Pogoda zła

P1110963 (Copy)

Znowu ta pogoda. Tutaj wiosna nikogo nie rozpieszcza. Pada, jest chłodno, ale chyba i tak cieplej niż w Polsce.
Tak czułem się dzisiaj bardziej pełen energii i nawet Ci moi leniwi uczniowie tak bardzo mnie nie drażnili. Drażnili, ale mniej. Na to nie ma rady. Podobno uczniowie łapią energię od nauczyciela, ale jak już pisałem parokrotnie osobiście w to nie wierzę. Przynajmniej mojej nikt nie łapie, nikogo nie rozrywa i nikt nie skacze.

P1110962 (Copy)

Chociaż może energia jest dostępna tylko dla małych dzieciaków bo Ich to zawsze gdzieś nosi. Może mój poziom energetyczny jest najzwyczajniej w świecie niedostępny dla uczniów starszych? A może to podejście nauczyciela ma na Nich oddziaływać jakoś inaczej? Sam nie wiem.

P1110969 (Copy)

Jutrzejsze interwały przyjdzie mi odwołać, bo w deszczu nie mam zamiaru ich robić. Normalnie w Polsce bym się tym nie przejmował i normalnie jak zacznę trening to w Chinach też nie będę się przejmował, ale teraz nie trenuję a biegam dla przyjemności. Interwały w zimnym deszczu nie są dla mnie niczym przyjemnym, są wyzwaniem, czymś co mnie buduje, tworzy, a nie czymś co wywołuje uśmiech na twarzy i radość w oczach. Także odpuszczam i już. Nie ma się co żyłować.

P1110973 (Copy)

Prowadząc zajęcia dotarło do mnie że jestem zmęczony. Ale nie tak fizycznie, bo z tym można zawsze sobie poradzić rezygnując z siłowni ;-) a psychicznie, czyli tak najgorzej jak tylko można. Odliczam tygodnie do wylotu i czuję że to nie jest dobre. Z jednej strony super że wracam, bo nie mogę się już doczekać.

P1110975 (Copy)

W Domu nie było mnie 8 miesięcy, a nie będzie jeszcze dwa, ale odliczając je tak co tydzień nie tworzę niczego dobrego, po prostu odliczam czas do końca i czuję się coraz gorzej robiąc to co robię. A przecież to co robię jest tym co kocham. Owszem ten semestr to tragedia w college’u, ale w mojej małej szkole jest w porządku i naprawdę mi się tam podoba, a i nawet college ma swoje momenty. A mimo to odliczam i czekam i czuję że to czekanie mnie męczy.

P1110979 (Copy)

Jakoś tam sobie z tym radzę, głównie rzucając się w wir innych zajęć, ale może właśnie to jest ten problem? Że robię za dużo rzeczy? Może powinienem spuścić z tonu i więcej odpoczywać? Może tak być przecież…
A za oknem znowu burzowe chmury. Trzecią noc z rzędu.

Poczta

P1110957 (Copy)

Po udanej wczorajszej wymianie pieniędzy o której więcej będzie w niedzielę, plan na dzisiaj był prosty: udać się do tej oddalonej o godzinę drogi poczty i wysłać dokumenty do mojego nowego college’u. Pisałem o tym zresztą wczoraj więc niema się za bardzo nad czym rozwodzić.

P1110928 (Copy)

Po siłowni, która dzisiaj jakaś taka bardziej pusta się wydawała, ale chyba faktycznie wydawała bo ludzi ciągle sporo. Dzisiaj na szczęście nie miałem żadnych problemów i mogłem wszystko robić tak jak chciałem. Fajnie jest tak nie musieć nagle zmieniać planów bo ktoś postanowił sobie posiedzieć na maszynie zamiast ćwiczyć, tudzież szukać hantli bo ktoś postanowił sobie zrobić rządek żeby mu nikt przypadkiem nie zabrał.

P1110930 (Copy)

To mnie strasznie irytuje, ale podobno nie jest to cecha wyłącznie chińska, a bardziej cecha ludzka. Po prostu lenistwo przekracza granice i nie potrzebuje do tego ani paszportów ani wiz.
Po tym jak już sobie ponarzekałem na siłownię poszedłem na inną pocztę.

