Podróż na zachód

Piszę tę notkę siedząc w pociągu w drodze do Szanghaju gdzie odwiedzam znajomego z czasów licealnych, to tylko część historii. Drugiej części powiedziałem do zobaczenia w Zhengzhou. Druga część to June, której macie pełne prawo nie pamiętać bo pojawiła się pół roku tomu na stacji w Luoyang jako Join. Przez kilka najbliższych notek poznacie ją bliżej bo niemożliwe jest rozdzielenie Jej od tego co się wydarzyło. Siedzi teraz we mnie smutek, bo się pożegnaliśmy, radość że się mogę smucić i lekki niepokój bo nie mam numeru do znajomego w Szanghaju, ale nie wydaje mi się żeby to był wielki problem.
Myślę że po tym wstępie możemy zaczynać.

Zhengzhou.

P1080468 (Copy)


Czekałem na wietrznym placu przed dworcem na dziewczynę szpiega. Szpiega, bo obiecała że mnie zaskoczy. Czekałem, czekałem i w końcu poczułem klepnięcie w ramię i tak jak się obracałem tak June kryła się za moimi plecami nie dając się zobaczyć. W końcu jednak wyszła z ukrycia uśmiechnięta i poszliśmy szukać restauracji na lunch. O ile ze znalezieniem nie był problemu o tyle z jedzeniem problem pewien był bowiem ta konkretna restauracja miała mieć w swojej ofercie pewne wyjątkowo ostre nudle, których nie miała co trochę zawiodło moją przewodniczkę.

P1080483 (Copy)


Następnie ruszyliśmy na skwer Erqi (dwóch siódemek), na którym znajdują się dwie czternastopiętrowe wieże. Jest to podobno najbardziej rozpoznawalny turystyczny punkt w Zhengzhou.

P1080475 (Copy)
Po tym wszystkim przyszła kolej na podróż pociągiem do Changsha.

P1080484 (Copy)

W gruncie rzeczy tylko po to by spędzić tam półtorej nocy, skosztować najbardziej znanego czarnego śmierdzącego tofu i ruszyć dalej. Niestety, pomimo wcześniejszych planów, nie ustaliliśmy żadnej wersji odnośnie tego kim jesteśmy i gdy ludzie zadawali pytania w pociągu June odpowiadała prawdę.

P1080488 (Copy)

A mieliśmy kilka o wiele ciekawszych wersji przygotowanych. Na szczęście trafiliśmy na tylko jedną ciekawską parę którą zaciekawiliśmy i której June, jak na współwłaścicielkę sklepu przystało, udało się skutecznie zaprezentować część asortymentu swojego sklepu.

P1080490 (Copy)

Changsha
Changsha przywitała nas nocą i niechętnie, bo niechęć do taksówek na dworcu to cecha łącząca ludzi wszystkich nacji, skorzystaliśmy z pomocy taksówkarza.

Niechęć okazała się być nie tylko bezpodstawna, ale także błędna. Nasz kierowca nie dość że zawiózł nas na miejsce to poświęcił dobrych kilka minut na jego zlokalizowanie i jeszcze zaniżył kwotę z taksometru. W dodatku polecił nam gdzie udać się po najlepsze w mieście śmierdzące tofu oraz polecił skosztowanie innego lokalnego smakołyku.
W hostelu udało nam się dostać pokój, trwało to co prawda trochę czasu, ale przynajmniej mogliśmy się w spokoju i wygodzie wyspać. A różnica w temperaturze między Zhengzhou a Changsha była odczuwalna do tego stopnie, że w Changsha spokojnie można było spać w krótkim rękawku.
Jeszcze o samym hostelu którego znalezienie było niezwykle trudne, Pan Taksówkarz musiał kilka razy dzwonić do rozdzielni i prosić o pomoc bo wydawało się że ktoś wcisnął ten hostel między dwa różne światy i trzeba było prosić o specjalne pozwolenie by się do niego dostać.

