Podróż na południe

Kunming

P1080532 (Copy)

Udało nam się chwilę pospać w pociągu, ale gdy wyszliśmy na ulice Kunming przywitał nas mrok, mnóstwo handlarzy, ciepło, oraz kompletny brak jakichkolwiek fast foodów. Fast foody w Chinach są o tyle istotne że pełnią one funkcje darmowych toalet oraz hoteli na godziny, o ile nie przeszkadza Ci spanie na krzesłach. Nikt Cię z nich nie wyrzuci, nawet jeżeli nic nie kupiłeś. Zresztą tak jest w każdym chińskim sklepie, podobno chińska IKEA to jedyny oddział który pozwala odwiedzającym na spanie na ekspozycjach.

P1080529 (Copy)
Tym razem do hostelu dotarliśmy bez pomocy taksówki. Wystarczył autobus, ale to co rzucało się w oczy w czasie podróży to fakt że to miasto jakoś nie pasuje do pięknej prowincji Yunnan. Jest jakieś takie trochę jak Changchun, szare i brzydkie. Trzymając się za ręce ruszyliśmy szukać śniadania, ale widać było że coraz więcej ludzi jest już myślami przy Święcie Wiosny i coraz więcej sklepów jest zamkniętych. W końcu udało nam się znaleźć małą jadłodajnię w pobliżu hostelu, ale chociaż było w niej bardzo dużo ludzi to jedzenie było takie sobie, a obsługa chyba miała zły dzień, bo June powiedziała że wszyscy byli traktowani bardzo nieuprzejmie.

P1080591 (Copy)

Po chwili na toaletę i zostawieniu rzeczy w hostelu, tym razem w pokoju mieszanym z ośmioma innymi osobami, ruszyliśmy w stronę ogromnego jeziora. Jeziora na południu naprawdę nie zamarzają…

P1080588 (Copy)

Mewy, mewy i jeszcze raz mewy. To chyba największe atrakcje jeziora, bowiem gdzie nie kopnąć ktoś sprzedawał jedzenie dla nich, a ludzie albo robili zdjęcia albo wystawiali ręce i karmili nadlatujące ptaki.

P1080596 (Copy)

June najpierw wystawiała rękę do karmienia, a potem gdy spróbowała zrobić zdjęcie telefon wleciał Jej do jeziora. Chyba na północy zakończyłoby się to lepiej bo tylko lekkim obiciem, a nie kompletnym zanurzeniem po którym narrator był zmuszony chodzić w mokrych butach. Telefon został jednak uratowany.

P1080599 (Copy)

Spacer w pobliżu jeziora był dość krótki i dosłownie jednostronny, bo nie było drugiego wyjścia. Znaczy było, ale z powodu budowy drogi było zamknięte. Także doszliśmy do niego i wróciliśmy z powrotem.

P1080606 (Copy)

Że mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu udaliśmy się do fałszywej wioski mniejszości etnicznych. Jak wiecie, jest ich w Chinach dość sporo, bodajże 56, z czego ponad 20 znajduje się w prowincji Yunnan. Szacuje się że co trzeci mieszkaniec tej prowincji należy do jakiejś mniejszości. Wioska okazała się płatna, więc z niej zrezygnowaliśmy uznając że sami poszukamy prawdziwych wiosek mniejszości etnicznych.

P1080637 (Copy)

Przed powrotem do hostelu udaliśmy się poszukać jedzenia, ale było to zadanie niemalże karkołomne i praktycznie zakończone klęską. To co udało nam się znaleźć nie zadowoliło żadnego z Naszych zmysłów, a już w żadnym wypadku nie nasyciło.

