Niedziela i przegapion #12

Skurcze dopadają nas wszystkich, idąc razu pewnego na lunch zauważyłem że dopadł jednego chłopaka i to w łydce. Jak przystało na doświadczonego w radzeniu sobie ze skurczami pokazałem mu co ma zrobić. Zrobił dokładnie tak i od razu pomogło. I to wszystko bez słowa po chińsku/angielsku.
Oto skuteczna komunikacja niewerbalna.

Impreza u Lidii
W poniedziałek dowiedziałem się że Lidia zaprosiła uczniów do siebie do mieszkania. Jak się dowiedziałem? Gdy jedna z uczennic przyszła do niej rano i zapytała kiedy mają się pojawić. Lidia chyba poczuła się niezręcznie i wyjaśniła o co chodzi mówiąc: ‘Wiesz zaprosiłam ich żeby przyszli do mnie do mieszkania. No i oczywiście ty też powinieneś.’ W Polsce poczułbym się jak piąte koło u wozu, ale tutaj nie zwracam na to uwagi.

Jeszcze o poniedziałku, bo pojechaliśmy do tej szkoły średniej i oczywiście uczniowie pytali się ile mam lat. A że odpowiedzi bezpośrednie dobre są jedynie okazjonalnie odpowiadałem pytaniem ‘a na ile wyglądam?’, ale gdy pierwszy dwunastolatek odrzekł ‘tak na czterdzieści’ uznałem że gdybym się tym przejmował to zgoliłbym brodę i poszedł do fryzjera.

Marynarka
Wręcz się nie mogłem opędzić od uczniów mówiących jak niesamowicie wyglądam. Tylko jeden Nobby, jeden jedyny Nobby powiedział ze gdybym miał krawat to bym wyglądał jeszcze lepiej. A przecież mam krawat. Wziąłem ze sobą bo nie wiedziałem jak to tutaj będzie z ubraniami.

Nowy nauczyciel
W poniedziałek zadzwoniła do mnie Jennifer z pytaniem czy może podac mojego maila jednemu z kandydatów. No jasne, bo czemu nie. Facet imieniem Adam pochodzi z Nowej Zelandii i zadawał takie dość standardowe pytania o regularność wypłat, przygotowywanie zajęć, mieszkanie, zanieczyszczenie, koszt życia. Gdy ja poprosiłem o kontakt do któregoś z nauczycieli usłyszałem że sa niezwykle zajęci i nie ma takiej możliwości, nie rozmawiałem wtedy z Jennifer, a możliwości nie było bo nie było nauczycieli. Graham z żoną dali dyla po semestrze.

5 przedmiotów
Dokładnie tyle mają uczniowie w klasie trzeciej. W klasie pierwszej mają 9, a w trzeciej już tylko pięć i dodatkowo jeden WF w tygodniu. Wyobrażacie sobie 14 godzin matematyki w tygodniu? Przecież to się zajechać można. Nie dość że masz olbrzymi materiał do opanowania to masz go opanować w krótkim czasie. Książka, książka i jeszcze raz książka.

Praca…
Oprócz naprawdę fajnych ofert trafiają się też kwiatki typu uczenie dzieci w przedszkolu na dalekiej północy. Uczenie dziecku w przedszkolu to coś co może być ciekawe, niezwykle męczące nie pokazujące rezultatów w takim stopniu jakiego bym oczekiwał, ale to tylko moje przypuszczenia.  Co do dalekiej północy mam pewność – tam jest zimno. Nie, nie zimno. Zimno. Tam zimno zamienia się w Zimno. To miejsce w którym zimno nie jest jedynie brakiem ciepła, jest zimnem które poszło o krok dalej, wyewoluowało do poziomu drugiego, trzeciego i czwartego.  A potem porzuciło poziomy drugi i trzeci mówiąc że to zaledwie przymrozki. To Zimno które przed którym nie można się ukryć bo dociera wszędzie, to nie jest jakieś tam -10 czy -15, to Zimno w okolicach -25 stopni jako średnia temperatura minimalna…i -15 jako średnia temperatura maksymalna w styczniu. To nie jest pitu pitu, to jest praktycznie Syberia. Owszem, blisko Korei i Rosji, ale Zimno mnie zniechęca skutecznie do pracy. Bardzo skutecznie.

