Niedziela i przegapione z tygodnia #5

Untitled

Deja vu
W klasie 10 poczułem że ja już tu byłem, że to wszystko robiłem. To kolejne deja vu jakie tu przeżyłem. Pamiętam że chciałem kiedyś o tym napisać, ale nie pamiętam czy napisałem (a nie chce mi się sprawdzać). Bardzo często przeżywam tutaj deja vu. I to takie wyjątkowo mocne. Wszystko to już robiłem, wszystko to już widziałem, ale nie pamiętam ani kiedy ani gdzie. Po prostu czuję że to robiłem a potem nagle uświadamiam sobie że jednak nie…
Tak jakby dwie rzeczywistości się ze sobą zderzyły i jedna z nich wygrała.
Philip K. Dick napisał kiedyś że rzeczywistość to ta która nie znika po tym gdy przestajesz w nią wierzyć…A gdybym uwierzył że już to robiłem, przerwał zajęcia, powiedział ‘robiliśmy już to!’ i kazał uczniom wyciągnąć książki i zaczął drugi temat. Gdybym pomimo starań umysłu wmówił sobie że faktycznie już ro robiłem to czy przeskoczyłbym do tej drugiej rzeczywistości?

Dzień sadzenia drzew
Był we wtorek, tylko że ciągle padało więc nie wiem ile tych drzew udało się w Jiawang zasadzić. W ogóle to bardzo sympatyczny pomysł. Pamiętam że widziałem coś takiego na zdjęciach z lat 60-ych. W Polsce rzecz jasna. Nasze środowisko jest bez porównania czystsze. Przynajmniej od tego tutaj. Ten brak lasów wręcz mnie przeraża.

Up
Nie wiem czy wspominałem kiedyś o tym, ale Up! (Odlot) jest jednym z moich ulubionych filmów. Nie tylko animowanych. Taki niezwykle pozytywny, mocno nierealny i przypomina mi z tego powodu filmy Miyazakiego. Z tą różnicą że jest amerykański i jednak bardziej skupiony na akcji.

Trafiłem kiedyś na interpretację mówiącą, że Fredricksen umarł a Russell przeprowadza go przez czyścieć, droga do Paradise Falls ma być drogą do odkupienia dla jednego i drogą do doświadczenia dla drugiego. W gruncie rzeczy jest to bardzo sensowne i chociaż z  jednej strony smutne bo oznacza śmierć dwóch osób już na samym początku filmu to jednak kończy się szczęśliwie bo Fredricksensię odkupił a Russell zdobył doświadczenie. Ellie miała tutaj pełnić rolę pomocniczą, zresztą tak samo jak Kevin czy Dug.

W piątek oglądałem sam początek i tak mnie tknęło, że to przecież jest ‘Czarnoksiężnik z krainy Oz’. Mamy Dorotkę, która ląduje w Oz. Mamy trzech towarzyszy podróży z których każdy ma jakąś swoją misję: Russell chce zdobyć odznakę, Dug chce w końcu zdobyć czyjeś uznanie, a Kevin chce ocalić swoje dzieci. Mamy Złą Czarownicę z Zachodu w postaci Muntza, oraz szczyt Paradise Falls pełniący tutaj rolę czarnoksiężnika. Mamy też latające małpy w postaci psów. Ostatecznie zło przegrywa, a wszystkie postaci zdobywają to co chciały. Droga z czerwonych cegieł to (podbieg do Planetarium w Chorzowie) dżungla…i pewnie parę innych rzeczy też by się zgadzało. Nie wiem czy to zamierzone, czy zupełnie przypadkowe, ale to i tak bez znaczenia bo nie zmienia mojego odbioru filmu. Głównie dlatego że ‘Czarnoksiężnika…’ bardzo lubię. W zeszłym roku udało mi się przeczytać taką książkę ‘Wicked, życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu’ w której przedstawioną Czarownicę z Zachodu z zupełnie innej strony (nie, nie ze wschodu), a że jak wiecie mam słabość to zupełnie innych spojrzeń na pewne oklepane tematy to bardzo mi się spodobało.

Latawce
Właśnie sobie przeglądałem sieć gdy rozległo się pukanie do drzwi, to jedna z moich uczennic przyszła i zapytała czy chciałbym puszczać latawce. No oczywiście że bym chciał. I poszliśmy puszczać latawce, a okazało się że była to właśnie ta dziewczyna której mama napisała do mnie list w zeszłym tygodniu.

Rozłożyła latawiec i zaczęła biec uśmiechając się od ucha do ucha. Natychmiast przypomniał mi się cytat z ‘Ptaśka’: ‘Powymyślaliśmy gry, żeby łatwiej zapomnieć o tym, że zapomnieliśmy się bawić. Bawić się – czyli robić coś dla samego robienia.’
I tak spędziliśmy rozmawiając i próbując zmusić latawiec do lotu z półtorej godziny. A potem zaprosili mnie na kolację, gdzie przyszło mi wałkować ciasto i nadziewać pierogi. Hahaha.

A przez ten cały czas Ona była zupełnie szczera, nieskrępowana ani trochę, pokazywała mi swoje zdjęcia z dzieciństwa, jak się złościła na latawiec że nie lata to robiła to szczerze, jak się śmiała to całkowicie i to było tak całkowicie inne, niespotykane i piękne. Od piętnastolatków oczekuje się już bycia bardziej ‘dorosłym’, ale gdy tylko o tym myślę przypomina mi się ten cytat…no kurczę, jeżeli Ona jest szczęśliwa i nikt przy tym nie cierpi to po co ma na siłę ‘dorastać’, życie kopnie Ją w dupę jeszcze nie raz i nie dwa. Przecież nawet teraz musi siedzieć w Jiawang, którego już nienawidzi, i uczyć się do oporu. A mimo to gdy jest w domu to się uśmiecha jak dziecko. Najszczersza radość.

Lei Feng
Wyjaśniło się kto to jest na tych tablicach. To nikt inny jak przykład rewolucyjnego zachowania – Lei Feng. Dzieciaki uczą się o nim jako o przykładzie altruizmu i poświęcenia. A 5 dzień marca to ‘Dzień Lei Fenga’.  Możecie go sobie wygooglować, chociaż zbyt wielu konkretnych informacji się nie spodziewajcie.

Niedziela
Wyszedłem z samego rana do sklepu bo wiedziałem że koło południa zacznie padać, a z reguły jak już zaczyna to nie wiadomo kiedy przestanie. No dobrze, prawdę mówiąc to poszedłem się przejść a do sklepu wstąpiłem przy okazji bo kończy mi się proszek do prania. Przy okazji kupiłem brukselkę i kiełki. Byle jakie kiełki kupić to nie problem, ale te konkretne które są serwowane też w szkole to prawdziwa rzadkość.

IMG_1555
Dzień zbierania śmieci.

To zdumiewające że jest tyle sklepów i wszystkie praktycznie sprzedają to samo, ale jeżeli chce się kupić bób to trzeba iść do innego, orzechy w białej ‘czekoladzie’ to kolejnego, kiełki do jeszcze innego, a najtaniej zrobić zakupy w czwartym. Gdybym nie lubił chodzić byłoby to niezwykle frustrujące, na szczęście spacery zawsze sprawiały mi przyjemność.

IMG_1557
Chińska definicja małego miasta zawiera w sobie kury na ulicy.

Zwłaszcza w deszczu. W  Polsce w czasie deszczu na ulicach jest pusto, wszyscy się kryją albo w domu albo w sklepach, a tutaj nie…tutaj rowerzyści jeżdżą z narzuconymi pelerynami i walczą z tą niesprzyjającą aurą.

IMG_1560
Może w lato będzie to wyglądać korzystniej.

Niedziela i przegapione z tygodnia #4

Untitled
Prognoza na następny tydzień.

280 juanów
Tyle kosztowały każdego ucznia zajęcia z Oral English. 280*700=196000. Na każdy semestr. Mnóstwo , naprawdę mnóstwo kasy. Trzeba więc będzie upomnieć się o podwyżkę jeżeli zostanę. Tak się odgrażałem że chcę się z Jiawang przenieść, ale jest jeden bardzo duży plus: takiej kasy nie dostanę tak łatwo gdzieś indziej. Na pewno nie w szkole publicznej.

Konina
Jeden z uczniów z klasy 2 zapytał się dlaczego oburzamy się o jedzenie koniny, przecież ona nie jest trująca. No to trzeba było się powołać na to że dla nas konie to jak psy/koty. Chociaż w sumie nie w całej Europie.

