Tianjin #1

P1100886 (Copy)

O Tianjin będę pisał w punktach, bo tak jakoś mi wygodniej. Trochę mi się tego uzbierało prawdę mówiąc, więcej niż się spodziewałem i muszę to jakoś nadgonić, a tak będzie mi najwygodniej.

P1100887 (Copy)

Zimno.
Zimno się nigdy nie zmienia. Jedynie nabiera na mocy. Najgorszą odmianą zimna, jest dla mnie zimny wiatr. Na niego nigdy nie ma rady. Nic Ci nie pomoże, nic Cię nie uchroni. Możesz jedynie zmniejszyć uczucie chłodu, ale nigdy przenigdy go nie pokonasz. Pisałem już o tym parokrotnie przy okazji opisów biegania.

P1100889 (Copy)

Nie pisałem natomiast jak to jest w mieszkaniach z przeciągiem. A lepiej nie jest, jest wręcz gorzej. Na szczęście nigdy nie miałem nieprzyjemności mieszkać w mieszkaniu z przeciągiem. Miałem za to nieprzyjemność jechania w pociągu z przeciągiem. I nawet by mnie to nie wkurzało, ba nawet bym nie zwrócił uwagi gdybym nie próbował zasnąć gdy ciągle mi wiało po nogach.

P1100893 (Copy)

Nawet udało mi się zasnąć ale po kilku godzinach obudził mnie chłód od stóp, bo tylko w stopy było mi zimno i postanowiłem coś z tym zrobić Zamknąłem drzwi między przedziałami czym wzbudziłem sympatię towarzyszy podróży, którzy sami postanowili następnie ruszać się i te drzwi zamykać, przez co było nam ciepło i przyjemnie. Doszło do tego że w pewnym punkcie wystarczyło jedno krzywe spojrzenie na kogoś kto drzwi nie zamknął by zaraz je zamknął.

Stacja kolejowa
W Chinach wyjścia ze stacji są zamykane po tym jak pociąg odjedzie. Nie ma wyjścia, nie ma wyjścia, nie ma chodzenia po peronie.

Metro
Zazwyczaj w metrze stosowane są karty i jest to całkiem fajne rozwiązanie. Tianjin natomiast postanowił się wyróżniać i stosuje plastykowe monety. Rozwiązanie o tyle ciekawe że inne, ale monety mają to do siebie że łatwiej jest zgubić niż większy kawałek plastiku. Są za to chyba bardziej wytrzymałe.

Porcelana

P1100896 (Copy)

Jest w Tianjin taki dom obudowany porcelaną. Na szczycie znajduje się napis CHINA i jest w tym domie pełno dzieł sztuki ze zbitej porcelany. Jedna z atrakcji turystycznych, ale podobno w środku wygląda to jak wąż i sobie darowaliśmy.

P1100899 (Copy)

Targ małżeński
To jest coś o czym słyszałem, ale czego nigdy nie widziałem.

P1100907 (Copy)

Jest sobie taki skwerek na którym stoją ludzie z ogłoszeniami typu: mężczyzna 170, 27 lat, mieszkanie 90m2, szuka kobiety 155-165, 22-26 o stałej pracy. Czyli zwykłe ogłoszenia matrymonialne, tylko że zamiast w gazecie to na żywca.

P1100916 (Copy)

W dodatku czasem chodzą ludzie z takimi karteczkami przypiętymi do ubrań i można sobie podejść i poczytać.
Nas zaczepiła Pani pytając czy mamy znajomą z Rosji lub Ukrainy bo szuka dla syna. Niestety nie mamy.

P1100908 (Copy)

Budynki

P1100913 (Copy)

Jak widać architektura zachwyca. Chińczyków, bo dla nas to w gruncie rzeczy Europa.

P1100917 (Copy)

Czyli popatrzeć można, porobić zdjęcia też, ale zachwycać nie ma się nad czym bo w domu lepsze. Ano lepsze, tyle że tutaj stanowią kompletną inność i przez to są niesamowite na swój własny sposób.

P1100922 (Copy)

Fajnie tak sobie pochodzić między tymi europejskimi budynkami. Trochę jak Szanghaj prawdę mówiąc i bardzo mi się to podobało.

Targ z przekąskami
W Chinach wszystko kręci się wokół jedzenia. A jeżeli nie wszystko to 95% wszystkiego. Jedzenie jest zawsze i wszędzie i nie ma innej opcji. Nie ma jedzenia – nie ma ludzi (o tym wkrótce), to takie proste. Podobnie jak – jest złe jedzenie – nie ma ludzi. Targ z przekąskami w Tianjin znajduje się na głównym deptaku, trochę w bok i jest tam mnóstwo budek które oferują dokładnie to samo: szaszłyki wieprzowe, owoce morza smażone na głębokim oleju, śmierdzące tofu i coś słodkiego. A ludzi tyle że nie można się przepchać.

Nowe stare miasto

P1100929 (Copy)

To w sumie taki standard wszędzie w Chinach by budować nowe stare miasta. Czyli nowe budynki mające wyglądać jak stare. Wychodzi to zawsze z miernym skutkiem, ale ulice takie są wabikiem dla turystów i można tam zawsze znaleźć mnóstwo typowego turystycznego szmelcu, który można kupić w każdej turystycznej miejscowości w Chinach.

P1100933 (Copy)

Jeżeli gdzieś przeczytacie że Qufu słynie z ręcznie robionych pieczątek, to prawda – słynie, ale nie znaczy że nikt takiej nie zrobi w Shenyang na przykład.

Gliniane cuda

P1100948 (Copy)

W nowym starym mieście znajdował się dom z rzeźbami z gliny w cenach absurdalnych. Naprawdę, ale to naprawdę absurdalnych. I chociaż ładne to jednak…tyle kasy…

P1100944 (Copy)

Pies

P1100981 (Copy)

Spoglądał sobie z dachu na ludzi. I nie szczekał.

Nudle na zimno

P1100982 (Copy)
To coś co odkryliśmy dnia pierwszego i zajadaliśmy się przez pozostałe dwa dni. Niby takie proste, ale June stwierdziła że sekret kryje się w sosie. No tak, to łatwo wygląda gdy Pani rzuca chochlę tego, tego i jeszcze tego, ale Ona już wie jak to powinno wyglądać.

Śmierdzące tofu

P1100985 (Copy)

W Changsha nie było zdjęcia, to macie teraz. Smakowało gorzej niż w Changsha, ale tragedii nie było.

P1100976 (Copy)

P1100980 (Copy)

P1100955 (Copy)

P1100972 (Copy)

P1100975 (Copy)

P1100940 (Copy)

P1100928 (Copy)

P1100913 (Copy)

 

Wycieczka

Nadchodzi święto Qinming (i znowu odsyłam – http://rainreborn.pl/2013/04/interwaly-3/) więc postanowiliśmy z June ruszyć się i spotkać gdzieś po środku, czyli w Tianjin. O samym mieście za chwilę. Dzisiaj będzie krótko i bez zdjęć, ale za to z jajem. Także siadajcie bo mam dwie scenki.