P1080638 (Copy)

Z hostelu wymeldowaliśmy się wcześnie ruszając na poszukiwanie jedzenia. Chłopak z hostelu powiedział jedynie że z powodu Święta Wiosny wszystko praktycznie jest zamknięte i nie polecił nam absolutnie żadnego miejsca. Ludzie na ulicy również mieli problemy ze wskazaniem jakiegokolwiek dobrego miejsca, dopiero Pani niosąca dwie siatki z jedzeniem wskazała nam małą knajpkę która, Jej zdaniem, serwuje dobre żarcie. Nie kłamała i podtrzymało to moją opinię że komu jak komu ale kobietom z jedzeniem w siatkach można ufać jeżeli chodzi o wybór restauracji.

P1080641 (Copy)

Następnie ruszyliśmy w stronę dworca autobusowego by kupić bilety na autobus nocny do Jinghong. Po udanych zakupach kontynuowaliśmy podróż tym razem w poszukiwaniu starego magazynu z rzeczami z drugiej ręki. Szukaliśmy go kilka godzin, ale ponieśliśmy sromotną klęskę, nikt bowiem nie wiedział gdzie on jest. Osobiście w dalszym ciągu uważam że szukaliśmy w złym miejscu, ale nie będę się o to wykłócał, bowiem dodatkowych kilogramów w postaci namiotu i tak nie potrzebowałem.

P1080642 (Copy)

Udało nam się za to znaleźć ulicę z jedzeniem i to jedzeniem całkiem przyzwoitym w postaci frytek, świeżego soku z trzciny cukrowej, oraz tofu na ostro. Następne dwie godziny spędziliśmy siedząc na ławce jedząc i wymyślając historie na temat zauważonych na ulicy ludzi.

P1080656 (Copy)

W drodze powrotnej skorzystaliśmy z toalety w szpitalu gdzie próbował nas szpiegować młody chłopak, ale jak to bywa w takich sytuacjach szpiegował nas z marnym skutkiem, uciekając za każdym razem gdy go zauważyłem.

P1080655 (Copy)

Kolejna toaleta była szczególna dla June bowiem spotkała ludzi ze swojej prowincji, którzy zaprosili nas na kolację, ale że nie mogliśmy zostać to poczęstowali nas przepysznym ciastem domowej roboty. June nie mogła pozbierać się z radości że usłyszała swój dialekt.

P1080653 (Copy)

Po tych kilku godzinach raz jeszcze udaliśmy się na stację autobusową tym razem w zupełnie pustym metrze naziemnym i zmęczeni przeczekaliśmy dwie godziny na dworcu.

P1080648 (Copy)

Po wejściu to autobusu ujrzałem 36 łózek na dwóch poziomach, na szczęście nasze były koło siebie i June mogła spać trzymając mnie za dłoń.

Jinghong

P1080659 (Copy)

O Jinghong nigdy wcześniej nie słyszałem bo niby dlaczego miałbym słyszeć…Yunnan mnie aż tak bardzo nie interesował, jest gdzieś tam w planach na przyszłość, ale z pewnością nie był planowany na teraz.
I teraz tak, nigdy wcześniej nie słyszałem, nigdy wcześniej nie widziałem, dzień wcześniej byłem w mieście po którym musiałem chodzić w polarze, a w Jinghong wychodząc na ulicę nie da się nie zauważyć rosnących na ulicach palm kokosowych. Tak, dobrze przeczytaliście, palm kokosowych na ulicach. I to takich dających owoce. Po czterech miesiącach zimy dotarłem do miasta w którym ludzi nigdy nie widzieli śniegu na żywo.

P1080663 (Copy)

Spanie w Jinghong miało początkowo wyglądać tak:
– Będziemy spać w restauracji, Ty u kelnerów w pokoju wspólnym, może na kanapie, ja u kelnerek w pokoju wspólnym. Jeżeli nam się nie spodoba to możemy się przenieść do pokoju w hotelu który dostaniemy po zniżce.
Podróż z June to ciągła jedna wielka improwizacja. Ciągła i nieustanna. Bo to Chinka, więc plany planami, a rzeczywistość sobie. Czyli uśmiechnięte uosobienie tego kraju.

