Porażka

P1120070 (Copy)

Dzisiaj nie poszło zupełnie. Na jedenastym kilometrze zatrzymałem się i czułem że nie będzie cudów. Ruszyłem dalej i na siedemnastym znowu musiałem się zatrzymać. Kilometr potem chwyciła mnie kolka i wiedziałem że pora wracać.
Dotruchtałem dwudziestu, kiedy to się przewróciłem. Potruchtałem jeszcze kilometr, ale resztę już przeszedłem. Ciało odmówiło współpracy. Pierwszy raz od bardzo dawna i to aż tak bardzo. To było takie dziwne zmęczenie i wzięło się zapewne z kiepskiego paliwa w dniu wczorajszym. Moja wina, nie ma co się nad tym teraz rozczulać, trzeba się poprawić.

P1120080 (Copy)

Tylko te dwadzieścia jeden kilometrów uświadomiło mi jak bardzo mi się zmieniło podejście. Przebiegnięcie dwudziestu jeden kilometrów to nie jest porażka. Tylko robiąc to regularnie to moje postrzeganie rzeczywistości zmieniło się do tego stopnia że uznaję je za nią. A przecież dwadzieścia jeden kilometrów to porządny dystans, nie jakieś tam pitu pitu. Pierwszy maraton przebiegłem mając za sobą najdłuższy bieg wynoszący właśnie dwadzieścia jeden kilometrów.

P1120081 (Copy)

Poprzedni przebiegłem mając za sobą przetruchtane dwie dwudziestki piątki. Także wstydu nie ma. A jednak gdzieś tam w głowie jest taka myśl że coś poszło nie tak. I może to jest właśnie to – coś poszło nie tak. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do tego że ciągle wszystko idzie po mojej myśli, że ciągle wszystkie moje założenia realizuję bez problemu że teraz gdy wydarzyło się coś takiego myślę że to porażka. A w rzeczywistości nie jest to ani porażka, ani klęska, jest to jedynie dowód na to że paliwo musi być lepsze, że nie mogę ot tak wyjść i biegać iluśtam kilometrów tygodniowo, że potrzebuję przerwy, regeneracji i muszę na taki kilometraż wchodzić spokojnie.

P1120082 (Copy)

Następne dwa tygodnie będą takie bardziej rekreacyjno-regeneracyjne i po nich zostaną mi jeszcze trzy tygodnie biegania, może trzy i pół. Mam nadzieję że pod koniec czerwca znowu będę biegać lekko i z radością bo to jest najważniejsze- żeby mieć z biegania radość, bo jeżeli mam się do tego zmuszać to nie widzę sensu by to robić. Po co mam się męczyć? A dzisiaj się męczyłem. Owszem, czasem trzeba powalczyć, zacisnąć zęby i brnąć dalej, ale dzisiaj czułem że to nie jest dobry pomysł, że potrzebuję odpoczynku i…ciało przyznało mi rację odmawiając posłuszeństwa.
Mimo wszystko to nie była porażka, to było zwycięstwo zdrowego rozsądku bo ileż można biegać 60 kilometrów na tydzień przy raptem trzech wyjściach?

P1120083 (Copy)

Znowu padało. Ledwo wróciłem do mieszkania po biegu i już się rozpętała ulewa. To jest jakaś strasznie deszczowa pogoda, podobno nietypowa jak na tę porę roku i te miejsce w Chinach.
A jutro ostatni dzień sprzątania.

Pustka

P1120020 (Copy)

Pogoda dopisała, nogi poniosły i zrobiło się dwadzieścia kilometrów. Nie czułem wewnętrznej potrzeby by robić jeszcze jedną pętelkę i kręcić połówkę, lub więcej, bo i po co miałbym to robić? Chciałem się przebiec i wrócić do mieszkania. Jak chciałem tak zrobiłem.

P1120022 (Copy)

Dzisiaj na bieżni nie było za dużo osób, mogłem więc spokojnie się pokręcić. Cieszę się niezwykle że ten park jest tak blisko i można w nim biegać bo kręcenie tych kółek na bieżni to byłaby masakra. Nie wyobrażam sobie dwóch godzin kręcenia w kółko, to jakaś katorga.

P1120029 (Copy)

Zrobiłem kilka kółek po czym udałem się na moją nową ulubioną trasę prowadzącą nad jezioro inną drogą. Nowa ulubiona to może przesada, bo jakoś specjalnie jej nie lubię gdyż prowadzi koło dość ruchliwej ulicy, ale na pewno jest nowa i będę się starał z niej korzystać bo zawsze to pewna odmiana od ciągłego klepania kilometrów na tej samej trasie.

P1120038 (Copy)

To też jest ważne w bieganiu, żeby od czasu do czasu coś zmienić. Czy to tempo, czy czas biegu, czy trasę. Owszem, fajnie jest znać swoją główną trasę na pamięć, wiedzieć kiedy podskoczyć, kiedy jest pod górkę, kiedy z górki. To wszystko jest fajne, ale to sprawia że można się rozleniwić tutaj pobiegnę wolniej bo jest z górki, a tutaj nie ma co przyśpieszać bo i tak jest pod górkę, a to nie jest dobre gdy się trenuje.

P1120040 (Copy)

Gdy się biega nie ma to większego znaczenia, ale ja lubię czasem zrobić sobie jakąś odmianę. Tak dla zachowania higieny psychicznej.

P1120041 (Copy)

Biegłem sobie tak spokojnie, stopniowo przyśpieszając co świadczy o tym że jest dobrze i wszystko jest w porządku.
Pustka bo w parku było naprawdę pusto o tej ósmej. O wiele więcej ludzi było w czwartek, a dzisiaj jakoś tak spokojnie, cicho, bez przeciskania się między tabunami przechodniów.

P1120045 (Copy)

Oczywiście pierwsze namioty już się zaczęły pojawiać. Myślę że one wstają wcześnie rano i ruszają na weekendowy żer kiedy nikt nie widzi, a potem sobie siedzą i pozwalają ludziom z siebie korzystać.