P1110931 (Copy)

Taką zapomnianą, za budynkiem z hotelem w którym spędziłem blisko tydzień osiem miesięcy temu. Zapomnianą przeze mnie bo nie przez resztę mieszkańców Changchun.
Placówki pocztowe w Chinach są dość ciekawie zorganizowane. Podobnie jak w Polsce są one jednocześnie oddziałami banku pocztowego, z tą różnicą że są to zupełnie oddzielne okienka.

P1110932 (Copy)

A może inaczej: okienka są dla banku pocztowego, bo to Chiny więc w każdym banku ma się numerek, a dla usług pocztowych jest lada a za ladą kilka osób, które zawsze coś klika. I o ile do okienek bankowych zawsze i wszędzie są kolejki, o tyle do usług pocztowych już niekoniecznie.

P1110934 (Copy)

Przechodząc parę miesięcy temu koło tej placówki nie zauważyłem lady pocztowej więc uznałem że tam poczty nie ma. Dlaczego uznałem że tej poczty nie ma skoro przed chwilą napisałem że placówki pocztowe są jednocześnie oddziałami banku? Po prostu nie każdy oddział China Postal Savings jest oddziałem China Post.

P1110937 (Copy)

Najzwyczajniej w świecie powstały oddziału banku które nie są placówkami pocztowymi, ale ponieważ bank powstał po poczcie to każda placówka pocztowa jest też oddziałem banku. Także trzeba uważać bo można się nachodzić niepotrzebnie.
Ja i tak tam musiałem iść bo kończyła mi się herbata, a obok jest sklep z jako takim wyborem. Także poszedłem, kupiłem herbatę i poszedłem na pocztę, która okazała się pocztą.

P1110939 (Copy)

Ładnie poprosiłem o kopertę i adresówkę, po czym uznałem że trzeba w słowniku spojrzeć jak jest odbiorca i nadawca bo oczywiście wszystko po chińsku. Absurd sytuacji polega na tym że na adresówce EMS czyli usług międzynarodowych wszystko jest po chińsku, ale na adresówkach firm kurierskich świadczących usługi tylko w Chinach są napisy również po angielsku.

P1110940 (Copy)

Z trudem spisałem swój adres, z jeszcze większym trudem spisałem adres college’u i wysłałem. A potem nie omieszkałem napisać do Pani z college’u że ten adres był strasznie trudny. Jeszcze tylko trzy miesiące i już tam będę.

P1110943 (Copy)

P1110944 (Copy)

P1110952 (Copy)

Mandżurowie

china_ethnic_manchu_family

Mandżurowie, czyli 满族manzu. To mniejszość etniczna wywodząca się z terenów obecnej Mandżurii, od których wzięła ona swoją nazwę.

Wywodzą się z ludów tunguskich, konkretnie od Dżurdżenów i są trzecią największa mniejszością etniczną w Chińskiej Republice Ludowej.

O Dżurdżenach i ich historii pisałem tutaj – http://rainreborn.pl/2014/01/dzurdzeni/

Współczesność

Im bliżej końca dynastii Qing tym częściej przedstawiano Mandżurów jako najeźdzców. Czynił tak między innymi Sun Yat-Sen, chociaż jego rewolucja była wspierana przez oficjeli i oficerów wywodzących się z Mandżurii.
Podejście to zostało zmienione po 1911, kiedy to podjęto próby integracji tej mniejszości. Mimo tego coraz mniej ludzi używało języka mandżurskiego. Ludzie zaczęli zmieniać nazwiska by ustrzec się hańby i wstydu związanych z pochodzeniem.

Po powstaniu Chińskiej Republiki Ludowej w 1952 roku oficjalnie uznano Mandżurów za mniejszość etniczną, a komunistyczny rząd dążył do poprawy stosunków z każdą z prześladowanych, do tej pory, mniejszości. W związku z tym część ludzi wyszła z ukrycia i przyznała się do swojego pochodzenia.

W latach 1980-ych doszło do prawdziwego renesansu kultury i języka Mandżurów.

Sztuka ludowa

manchu_bride_thomson

Ośmiokątny bęben

Ośmiokątny bęben jest jednym z najważniejszych elementów kultury Mandżurów. Przypuszcza się że wywodzi się z bębna wojskowego.
Zbudowany jest on z drewna, a wokół niego znajdują się dzwonki. Zazwyczaj jest kolorowy: biały, czerwony, żółty i niebieski. Dźwięki wywołuje się uderzając w niego palcami i potrząsając wprawiając w ruch dzwonki.

