w środku. Pisałem o tym rok temu bo dostawałem ich wtedy bardzo dużo. Powoli święto smoczych łodzi wyrasta na moje ulubione chińskie święto. Jakieś takie radosne mi się wydaje z powodu tych pierogów. Święto środka jesieni też niby ma ciasteczka, ale jakoś tak klimat nie ten. Może to kwestia tego że ŚSŁ wypada pod koniec roku szkolnego i już z tego powodu jest dla mnie mocno sentymentalne. Może myślę o nich jako o prezentach pożegnalnych? A może przypominam sobie tę Lucy która cały rok chciała ze mną rozmawiać, ale dopiero na dwa miesiące przed końcem roku zaczęła i podarowała mi zongzhi zrobione przez babcię? Może myślami jestem przy tych pierogach, które zostawiłem w zamrażalce w Jiawang? A może rozczula mnie to że coś dostaję? A może wszystko naraz i jeszcze więcej? ŚSŁ to święto rodzinne i tak jak moi studenci wracają do domów na parę dni, tak ja już wkrótce wrócę do Polski do swojego domu.

Decathlon

P1120199 (Copy)

Jest kilka takich miejsc które zawsze i wszędzie wyglądają tak samo. KFC, McDonald’s i inne wielkie korporacje które mają zabijać indywidualność i sprawiać że wszystko wszędzie jest takie samo. No i rzeczywiście można odnieść takie wrażenie będąc w Polsce gdzie te restauracje niczym się od siebie nie różnią, wszędzie jest to samo i wszystko smakuje tak samo.

P1120209 (Copy)

Jednak gdy przeniesiemy się na inny kontynent, lub nawet do innego kraju dostrzeżemy że są pewne różnice. Owszem, dalej będziemy mogli kupić te same, z nazwy, potrawy ale będą one smakować inaczej bo są dostosowane do gustów tubylców. No tylko że wyglądać wszystko będzie dokładnie tak samo.

P1120206 (Copy)

Dla mnie wejście do takiego KFC czy McDonalda to jak podróż w przestrzeni. Owszem, wszędzie są napisy po Chińsku i większości nie rozumiem, ale wystrój pozostaje bez zmian.

P1120216 (Copy)

Innym takim sklepem który sprawia że czuję się jak w domu jest Decathlon. Po części dlatego że w Polsce to mój ulubiony sklep sportowy i mógłbym tutaj wymieniać jego zalety, ale że mi za to nie płacą to nie będę się na to silił, a po części dlatego że wygląda dokładnie tam samo jak w Polsce i nawet ceny są podobne, lub niższe.

P1120224 (Copy)

Czyli naprawdę hao difang (dobre miejsce). Tak mi się tam podoba że zabrałem tam dziś June i kupiliśmy buty. Znaczy buty dla Niej, bo mojego rozmiaru oczywiście nie ma. W sumie to chyba przepłaciliśmy bo mogliśmy kupić na stoisku z ubraniami dla dzieci i byłoby dobrze. Ona ma naprawdę malutkie stopy.

P1120225 (Copy)

Na obiad znowu ma la tang, ale w innej restauracji i Czerwiec wykupiła, specjalnie dla mnie, składniki do przygotowania własnego ma la tang w domu. Teraz mnie jeszcze tylko musi tego nauczyć i będzie super.

P1120229 (Copy)

Po obiedzie przespacerowaliśmy się do parku, który naprawdę fajnie już wygląda. W dodatku dzisiaj pogoda dopisała, dla mnie już trochę za ciepło, ale Czerwiec już nie było zimno, czyli mamy taki mały progres bo do tej pory było Jej tutaj. No tak, skoro ktoś całe życie spędził na terenach gdzie temperatury od kwietnia oscylują w okolicach 25 stopni na plusie to może się tutaj czuć lekko nieswojo.

P1120230 (Copy)

P1120231 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

P1120192 (Copy)

Tak sobie zaplanowałem że przebiegnę dziesięć, no może jedenaście kilometrów. Zrezygnowałem z biegania na bieżni bo to jest strasznie monotonne i przez to psychicznie męczące. Owszem, wykres pokazał że łatwiej mi utrzymać tempo i nie ma żadnych wielkich skoków, zmian czy innych nieprzewidywalnych historii, ale…no właśnie nie ma żadnych wielkich skoków, zmian, oraz innych nieprzewidywalnych historii.
Innymi słowy jest nudno. Takie bieganie jest fajne jak się ma jakiś konkretny cel treningowy, czyli porobić interwały, powalczyć z nudą, dać odpocząć nogom od betonu, ale że ja takiego celu nie mam to mnie to najzwyczajniej w świecie nudzi.