P1120046 (Copy)

Po tym wszystkim spędziłem godzinę czyszcząc kuchnię, która teraz wygląda lepiej niż gdy się tu wprowadziłem, a to dopiero początek bo jeszcze do sprzątania zostało. Na szczęście wtorek mam wolny, więc będzie dobrze.

P1120031 (Copy)

Po wysprzątaniu kuchni, a już tak naprawdę konkretnie to wyszorowaniu kafelek przy piecu które się przypaliły łącznie z czajnikiem parę miesięcy temu, poszedłem na krótki spacer. Ludzie rozpalali grille i to aż się prosi o pokazanie:

P1120062 (Copy)

My się w Polsce przejmujemy rakotwórczością potraw z grilla, a tutaj Pani sobie jednocześnie grilluje i wędzi w dymie samochodowym.

P1120048 (Copy)

P1120049 (Copy)

P1120052 (Copy)

P1120057 (Copy)

P1120059 (Copy)

300

P1110993 (Copy)

Nie, nie padało. Nie, nie postanowiłem zmienić planu. Twardo nie biegłem dziś interwałów. Dobiegłem do bieżni i zawróciłem przed nią. Kilka setek studentów to jednak trochę za dużo na to by się tam rozpędzać i kręcić kółeczka. Normalnie nie lubię się przepychać, a przepychać się gdy mam biec szybko to nie chcę. Jakoś tak nie pasuje mi to do interwałów.
Także pobiegłem przed siebie powtarzając częściowo trasę z poniedziałku. Chciałbym napisać że biegło mi się lekko, ale nie byłaby to prawda. W głowie kołatała mi myśl o maszynie do gotowania ryżu którą zamówiłem i która niby została wczoraj zostawiona w sklepie z owocami, a której w sklepie z owocami nie było. Zastanawiałem się gdzie jest ta paczka, czy ktoś jej nie wziął przypadkiem, lub nie przypadkiem. Bo przecież te paczki stoją sobie luzem i każdy może je zabrać. To takie bardzo ufne podejście, nie wiem czy w Polsce by się sprawdziło i miałem obawy czy sprawdzi się tutaj. Także biegłem nie skupiając się na tym czego słucham, myśląc o tym że ktoś mi paczkę zabrał, a mi zostało jeszcze parę tygodni tutaj i w gruncie rzeczy to mam dość, chcę już wracać i wcale nie chcę tu już być.

P1110984 (Copy)

To nie był fajny bieg, byłem zmęczony, rozbity i czułem że biegnę ciężko, ospale i nisko podnoszę nogi a to jest oznaką zmęczenia. Gdzieś tam pojawiła się myśl żeby ten tydzień zrobić lżejszy jeżeli chodzi o kilometraż i może tak zrobię, zależy jak będę się czuć w sobotę i niedzielę.

P1110986 (Copy)

Niezastąpiona Czerwiec zadzwoniła jeszcze raz do Pana kuriera, a On jeszcze raz powiedział że paczka jest w sklepie z owocami obok sklepu z jedzeniem porannym. W sklepie z owocami nie było…w końcu ten Pan zadzwonił do Czerwiec raz jeszcze i powiedział że około południa będzie w sklepie i jak się pojawię to mi paczkę wręczy. Jak powiedział tak zrobił. Spotkaliśmy w sklepie z owocami, po czym wręczył mi paczkę którą ktoś wyniósł ze sklepu z jedzeniem porannym. Zaszła zwykła ludzka pomyłka. Kamień mi spadł z serca.

P1110989 (Copy)

Zajęcia minęły dziś bardzo szybko, zwłaszcza ostatnie w czasie których uczniowie sobie wyszli bo rozmawialiśmy z Chloe cały czas. I stąd właśnie tytuł tego wpisu. 300 to przybliżona liczba gości na Jej weselu. Ze strony przyszłego męża plus trochę Jej znajomych i rodziny. Drugie 300 będzie na drugiej imprezie w Jej rodzinnej miejscowości.
Mowę mi odebrało, ale sama powiedziała że to norma. W Chinach po prostu jest dużo ludzi i jak się żyje gdzieś to spotyka się i ludzi w szkole i w pracy, do tego dochodzą znajomi rodziców, rodzina bliższa i dalsza i mamy oto wesela na których pojawia się po kilkaset osób. Dla mnie to szokujące, ale dla Chloe nie było to nic niezwykłego. Tylko powiedziała że chciałaby mieć mniejsze wesele, tylko z najbliższą rodziną i przyjaciółmi czyli ludźmi którzy życzą Jej wszystkiego najlepszego, a nie z setkami ludzi którzy nie znają ani Jej, ani Jej męża a przyszli tylko po to by się pokazać.
To kolejny przykład budowania twarzy w Chinach – im więcej ludzi Cię zna, im więcej ludzi przychodzi na wesele Twojego dziecka tym Twoja pozycja w hierarchii jest wyższa.

Trzydziestka

P1110919 (Copy)