Ulabun

Jest to tradycyjny mandżurski sposób opowiadania historii. Można go rozbić na dwie części: opowiadanie historii ludowych, oraz rodzaj muzyki ludowej która służy także przekazywaniu informacji.

Religia

Aż do 17 wieku mandżurowie wyznawali przede wszystkim szamanizm. Po wejściu w kontakt z kulturą Chin zachowała się tylko część zwyczajów szamanistycznych.
Zachowała się wiara w sny, oddawanie czci totemom, oraz duszom zmarłych. W czasach panowania dynastii Qing nie zbudowano w Pekinie żadnych świątyń szamanistycznych.

Chińska religia ludowa

Mandżurowie czcili praktycznie tych samych bogów co Chińczycy Han, najlepszym przykładem jest oddawanie czci Guan Yu, nazywanego Bogiem Obrońcą Narodu.

Tradycje

manchu

Ujeżdżanie koni i łucznictwo

Jak przystało na ludność stepową pierwsi Mandżurowie byli świetnymi jeźdźcami. Cesarz Taizong powiedział wręcz jeździectwo i łucznictwo są najważniejszą sztuką walki w naszym kraju.
Każdej wiosny i każdej jesieni wszyscy, począwszy od zwykłych robotników na arystokracji kończąc musieli wziąć udział w próbie łuczniczej i ujeżdżaniu. Od wyników testu zależał status arystokracji.
Z czasem przerodziło się to w zabawę, polowanie na łabędzie, czy też strzelanie do jedwabnego celu, lub strzelanie do świeczki w środku nocy.
Po śmierci cesarza Qianlonga zwyczaje te stopniowo odeszły w zapomnienie.

Zapasy

Zapasy, czyli buku wywodzą się z mongolskiego słowa bökh. Ich początki sięgają Dżurdżenów a nawet wcześniej. Przypominają zapasy mongolskie, o też z tego regionu się wywodzą.
Za czasów cesarza Chongde Mandżurowie stworzyli własny styl i już sto lat później byli w stanie wygrać z zapaśnikami z Mongolii.
Jak wyglądają zapasy mongolskie możecie zobaczyć tutaj -https://www.youtube.com/watch?v=OdNUNnyNI3k

Sokołnictwo

Jak na lud łowczy przystało mandżurowie hodowali sokoły. W czasach dynastii Qing dobrze wyszkolony sokół by bardzo drogim prezentem. Obecne tereny prowincji Heilongjiang oraz północnej części prowincji Jilin były znane z sokolnictwa.

Jazda na lodzie

Cesarz Qianlong nazywał to sportem narodowym.
Istniał specjalny oddział składający się z około 1600 żołnierzy którzy specjalizowali się w walce na lodzie.

manchu4

Literatura

Najbardziej znane dzieło to Opowieść o szamanie Nisan, która opowiada o tym jak szaman Nisan pomaga młodemu łowcy wrócić do świata żywych. Historia ta była spopularyzowana nie tylko wśród Mandżurów, ale także wśród innych ludów z terenów obecnej Mandżurii.

Język

Język wywodzi się z dialektu Dżurdżenów z Jianzhou i został ustandaryzowany za czasów panowania cesarza Qianlong. Wszyscy przebywający na dworze cesarza musieli posługiwać się tym językiem lub narażali się na srogą reprymendę.

Dżurdżeni używali własnego alfabetu, jednak po upadku dynastii Jin alfabet ten zaczął zanikać. Po tym jak Nurhaci rozpoczął rewolucję przeciwko dynastii Ming rozkazał on dwóm uczonym by stworzyli alfabet dla języka mandżurskiego.

P1-AR877_Manchu_DV_20091002164307

Trzydziestka

P1110919 (Copy)

