Wolałbyś…

IMG_2337
Wszystko jest w głowie.

Od dzisiaj mamy na zajęciach temat ‘Czy wolałbyś…’ i dwa wyboru. Tak żeby dzieciaki mogły sobie porozmawiać nie tylko o standardowych tematach, ale także o czymś bardziej abstrakcyjnym. W końcu nie zawsze w życiu będziemy rozmawiać o sytuacjach prostych, czasem trzeba poruszyć temat mniej realny. Poza tym temat ten pozwala na taką dowolność że można zapytać się zarówno o ‘Czy wolałbyś walczyć z jedną kaczką wielkości konia czy stoma końmi wielkości kaczki?’ jak i ‘Czy wolałbyś być biedny i szczęśliwy czy bogaty ale smutny?’. Oczywiście każdą odpowiedź należy uzasadnić. Mam takich pytań kilkanaście, niektóre bardziej, inne mniej sensowne. Dużo takich zabawnych bo to ma być ćwiczenie zamaskowane zabawą i dzieciaki mają się przy tym pośmiać.
Jedno z moich ulubionych to ‘Czy wolałbyś być niewidzialny czy umieć latać?’ i taką jedną odpowiedzią chciałbym się podzielić bo mnie bardzo poruszyła:
– Wolałabym latać bo jakbym była niewidzialna to moi rodzice mogliby mnie nie widzieć i byłabym przez to bardzo smutna.

IMG_2340
A na obiad poszedłem do trójki, gdzie standardowo wziąłem sobie tofu, ale tyle to się możecie ze zdjęcie domyślić.

Temperatura jest dzisiaj paskudna. Ponad 30 stopni na plusie a dzieciaki siedzą w kurtkach…Co prawda mówią ze ciepło, ale kurtek nie zdejmą. 30 stopni na plusie a mamy połowę kwietnia…jeżeli to się utrzyma to ja zwariuję. O ile 30 stopni mogę wytrzymać tak jak przygrzeje te 35 i więcej to dostanę szału z gorąca.

W klasie drugiej dziewczyny przygotowały scenkę komiczną z wykorzystaniem muzyki, nie mam pojęcia jak wyszło nagranie, ale na żywo sprawiły się świetnie. Mnóstwo śmiechu, fajna gra i sensownie połączone muzyką, w porównaniu do klasy siódmej niebo a ziemia, w dodatku same tę scenkę napisały. A to już w ogóle ogromny, ogromny plus. Postaram się to dzisiaj wrzucić na youtube’a żebyście mogli sobie pooglądać jak to wyglądało.

‘Wolałbyś  mówić płynnie wszystkimi językami na świecie, czy rozmawiać ze zwierzętami?’ I tylko jeden uczeń jak na razie powiedział ‘zwierzęta’ co bardzo mnie smuci. Bo nauczyć się języka zawsze można, chociaż chiński to momentami tragedia, a rozmawiać ze zwierzętami to już trochę trudniej. Oczywiście One nas rozumieją i my Je też, ale wielu rzeczy przekazać nie potrafimy.

Wieczorem jeszcze ruszam na przejażdżkę po Jiawang, mam taki upatrzony kierunek, ale czy tam pojadę to się okaże. Znalazłem na mapie kolejne grobowce dynastii Han i to całkiem niedaleko, w sam raz na weekendowy wypad, kwestia tego że mam tylko mgliste pojęcie co do kierunku w którym mam jechać, także dzisiaj spróbuję.

Dzieciaki z klasy pierwszej nadały mi dziś chińskie imię…ale o tym dopiero w niedzielę bo muszę się nad nim porządnie zastanowić.

IMG_2349

'A dlaczego robisz zdjęcia niepozornych skrzyżowań!?’
'Żeby w razie potrzeby zapytać się gdzie ono jest’

No i pojechałem, nawet zauważyłem wjazd na autostradę i tę pagodę.

IMG_2356
'Hej, coś tam jest w oddali, może warto pojechać?’

Nie mam pojęcia czy to jest ta która pojawia się na zdjęciach reklamujących Jiawang, ale kurczę…ile ich może być w końcu. Przejechałem te nieszczęsne G3 i dojechałem…tak naprawdę to nie wiem bo jeszcze nie spojrzałem na mapę.

IMG_2379
Po co komu statyw gdy ma Meridkę

Zdumiało mnie to że okolica tej pagody jest praktycznie opuszczona, znaczy siedziało tam trzech Panów strażników i jakieś pojedyncze osoby spacerowały ale budynki są niewykończone i to część od dość dawna jest niewykończona a część dopiero jest budowana. Oczywiście musiałem wspiąć się na sam szczyt i tylko wydawało się że to wysoko. Widok bardzo uspokajający. Chciałem pojechać trochę dalej ale zdałem sobie sprawę że w gruncie rzeczy zaraz zrobi się ciemno i już robi się zimno a wyjechałem w krótkim rękawku i nie wziąłem niczego na grzbiet. Także za mostkiem nad autostradą zawróciłem w stronę Jiawang.

IMG_2387
Meridka też chciała zapozować.

Wies

Wieś…wszędzie pachnie tak samo. To parafraza jednego z moich ulubionych cytatów ‘War, war never changes’. Jest w tym bardzo wiele prawdy. Ruszając na dzisiejszą poranną przejażdżkę miałem w planach pojechanie w lewo.