Środa
A wracając ze szkoły zaczepiła mnie dziewczyna z klasy trzeciej, która ostatnio poprosiła żebym nauczył ją trochę mówić po polsku.
– Nie czujesz się samotny?
– Nie. Mam przecież Was, no i ze znajomymi mogę rozmawiać przez internet. Podobnie z rodziną.
– Czasem na Twoich zajęciach robimy inne lekcje, ale to dlatego że chcemy mieć później więcej czasu dla siebie. Źle się z tym czujemy i chcielibyśmy Cię przeprosić.
– Rozumiem doskonale dlaczego to robicie. Z mojego przedmiotu nie macie ocen, więc traktujecie go dość luźno i nie mam o to pretensji, bo to nie jest Wasza wina. Takie jest podejście w tej szkole po prostu (od innych nauczycieli wiem, że w innych szkołach są oceny z angielskiego mówionego)
– Na zajęciach cały czas się uśmiechasz. Mam wrażenie że jesteś bardzo optymistycznie nastawiony do życia.
– Jestem, bo gdybym nie był to musiałbym wrócić. A nie chcę wrócić.

Piątek
Ledwo wróciłem w piątek ze szkoły, nawet nie zdążyłem zdjąć plecaka, że o przebraniu nie mówiąc a już ktoś walił (bo jak się do mnie puka to nie słyszę) do drzwi. To sąsiad z 501 ze swoją córeczką. Wręczył mi list. Mama jednej z uczennic napisała że chciałaby żebym czasem po szkole porozmawiał z Jej córką. A Ona bardzo dobrze gotuje. Haha…to najmniej bezpośrednia prośba o korepetycje jaką miałem. Trzeba będzie się kiedyś do Nich wybrać i faktycznie porozmawiać.

Marzenia i pory roku
Takie pojedyncze pomysły:
– chcę rowerem przejechać cały świat
– moim marzeniem jest zostać położną

Lubię wiosnę bo mogę w końcu wziąć prysznic. A ciepła woda jest w akademikach tylko dwa razy w tygodniu.

IMG_1373
Benzyna zdrożała. Dobiła do 800+

Niedziela
Pojechałem do Xuzhou. Po wejściu do autobusu pokazałem Panu biletowemu gdzie chcę wysiąść, pokiwał głową i skasował 4 RMB. I tak sobie jechałem, aż w końcu spojrzałem na przystanek i znaczki wydały mi się bardzo podobne do tego co zostało mi napisane w zeszycie. Pokazałem więc go Pani siedzącej obok, Ona przeczytała i na tym się zakończyło. Dokładnie zakończyło bo dotarłem na dworzec. Nie pozostało mi nic innego jak wziąć taksówkę i…zapłaciłem 60 RMB. Sfrajerowałem się okropnie, ale to moja wina bo nie ustaliłem ceny z góry a wziąłem taksówkę niezarejestrowaną. Trudno. Traktuję takie sytuacje jako nowe doświadczenie i pewien sposób wspomagania chińskiej gospodarki. W końcu jednak dotarłem na miejsce spotkania z…ja naprawdę muszę się kiedyś zapytać jakie jest Jej angielskie imię…wiem że chińskie to Lio. Poszliśmy na miejsce spotkania grupy wyznaniowej a tam łohoho. Salon (chyba trochę mniejszy od mojego) pełen ludzi, wszyscy stoją i się modlą. Pan Chińczyk prowadzi modlitwę i wszyscy z prędkością karabinu maszynowego mówią ‘Amen’, tak jakoś 45 razy na minutę, a po drodze jeszcze coś mówią. Nie jestem jakimś specjalistom, ale coś mi to nie pasowało. Gdy zaczęli śpiewać pieśni których nie znałem stwierdziłem że przecież nie znam wszystkich melodii kościelnych, ale gdy kazanie wygłosiła kobieta uznałem że coś tutaj jest nie tak. Potem uświadomiono mi że ta kobieta to gruba szycha bo stoi na czele całego zboru (?) w Xuzhou. Pięknie. Z kazania wiele nie zrozumiałem, wyjaśniono mi potem że odnosiło się do założyciela zboru (?),  cudu w kanie galilejskiej, oraz tego że nieważne co się nam przydarzy ważne to jak to odbierzemy. A potem sobie jeszcze trochę pośpiewali. Trwało to łącznie blisko 2 godziny, z czego samo kazanie dobrą godzinę. Aczkolwiek muszę oddać cześć bo chociaż wiele nie zrozumiałem i prawdopodobnie skupiało się na założycielu tego zboru (?) to jednak było wygłoszone bardzo żywo, humorystycznie i z mocą gestykulacji. Zupełnie inne od tego do czego jestem przyzwyczajony. Chociaż osobiście jestem zwolennikiem kazań minimalistycznych które sami mamy przemyśleć.

IMG_1375
Nad orzeszkami – świńskie uszy. Psie oczy zjadł świńskie uszy.

Po spotkaniu poszliśmy kupić gitarę, gdyż Lio próbuje podejść męża by zaczął z Nią chodzić na spotkania. Jest tam taki Pan grający na gitarze który mógłby Jej męża nauczyć grać. I tak chce Go podejść. W sklepie usłyszałem że dobrze mi z oczu patrzy dlatego cena za gitarę była bardzo okazyjna. Ciekawe. Może jakbym miał więcej czasu to przyjeżdżałbym do Xuzhou uczyć się grać na gitarze…co też mi zostało zaproponowane, a Lio od razu podchwyciła mówiąc że mogę przyjeżdżać i najpierw chodzić na spotkania a potem grać na gitarze. Tak, tylko chyba jednak nie chcę tak spędzać swoich niedziel.

A potem poszliśmy sobie na lunch i wtranżoliłem cały półmisek pierogów i zupę. Co mnie ani trochę nie nasyciło. Nigdy nie sądziłem że można zrobić niesycące pierogi. Można.
Zapytałem się też jak to jest u Nich z papieżem i usłyszałem że nie uznają bo wierzą w Boga.

IMG_1381
Latawce…

W drodze do domu trochę już przysypiałem ale wysiadłem pod sklepem, poszedłem kupić coś do picia i parę skarpet (bo zrobiła mi się dziura i uznałem że pora kupić nowe a stare wyrzucić. Pomimo obaw babci wcale nie zbankrutowałem i okazuje się że skarpety w Chinach nie są absurdalnie drogie, są za to małe). Stojąc w kolejce słyszę dzwonek, odbieram telefon a tam Lydia:
– Możesz iść odebrać rower.
Reszty już nawet nie słuchałem. Poszedłem do domu, wziąłem pieniądze i pojechałem odebrać Meridkę. Dobry Boże. To Merida Duke, robiona na rynek chiński, jak w ogóle większość dostępnych tutaj rowerów. Panowie wszystko zamontowali a potem zaczęliśmy się bawić w ustawianie siodełka, w końcu trzeba było wymienić sztycę, bo niestety mam długie nogi. Ale za to jak depłem to…rany boskie…a potem jak zahamowałem…nie…mój Srebrny Surfer nie może się równać z Meridką…A przedział cenowy ten sam. Tylko Meridka nie będzie do jazdy do szkoła. Ona się nawet nie rozgrzeje, bo co to takie półtorej kilometra. Dlatego nie mogę doczekać się tego wolnego weekendu. Byle pogoda dopisała.

IMG_1383
Meridka.

 

Niedziela i przegapione #2

Ferie
Strasznie dużo uczniów uważa że ta przerwa z okazji Święta Wiosny była  delikatnie mówiąc licha i jest z niej niezadowolona. Najczęściej narzekają na nudę bo albo siedzieli cały czas w domu i robili zadania domowe, a rodzice patrzyli ponad ramieniem, albo siedzieli całymi dniami w domu i oglądali telewizję/grali w gry, albo w pierwszym tygodniu chodzili na zajęcia dodatkowe w innej szkole a potem musieli odrabiać zadania domowe z tej.
Są też tacy którzy odpoczęli bo zadań domowych nie robili, stwierdzili wprost że je przepiszą i jak postanowili tak zrobili, a w czasie przerwy grali w gry, chodzili na zakupy, wyjechali gdzieś z rodzicami, albo spotykali się ze znajomymi. Czyli robili wszystko by się zrelaksować. Dla nich ta przerwa była za krótka.

IMG_1031
Gablota ze zdjęciami spod bloku. Czyli zapiski osiągnięć naszych działaczy.

Egzaminy
Taka ciekawostka szkolna z pierwszej ręki od Shawna. Na początku drugiej klasy wybrał sobie dwa przedmioty główne – fizykę i chemię, w związku z czym w połowie marca czekają Go egzaminy z: geografii, biologii, historii, WoS-u i czegoś jeszcze. Do tego czasu ma zajęcia tylko z tych przedmiotów. Żadnego chińskiego, angielskiego czy matmy. Tylko tych pięć przedmiotów żeby się dobrze przygotować. Zapewne chemię lub fizykę wybierze jako przedmiot dodatkowy na gaokao, a reszta przedmiotów najzwyczajniej w świecie się kończy. Jeżeli oznacza to blisko półtorej roku całkowitego skupienia na przedmiotach zdawanych na chińskiej maturze to jest to jakaś masakra.

IMG_1032
Jiawang to nie tylko plac budowy, to także takie miejsca.

