Poniedziałkowe bieganie

P1110428 (Copy)

Kończąc ten tydzień biegowy dotarło do mnie że ciało w końcu jest zmęczone i woli zaczynać wolniej i biec wolniej. Ja się ciała słucham, więc w dyskusje się nie wdawałem, zwłaszcza że przecież w kilku ostatnich notkach narzekałem że biegam za szybko i nie potrafię zwolnić. Także w końcu zwolniłem i pobiegłem spokojnie.

P1110433 (Copy)

Czułem się bardzo dobrze, chociaż gdzieś tak w okolicach 16 kilometra złapała mnie jakaś dziwna kolka. Uznałem że to jednak coś tak dziwnego że musiało mi się przywidzieć i postanowiłem ją zignorować. No dobrze, zmieniłem trochę tempo.

P1110436 (Copy)

I tak sobie biegłem i biegłem, nie licząc kilometrów, nie patrząc na czas, bo w końcu co za różnica czy zrobię ileś tam czy ileś tam. Do mieszkania nie ma się co śpieszyć, lekcje dopiero o 1330, więc miałem sporo czasu żeby coś nabiegać.
Powtórzyłem trochę trasy sprzed tygodnia czyli pobiegłem po trasach gruntowych na których rowerzyści ustawili sobie hopki do wyskoków. Całkiem podobnie jak w parku pod domem.

P1110437 (Copy)

Tam lubiłem biegać w górę trasy rowerowej bo była cudownie krosowa, a tutaj biegam po trasie rowerowej by odpocząć od betonu. Tyle tylko że taki bieg zawsze wymusza zmianę tempa, większą ostrożność, więc serducho przyśpiesza i jakoś tak się bardziej męczę. Coś za coś.

P1110438 (Copy)

Gdzieś tak od osiemnastego kilometra dotarło do mnie że bolą mnie czworogłowe, ale to jest moja zmora od zawsze i chociaż powoli z tym walczę rozciąganiem to jednak wiem że szybko mi nie przejdzie. W okolicach dwudziestego pierwszego kilometra dotarło do mnie że przecież ja chcę kiedyś ukończyć ironmana, więc pora się wziąć za rower i biegania, bo w nowym college’u będzie basen i będę mógł się w końcu nauczyć pływać.

P1110439 (Copy)

Naprawdę mi się nie chce na tę siłownie chodzić. Naprawdę ;-)

P1110443 (Copy)

Gdzieś tak od dwudziestego kilometra czułem w udach to typowe biegowe zmęczenie gdy pokonujemy długi dystans do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni, czyli to co niektórzy nazywają zamuleniem, a ja się z Nimi zgadzam, bo mnie to strasznie zamula, nogi nie chcą odrywać się od ziemi, a bieg pod górę sprawia mi kłopot. Chętnie bym sobie pod górę pobiegał, albo gdzieś krosy porobił by wzmocnić te mięśnie, ale tutaj nie ma gdzie…wszystko płaskie, oprócz jednego małego podbiegu w parku…no cóż, trzeba będzie nad tym pomyśleć.

P1110445 (Copy)

Tyle tylko że to zamulanie pojawia się nie tyle w mięśniach co w głowie. Nie, nie mentalnie, bo z tym nie mam problemów, ale gdzieś tam jest takie uczucie fizycznego zmęczenia. To tylko kwestia przyzwyczajenia się do biegania dłuższych dystansów.

P1110446 (Copy)

Skończyło się dzisiaj na 24,7 kaemów, czyli porządnie. Mogłem dobić do tych 25 i w Polsce bym dobił, ale tutaj uznałem że to nie ma sensu, bo i po co mam jeszcze sobie coś dokręcać? Nie mam tutaj nic do udowodnienia, biegam dla siebie, nie dla dystansów czy czegoś tam innego.

P1110447 (Copy)

A dzisiaj słuchałem niesamowicie wzruszającego podcastu numer 100 z The History of WWII Podcast, w którym autor Ray Harris rozmawiał z Panem Henrym Niemannem, który urodził się w Niemczech w okolicach 1930, był członkiem Hitlerjugend, walczył na froncie, a potem udało Mu się, już po wojnie, wyemigrować do USA. Naprawdę wzruszająca i pouczająca historia, zwłaszcza gdy opowiadał o tym jak po dziewięciu dniach na statku pierwszym co zobaczył w Nowym Jorku była Statua Wolności. Czuć było że dla tego Pana to była wolność i dosłownie nowy świat.

P1110448 (Copy)

Potem zajęcia, czyli standardowe robienie fiszek i malowanie ogromnego jajka. Rany…źle to wykalkulowałem bo malowały to jajko praktycznie godzinę. Aż się nie spodziewałem że to może tyle zająć. Asystentka wróciła, nie wiem co prawda dlaczego bo nikt mi nic nie powiedział, ale widać uznano że jest potrzebna na tych zajęciach.

P1110441 (Copy)

No dobrze, ja Jej przecież nie wygonię. Zawsze to jakaś pomoc dla tych dzieciaków, chociaż osobiście uważam że nie powinno się na zajęciach w ogóle używać Ich pierwszego języka i w tym jest właśnie siła tej szkoły.

P1110450 (Copy)

Sobotnie bieganie

P1110379 (Copy)

Skoro sobota to bieg. Tak to już jest. Najgorsze w tym sobotnim biegu jest czas. Bo ostatni posiłek jem o 930, a biegać idę około 1110. Czyli godzinę i czterdzieści minut po. Niby w porządku, niby tak jak być powinno, bo przecież nie powinno się biegać na pełnym żołądku, ale…no właśnie – ale. Nie mam problemu żeby energetycznie wytrzymać do mniej więcej piętnastego kilometra, ale potem rozpoczyna się problem. Takie dwa czynniki: małe drugie śniadanie, bo ile energii można wyciągnąć z rzodkiewek, oraz fakt że biegam więcej niż te piętnaście kilometrów dopiero parę tygodni i ciało jeszcze się nie przyzwyczaiło. A raczej nie przestawiło, bo przecież to nie są regiony nieznane, tylko od kilku miesięcy nie odwiedzane.