IMG_2250
Wieś, a gdzieś na poboczu ubikacja.

Także pojechałem. Zajęło to trochę czasu, ale jadąc tak przed siebie czułem wszechobecny zapach nawozu a gdzie nie spojrzałem widziałem pola. ‘Małe miasto’ okazuje się być tak małe że wystarczy przejechać w dowolnym kierunku 3-4 kilometry by dotrzeć do pól. No niech już będzie. Czy chińska wieś różni się czymś od wsi polskiej? Z punktu widzenia rowerzysty wolę chińskie wsie bo mają lepsze drogi, ale patrząc  trochę inaczej to nie za bardzo.

IMG_2282

Wszędzie pracują ludzie i to dość ciężko, największa różnica jest taka że na polach w okolicy Jiawang nie ma zbyt wielu maszyn rolniczych, widziałem chyba jeden czy dwa traktory, jeden kombajn, ale nic więcej…a może po prostu tutaj uprawia się coś innego? Czemu by nie. To co uderza to pustka…znaczy są budynki po jednej stronie, a po drugiej pola, ale nagle okazuje się że jednak w Chinach nie na każdym rogu można kupić jedzenie, bo można je kupić co parę kilometrów w sklepie, ale to logiczne skoro większość osób przebywa w mieście, to towar będziemy chcieli dostarczyć do niego właśnie.

IMG_2285
Czasem warto zejść z ubitej ścieżki.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jest to taka pustka, w której gdzie można jechać, jechać i nie widać żywego ducha, to taka chińska pustka czyli widzimy tylko parę osób, a nie parędziesiąt.

IMG_2252

Obiad domowej roboty.

Wczoraj, po drugiej stronie ulicy, postawiono taki olbrzymi billboard z reklamą drugiej edycji wyścigu MTB do jeziora Dugong. No dobrze, postawić postawili, ale co z tego skoro  byłem umówiony z Damonem. Także po powrocie do domu zadzwoniłem by jeszcze raz upewnić się że wszystko w porządku, ale okazało się że Damon odniósł wczoraj kontuzję w czasie meczu z kumplami i nie czuje się najlepiej. No to szybka zmiana planów i powiedziałem że w takim razie przekładamy to do 25 kwietnia. A dlaczego 25? Bo 25 i 26 mam wolny, a okazuje się że dzieciaki wracają do szkoły dopiero 28 (nie chcę tego nawet komentować skoro 29 zaczynają się trzy dni wolnego), więc mam całkiem sporo czasu. Damon będzie mieć  czas żeby się wy kurować, a raczej jego kolano będzie miało czas.

IMG_2273 IMG_2277
Z widokiem na wyspę i widokiem na ląd.

Także wyruszyłem na kolejną przejażdżkę  bo zauważyłem jezioro z jakąś wysepką i postanowiłem je sprawdzić. Okazało się że to staw rybny, oraz górka z drugą górkę na samym środku stawu. Zarośnięte chaszczami, ale wbrew pozorom w ogóle nie zasyfione, jedynie zarośnięte. Aż dziwne że takie miejsce stoi puste i jakby zapomniane. A potem przyszło mi wrócić i jakoś tak mnie rower zaprowadził do biura zawodów, więc postanowiłem się zapisać.

IMG_2262
Dzisiaj meridka była nieśmiała i się schowała.

Okazało się że miałem się zapisać wcześniej, ale to nie był problem, miałem mieć numer ubezpieczenia, ale za 15RMB wykupiono mi je na miejscu, oraz miałem podać numer paszportu, ale że do domu miałem 5 minut to podjechałem, zapłaciłem 100RMB kaucji za chipa i dostałem torbę z: planem całego weekendu, bidonem, napojem z orzechów włoskich, numery startowe, oraz chipa. Numery i chip zamontowane, także jutro ruszam do akcji. Wyścig rozpoczyna się o 10. To będzie pierwszy wyścig Meridki, mam nadzieję że sobie poradzi w debiucie.

IMG_2297
Wiadomo :)
A skoro wyścig to trzeba też w końcu zaopatrzyć się w kask, podjechałem do ‘swojego’ sklepu rowerowego, przywitałem się, podszedłem do kasków, Pan Sprzedawca proponuje mi taki jeden za 350RMB:
– Za drogi.
– Za drogi?
-Tak.
– Za 100?
– 100…100…100! Tak!
-Wybieraj
Taka drobnostka a duma mnie aż rozpiera.

IMG_2289

Interwały

Aaaa! Krzyknąłem z samego rana, uświadamiając sobie że zapomniałem wczoraj uaktualnić Szuflady. Mam nadzieję że wybaczycie.

Przygotowując się do dzisiejszych interwałów usłyszałem dobijanie się do drzwi, ubrany już w strój biegowy otworzyłem a tam stała ta malutka dziewczyna z klasy 10…zaszedł pomyłek w takim razie, bo Ona nie chciała mnie zaprosić do domu tylko żebym się poszedł z Nimi (bo była jeszcze Jej koleżanka) bawić. Taaak…to w ogóle nie byłoby ‘niepokojące’. Wytłumaczyłem Jej że zaraz idę biegać, ale może później. Nie wiem czy to później nadejdzie…W każdym razie poszedłem biegać.

IMG_2035
O wierzbowych gałązkach przeczytacie poniżej.