Dziadek Mao
Wiecie jak mówią w Chinach na Przewodniczącego Mao? Mao Ye Ye. Czyli Dziadek (ze strony ojca) Mao. A po polsku brzmi Mao je je.
Nawet to pokolenie darzy Go ogromnym szacunkiem.

IMG_1055
Tak puszcza się lampiony.

Niedziela
Zaczęła się od porannej przebieżki. Kilometr więcej to taki malutki krok naprzód. No i znowu bez pulsometru, tym razem nie zapomniałem a najzwyczajniej w świecie nie wziąłem. Jakoś tak wygodniej mi się biega. Nie przygotowuję się do żadnego biegu, nie trenuję na poważnie, więc nie mam powodów by się spinać i martwić wysokim tętnem. Mogę sobie teraz pozwolić na bieganie dla przyjemności. Jakoś tak mi się przyjemniej biega bez rozpisanego planu i rygoru. Zobaczymy jak długo ;)

IMG_1060
A tutaj się siada, zostaje się podłączonym do kroplówki i coś się tam wtacza co bardzo szybko pomaga na grypę.

Wczoraj uderzyła mnie jedna rzecz, że gdybym zgodził się na tę propozycję z jednym dniem wolnego i sześcioma dni pracy, nawet mając pięć poranków w tygodniu wolnych i mając mniej godzin niż obecnie to bym się zajechał. Plułbym sobie w brodę i skreślał tygodnie do końca kontraktu.

IMG_1067
Były fajerwerki.

Impreza w szkole z okazji Święta Latarni ma być tylko dla nauczycieli. To wolę sobie pochodzić po ulicach i posłuchać tych wszystkich petard. Poszedłem się pokulać po ulicach i nawet wstąpiłem do fryzjera obciąć włosy. Obciął po chińsku, co mi się średnio podoba, ale dopóki nie nauczę się mówić jak ma mnie obciąć będę musiał cierpieć.

IMG_1071
Były i lampiony.

A wieczorem ruszyłem pooglądać latarnie, lampiony i ognie sztuczne. Nawet w takim malutkim Jiawang lampiony wypełniły niebo. Nie wiem jeszcze jak wyszły filmy, ale mam nadzieję że da się tam coś zobaczyć.

Niedziela i przegapione #1

Metka legalizacyjna w dalszym ciągu nie została przybita. Lydia nie wiedziała gdzie jechać, ale że pojechaliśmy w kierunku starego centrum to wiedziałem gdzie są tam posterunki policji. Na skrzyżowaniu zapytała się kogoś gdzie jest posterunek i pokierował nas do tego znajdującego się dalej. Nawet gdy pokazałem chłopakowi pokazującemu że lepiej jechać w lewo to Lydia zdania nie zmieniła i zaczęła się śmiać. Uznałem że nie ma się co kłócić, w końcu może chodzi o jakiś konkretny posterunek. Dojechaliśmy do tego drugiego i nic nie udało się załatwić bo nie było pana odpowiedzialnego za te zadania. Jutro podejście kolejne. Znowu z Lydią.

Tak jak sobie obiecałem robię przerwę od biegania do wtorku. W środę pewnie będę umierać z bólu. Trudno, początki zawsze są trudne, ale to dobrze. Nigdy nie może być za łatwo. Jaka byłaby z tego przyjemność. Chyba że plan będzie kompletnie wzięty z tyłka…Wtedy pozostaną mi tylko weekendy, ale chyba tak źle nie będzie. Plan no właśnie. Jeszcze go nie ma, Pan pracujący nad planem był dzisiaj bardzo zajęty i jeszcze pracował, w końcu pierwszaki dostają od nowego semestru informatykę i trzeba to jakoś wszędzie upchnąć a szkoła nie jest z gumy.

IMG_0768

Na lunch poszliśmy dzisiaj do takiego chińskiego fast foodu. Papryka w gęstym sosie, tofu, oraz zupa z ryżem. 14 RMB.

IMG_0775
Tak ludzie pływają po rzece w Jiawang. Na oponie. Na youtube jest film.

Asystent/ka
Bo nie wiemy czy to będzie chłopak (wątpliwe), czy dziewczyna (prawdopodobne). Lydia ma dostać kogoś kto będzie pomagał Jej wywiązać się z obowiązków. Nie ogarniam. Kurczę, a może faktycznie Lydia ma więcej obowiązków niż tylko pisanie comiesięcznych raportów, płacenie rachunków i pomaganie mi. Może ja nie wiem o czymś naprawdę ważnym i czasochłonnym…Wszystko wyjaśni się gdy pojawi się ta osoba do pomocy.

IMG_0778
Także uczcie się by wynieść Chiny ponad inne narody. Nic takiego tam nie napisali, ale pewnie przekaz jest podobny.

IMG_0780
Kolejny chiński mur, tym razem w Jiawang.

IMG_0786
A oto i pomalowany chiński mur. Tylko dlaczego zamurowali taki piękny plac to ja nie wiem.

IMG_0782
Pustostany. Te akurat ładne i gotowe do zamieszkania.

IMG_0787
A tutaj sypia Teodor.

Niedziela i przegapione #21

Dyrektor
Lidia rozmawiała ostatnio z dyrektorem i stwierdził że często mnie widać jak chodzę po Jiawang, a potem przyznała że Jiawang znam chyba lepiej od niej. Pewnie tak…głównie dlatego że obojętnie co zrobię nigdy nie będę w pełni zintegrowany z tą społecznością, po prostu z samego założenia nie mogę być w pełni zintegrowany, ale przecież nie mogę z tego powodu w ogóle nie próbować i nie oglądać tego co to malutkie miasteczko ma do zaoferowania. Lidia z samego założenia będzie wszędzie w Chinach w pełni zintegrowana, niezależnie od tego czy będzie się starać, czy też nie.

Kreskówki
W tym tygodni oglądaliśmy ‘Potwory i spółka’. Więcej o tym filmie trochę poniżej, ale najbardziej zszokowało mnie to co usłyszałem od wielu uczniów ‘nie lubię kreskówek’. I mogę poniekąd zrozumieć że rodzice Ich zniechęcają a w dodatku jakość chińskich kreskówek jest hmm…średnia (wnioskując po tych kilku seansach z ‘Kozą i złym wilkiem’), więc kreskówki są dla Nich nieinteresujące. Nie mogę za to zrozumieć całkowitego zamykania się na tę formę przekazu. Kreskówki to nie tylko filmy dla dzieci, ale żeby to zrozumieć trzeba kilka z nich obejrzeć.

Sudoku
Odkąd przyjechałem do Chin układałem sudoku na swojej komórce. Doszedłem do ~75 planszy z 100 gdy pokazałem Lidii…i uznałem że trzeba pokazać także prostsze, więc skasowałem zapis gry i musiałem zaczynać od nowa…Z jednej strony zrobiło mi się smutno bo musiałem zaczynać od nowa, ale uznałem że skoro i tak po dojściu do 100 zacząłbym od nowa to może to i lepiej. W tym tygodniu dobiłem już do ~50 planszy, ale pokazałem Brigitte i…ponownie skasowałem bo najwyższy poziom był trochę za trudny. I znowu zaczynam od nowa, ale to dobrze, będę mieć co robić w drodze powrotnej. No i przy okazji mogę kilka rekordów pobić. Sudoku nie jest w Chinach jakoś bardzo popularne, za to kostki Rubika są chyba w każdej klasie i mnóstwo dzieciaków radzi sobie z układaniem błyskawicznie.

Potwory i spółka
Jedna z moich ulubionych amerykańskich kreskówek. Może nawet jedną z w ogóle ulubionych, chociaż biorąc pod uwagę japońskie to konkurencja robi się naprawdę spora. To w sumie taki film który można nawet odczytać jako pragnienie dorosłego mężczyzny do posiadania dziecka. Dopóki James nie poznaje Boo liczy się dla niego tylko praca, ale jest na tyle dobrym stworzeniem że pamięta o swoim najlepszym przyjacielu. Gdy pojawia się Boo której na początku się boi (co można odczytać jako strach kogoś kto dowiaduje się że będzie ojcem a nie czuje się jeszcze na to gotowy), następnie próbuje pozbyć (lęk przed akceptacją faktu), po czym nazywa (akceptacja), a ostatecznie zaczyna o nią walczyć i stawia ją przed swoim najlepszym przyjacielem. Mike (przyjaciel) początkowo się wkurza bo wydaje mu się, że traci przyjaciela, ale w końcu zaczyna rozumieć że teraz dla Jamesa najważniejsze jest dobro Boo i chowa własną urażoną dumę i robi wszystko by  mu pomóc. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim dostajemy przekaz że krzyk dziecka jest nieporównywalnie gorszy od śmiechu, także nie dość że dostajemy lekcję jak radzić sobie z wiadomości o staniu się ojcem to jeszcze dowiadujemy się że dziecko lepiej jest rozśmieszać niż wywoływać u niego płacz.
Oczywiście nie trzeba się w ten film wczytywać tak głęboko by go docenić, bo jest pełen humory i podobał się nawet tym dzieciakom które mówiły że nie lubią kreskówek, w dodatku są momenty gdy chwyta za serce. Miał tylko pecha bo trafił na rok Shreka i Oskara nie dostał. Tak jakby Oskar był jakimś wyznacznikiem jakości filmu.