P1110374 (Copy)

Także biegłem dzisiaj przed siebie, cztery rundki na stadionie, potem zbieg, dobieg do parku, ale czułem że mnie nogi nie niosą. Nie byłem ociężały ani zmęczony, ale czułem że coś nie idzie. Nie miałem więc zamiaru się mordować, bo skoro nie idzie to nie idzie, nie ma sensu cisnąć na siłę, skoro ciało samo mówi że jest ciężko.

P1110375 (Copy)

Biegłem nie myśląc o tym ile czasu mi to zajmuje. Ba, nie myśląc o tym która godzina będzie jak skończę, po prostu biegłem słuchając panów z Freakonomics, a potem ze Stuff You Should Know, którzy opowiadali o amnezji. I o takim Panu który stracił zarówno pamięć związaną z tym co było dawno temu, ale na szczęście rozpoznawał żonę, oraz utracił umiejętność tworzenia nowych wspomnień. Innymi słowy żył w ciągłym teraz. W jednej chwili miał przed sobą jabłko, a w następnej ogryzek, czuł się syty ale nie miał wspomnień związanych z jedzeniem jabłka.

P1110376 (Copy)

Dotarło do mnie że ja już tego podcastu słuchałem biegając. Czasem tak mam że słuchając jakiejś audycji dociera do mnie że już jej słuchałem i widzę miejsce w którym wtedy byłem. Tak chyba działa moja pamięć, jest bardzo mocno powiązana z miejscem i wysiłkiem.

P1110377 (Copy)

Biegłem dalej, przeskakując pomiędzy ludźmi, bo przecież nikt się nie przesunie, witając innych biegaczy, którzy się nie witali ze mną, ale nie będę Im tego wypominał, dla Nich to nowość. Biegłem, biegłem i nagle poczułem żółć w żołądku. Byłem zupełnie pusty, nie było we mnie już nic, ani grama pożywienia, wszystko zostało przetrawione i został ten nieprzyjemny smak żółci. Na szczęście wtedy do mieszkania pozostało mi trochę ponad dwa kilometry, więc wyplułem co miałem w ustach, zacisnąłem zęby i pognałem do przodu. To moja wina bo w ogóle nie piję w czasie biegów, ale jakoś tak nie potrafię inaczej. Nie podchodzi mi ten zwyczaj biegania z butelką. Kiedyś biegałem z pasem i czterema butelkami, ale teraz gdy pas leży w Polsce to jakoś tak nie potrafię. Inna sprawa, że nie zakładałem że będę biegać teraz takie dystanse. W ogóle nie zakładałem czegoś takiego, a to widać samo przyszło, rozgościło się i się zadamawia. A jeżeli pogoda będzie dalej tak dopisywać to jeszcze sobie bardziej to gniazdko wymości i będzie super ekstra. Ja złego słowa nie powiem, bo biegać uwielbiam.

P1110384 (Copy)

W parku rzecz jasna znowu mrowie namiotów i zaczyna do mnie docierać sensowność czegoś takiego. W Polsce też nikt nie chce siedzieć w słońcu cały czas a nie każdy znajdzie cień lub będzie tachać ze sobą parasol plażowy. Namiot w parku to osobliwy widok, ale w gruncie rzeczy sensowny.

P1110385 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i June mnie powiadomiła że przyszły wszystkie trzy paczki z rzeczami jakie zamówiłem. Czyli nowy iPod, nowa walizka i już jeden z prezentów, czyli fajnie. Nowy iPod to jakaś dwójka, co nie miało dla mnie żadnego znaczenia ale cholerstwo jest o tyle fajne że gra bez słuchawek, mam nadzieję że wytrzyma dłużej niż poprzedni. Może i ryzykuję kupując używany sprzęt w Chinach, ale jakoś mam przekonanie do sprzętu firmy z jabłkiem w logo. Przynajmniej jeżeli chodzi o sprzęt muzyczny.

P1110387 (Copy)

Bieganie poranne

P1110343 (Copy)

Lubię z rana wstać i pójść biegać. Sprawia mi to ogromną przyjemność i piszę o tym w kółko, dlatego dzisiaj nie napiszę.
Ubrałem znowu długie skarpety. Coraz mniej dla poprawy krążenia w łydkach a coraz bardziej dla ochrony przed porannym chłodem. Do tego legginsy i koszulkę krótką, oraz bluzę długą. Na głowę chustę i…w okolicach jeziora jak wiało to było zimno. Zawsze jest tam wietrznie i nigdy nie jest to ciepły wiatr.
A biegło mi się szybko. Bardzo szybko, za szybko. Pierwsze osiem kilometrów przebiegłem w rekordowym tempie, ale potem w końcu zwolniłem i było już znacznie lepiej. Nie miałem żadnych kolkowych momentów, a jedynie kilka razy chciałem się zatrzymać i odetchnąć, ale się rzecz jasna nie zatrzymałem tylko parłem naprzód. Czułem się dobrze, trochę bardziej zmęczony, z trochę bardziej obolałymi czworogłowymi uda, ale oprócz tego dobrze. Mijam coraz więcej biegaczy, lub ludzi którzy zwyczajnie idą pobiegać. Tak naturalnie pobiegać w jeansach i koszuli, ubraniu w którym zaraz pójdą do pracy. Przewspaniały był Pan który truchtał sobie przy jeziorze w garniturze. Tego nie da się wymyślić. O ile rozumiem bieganie ot tak, tak biegania w codziennych strojach nie rozumiem. Rozumiem podbiec do autobusy, czy tramwaju, nawet bieg na pociąg, ale bieg dla utrzymania zdrowia w tym co będę miał na sobie cały dzień?