Scenka #1

Siedzę  sobie przed ostatnimi zajęciami i zajadam jabłko gdy podchodzi do mnie jakaś dziewczyna i pyta:
– Ni hui shuo zhongwen ma? (czy mówisz po chińsku?)
– Wo ting yi dian dian, danshi wo shou de bu hao. (trochę rozumiem, ale mówię słabo)
– Tian hao la. (bardzo dobrze)
– Are you from Malaysia? (czy jesteś z Malezji?)
– No, I’m from Poland (nie, jestem z Polski)
– Poland?
– Bolan.
– Aaa Bolan.
Półtorej roku w Chinach i już mogę uchodzić za rodowitego mieszkańca Malezji. Nie przytoczę co Bryan powiedział bo było to dość niecenzuralne.

Scenka #2

Mamy przerwę w trakcie zajęć i podchodzę pogadać z uczniami.
– Smutno mi.
– Dlaczego?
– Bo nie mam chłopaka.
– Haha…
– Phi…bo nie ma mi kto kupować pysznego jedzenia.
Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem. To takie chińskie, kwintesencja tego kraju w którym wszystko kręci się wokół jedzenia i wszystko można załatwić. Jedzenie moi drodzy, o to o co w tym kraju chodzi, ale nie takie jakieś byle jakie jedzenie – pyszne jedzenie!

Tianjin

Tianjin,天津, to metropolia w północnych Chinach, obecnie jedno z pięciu najważniejszych miast w Chinach. Jest jednym z czterech zarządzanych bezpośrednio miast w Chinach. Znajduje się w pobliżu zatoki Bohai.

Jest to czwarte największe miasto w Chinach, za Szanghajem, Pekinem i Guangzhou. Tianjin jest podzielone na dwie części: miejską usytuowaną wzdłuż rzeki Hai, która łączy rzeki Jangcy i Żółtą, oraz Binhai, będącą nowym terenem miejskim znajdującym się w pobliżu morza Bohai.

Historia

Nie ma pewności co do pochodzenia nazwy miasta, wiadomo natomiast że oznacza ono dosłownie miejsce promu dla cesarza.

Dynastia Qing

W czasie panowania dynastii Qing (1644-1911) Tianjin zostało wyniesione do rangi prefektury, a następnie wyższego okręgu administracyjnego. Z czasem został nazwany Fu, czyli prefekturą miejską.

Port traktatowy

W 1856 chińscy żołnierze przejęli kontrolę nad statkiem z Hong Kongu pływającym pod banderą brytyjską, który był podejrzewany o przemyt i handel opium. Natychmiastowa reakcja Wielkiej Brytanii zaowocowała wysłaniem statków i zdobyciem fortów Taku w pobliżu Tianjin w maju 1858. W czerwcu tego samego roku po zakończeniu drugiej wojny opiumowej Wielka Brytania i Francja wymogła na Chinach otwarcie Tianjin. Z czasem powstały w tym mieście koncesje: Brytyjskie, Francuskie, Austro-Węgierskie, Włoskie, oraz Belgijskie.

Druga wojna sino-japońska

30 lipca 1937 roku Tianjin przeszedł w ręce Japonii, jednak nie była to całkowita okupacja gdyż Japończycy aż do 1941 respektowali zagraniczne koncesje. W 1941 Japończycy uzyskali władzę nad wszystkimi koncesjami oprócz Włoskich i Francuskich, które pozostały, w większości, nienaruszone.

To nie był dobry dzień

P1100819 (Copy)

Do tego stopnia że nie chce mi się o tym pisać.
Napiszę jednak bo muszę to z siebie wyrzucić.
Frustracja.

P1100821 (Copy)

Tak, to dobre słowo. Gdy na zajęcia przychodzi pięć osób, potem robi się jedenaście, ale nikt nie uważa, nikt się nie przejmuje. Nikt nie potrafi utworzyć pytania mając podany wzór, a może nie tyle nikt nie potrafi, co nikt nie chce. Wychodzą z założenia że zadawanie pytań w sklepie nie ma żadnego znaczenia i jest niepotrzebne.

P1100827 (Copy)

A Ty tam stoisz i się produkujesz. Robisz człowieku tę stronę internetową z dodatkowymi materiałami, szukasz ciekawych tematów, a tym się i tak nikt nie przejmuje.

P1100829 (Copy)

Chloe gra w gry na komórce, słów nie tłumaczy, tyle dobrego że jak jest za głośno to coś mruknie. Zmieniło się to Jej podejście diametralnie i nie wiem czy to Ona wywiera większy wpływ na uczniów czy uczniowie na nią.

P1100832 (Copy)

I ja rozumiem że deszcz, ale…jak dzisiaj wszedłem do tej klasy i widziałem te Ich miny to mi się już też ode chciało. Spokojnie zrobiłem co miałem zrobić, ale już czułem że to nie będzie dobry dzień, już czułem że gdzieś tam czegoś mi dzisiaj brakuje i coś pójdzie nie tak.
Drugie zajęcia to masakra na poziomie pierwszych. Sala pełna, ale trójka uczniów uważa, reszta nie ogarnia zupełnie. A to przecież moja najlepsza klasa…

P1100834 (Copy)

Tyle że po zajęciach przyszedł do mnie jeden ze studentów i mówi:
– Jakiś taki niewesoły na zajęciach byłeś.
– No bo nie uważacie, gracie, gadacie.
– No…dla mnie mówisz trochę za szybko, ale to moja wina.
– Mogę mówić wolniej przecież.
– Nie, to moja wina. W Chinach uczymy się tylko od egzaminu do egzaminu, sam wiesz. Nie martw się, to nie Twoja wina.
Tak, wiem…i trochę mi humor poprawił, ale…

P1100835 (Copy)

Zajęcia trzecie to był już pogrom totalny. Znowu trzy osoby robiły cokolwiek związanego z lekcją, reszta w coś tam sobie grała, a ja już nie miałem nawet siły by Im zwracać uwagę. I nie wiem czy to ta pogoda, czy jakiś dziwny brak kalorii (bo czuję się fizycznie zmęczony tak jak się czułem gdy zrzucałem masę dawno temu), czy może niewyspanie, a może jeszcze coś innego, ale w trakcie zajęć zasnąłem.
– Teacher, teacher, teacher…
Obudziło mnie, ale chyba nikt nie zauważył.
Już w poprzednią środę byłem zmęczony, ale nie do tego stopnia. W jeszcze poprzednią też, ale dzisiaj…
Drugi raz przysnąłem na zajęciach popołudniu, to już prawdziwa masakra. Taki wypluty nie byłem już dawno…

P1100837 (Copy)

Może właśnie z powodu tego wyplucia widzę to w takich ciemnych barwach, ale fakty są niezaprzeczalne – większość studentów ma w nosie to co robię na zajęciach. Całkowicie, całkowicie w nosie. Fajnie powiedzieć że mnie to nie rusza, ale rusza mnie to bardzo, bo ja się do tych zajęć przygotowuję, robię plany, mam jakieś przemyślenia i swoje ambicje, a tak…przecież ja chciałem zrealizować z 8 tematów w tym semestrze, a zrobię z 4-5 jak dobrze pójdzie.