P1080670 (Copy)

Ostatecznie pierwsze spanie w Jinghong udało nam się załatwić w małym hoteliku, rezerwując dwa pokoje, jeden dla nas, drugi dla znajomej dziewczyny znajomego, która chociaż pracuje w tym kraju pochodzi z Birmy i nie ma ani paszportu ani chińskiego dowodu (czyli wiadomo jak pracuje), która ostatecznie ze swojego pokoju zrezygnowała bo bała się w środku nocy przyjdzie kontrola i Ją wyrzuci.

P1080671 (Copy)

Po zostawieniu tobołów poznaliśmy Rei Rei, czyli dziewczynę znajomego. Rei Rei jeździ na skuterze i stwierdziła że nie mogę siedzieć z tyłu. Cóż, ja postanowiłem skuterem kierować ale dziewczyny uznały że wolą żyć i zostałem wygoniony na tył.

P1080672 (Copy)
RR zabrała nas do restauracji gdzie skosztowaliśmy typowych miejscowych dań i jeszcze za nas zapłaciła, bo jak tłumaczy June jak się w Chinach kogoś odwiedza to On za wszystko płaci, to taka nasza gościnność. Oczywiście June nieśmiało próbowała zapłacić, ale jak Jej często powtarzam z chińczykami nie ma się co kłócić o to kto płaci.

P1080673 (Copy)

Po obiedzie ruszyliśmy na małą przejażdżkę po Jinghong odwiedzając ogromną świątynię buddyjską, oraz sklep z herbatami w którym pracowała znajoma RR.

P1080674 (Copy)
A że była to Wigilia Chińskiego Nowego Roku i odbywała się olbrzymia rodzinna kolacja ruszyliśmy na małe zakupy żywieniowe. Zawieźliśmy to wszystko do rodziny RR, która przyjęła nas jak swoich, dostaliśmy po czerwonej kopercie z pieniędzmi i po chwili ruszyliśmy na podwieczorek na ulicy, z kwaśnym i ostrym jedzeniem.

P1080694 (Copy)

Ostrym w zupełnie inny sposób, czyli trochę się napociłem. W drodze powrotnej najpierw nie umieliśmy złapać taksówki, a gdy już w końcu złapaliśmy wpadła ona w studzienkę kanalizacyjną i nie chciała ruszyć dalej.
Kolejna taksówka i już byliśmy na miejscu. Znowu dostaliśmy po kopercie i już było mi naprawdę głupio, bo nie dość że tych ludzi nie znam to jeszcze dają mi jeść i pieniądze.

P1080702 (Copy)

RR należy do mniejszości etnicznej Dai, więc wigilia Chińskiego Nowego roku w Jej domu zapewne różni się od tych w rodzinach tradycyjnych. Było tam naprawdę sporo ludzi, około trzydziestu, większość siedziała podzielona na trzy stoły, część stała przy czwartym w okolicy telewizora pilnując dzieci.

P1080722 (Copy)

A jedzenie było wyborne. Bardzo różnorodne, kolorowe i przepyszne. Wzniesiono jeden toast, nic więcej, żadnych życzeń, także trochę to dziwne, ale widać taka tradycja.

Szybko się pożegnaliśmy i ruszyliśmy z powrotem do hostelu. Wyszliśmy jeszcze na miasto, usiedliśmy przy fontannie która nie chciała zadziałać i gdy tak wtuleni w siebie patrzyliśmy na jezioro podszedł do nas Azjata, który okazał się Koreańczykiem, i zapytał o drogę do hostelu. Nie wiedzieliśmy jak Mu pomóc, wiec zaproponowaliśmy oddanie pokoju z którego zrezygnowała znajoma RR. Koreańczyk był wniebowzięty. Okazało się że przypłynął z Korei do Qingdao (ZAPAMIĘTAĆ) a potem ruszył w podróż. Z przewodnikiem z listą hosteli sprzed lat pięciu, angielskim takim że June miała problem się z Nim porozumieć, ale mnóstwem zapału i pasji.