P1110347 (Copy)

Oczywiście mówimy tutaj o prędkościach truchtu i zapewne dystansach krótkich, ale i tak dla mnie to jest niewyobrażalne. Bo wyobrażacie sobie w Polsce kogokolwiek biegającego w stroju codziennym nie sportowym? Pomińmy na moment aspekt potu i zapachu przez cały dzień a postawmy na kwestię wyglądu. Czy biegacze w Polsce biegaliby w sportowych marynarkach (no było nie było sportowe) czy wybieraliby jednak stroje typowo sportowe z jakiegoś sklepu, czy nawet mega sklepu? No właśnie…A tutaj ludzie idą sobie pobiegać bo to zdrowe i zrobią tak parę kółeczek wokół bieżni, albo parę kilometrów w parku, ale niewiele. Więcej Im nie potrzeba. Dopóki nie przyjechałem do Chin nie widziałem biegacza w jeansach. I celowo piszę biegacza a nie kogoś kto biegnie bo to ewidentnie są ludzie którzy biegają dla zdrowia. Owszem, są ludzie którzy biegają w strojach sportowych, ale nawet na siłowni pojawiają się ludzie ćwiczący w strojach codziennych. A już przodują w tym kobiety. Pewnego dnia pozgrywam zdjęcia z komórki to zobaczycie i panie biegające w ciężkich butach na bieżni i inne cuda.
Ciągnęło mnie by zrobić jeszcze parę kilometrów, ale uznałem że nie ma co ryzykować, lepiej sobie dłużej odpocząć przed zajęciami. Za to za dwa tygodnie gdy będę mieć trzy dni wolnego…oh…to powinno być naprawdę fajne bieganie. Żadnych ograniczeń i może puste miasto więc będzie okazja pobiec gdzieś indziej…

P1110348 (Copy)

W szkole doszło dzisiaj do tego że godzinę spędziłem z Carrots rozmawiając i oglądając zdjęcia jedzenia bo nikt mnie nie słuchał. A lekcja bardzo przydatna bo o sposobach nauki słówek, no ale kto by tam chciał się uczyć jak się uczyć.
Spojrzałem na notki z zeszłego roku i zauważyłem że miałem ten sam problem w tym samym okresie. Nie wiem teraz czy to problem ogólnochiński czy mój. Przyjdzie mi to sprawdzić za rok.

P1110350 (Copy)

Taki dzisiaj ciemny dzień, niby zanosi się na deszcz, ale deszczu nie będzie. Taka pogoda żeby siedzieć w mieszkaniu i się odmóżdzać.

P1110352 (Copy)

Półmaraton

P1110260 (Copy)

Określenie go mianem spontanicznego byłoby nadużyciem na granicy z kłamstwem. Chciałem przebiec połówkę jeszcze przed wyjazdem do Tianjin, ale wtedy nogi nie poniosły. Dzisiaj też nie niosły, ale głowa była na miejscu. Czasem tak jest że ciało odmawia, ale głowa się nie poddaje. To też jest ważne, żeby umieć się nastawić odpowiednio i nie zrezygnować, nawet gdy mięśnie chcą odpuścić. Ja mam taką swoją mantrę biegową, wypróbowaną od czasów pierwszego maratonu, ale się nią nie podzielę bo jest mocno niecenzuralna i obraźliwa. Wydaje się że jest skuteczna bo jednak te pięć maratonów pomogła mi przebiec. A i w czasie innych biegów także była pomocna.

P1110265 (Copy)

Taka jak i dzisiaj, kiedy to zacząłem bardzo szybko. Gdy tylko zobaczyłem w jakim to tempie wbiegłem na górę od razu postanowiłem zwolnić. Tak szybko to ja nie biegam teraz, a już na pewno nie pod góry. Stopniowo więc zwalniałem, zwalniałem, ale nie dość szybko bo gdzieś tam na piątym coś zaczęło boleć, ale tak szybko jak zaczęło tak szybko przestało. Na ósmym osiągnąłem tempo nazwijmy to docelowe bo wolniej już nie biegłem.

P1110267 (Copy)

Ludzi niewiele, także mogłem sobie spokojnie biec zarówno alejkami pobocznymi jak i głównymi. Dzisiaj wziąłem na warsztat alejki poboczne bo jakoś tak przyjemnie biega się po ziemi, odmiana od betonu niesamowita. To był również pierwszy bieg bez długich skarpet. Początkowo było mi nawet chłodno, ale z czasem się rozkulałem. Fajnie tak wrócić do krótkich.
Gdzieś tak od siedemnastego kilometra miałem już dość. To chyba przede wszystkim kwestia braku przyzwyczajenia do takich dystansów bo dla mnie to norma biegać tak nawet bez łyka wody. Może to zły nawyk, ale tak biegałem i nic mi nie było, więc nie widzę powodu by to zmieniać. Z czasem uda zaczęły narzekać, a czworogłowe uda to w ogóle chciały się ze mną rozwieść, ale z nimi to zawsze mam problemy, więc je zignorowałem i biegłem dalej. Nie było w tym żadnego zmuszania się do biegu, ani ogromnej walki czy nawet mówienia mantry do skutku.

P1110270 (Copy)

Był bieg i to się liczyło, nawet się tempem nie przejmowałem a okazało się że je utrzymałem. Czyli było dobrze pomimo narastającego zmęczenia. Gdybym zaczął wolniej mógłbym biec jeszcze więcej…tak, tego jestem pewien. Myślę że naprawdę jest dobrze skoro potrafię wyjść i przebiec 21 kilometrów w takim tempie. Owszem, nie jest to mój poziom sprzed dwóch lat, ale nie ma tragedii, tego poziomu już pewnie nigdy nie osiągnę, ale ani trochę mi to nie przeszkadza. Jestem zadowolony z tego co jest.
Chyba jestem dzisiaj zbyt zmęczony, a raczej wyczyszczony z mikroelementów bo koszulka była cała biała od potu, by pisać o bieganiu cztery razy na tydzień. Chyba tak :-)

P1110271 (Copy)

Przeciskanie się nad jeziorem

P1110232 (Copy)

Już od rana czułem że cudów dzisiaj w czasie biegu nie będzie. Czasem takie przeczucia są złudne i po wyjściu okazuje się że idzie niesamowicie i można przycisnąć, ale z reguły jest tak że drugie wyjście po przerwie jest wolniejsze od pierwszego, trzecie też i czasem czwarte…trzeba po prostu ten tydzień czy dwa się trochę pomęczyć i potem wszystko wraca do normy.

P1110227 (Copy)

Na całe szczęście formę o wiele łatwiej odbudować niż wypracować na nowo. Gdyby po każdej przerwie stan naszego organizmu wracał do punktu zero to byłaby prawdziwa masakra, musielibyśmy być w ciągłym ciągu treningowym i nie moglibyśmy przerwać, a kontuzje tylko by czyhały gdzieś tam skryte za rogiem.