P1100838 (Copy)

No dobrze, żeby nie kończyć negatywnie – pozytywny obrazek.
Wracając z zajęć zauważyłem ogromny korek i autobus linii 240, który podrzuca mnie pod dobry przystanek. Autobus tej linii jednak nie zatrzymuje się na żadnym przystanku po drodze między szkołą a przystankiem na który normalni idę, tylko przez tę ulicę przejeżdża. Czasem do takiego autubusu podchodzę i kierowca otwiera drzwi, a czasem macha głową na boki i nie otwiera. Dzisiaj otworzył i dostałem się szybciej do mieszkania.

P1100841 (Copy)

Ach, zapomniałbym – June mnie wczoraj uświadomiła że www.pandora.com nie działa nigdzie poza USA, Australią i Nową Zelandią. Także przepraszam bardzo wszystkich niekorzystających z VPN. Musicie poczekać aż te niezwykle istotne umowy o dziele autorskim zostaną uregulowane.

W gorącej wodzie kąpany

P1100621 (Copy)

Miałem taki plan na dzisiaj żeby udać się do sklepu i spróbować wymienić słuchawki. Oczywiście najpierw standardowa siłownia, która już nawet rano jest pełna ludzi co robi się trochę irytując, ale skoro zapłaciłem to wytrwam, nie odpuszczę, szkoda żeby tyle kasy się zmarnowało.

P1100623 (Copy)

Nie będę już nawet o tym pisał bo znowu musiałbym powtórzyć większość tego co napisałem wczoraj, a tego robić nie chcę. W każdym razie postanowiłem pojechać do sklepu.

P1100626 (Copy)

Jak postanowiłem tak uczyniłem i zaraz po wejściu do sklepu zadzwoniłem do June, która bite dziesięć minut rozmawiała ze sprzedawcą, który odesłał Ją z kwitkiem, bo:
– nie mają już tych słuchawek na stanie więc nie wymienią
– pieniędzy nie oddadzą bo produkt ma ponad 3 miesiące
– naprawić nie naprawią bo produkt ma ponad 3 miesiące
Mogą mi za to podać adres firmy która je naprawi, ale sam muszę za to zapłacić.
Ślicznie za to podziękowałem i wyrzuciłem słuchawki łącznie z paragonem do kosza. Trzy miesiące wydały mi się dość krótkim okresem, ale nie wiem jak to w Chinach działa i może faktycznie jest tylko trzy miesiące.

P1100628 (Copy)

W Polsce jest rok i z reguły w naszych supermarketach elektronicznych nie ma problemu czy to z wymianą czy oddaniem pieniędzy. Testowane wielokrotnie.
Poszedłem do drugiego sklepu tej sieci, mieszczącego się dokładnie po drugiej stronie ulicy i sprzedającego dokładnie te same rzeczy (ja też tego nie rozumiem) i poszedłem szukać innych znalazłem.

P1100631 (Copy)

Takich samych oczywiście nie znalazłem, podobnych też nie…jedyne jakie by mi pasowały by za drogie więc gdy już wychodziłem zadzwoniła June:
– Zadzwoniłam do biura tego sklepu i to oni powinni zapłacić za naprawę przez rok od zakupu.
Nie znalazłem ani słuchawek, ani paragonu. No dobrze, słuchawki jeszcze znalazłem u Pana zbierającego śmieci, ale paragonu już nie, a grzebać nie chciałem. Machnąłem na to ręką.

P1100634 (Copy)

Wróciłem do mieszkania, doładowałem konto alipay i zamówiłem przez internet. Tym razem małe do założenia za uszy, takie jakie chciałem od początku. Przyzwyczaiłem się do tych dużych, ale przyznać muszę że nie są super wygodne, a prawdę mówiąc trochę uciążliwe w środkach komunikacji.

P1100635 (Copy)

Przy bieganiu nawet ich nie czuć tak bardzo jak myślałem, ale było nie było ciężkich interwałów w nich nie robiłem wiec nie wiem jak to by wtedy wyglądało. Zwłaszcza że gdy przychodzi zmęczenie to każdy zbędny gram jest irytujący. June zgodziła się zostać wykorzystana do rozmowy z kurierem by ten zostawił paczkę w sklepie z owocami, tam gdzie poprzednio. Jak to powiedziała:
– Jestem Twoją jedyną rodziną w Chinach, więc nikt inny Ci nie pomoże.

Szczegóły

P1100484 (Copy)

Wczoraj to tak napisałem szybko bo było już późno, ale w sumie to z tą pracą to ciekawie, zwłaszcza gdy przypominam sobie jak to szło rok temu. Rok temu było ciężko, kilka rozmów i tylko jedna konkretna propozycja. W tym roku jedna rozmowa i od razu kontrakt.

P1100486 (Copy)

Od początku.

P1100490 (Copy)

Szukałem pracy w mieście Xinzheng, bo tam mieszka i pracuje June, najbliżej Jej znajduje się amerykański college SIAS, ale ich warunki finansowe są po prostu śmieszne i nie wiem jak oni znajdują kogokolwiek do pracy, także Ich skreśliłem od razu. Drugi college w tym mieście to Shengda, do którego wysłałem zapytanie w lutym.

P1100491 (Copy)

Wtedy jednak nikt mi nie odpowiedział. Trochę mnie to zabolało, bo nie ma nic gorszego od braku odpowiedzi. Nikt z nas nie chce być ignorowany. W niedzielę, przy pomocy June, wysyłałem maile do kolejnych college’ów, ale tym razem już w Zhengzhou, czyli ciągle blisko ale już nie tak blisko.

P1100493 (Copy)

Wysyłałem także do innych firm, które się ogłaszały i wtedy dotarło do mnie że jedna ze szkół w Zhengzhou odrzuciła mnie rok temu. I bardzo się ucieszyłem gdy dowiedziałem się co to za szkoła. Niby jedna z najlepszych sieciówek, ale 40 godzin w szkole niezależnie od tego czy masz zajęcia czy nie, to nie moja para kaloszy.

P1100496 (Copy)

Pani z college’u Shengda odpowiedziała w poniedziałek, wymieniliśmy kilka maili, porozmawialiśmy na skypie i chwilę potem pojawiło się pytanie czy we wtorek o 10 mogę z Nią porozmawiać. Oczywiście że mogę.
Następne dwie godziny przygotowywałem plik z pytaniami o asystentki, poziom uczniów, zaangażowanie uczniów, materiały, metody nauczania i ogólnie o życie w college’u.

P1100498 (Copy)

We wtorek porozmawialiśmy niecałe dwadzieścia minut, zdążyłem zapytać się o prawie wszystko, bo reszta została wyjaśniona i już w środę o 949 dostałem informację że szefostwo zaakceptowało moje warunki finansowe, a ‘to jest kontrakt do wglądu i jak wszystko w nim pasuje to podeślę Ci wersję formalną’.

P1100501 (Copy)

Gdzieś tam po drodze padło pytanie ‘czy możemy się skontaktować z Twoimi referencjami?’. Oczywiście, przecież zdążę Ich uprzedzić. Nie…nie zdążyłem, ale na szczęście Pani Jin, czyli moja przesympatyczna pomocniczka z poprzedniego tygodnia powiedziała o mnie mnóstwo, ale to mnóstwo dobrych rzeczy.