12 minut spokojnego biegu a potem powtórka z zeszłego tygodnia, czyli 10×30-60 (30 sekund bardzo szybko i 60 bardzo wolno), a że za tydzień planuję przejść do 30-30 to zrobiłem sobie jeszcze 3×30-30 i o ile tydzień temu miałem jeszcze siły by spiąć się w drodze do domu i czuć się rześko i przyjemnie tak dzisiaj miałem problem wejść na to swoje czwarte piętro. Nie wiem ile w tym ‘zasługi’ wczorajszej 40 a ile dzisiejszych interwałów, ale podobało mi się bardzo. Znaczy…pierwszych kilkanaście minut po wejściu do domu chciałem umrzeć, ale po prysznicu zdałem sobie sprawę że już się nie mogę doczekać następnego tygodnia i kolejnych interwałów. Tym razem będzie 15×30-30. Przynajmniej takie jest założenie, a jak to wyjdzie w rzeczywistości to się dopiero okaże, bo lekko na pewno nie będzie.

IMG_2040
Długo już nie było deszczu to pora podlać rośliny.

Po obiedzie wsiadłem na Meridkę  i pojechałem. Plan miałem taki żeby kupić lampę, miód i odwiedzić groby bo dzisiaj jest święto Qingming (o nim będzie za chwilę). Pojechałem do znajomego sklepu rowerowego gdzie do wyboru miałem dwie lampy, tanią i drogą. Spojrzałem na mój budżet do wypłaty i wziąłem tą drogą. Została mi ona szybko przykręcona, trzeba było co prawda przenieść dzwonek, ale to nie problem. Po raz kolejny zdumiewa mnie jakość obsługi.

IMG_2057
Wspomniana lampka.

Kupiłem miód, herbatę w postaci pączków jakiegoś kwiatka i paprykę z sezamem (mam jeszcze dwa słoiki własnej). I tak wyposażony ruszyłem przed siebie. Trochę pokrążyłem, zwiedziłem kilka tras z drugiej strony, ale w końcu dotarłem na górę, wyciągnąłem aparat  zrobiłem zdjęcie i spojrzałem w lewo. Na skraju małego lasku zauważyłem jedną płytę, ale im szedłem dalej tym płyt było coraz więcej i więcej, a przy każdej z nich kopiec.

IMG_2045

Cmentarz.
Zupełnie inny od tych znanych z Europy, czy nawet od tych których zdjęcia są w internecie. Gdzieś tam siedziały sobie w spokoju dwa psy, ale na mój widok odbiegły, a ja szedłem i uśmiechałem się.

IMG_2047
Jeszcze moment się przyglądał, ale potem uciekł.

To dziwne, ale nie czułem smutku jaki normalnie czuje się na cmentarzach. Jak to w Chinach, było brudno, pod nogami miałem butelki po destylacie i torby plastykowe, ale wszystko było świeże więc z poranka. Słońce świeciło, w koronach drzew ptaki ćwierkały i wokół nie było nikogo. Tylko kopce ze świeżą ziemią na szczycie. Z niektórych kopców wyrastały drzewa, jeden był nawet podmurowany cegłami, ale żaden nie wyróżniał się tak jak to niektóre w Polsce. Niektóre płyty były ciemne, inne jasne, ale wszystkie miały jakieś wzory artystyczne i zapewne cytaty.

IMG_2049
Merida w tle.

Po śmierci w końcu wszyscy jesteśmy równi.

Chińskie Święta – Qingming
Święto obchodzone 15 dni po równonocy wiosennej. Najprościej byłoby przyrównać je do dnia Wszystkich Świętych bo przypomina je pod tym względem że w jego trakcie odwiedza się groby przodków.
Nazywane jest również dniem czyszczenia grobów bo właśnie wtedy czyści się groby, ofiaruje się zmarłym jedzenie, herbatę, wino, pali papier przypominający pieniądze. A niektórzy ludzie noszą ze sobą gałążki wierzbowe, lub umieszczają je nad drzwiami/bramami by odgonić złe duchy.

To właśnie w ten dzień rozpoczyna się wiosenne oranie, odbywają się różne imprezy, puszcza się latawce, czy odpala petard.

Jest również istotne z powodu zbiorów herbaty. Herbata zebrana przed tym świętem jest droższa od tej zebranej po (ale czy w gruncie rzeczy każda nie jest zebrana po i wszystkie prócz jednej będą zebrane przed?).

IMG_2059
Herbata z kwiatka.

Przekupiłem ich!

IMG_2013
Tunel w drodze do szkoły

Tak! Udało mi się przekupić klasę ósmą. Obejrzeliśmy trochę  Up, ale dopiero po tym jak rozmawialiśmy o tym co by kupili za milion dolarów. Prawdę mówiąc nie sądziłem że to zadziała, ale zadziałało i jestem z siebie bardzo zadowolony. Owszem, nie jest to najlepsze strategia, ani na pewno nie długoterminowa, ale jeżeli działa to mam to w nosie.

IMG_2021
Pogadanka przed pierwszą lekcją.