P1110228 (Copy)

Lub nawet nie skryte bo ryzyko załapania jakiejś byłoby tak duże że to my byśmy się przed nimi ukrywali. W każdym razie poszedłem biegać.
Pierwszy kilometr wolny, ale potem się rozkulałem, trzy okrążenia na bieżni i można biec nad jezioro.

P1110230 (Copy)

Zawsze po wybiegnięciu z kampusu uniwersytetu Changchun biegnę z górki więc przyspieszam, ale tylko na moment bo potem jest ubikacja i z reguły trzeba z niej skorzystać, potem swoje odstać na światłach i można już biec w stronę jeziora. Po kilku kilometrach dobiegam do kolejnej ruchliwej ulicy i mogę już biec dalej. Coraz więcej ludzi pływa, coraz więcej ludzi spaceruje. Ludzie nawet rozbijają namioty nad jeziorem by posiedzieć parę godzin nad jeziorem i wieczorem sobie pójść do domu. Bo kto by rozbijał namiot żeby spędzić noc na dworze, racja? Takie chińskie podejście do biwakowania. Ludzie robią sobie zdjęcia w namiotach rozbitych w parku na polanie. W sumie to tak blisko natury jak tylko można w mieście, ale i tak jest to dość ciekawy widok.

P1110219 (Copy)

Gdzieś tak w okolicach 10 kilometra poczułem się lekko, bo tam chyba jest ładny zbieg, ale dobiegając do dwunastego przypomniało mi się że ja nie biegałem tydzień i warto byłoby jednak zacząć spokojnie. Tak by wypadało, ale jednak jakoś się nie złożyło. Biegło mi się zbyt przyjemnie.

P1110213 (Copy)

Gdzieś tak na piętnastym zaczęło mnie coś boleć w okolicach żeber, coś jak kolka, ale nie…może nie tyle boleć co czułem tam coś niezidentyfikowanego. A skoro niezidentyfikowanego to się nie przejąłem i biegłem dalej. Skończyło się na trochę ponad osiemnastu kilometrach.

P1110220 (Copy)

Trochę boli, ale gdzieś tam znowu w głowie pojawia się myśl żeby zacząć biegać cztery razy w tygodniu. Nie wiem, ciągle się z tym biję, zwłaszcza że musiałbym się na buty wykosztować prawdopodobnie, a moich rozmiarów ani widu ani słychu w decathlonie a na taobao nie ma butów do biegania z mojej ulubionej marki, a to oznacza że musiałbym się wykosztować na jakieś asicsy czy inne mizuno, czego robić nie chcę bo kupowanie oryginalnych butów tutaj to ryzyko, a te chińskie marki nie mają mojego rozmiaru.

P1110225 (Copy)

Bida…chociaż może nawet bym nie musiał nowych butów kupować, przecież to tylko 12 tygodni, dwa będą do wycięcia, więc dziesięć i tak średnio po 60 kilometrów w tygodniu to by było 600 kilometrów, czyli do zrobienia bez bólu w butach. Od biedy w rozmiar mniejszy z decthlonu też się nada, w końcu maratonu w nich nie pobiegnę. Tylko ta siłownia…mam takie poczucie że skoro zapłaciłem to trzeba wykorzystać ją jak najlepiej. No tylko że jakoś nie potrafię odnaleźć w sobie motywacji…może mi przejdzie jak zakończę ten planowany miesiąć i wtedy pomyślę co dalej.

P1110218 (Copy)

Dzisiaj udało mi się w końcu zakończyć nadrabianie zaległości z memrise.com, czyli 360 słówek zostało nawodnionych i można w końcu spać spokojnie, sprawdziłem zadania domowe i jeszcze obejrzałem pierwszy odcinek nowego sezonu Gry o tron. Rany, w końcu taki spokojny dzień. Jutro już tak lekko nie będzie. Z jednej strony mam straszny młyn, ale z drugiej przynajmniej się nie nudzę. Owszem, chciałoby się już wsiąść na rower i pozwiedzać miasto, ale może uda mi się to zrobić we wtorek, taki przynajmniej mam plan. W końcu to mój jedyny dzień wolny w ciągu tygodnia.

P1110234 (Copy)

Chiński kącik kulturowy
Chińskie powiedzenia

Chińskie powiedzenia to nie tylko Konfucjusz, ale nie wszyscy o tym wiemy, więc dzisiaj takie jedno z fajniejszych, moim zdaniem, ai wu ji wu – 爱屋及乌.
Dosłownie oznacza to miłość sięgającą nawet kruki na dachu. Czyli ni mniej ni więcej jak ‘kocham Cię tak bardzo, że kocham nawet kruki na dachu twojego domu’.
Podobno wzięło się to z takiej historii:
Dawno temu był kraj zwany Zhou周. Pewnego dnia jego władca poprosił swoich doradców o pomoc w rozliczeniu się z jeńcami. Jeden z doradców powiedział Słyszałem iż gdy się kogoś kocha należy kochać nawet kruki na dachu jego domu, a jeżeli się kogoś nienawidzi to nienawidzi się również ścian oraz parapetów w jego domu. Ci jeńcy walczyli przeciwko nam także powinni zostać zabici.

Władca się jednak nie zgodził i inny doradca rzekł Myślę że należy rozdzielić jeńców na tych winnych i niewinnych. Winnych skazać na śmierć by uniknąć kolejnej wojny. To także nie przypadło do gustu władcy. Trzeci doradca powiedział Panie, uważam że wszystkich powinniśmy uwolnić i wysłać do domów gdzie będą mogli pracować w polu i utrzymywać się własną pracą. Co więcej, powinieneś przestrzegać ściśle zasad i nie traktować lepiej rodziny i przyjaciół. Ludzie będą ci ufać jeżeli będziesz kierować krajem moralnie i z zasadami.
Król uznał tę propozycję za sensowną więc ją zaakceptował. Wkrótce sytuacja w kraju się poprawiła, a lud stał się dostatni. Taki też był początek tego powiedzenia – jeżeli kogoś kochasz to kochasz wszystkich i wszystko co go otacza.