P1100504 (Copy)

I tak oto moi mili znalazłem pracę w Xinzheng. Czyli nowym Zhengzhou. Dosłownie Nowe Zheng. Poszło szybko, sprawnie i bez problemu, teraz tylko mam nadzieję że mój obecny szef problemów robić nie będzie i odda wszystkie dokumenty. Jak nie odda, czekają mnie dwa loty do Polski, czyli też będzie wesoło :-)

P1100505 (Copy)

A dzisiaj był dzień paczkowy. Najpierw jedna, pełna słodyczy i kawy z Polski, za co bardzo, ale to bardzo dziękuję. Będzie czym się dzielić na Wielkanoc.
Druga rzecz…to prezent od Becky, która przywiozła mi z Sanya na dalekiej północy pół kilo cukierków o smaku…Duriana. Hahahaha

P1100506 (Copy)

Z rana poszedłem biegać, ale wyszedłem trochę za późno i biegło mi się tak trochę średnio przez ten wszechobecny śnieg, który już wieczorem zniknął prawie zupełnie, ale dwanaście kilometrów zrobiłem. Czyli taki odpowiedni dystans na te czwartki, myślę że w takie dwanaście będę mierzył co tydzień. Nie ma w końcu ani co się zabijać, ani co szarżować, zwłaszcza że jest kilka godzin w tym dniu do przepracowania.

Praca

P1100462 (Copy)

Środy są długie, pisałem o tym już nie raz. Nie jest to ani dobre, ani złe, ale męczące na pewno. Dzisiaj na zajęciach w malej szkole zasypiałem, oczy mi się zamykały i chciałem odpłynąć…Udało się to powstrzymać i nie zasnąłem. To byłby już szczyt, zasnąć na własnych zajęciach…Zwalę to ładnie na ten brak apetytu i chwilowe niedożywienie.

P1100463 (Copy)

Pewnie gdy jutro pójdę biegać z rana to będę umierać i albo przetruchtam jakieś śmieszne dla mnie kilometry, albo będę się wlókł. Niezależnie jednak co się stanie to będzie dobrze, bo w końcu wyjdę biegać rano. Czekałem, czekałem i w końcu się doczekałem tego dnia, mam tylko nadzieję że pamiętam jeszcze jak to jest biegać rano. Co prawda zapowiadają na jutro śnieg z deszczem, ale…to dobrze, lepiej zacząć od właśnie takich warunków niż od czegoś mega przyjemnego i nie mieć problemów z początku by potem sobie nie sprostać z jakąś błahostką.

P1100465 (Copy)

To tyle z takich pracowniczo-biegowych spraw z dzisiaj. Jest także pewna informacja, dość ważna w sumie…
Od września będę zatrudniony w Shengda College w Xinzheng, czyli tej samej miejscowości co June, co prawda będzie to ciągle około 20 kilometrów, ale…20 to nie 2000. Warunki życiowe takie same, łącznie z ogrzewaniem w mieszkaniu.

P1100469 (Copy)

Pewnie to mieszkanie będzie lepsze, ale o to nie będzie trudno. Niczym się przejmować nie muszę, zajęć będę mieć tyle ile teraz w kolegium, czyli żenująco mało, ale pieniądze będą dokładnie takie same plus płatne wakacje i możliwe bonusy. Tak, płatne wakacje. Nie napalam się na to jakoś bo wiem, że to może tylko tak ładnie wyglądać na papierku, a w rzeczywistości będzie inaczej. Podoba mi się za to kontrakt i mega, ale to mega podoba mi się w nim kilka ostatnich zdań:

P1100471 (Copy)

Zabrania się zbytniego bratania się ze studentami:
– nadmiernego zażyłego kontaktu fizycznego

P1100474 (Copy)

– częstych kontaktów indywidualnych, zwłaszcza jeden na jeden

P1100475 (Copy)

– przebywania wyłącznie ze studentami przeciwnej płci

P1100478 (Copy)

– wymaganie od studentów przebywania w mieszkaniu nauczyciela w celach akademickich

P1100483 (Copy)

– nadmierne prośby osobiste kierowane w stronę studentów

I ja sobie tylko mogę wyobrazić co tam się działo że coś takiego wprowadzili. Powiem uczciwie, wiem że z tym trzecim punktem będzie problem, po prostu wiem to…mam nadzieję że teraz go trochę wyolbrzymiam i spojrzą na mnie z przymrużeniem oka bo pewnie większą część kampusu będą stanowić dziewczyny, ale taka pewna obawa jednak się zrodziła.

Od tyłu…

P1100445 (Copy)

To był…no może zacznę od końca dzisiaj.
Kolacji nie byłem w stanie zjeść, bo tofu mi właśnie obrzydło. Do cna. Nie mogę na nie nawet patrzeć i tak jak wczoraj zbierało mi się na wymioty na myśl o szpinaku (którego mam chyba z pół kilo w lodówce), tak dzisiaj mam odruch wymiotny gdy myślę o smażonym na głębokim oleju tofu. Jutro czeka mnie naprawdę pożywne śniadanie bo inaczej całego dnia nie pociągnę.
W Polsce to mi się nie zdarzało, ale w Chinach, mimo różnorodnej diety, zdarzyło mi się kilka razy że ciało odmawiało przyjmowania pewnych potraw, lub potraw w ogóle. Przez lata nauczyłem się słuchać swojego ciała, ale wiem że skutki nie jedzenia są nienajlepsze, zwłaszcza gdy chce się biegać.
Przed kolacją miałem krótką rozmowę z pewnym Amerykaninem zajmującym się rekrutowaniem nauczycieli do szkół w okolicach Zhengzhou (miasta które nas bardzo interesuje bo znajduje się 40 minut od Xinzheng gdzie mieszka June) i wszystko wygląda w porządku. Jeszcze o parę rzeczy muszę dopytać, bo nie mogę tak wszystkiego od razu akceptować. W końcu teraz, mając kilka lat doświadczenia, wiem na co patrzeć w kontrakcie. Zwłaszcza teraz…
Obiad był niesamowity i naprawdę smaczny, różne rodzaje papryki i wołowina. No pycha.
Przed obiadem udało mi się odebrać z biura ksero mojego certyfikatu eksperta. Chciałem odebrać cały, ale ksero też jest dobre.
Siłownia w południe jest dość luźna, to ciekawe wrażenie minąć w korytarzu wychodzących Panów którzy zawsze wchodzą ze mną. Krótka wymiana uprzejmości i można trenować.
Czas na rozmowę z Panią z kolegium w Xinzheng, czyli naprawdę, ale to naprawdę celem numer jeden w czasie tegorocznego polowania na pracę. Prawdę mówiąc zostałem wzięty z zaskoczenia bo rozmawialiśmy wczoraj i dzisiaj już rozmowa na żywo. Poprosiła jeszcze o certyfikat eksperta, po który musiałem dzwonić do szefowej (uznałem, że szef mój ma istotniejsze sprawy na głowie niż takie pierdoły) i powiedziała że przekaże CV jeszcze wyżej. Mam tylko nadzieję że dadzą odpowiedź w miarę szybko bo takie wyczekiwanie jest najgorsze.
A jeszcze przed tą rozmową udało mi się wyskoczyć do sklepu na zakupy i zaopatrzyłem się w świeże owoce i warzywa. W dodatku praktycznie bez kolejki, to chyba pierwszy raz gdy kolejka w tym sklepie była tak krótka.