O rety…od godziny zbieram się żeby coś napisać i raczej niczego nie napiszę przed wyjściem na zajęcia. Uda mnie bolą, ale to minie. Nie jestem zamulony a to jest zawsze największy strach przy takich wybieganiach.
Przed wyjściem spojrzałem przez okno i okazało się że nie pada, a nawet słońce się przebija przez chmury. Zadowolony ze sprawdziłem ubrałem singlet, bluzę z długim rękawem i cienki leginsy. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu to chciałem się wrócić po krótkie leginsy bo było ciepło. Powstrzymałem się jednak i poszedłem biegać. Było fajnie, trochę za szybko, zwłaszcza na bieżni, ale po zrobieniu kilku kółeczek pobiegłem w końcu w stronę parku. Nie chciałem dzisiaj za bardzo po nim się kręcić więc odbiłem w bok. A potem drugi w bok i znalazłem przystanek autobusowy koło poczty do której jutro muszę się udać. Ze stwierdzenia nie chciałem dzisiaj za bardzo(…) można wywnioskować że taki miałem plan by odbić w bok, ale to wcale tak nie było. Zbiegając w dół dotarłem na skrzyżowanie i chciałem pobiec kawałek w bok ale akurat miałem zielone światło więc przebiegłem na drugą stronę i pobiegłem przed siebie. A potem odbiłem i nagle zaczęło mi się biec bardzo przyjemnie. Znalazłem przystanek, zawróciłem i dotarło do mnie dlaczego biegło mi się tak przyjemnie – było z górki. Biegnąc z powrotem było już około godziny biegu za mną i zaczęło padać, ale nie kropić a od razu padać i wtedy pojawiła się pierwsze myśl o powrocie. Zawsze w taką pogodę mam przed oczami to co się ze mną stało na pierwszym Chudym Wawrzyńcu, ale potem zastępuję te myśli myślami o tym co zrobiłem rok wcześniej na Silesii mająca na sobie jeszcze mniej ubrań. To mi pomaga odgonić myśli o tym, że jest za zimno.
Dobiegłem do parku, przeszedłem przez barierki mające powstrzymać ludzi od wprowadzania rowerów do parku i schodząc po schodach poklepał mnie po plecach starszy Pan Chińczyk. Powiedział że jestem cały mokry, a ja się tylko uśmiechnąłem i powiedziałem że to nie ma znaczenia. Nie miało, przede mną było jeszcze 17 kilometrów.
Nie chciałem kręcić się po parku z prostej przyczyny – deszcz oznacza błoto, błoto oznacza śliskość, śliskości to ja bardzo nie lubię. Dość powiedzieć że ja normalnie nisko podnoszę stopy, więc jak jest ślisko to już w ogóle moja przyczepność jest taka se. Biegłem i słuchałem o Korei. Taka ciekawostka, w piętnastym wieku by zaoszczędzić pieniądze i wydać je na wojsko, które nie było jakoś bardzo potrzebne, ale lepiej mieć niż nie mieć, jednym z zarządzeń było skrócenie sukien dam dworu by mniej wydawać na materiały. Cudnie.
W parku nie było praktycznie ludzi, tak biegać to ja lubię, nie muszę się przeciskać, nie muszę skakać, mogę biec przed siebie. W Chinach nie było praktycznie ludzi oznacza mniej więcej tyle co mijałem jakieś 5 osób na minutę. A to przecież nawet nie jest średniej wielkości miasto…niesamowite. Trochę bolały mnie uda, z kilometra na kilometr zwalniałem, ale biegłem. Wiedziałem że będzie wolno, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Te długie wybiegania nie są po to by czas był fajny, są po to by naklepać kilometrów i to się udało.
Robiąc drugą pętelkę mijałem kolejnego starszego Pana Chińczyka który się uśmiechnął, krzyknął ni hao i uniósł kciuk do góry. To są takie sytuacje które lubię, takie chwilowe spotkania które dają mi pozytywnego kopa, zastrzyk energii potrzebny do tego by biec dalej.
I dobiegłem, przebiegłem te 30, z lekkim hakiem, było mi zimno, dłonie były chłodne, a po południu zaczęła mnie boleć głowa więc moje zapasy soli mineralnych nie zostały jeszcze odbudowane. Mimo wszystko przetrzymałem zajęcia i planów nie zmienię. Dalej będę klepał te długie wybiegania w poniedziałki. Myślę że nawet te 34 zmieszczę.
Gdzieś tak w tym wszystkim umknęło mi że to są same najdłuższe dystanse jakie do tej pory pokonałem w Chinach. Myślę że w Jiawang bym tego nie dał rady zrobić. Nie wiem dlaczego, ale w moim chińskim domu to bieganie tak średnio mi wychodziło, a tutaj wychodzi całkiem w porządku. Pisałem o tym na początku, ale się powtórzę – cieszę się że mnie ten bieg nie zamulił. Owszem bolała mnie głowa, ale nie ma tragedii, jest dobrze, jutro wstanę świeży i pojadę na pocztę. Autobusem, bo żeby godzinę iść na pocztę to…W ogóle wyobrażacie to sobie? Miasto ma ponad sześć milionów mieszkańców, a ja na pocztę muszę dreptać 5 kilometrów. Ludzie którzy projektowali to wszystko paru rzeczy nie przemyśleli.

Pomyliłem się

P1110906 (Copy)

I zamiast 18 pobiegłem blisko 22. Zdarza się najlepszym…Nie potrafię zapamiętać że od takiego mostku mam do końca parku blisko dwa kilometry, a od końca parku do mieszkania kolejne dwa. Zapominam o tym i robię dodatkowe kółko.
Nie ma niczego złego w zapomnieniu się, w zagubieniu się w biegu i przełączeniu się na po prostu biegnij gdy nie ma się planów i jest się przyzwyczajonym do takich obciążeń. Ja miałem plan żeby odpocząć przed poniedziałkową trzydziestką.

P1110882 (Copy)

Nie wyszło do końca. Właściwie to w ogóle nie wyszło, ale pisząc to mam uśmiech od ucha do ucha bo mimo wszystko bieganie sprawia mi przyjemnością. Mam teraz takie nastawienie: nie udało się powstrzymać? No to trudno, w poniedziałek pobiegniesz wolniej. I tyle, wiem że te trzydzieści i tak pobiegnę, szybciej czy wolniej to już bez znaczenia, grunt żeby przebiec i skończyć ten tydzień.

P1110885 (Copy)

Biegło mi się ciężko. Naprawdę, naprawdę ciężko. Znaczy…głowa dawała radę, nogi też, ale pociłem się strasznie i aż sam się zdziwiłem jak biała była moja koszulka. Nie wiedziałem że się aż tak pocę. To zdumiewające bo nigdy nie pociłem się aż tak bardzo…chociaż nie, to nie prawda. Podobnie pociłem się gdy zaczynałem biegać i było upalne lato. Pamiętam że wtedy codziennie myłem koszulkę i po paru godzinach była już sucha, ale od tamtej pory…nawet w Jiawang tak nie było.