Poranne bieganie

P1110150 (Copy)

Czwartek więc pora biegać. Zacząłem od dwóch kółek na bieżni, a potem poleciałem standardową trasą. Skłamałbym pisząc że czułem się lekko, bo się nie czułem. Wręcz przeciwnie, czułem się ciężko. Nie ma się co dziwić po tygodniu przerwy, ale muszę przyznać że jakoś tak po tygodniu przerwy biega mi się znacznie przyjemniej niż w Polsce po tygodniu przerwy.

P1110145 (Copy)

Nie wiem dlaczego, może to naładowane baterie? A może naładowana glikogenem wątroba? W każdym razie jest coś co sprawia że biega mi się przyjemniej, chociaż nie lekko.  No nie biega się lekko bo na pewno gdzieś te nudle z Tianjin (gdzieś sobie o tym poczytacie) się znajdują. Kilometrów zrobiłem trzynaście z haczykiem, w bardzo przyzwoitym tempie, także jest dobrze, forma jest w porządku, nie ma co narzekać.

P1110146 (Copy)

Pogoda coraz bardziej dopisuje, więc w parku jest coraz więcej ludzi. Jezioro jest już oczywiście rozmrożone od paru tygodni i teraz ludzie przychodzą robić zdjęcia rozmrożonemu jezioru.
W sumie to taki bieg bez problemów, bo ani kolka, ani nic innego, tyle tylko że zasłuchałem się w podcaście i przywaliłem w krawężnik w konsekwencji się przewracając.

P1110148 (Copy)

Mam już taki odruch nabyty żeby obracać się przy upadku i zamiast na dłoniach lądować na plecy. Teraz jednak się nie udało i najpierw poszły lewe kolano, prawa dłoń i dopiero potem obrót. Skóra na kolanie zdarta, leginsy pękły co mnie zaskoczyło bo przecież one wytrzymały zderzenie z samochodem, ale co tam. Pierwszy kilometr trochę bolało, potem to się już tylko krew sączyła i zakrwawiła całe leginsy.

P1110154 (Copy)

Oczywiście są już wyprane i zacerowane, więc gotowe do biegu w sobotę. O ile jeszcze będą potrzebne bo zapowiada się już pogoda na krótkie. Co trochę mnie też martwi bo mam już wizję przeciskania się przez te hordy ludzi którzy postanowili wyjść na spacer, ale nie powinno być źle, w ostateczności zmienię trasę.

P1110155 (Copy)

College, jak to college. Trochę źle, trochę lepiej. Smuci mnie trochę to że uczniowie tak mnie olewają, ale carrots pisze mi żebym się nie przejmował bo oni nikogo nie szanują, więc powinno mi być lepiej. Nie jest mi ani trochę lepiej, bo to że nikogo nie szanują nie znaczy że ja sobie mam pozwolić na coś takiego. Także od przyszłego tygodnia kolejna zmiana podejścia, tym razem się wykosztuję na papier i będziemy jechać z zadaniami. Taki trochę niesmak pozostaje, ale kurde…no nie odpuszczę. Może nie będę przez to zdrowszy, może wręcz przeciwnie, ale spróbuję. Bo co mam robić? Siedzieć w ławce i rozmawiać z nauczycielkami? To się nie godzi przecież.

P1110157 (Copy)

Po zajęciach poszedłem na zakupy, udało mi się kupić nowy rodzaj mojej ulubionej pasty z bobu na ostro, którą kupiłem kiedyś w Jiawang ale wtedy nie wiedziałem jak jej używać i jestem bardzo dobrej myśli co do niej. Na zdjęciach tego nie widać, ale pasta sprawdza się doskonale bo jest ostra i faktycznie smakuje bobem.

P1110159 (Copy)

Dostałem także smsa o treści biuro jutro wieczór wypłata proszę. Ja nie żartuję, takiej treści wiadomość przyszła. Mam się w biurze stawić po szóstej, także stawię się po siłowni i zobaczymy ile będę czekać. Biuro jutro wieczór wypłata proszę.

A teraz coś mi się przypomniało oni nie są leniwi, oni robią coś innego i od razu mi się uśmiech pojawił na twarzy.  I tak patrzę na to zdjęcie:

P1110149 (Copy)

No robią co innego ;-)

P1110161 (Copy)

Czwartkowe bieganie

P1100846 (Copy)

Lubię tak rano wstać i iść pobiec. Sprawia mi to ogromną radość i daje takie uczucie spełnienia. Z jednej stron już coś tego dnia zrobiłem i teraz mam całe mnóstwo innych możliwości, a z drugiej strony poszedłem biegać, więc może być tylko dobrze. Wczoraj tak stojąc nad tymi pięcioma studentami powiedziałem sobie a mógłbym teraz biegać i nie byłem wtedy z siebie dumny. W myślach szybko się skarciłem, bo jak to tak wybierać przyjemność ponad powołanie. Tak, myślę że to moje powołanie, a nie praca. A mimo to wczoraj chciałem być gdzieś daleko. Także wczorajszy dzień to była tragedia. Zresztą w Jiawang też miałem taki jeden dzień kiedy miałem już tego wszystkiego dość. Potem jednak zaświeciło słońce i poszło z płatka. Tutaj słońce zaświeci już w sobotę.

P1100847 (Copy)

Także poszedłem biegać i biegałem z taką radością. Biegło mi się leciutko, bez problemów, bez kolki, tylko trochę chłodno, ale to nie jest wielki problem. Trzeba tylko biec szybciej. A biegłem takim przyzwoitym tempem. Naprawdę czułem że jest dobrze i było dobrze. Po tym wczorajszym dołku energetycznym dzisiaj nie było już ani śladu. To z pewnością zasługa obfitej kolacji. Czyli dokładnie tak jak mówiłem – trzeba jeść więcej. Trochę mnie ten fakt zaskoczył bo przecież mało nie jem, ale widać było tego za mało jak na taki wysiłek energetyczny jaki miałem w ciągu ostatnich kilku dni. Oczywiście jest też drugie rozwiązanie, ale jego to nawet pod uwagę nie biorę – mniej biegać. No to skoro sobie pożartowałem pora pójść dalej.
Dostałem takiego kopa na cały dzień, mocnego energetycznego kopa i tak poczułem, że codziennie powinienem biegać takie dwanaście-trzynaście kilometrów z rana bo czuję się po tym doskonale i mam mnóstwo energii. No i mogę potem ugotować jeszcze większy obiad by przetrzymać te popołudniowe dwa zajęcia.