Niedziela
Dzisiaj lenię się niemiłosiernie. Po biegu (o tym za chwilę) już się w ogóle z mieszkania nie ruszałem. Musiałem tylko raz jeszcze się spakować bo zapomniałem o tym ogromnym kapeluszu. Na szczęście udało się go zmieścić do walizki razem z całą resztą bez większych problemów.

Bieg był za to dzisiaj taki sobie. Znowu to potworne tętno, ale na szczęście nie łapała mnie kolka i dało się oddychać. Może deszcz miał z tym coś wspólnego bo padało cały czas. Gdzieś tak po 20 minutach miałem dość, ale zacisnąłem zęby i biegłem dalej. Zrobiłem 12 kilosków i jestem z siebie bardzo, ale to bardzo dumny bo po pokonaniu tego potwornego kryzysu w okolicach 20 minuty biegło mi się bardzo przyjemnie, a to jest w końcu najważniejsze. By czerpać z biegu przyjemność.

Adam!
Napisałeś coś bardzo smutnego o czym na razie nie chcę myśleć, ale co jest ze wszech miar prawdziwe i przez to jeszcze bardziej smutne. Chociaż nie! Bo rozstania nigdy nie są wieczne, nawet jeżeli takie się wydają to przecież zostaje w nas cząstka tych osób z którymi się rozstajemy fizycznie.
Hahaha…przyznam się zupełnie szczerze że przez pierwsze dwa miesiące sam miałem problem się w tych klasach połapać, ale teraz jest już o wiele lepiej, oczywiście wszystkich uczniów nie kojarzę (zapamiętaj ~700 osób) to jednak dużą część wyłapuję. Dzisiaj nawet napisał do mnie na maila (bo mnie poprosił) przewodniczący klasy 7 i przesłał zdjęcie ze mną. Mam obiecane u Niego lekcje ping ponga więc tylko czekam na lepszą pogodę.

Niedziela i przegapione #20

Sms do 10086
Czyli od China Mobile. Lidia opowiedziała mi taką niby prawdziwą historię. Ktoś wysłał wiadomość do China Mobile o treści ‘straciłem miłość swojego życia’ i otrzymał wiadomość zwrotną w postaci chińskiego wiersza którego treść można podsumować ‘w morzu jest wiele ryb.

Damon wyjeżdża
Przykulał się  Damon we wtorek i powiedział że kończy zajęcia w szkole. Od teraz musi się poświęcić swojej magisterce i poszukiwaniu pracy, ale będzie jeszcze okazjonalnie w Jiawang. Kurczę, będzie mi Go brakować, zwłaszcza że nigdy nie zagraliśmy w piłkę, a przecież mieliśmy. Może jeszcze będzie okazja gdy nadejdą cieplejsze miesiące.

Listeningi
W środę Lidia zaskoczyła mnie informacją że w związku z egzaminami nauczyciele angielskiego odstępują od swoich normalnych zajęć i robią tylko rozumienie ze słuchu. Czyli coś czego normalnie nie robią. No i teraz tak logicznie, skoro już nawet na ‘normalnym’ angielskim odpuszcza się dzieciakom to co ja mam robić na zajęciach w których ¾ klasy chce obejrzeć film. Dla zadowolenia ogółu czasem trzeba poświęcić dobro jednostki. Chiny.

Capsule hotel
W Japonii niezwykle popularne są hotele kapsułkowe (ble). Zamiast pokoi są kapsuły, małe ale wyposażone w tv, mikrofalówkę i przede wszystko łóżko. A że w tym tygodniu mieliśmy czytankę o hotelach to pokazywałem dzieciakom zdjęcia różnych dziwnych hoteli. W tym hotelu kapsułkowego (ble) w Shinjuku w Tokio.  Zawsze rzucałem żartem że te kapsuły są malutkie bo Japończycy są malutcy. No bo, nie ukrywajmy, w porównaniu do mieszkańców Europy są. Niestety dla Chińczyków średnia wzrostu w Japonii jest wyższa niż w Chinach, ale o tym wie tylko jeden uczeń który mnie o to zapytał.
Swoją drogą jeżeli kiedyś polecę do Tokio, to jeden dzień poświęcę na Shinjuku. Pewnego parku z bezdomnymi już tam podobno nie ma, ale może uda znaleźć mi się jakiś kluczyk do którejś ze skrytek a w niej napój energetyczny. Jestem spaczony po wielokroć.

Nobby
Nobby, jak zapewne już wiecie, jest z klasy pierwszej. Pełnej świetnych uczniów, a Nobby od nich nie odstaje, co więcej jest dowcipny. I tak w czwartek bodajże siedziałem sobie w stołówce a Nobby i jego kumpel z klasy usiedli dwa stoliki dalej. Widziałem ich gdzieś tam kątem oka, a Oni gdzieś tak w połowie mojego talerza tofu dosiedli się do mnie. Nawet nie po to żeby pogadać, bo zamieniliśmy tylko parę słów, ale po to żebym nie siedział sam.

Air Quality Index
Adam, pamiętasz jak pisałem że to chyba powietrze w Chinach mi przeszkadza? No i wychodzi na to że to pewnie to. Chyba wszyscy już wiedzą o tym co dzieje się w Pekinie (wskaźniki dobijające do 800), a w ‘moim’ Xuzhou było dzisiaj w okolicach 200-250, a wszystko powyżej 100 to źle. Na wiki jest to ładnie wyjaśnione – http://en.wikipedia.org/wiki/Air_quality_index#Mainland_China

Niedziela
Załatwiłem sobie zatoki. Nie chciałem sobie tego uświadomić, ale bez dwóch zdań do tego doszło. Ból głowy, ciągły katar i to pulsujące coś w czole. Moje zatoki są chore. Polskiego lekarstwa na zatoki już nie mam, także pora na zakup chińskiego. Na szczęście internet jest nieocenionym źródłem informacji i udało mi się znaleźć nazwę leku. Także uzbrojony w zeszyt ruszyłem do apteki, gdzie po krótkiej konsultacji trzech aptekarek udało się Im znaleźć lek o który mi chodzi. Dalej nie potrafię się przedstawić, ale radzę sobie całkiem nieźle gdy przychodzi do dawkowania.
Uzbrojony w lekarstwo ruszyłem kupić zwykłą maszynkę do golenia. Bo chociaż mam tę elektryczną to jednak coś z brzytwą zawsze się przyda. Naszukałem się w dwóch sklepach, ale w końcu znalazłem i nawet udało mi się wydukać, że chcę kupić to (palec na maszynkę). Duma mnie aż rozpiera. Wracając do domu wstąpiłem do nowo otwartej  księgarni pooglądać książki dla dzieci. I tak myślę, że może jakąś sobie kupię  bo skoro są tam znaczki napisane w pinyin to przy pomocy słownika powinienem sobie poradzić. W ogóle to wiosna moi Drodzy, wiosna w Jiawang. Tylko ten smog…a podobno na Śląsku jest okropne powietrze…

Niedziela i przegapione #19

Hobbit
– Wie Pan, jest taki film. Właściwie to trzy części o ludziach którzy chronią to co się nosi o tutaj na palcu.
– Władca Pierścieni.
– Możliwe. Teraz jest nowy film tego samego reżysera i będzie bardzo podobny.
– Hobbit.
– Może moglibyśmy go kiedyś obejrzeć?
– Może, może.

Cały problem z rozmowami o filmach w Chinach polega na tym że wszystkie tytuły są tłumaczone podobnie jak nazwy własne, więc czasem nawet nazwisk można nie rozpoznać.
Oczywiście nie obejrzymy ani ‘Władcy…’ ani’ Hobbita’ bo to filmy zdecydowanie za długie i za trudne językowo dla tych dzieciaków. Nawet gdybym skombinował chińskie napisy to w dalszym ciągu te filmy będą za długie.

Nici z obiadu u Lidii
Primo. Mama źle się czuła i nie chciała niczego przygotowywać.
Secundo. Już wyjechała.

Totoro
Pomimo tego całego ciśnienia przeciwko Japonii dzieciaki są zafascynowane anime. Z uwielbieniem oglądają Naruto, One Piece, Dragon Ball (dla Z specjalnie wstawałem w wakacje o siódmej by obejrzeć powtórki na RTL7), a Doraemon i Hello Kitty są wszędzie (no ale z drugiej strony japońskie ministerstwo spraw zagranicznych wybrało ich na ambasadorów Japonii odpowiednio, na świecie i w Chinach i Hong Kongu). Podobnie z Totoro. No ale jak tu Totoro nie kochać, przecież to idealny wielki pluszak. Zauważyłem jak jedna z dziewczyn czyta magazyn o anime i gdzieś tam było zdjęcie okładki soundtracku z Totoro, więc ją o to zapytałem.
– Uwielbiam Totoro.
Z ust dziewczyny która mówi że nienawidzi Japonii. Straszną sieczkę z mózgu robią tym dzieciakom.