Szczęśliwy gdy…
Czyli po całym tygodniu męczarni z trudnym tekstem przyszła kolej na element dialogowy czyli seria prostych pytań z których jedno bardzo mi się podobało: kiedy jesteś szczęśliwy? Gdy jestem z rodziną, gdy jestem ze znajomymi, gdy śpię, gdy gram w badmintona, gdy rozmawiam ze znajomymi, gdy słucham muzyki. Czyli tak jak u nas :)

Aczkolwiek…
Nie ma tak dobrze jeżeli chodzi o rodzinę jednak. Sporo uczniów nie cieszy się że może wracać co weekend do domu. Dlaczego? Bo mogą wrócić tylko na jeden dzień i jest to marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Bo przecież muszą dojechać, muszą wrócić. A wyjechać mogą dopiero w sobotę po porannych zajęciach i wrócić w niedzielę na popołudniowe. W domu jedynie śpią/grają i spędzają czas z rodziną. Czyli wychodzi na to że większość uczniów woli spotykać się z rodziną rzadziej ale na dłużej.

Vicki
Rozmawiałem niedawno z Vicki, która siedzi sobie teraz na południu i pogoda jej dopisuje. Cieplutko, cieplutko, w dodatku nie musi przygotowywać planów zajęć, zarabia więcej, ma fajne mieszkanie, jest tylko jedno ale…uczy w przedszkolu. I jak sama powiedziała nie jest to lekka praca. Aczkolwiek w ciepłym miejscu zajęcia w przedszkolu są łatwiejsze do zniesienia.

Pierwsze wyłapane zdanie na ulicy
W czwartek gdy Lidia wróciła z Pizhou poszedłem ją odebrać z przystanku i wracając już rozmawiamy sobie po czym słyszę ‘ło bo czy dał’ i mówię Lidii ‘nie wiem’, a ona zaczyna tłumaczyć, ale niekulturalnie jej przerywam i mówię że ten chłopak powiedział ‘nie wiem’. ‘Tak, to właśnie powiedział’ po czym pozornie wróciliśmy do dyskusji, ale ja myślami byłem gdzieś indziej. Bo teraz to już nie jest ‘dzień dobry’, to nie jest ‘nie ma za co’, ani nawet ‘bardzo dobrze mówisz po mandaryńsku’, to ‘nie wiem’, czyli zdanie które pojawia się o wiele rzadziej. A nie dość że jej wyłapałem to jeszcze zrozumiałem. Od razu skoczyła mi pewność siebie.

Niech mi pan pokaże jak się pisze
To jest jak dla mnie żart roku, chociaż nie…
– Wie pan, moja nauczycielka angielskiego powiedziała że mam brzydki charakter pisma.
– Tak? Niech no spojrzę (normalne czytelne pismo).
– I czy mógłby pan mi coś napisać, jako wzór, bo myślę że pan ładnie piszę (to jest dowcip roku).
– Eee…móc mogę, ale piszę bardzo niewyraźnie i lepiej się na mnie nie wzorować.
– Bo dostałam też takie kartki, o tutaj z wzorem i muszę to przepisać. Dużo ćwiczeń przede mną.
– Oj tak, dużo.
Taa…prosić kogoś kto pisze wszystko drukowanymi, nie używa łączeń między literami, a na dodatek uczy się w Chinach pisać alfabet łaciński, o pomoc w nauce pisania to dość kiepski pomysł.
A ona przecież normalnie czytelnie pisała. Gdybym ja musiał pisać…chociaż zaraz…musiałem i wcale mi to pisma nie wyrobiło.

Niedziela…
Czyli ostatni dzień tygodnia i wycieczka biegowa. Uzależnienie to straszna rzecz…tym straszniejsza im to mocniejszy kop od tego co nas uzależniania. Dlatego dzisiaj walczyłem ze sobą by pójść biegać, ale czasem lepiej powiedzieć nie.  Zwłaszcza gdy samopoczucie trochę nie dopisuje. To wszystko przez ten deszcz. Zawsze gdy jest przed deszczem, lub po deszczu, robi się tutaj niezwykle chłodno. No i tak się wczoraj wychłodziło że coś mnie zaczęło chwytać. Mam nadzieję że dzień i noc w ciepłym łóżku, oraz gorąca herbata z miodem postawią mnie na nogi. Może być tak że będę musiał zrezygnować z wtorkowego biegu…nie chcę nawet o tym myśleć.