P1100852 (Copy)

Tak jak w zeszłym semestrze walczyłem ze studentami, podchodziłem do Nich ambitnie, zwracałem uwagę gdy gadali, oglądali filmy i słuchali muzyki, tak w tym tygodniu postanowiłem tego nie robić. Skoro wczoraj tego nie robiłem to dzisiaj postanowiłem to kontynuować i dotarło do mnie że słucha mnie tylko 3-5 uczniów w każdej klasie. Wychodzi na to że przedtem samego siebie okłamywałem i walczyłem, a teraz machnąłem na to ręką. Machnę ręką jeszcze jutro, ale planuję od przyszłego tygodnia wrócić do walki, chociaż czuję że będzie to walka nierówna.

P1100861 (Copy)

Dzisiaj podjąłem rękawicę na jednych zajęciach i żartując sobie ze studentów (podobno najlepszą metodą na poradzenie sobie z chińczykami jest ta ich nieszczęsna twarz i jej utrata), ale to nie pomogło na dłużej niż 10 minut. Dzisiaj czułem jakbym musiał chodzić od studenta do studenta co 5-10 minut i ciągle zwracać uwagę. Ciężko. Przede wszystkim szkoda mi czasu. Coraz częściej myślę że najlepiej skupić się na tych którzy chcą się uczyć, a resztę tylko uciszać. Rany…nie chcę być takim nauczycielem, z całego serca chcę być takim który dociera do wszystkich, ale nie wiem czy tutaj to jest możliwe…próbuję, próbuję, ale może jest jakaś inna droga. Może faktycznie te zadania są za trudne? Bo sporo studentów tak mówi. Może następne pójdą lepiej bo będą prostsze? Oby.

P1100855 (Copy)

I tylko kilka słów od Becky podtrzymują mnie na duchu:
– Jesteś chyba najbardziej cierpliwym nauczycielem jakiego Oni mieli i mają. Inni to by już na Nich krzyczeli i byli źli.
Złość jeszcze nikomu w klasie nie pomogła. Na pewno nie pomogła mi gdy zaczynałem uczyć. Rany…jak ja nie lubię wracać do tych chwil, ale czasem muszę by przypomnieć sobie jaki ja wtedy byłem sfrustrowany i jak bardzo nie chciałem tego robić. Pamiętam że miałem uczniów którzy do tego stopnia psuli mi zajęcia, że cieszyłem się gdy się nie pojawiali. To było strasznie, ale to strasznie smutne patrząc na to z perspektywy czasu.

P1100860 (Copy)

Zdjęcia tego nie oddadzą, ale z dzisiejszej kolacji jestem bardzo dumny. Do tego stopnia mi się udała, że o niej wspominam. To był w pełni mój przepis, ale wystarczyło dodać syczuańskiej papryki a smak zmienił się całkowicie, najważniejsze okazało się nie dodawanie jej na początku, kiedy to może się spalić na oleju (a jak to często sugeruje się w przepisach) a później by ukryła się gdzieś w tle i atakowała z nienacka. I tak zaatakowała że teraz mam jeszcze język delikatnie nieczuły.

P1100865 (Copy)

Sobotnie bieganie

P1100721 (Copy)

Sobota staje się dniem biegów długich. Tydzień temu 17 kilometrów, czyli według zapisków trzeci najdłuższy bieg w Chinach, a dzisiaj pękło 18 z małym hakiem, czyli najdłuższy bieg w czasie mojej bytności w Chinach. Do tego całkiem szybki. To się zdarza nieczęsto, ale jak widać zdarza się.

P1100747 (Copy)

Połączyć prędkość z dystansem. Podobno każdy powinien biegać szybko i długo, a przynajmniej tak ludzie odpowiadają na forach na pytanie: lepiej biegać szybko czy długo? Do odpowiedzi dodają jeszcze różne emotki, lub dopiski pokroju haha.

P1100722 (Copy)

Nie wiem ile w tym prawdy, ja odkąd polubiłem bieganie lubię biegać długo i wolno, sprawia mi to niesamowitą przyjemność i odczuwam taką wewnętrzną radość gdy mogę sobie w spokoju pobiegać, tak spokojnie, na niskim tętnie, ale w dalszym ciągu pozostając w ruchu.

P1100760 (Copy)

Zawsze gdy o tym piszę wracam do moich niedzielnych długich wybiegań w 2012 roku kiedy to biegałem na do przystanku autobusowego i do parku i znowu do przystanku i teraz już nie pamiętam ile ta pętelka miała, ale chyba koło pięciu kilometrów.

P1100723 (Copy)

Miała to do siebie że była niemalże płaska, więc niezbyt uciążliwa i nie była też oblegana przez spacerowiczów. Czasem też przypomina mi się ten jeden raz gdy musiałem przeskakiwać przez bramę w rosarium bo była zamknięta. Było po prostu za wcześnie rano by ją otworzyć, a z drugiej strony była już otwarta. Ja byłem już po ponad trzydziestu kilometrach i nie miałem mentalnej ochoty na robienie kolejnego niepotrzebnego kilometra, zwłaszcza że z rosarium mam trochę ponad półtorej.

P1100725 (Copy)

Pamiętam że to był dzień w którym bardzo zbliżyłem się do dystansu maratonu, brakowało chyba sześciu kilometrów. Teraz, mając przed sobą wizję braku maratonów w lipcu/sierpniu coraz częściej zastanawiam się nad przebiegnięciem maratonu właśnie w ten sposób. W parku, bez żadnych oficjalnych miar, ludzi, takiego przebiegnięcia dla siebie.