P1080752 (Copy)

Najedzeni, bogatsi o de facto drugi fundusz na podróż i wymyci poszliśmy oglądać fajerwerki na dachu hotelu.

P1080757 (Copy)

Dzień następny rozpoczęliśmy od zjedzenia nudli ponad mostem, czyli typowego lokalnego dania. Dostaje się wrzący rosół i po kolei wrzuca do niego najpierw jajka i mięso a potem warzywa by na końcu wrzucić nudle. Wszystko oczywiście robi się samemu.

P1080758 (Copy)

Następnie przyszła pora na poszukiwanie butelki. Butelki która towarzyszyła Juna w czasie dwóch podróży do Tybetu i Nepalu, a która musiała wypaść Jej gdy taksówka wpadła w studzienkę kanalizacyjną. Nie udało się Jej znaleźć więc ruszyliśmy do sklepu.

P1080797 (Copy)

Po pasek dla mnie, bo spodnie ze mnie zaczęły spadać, oraz po butelkę dla Niej, bo jak tu żyć w Chinach bez butelki z wodą.  Obie rzeczy udało się znaleźć. Kwestia tego że butelka była wybrana z braku innej lepszej i chociaż swoją funkcję spełnia to jednak radości nie daje.

P1080795 (Copy)

Problemem w tym dniu miało okazać się spanie. Pierwsze cztery dni chińskiego nowego roku to okres cen absurdalnych. W hostelu którym nocowaliśmy ceny wzrosły pięciokrotnie, trzykrotnie przekraczając nasz dopuszczalny budżet na pokój. Ponownie uratowała nas RR.

P1080760 (Copy)

Najpierw zostawiliśmy rzeczy o Jej dziadków, którzy uraczyli nas powyższym obiadem, a potem ruszyliśmy zwiedzać sami. W czasie tej wędrówki pojawił się plany by zamiast do Birmy (gdzie chcieliśmy jechać od początku ) pojechać do Laosu. A jeżeli nie uda się nam dostać do Laosu to chociaż posiedzieć gdzieś w okolicy szukając jakichś mniejszości etnicznych które by nas przygarnęły na kilka dni.

P1080798 (Copy)

Plan o tyle spontaniczny co błyskawiczny i trochę szalony bo nie byliśmy absolutnie do tego przygotowani. Wróciliśmy do dziadków RR i zaczęliśmy szybko szukać informacji o tym jak dostać się na granicę, ja zacząłem zapisywać listy zwrotów w języku lao, oraz robić listę hosteli w miejscowościach które powinno nam się udać odwiedzić.

P1080808 (Copy)

Gdy już uznaliśmy że jesteśmy przygotowani poszliśmy spać. June na dół, a ja na górę. W rodzinach Dai mężczyźni nie tylko nie śpią w jednym pokoju z kobietami, nie śpią z Nimi nawet w jednym domu. A tradycje trzeba szanować.

P1080767 (Copy)

Mohan

P1080833 (Copy)

Z samego rana pożegnaliśmy się z dziadkiem RR i ruszyliśmy na autobus do miejscowości Mengla wymienianej jako pierwsze miasto po chińskiej stronie granicy. Nieprawda. Pierwszym miastem, czyli miastem w którym znajduje się przejście graniczne jest Mohan.

P1080834 (Copy)

Do Mohan dotarliśmy bez problemu, po drodze kilkoro chińczyków utwierdzało June w przekonaniu że dostanie wizę na granicy, ja o siebie byłem spokojny bo sprawdzałem wcześniej.

P1080846 (Copy)

W końcu dotarliśmy do Mohan i ruszyliśmy na poszukiwanie obiadu. Nikt jednak nie chciał się kłopotać marnymi dwoma duszami skoro przygotowywali obiady na kilkanaście osób. W sumie to nie ma Im się co dziwić.