P1120196 (Copy)

Dobiegłem więc do bieżni, ale nawet na nią nie zaglądałem tylko pobiegłem do parku, trochę okrężną drogą bo zahaczyłem o szkołę i rodziców którzy dzieci do szkoły odprowadzali, a potem wbiegłem do parku i pomyliłem się w obliczeniach. 11 wydawało mi się za mało, więc obiegłem park i wyszło ponad 14. Czyli tak odpoczynkowo, tak jak miało być. Zastanawiam się czy iść jutro, czy też nie, ale chyba odpuszczę, bo skoro odpoczywam to odpoczywam.
Patrzę teraz na średnią prędkość i jestem pod wrażeniem. Chciałoby się powiedzieć że tego nie czułem , ale czułem. To nie był miły lekki bieg, ale też nie było tragedii. Fajnie wyszło i jestem z tego zadowolony. Teraz tak myślę że faktycznie nie ma się co wybierać jutro i lepiej odpuścić, odpocząć by potem wrócić z pełną mocy.
Obiad znowu w misce. Za to na kolację wieprzowina smażona na głębokim oleju i ostry sos, ale to już dzieło Czerwiec. Pychota.

P1120197 (Copy)

A zajęcia poszły super, jeszcze tylko jedne w tym miesiącu i początek końca. O ile dzieciaki z gimnazjum mają okres skupienia godny muchy, o tyle dzieciaki ze szkoły podstawowej są super radosne gdy mogą sobie poskakać trochę. A gdy robiliśmy piosenkę z pokazywaniem potrafię skakać, potrafię czytać, potrafię się wspinać, potrafię milion innych rzeczy to uchachane były aż miło. Ja muszę przy Nich wyglądać komicznie, ale kto by się tym przejmował, przecież ja tam jestem dla Nich a skoro moje wygłupy pomagają Im się czegoś nauczyć to tym lepiej.

Niedziela i przegapione #39

P1120182 (Copy)

Chińskie zombie
To taka ciekawostka o której dowiedziałem się od Czerwiec gdy tłumaczyła to jednemu z moich potworków.
Otóż Chińskie zombie skaczą ponieważ są zimne. My gdy chodzimy idziemy lewa, prawa w tempie 1-2, czyli ciepło-zimno. Zombie chcą być ciepłe to skaczą  w tempie 1-1-1- czyli ciepło-ciepło-ciepło.
A dlaczego dawno temu w Chinach były niskie drzwi? Ano właśnie po to by zombiaki nie przechodziły, bo skoro potrafią tylko skakać to nie przejdą. No pasaran.

P1120178 (Copy)

Wszyscy mówią że jestem szalony, ale nikt mnie nie zna
Taką oto myślą zaskoczył mnie dziesięciolatek. Czerwiec wyjaśniła mi że to cytat z wiersza, ale i tak wrażenie zrobił na mnie niesamowite. Żeby coś takiego zapamiętać i potem jeszcze umieć to wykorzystać. Podziwiam, podziwiam i raz jeszcze podziwiam.

P1120177 (Copy)

Niedziela
Dzisiaj, wyjątkowo, nie przygotowywałem niczego w mieszkaniu tylko poszliśmy na obiad do restauracji. Tyle dobrego opowiadano mi o ma la tang czyli ostro ostro ostro, że w końcu zdecydowałem się skosztować. Zadanie jest proste, dostaje się koszyczek w którym umieszcza się wybrane jedzenie, a szef kuchni wrzuca to do wody po czym wyjmuje przy pomocy sitka i umieszcza w misce wypełnionej z góry upatrzonymi przyprawami.
Ostre ostre ostre to to nie jest, ale jest ostre i jest w porządku. Więcej nie można wymagać.

P1120179 (Copy)

A Chris ma psa. Rocznego goldena którego ktoś chciał się pozbyć. Lub, jak Chris przypuszcza, ktoś go ukradł i miał sprzedać, ale kupiec się wycofał i trzeba było coś z psem zrobić. Także przygarnął szkraba, umył, odrobaczył, a teraz się nim będzie opiekować. Jeszcze dzisiaj z Nim do weterynarza jechał bo był zapuszczony niesamowicie. Nie wiem jak można tak psa zapuścić, naprawdę nie wiem.

P1120180 (Copy)

Udało nam się wczoraj znaleźć hotel i to taki w którym przyjmują obcokrajowców i nie podbijają cen z okazji święta, czyli hotel uczciwy. Troszkę droższy od hotelu który się wycofał z przyjęcia nas, ale różnica w cenie była niższa od tego ile byśmy musieli zapłacić by tamci nas przyjęli. A hotel ładniejszy. To naprawdę niesamowite jak taka zwykła ludzka chciwość potrafi się odbić czkawką, przecież Oni przez to pieniądze stracą. Miejscowość do której się udajemy nie jest typową miejscowością turystyczną więc nie można się spodziewać napływu gości. A jednak ktoś uznał że lepiej być sprytnym i sobie dorobić. No cóż, chytry traci dwa razy.