P1110887 (Copy)

A teraz…no jakaś tragedia. Chociaż…dzisiaj było faktycznie ciepło, nie jakoś słonecznie, ale ciepło. To jest właśnie taka złudna pogoda: wydaje się w porządku bo jest pochmurno, ale temperatura jest wysoka i człowiek się poci. Dlatego w ten poniedziałek biegło mi się tak dobrze. Padał deszcz i nie musiałem się temperaturą przejmować.

P1110894 (Copy)

Przy moim stylu biegania: czyli niezabieraniu ze sobą ani wody ani pieniędzy by wodę kupić deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem bo w jego trakcie nie pocę się tak bardzo, więc nie tracę ani wody ani mikroelementów więc po biegu nie czuję się tak wypompowany jak po biegu przy wyższej temperaturze.

P1110896 (Copy)

Chyba dlatego tak wielu biegaczy lubuje się w bieganiu przy niższych temperaturach. Najzwyczajniej w świecie wtedy to nasze zmęczenie jest mniejsze. A dzisiaj było ciężko, nie jakoś bardzo, bo gdyby było bardzo ciężko to bym machnął ręką, ale było to kolejne przesunięcie granicy.

P1110897 (Copy)

Granicę trzeba przesuwać stopniowo i delikatnie bo coś może w końcu pęknąć, a tego nie chcę. Ludzie się uśmiechali, mówili hello, gdy miałem siłę to odpowiadałem, gdy nie miałem to tylko podnosiłem rękę i starałem się uśmiechnąć. To przerażające że nawet w taką pogodę ludzi w tym parku jest od groma, naprawdę od groma.

P1110898 (Copy)

Patrząc na moje zdjęcia można dojść do wniosku że w Chinach jest jak w Polsce, prawie pusto, mało ludzi, ale rzeczywistość jest diametralnie inna. Ludzi jest zatrzęsienie, to jest wręcz nie do pojęcia. Owszem, słyszymy półtorej miliarda ludzi, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jak to wygląda naprawdę.

P1110899 (Copy)

Ludzie są wszędzie, tutaj nie ma możliwości by sobie pójść gdzieś na zewnątrz i pobyć w samotności. To jest nie do pojęcia, nie do pomyślenia, nie do wykonania! Tutaj zawsze, ale to zawsze ktoś jest. A gdy jest wolne to tych ktosiów są nie setki lecz tysiące. TYSIĄCE! I ja chciałbym żartować, ale popatrzcie na to:

3ca8pef - Imgur (Copy)

ImiVdDL - Imgur (Copy)

uchG1DU - Imgur (Copy)

To zdjęcia ze święta pracy, czyli takiego święta które ważne dla Chińczyków nie jest więc sobie podróżują. Nadchodzące święto smoczych łodzi jest ważniejsze i jest okazją do spotkania z rodziną. Oczywiście gro ludzi ruszy gdzieś w podróż, ale takich tłumów nie przewiduję. Rok temu byłem wtedy w Kaifeng i było super. Praktycznie nikogo, co prawda drugi dzień ciągle padało, więc to też miało pewien wpływ.

P1110899 (Copy)

W tym roku mam trochę inne plany i mam nadzieję że tam gdzie ruszę też nie będzie zbyt wiele ludzi, chociaż spodziewam się że parę jednak będzie, ale że ruszam w takie mało turystyczne miejsce to powinno być dobrze.

Interwały

P1110853 (Copy)

Czułem że będzie dobrze. Wstałem wcześniej niż zwykle i już wiedziałem że będzie w porządku. Jakoś tak…czasem są takie dni kiedy czujesz że będzie dobrze i po prostu jest. Przeczucie nie zawodzi. U mnie czasem to uczucie mija i nagle czuję się ociężały i mówię że będzie fatalnie, tragicznie i lepiej to nawet tych butów nie ubierać. Dzisiaj tak nie było. Dzisiaj było w porządku, a jeżeli w głowie jest wszystko w porządku to 90% sukcesu. Reszta pozostaje w mięśniach.

P1110845 (Copy)

Także po szybkim śniadaniu ruszyłem na stadion i gdzieś tak na pierwszym kółku, które robię by dobić do dwóch kilometrów traktowanych jako rozgrzewka, uznałem że dzisiaj to tych interwałów nie zrobię bo coś ciężko mi się biegnie, a w ogóle to jest tu chmara ludzi i lepiej odpuścić bo nie będę się między nimi przepychał…i wtedy skończyła się dwukilometrowa rozgrzewka więc ruszyłem do przodu. Czyli myśli o rezygnacji się pojawiły, ale zostały zagłuszone, tak jak to zawsze powinno mieć miejsce. Ruszyłem i czułem że tych 4:24-4:28 nie zrobię dzisiaj.

P1110849 (Copy)

Czułem że to nie mój poziom obecnie, postanowiłem więc trzymać się planu B, czyli wszystko poniżej 5:00. Międzyczasy znajdziecie poniżej więc nie będę się rozpisywał. Na drugim kółku studenci zaczęli znikać i resztę treningu, bo to jest trening a nie takie luźne przyjemne wybieganie, zrobiłem praktycznie bez publiczności. Praktycznie bo to są Chiny i tutaj zawsze ktoś się gdzieś czai, czy to jakiś emeryt spacerujący wokół boiska czy też student czytający coś na głos po angielsku.

P1110850 (Copy)

Kolejne kilometry mijały mi w bardzo równym tempie, takim o: 4:32 – 4:41 – 4:38 – 4:37 – 4:38 – 4:36 – 4:35 – 4:38. I jestem z tego bardzo zadowolony, bo nie dość że wszystko wyszło poniżej 5:00 to prawie wszystko poszło poniżej 4:40. 4:40 nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem, ale fajnie że udało się utrzymać poniżej tego poziomu.