O rety…od godziny zbieram się żeby coś napisać i raczej niczego nie napiszę przed wyjściem na zajęcia. Uda mnie bolą, ale to minie. Nie jestem zamulony a to jest zawsze największy strach przy takich wybieganiach.
Przed wyjściem spojrzałem przez okno i okazało się że nie pada, a nawet słońce się przebija przez chmury. Zadowolony ze sprawdziłem ubrałem singlet, bluzę z długim rękawem i cienki leginsy. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu to chciałem się wrócić po krótkie leginsy bo było ciepło. Powstrzymałem się jednak i poszedłem biegać. Było fajnie, trochę za szybko, zwłaszcza na bieżni, ale po zrobieniu kilku kółeczek pobiegłem w końcu w stronę parku. Nie chciałem dzisiaj za bardzo po nim się kręcić więc odbiłem w bok. A potem drugi w bok i znalazłem przystanek autobusowy koło poczty do której jutro muszę się udać. Ze stwierdzenia nie chciałem dzisiaj za bardzo(…) można wywnioskować że taki miałem plan by odbić w bok, ale to wcale tak nie było. Zbiegając w dół dotarłem na skrzyżowanie i chciałem pobiec kawałek w bok ale akurat miałem zielone światło więc przebiegłem na drugą stronę i pobiegłem przed siebie. A potem odbiłem i nagle zaczęło mi się biec bardzo przyjemnie. Znalazłem przystanek, zawróciłem i dotarło do mnie dlaczego biegło mi się tak przyjemnie – było z górki. Biegnąc z powrotem było już około godziny biegu za mną i zaczęło padać, ale nie kropić a od razu padać i wtedy pojawiła się pierwsze myśl o powrocie. Zawsze w taką pogodę mam przed oczami to co się ze mną stało na pierwszym Chudym Wawrzyńcu, ale potem zastępuję te myśli myślami o tym co zrobiłem rok wcześniej na Silesii mająca na sobie jeszcze mniej ubrań. To mi pomaga odgonić myśli o tym, że jest za zimno.
Dobiegłem do parku, przeszedłem przez barierki mające powstrzymać ludzi od wprowadzania rowerów do parku i schodząc po schodach poklepał mnie po plecach starszy Pan Chińczyk. Powiedział że jestem cały mokry, a ja się tylko uśmiechnąłem i powiedziałem że to nie ma znaczenia. Nie miało, przede mną było jeszcze 17 kilometrów.
Nie chciałem kręcić się po parku z prostej przyczyny – deszcz oznacza błoto, błoto oznacza śliskość, śliskości to ja bardzo nie lubię. Dość powiedzieć że ja normalnie nisko podnoszę stopy, więc jak jest ślisko to już w ogóle moja przyczepność jest taka se. Biegłem i słuchałem o Korei. Taka ciekawostka, w piętnastym wieku by zaoszczędzić pieniądze i wydać je na wojsko, które nie było jakoś bardzo potrzebne, ale lepiej mieć niż nie mieć, jednym z zarządzeń było skrócenie sukien dam dworu by mniej wydawać na materiały. Cudnie.
W parku nie było praktycznie ludzi, tak biegać to ja lubię, nie muszę się przeciskać, nie muszę skakać, mogę biec przed siebie. W Chinach nie było praktycznie ludzi oznacza mniej więcej tyle co mijałem jakieś 5 osób na minutę. A to przecież nawet nie jest średniej wielkości miasto…niesamowite. Trochę bolały mnie uda, z kilometra na kilometr zwalniałem, ale biegłem. Wiedziałem że będzie wolno, ale nie miało to dla mnie znaczenia. Te długie wybiegania nie są po to by czas był fajny, są po to by naklepać kilometrów i to się udało.
Robiąc drugą pętelkę mijałem kolejnego starszego Pana Chińczyka który się uśmiechnął, krzyknął ni hao i uniósł kciuk do góry. To są takie sytuacje które lubię, takie chwilowe spotkania które dają mi pozytywnego kopa, zastrzyk energii potrzebny do tego by biec dalej.
I dobiegłem, przebiegłem te 30, z lekkim hakiem, było mi zimno, dłonie były chłodne, a po południu zaczęła mnie boleć głowa więc moje zapasy soli mineralnych nie zostały jeszcze odbudowane. Mimo wszystko przetrzymałem zajęcia i planów nie zmienię. Dalej będę klepał te długie wybiegania w poniedziałki. Myślę że nawet te 34 zmieszczę.
Gdzieś tak w tym wszystkim umknęło mi że to są same najdłuższe dystanse jakie do tej pory pokonałem w Chinach. Myślę że w Jiawang bym tego nie dał rady zrobić. Nie wiem dlaczego, ale w moim chińskim domu to bieganie tak średnio mi wychodziło, a tutaj wychodzi całkiem w porządku. Pisałem o tym na początku, ale się powtórzę – cieszę się że mnie ten bieg nie zamulił. Owszem bolała mnie głowa, ale nie ma tragedii, jest dobrze, jutro wstanę świeży i pojadę na pocztę. Autobusem, bo żeby godzinę iść na pocztę to…W ogóle wyobrażacie to sobie? Miasto ma ponad sześć milionów mieszkańców, a ja na pocztę muszę dreptać 5 kilometrów. Ludzie którzy projektowali to wszystko paru rzeczy nie przemyśleli.