Obiad to dzisiaj trójka i tofu, tofu i jakieś kiełki, ale głównie to tofu. Za 5 RMB. Ach…trochę papryki tez tam było, ale bez przesady znowu. Smaczne i mam wrażenie, że to tofu było najzwyczajniej w świecie ugotowane z papryką bo nie miało praktycznie żadnego smaku. Będę musiał kiedyś spróbować przyrządzić je właśnie w ten sposób. Papryki mam pod dostatkiem, tofu też, także nic nie stoi na przeszkodzie. No może jedna rzecz…mam smaka na fasolkę po bretońsku i chociaż wiem że przygotowanie jej tutaj będzie praktycznie niemożliwe (no poważnie, żeby nigdzie nie było wędzonego boczku?) to spróbuję.

IMG_2026
Mogło by być ostrzejsze.

IMG_2029
’Macie jakies dziwne smaki lodów?’ 'Nie!’ Słodki ziemniak z  kukurydzą.

Plan na ten tydzień miałem taki żeby w jakiś dzień zrobić 40km na Meridce, bo raz w życiu zrobiłem coś koło 40 w Polsce, ale chciałem potem umrzeć (z całego serca odradzam taki duży i popularny sklep rowerowy w Rudzie Śląskiej, bo w Chinach, pomimo problemów językowych, wszystko ze mną ustawiali i pytali się czy gra, czego w tamtym sklepie nie uświadczyłem). A że zadzwoniłem dzisiaj do Damona i umówiliśmy się na piątek i sobotę to nie wiedziałem czy dam radę po powrocie zrobić tę 40 to postanowiłem zrobić dzisiaj. No to wyciągnąłem Meridkę z mieszkania, włączyłem muzykę i pojechałem. Nie miałem dzisiaj ochoty na kręcenie się wokół jeziora, więc pojechałem w stronę świątyni, a potem jeszcze trochę dalej. Pola, wzgórza, domy i droga. O tych drogach muszę w końcu coś napisać bo kilka rzeczy rzuca się w oczy. Zawróciłem, pojechałem w stronę mieszkania, ale to dopiero ~22 kilometry, więc pojechałem dalej w stronę fabryki, a potem za fabrykę i dotarłem do znaków mówiących że 5km w lewo a znajdę coś tam. Nauczyłem się nie ufać tym znakom. Nie mniej jednak kiedyś spróbuję tam pojechać i zobaczyć co i jak. Jechałem dalej prosto aż dotarłem do rondka i uświadomiłem sobie że to pierwsze z dwóch rondek na drodze do Xuzhou. Ucieszony tym faktem zawróciłem i jeszcze musiałem się trochę po okolicy wokół mieszkania pokulać. Jutro muszę podskoczyć do sklepu rowerowego i kupić lampę, bo to jakaś masakra. O 19 nie ma już światła, a niektóre drogi są nieoświetlone. Gdyby nie mój wyborny słuch wpadłbym na człowieka który stał na poboczu i rozmawiał przez komórkę.

IMG_2033
5 kilometrów do…

Nie wiem jak będą wyglądać jutrzejsze interwały, ale spinać się nie będę, w końcu po takim dniu mam prawo mieć trochę cięższe nogi.

CoTamSłychaćwChinach

Liczba osób z wirusem H7N9 wzrosła do siedmiu. Cztery nowe przypadki zachorowań odnotowano w prowincji Jiangsu (to już u mnie).  Pozostałe trzy rozkładają się następująco – Szanghaj dwa i prowincja Anhui 1. Nie wiadomo jeszcze w jaki sposób doszło do zakażeń zwłaszcza że osoby te nie miały ze sobą kontaktu.
Z dotychczasowych obserwacji klinicznych wynika że wirusem nie można zarazić się od innej osoby, jednakże nie jest to jeszcze pewne z powodu nikłej ilości zachorowań.

[iframe src=”http://www.endomondo.com/embed/workouts?w=piYSQgZd5dE&width=500&height=500&width=500&height=500″ width=”500″ height=”500″ frameborder=”0″ scrolling=”yes”]

Niedziela i przegapione z tygodnia#6

Untitled

Wtorek
Pora na wyjaśnienie wtorkowego wpisu. Na przedostatnich zajęciach dostałem smsa od Tracy że przyjedzie do Jiawang za 2 godziny. Lydia oczywiście nic nie wiedziała, co Tracy usprawiedliła o tak:
– Nie wiedziałam gdzie Ona mieszka, myślałam że gdzieś daleko więc nie chciałam robić  kłopotów.
Tak…
W każdym razie, dokulała się do Jiawang i sobie porozmawialiśmy, poszlajaliśmy się po cichym i spokojnym Jiawang. A potem zjedliśmy kolację w postaci zupy z pierogonudlami w barze pod blokiem. No i następnego dnia pojechała dalej.
I taki dialog z Lydią ze środy, w ramach bonusu:
– No i co o Niej sądzisz?
– Tak jak Ci mówiłem, jest bardzo sympatyczna i miła.
– Zaproponuj Jej żeby się do Ciebie przeprowadziła!
– Hahahaha, co?
– Tak! Tak zrób!
– Ale przecież Ona ma pracę w Pekinie, że o rodzinie i życiu nie wspomnę.
– Miłość wszystko pokona!
– Eee…
– Jak chcesz to z Nią o tym porozmawiam!
– Wiesz co, jestem dużym chłopcem, poradzę sobie.
(…)
– A Ona to przyjechała do Ciebie czy w sprawach biznesowych?
– No o to to musisz Ją zapytać.
– Myślałam że Ci powiedziała!
Zastanawiam się czy umieścić tu jakiś komentarz, ale myślę że jest to zbyteczne.