P1080858 (Copy)

Udało nam się znaleźć knajpkę która posiadała przepyszne nudle do których można było zagryźć limonkę i tak najedzeni ruszyliśmy w stronę granicy. Najpierw w końcu warto się rozeznać co i jak a potem można w ostateczności szukać hotelu.

P1080864 (Copy)

Na granicy okazało się coś czego się nie spodziewaliśmy. June wizy do Laosu na wejściu nie dostanie. Ma dwie opcje, albo wróci do Kunming do ambasady, albo znajdzie kogoś kto mieszka w Laosie i ją ze sobą weźmie.

P1080893 (Copy)

Powrót do Kunming nie wchodzi w rachubę bo to miasto nas oboje odrzuciło, a znalezienie kogoś…właściwie to nie mogliśmy się od tych ktosiów opędzić. Zaporowa okazała się za to cena. 850 RMB, czyli praktycznie wszystko co każde z nas dostało od rodziny RR. Dużo za dużo. Nie tylko hotele windują ceny w okresie Święta Wiosny.

P1080887 (Copy)

Trochę zasmuceni odeszliśmy od granicy i ruszyliśmy w poszukiwaniu hotelu. Ponownie udało nam się znaleźć przyzwoity w niezwykle okazyjnej cenie, którą June jeszcze obniżyła negocjacjami  poprawiając sobie humor, i po zostawieniu rzeczy ruszyliśmy przed siebie w poszukiwaniu przygody. Weszliśmy na jedną górkę i w oddali majaczył nam Laos. Gdybyśmy z niej zeszli przekroczylibyśmy dziką granicę.

P1080914 (Copy)

Las który widzicie na zdjęciach wyglądał niesamowicie, pełen tropik. Palmy, papaje, mangowce…cudowne, cudowne przeżycie.

P1080939 (Copy)

A wracając znaleźliśmy uliczne jedzenie z nudlami na zimno, które było przepyszne.

P1080948 (Copy)

Dzień drugi rozpoczęliśmy późno pomijając śniadanie i ruszyliśmy od razu na kolejną górkę, tym razem z drugiej strony miasta i tym razem oddaliliśmy się od granicy z Laosem, ale las był jeszcze bardziej niesamowity.

P1080960 (Copy)

Szliśmy po takich drużkach że głowa mała, ale widać było że ktoś tam często chodzi. Tak samo jak dnia poprzedniego okazało się ze wejście jest trudniejsze od zejścia, ale widoki to wynagradzają.

P1080990 (Copy)

Nie spodziewałem się że zobaczę takie cuda w Chinach, myślałem że może gdy kiedyś wyjadę do ameryki południowej to je zobaczę, ale jeszcze nie teraz, a tu takie sympatyczne zaskoczenie.

P1080995 (Copy)

I tylko jedna myśl nie przestawała kołatać w mojej głowie ‘kiedy Ona sobie te buty rozwali’. Na szczęście nie rozwaliła i co jeszcze dziwniejsze ani razu się nie przewróciła.

P1090023 (Copy)

Na kolacje udało nam się dostać do restauracji która odrzuciła nas wczoraj, a spróbowaliśmy ponownie bo June słyszała wiele dobrego o pewnym daniu w którym bakłażana nadziewa się mięsem i podaje w sosie pomidorowym.

P1090012 (Copy)

A że June to pomidorowy potwór to wybaczyła restauracji i podeszliśmy po raz drugi. Warto było wybaczyć bo danie było niesamowite, jedno z najpyszniejszych jakie jadłem.