Niedziela i przegapione #37

Pekin – przewodnik metra
Dużo osób wchodzi na bloga szukając informacji o stacjach/przystankach metra w Pekinie. A że należy dawać ludziom czego się domagają oto kilka informacji:
Zakazane miasto przystanek metra – 天安门东Tian’anmen East, od biedy 天安门西Tian’anmen West, czyli linia metra numer 1.
Świątynia nieba przystanek metra – 天坛东门 Tientandongmen, wejdziemy sobie od strony zachodniej, czyli Tientan East. A linia metra ma numer 5.

Skrępowane stopy
A skoro szukacie informacji o tym zwyczaju to uderzajcie tutaj – http://rainreborn.pl/2013/06/krepowanie-stop/

Prezent
Dostałem od Mike’a, jednego z moich studentów trzy żółwie jako pamiątkę Jego wizyty w Tianjin. Żółwie oczywiście z muszelek. Jeden na szczęście, drugi na zdrowie, trzeci na pieniądze.

Musisz być ostry
Tak mi powiedziała sekretarka w szkole – Zoe. Nie lubię takiego podejścia, zwłaszcza że dodała żeby się Ciebie bali. Nie lubię, bardzo nie lubię. Uważam że jest nie tylko nieskuteczne, ale także szkodliwe. Wiem że w Chinach takie jest podejście i tak się robi, zastrasza się uczniów, zmusza się Ich do nauki strachem, ale to, moim zdaniem, nie jest dobre. Nikomu nie pomaga, jeżeli pomaga to na niezbyt długo.

Deszcz nigdy się nie zmienia. Jest zawsze taki sam i skłamałbym mówiąc że go nie lubię. Pisałęm juz o tym wielokrotnie, więc nie ma sensu się powtarzać.Przynajmniej na razie, bo ostatnia notka o deszczu miała miejsce chyba tydzień temu, a jutro zapewne będzie kolejna bo ten dzisiejszy deszcz przeciągnie się aż do jutro, a prawdopobnie do wtorku. Jeżeli zima była sucha, tak wiosna już nie jest. Chociaż i tak jest o wiele suchsza niż w Polsce.

P1110911 (Copy)

Wczoraj i dzisiaj katowałem swoje uszy piosenką z filmu Frozen, który dostał oskara za najlepszą animację w zeszłym roku. Samego filmu jeszcze nie widziałem, ale dziaciaki mówią że jest bardzo fajny. Inna sprawa, że Im to się wszystko podoba. Lub przynajmniej prawie wszystko. Piosenka Let it go podobała się Im bez dwóch zdań.

P1110912 (Copy)

Zapomniałem zabrać ze sobą na zajęcia laptopa. Poprzednie zdanie nie jest do końca prawdą bo do zajęć laptop nie jest mi za bardzo potrzebny. Jest mi potrzebny, złe słowo – przydatny, w czasie dwugodzinnego okienka między zajęciami. Do tej pory wykorzystywałęm go żeby obejrzeć film, czylli nadrobić zaległości. A teraz nic z tego. Niby mógłbym coś zestreamować, ale prawda jest taka że ten internet tutaj jest kiepski, bardzo kiepski i na dodatek jest chiński. Chiński więc cenzurowany.

P1110913 (Copy)

Deszcz…ale to taki lekki wiosenny, wesoły deszcz, taki jaki daje radość i wywołuje uśmiech na twarzy nawet gdy leje jak z cebra. Nie mogę się już doczekać tej jutrzejszej trzydziestki. Trzydziestki to zawsze lekkie wyzwanie i zawsze ich wypatruję z niecierpliwością. O ile interwały wypatruję ze strachem, lub pewną niepewnością o tyle te długie wybiegania są dla mnie kwintesencją biegania. To własnie dla nich biegam, to one dają mi najwięcej radości i najwięcej przyjemności.

P1110914 (Copy)

Owszem fajnie jest widzieć że biegam szybciej i ta średnia prędkość rośnie, ale…jakoś tak mam większą radość z przesuwania tej granicy odległości jakie pokonuję na treningu. Co prawda odnośnie jutra jest pewna niepewność – czy zdążę…ale na zajęcia wychodzę o 1230, więc nawet gdy wrócę do mieszkania o 11 to będzie dobrze. Dlatego też te 34 kilometry które mam zaplanowane na 26 dzień maja nie powinny być czasowym problemem.