Przywrócili ucznia
Pamiętacie jak pisałem o tym uczniu który został wyrzucony ze szkoły ponieważ przyszedł na lekcje pijany? Otóż został przywrócony. Do tej samej szkoły. Bardzo dobrze dla niego. Trochę to dziwne, zwłaszcza że wyrzucono Go, zrobiono z Niego przykład, wygłoszono płomienne przemówienie o tymże nie należy spożywać alkoholu a potem wszystko to zweryfikowano i przywrócono Go. W ruch poszła niemała suma pieniędzy, ale czy to jest obraz jaki chce zbudować dyrekcja? Najwyraźniej tak bo nie przypominam sobie kolejnego przemówienia w którym uczeń kajałbym się za swoje zachowanie i sam tłumaczył jak alkohol na Niego wpłynął. A byłoby to chyba o wiele skuteczniejsze niż pogadanka któregoś z nauczycieli.
Hahaha…Pan od Historii mógłby ją wygłosić. Taki ponury dowcip.

Pocztówki
Dowiedziałem się że dotarły już pierwsze pocztówki które wysłałem w grudniu. Chciałbym teraz zauważyć że z Chin nie warto wysyłać pocztówek pocztą powietrzną bo są drogie i idą strasznie długo, warto za to kupić pocztówki z najtańszym znaczkiem i wysłać je do Polski z pobliskiego urzędu pocztowego w którym nikt nie przejmuje się takimi pierdołami jak znaczki, poczta powietrzna czy dodatkowe opłaty. Pocztówki doszły w 3 tygodnie. To bez dwóch zdań poprawiło mi nastrój.

Niedziela
To jest właśnie taka niedziela w czasie której nie biegam, bo nie mam kiedy, siedzę za to w gabinecie i piszę bloga. Za godzinę mam kolejne zajęcia, potem pora na kolejną porcję słówek.
Dzisiaj dotarło do mnie że muszę przestawić budzik o jeszcze 5-10 minut, a we wtorek wyjść biegać na godzinkę. Będzie mi ciężko się zmotywować bo noc jest ciemna i zimna, ale hej, to przedostatni taki wtorek, więc już bliżej jak dalej.
Dotarło też do mnie coś jeszcze. Jeszcze nigdy nie miałem tak długiej przerwy w goleniu. Według moich obliczeń dzisiaj kończy się 16 tydzień gdy żyletka po raz ostatni dotknęła mojej twarzy. Cztery miesiące. Mama się śmieje i mówi że maszynka w domu już skacze z radości. Będę musiał zabrać ją ze sobą tutaj, bo prawdę mówiąc żyletek nie lubię, wolę moją elektryczną maszynkę.

W czasie lunchu wpadłem na Shawna, który dał mi płytę z wyczynami Kobego Bryanta i pogadaliśmy sobie trochę o filmach i moich uczniach. Egzaminy zaczynają się 22 stycznia. Także dzieciaki mają zaledwie dzień żeby się przygotować. Masakra jakaś. A wczoraj się dowiedziałem że po egzaminach mają jeszcze tydzień zajęć. Wyobrażacie to sobie? Najważniejsze egzaminy a potem jeszcze na tydzień do szkoły. No i nie zapominajmy o zadaniach domowych na ferie.

Wyjaśniło się tez o co chodziło z datą. 2013-01-04 przeczytane po Chińsku oznacza ‘będę Cię kochał na zawsze’.

Niedziela i przegapione #14

Psie oczy
Jedną z pierwszych rzeczy jakie należy zrobić po przeprowadzce do innego kraju jest zapoznanie się z przekleństwami. Oczywiście nie po to by obrażać, ale by wiedzieć kiedy jest się obrażanym. Z racji niezwykle bogatego słownictwa jest to zadanie dość karkołomne dla osób chcących mieszkać w Polsce, ale dla osób chcących mieszkać w Chinach już nie. Głównie dlatego że najczęstszym obraźliwym słowem na obcokrajowca jest ‘guizi’. ‘Yang guizi’ to nic więcej jak ‘zagraniczny diabeł’. Oczywiście białego można nazwać też ‘laowai’ czyli obcokrajowcem, ale jest to słowo używane już przez dzieci i zatraca ono swoje pejoratywne znaczenie. Często na ulicach słychać ‘wai guo ren’ czyli ‘obcokrajowiec’, a wtedy grzecznie mówię że jestem z Polski.
A jak Chińczycy nazywają białych? ‘Psie oczy’. Bo w końcu mamy oczy okrągłe, tak jak psy.

Chemia
Parę dni temu wrzuciłem zdjęcie kartki na której rozpisanych było kilka reakcji chemicznych. Rozpisanych w takim sensie że były bodajże cztery reakcje przepisane kilkunastokrotnie. Zdziwiło mnie to niezwykle więc zapytałem się dziewczyny u której ową kartkę znalazłem o przyczynę. Wyjaśniła mi bardzo sprawnie, że z chemią nie radzi sobie najlepiej i nauczycielka kazała jej to zrobić by w końcu zapamiętać. Wyobrażacie to sobie? Z jednej strony jest to już praktycznie bezmyślne wkuwanie reakcji na pamięć, bo dziewczyna dalej ich nie rozumie, ale z drugiej strony…no właśnie, w tym kraju drugą stroną jest to że w końcu to wkuje na pamięć, dzięki temu zaliczy sprawdzian, semestr i będzie mogła uczyć się dalej. Zrozumieć nie zrozumie, ale może nie będzie już miała nic wspólnego z Chemią. Tylko czy można winić nauczycieli za coś takiego? Mają sporo uczniów, sporo zajęć i nie mogą z każdym uczniem spędzać tyle czasu ile powinni. W Polsce przy 25-30 uczniach w klasie jest to niemożliwe, a przy 50 to wręcz nie do pomyślenia. Ma się tego nauczyć i już.

Koszykówka
Sport to dla tych dzieciaków jeden ze sposobów na ucieczkę od tej męczącej szkolnej rzeczywistości. W klasie drugiej jest taki jeden uczeń, którego angielski może nie powala, na tle klasy wypada średnio (bo klasa druga jest bardzo dobra), ale zawsze ale to zawsze przychodzi albo przed lekcją albo po by porozmawiać chwilę o tym jak grali ‘moi’ Lakers i ‘jego’ Knicks’. Z racji tego, że Lakersi w tym sezonie są że tak powiem w ciemnej dupie, pojawił się ostatnio temat czy zmiana trenera była sensowna i co ja o tym myślę. Także wyjaśniłem że przede wszystkim musimy poczekać aż Steve Nash wróci bo przecież kto jak kto ale on powinien przenieść tę drużynę na inny poziom, Gasol musi znowu poczuć się pewnie i wszystko będzie dobrze. Nawet jeżeli nie będą mieli najlepszego bilansu w sezonie zasadniczym to w play-offach sobie poradzą. I nagle mnie uderzyło, że oto jestem w Chinach, i rozmawiam po angielsku z chłopakiem który koszykówkę kocha bardziej ode mnie i rozmawiamy o swoich ulubionych drużynach na poziomie który dla polskich nastolatków jest trudny do osiągnięcia w języku ojczystym. I naprawdę rozmawialiśmy…To było niesamowite.

Problemy kulturowe
Czasem nawet najlepszy słownik nie pomoże jeżeli trzeba wyjaśnić pewne różnice kulturowe. Przerabialiśmy przysłowia (pomysł Lidii) ze słowami ‘dusza’ i ‘diabeł’ i w Polsce nie miałbym najmniejszego problemu, ale tutaj było mi ciężko. Chiny nie były dla mnie ‘Tym’ krajem azjatyckim. Owszem co nieco przeczytałem o historii, przesłuchałem większość odcinków ‘China History Podcast’, ale umówmy się – nie ma opcji by poznać pięć tysięcy lat historii naprawdę dokładnie. A dodajmy do tego jeszcze mitologię i już w ogóle możemy się znad książek nie wychylać. O ile z ‘diabłem’ można sobie jeszcze w miarę poradzić opisując go chociażby jako złego ducha, tak z ‘duszą’ jest problem. Teraz już wiem że w Chinach istnieje podobne pojęcie, tylko istnieje też podział na duszę unoszącą się do nieba i tę która zostaję w ziemskiej powłoce. Tylko wtedy tego nie wiedziałem, Lidia nie za bardzo mi pomagała, a ja głowiłem się jak w prostych słowach wyjaśnić czym jest dusza…

Przedmioty…
Na czele ulubionych przedmiotów króluje historia z powodu nauczyciela, WF z powodu badmintona, zajęcia ze sztuki bo można oglądać obrazy, oraz z muzyki bo można jej posłuchać i się zrelaksować. Matematyka nie ma wielu wielbicieli, ale ci którzy ją lubią, lubią ją z powodu trudności i poczucia spełnienia po rozwiązaniu trudnego zadania.