Chiński kącik kulturowy – guanxi

Guanxi to jedno z zachowań społecznych będących centralnym punktem w chińskim społeczeństwie. Ciężko jest znaleźć  jedno tłumaczenie tego słowa, jest to coś pomiędzy kontaktami a związkami. Ale też coś więcej.

Blisko powiązane z guanxi są ganqing czyli miara tego w jak bliskiej relacji się z kimś znajdujemy, renqing czyli moralny obowiązek utrzymania kontaktu z kimś, oraz mianzi, czyli twarz o której już było, a która oznacza status społeczny, prestiż, a także coś więcej

Ale o co chodzi?

Najprościej mówiąc guanxi to osobisty związek pomiędzy dwoma osobami prowadzący do tego że ktoś nakłoni kogoś do wykonania przysługi, lub bycia nakłonionym. Osoby te nie muszą mieć tego samego statusu społecznego. Guanxi stosuje się także by opisać sieć znajomych, którą można poruszyć gdy trzeba coś zrobić. Jest to także stan zrozumienia pomiędzy dwoma osobami: ‘on/a wie co chcę/potrzebuje i weźmie to pod uwagę decydując się na swój kolejny ruch i nie muszę jemu/jej o moim istnieniu przypominać.’

Guanxi określa także profity uzyskane z sieci społecznej i zazwyczaj wykracza poza rodzinę, znajomych ze szkoły, czy współpracowników. Chińskim zwyczajem jest utrzymywanie guanxi. Pozostawanie w kontakcie nie jest niezbędne do bycia wewnątrz sieci, są nią natomiast przysługi, zarówno ich dawanie, jak i oddawanie. Im o więcej prosimy, tym więcej jesteśmy winni.

Zazwyczaj nie określa się w ten sposób związku w rodzinie, chociaż można go użyć do określenia relacji z dalszą rodziną. Nie określa także dobrze opisanych norm społecznych typu pracodawca-pracownik, czy nauczyciel-uczeń.

W Azji wschodniej granice pomiędzy biznesem a życiem społecznym są bardzo cienkie, dlatego też ludzie w znacznym stopniu polegają na bliskich relacjach z rodziną i przyjaciółmi. Może prowadzić to do nepotyzmu.

Paczka

P1100375 (Copy)

Będąc w Jiawang, pisałem wielokrotnie o moim uczuciu do smażonego na głębokim oleju bobu. Do tego stopnia że na pewno pamiętacie jak przeżywałem gdy mój bób najpierw zaczął być sprzedawany w paczkach, a potem w innym dziale na wagę co sprawiło że z niego zrezygnowałem. Bardziej z musu niż z chęci. Czasem tak w życiu jest, że to ono decyduje za nas, a nie my za nie. I też jest dobrze, bo nie ma się co z tym spierać, trzeba to zaakceptować i iść do przodu.

P1100376 (Copy)

W Changchun bób znalazłem w jednym miejscu. W dodatku czasem go nie było, dlatego też zdecydowałem że używać go będę rzadko, bo zużyję, potem nie będzie i co ja zrobię? Lepiej więc sobie dozować, niż doprowadzić do kompletnego zużycia i braku. Brak to zawsze problem. Można biegać mniej, ale nie biegać wcale to problem. O swoim uczuciu oczywiście opowiedziałem June, bo to istotne żeby rozumiała dlaczego zawsze się uśmiecham na widok smażonego bobu. Dla Niej, dziewczyny z południa, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ot bób, smaczny i tyle. Dla mnie to bób smażony…jedzenie którego w Polsce nikt nie wymyślił i którego nikt nie sprzedaje i którego nie udało mi się uzyskać, mimo kilku prób. Przekąska i dodatek, ale może także służyć jako główne danie. Bób.

P1100378 (Copy)

I tak od kilku dni June opowiadała mi o tym że już wkrótce spadnie mi na głowę deszcz bobu i mam tylko buzię otworzyć, ale i nie jeść za dużo bo będzie mnie brzuch bolał. Skłamałbym mówiąc że czegoś nie podejrzewałem w momencie gdy powiedziała:
– To jak zadzwoni kurier to nie będziesz wiedzieć co powiedzieć?
– No nie, ostatnio to zupełnym przypadkiem się zgadaliśmy.
Wywołało to lekki smutek, ale gdy w końcu ktoś zadzwonił…
– A dzwonił ktoś do Ciebie?
– Tak.
– I co?
– No nie wiem, po chińsku mówił.
– Daj mi numer.
(pięć minut później)
– Zostawi paczkę w sklepie z owocami popołudniu.

P1100380 (Copy)

Zostawił. Nie wiedziałem tylko który sklep z owocami, więc obszedłem kilka, a dnia następnego z rana poszedłem do tego w którym byłem najczęściej i znalazła się moja paczka. Paczka, w której był, jak się możecie domyślić smażony bób.
– Tylko proszę, nie zjedz wszystkiego od razu.
Także teraz mam bobu pod dostatkiem.

P1100388 (Copy)

I druga historia z dzisiaj, a raczej scenka.
Ostatnie zajęcia w piątek to nie jest moja specjalność, na szczęście w tym semestrze trafiła mi się pracowita klasa, więc nie będzie problemów zbytnich. Jednakże część klasy taka pracowita nie jest, tyczy się to zwłaszcza dziewczyn. Niektóre są zanadto wesołe. Zwłaszcza taka jedna, która całe zajęcia mówi do mnie:
– Beautiful man (piękny mężczyzna)

P1100383 (Copy)

Cała klasa się śmieje, Pani Jin też się śmieje. Ja się staram nie złościć. Częściowo dlatego że mi rozprasza klasę, częściowo dlatego że ja nie jestem beautiful. W końcu po którymś razie, nie wytrzymałem, zatrzymuję się i mówię:
– Nie jestem beatiful, jestem handsome (przystojny).
– Hand-some?
Od tamtej pory dziewczyna już nie mówiła beautiful a tylko handsome. Cała klasa dalej w śmiech, ale teraz to już nawet ja się uśmiechałem bo udało się. Nawet jeżeli to będzie jedyna rzecz której się nauczyła dzisiaj to nauczyła się czegoś i to jest dla mnie najważniejsze.

P1100385 (Copy)

Podróż na wschód

 

P1090312 (Copy)

Trzydzieści jeden godzin w pociągu to już nie przelewki, zwłaszcza na twardym siedzeniu. Na szczęście do pomocy mieliśmy przekąski z Laosu, oraz zupki instant z Tajlandii.

P1090331 (Copy)
RADA!
Nie jedźcie nie testowanego wcześniej jedzenia w pociągu.  Wkrótce wyjaśni się dlaczego.