P1090066 (Copy)

P1090065 (Copy)

P1090063 (Copy)

P1090058 (Copy)

Podróż na zachód

Piszę tę notkę siedząc w pociągu w drodze do Szanghaju gdzie odwiedzam znajomego z czasów licealnych, to tylko część historii. Drugiej części powiedziałem do zobaczenia w Zhengzhou. Druga część to June, której macie pełne prawo nie pamiętać bo pojawiła się pół roku tomu na stacji w Luoyang jako Join. Przez kilka najbliższych notek poznacie ją bliżej bo niemożliwe jest rozdzielenie Jej od tego co się wydarzyło. Siedzi teraz we mnie smutek, bo się pożegnaliśmy, radość że się mogę smucić i lekki niepokój bo nie mam numeru do znajomego w Szanghaju, ale nie wydaje mi się żeby to był wielki problem.
Myślę że po tym wstępie możemy zaczynać.

Zhengzhou.

P1080468 (Copy)


Czekałem na wietrznym placu przed dworcem na dziewczynę szpiega. Szpiega, bo obiecała że mnie zaskoczy. Czekałem, czekałem i w końcu poczułem klepnięcie w ramię i tak jak się obracałem tak June kryła się za moimi plecami nie dając się zobaczyć. W końcu jednak wyszła z ukrycia uśmiechnięta i poszliśmy szukać restauracji na lunch. O ile ze znalezieniem nie był problemu o tyle z jedzeniem problem pewien był bowiem ta konkretna restauracja miała mieć w swojej ofercie pewne wyjątkowo ostre nudle, których nie miała co trochę zawiodło moją przewodniczkę.

P1080483 (Copy)


Następnie ruszyliśmy na skwer Erqi (dwóch siódemek), na którym znajdują się dwie czternastopiętrowe wieże. Jest to podobno najbardziej rozpoznawalny turystyczny punkt w Zhengzhou.

P1080475 (Copy)
Po tym wszystkim przyszła kolej na podróż pociągiem do Changsha.

P1080484 (Copy)

W gruncie rzeczy tylko po to by spędzić tam półtorej nocy, skosztować najbardziej znanego czarnego śmierdzącego tofu i ruszyć dalej. Niestety, pomimo wcześniejszych planów, nie ustaliliśmy żadnej wersji odnośnie tego kim jesteśmy i gdy ludzie zadawali pytania w pociągu June odpowiadała prawdę.

P1080488 (Copy)

A mieliśmy kilka o wiele ciekawszych wersji przygotowanych. Na szczęście trafiliśmy na tylko jedną ciekawską parę którą zaciekawiliśmy i której June, jak na współwłaścicielkę sklepu przystało, udało się skutecznie zaprezentować część asortymentu swojego sklepu.

P1080490 (Copy)

Changsha
Changsha przywitała nas nocą i niechętnie, bo niechęć do taksówek na dworcu to cecha łącząca ludzi wszystkich nacji, skorzystaliśmy z pomocy taksówkarza.

Niechęć okazała się być nie tylko bezpodstawna, ale także błędna. Nasz kierowca nie dość że zawiózł nas na miejsce to poświęcił dobrych kilka minut na jego zlokalizowanie i jeszcze zaniżył kwotę z taksometru. W dodatku polecił nam gdzie udać się po najlepsze w mieście śmierdzące tofu oraz polecił skosztowanie innego lokalnego smakołyku.
W hostelu udało nam się dostać pokój, trwało to co prawda trochę czasu, ale przynajmniej mogliśmy się w spokoju i wygodzie wyspać. A różnica w temperaturze między Zhengzhou a Changsha była odczuwalna do tego stopnie, że w Changsha spokojnie można było spać w krótkim rękawku.
Jeszcze o samym hostelu którego znalezienie było niezwykle trudne, Pan Taksówkarz musiał kilka razy dzwonić do rozdzielni i prosić o pomoc bo wydawało się że ktoś wcisnął ten hostel między dwa różne światy i trzeba było prosić o specjalne pozwolenie by się do niego dostać.