Kocham Cię
W piątek wieczorem zajęcia mają już inny zapach. Może nie dla uczniów, ale dla mnie na pewno. Mogę mówić że nie myślę jeszcze o weekendzie, ale byłoby to ogromne oszustwo. A dzieciaki na całym świecie to cwane bestie i gdy wyczują krew to nie odpuszczą. Także w klasie dwunastej poopowiadałem trochę o niemieckim, nauczyłem Ich nawet kilku niemieckich słówek…do czego to doszło…a jeden z uczniów mnie zaskoczył bo powiedział ‘kocham cię’. W sensie po polsku. Zapamiętał gdy kiedyś Im powiedział. Taka drobnostka, kawałek Polski przy zachodzącym późno jesiennym słońcu na drugim końcu świata.

Niedziela
Obudziłem się strasznie późno. Czyli po ósmej. A spało mi się niesamowicie dobrze, przywykłem już do tego materaca. Przed snem obejrzałem ostatni film ze studia Ghibli – ‘From up on Poppy Hill’ i uderzyło mnie to jak bardzo szkoły w Japonii (w latach 60-ych przynajmniej) i Chinach są do siebie podobne. Dotarło też do mnie dlaczego tak bardzo podoba mi się w Jiawang. Dobrych kilka lat temu odebrałem znajomego z dworca, przyjechał z Mirocina (takiej malutkiej wioski pod Nową Solą) i od razu powiedział że tylu ludzi co w Katowicach na dworcu to jednocześnie nie widział i wcale mu się to nie podoba. Teraz mieszka w Chicago, więc pewnie się przyzwyczaił. Ja natomiast mam chyba dość takiego wielkiego miasta (bo chociaż Katowice wielkie nie są to te wszystkie okoliczne miasta tworzą jedno wielkie miasto) i dlatego tak często zakładając buty idę biegać do parku. Dlatego tak bardzo podoba mi się Jiawang, bo chociaż nie ma tutaj takiego parku to jednak jest cisza i względny spokój. Owszem, jest dużo ludzi, owszem nie ma miejsca by się przed nimi schować, ale pomimo tego olbrzymiego placu budowy jest tutaj naprawdę przyjemnie.
Jeszcze tak o tej zwykłej ludzkiej uprzejmości, która wydaje mi się niezwykła. Biegając w Polsce spotykałem się z różnymi ludźmi, niektórzy gratulowali mi wytrwałości, inni mówili żebym tak trzymał, ale czasem ludzie się ze mnie śmiali, raz na ulicy ktoś zapytał po co mi to. W końcu to nie jest normalne by się tak dobrowolnie męczyć. A tutaj ludzie mnie mijają, ja mijam ludzi i owszem patrzą się na mnie, ale bardziej dlatego że mam psie oczy niż dlatego że biegam. A gdy mijają mnie na rowerach/skuterach/trójkołowcach/samochodach i patrzą w moją stronę to staram się podnieść rękę i uśmiechnąć. Oni też się uśmiechają i odmachują. Dzisiaj mijał mnie Pan i podniósł kciuk w górę mówiąc ‘OK’. Albo taka sytuacja. Jest jedno takie skrzyżowanie dość niepraktyczne bo nie ma na nim pasów, ale przejść przez nie trzeba. W Polsce wracając z treningu trzeba uważać bo nawet gdy samochód ma zwolnić do 30 km/h i nawet gdy kierowca widzi że jesteś przy przejściu i nawet gdy widzi jeszcze kogoś na przejściu to i tak się nie zatrzyma by Cię puścić. W Chinach natomiast w miastach jest ograniczenie do 30 km/h (jeżeli jest jeden pas) lub 40 km/h (gdy są dwa pasy lub więcej) i owszem, większość chińskich kierowców nie przestrzega żadnych przepisów które znamy, ale jeżeli chodzi o ostrzeganie pieszych to możemy się od nich wiele nauczyć. Tutaj nikt nie zakłada że pieszy Cię widzi. Jeżeli kierowca widzi kogoś na ulicy, lub na chodniku próbującego wejść na jezdnię od razu naciska na klakson, najczęściej zwalnia i próbuje oddalić się od pieszego. Zupełnie inna kultura jazdy.

Niedziela i przegapione #13

Zaczynając pisać tego bloga chciałem każdego dnia pisać minimum ~300 słów dziennie. To byłoby takie zupełnie optymalne, takie podstawowe minimum. Bo co to jest 300 słów każdego dnia. To nic, zupełnie nic. Ile to 300 słów? Sprawdźcie pierwsze notki, one miały właśnie tyle. To miało być moje minimum, ale im dłużej tu jestem tym więcej piszę. Word właśnie pokazuje ponad 68k słów. To daje nam średnią ponad 700 słów dziennie. Czyli ponad dwa razy tyle ile planowałem. Mam straszną fiksację na punkcie średnich, więc mam nadzieję że o tym zapomnę bo inaczej będę się starał usilnie pisać co najmniej tyle każdego dnia, nawet wtedy gdy nie będę mieć zupełnie o czym pisać. Pisałem już o tym że bałem się że tak będzie…na końcu tego pliku mam napis ‘Rezerwowe’, czyli pomysły na notki gdy stanie się to czego się boję. Nadejdzie dzień który przyjdzie mi podsumować słowami ‘był’. Tylko takie dni nie nadchodzą, każdy dzień przynosi coś nowego. Czy jest to jakaś rozmowa, czy jakiś obraz. Każdy dzień coś wnosi i pobudza do refleksji. A gdyby nie pobudzał? Kurczę, co by to było gdyby te wszystkie pozostałe dni tutaj były zupełnie jednakowe i na dodatek zupełnie nijakie. Takie właśnie ‘był’. Czy to w ogóle możliwe? Piszę to a wiem, że tutaj też wiele zależy ode mnie, od mojego nastawienia i tego co danego dnia robię. Jeżeli siedzę cały dzień w domu to ciężko oczekiwać by wydarzyło się coś na tyle wartościowego by napisać o tym te ponad 700 słów. Taki obrazek z środy bodajże, Lidia zaczyna:
– Chcesz coś z centrum Xuzhou?
– Hmm…nie.
– Kiedy tak właściwie byłeś ostatnio w Xuzhou?
– Hmm…z dwa miesiące temu, ale nie czuję potrzeby by tam częściej jeździć. Mi wiele do życia nie potrzeba.
– Haha, wiem, wiem.
I to prawda. Wiele mi do (właśnie dobiliśmy do 300 słów) życia nie potrzeba, nie widzę potrzeby wydawania pieniędzy na rzeczy w Xuzhou. Ani nie czuję się na siłach by szlajać się po centrum weekendami. Ktoś może stwierdzić że moje życie sprowadza się do pracy i biegania (czy ja już o tym nie pisałem?), ale nawet jeżeli tak jest to mi to nie przeszkadza tak bardzo. Mam na dysku mnóstwo gier, ale nie odpaliłem jeszcze ani jednej, a jestem tu ponad 3 miesiące (tak, o tym pisałem na pewno). Myślałem że tutaj, w tym konkretnym miejscu na świecie, ludzie będą myśleć podobnie i też będą mniejszą wartość przywiązywać do tego co się ma a większą do tego co jest. I w gruncie rzeczy tak jest, jedynie te auta są zastanawiające trochę.

A teraz pora na przegapione.

Klasy dla zdolnych
Chciałem o tym napisać już od jakiegoś czasu, ale ciągle coś mi wypadało. Skoro jednak dzisiaj zacząłem to dzisiaj skończę. W ‘mojej’ szkole są klasy przeznaczone dla uczniów z trochę lepszymi ocenami. Czyli nie tyle dla uczniów ‘lepszych’ co dla uczniów radzących sobie lepiej na testach. Oczywiście by dostać się do takiej klasy należy dobrze sobie poradzić na teście…lub mieć odpowiednio bogatych rodziców którzy zasilą konto szkoły pewną, wysoką, sumą pieniędzy. Dlaczego? Rodzice w Chinach uważają że jeżeli dziecko będzie przebywać w towarzystwie uczniów zdolnych i pracowitych to ich dziecko także weźmie się za naukę i będzie miało lepsze wyniki na testach, a przez to większe szanse na znalezienie dobrej pracy i poradzenie sobie w życiu. O ile część takiego podejścia jest zrozumiała (nadzieja na lepszą przyszłość), o tyle inna część (podejście do nauki nie udziela się osmotycznie) jest dziwna. Z kolei  twierdzenie że dziecko będzie bardziej zmotywowane do ciężkiej pracy wiedząc że rodzice załatwili mu miejsce w lepszej klasie przy pomocy pieniędzy jest, w moich oczach, najzwyczajniej w świecie naiwne (by nie powiedzieć że są to głupio wydane pieniądze). Może w Chinach faktycznie dzieciaki to motywuje, może świadomość tego że rodzice zainwestowali w Twój rozwój mnóstwo kasy wytworzy pozytywną presję (bo negatywną to wytworzy na pewno) i zamiast myśleć że za pieniądze można mieć wszystko i nie trzeba się tak naprawdę starać dzieciaki zepną poślady i będą siedzieć nad książkami z myślą o tym by dać z siebie jeszcze więcej. Może tak to działa w Chinach.