IMG_1910
Świeżutkie, kupione wczoraj.

Przedstawienie
Również we wtorek uczniowie z klasy siódmej odegrali scenę z ‘Kupca Weneckiego’ (do obejrzenia na youtube).  Podziwiam Ich bo w wolnym czasie nauczyli się ról na pamięć, dodali do tego trochę gry aktorskiej, czyli spisali się bardzo dobrze jak na czas i możliwości. Lydia poszła z filmem z tego wystąpienia do dyrektora, bo…
– Chcę żeby wzięli udział w pokazie w Jiawang.
– No jeżeli uważasz że to się nadaje to jak najbardziej powinnaś Im pomóc.
(…)
– Dyrektor powiedział że oni nie mieli ani kostiumów, ani nie było dużo gry i chciałby zobaczyć Ich na żywo!
– No wiesz, nauczenie się kwestii na pamięć to spory wysiłek i podziwiam Te dzieciaki, ale prawdę mówiąc to muszę się z Nim zgodzić, o ile brak kostiumów czy rekwizytów to nie problem, tak mogliby dodać trochę więcej ekspresji.
– Ale wtedy to nie byłoby takie przedstawienie po angielsku!
– Eee… masz więcej doświadczenia ode mnie i wiesz jak to powinno wyglądać w Chinach, więc jeżeli uważasz że tak było świetnie to nie będę się kłócić.
No tak, bo jeżeli ktoś dokłada grę aktorską do wykutych na blachę słów to przestaje recytować a staje się aktorem, a my chcemy by te dzieciaki robiły dokładnie to co miliony przed nimi. Nie chcemy dać Im możliwości ekspresji, chcemy by byli tacy sami. ‘Mali, smutni, zarozumiali (…)’

IMG_1925
Takie tam w Chinach.

Sąsiadka
W przerwie między czwartkowymi zajęciami poszedłem do mieszkania, a potem poszedłem porobić interwały i tak patrzę a tu pod blokiem siedzą dwie sąsiadki (wyglądają jak mama z córką, ale pewności nigdy nie ma) i coś tam pichcą w garze. Popatrzyłem, popatrzyłem i poszedłem pobiegać. Wróciłem, popatrzyłem znowu, pouśmiechałem się i poszedłem do szkoły. Gdy wróciłem po raz trzecie pomaszerowałem do domu, zdążyłem zdjąć buty, bo nawet nie plecak i nagle słuchać walenie w drzwi, otwieram i patrzę a tam ta starsza sąsiadka trzyma w rękach worek orzeszków. Uśmiecha się i wciska mi je na siłę. Podziękowałem oczywiście i teraz czekam żeby się zrewanżować bo mam jeszcze coś z Polskich słodyczy…a orzechy to oczywiście te w papryce. Palą jak ogień. Pycha :)

IMG_1932
Nazwa nastepnego miasteczka.

Damon
W piątek wieczorem, gdy przechodziłem przez fazę ‘jeszcze tylko jedna strona’  która zakończyła się  w sobotę, zadzwonił Damon i zapytał czy dalej chcę się spotkać. Po krótkiej dyskusji doszliśmy do wniosku że najlepszy będzie następny tydzień bo mamy wolne. Także za tydzień ruszam do Xuzhou i mam nadzieję że akademik Damona nie będzie zbyt chłodny nocą.

IMG_1940
Cyrk!

Niedziela
Wchodzę na QQ.
– Hello, jestem twoim uczniem.
– Cześć, jak tam leci?
– Siedzę w szkole i jest strasznie nudno.
– Tylko uważaj żeby nauczyciel nie wziął Ci telefonu.
Dwudziesty pierwszy wiek moi drodzy.

IMG_1953
W parku jest klatka z małpkami. Niektóre były przykute łańcuchem, wszystkie wyglądały na chore. Ta konkretna ma niesamowicie mądre spojrzenie. To taka smutna mądrość.

Wskoczyłem na rower i pojechałem. Najpierw ruszyłem w stronę jeziora, bo chciałem zobaczyć dokąd zaprowadzi mnie droga. I gdzieś tak po 40 minutach zaprowadziła mnie do słupków wyznaczających koniec ulicy targowej a zarazem kres jazdy samochodem. Przed sobą zobaczyłem piach i błoto, uznałem więc że pora zawrócić. Teraz widzę, na zdjęciach z satelity którym ufać nie można, że kawałek dalej jest kolejne jezioro.

IMG_1957
Zburzyli mur przed tym budynkiem więc wkrótce powstaną tam sklepy i kawiarnie.

Zawróciłem i zrobiłem sobie przerwę przy przejeździe kolejowym gdzie kierowcy tirów machali do mnie. To taka mała odmiana. Wracałem drogą równoległą do tej którą przyjechałem i dotarłem do wyjazdu na fabrykę…Pewnego dnia będę musiał przejechać ponownie koło niej by pojechać dalej w stronę tego olbrzymiego jeziora, ale do tego jeszcze jest parę tygodni. O ile w ogóle się na to rzucę.