Pomyliłem się

P1110906 (Copy)

I zamiast 18 pobiegłem blisko 22. Zdarza się najlepszym…Nie potrafię zapamiętać że od takiego mostku mam do końca parku blisko dwa kilometry, a od końca parku do mieszkania kolejne dwa. Zapominam o tym i robię dodatkowe kółko.
Nie ma niczego złego w zapomnieniu się, w zagubieniu się w biegu i przełączeniu się na po prostu biegnij gdy nie ma się planów i jest się przyzwyczajonym do takich obciążeń. Ja miałem plan żeby odpocząć przed poniedziałkową trzydziestką.

P1110882 (Copy)

Nie wyszło do końca. Właściwie to w ogóle nie wyszło, ale pisząc to mam uśmiech od ucha do ucha bo mimo wszystko bieganie sprawia mi przyjemnością. Mam teraz takie nastawienie: nie udało się powstrzymać? No to trudno, w poniedziałek pobiegniesz wolniej. I tyle, wiem że te trzydzieści i tak pobiegnę, szybciej czy wolniej to już bez znaczenia, grunt żeby przebiec i skończyć ten tydzień.

P1110885 (Copy)

Biegło mi się ciężko. Naprawdę, naprawdę ciężko. Znaczy…głowa dawała radę, nogi też, ale pociłem się strasznie i aż sam się zdziwiłem jak biała była moja koszulka. Nie wiedziałem że się aż tak pocę. To zdumiewające bo nigdy nie pociłem się aż tak bardzo…chociaż nie, to nie prawda. Podobnie pociłem się gdy zaczynałem biegać i było upalne lato. Pamiętam że wtedy codziennie myłem koszulkę i po paru godzinach była już sucha, ale od tamtej pory…nawet w Jiawang tak nie było.

P1110887 (Copy)

A teraz…no jakaś tragedia. Chociaż…dzisiaj było faktycznie ciepło, nie jakoś słonecznie, ale ciepło. To jest właśnie taka złudna pogoda: wydaje się w porządku bo jest pochmurno, ale temperatura jest wysoka i człowiek się poci. Dlatego w ten poniedziałek biegło mi się tak dobrze. Padał deszcz i nie musiałem się temperaturą przejmować.

P1110894 (Copy)

Przy moim stylu biegania: czyli niezabieraniu ze sobą ani wody ani pieniędzy by wodę kupić deszcz jest najlepszym sprzymierzeńcem bo w jego trakcie nie pocę się tak bardzo, więc nie tracę ani wody ani mikroelementów więc po biegu nie czuję się tak wypompowany jak po biegu przy wyższej temperaturze.

P1110896 (Copy)

Chyba dlatego tak wielu biegaczy lubuje się w bieganiu przy niższych temperaturach. Najzwyczajniej w świecie wtedy to nasze zmęczenie jest mniejsze. A dzisiaj było ciężko, nie jakoś bardzo, bo gdyby było bardzo ciężko to bym machnął ręką, ale było to kolejne przesunięcie granicy.

P1110897 (Copy)

Granicę trzeba przesuwać stopniowo i delikatnie bo coś może w końcu pęknąć, a tego nie chcę. Ludzie się uśmiechali, mówili hello, gdy miałem siłę to odpowiadałem, gdy nie miałem to tylko podnosiłem rękę i starałem się uśmiechnąć. To przerażające że nawet w taką pogodę ludzi w tym parku jest od groma, naprawdę od groma.

P1110898 (Copy)

Patrząc na moje zdjęcia można dojść do wniosku że w Chinach jest jak w Polsce, prawie pusto, mało ludzi, ale rzeczywistość jest diametralnie inna. Ludzi jest zatrzęsienie, to jest wręcz nie do pojęcia. Owszem, słyszymy półtorej miliarda ludzi, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jak to wygląda naprawdę.