P1090320 (Copy)

Te trzydzieści jeden godzin minęło nam na rozmowach, kolejnych grach, nauce języków oraz podziwianiu widoków bowiem jechaliśmy przez dwie niesamowicie piękne prowincje – Yunnan i Guizhou. Obie będziemy musieli odwiedzić, ale mam wrażenie że niezależnie od tego jak wiele czasu się tam spędzi to i tak będzie jeszcze coś do zobaczenia.

P1090335 (Copy)

Zhengzhou

P1090336 (Copy)

Parę godzin przed świtem dotarliśmy do Zhengzhou. Za wcześnie by złapać autobus do Xinzheng gdzie mieszka i pracuje June. Można oczywiście czekać na autobus do lotniska, lub szukać busa do stacji południowej skąd autobusy do Xinzheng odjeżdżają dość regularnie.

P1090337 (Copy)
June poszła pytać ludzi, ale niektórzy krzyczeli absurdalne ceny za przejazd normalnie kosztujący 10 RMB.

P1090341 (Copy)

I właśnie od jednego z tych ludzi usłyszała coś co jeszcze nie raz w życiu usłyszy i czego nie raz mi nie przetłumaczy, ale co doskonale rozumiem. Wszystko dlatego że jestem biały, a Ona jest Chinką a to będzie się zawsze rzucać w oczy i niektórych będzie kłuć.

P1090345 (Copy)
Może zakrywać się kamienną twarzą, ale gdy na chwilę z Jej twarzy znika uśmiech to wiadomo że coś jest nie tak, a gdy po wskazaniu drogi starszemu mężczyźnie powiedziała że teraz czuje się lepiej to już w ogóle nie mam wątpliwości że Ją to trochę zabolało.

P1090346 (Copy)

Chińczyków określilibyśmy mianem wścibskich, bowiem pytają o wszystko niezależnie od tego jak długo się znacie. Skąd jesteś, ile masz lat, jak dużą masz rodzinę, co robisz, ile zarabiasz, czy masz żonę i to wszystko zaraz po dzień dobry.

P1090404 (Copy)

Taki naród. Przekonuję się o tym każdego dnia, ale że mój chiński jest taki se to z reguły się uśmiecham i wzruszam ramionami. June takiego komfortu nie ma i musi odpowiadać. Czasem trochę nagina prawdę, bo sama uważa że nie ma potrzeby udzielania prawdziwych odpowiedzi ludziom których się nie zna.

P1090408 (Copy)

Tak właśnie było z Panią bileterką w autobusie która chciała wiedzieć wszystko łącznie z tym żebym powiedział coś po polsku. June mnie na szczęście od takich rzeczy broni.

Xinzheng

P1090474 (Copy)

June jest od listopada współwłaścicielką sklepu z rzeczami z Nepalu, Tybetu, Indii, a teraz jeszcze z Tajlandii i Laosu. Buty, ubrania, poduszki, kadzidełka, biżuteria, torebki, portfele, czyli mnóstw rzeczy. Sklep duży nie jest, znajduje się w małej miejscowości i jak na razie nawet na siebie nie zarabia, ale zapału dziewczynom nie można odmówić. Może z czasem będzie z tego coś dobrego.  Na razie wyglądało to tak, że przez trzy dni sprzedała 3 bransoletki, parę butów, torbę, naszyjnik i dwa kadzidełka, a część sprzedała po kosztach bo to znajomi. Serce to ma dobre, ale bizneswoman to z niej kiepska.

P1090334 (Copy)

Pierwszego dnia w Xinzheng wziąłem dwie ostatnie tabletki stoperanu, które były ze mną od początku mojego pobytu w Chinach, czyli od września 2012 roku. Trząsłem się z zimna dzień cały. Drugiego dnia było już trochę lepiej, ale trzeciego było jeszcze gorzej, nic się we mnie nie mogło utrzymać a ja się trząsłem jak nigdy.

P1090608 (Copy)

Nie było mi tak zimno w Changchun przy -25. Czwartego mój organizm w końcu się poskładał do kupy i dotarło do mnie. Nigdy nie jedz nie testowanych rzeczy w pociągu. Nigdy. A stoperan to zło. ZŁO.

P1090476 (Copy)

Przez te cztery dni sprzątaliśmy, robiliśmy zdjęcia, June gotowała, ja trochę gotowałem, żyliśmy w gruncie rzeczy całkiem normalnie. Całkiem, całkiem normalnie. Gdy się trząsłem z zimna gotowała mi wody z imbirem żebym przynajmniej stopy umył.

P1090598 (Copy)

Gdy gotowała ja zmywałem naczynia i myłem maszynę do gotowania ryżu w której przygotowywała najpyszniejszą owsiankę jaką w życiu jadłem. Praktycznie codziennie jedliśmy coś innego, bo pomysłów i wiedzy na temat gotowania June nie brakuje.

P1090505 (Copy)

Teraz pora kończyć, do Szanghaju mam już tylko dziewięć godzin, czyli piszę te notki od godzin pięciu. To jeszcze nie koniec mojej podróży. Czeka mnie jeszcze dwadzieścia kilka godzin w przedziale sypialnym do Changchun, ale to tylko podróż fizyczna. Ta druga podróż będzie trwać dalej.

P1090545 (Copy)

Szanghaj

P1090622 (Copy)

Po trzynastu godzinach na łóżku w wagonie sypialnym przerobionym na wagon siedzący dotarłem do Szanghaju. Od razu uderzyło mnie ciepło. Nie ma to jak wydostać się ze śnieżnego Zhengzhou i zawitać w ciepłe miejsce. W końcu dla mnie to ostatnie bezśnieżne miasto aż do kwietnia (oby kwietnia…).

P1090628 (Copy)
O trzeciej nad ranem Szanghaj jest jak każde inne miasto w Chinach: pełne taksówkarzy, bezgwiezdne, oświetlone lampami, z ludźmi śpiącymi gdzie się da (to cecha miast na południu), oraz z pełnymi ludźmi restauracjami czynnymi dwadzieścia cztery godziny na dobę.

P1090634 (Copy)

Następną godzinę spędziłem szukając otwartej restauracji ponieważ to zawsze jest w Chinach pewny sposób na znalezienie miejsca do spania. Otwarty był tylko jeden McDonald’s w którym pewien Pan właśnie mył stopy i zapach uniemożliwiłby spanie.

P1090634 (Copy)

Po kolejnych trzydziestu minutach krążenia wokół i szukaniu miejsca do złożenia plecaka zrezygnowałem i wróciłem do restauracji ze Śmierdzącym Panem. Wiedziałem że to Smród który ma własną osobowość i wygrać z Nim nie wygram, postanowiłem więc zdjąć czapkę, pochylić głowę i poprosić o spokój.

P1090638 (Copy)

Nie musiałem gdyż Pana ani Smrodu już nie było. Usiadłem więc i starałem się zasnąć chociaż w pobliżu roznosił się dźwięk alarmu.

Spokojnie posiedziałem do otwarcia metra a potem ruszyłem w stronę Nanjing Lu czyli najsławniejszej ulicy handlowej w Chinach. Wyszedłem innym wyjściem i tego całego handlu nie widziałem, ale i tak Szanghaj z rana gdy jest pusto robi niesamowite wrażenie.