Westeros

Z samego rana ruszyłem do Westeros, w końcu nie było mnie tam już kilka dni. Na szczęście wszystko tam na mnie czekało. Mam taki zwyczaj że nie czytam nigdy więcej niż jednej książki naraz. Nie mam tak z grami, jak mam ochotę pograć w coś w przerwie od innego tytułu to odpalam i gram. Za to książek nie…nie stoi za tym żadna filozofia pokroju ‘chcę się całkowicie oddać konkretnemu tytułowi i skupić na nim swoją uwagę w stu procentach bo to najlepszy sposób na wyrażenie szacunku wobec autora’. Najzwyczajniej w świecie uważam że jeden tytuł z jedną fabułą mi wystarcza. Łatwiej jest mi przeczytać jeden tytuł i potem przeskoczyć do drugiego. Teraz co prawda to czytanie idzie mi dość  wolno, ale cóż poradzić. Dotyk ekranu nie zastąpi dotyku papieru.  A poza tym żadna książka od czasów ‘Kafki nad morzem’ i ‘Kroniki ptaka nakręcacza’ nie przykuła mnie na tyle żebym nie mógł się od niej oderwać. Z drugiej strony nie było też tytułów z którymi musiałem walczyć by dobić do końca, oj Philip K. Dick, oj…chociaż nawet nie…John M. Coetzee i ‘Życie i czasy Michaela K.’ które z jakiegoś powodu przypominało mi ‘Deus Irae’ Dicka i Zelaznego. W końcu obydwie to powieści drogi, tylko o ile ta Coetzeego jest, w moim odczuciu, średnia bo nie poruszyła mną ani trochę (bohatera z poważnymi problemami psychicznymi bardziej wiarygodnie przedstawił Dick w ‘Wyznaniach Łgarza’), i naprawdę miałem problem żeby doczytać tę książkę do końca, tak ‘Deus Irae’ o wiele bardziej mi się spodobało, no ale postapokalpityczny świat zawsze do mnie przemawiał (tak jakby wyludnione RPA nie było postapokaliptyczne).

IMG_1519
Wiosna.

Na obiad i zużyłem tę przyprawę z pandziorem. Znalazłem w niej kamień :D Jak widać zdarzają się nie tylko w orzechach włoskich.

IMG_1522
Parę miesięcy temu stały tu sklepy i domy.

Po obiedzie ruszyłem z Meridką nad jezioro. Dobry Boże. To będzie częsty wypad, ale droga nad jezioro jest nieporównywalnie gorsza od tej z jeziora. Na początku myślałem że umrę, potem było na szczęście już tylko lepiej. Zrobiłem dodatkowo dwa kółeczka wokół jeziora i wróciłem do mieszkania.

IMG_1524
Ten Pan nie jechał nad jezioro.

Po drodze spojrzałem na licznik i stwierdziłem że kas będzie bardzo dobrym rozwiązaniem. Przy 52 km/h kask mi co prawda wiele nie da, ale przynajmniej nie będzie mi tak wiało w głowę. Nigdy nie jechałem tak szybko na rowerze…a to przecież nie jest szosówka. Kolejne dwa kilometry to już tak bardziej na luzie w okolicach 40 km/h ale fakt faktem jest z górki. Czuję się z tymi pagórkami do jeziora zaprzyjaźnimy.  Tylko że w chwili obecnej mam dość. Nie dość że czuję jeszcze wczorajsze interwały to jeszcze dzisiaj ta godzinna przejażdżka.

IMG_1527
To nie jest 'to’ jezioro, ale Meridka bardzo chętnie pozuje.

IMG_1528
Jezioro Dugong, a raczej rybacy.

IMG_1540
Drogowskaz, nawet po angielsku.

Jutro będą już dwa tygodnie gdy rozpocząłem przygodę z medytacją. Staram się każdego dnia znaleźć te 10-15 minut by się zupełnie wyciszyć. Parę razy było ciężko, parę razy czułem z kolei że te 10 minut to bardzo krótko. Bieganie było dla mnie taką formą wyciszenia się i spędzenia paru minut z samym sobą. Teraz gdy nie biegam próbuję to sobie czymś zastąpić. Wczoraj spróbowałem pierwszy raz wyciszyć się na dworze i chociaż było trochę zimno to było super. Dzisiaj zrobiłem drugie podejście i te 10 minut minęło za szybko, a gdy otworzyłem oczy i pierwsze co ujrzałem to słońce nad jeziorem to poczułem że jest dobrze. Może dlatego potem mi się tak dobrze pedałowało.

tumblr_mjpnxapgvd1rgqu3to1_1280
Bonus – jak się w Chinach mówi na poszczególnych członków rodziny.

Niedziela i przegapione z tygodnia #4

Untitled
Prognoza na następny tydzień.

280 juanów
Tyle kosztowały każdego ucznia zajęcia z Oral English. 280*700=196000. Na każdy semestr. Mnóstwo , naprawdę mnóstwo kasy. Trzeba więc będzie upomnieć się o podwyżkę jeżeli zostanę. Tak się odgrażałem że chcę się z Jiawang przenieść, ale jest jeden bardzo duży plus: takiej kasy nie dostanę tak łatwo gdzieś indziej. Na pewno nie w szkole publicznej.

Konina
Jeden z uczniów z klasy 2 zapytał się dlaczego oburzamy się o jedzenie koniny, przecież ona nie jest trująca. No to trzeba było się powołać na to że dla nas konie to jak psy/koty. Chociaż w sumie nie w całej Europie.