P1100727 (Copy)

Myślę że problemem nie będzie przekonanie rodziny do wstania o piątej rana i serwisowania, bo w końcu robią to już od kilku miesięcy (wstają o piątej rano by ze mną porozmawiać przez dwadzieścia minut), problemem będzie raczej…no właściwie to nie będzie problemu, bo park jest z zasady pusty, pozostaje kwestia kręcenia tych kółeczek. Swój pierwszy maraton przebiegłem robiąc dziesięć pętli, poprzedni robiąc pętli czternaście, także myślę że z monotonią sobie poradzę. Nie wiem  czy w ogóle do tego dojdzie, ale biorę takie coś pod uwagę.

P1100730 (Copy)

Tak jak pisałem wczoraj, dzisiaj zaryzykowałem nową trasę, ale nie była ona zupełnie nowa, w znacznym stopniu pokrywała się z normalną, bo na szczęście ziemia była w miarę twarda i całkiem przyjemnie się po niej biegało. Także kolana trochę mogły odpocząć.

P1100733 (Copy)

Tempo wskazywałoby że biegło mi się lekko i przyjemnie, ale to nieprawda. Owszem, biegłem szybko i bez kolki, którą miałem w czwartek, ale…to był taki bieg z pogranicza drugiego zakresu, czyli tempo maratońskie. Haha…nie ma mowy żebym ja maraton w takim tempie pobiegł bez dodatkowych treningów, ale tak się ten zakres nazywa. Innymi słowami – było ciężko momentami, ale nie czułem się zamulony, ostatni kilometr pobiegłem poniżej pięciu minut, więc rezerwy jeszcze były i to znaczne jak widać.

P1100736 (Copy)

W parku dzisiaj było trochę mniej ludzi, zapewne dlatego że wczoraj padało i było trochę chłodniej niż tydzień temu, ale i tak ludzie ściągają do tego południowego jeziora by spędzić czas z rodziną. Fajnie, tylko że jak tylko zrobi się cieplej to szpilki tam nie będzie gdzie wcisnąć i już tak fajnie nie będzie. A ja nowego miejsca do biegania nie znajdę, wszędzie jest pełno samochodów a bieganie między nimi ani trochę mnie nie rajcuje.

P1100737 (Copy)

Owszem, mógłbym wrócić na bieżnię, ale teraz widzę jak bardzo mi to bieganie na bieżni się nie podoba. Mogę siebie okłamywać i przekonywać że jest w porządku, ale…tak naprawdę nie jest. Bieganie na bieżni ma spełniać swoje zadanie, czyli pomagać w odmierzaniu dystansu przy interwałach, ale do takiego mojego dreptania kilometrów nie nadaje się dla mnie. Jest zwyczajnie zbyt mało ekscytujące. Gdy nie będzie innego wyjścia to będę z niego korzystał i jakoś sobie poradzę, ale będzie to właśnie jakoś, a wolałbym by było przyjemnie. Bo o to w moim bieganiu teraz chodzi – o przyjemność.

P1100739 (Copy)

Dzisiaj udało mi się wydrukować coś korzystając ze szkolnego urządzenia wielofunkcyjnego, także jestem z siebie bardzo zadowolony bo mogę ot teraz korzystać ze zwiększonej ilości materiałów. Niech żyją chiński office i chińskie urządzenia wielofunkcyjne!

P1100741 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

P1100579 (Copy)

Tak z rana ruszyłem i z miejsca poczułem lekkość. Przyjemna pustka w żołądku oznacza zawsze że będzie szybko, czasem oznacza też że zabraknie mi pary gdzieś pod koniec bo się energia wyczerpie. Tę drugą myśl odgoniłem od siebie i biegłem do przodu.

P1100581 (Copy)

Pierwszy kilometr mnie przeraził, drugi tylko dodał strachu, przy trzecim zdecydowałem że muszę zwolnić, ale…ciało jakoś nie reagowało. Owszem, siódmy wyszedł wolno, ale to dlatego że to podbieg i zawsze wychodzi wolno. Cały czas powtarzałem że muszę zwolnić, że nie mogę biec tak szybko, ale…jakoś tak nie mogłem zwolnić.

P1100583 (Copy)

Nie miałem myśli skrócę bieg byleby utrzymać średnią, miałem za to inną dzisiaj nie biegniemy więcej niż 16, nie ma sensu, musimy się do takiego dystansu przyzwyczaić.
Tak też sobie biegłem lekko i zaskakująco szybko. W pewnym momencie pozdrowiłem innego biegacza, a On odpowiedział podnosząc dłoń i mówiąc ni hao, tego mi bardzo w Jiawang brakowało.

P1100599 (Copy)

Tam biegałem samotnie, tutaj jest takie poczucie kolektywu biegowego. Chociaż się nie rozumiemy to coś nas łączy. Kolektyw to w sumie dobre słowo bo kolektywnie chyba połowa Changchun przychodzi co rano do parku na jakieś ćwiczenia, albo żeby chociaż pochodzić. Dzisiaj nie było źle, ale w sobotę musiałem się przeciskać między spacerowiczami.

P1100590 (Copy)

Od tego wolnego siódmego kilometra biegłem jeszcze szybciej. Czyli w sumie tak jak się powinno, w końcu końcówka z założenia powinna być szybsza od początku. Tyle tylko że to nie było moje założenie na dzisiaj…założenie było biec spokojnie, powoli i zrobić te 16 kilometrów, ale nie w takim tempie. Ciało jednak stwierdziło że przejmie kontrolę i nogi same niosły.

P1100593 (Copy)

Mógłbym napisać jest forma, ale jaka tam forma, po prostu ciało powoli sobie przypomina jak to jest biegać i chce biegać szybciej. Na nie przyjdzie pora, tego się trzymałem przez kolejnych dziewięć kilometrów, ale gdy tak patrzyłem na wykres to okazało się że najszybszy kilometr biegłem pod górę i był to kilometr szesnasty.

P1100596 (Copy)

Bieganie po mieście ma tę zasadniczą wadę że trzeba się zatrzymywać na przejściach dla pieszych, przepuszczać kierowców i w ogóle zwracać uwagę na to co się dzieje na drodze. Najgorsi w tym wszystkim są kierowcy niezdecydowani, którzy wyjeżdżają na ulicę, ale w gruncie rzeczy to nie wiedzą czy chcą jechać, czy jednak nie chcą jechać.