P1110857 (Copy)

Co to znaczy? Znaczy to ni mniej ni więcej a to że mogę spokojnie w tym tempie biegać Teraz pojawia się pytanie na przyszły tydzień: czy próbować biec szybciej, bo czemu nie? Czy dołożyć jeszcze jedno powtórzenie? Co nie ma większego sensu bo to takie nic a tylko będę się stresował że nie zdążę ze wszystkim przed zajęciami. Wiem że bieganie szybsze będzie mnie męczyć fizycznie i obawiam się że również psychicznie, a tego to ja najbardziej nie chcę. Bo o ile mięśnie zawsze mogą tak gdy głowie się nie chce to nie dam rady. Także muszę to przemyśleć.

P1110858 (Copy)

Na chwilę obecną nastawiam się na dalsze klepanie 8×1 bo to mi się aktualnie podoba, nie poniewiera mną jakoś masakrycznie, nie odechciewa mi się biegania po takich interwałach, oraz nie zamula. Czyli jest w porządku. Owszem, możne spróbować biegać szybciej, ale tak w gruncie rzeczy to jaki jest teraz tego cel skoro moim jedynym planowanym startem jest domowej roboty maraton w lipcu który chcę po prostu przeżyć, a nie bić rekord życiowy. Na porządny trening jeszcze przyjdzie pora, ale jeszcze nie teraz. Tym zajmę się dopiero we wrześniu.

P1110861 (Copy)

I powinno być dobrze bo chociaż prowincja Henan należy do północnych Chin (taki podział sobie wymyślili) to geograficznie jest bliżej środka i w zimę temperatury minimalne nocne dochodzą do raptem -8 stopni. Czyli tak jak w Xuzhou gdzie praktycznie całą zimę można biegać. W dodatku jest to okres prawie suchy, więc śniegu jest tyle co kot napłakał, co już jest w ogóle niesamowite sprzyjające jeżeli chodzi o warunki treningowe. Także wszystkie warunki pogodowe są na plus, oby jeszcze teren był na plus bo gdzieś muszę tę siłę biegową robić. Było nie było to jest element całkowicie przeze mnie zaniedbany, bo przysiadami wszystkiego nie wytrenuję, a górek w Changchun nie mam.

Bieganie w deszczu

P1110762 (Copy)

Można by rzec – nareszcie, sęk w tym że to nie takie proste. Owszem, super że mogłem biec w deszczu, bo w taką pogodę czuję się zawsze doskonale, ale…było zimno. No właśnie, to był lekki problem, ale zacznijmy od początku.

P1110772 (Copy)

Wyszedłem biegać z myślą że dzisiaj trzeba przebiec 28 kilometrów, mam taki ogólny plan rozpisany i chyba przedobrzyłem bo gdzieś tam jest napisane 34 kilometry, a jak ja się zmieszczę z czasem przed zajęciami? No może być krucho, a na wtorek tego przekładać nie chcę, więc nie wiem jeszcze czy tego planu nie zmodyfikuję i nie zatrzymam się na 30.

P1110773 (Copy)

Inna sprawa że skoro już mam biec 34 to równie dobrze mogę biec 42, bo co to za różnica. Także wyszedłem ubrany w leginsy na zimę, kurtkę przeciwdeszczową, bluzę jesienną i podkoszulek. Odpaliłem podcast o historii Korei. I mogłem biec. Słuchając o tym jak w 10 wieku naszej ery Koreańczycy walczyli z ludami z Mandżurii kręciłem kółeczka na stadionie a potem ruszyłem do parku. Po drodze powtarzałem sobie że trzeba zwolnić bo nie wytrzymam takiego tempa i trochę zwolniłem, ale nie jakoś drastycznie. Strach był, bo zawsze jest jak się wie że to nie jest dobra szybkość.

P1110774 (Copy)

Sęk w tym, że dzisiaj to była dobra szybkość. Biegłem tak spokojnie, pokonując kolejne kilometry. Momentami wiatr próbował mnie przewrócić, czasami wiał w twarz i miałem lekki trening siły biegowej, ale poza tymi momentami było całkiem przyjemnie. Naprawdę czułem się wyśmienicie. Żadnej pustki w żołądku, żadnej kolki, lekkie zmęczenie ud, ale to standard. I co najciekawsze – ramiona się trzymały bardzo dobrze a to jest taki mój lekki problem, bo one lubią mi zdrętwieć gdzieś po drodze.
W okolicach 15 kilometra zatrzymałem się bo zrobiło mi się strasznie lekko na głowie, czyli chusta gdzieś spadła. Na szczęście kaptur powstrzymał ją przed kąpielą błotną i po chwili ruszyłem dalej.

P1110776 (Copy)

Biegnąc tak słuchałem o tym jak w jedenastym wieku Koreańczycy dostali od Chińczyków proch i broń palną. Dostali to złe słowo – kupili jest znacznie lepsze. A mimo to jak przybyli Mongołowie to nikt nie wiedział co robić. I chyba się zasłuchałem w tej opowieści bo mając trzy kilometry do mieszkania zdałem sobie sprawę że przebiegłem już 26 kilometrów i wyjdzie dzisiaj 29 zamiast 30.

P1110779 (Copy)

Trochę mnie to zmartwiło bo miałem wszystko wyliczone i nie pasowało mi te kolejne sześć minut, ale nic już nie mogłem zrobić, więc biegłem dalej.
To był niesamowicie przyjemny bieg, w dłonie było mi zimno ale ta bluza z dodatkową ochroną na dłonie to był strzał w dziesiątkę. Doskonale zastępuje rękawiczki, które przecież w trakcie takiego deszczu zmokłyby i zamiast chronić przed zimnem tylko by sprawę pogarszały. Dawno już mi się tak lekko nie biegło.