Środa
A wracając ze szkoły zaczepiła mnie dziewczyna z klasy trzeciej, która ostatnio poprosiła żebym nauczył ją trochę mówić po polsku.
– Nie czujesz się samotny?
– Nie. Mam przecież Was, no i ze znajomymi mogę rozmawiać przez internet. Podobnie z rodziną.
– Czasem na Twoich zajęciach robimy inne lekcje, ale to dlatego że chcemy mieć później więcej czasu dla siebie. Źle się z tym czujemy i chcielibyśmy Cię przeprosić.
– Rozumiem doskonale dlaczego to robicie. Z mojego przedmiotu nie macie ocen, więc traktujecie go dość luźno i nie mam o to pretensji, bo to nie jest Wasza wina. Takie jest podejście w tej szkole po prostu (od innych nauczycieli wiem, że w innych szkołach są oceny z angielskiego mówionego)
– Na zajęciach cały czas się uśmiechasz. Mam wrażenie że jesteś bardzo optymistycznie nastawiony do życia.
– Jestem, bo gdybym nie był to musiałbym wrócić. A nie chcę wrócić.

Piątek
Ledwo wróciłem w piątek ze szkoły, nawet nie zdążyłem zdjąć plecaka, że o przebraniu nie mówiąc a już ktoś walił (bo jak się do mnie puka to nie słyszę) do drzwi. To sąsiad z 501 ze swoją córeczką. Wręczył mi list. Mama jednej z uczennic napisała że chciałaby żebym czasem po szkole porozmawiał z Jej córką. A Ona bardzo dobrze gotuje. Haha…to najmniej bezpośrednia prośba o korepetycje jaką miałem. Trzeba będzie się kiedyś do Nich wybrać i faktycznie porozmawiać.

Marzenia i pory roku
Takie pojedyncze pomysły:
– chcę rowerem przejechać cały świat
– moim marzeniem jest zostać położną

Lubię wiosnę bo mogę w końcu wziąć prysznic. A ciepła woda jest w akademikach tylko dwa razy w tygodniu.

IMG_1373
Benzyna zdrożała. Dobiła do 800+

Niedziela
Pojechałem do Xuzhou. Po wejściu do autobusu pokazałem Panu biletowemu gdzie chcę wysiąść, pokiwał głową i skasował 4 RMB. I tak sobie jechałem, aż w końcu spojrzałem na przystanek i znaczki wydały mi się bardzo podobne do tego co zostało mi napisane w zeszycie. Pokazałem więc go Pani siedzącej obok, Ona przeczytała i na tym się zakończyło. Dokładnie zakończyło bo dotarłem na dworzec. Nie pozostało mi nic innego jak wziąć taksówkę i…zapłaciłem 60 RMB. Sfrajerowałem się okropnie, ale to moja wina bo nie ustaliłem ceny z góry a wziąłem taksówkę niezarejestrowaną. Trudno. Traktuję takie sytuacje jako nowe doświadczenie i pewien sposób wspomagania chińskiej gospodarki. W końcu jednak dotarłem na miejsce spotkania z…ja naprawdę muszę się kiedyś zapytać jakie jest Jej angielskie imię…wiem że chińskie to Lio. Poszliśmy na miejsce spotkania grupy wyznaniowej a tam łohoho. Salon (chyba trochę mniejszy od mojego) pełen ludzi, wszyscy stoją i się modlą. Pan Chińczyk prowadzi modlitwę i wszyscy z prędkością karabinu maszynowego mówią ‘Amen’, tak jakoś 45 razy na minutę, a po drodze jeszcze coś mówią. Nie jestem jakimś specjalistom, ale coś mi to nie pasowało. Gdy zaczęli śpiewać pieśni których nie znałem stwierdziłem że przecież nie znam wszystkich melodii kościelnych, ale gdy kazanie wygłosiła kobieta uznałem że coś tutaj jest nie tak. Potem uświadomiono mi że ta kobieta to gruba szycha bo stoi na czele całego zboru (?) w Xuzhou. Pięknie. Z kazania wiele nie zrozumiałem, wyjaśniono mi potem że odnosiło się do założyciela zboru (?),  cudu w kanie galilejskiej, oraz tego że nieważne co się nam przydarzy ważne to jak to odbierzemy. A potem sobie jeszcze trochę pośpiewali. Trwało to łącznie blisko 2 godziny, z czego samo kazanie dobrą godzinę. Aczkolwiek muszę oddać cześć bo chociaż wiele nie zrozumiałem i prawdopodobnie skupiało się na założycielu tego zboru (?) to jednak było wygłoszone bardzo żywo, humorystycznie i z mocą gestykulacji. Zupełnie inne od tego do czego jestem przyzwyczajony. Chociaż osobiście jestem zwolennikiem kazań minimalistycznych które sami mamy przemyśleć.

IMG_1375
Nad orzeszkami – świńskie uszy. Psie oczy zjadł świńskie uszy.

Po spotkaniu poszliśmy kupić gitarę, gdyż Lio próbuje podejść męża by zaczął z Nią chodzić na spotkania. Jest tam taki Pan grający na gitarze który mógłby Jej męża nauczyć grać. I tak chce Go podejść. W sklepie usłyszałem że dobrze mi z oczu patrzy dlatego cena za gitarę była bardzo okazyjna. Ciekawe. Może jakbym miał więcej czasu to przyjeżdżałbym do Xuzhou uczyć się grać na gitarze…co też mi zostało zaproponowane, a Lio od razu podchwyciła mówiąc że mogę przyjeżdżać i najpierw chodzić na spotkania a potem grać na gitarze. Tak, tylko chyba jednak nie chcę tak spędzać swoich niedziel.