Musiałem się jednak ruszyć z domu i pokulać się po miód. Kulnąłem się do nowootwartego sklepu, a raczej starego sklepu z nową nazwą. Miód mają w tej samej cenie co w ‘moim’ tanim sklepie i są o wiele bliżej. Niestety inne rzeczy mają drożej, a i wybór mają mniejszy. Szkoda. Kupiłem także coś na kolację. Coś czyli kratkowane tofu. Gdy przyjechałem do Jiawang Lidia pokazała mi przyprawę którą chyba zostawił poprzedni nauczyciel bo była ostra i miała opis przygotowania po angielsku. W związku z tym postanowiłem ją wykorzystać na kolację. Okazuje się że cztery plastry tofu to dla mnie za dużo…Dużo za dużo.

Jeszcze tak o tym stoisku które wziąłem za herbaciane a okazało się napojowym: otóż to jakiś taki napój z orzeszkami, fasolą i innymi cudami. Tyle tylko że tutaj nawet biali muszą czekać i nawet biali mówiący do kogoś po angielsku że chcą spróbować muszą czekać, nawet biali mówiący że chcą kupić muszą czekać i to właśnie w takich chwilach żałuję że nie znam chińskiego bo bym się  upominał o swoje, a tak stałem jak kołek  i czekałem, ale w końcu się doczekałem i…żałuję że czekałem bo napój smakował spalenizną. Tragedii nie było ale cudów też nie. Zdecydowanie nie warto było wydać te 3 RMB.

Po kolacji odzywa się telefon. Dzwoni Damon i pyta czy może wpaść. Mówię że może gdzieś pójdziemy bo mam bałagan (w ogóle dzisiaj nie sprzątałem), ale w końcu przekonuje mnie obecne na co najmniej dwóch kontynentach ‘nie jestem dziewczyną, sam mam bałagan w mieszkaniu’. No i pogadaliśmy sobie, pooglądaliśmy sobie filmy, pokopiowaliśmy sobie filmy…
– Zapisuję się do partii.
– Tak?
– Tak, niektórzy pracodawcy wolą zatrudniać ludzi należących do partii.
– To w sumie całkiem podobnie.
– Tak?
– No tak, gdy byliśmy krajem komunistycznym to było podobnie.
– Teraz przynajmniej macie wybór. A my nie…
W Polsce straciłem wiarę w demokrację, w tych ‘komunistycznych’ Chinach jej nie odzyskuję. Wybór…
– Zaraz, ta strona jest u nas zablokowana.
– No tak…
– To jak ty…?
– Oj tam, wystarczy takie coś. Tylko jak będziesz w partii to nie mów nikomu. Bez tego nie wiem jakbym sobie z zajęciami poradził. Nie mogę używać Waszych stron bo one są po chińsku.
– No tak.

I tak wzbogaciłem się o kilkanaście filmów :)

Adam!
Będę czekać :) Tylko na spokojnie i mam taką radę, bo w tym temacie mam jakieśtam doświadczenie, nie próbuj odwzorować tego co pisałeś wtedy, to się rzadko udaje. Nastrój umyka, myśli się zmieniają, świat nie stanął w miejscu z powodu błędu w telefonie, zamiast próbować wskrzesić stare, lepiej stworzyć coś nowego.

Lingwistyczna ciekawostka: chińskie znaczki są trudne i wiemy o tym wszyscy. Przykładowo by napisać ‘wiele’, trzeba postawić na sobie dwa razy znak oznaczający ‘zmierzch’. Dwie góry na sobie to ‘wyjście’. ‘Elektryczność’ i ‘cień’ to ‘film’, ‘król’ z ‘kroplą’ to ‘żad’, który z w połączeniu z ‘otoczony’ da nam ‘królestwo’. Jeżeli ‘królestwo’ poprzedzimy ‘środek’ otrzymamy ‘Chiny’. A co otrzymamy jeżeli połączymy ‘trupa’ i ‘chochlę’? ‘Zakonnicę’.