P1110780 (Copy)

Owszem czas nie był jakiś powalający, ale biorąc pod uwagę ten dystans jestem z siebie zadowolony, zwłaszcza że czuję się bardzo dobrze. Czyli takie bieganie idzie w dobrym kierunku. Myślę nawet że mogę trochę odpuścić w czasie tych sobotnich biegów bo nie ma sensu robić aż tylu kilometrów. W ciągu tego mikro cyklu tygodniowego przebiegłem niecałe 66 kilometrów. Czyli blisko 22 kilometry w czasie każdego wyjścia.

P1110781 (Copy)

To jest troszkę za dużo. A utrzymując obecną tendencję za dwa tygodnie będzie to już 70 kilometrów. Czyli zdecydowanie za dużo jak na trzy wyjścia. Muszę sam siebie kontrolować. W czwartek powinno wyjść mniej niż poprzednio bo będę mieć mniej czasu by interwały zrobić, ale w sobotę ma być piękna sobota, także sam nie wiem jak to się skończy. Bo jedno to mieć jakąś ogólną świadomość, a drugie to powstrzymanie się od biegania.

P1110782 (Copy)

Powtarzam to sobie od sześciu tygodniu – w poniedziałki muszę brać rower. Powrót z zajęć zajmuje mi 50 minut podczas gdy normalnie wychodzi minut 25. Na rowerze będzie też w tych okolicach. Słowem makabra. Temperatura już jest dobra, teraz tylko dokupić błotniki.

Sobotnie bieganie

P1110716 (Copy)

Czyli dwadzieścia jeden kilometrów, ale lekko nie było. Może inaczej. Było przyjemnie, ale wolno. Coraz wolniej, ale tego się spodziewałem, więc nie będę się rzucał. Można zadać sobie pytanie dlaczego biegam teraz wolniej niż miesiąc temu, ale odpowiedź jest dość prosta: bo biegam znacznie więcej i jem inaczej. Organizm musi się przyzwyczaić i do kilometrażu i do diety. To naturalne. Można rzecz jasna wrócić do mniejszego kilometrażu i poprzedniej diety, ale prawdę mówiąc nie przeszkadza mi to wolne bieganie ani trochę. Biegam dla przyjemności nie dla czasów. Jakbym biegał dla czasów to bym się spinał, dorzucił czwarty bieg w tygodniu i robił co w mojej mocy by kręcić lepsze czasy. Nie zależy mi na tym ani trochę.

P1110723 (Copy)

Bardzo cenię tę swoją wolność w bieganiu, tę możliwość spokojnego biegania bez zbytniego przejmowania się tym ile przebiegłem, jak daleko biegnę i ile zostało mi jeszcze do końca. W dzienniczku treningowym mam ciągle zapisane 12 kilometrów, a biegam bez problemu te 20-21. I to mnie cieszy. Bo nie mam żadnych problemów z zawiązywaniem sznurówek rano, ani myśli o nie, znowu muszę iść biegać, tak mi się nie chce. Nic z tych rzeczy. Po prostu ubieram się, wiążę sznurówki i idę biegać. Biegam, rozciągam się, biorę prysznic. Nic więcej, żadnych kłopotów, myśli żeby odpuścić. Nic. Oczywiście dziennie takich dwudziestu kilometrów nie mogę robić z kilku powodów. Pierwszy jest taki że moje ciało tego nie wytrzyma, bo przecież już raz nie wytrzymało takiego obłożenia, drugi jest taki że nie mam aż tylu par butów, a trzeci to taki prozaiczny brak czasu. Chociaż jakbym z siłowni zrezygnował ;-)

P1110724 (Copy)

Także wychodzę i biegnę dzisiaj te dwadzieścia jeden kilometrów. Chciałem zrobić dwadzieścia, ale znowu gdzieś tam się pomyliłem i wyszło więcej. Na początku biegło mi się super szybko, ale prędko odpuściłem i przeszedłem do takiego spokojnego biegu. I tak sobie spokojnie biegłem przed siebie przez kilometrów szesnaście kiedy to musiałem się zatrzymać na parę minut i wziąć oddech. To się zdarza, zwłaszcza gdy w żołądku czuć pustkę i chciałoby się ją jakoś uzupełnić, ale absolutnie nie ma czym. Wtedy można dać sobie chwilę odpoczynku i ruszyć dalej. Grunt to nie rezygnować. To są takie myśli która należy zawsze odganiać bo one zawsze są bardzo ciekawe. Na moją korzyść działa fakt że chociaż park z jeziorem jest blisko mieszkania to nie jest bardzo blisko i trzeba liczyć minimum 30 minut spacerku by wrócić. A częściej jest to godzina. Dlatego lepiej już truchtać i z godziny zrobić minut trzydzieści.
Było dziś trochę zimno, zwłaszcza oberwało się moim dłoniom. Jakoś już się odzwyczaiłem od biegania ze schowanym kciukiem, a o bieganiu w rękawiczkach nawet dzisiaj nie pomyślałem.

P1110729 (Copy)

Za to powietrze było zdecydowanie rześkie, bardzo przyjemnie biega się po deszczu. Nawet tutaj i co ważne ziemia nie była rozkopana, owszem była wilgotna, ale nie jakoś strasznie, dało się przeżyć. Mimo tego odczuwalnego chłodu ludzi było całkiem sporo, w tym kilku którzy mówili hello i jednego który chyba nie skojarzył faktu że biegnę z widocznym zmęczeniem na twarzy i pytał skąd jestem. Prawdę mówiąc to jakby ze mną pobiegł to bym Mu powiedział. W czasie takich biegów dobrze jest porozmawiać z kimś by jakoś ten oddech wyregulować. Wtedy wiadomo że nie biegnie się za szybko. Odkrzyknąłem Polak, ale pewnie mnie nie zrozumiał. Biegłem dalej i tak sobie spokojnie wybiegałem te dwadzieścia jeden. Czas jakiś tam był, ale to nie jest aż tak istotne. Najważniejsze jest to że kolejny bieg zaliczony w dobrym zdrowiu i samopoczuciu. Co prawda moje stopy uznają powoli że te buty wypadałoby zmienić, ale na szczęście reszta działa jeszcze się z nimi nie zgadza. No cóż, na odciski jestem skazany i nic z tym nie zrobię. Mogę za to coś zrobić z odciskami i robię cały czas, ale dopóki nie wrócę do kraju nowych butów sobie nie sprawię. Z jakiegoś powodu nawet taobao się wykłada gdy szukam butów do biegania w moim rozmiarze.