A potem poszliśmy sobie na lunch i wtranżoliłem cały półmisek pierogów i zupę. Co mnie ani trochę nie nasyciło. Nigdy nie sądziłem że można zrobić niesycące pierogi. Można.
Zapytałem się też jak to jest u Nich z papieżem i usłyszałem że nie uznają bo wierzą w Boga.

IMG_1381
Latawce…

W drodze do domu trochę już przysypiałem ale wysiadłem pod sklepem, poszedłem kupić coś do picia i parę skarpet (bo zrobiła mi się dziura i uznałem że pora kupić nowe a stare wyrzucić. Pomimo obaw babci wcale nie zbankrutowałem i okazuje się że skarpety w Chinach nie są absurdalnie drogie, są za to małe). Stojąc w kolejce słyszę dzwonek, odbieram telefon a tam Lydia:
– Możesz iść odebrać rower.
Reszty już nawet nie słuchałem. Poszedłem do domu, wziąłem pieniądze i pojechałem odebrać Meridkę. Dobry Boże. To Merida Duke, robiona na rynek chiński, jak w ogóle większość dostępnych tutaj rowerów. Panowie wszystko zamontowali a potem zaczęliśmy się bawić w ustawianie siodełka, w końcu trzeba było wymienić sztycę, bo niestety mam długie nogi. Ale za to jak depłem to…rany boskie…a potem jak zahamowałem…nie…mój Srebrny Surfer nie może się równać z Meridką…A przedział cenowy ten sam. Tylko Meridka nie będzie do jazdy do szkoła. Ona się nawet nie rozgrzeje, bo co to takie półtorej kilometra. Dlatego nie mogę doczekać się tego wolnego weekendu. Byle pogoda dopisała.

IMG_1383
Meridka.

 

28 stopni

Wariactwo. Polazłem na spacer przed pierwszą. Rany…masakra. Żar lał się z nieba a mimo to widziałem ludzi w kurtkach, lub przynajmniej w bluzach z długimi rękawami. Ja rozumiem że ta część Chin jest gorąca, ale żeby przy 28 stopniach tak się ubierać? To już lekka przesada.

Muszę kupić krótkie spodnie bo chociaż te są super to są dość grube a i mi się przybrało na wadze. Trzeba tylko poczekać aż jakieś pojawią się w sklepach…

IMG_1357
Każdy walczył o chociaż odrobinę cienia.

Na szczęście nie tylko ja czułem tę temperaturę, ludzie chowali się w cieniu, w sklepach chodziła klima i pojawili się ludzie sprzedający lody. I ja sobie też kupiłem. Takiego o smaku liczi. Pół RMB.
Poszedłem też do apteki bo nie miałem tabletek przeciwbólowych, a jednak warto jakieś mieć. 3 RMB za 12 sztuk. Są rzeczy absurdalnie drogie, ale te najpotrzebniejsze są wręcz do bólu tanie.

IMG_1364
No dobrze, nie każdy. Im pogoda nie preszkadzała.

A że pogoda zaczęła dopisywać to polazłem, w końcu, kupić rower. Trochę się poszlajałem po sklepach, bo znalazłem dwa. I jeden rower wpadł mi w oko. Oczywiście mieliśmy problemy z dogadaniem się, ale jak już ustaliliśmy że 6000 RMB za rower nie dam to poszło z górki. Znaleźliśmy taką ładną Meridkę w moim rozmiarze. Pokiwałem głową, dostałem też parę gratisów i zadzwoniłem do Lydii by się upewnić czy wszystko dobrze zrozumiałem. Zrozumiałem doskonale, wybrałem kolor, zostawiłem 100 RMB zaliczki i w poniedziałek mam odebrać. Wtedy też dostaniecie zdjęcia.
A teraz wersja bardziej bliska prawdzie – pół godziny machania rękami i prób przekonania mnie żebym kupił rower za 6k, tłumacząc mi że jest duży, 10 minut tłumaczenia że tyle nie zapłacę ale chętnie wezmę ‘o ten’ co wywoływało kolejną falę machania rękami że za wysoki jestem i w końcu Pan Sprzedawca dał za wygraną i pokazał Meridkę, zapytał czy mi pasuje, pokazał rozmiary ramy i machał łapkami. A ja doskonale rozumiałem że muszę mieć dużą ramę. Potem jeszcze napisał trzy ceny z trzema różnymi opcjami, ale że i tak było to grubo poniżej tego ile chciałem zapłacić wybrałem opcję najdroższą. Co mi tam. Stać mnie. I tak wyszło mniej niż za poprzedni rower który teraz stoi do góry kołami w Polsce.

IMG_1367
Naprawdę ostre.

Tylko najgorsze jest to że będzie się biedna Meridka musiała pomęczyć przez tydzień w mieszkaniu. We wtorek ma mocno lać, a potem pogoda ma być średnia. Na szczęście weekend ma już być słoneczny, a że mam piątek wolny to można się gdzieś dalej kulnąć. Już się nie mogę doczekać.

Ach…to coś rozłożone na stołach pod blokiem to orzechy na ostro którymi zostałem poczęstowany. Naprawdę na ostro.