P1080502 (Copy)

Rano, a raczej bliżej południa ruszyliśmy na spacer po Changsha. Śniadanie odpuściliśmy, co jest w pełni zrozumiałe gdy się weżmie pod uwagę że June z reguły wstaje dość późno. Ruszyliśmy przed siebie do parku w którym na górce znajdowało się malutkie muzeum poświęcone pamięci ludzi z prowincji Hunan walczących przeciwko Japończykom.
Sam park miejscami sprawiał wrażenie opuszczonego, szczególnie w pobliżu tych opuszczonych i zaniedbanych budynków którymi chyba nikt się nie opiekował od chwili ich postawienia. Wyglądało to trochę jak z filmów grozy, ale oczywiście jak na takie opustoszałe miejsca przystało i w nich znalazło się posłanie i parę ubrań. Zawsze się znajdują w miejscach w których nikt nie mieszka.

P1080506 (Copy)
Do tego rzecz jasna dochodzi olbrzymie jezioro i ogromny most stojący nad nim. Jezioro na południu praktycznie nigdy nie bywają skute lodem. Warto o tym pamiętać gdy przyjeżdża się z mroźnej północy.

P1080508 (Copy)

Pogoda w tym dniu nas nie rozpieszczała, no może nie tyle nas, co mnie, bo wychodząc rano uznałem że sam polar wystarczy. Udało mi się przetrwać poszukiwania śmierdzącego tofu, które wcale nie śmierdzi tak bardzo jak się mówi (durian ma o wiele bardziej intensywny zapach) i jest całkiem smaczne, oraz skosztować miejscowych słodkości które były jak guma do żucia i niezbyt smaczne.

P1080510 (Copy)

W końcu jednak by ocalić moje zdrowie musieliśmy więc wrócić się do hostelu i już chwilę potem ruszyliśmy z powrotem. Kolejny krótki spacer tym razem w stronę dworca by zobaczyć jak to jutro będzie wyglądać i odebrać mój bilet został zwieńczony wizytą w supermarkecie bo trzeba było zaopatrzyć się w zupki błyskawiczne na podróż do Kunming (około 18 godzin).

P1080513 (Copy)

Następnego dnia ruszyliśmy na stację kolejową, ale najpierw zjedliśmy na śniadanie nudle ryżowe w małej knajpce przy hostelu. Cudowne, smakowały jakby były domowej roboty, bo pewnie były. Następnie czekaliśmy na autobus, który nie nadjechał, więc ruszyliśmy na kolejny przystanek przy okazji odwiedzając aptekę bo June nie czuła się najlepiej.

P1080518 (Copy)

Autobus wlókł się niemożliwie i pierwszy raz zauważyłem zmartwienie w Jej oczach. Do tej pory była w nich tylko radość, ale korek sprawił że naprawdę się zmartwiła o to czy nam się uda. Oczywiście się udało, ledwo ledwo bo pociąg już stał i czekał, ale się udało. Po raz kolejny musieliśmy prosić ludzi by się zamienili z Nami miejscami, bo chcieliśmy siedzieć koło siebie. Na szczęście nikt nie robił Nam żadnych problemów.

P1080519 (Copy)

Przez następnych osiemnaście godzin nikt się Nas o nic nie pytał, więc rozmawialiśmy tylko że sobą przygotowując kolejne wersje tego kim jesteśmy w przypadku pytań w innych pociągach. I tak siedząc patrząc w Jej uśmiechnięte brązowe oczy musiałem się w końcu zapytać:
– June, wiesz że jesteś moją dziewczyną?
– Naprawdę?
– Tak.
– Teraz już wiem.

P1080527 (Copy)

Chwilę potem pojawił się Pan Policjant który przypominał wszystkim by pilnowali gdzie mają swoje telefony komórkowe, portfele, oraz dokumenty. A potem zwrócił się do mnie, ale że Go nie zrozumiałem to spytał June czy jest ze mną i po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej powiedział Jej że ma się mną opiekować. Oczywiście pokiwała w spokoju głową, ale gdy mi to przetłumaczyła nie mogła przestać się śmiać, a gwiazdki w Jej oczach świeciły się jeszcze bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.