P1100598 (Copy)

Strasznie mnie to irytuje bo ja wiem że chcę biec, ale nie mogę biec dopóki taki kierowca nie pojedzie bo nie chcę mu się wpakować na maskę.
Jak już pisałem brakuje mi tych szybszych biegów widać…ale nie, jeszcze nie. To nie jest mi aż tak potrzebne, ja już nie startuję, nie muszę trenować, chcę biegać dla siebie, nie pod konkretne cele.

P1100603 (Copy)

Tak sobie mówię, a w głowie kołacze myśl w sierpniu wracam z pulsometrem. Mogę tak sobie myśleć, nikt mi nie zabroni, ale nie ma co planować bo może okazać się że nic z tego nie będzie z powodu dziwnego planu na uczelni. Na szczęście to co się działo w Jiawang mi nie grozi. 18 zajęć po 50 minut to nie jest tragedia.

P1100604 (Copy)

Dokładnie tyle samo ile mam teraz w kolegium, także powinno być bardzo dobrze, zwłaszcza że zostanie to rozłożone na pięć dni, a nie wrzucone w trzy. W dodatku w nowej szkole jest basen, więc może w końcu zabiorę się za pływanie i jeszcze dla tego triathlonu uda się mnie uratować. Ach…ile możliwości.

P1100608 (Copy)

Najważniejsze na razie to trzymać się obecnego planu, czyli trzymać formę biegową i nie zaniedbywać mięśni jak to miało miejsce gdy zabrałem się porządnie za bieganie dwa lata temu.

P1100613 (Copy)

Tyle planów, a  ciągle w głowie mam myśl – nie potrzebujesz tego, dobrze jest jak jest, nie musisz się aż tak spinać jak się spinałeś, po co Ci te wszystkie wyrzeczenia i problemy, nie męcz się, dobrze jest jak jest. Dużo, ale to naprawdę dużo będę miał do przemyślenia w tym wrześniu.

P1100617 (Copy)

Bieganie

P1100540 (Copy)

Hmm…gdzieś tam w Polsce został sport track, czyli świetny program do monitorowania biegów, moja ukochana runmania.com nie działa od roku, czyli pozostaje mi endomondo, które nie jest nawet w połowie tak dobre jak sport tracks. Może to i lepiej…bo czuję że zbliżam się do punktu w którym chcę biegać jak najczęściej. Coraz mniej chce mi się wychodzić na siłownię, a coraz częściej ubrać buty i pójść biegać. To taki moment w którym muszę się powstrzymać i przypominać sobie że za tę siłownię zapłaciłem i trzeba ten karnet wykorzystać. I to jest moja jedyna motywacja by tam jeszcze przychodzić, chociaż nie chce mi się okropnie. To jest właśnie mój problem z siłownią. Nie jest aż tak ciekawa jak bieganie, nie daje mi takiego kopa i w żadnym wypadku nie wprowadza mnie w taki stan jak klepnięcie kilku kilometrów.

P1100542 (Copy)

Dzisiaj wyszedłem biegać, wyszedłem bo taki miałem plan, a pogoda była ładna, słonko świeciło i nie było powodu żeby się spieszyć do mieszkania, bo i do czego się spieszyć? Pierwszy raz poszedłem biegać bez czapki, jedynie z chustą na głowie i polarowymi rękawiczkami na dłoniach, pierwszy raz w tym roku zamieniłem ciepłe getry na getry mniej ciepłe. Poszedłem, powoli, spokojnie, nie chciałem szarżować, bo i po co? Nie czułem się może najlepiej, nie było przyjemnej pustki w żołądku, ale nie było też nieprzyjemnego uczucia pełności, nie było lekko, ale nie było też bardzo ciężko, chociaż momentami było ciężko. To był taki bieg z gatunku pokonałem swoje słabości, ale nie było to coś niewykonalnego.

P1100544 (Copy)

Te kilka lat biegania przyzwyczaiło mnie do pokonywania własnych kryzysów, do walki z obtarciami na palcach, przeskakiwania przez błoto, zmiany tempa by unikać ludzi i teraz to wszystko jest takie normalne i naturalne. Owszem, dalej bywa męczące, zwłaszcza gdy biegnę więcej i więcej, ale to kwestia wejścia na odpowiedni kilometraż, wprowadzenia interwałów…i może tutaj się zatrzymam bo wiem doskonale co muszę zrobić, ale robić tego nie chcę. Czuję że koniec końców te interwały w jakiś dzień dodam, ale staram się sam siebie przekonać że one wcale nie są mi aż tak potrzebne, że nie ma sensu się aż tak męczyć skoro ja idę sobie tylko tak trochę pobiegać, ot tak, dla zdrowia, żeby w mieszkaniu nie siedzieć…tak. Tego będę się trzymać.

P1100546 (Copy)

Gdzieś tak w drodze powrotnej, w okolicach 14 kilometra usłyszałem hello teacher, to moje uczennice zajadały lody w parku ukrywając się przed marcowym słońcem w cieniu drzew. No tak, wiosna do Changchun zawitała niespodziewanie. Jeszcze w czwartek padał śnieg, a dzisiaj ludzie chodzą w krótkim rękawku. Naprawdę, to przejście z jednego stanu w drugi jest praktycznie natychmiastowe. Rośliny co prawda jeszcze pąków nie wypuszczają, bo one pewnie wiedzą że to jeszcze nie czas, ale wiosna faktycznie się zbliża. W gruncie rzeczy o jest już od ponad miesiąca, w końcu Święto Wiosny przypadało na koniec stycznia :-)

P1100549 (Copy)

Ach…nie wspomniałem o tym na początku, ale jednym z powodów dla których nie spieszyłem się do mieszkania był brak wody i wizja braku prysznica po biegu. Po co się spieszyć, skoro i tak się nie umyję? Lepiej sobie pobiegać dłużej bo może z czasem ta woda się pojawi i nie będę musiał iść na siłownię brać prysznica.
Pojawiła się, nie musiałem iść. Warto było się zmęczyć. Najdłuższy bieg w tym roku, najdłuższy od lipca zeszłego roku. A to przecież raptem siedemnaście kilometrów. Może nie najszybciej, ale ciągle przyzwoicie. Tylko gdzieś tam z tyłu głowy kołacze myśl że chciałoby się zabrać za to na poważnie.