P1110730 (Copy)

Poniedziałkowe bieganie

P1110601 (Copy)

Plan na dzisiaj był prosty. Bo przyznać się muszę że mam rozpisany plan, czyli trochę trenuję, ale nie tak jak poprzednio i nie w takim rozumieniu jak do tej pory. Owszem biegam, dalej dla przyjemności bez wymuszanego wyjścia na dwór, ale mam napisane ile powinienem przebiec. Owszem, gdy przebiegnę mniej to zły potwór mnie nie zje, ani nie będę mieć gorszego dnia, ale mam taki plan rozpisany bo chcę w lipcu ten maraton pobiec.

P1110605 (Copy)

I teraz taka dygresja, ludzie sobie wybierają jakieś daty które mają dla Nich znaczenie i ten konkretny dzień chcą uczcić jakimś biegiem, lub konkretnym dystansem. Niektórzy biegają 28km na 28-e urodziny (w tym ja), inni chcą ukończyć pierwszy maraton przed 40-ymi urodzinami. A ja tak po prawdzie to nie mam takiej daty która byłaby dla mnie tak jakoś szczególna że chcę ją uczcić biegiem. Przynajmniej w chwili obecnej. Rozumiem ten koncept, ale teraz jestem od niego odsunięty.

P1110609 (Copy)

Także plan. Planem na dzisiaj było przebiec 26 kilometrów. Jak postanowiłem tak uczyniłem. Zacząłem za szybko, na stadionie stopniowo wyhamowywałem, ale w dalszym ciągu było za szybko. Dobiegając do parku trochę się obawiałem że nie wytrzymam, bo chociaż biegałem w takim tempie rok temu przed maratonem, to nie jest to jednak coś fajnego. A przynajmniej wtedy nie było. Dzisiaj natomiast było w porządku. Żadnych kolek, problemów z udami, nawet ramiona ładnie współpracowały, a one po dwudziestu paru lubią dać się we znaki. W dodatku pogoda świetna i mogłem spokojnie biegać w krótkich spodenkach i koszuli z krótkim rękawem, nawet przy jeziorze bo nie było ani trochę wietrznie.

P1110610 (Copy)

Przyznam się szczerze że trochę się pogmatwałem w tych kilometrach i okazało się że zrobiłem dokładnie taką samą końcówkę co tydzień temu czyli 780 metrów. Nie wiem jak to się udało, ale jakoś tak wyszło. Czuję się wyśmienicie, nie jestem tak spragniony jak w sobotę kiedy to czułem że mogę wypić wszystko, ani tak zmęczony jak tydzień temu. Powoli, powoli przyzwyczajam się do takiego biegania, czyli jest dobrze.

P1110612 (Copy)

Powinienem zacząć już myśleć nad interwałami bo chociaż uwielbiam biegać długo i powoli to właśnie takie szybkie bieganie jest motorem napędowym rozwoju. Tyle tylko że to jest poważna kwestia do rozważenia: czy ja w ogóle chcę się jeszcze bardziej rozwijać jako biegacz. Wiem że chcę kiedyś spróbować sił w IronManie i przebiec jakiś dystans ultra. A do tego trzeba biegać efektywniej, czyli może i mniej ale szybciej, właśnie interwałowo. Po prostu mięśnie potrzebują innych bodźców. Tyle tylko że to oznacza koniec czwartkowego biegania do parku bo najlepiej będzie interwały robić na stadionie, no i dystans mi się trochę zmniejszy.

P1110615 (Copy)

A ja mam taką nabytą miłość do tych cyferek i lubię jak one są duże. Tak we mnie to siedzi bo łatwiej jest mi policzyć kilometry takie niż inne. Zwłaszcza że nie ma ze sobą pulsometru więc ciężko mi wykalkulować ile czasu spędziłem w danej strefie.
Z okazji długiego weekendu majowego, w czasie którego pewnie będzie paskudna pogoda, zaryzykuję delikatne interwały na stadionie. Spróbuję, co mi tam. Może okaże się to dobre, chociaż już się ich boję. Ten strach jest podobno dobry, ale ja go jakoś nigdy nie lubiłem. Jakoś tak udawało mi się go pokonywać, ale nie znaczy to że była to przyjemna walka.

P1110616 (Copy)

Dość o bieganiu. Teraz będzie o skardze.
Tydzień temu czułem że coś się święci bo jakieś mamy się wykłócały z współwłaścicielką szkoły o minuty. Zaczęło się od tego że zacząłem lekcję parę minut później, bo jacyś starsi Chińczycy siedzieli w klasie i nie chcieli wyjść bo myśleli że zajęcia zaczynają się od 1550. Ja cierpliwie czekałem, ale w końcu pojawiło się więcej uczniów i tamci poszli. Zajęcia skończyłem później o te parę minut z początku, ale mamy poszły się wykłócać. Myślałem że to jednak nie o mnie bo nikt mnie nie wołał. Aż do dzisiaj.
Stojąc dzisiaj przy drukarce Chris powiedział:
– Ci starsi ludzie co tam stoją w sali powiedzieli że zaczynasz zajęcia za późno bo czekasz na innych uczniów. Nie rób tego.
– Ok.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Ok?
– No powiedz ‘dziękuję’.
– Dziękuję. I przepraszam, to się już więcej nie powtórzy.

P1110618 (Copy)

Takie amerykańskie podejście widać.
Wchodzę do klasy, mówię że zaczynamy, ale nagle starszy chińczyk zaczyna się kłócić z Chrisem pokazując na obrazki. Ja staram się jakoś dzieciaki zająć, pogadać trochę, na tyle na ile One potrafią, bo mają po 8-9 lat.
Chris mówi do dzieciaków:
– On powiedział że na ostatnich zajęciach kolorowaliście cztery obrazki i nic nie mówicie. Mówicie, czy nie?
– Mówimy…
– Ile obrazków kolorowaliście?
– Jeden…
Wchodzą wszyscy Chińczycy z naszej szkoły i rozmawiają, a ja się staram te zajęcia prowadzić.