P1110899 (Copy)

Ludzie są wszędzie, tutaj nie ma możliwości by sobie pójść gdzieś na zewnątrz i pobyć w samotności. To jest nie do pojęcia, nie do pomyślenia, nie do wykonania! Tutaj zawsze, ale to zawsze ktoś jest. A gdy jest wolne to tych ktosiów są nie setki lecz tysiące. TYSIĄCE! I ja chciałbym żartować, ale popatrzcie na to:

3ca8pef - Imgur (Copy)

ImiVdDL - Imgur (Copy)

uchG1DU - Imgur (Copy)

To zdjęcia ze święta pracy, czyli takiego święta które ważne dla Chińczyków nie jest więc sobie podróżują. Nadchodzące święto smoczych łodzi jest ważniejsze i jest okazją do spotkania z rodziną. Oczywiście gro ludzi ruszy gdzieś w podróż, ale takich tłumów nie przewiduję. Rok temu byłem wtedy w Kaifeng i było super. Praktycznie nikogo, co prawda drugi dzień ciągle padało, więc to też miało pewien wpływ.

P1110899 (Copy)

W tym roku mam trochę inne plany i mam nadzieję że tam gdzie ruszę też nie będzie zbyt wiele ludzi, chociaż spodziewam się że parę jednak będzie, ale że ruszam w takie mało turystyczne miejsce to powinno być dobrze.

Hobby dzień trzeci

P1110867 (Copy)

Kurczę, lubię rozmawiać o hobby. Poważnie. Dzięki temu mogę poznać moich studentów z zupełnie innej strony. Nie jako studentów, ale jako ludzi. To zupełnie zmienia perspektywę. Z leniwych zasypiających na zajęciach stają się nagle zasypiającymi na zajęciach z fantastyczną pasją jak gra na pianinie czy malowanie. Nie mówię że nie ma takich którzy odpowiadają ze Ich hobby to spanie, co mnie przeraża po prostu bo nie potrafię zrozumieć jak można nie mieć absolutnie niczego co by nas fascynowało. Znaczy…potrafić potrafię ale nic chcę tego zaakceptować. Nie chce pogodzić się z myślą że naprawdę sen może być jedynym co daje nam radość. A może chodzi tu o moje postrzeganie snu i gdybym śnił takie sny jak Oni śnią lub spał tak jak Oni śpią to zmieniłbym zdanie? Może nie chodzi tutaj o taki sen jak ja go rozumiem czyli o regeneracje sił, ale o coś więcej, o coś czego nie potrafią przekazać te różnice kulturowe i problemy językowe? Przecież tak też być może.

P1110865 (Copy)

Mnóstwo z Nich mówi że Ich hobby to granie w gry. I nie widzę w tym nic złego. To był ogromny element mojego życia. Teraz jest już znacznie mniejszy, ale w dalszym ciągu istotny. Tylko że ja oprócz grania coś z tym jeszcze robiłem, a to pisałem, a to tłumaczyłem, starałem się robić coś więcej niż tylko grać. Chociaż chyba jedne wakacje spędziłem całkowicie grając w którąś z odsłon Championship Managera. Prawdopodobnie te po drugiej klasie w ogólniaku. Pewnie mógłbym spędzić je jakoś inaczej, ale nie spędziłem i nie żałuję tego ani trochę.

P1110871 (Copy)

Także tutaj mi się smutno nie robi, bo wiedza którą wtedy zdobyłem przydała mi się przynajmniej raz na zajęciach z angielskiego kiedy robiliśmy listę przymiotników opisujących ludzi. A że w CMie prowadzi się zespół piłkarski w którym każdy zawodnik jest opisany przy użyciu kilkunastu parametrów to biłem tutaj wszystkich na głowę.
Także lubię te zajęcia i za tydzień będzie ciąg dalszy, tym razem z kategoriami co lubię, czego nie lubię. To już trochę większe wyzwanie, ale po tym tygodniu wierzę że sobie poradzą. Owszem, są leniwi, ale jak się Ich przyciśnie to coś tam z siebie są wstanie wydukać.

P1110872 (Copy)

Postanowiłem również zmodyfikować ostatni egzamin i zamiast egzaminu ustnego będą prezentacje. Owszem nie jest to rozwiązanie idealne, ale logistycznie najlepsze. Już teraz mam problem przepytać 20 studentów w ciągu 90 minut, a jak pojawi mi się 40-45 to nie przepytam każdego. A tak prezentacje w grupach pójdą szybko.

P1110873 (Copy)

Jest to z mojej strony pewien minimalizm, ale biorąc pod uwagę że dostaną oceny za 4 sprawdziany i zadania domowe to mogę sobie na to pozwolić bo ta ocena z prezentacji nie będzie aż tak wiele znaczyć. To poniekąd bardziej sprawiedliwe bo najlepsze oceny dostaną Ci którzy aktywnie uczestniczyli w zajęciach cały rok, a nie pokazali się raz.
W ogóle to w tym tygodniu trwały przygotowania na przyszłotygodniowe przyjęcie komisji oceniającej kolegium i nagle zaroiło się od studentów, w dodatku jakoś tak przyjemniej się zrobiło bo na korytarzu pojawiły się jakieś plakaty a studenci zaczęli czyścić sale. Niesamowite.