Lewandowski
W piątek skończyłem zajęcia w klasie 11 i podchodzi do mnie nauczyciel. Patrzy na mnie i mówi:
– Football, today?
– Eee…cold.
– Poland, Lewandowski!
– Dułej (czyli po chińsku tak)
– Dortmund!
– Dułej! Błaszczykowski!
I tak sobie pogadaliśmy trzymając się za ręce po czym Pan nauczyciel poszedł. Uczniowie się śmiali, powiedzieli że ten nauczyciel jest ‘uroczy’, więc uśmiechnąłem się i przyznałem im rację.
Tylko jakiś taki niesmak pozostał. Nie wiem czy uczniowie to wyczuli czy nie, ale ich Pan od Historii był wypity. I to mocno wypity sądząc z oddechu i chęci do rozmowy. Może w Chinach to nic takiego, może były to jego ostatnie zajęcia, jednak coś takiego nie powinno mieć miejsca.

Niedziela…
Oprócz porannego biegu nie ruszyłem się z domu ani na moment. W momencie gdy wskoczyłem w ciuchy domowe, umyty i wysuszony, włączyłem kompa, odpaliłem seriale i zapomniałem o reszcie świata. Nawet słówek nie powtarzałem. Najzwyczajniej w świecie mogłem się lenić cały dzień. I tak się leniłem że zupełnie zapomniałem o praniu które zrobiłem po porannym biegu. Moczyło się przez ładnych 7 godzin. Gdy się wyprało po raz drugi postanowiłem wrzucić je do suszarki, która od początku mojej bytności tutaj działała niewyobrażalnie głośno i brutalnie. I mówiąc brutalnie wyobraźcie sobie sytuację w której wkładacie coś do pralki i wychodzicie a gdy wracacie, po pięciu minutach, pralka znajduje się dwa metry dalej i sprawia wrażenie jakby nic się nie stało. Piszę suszarkę a mam na myśli coś w rodzaju centryfugi (pewnych słów się nie zapomina), lub bardziej po ludzku – wirówkę. Nie jestem przeciwnikiem podróżujących pralek, wręcz przeciwnie, jestem ogromnym zwolennikiem i można wręcz powiedzieć propagatorem ruchu podróżujących pralek (dlatego pomagałem tej która teraz znajduje się w dawnym mieszkaniu Lidii znaleźć się właśnie tam), tylko nie lubię przeszkadzać sąsiadom (bo i Oni nie przeszkadzają mi) dlatego też starałem się wirówki nie używać. Dzisiaj jednak naszła mnie pewna myśl ‘dlaczego to wkładka w środku jest w środku (1000 słów) i co się stanie jeżeli ją wyjmę’. A wiedzieć musicie że ta wkładka (plastikowe kółko) było w środku od momentu gdy się wprowadziłem i gdy Lidia pokazywała jak używać pralki i wirówki niczego nie ruszała. Od myśli do czynów droga nie jest daleka więc wyjąłem wkładkę, która dziwnie dobrze pasowała na górę wirówki i uruchomiłem maszynę. A ta zadziałała tak cicho że nie obudziła by nawet niemowlaka. W ten oto sposób do listy naprawionych tutaj rzeczy należy dopisać suszarkę.
Konsekwencją mojego dzisiejszego lenistwa jest mała ilość zdjęć, ale myślę że mi darujecie.

Poranny bieg był niezwykle przyjemny. Zacząłem za szybko, ale z każdym kolejnym kilometrem zwalniałem i czułem się coraz lepiej. Wybiegałem 17 kilometrów trochę ponad 91 minut, czyli może nie szybko, ale całkiem przyzwoicie i co najważniejsze – czułem się świetnie. Powtórzyłem trasę z piątku i myślę że to będzie moja standardowa wtorkowa trasa. Slalom wokół bloków w stronę starego centrum, nawrót przed elektrownią, lekki podbieg pod górę, nawrót przy szkole i powrót do domu. Powinienem zmieścić się w godzinie bez większych problemów, byleby tylko poranki nie były takie chłodne a będzie super. Brakowało mi takiego wybiegania, takiego długiego mentalnego odpoczynku, tak bardzo mi brakowało że nawet zastanawiam się czy nie pobiec jakiegoś maratonu w przyszłym roku, chociaż obiecałem sobie że teraz pora przede wszystkim na szybkość, bo na wytrzymałość jeszcze mam czas, ona się zwiększa z każdym kolejnym kilometrem więc trzeba męczyć się z prędkością póki jest to w miarę przyjemne…Tylko czy jest sens się w ogóle męczyć skoro takie bieganie daje mi najwięcej frajdy? Chyba nie, bo to w końcu ma być przede wszystkim przyjemność.

Patrząc dzisiaj na mapę potwierdziłem swoje przypuszczenia z wczoraj – park do którego dotarłem jest tym parkiem który google oznaczył jako park.

A dzisiejsza trasa wyglądała o tak: http://www.endomondo.com/workouts/112215092

Niedziela i przegapion #12

Skurcze dopadają nas wszystkich, idąc razu pewnego na lunch zauważyłem że dopadł jednego chłopaka i to w łydce. Jak przystało na doświadczonego w radzeniu sobie ze skurczami pokazałem mu co ma zrobić. Zrobił dokładnie tak i od razu pomogło. I to wszystko bez słowa po chińsku/angielsku.
Oto skuteczna komunikacja niewerbalna.

Impreza u Lidii
W poniedziałek dowiedziałem się że Lidia zaprosiła uczniów do siebie do mieszkania. Jak się dowiedziałem? Gdy jedna z uczennic przyszła do niej rano i zapytała kiedy mają się pojawić. Lidia chyba poczuła się niezręcznie i wyjaśniła o co chodzi mówiąc: ‘Wiesz zaprosiłam ich żeby przyszli do mnie do mieszkania. No i oczywiście ty też powinieneś.’ W Polsce poczułbym się jak piąte koło u wozu, ale tutaj nie zwracam na to uwagi.

Jeszcze o poniedziałku, bo pojechaliśmy do tej szkoły średniej i oczywiście uczniowie pytali się ile mam lat. A że odpowiedzi bezpośrednie dobre są jedynie okazjonalnie odpowiadałem pytaniem ‘a na ile wyglądam?’, ale gdy pierwszy dwunastolatek odrzekł ‘tak na czterdzieści’ uznałem że gdybym się tym przejmował to zgoliłbym brodę i poszedł do fryzjera.

Marynarka
Wręcz się nie mogłem opędzić od uczniów mówiących jak niesamowicie wyglądam. Tylko jeden Nobby, jeden jedyny Nobby powiedział ze gdybym miał krawat to bym wyglądał jeszcze lepiej. A przecież mam krawat. Wziąłem ze sobą bo nie wiedziałem jak to tutaj będzie z ubraniami.

Nowy nauczyciel
W poniedziałek zadzwoniła do mnie Jennifer z pytaniem czy może podac mojego maila jednemu z kandydatów. No jasne, bo czemu nie. Facet imieniem Adam pochodzi z Nowej Zelandii i zadawał takie dość standardowe pytania o regularność wypłat, przygotowywanie zajęć, mieszkanie, zanieczyszczenie, koszt życia. Gdy ja poprosiłem o kontakt do któregoś z nauczycieli usłyszałem że sa niezwykle zajęci i nie ma takiej możliwości, nie rozmawiałem wtedy z Jennifer, a możliwości nie było bo nie było nauczycieli. Graham z żoną dali dyla po semestrze.

5 przedmiotów
Dokładnie tyle mają uczniowie w klasie trzeciej. W klasie pierwszej mają 9, a w trzeciej już tylko pięć i dodatkowo jeden WF w tygodniu. Wyobrażacie sobie 14 godzin matematyki w tygodniu? Przecież to się zajechać można. Nie dość że masz olbrzymi materiał do opanowania to masz go opanować w krótkim czasie. Książka, książka i jeszcze raz książka.