P1110622 (Copy)

– Bart, mów więcej do tych dzieciaków.
– Dziękuję, od teraz będę się starał by to One mówiły jeszcze więcej.
120 minut to tragedia, ale 90 minut dla 8 latka to przecież też nic łatwego. W dodatku w Ich wypadku nie uznaję przerw tylko daję Im obrazki do kolorowania. Czasem większe, czasem mniejsze, ale przynajmniej mają czas by sobie odetchnąć.
A po cichu Chris mi powiedział:
– Nie przejmuj się, gdyby to było coś poważnego to bym Ci powiedział. To są po prostu problemy starszych ludzi którzy nie maja innych problemów w życiu i ich szukają.
Ludzie wszędzie są tacy sami.

Bieganie w deszczu

P1110581 (Copy)

Miało padać w środę. Nie padało.
Miało padać w czwartek. Nie padało.
Miało padać w piątek. Nie padało.
Miało padać dzisiaj od 14. Nie padało.

P1110559 (Copy)

I jak we wszystkie dni trochę się tego deszczu obawiałem tak dzisiaj go wyczekiwałem. Lubię biegać w deszczu, to od tego uczucia związanego z deszczem wzięła się w końcu nazwa tego bloga, a że uczucie pojawiło się w czasie licznych biegów w deszczu i zawsze w ich trakcie powraca to z niecierpliwością go wyczekuję.

P1110563 (Copy)

Parę razy udało mi się biec w deszczu w Jiawang i było to uczucie niesamowite. Przebiegając w tej mojej strasznie zielonej kurtce przeciwdeszczowej po zamokniętych ulicach czułem się niesamowicie. Biorąc pod uwagę fakt że w Jiawang biegało mi się potwornie i jeżeli chodzi o bieganie to był to dla mnie straszny okres to te kilka biegów w deszczu należy potraktować jeszcze bardziej pozytywnie. Tutaj pamiętam jeden taki bieg, na stadionie, chyba w pierwszym tygodniu mojego pobytu.

P1110566 (Copy)

Tak, zdecydowanie w pierwszym tygodniu bo mieszkałem wtedy jeszcze w hotelu i Pan z recepcji się na mnie dziwnie patrzył jak wróciłem zmoknięty i uśmiechnięty. Pamiętam ten bieg bo było mi mokro i nic poza tym. Przemęczyłem te 10 kilometrów i wróciłem do smutnego siedzenia w pokoju z lustrami na suficie.

P1110570 (Copy)

Miałem ochotę dzisiaj pobiegać w deszczu. Może nie tyle ochotę, co nie obawiałem się tego. Czułem że to będzie coś fajnego bo chociaż pewnie nad jeziorem narzekałbym że jest wietrznie i zimno to gdzie indziej biegałoby mi się fajnie i byłby to w końcu pierwszy bieg w deszczu nie tylko tej wiosny, ale też tego roku.

P1110573 (Copy)

Mogę narzekać na tę potwornie długą zimę w Changchun, ale gdy ona się kończy to to miasto ma naprawdę przyjemną pogodę. Nie ma mokro, nie ma ani za zimno, ani za ciepło. Nie ma takich skoków temperatur jak w Jiawang gdzie to rano mogło być zero a w południe plus piętnaście. Słowem jest idealnie do biegania, na pogodę absolutnie nie mogę i nie będę narzekać. Bo to że wieje przez kilometr czy dwa gdy jestem nad jeziorem to nie kwestia Changchun, a jeziora, więc nie mam najmniejszych pretensji. Inna sprawa, że w lato taki wiatr byłby całkiem przyjemny.

P1110573 (Copy)

Deszcz niestety nie nadszedł. Szkoda. Zapewne nadejdzie w następny weekend kiedy to będzie wręcz za dużo czasu wolnego i gdy warto byłoby wyjść na dwór pojeździć w końcu na meridce trzeba będzie siedzieć w mieszkaniu. A może nie :-)
Tak biegając dzisiaj udało mi się posłuchać trzeciego odcinka Blueprint for Armageddon, z Dan Carlin’s Hardocre History, czyli historii o Pierwszej Wojnie Światowej, ale w takim ujęciu bardziej ludzkim.

P1110575 (Copy)

Bardzo poruszyła mnie jedna historia, więc ją przybliżę.
Niemieccy żołnierze dotarli do budynku/strażnicy w której znajdował się jeden brytyjski żołnierz i niemiecki oficer wydał rozkaz by Go zastrzelić. Ten usłyszawszy to zaczął z Nim rozmawiać po niemiecku, bo przed wojną uczył się tego języka w Niemczech. Rozpoznał jego akcent i zapytał:
– Jesteś z Frankfurtu?
– Tak.
– Nie wolałbyś być tam teraz?

P1110560 (Copy)

Panowie uśmiechnęli się do siebie po czym oficer wycofał rozkaz i kazał żołnierzom ruszyć dalej. Ruszyło mnie to bo wydaje mi się że łatwo nam zapomnieć o tym że wojna to nie sprzęt, statystyki martwych, zabitych czy kilometry zdobytych terenów. Wojna to przede wszystkim ludzka tragedia. I łatwo o tym elemencie zapomnieć patrząc na te wszystkie statystki.

P1110561 (Copy)

W pierwszym miesiącu Pierwszej Wojny Światowej zginęło około 600k osób. Sześćset tysięcy ludzi. Każdy ze swoją historią, rodziną która Go opłakiwała, przyjaciółmi którzy już Go nigdy nie zobaczą. I myślę że ogrom tego sprawia że się wyłączamy i nad tym nie myślimy bo to jest po prostu nie do objęcia.