P1090642 (Copy)

Krótki spacer i transportowałem się do Decathlonu w dzielnicy Pudong. Szanghajskie metro jest super zorganizowane, ale bez porównania droższe od tego z Pekinu (bo, jak tłumaczy Adam, nie jest finansowane przez państwo).

P1090643 (Copy)

Myślałem, że Decathlon będzie czynny od 8, ale niestety, dopiero od 9 i przyszło mi się trochę po tej dzielnicy pospacerować. A przyjechałem tam bowiem w czasie podróży uświadomiłem sobie że mój plecak jest trochę za mały, więc uwidziałem sobie większy. Mieli. Kupiłem i wtedy zadzwonił znajomy z Chin że już z żoną wstali i zaraz mogą mnie odebrać.

P1090644 (Copy)

Odebrali, odstawili do hotelu i już wspólnie z Adamem ruszyliśmy na krótkie zwiedzanie połączone z lunchem. Potem powrót, częściowo pieszo i kolacja z chińską rodziną Adama i Sandy w barze koreańskim.

P1090646 (Copy)

Jedna taka myśl kołacze mi w głowie: chińskie dziewczyny biją swoich partnerów. Co z tego że potrafię podnieść June ponad głowę skoro mówi że zna chińskie kung fu i mnie pobije bez problemu…;-)

P1090652 (Copy)

Następny dzień to zarazem święto lampionów, czyli ostatni dzień obchodów Święta Wiosny jak i walentynki. Mając w kieszeni kartę miejską postanowiłem z niej skorzystać i udać się w kilka miejsc.

P1090653 (Copy)

P1090656 (Copy)

P1090655 (Copy)

P1090654 (Copy)

Wybrałem takie których normalnie bym nie wybrał bo uznałem że do Szanghaju i tak wrócę żeby to miasto porządnie pozwiedzać a na razie tak tylko liznę chodząc po ulicach i robiąc zdjęcia.

P1090660 (Copy)

Ciężko to miasto obejść bo jest ogromne, ciężko też robić czyste zdjęcia bo ludzi jest tu mnóstwo. W dodatku jest to niesamowicie dużo obcokrajowców. Nie na tyle żeby stanowili większość, ale na tyle żeby były dostrzegalni bez problemu.

P1090669 (Copy)

Wydaje mi się nawet że jest Ich tu więcej niż gdziekolwiek indziej w Chinach, na 95% więcej niż w Pekinie bo tam aż takiego wrażenia nie miałem.

P1090688 (Copy)

Odwiedziłem dawną część miasta będącą pod kontrolą Francji, porobiłem zdjęcia, a potem ruszyłem dalej, znalazłem mały park i uderzyło mnie to jak wiele osób tutaj biega, aż tylu biegaczy nie widziałem już od bardzo dawna.

P1090716 (Copy)

Aż mi się zrobiło smutno bo uświadomiłem sobie że to już 3 tygodnie bez butów do biegania na nogach, forma pewnie jest nijaka, a zima skończy się dopiero za dwa miesiące (oby) i przez ten czas pozostaje mi bieganie na bieżni.

P1090723 (Copy)

Wziąłem się jednak w garść i robiłem kolejne zdjęcia.

P1090745 (Copy)

Adam z Sandy zabrali mnie jeszcze wieczorem na koktajl i niezwykle późną kolację której  biedaczysko nie mógł dokończyć bo Mu żona zabrała bułkę.

P1090750 (Copy)

Podróż na północ

Mengla

P1090067 (Copy)

Zanim wyjechaliśmy z Mohan zrobiliśmy zakupy. Dużo słodyczy, przekąsek, orzechów, ja nawet zastanawiałem się nad kupnem kawy która z powodu swojego kraju pochodzenia (Laos) kosztowała dwa i pół raza mniej niż w Changchun. Ostatecznie jednak zrezygnowałem bowiem plecak by mi tego nie wytrzymał.

P1090077 (Copy)

Plan przy wyjeździe z Mohan był prosty, wsiadamy w busa do Mengla i jedziemy dopóki nie zobaczymy jakiejś fajnej małej wioski, wtedy mówimy stop i wyskakujemy. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy.

P1090080 (Copy)

Wylądowaliśmy w wiosce mniejszości Dai, tylko…cóż było tam dość pusto. Najpierw na obiad zaprosiły nas młode dziewczyny, ale podziękowaliśmy i udaliśmy się dalej. Następnie zaprosiły nas starsze Panie które wytłumaczyły dlaczego wszystkie bramy są pozamykane a na ulicach nikogo nie ma.

P1090082 (Copy)

Okazało się ze jest to dzień zamkniętych drzwi czyli dzień w który kobiety siedzą w domu a mężczyźni wychodzą do pracy zamykając drzwi i bramy. Nie mieliśmy o tym pojęcia więc potraktowano nas ulgowo, ale Panie powiedziały że na obiedzie zostać nie możemy, ja to nawet nie powinienem być w tym domu, a skoro już jestem to mam się nie rozglądać, a jako karę za złamanie zakazu wchodzenia mamy uiścić symboliczną opłatę.

P1090085 (Copy)

Ostatecznie opłata została anulowana, ale musieliśmy swoje plecaki nieść aż do wejścia do wioski. Biorąc pod uwagę że mój plecak był chyba cięższy niż June ze swoim to chyba wolałbym zapłacić.

P1090088 (Copy)

Do Mengla busa nie złapaliśmy, złapaliśmy za to stopa. Pierwszy stop w Chinach. I to przez Pana z Laosu.

P1090099 (Copy)

June musiała rozmawiać całą drogę, ale powiedziała że to nie problem bo ma doświadczenie. Wierzę Jej bo rok temu jechała stopem z Xi’an do Chengdu, a potem do Tybetu.

P1090105 (Copy)

W Mengla najpierw znaleźliśmy restaurację i zjedliśmy pyszny, domowej roboty, obiad, który smakował jakby go zrobiła moja ciotka, co z ust June jest ogromnym komplementem.

P1090106 (Copy)

Następnie ruszyliśmy na poszukiwanie hotelu. Taniego hotelu. Po obejściu kilku drogich, udało na się w końcu znaleźć jeden którego cena nam odpowiadała, ale właścicielka miała jeszcze dwa inne więc podrzuciła nas do innego. Właścicielka należała do mniejszości etnicznej hani, co w sumie nie ma związku z czymkolwiek, ale strasznie mi się ta nazwa podoba.

P1090147 (Copy)

Pierwszy dzień w Mengla zakończyliśmy spacerem na górę z wieżą telewizyjną i schodząc z tej góry dotarliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, gdzie dowiedzieliśmy że dzień zamkniętych drzwi nie jest dzisiaj.

P1090136 (Copy)

Drugi dzień w Mengla rozpoczęliśmy od śniadania na pobliskiej giełdzie, gdzie posila się gro mieszkańców Mengla. Następnie ruszyliśmy w stronę świątyni o której powiedziano nam dzień wcześniej.

P1090153 (Copy)

Po drodze minęliśmy jezioro przykryte mgłą, w ogóle mgła w tych okolicach to codzienność. Podnosi się powoli każdego poranka a znika dopiero w okolicach południa.