P1080502 (Copy)

Rano, a raczej bliżej południa ruszyliśmy na spacer po Changsha. Śniadanie odpuściliśmy, co jest w pełni zrozumiałe gdy się weżmie pod uwagę że June z reguły wstaje dość późno. Ruszyliśmy przed siebie do parku w którym na górce znajdowało się malutkie muzeum poświęcone pamięci ludzi z prowincji Hunan walczących przeciwko Japończykom.
Sam park miejscami sprawiał wrażenie opuszczonego, szczególnie w pobliżu tych opuszczonych i zaniedbanych budynków którymi chyba nikt się nie opiekował od chwili ich postawienia. Wyglądało to trochę jak z filmów grozy, ale oczywiście jak na takie opustoszałe miejsca przystało i w nich znalazło się posłanie i parę ubrań. Zawsze się znajdują w miejscach w których nikt nie mieszka.

P1080506 (Copy)
Do tego rzecz jasna dochodzi olbrzymie jezioro i ogromny most stojący nad nim. Jezioro na południu praktycznie nigdy nie bywają skute lodem. Warto o tym pamiętać gdy przyjeżdża się z mroźnej północy.

P1080508 (Copy)

Pogoda w tym dniu nas nie rozpieszczała, no może nie tyle nas, co mnie, bo wychodząc rano uznałem że sam polar wystarczy. Udało mi się przetrwać poszukiwania śmierdzącego tofu, które wcale nie śmierdzi tak bardzo jak się mówi (durian ma o wiele bardziej intensywny zapach) i jest całkiem smaczne, oraz skosztować miejscowych słodkości które były jak guma do żucia i niezbyt smaczne.

P1080510 (Copy)

W końcu jednak by ocalić moje zdrowie musieliśmy więc wrócić się do hostelu i już chwilę potem ruszyliśmy z powrotem. Kolejny krótki spacer tym razem w stronę dworca by zobaczyć jak to jutro będzie wyglądać i odebrać mój bilet został zwieńczony wizytą w supermarkecie bo trzeba było zaopatrzyć się w zupki błyskawiczne na podróż do Kunming (około 18 godzin).

P1080513 (Copy)

Następnego dnia ruszyliśmy na stację kolejową, ale najpierw zjedliśmy na śniadanie nudle ryżowe w małej knajpce przy hostelu. Cudowne, smakowały jakby były domowej roboty, bo pewnie były. Następnie czekaliśmy na autobus, który nie nadjechał, więc ruszyliśmy na kolejny przystanek przy okazji odwiedzając aptekę bo June nie czuła się najlepiej.

P1080518 (Copy)

Autobus wlókł się niemożliwie i pierwszy raz zauważyłem zmartwienie w Jej oczach. Do tej pory była w nich tylko radość, ale korek sprawił że naprawdę się zmartwiła o to czy nam się uda. Oczywiście się udało, ledwo ledwo bo pociąg już stał i czekał, ale się udało. Po raz kolejny musieliśmy prosić ludzi by się zamienili z Nami miejscami, bo chcieliśmy siedzieć koło siebie. Na szczęście nikt nie robił Nam żadnych problemów.

P1080519 (Copy)

Przez następnych osiemnaście godzin nikt się Nas o nic nie pytał, więc rozmawialiśmy tylko że sobą przygotowując kolejne wersje tego kim jesteśmy w przypadku pytań w innych pociągach. I tak siedząc patrząc w Jej uśmiechnięte brązowe oczy musiałem się w końcu zapytać:
– June, wiesz że jesteś moją dziewczyną?
– Naprawdę?
– Tak.
– Teraz już wiem.

P1080527 (Copy)

Chwilę potem pojawił się Pan Policjant który przypominał wszystkim by pilnowali gdzie mają swoje telefony komórkowe, portfele, oraz dokumenty. A potem zwrócił się do mnie, ale że Go nie zrozumiałem to spytał June czy jest ze mną i po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej powiedział Jej że ma się mną opiekować. Oczywiście pokiwała w spokoju głową, ale gdy mi to przetłumaczyła nie mogła przestać się śmiać, a gwiazdki w Jej oczach świeciły się jeszcze bardziej.