Praca…
Oprócz naprawdę fajnych ofert trafiają się też kwiatki typu uczenie dzieci w przedszkolu na dalekiej północy. Uczenie dziecku w przedszkolu to coś co może być ciekawe, niezwykle męczące nie pokazujące rezultatów w takim stopniu jakiego bym oczekiwał, ale to tylko moje przypuszczenia.  Co do dalekiej północy mam pewność – tam jest zimno. Nie, nie zimno. Zimno. Tam zimno zamienia się w Zimno. To miejsce w którym zimno nie jest jedynie brakiem ciepła, jest zimnem które poszło o krok dalej, wyewoluowało do poziomu drugiego, trzeciego i czwartego.  A potem porzuciło poziomy drugi i trzeci mówiąc że to zaledwie przymrozki. To Zimno które przed którym nie można się ukryć bo dociera wszędzie, to nie jest jakieś tam -10 czy -15, to Zimno w okolicach -25 stopni jako średnia temperatura minimalna…i -15 jako średnia temperatura maksymalna w styczniu. To nie jest pitu pitu, to jest praktycznie Syberia. Owszem, blisko Korei i Rosji, ale Zimno mnie zniechęca skutecznie do pracy. Bardzo skutecznie.

Szczęśliwy gdy…
Czyli po całym tygodniu męczarni z trudnym tekstem przyszła kolej na element dialogowy czyli seria prostych pytań z których jedno bardzo mi się podobało: kiedy jesteś szczęśliwy? Gdy jestem z rodziną, gdy jestem ze znajomymi, gdy śpię, gdy gram w badmintona, gdy rozmawiam ze znajomymi, gdy słucham muzyki. Czyli tak jak u nas :)

Aczkolwiek…
Nie ma tak dobrze jeżeli chodzi o rodzinę jednak. Sporo uczniów nie cieszy się że może wracać co weekend do domu. Dlaczego? Bo mogą wrócić tylko na jeden dzień i jest to marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Bo przecież muszą dojechać, muszą wrócić. A wyjechać mogą dopiero w sobotę po porannych zajęciach i wrócić w niedzielę na popołudniowe. W domu jedynie śpią/grają i spędzają czas z rodziną. Czyli wychodzi na to że większość uczniów woli spotykać się z rodziną rzadziej ale na dłużej.

Vicki
Rozmawiałem niedawno z Vicki, która siedzi sobie teraz na południu i pogoda jej dopisuje. Cieplutko, cieplutko, w dodatku nie musi przygotowywać planów zajęć, zarabia więcej, ma fajne mieszkanie, jest tylko jedno ale…uczy w przedszkolu. I jak sama powiedziała nie jest to lekka praca. Aczkolwiek w ciepłym miejscu zajęcia w przedszkolu są łatwiejsze do zniesienia.

Pierwsze wyłapane zdanie na ulicy
W czwartek gdy Lidia wróciła z Pizhou poszedłem ją odebrać z przystanku i wracając już rozmawiamy sobie po czym słyszę ‘ło bo czy dał’ i mówię Lidii ‘nie wiem’, a ona zaczyna tłumaczyć, ale niekulturalnie jej przerywam i mówię że ten chłopak powiedział ‘nie wiem’. ‘Tak, to właśnie powiedział’ po czym pozornie wróciliśmy do dyskusji, ale ja myślami byłem gdzieś indziej. Bo teraz to już nie jest ‘dzień dobry’, to nie jest ‘nie ma za co’, ani nawet ‘bardzo dobrze mówisz po mandaryńsku’, to ‘nie wiem’, czyli zdanie które pojawia się o wiele rzadziej. A nie dość że jej wyłapałem to jeszcze zrozumiałem. Od razu skoczyła mi pewność siebie.

Niech mi pan pokaże jak się pisze
To jest jak dla mnie żart roku, chociaż nie…
– Wie pan, moja nauczycielka angielskiego powiedziała że mam brzydki charakter pisma.
– Tak? Niech no spojrzę (normalne czytelne pismo).
– I czy mógłby pan mi coś napisać, jako wzór, bo myślę że pan ładnie piszę (to jest dowcip roku).
– Eee…móc mogę, ale piszę bardzo niewyraźnie i lepiej się na mnie nie wzorować.
– Bo dostałam też takie kartki, o tutaj z wzorem i muszę to przepisać. Dużo ćwiczeń przede mną.
– Oj tak, dużo.
Taa…prosić kogoś kto pisze wszystko drukowanymi, nie używa łączeń między literami, a na dodatek uczy się w Chinach pisać alfabet łaciński, o pomoc w nauce pisania to dość kiepski pomysł.
A ona przecież normalnie czytelnie pisała. Gdybym ja musiał pisać…chociaż zaraz…musiałem i wcale mi to pisma nie wyrobiło.

Niedziela…
Czyli ostatni dzień tygodnia i wycieczka biegowa. Uzależnienie to straszna rzecz…tym straszniejsza im to mocniejszy kop od tego co nas uzależniania. Dlatego dzisiaj walczyłem ze sobą by pójść biegać, ale czasem lepiej powiedzieć nie.  Zwłaszcza gdy samopoczucie trochę nie dopisuje. To wszystko przez ten deszcz. Zawsze gdy jest przed deszczem, lub po deszczu, robi się tutaj niezwykle chłodno. No i tak się wczoraj wychłodziło że coś mnie zaczęło chwytać. Mam nadzieję że dzień i noc w ciepłym łóżku, oraz gorąca herbata z miodem postawią mnie na nogi. Może być tak że będę musiał zrezygnować z wtorkowego biegu…nie chcę nawet o tym myśleć.

Musiałem się jednak ruszyć z domu i pokulać się po miód. Kulnąłem się do nowootwartego sklepu, a raczej starego sklepu z nową nazwą. Miód mają w tej samej cenie co w ‘moim’ tanim sklepie i są o wiele bliżej. Niestety inne rzeczy mają drożej, a i wybór mają mniejszy. Szkoda. Kupiłem także coś na kolację. Coś czyli kratkowane tofu. Gdy przyjechałem do Jiawang Lidia pokazała mi przyprawę którą chyba zostawił poprzedni nauczyciel bo była ostra i miała opis przygotowania po angielsku. W związku z tym postanowiłem ją wykorzystać na kolację. Okazuje się że cztery plastry tofu to dla mnie za dużo…Dużo za dużo.

Jeszcze tak o tym stoisku które wziąłem za herbaciane a okazało się napojowym: otóż to jakiś taki napój z orzeszkami, fasolą i innymi cudami. Tyle tylko że tutaj nawet biali muszą czekać i nawet biali mówiący do kogoś po angielsku że chcą spróbować muszą czekać, nawet biali mówiący że chcą kupić muszą czekać i to właśnie w takich chwilach żałuję że nie znam chińskiego bo bym się  upominał o swoje, a tak stałem jak kołek  i czekałem, ale w końcu się doczekałem i…żałuję że czekałem bo napój smakował spalenizną. Tragedii nie było ale cudów też nie. Zdecydowanie nie warto było wydać te 3 RMB.

Po kolacji odzywa się telefon. Dzwoni Damon i pyta czy może wpaść. Mówię że może gdzieś pójdziemy bo mam bałagan (w ogóle dzisiaj nie sprzątałem), ale w końcu przekonuje mnie obecne na co najmniej dwóch kontynentach ‘nie jestem dziewczyną, sam mam bałagan w mieszkaniu’. No i pogadaliśmy sobie, pooglądaliśmy sobie filmy, pokopiowaliśmy sobie filmy…
– Zapisuję się do partii.
– Tak?
– Tak, niektórzy pracodawcy wolą zatrudniać ludzi należących do partii.
– To w sumie całkiem podobnie.
– Tak?
– No tak, gdy byliśmy krajem komunistycznym to było podobnie.
– Teraz przynajmniej macie wybór. A my nie…
W Polsce straciłem wiarę w demokrację, w tych ‘komunistycznych’ Chinach jej nie odzyskuję. Wybór…
– Zaraz, ta strona jest u nas zablokowana.
– No tak…
– To jak ty…?
– Oj tam, wystarczy takie coś. Tylko jak będziesz w partii to nie mów nikomu. Bez tego nie wiem jakbym sobie z zajęciami poradził. Nie mogę używać Waszych stron bo one są po chińsku.
– No tak.

I tak wzbogaciłem się o kilkanaście filmów :)

Adam!
Będę czekać :) Tylko na spokojnie i mam taką radę, bo w tym temacie mam jakieśtam doświadczenie, nie próbuj odwzorować tego co pisałeś wtedy, to się rzadko udaje. Nastrój umyka, myśli się zmieniają, świat nie stanął w miejscu z powodu błędu w telefonie, zamiast próbować wskrzesić stare, lepiej stworzyć coś nowego.

Lingwistyczna ciekawostka: chińskie znaczki są trudne i wiemy o tym wszyscy. Przykładowo by napisać ‘wiele’, trzeba postawić na sobie dwa razy znak oznaczający ‘zmierzch’. Dwie góry na sobie to ‘wyjście’. ‘Elektryczność’ i ‘cień’ to ‘film’, ‘król’ z ‘kroplą’ to ‘żad’, który z w połączeniu z ‘otoczony’ da nam ‘królestwo’. Jeżeli ‘królestwo’ poprzedzimy ‘środek’ otrzymamy ‘Chiny’. A co otrzymamy jeżeli połączymy ‘trupa’ i ‘chochlę’? ‘Zakonnicę’.