P1090234 (Copy)

Dla June to żadna nowość bo spędziła cztery lata w Zhengzhou gdzie dzieje się coś podobnego, z tą różnicą że w Zhengzhou to nie mgła a smog, a tutaj to chyba najczystsza mgła w Chinach.

P1090166 (Copy)

Gdy w końcu dotarliśmy do świątyni okazało się niestety że jest ona zamknięta i to bynajmniej nie z powodu dnia zamkniętych drzwi, ale zamknięta od pewnego czasu, dobrych kilku tygodni jak na mój gust.

P1090167 (Copy)

Trochę się zawiodłem bo chociaż nie oczekiwałem niczego to jednak z zewnątrz świątynia wyglądała ciekawie, bardziej południowo azjatycko niż chińsko.

P1090179 (2) (Copy)

Po kolejnych kilku minutach trafiliśmy do kolejnej wioski mniejszości Dai, tym razem wyglądającej jakby została wyjęta z innego kraju.

P1090188 (2) (Copy)

Taka była kolorowa. June udało się załapać na zdjęcia ze starszyzną, mi udało się załapać na bycie fotografem.

P1090185 (Copy)

Po kolację udaliśmy się na giełdę gdzie zażyczyłem sobie mięsa z warzywami podanego na liście bananowca bo poprzednie dwa dania na zimno mnie nie nasyciły.

P1090256 (Copy)

 

P1090259 (Copy)

Nie nasyciły także June, która nie mogła się od mięsa oderwać chociaż normalnie fanką dań mięsnych nie je.

P1090261 (Copy)

Jinghong

P1090267 (Copy)

Zanim dotarliśmy do Jinghong zjedliśmy przepyszne śniadanie w postaci owsianki, a następnie ruszyliśmy do stacji autobusowej.

P1090269 (Copy)

W Jinghong jeszcze przed lunchem udaliśmy się na stację autobusową kupić bilety i okazało się że była to dobra decyzja bowiem ostały się jedynie dwa miejsc w interesującym nas autobusie.

P1090272 (Copy)

Następnie odwiedziliśmy tę samą restaurację w której ugościła nas kilka dni wcześniej RR, bowiem June niezwykle do gustu przypadł deser, a że nie skosztowaliśmy jeszcze wielu rzeczy z menu to czemu nie spróbować.

P1090275 (Copy)

Tym razem na obsługę się naczekaliśmy, ale też przyjechaliśmy tam w porze lunchu, więc nie ma się co dziwić temu że trochę czekaliśmy. Trzeba ludzi w tym ciepłym klimacie zrozumieć.

P1090277 (Copy)

Ruszając w stronę stacji autobusowej postanowiliśmy skosztować jedzenia z ulicy. A chwilę potem June zorientowała się że nie ma portfela. To już nie było zmartwienie w Jej oczach, to było przerażenia, bo straciłaby nie tylko dokumenty i swoje pieniądze, ale także nasze wspólne pieniądze.

P1090278 (Copy)

Parę kroków później ktoś podrzucił portfel. Pozbawiony czterech setek i jednej pięćdziesiątki, ale na szczęście, niepozbawiony dokumentów ani biletów do Kunming. Przerażenie zamieniło się w smutek, ale w końcu June zaakceptowała, że lepiej stracić pieniądze niż wszystko łącznie z biletami.

P1090283 (Copy)

Po tym wszystkim nie mieliśmy już sił by chodzić więcej po Jinghong i dwie godziny do odjazdu spędziliśmy na dworcu.

Kunming

P1090109 (Copy)

W Kunming najpierw udaliśmy się do nowego starego miasta, czyli terenu zbudowanego na wzór starych miast z myślą o turystach. I zaraz po wejściu mój plecak uznał że jest za ciężki i się rozszyło ramiączko.

P1090127 (Copy)

Zawsze gdy go mam, mam przy sobie igłę i nici więc poszyłem i się trzyma.  Poszukiwanie jedzenia w tej części Kunming było trochę utrudnione, bowiem wiadomo jakie podejście ma większość restauracji, czy to dużych, czy małych,  w miejscach pełnych turystów którzy pojawią się tam tylko raz.

P1090292 (Copy)

Mimo wszystko udało nam się znaleźć całkiem przyzwoite nudle, oraz spróbować lokalnej specjalności , która spraszała mnóstwo ludzi do pewnego miejsca. Niestety żadne z Nas nie zrozumiała dlaczego ta specjalność jest specjalnością i srogo się na niej zawiedliśmy.

P1090294 (Copy)

Udało Nam się także odwiedzić świątynię Shaolin, nie, nie tę prawdziwą, taką inną, ale także nazywającą się Shaolin. W ogóle to to nowe stare miasto w Kunming jest siedzibą bodajże pięciu świątyń, więc jest to miejsce także dla sfery duchowej.

P1090295 (Copy)

Zmęczeni tyloma dniami w podróży, zmianą pogody, oraz ciężkimi plecakami ruszyliśmy w stronę dworca by odebrać bilety. Dla mnie trzy, dla June jeden. O ile odbiór tego jednego dla June jest prosty, bo wymaga zaledwie zeskanowania dowodu osobistego, o tyle odbiór tych trzech dla mnie jest niezwykle skomplikowany, bowiem wymaga odczekania kilkunastu minut w kolejce i podania numeru rezerwacji, oraz uiszczeniu opłaty.

P1090288 (Copy)

Teraz wyobraźcie sobie w Polsce że rezerwujecie i opłacacie bilet przez internet a potem podchodzicie do automatu na stacji kolejowej, skanujecie dowód osobisty i po paru sekundach otrzymujecie swój bilet. Bajka.

P1090299 (Copy)

Po odczekaniu i odebraniu trzech biletów, jednego do Zhengzhou, jednego do Szanghaju i jednego do Changchun, ruszyliśmy poszukać jadłodajni o której słyszeliśmy w czasie naszego pierwszego pobytu w Kunming. Okazało się, że tym razem jest otwarta i faktycznie wygląda jak jadłodajnia. Setki małych knajpek pełnych naganiaczy i przyzwoitego jedzenia. Zdecydowaliśmy się na gotowane warzywa w sosie na ostro.

P1090308 (Copy)

Teraz przyszła kolej na pociąg. Kunming jest pierwszym miastem w Chinach w którym byłem i które nie ma w pobliżu dworca żadnego fast foodu czynnego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Także by skryć się przed skwarem musieliśmy się trochę naszukać. A po June było widać już coraz większe zmęczenie. Niezależnie od tego jak długo nosiłem Jej plecak. Zmęczenie zmęczeniem, ale czekał nas najdłuższy element podróży, który może dałoby się trochę urozmaicić gdyby nie druga właścicielka sklepu która chciała otworzyć go już 8 lutego. Ostatecznie udało się wytargować 9 dzień lutego, ale i tak oznaczało to trzydzieści jeden godzin w pociągu. Dla mnie miała być to najdłuższa podróż pociągiem w życiu. Dla June absolutnie nie bowiem już w tym roku wracała z Lhasy do Zhengzhou przez godzin czterdzieści.