P1110875 (Copy)

Z tymi prezentacjami to mam też ukryty motyw, chcę je wykorzystać za rok w nowym kolegium i teraz chcę po prostu sprawdzić jak to się sprawdza w Chinach. Oczywiście nowe kolegium to nowe środowisko, studenci z wyższym poziomem angielskiego, ale zawsze lepiej mieć jakiekolwiek podstawy niż tak przyjść prosto z ulicy i wszystko improwizować.

Interwały

P1110853 (Copy)

Czułem że będzie dobrze. Wstałem wcześniej niż zwykle i już wiedziałem że będzie w porządku. Jakoś tak…czasem są takie dni kiedy czujesz że będzie dobrze i po prostu jest. Przeczucie nie zawodzi. U mnie czasem to uczucie mija i nagle czuję się ociężały i mówię że będzie fatalnie, tragicznie i lepiej to nawet tych butów nie ubierać. Dzisiaj tak nie było. Dzisiaj było w porządku, a jeżeli w głowie jest wszystko w porządku to 90% sukcesu. Reszta pozostaje w mięśniach.

P1110845 (Copy)

Także po szybkim śniadaniu ruszyłem na stadion i gdzieś tak na pierwszym kółku, które robię by dobić do dwóch kilometrów traktowanych jako rozgrzewka, uznałem że dzisiaj to tych interwałów nie zrobię bo coś ciężko mi się biegnie, a w ogóle to jest tu chmara ludzi i lepiej odpuścić bo nie będę się między nimi przepychał…i wtedy skończyła się dwukilometrowa rozgrzewka więc ruszyłem do przodu. Czyli myśli o rezygnacji się pojawiły, ale zostały zagłuszone, tak jak to zawsze powinno mieć miejsce. Ruszyłem i czułem że tych 4:24-4:28 nie zrobię dzisiaj.

P1110849 (Copy)

Czułem że to nie mój poziom obecnie, postanowiłem więc trzymać się planu B, czyli wszystko poniżej 5:00. Międzyczasy znajdziecie poniżej więc nie będę się rozpisywał. Na drugim kółku studenci zaczęli znikać i resztę treningu, bo to jest trening a nie takie luźne przyjemne wybieganie, zrobiłem praktycznie bez publiczności. Praktycznie bo to są Chiny i tutaj zawsze ktoś się gdzieś czai, czy to jakiś emeryt spacerujący wokół boiska czy też student czytający coś na głos po angielsku.

P1110850 (Copy)

Kolejne kilometry mijały mi w bardzo równym tempie, takim o: 4:32 – 4:41 – 4:38 – 4:37 – 4:38 – 4:36 – 4:35 – 4:38. I jestem z tego bardzo zadowolony, bo nie dość że wszystko wyszło poniżej 5:00 to prawie wszystko poszło poniżej 4:40. 4:40 nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem, ale fajnie że udało się utrzymać poniżej tego poziomu.

P1110857 (Copy)

Co to znaczy? Znaczy to ni mniej ni więcej a to że mogę spokojnie w tym tempie biegać Teraz pojawia się pytanie na przyszły tydzień: czy próbować biec szybciej, bo czemu nie? Czy dołożyć jeszcze jedno powtórzenie? Co nie ma większego sensu bo to takie nic a tylko będę się stresował że nie zdążę ze wszystkim przed zajęciami. Wiem że bieganie szybsze będzie mnie męczyć fizycznie i obawiam się że również psychicznie, a tego to ja najbardziej nie chcę. Bo o ile mięśnie zawsze mogą tak gdy głowie się nie chce to nie dam rady. Także muszę to przemyśleć.

P1110858 (Copy)

Na chwilę obecną nastawiam się na dalsze klepanie 8×1 bo to mi się aktualnie podoba, nie poniewiera mną jakoś masakrycznie, nie odechciewa mi się biegania po takich interwałach, oraz nie zamula. Czyli jest w porządku. Owszem, możne spróbować biegać szybciej, ale tak w gruncie rzeczy to jaki jest teraz tego cel skoro moim jedynym planowanym startem jest domowej roboty maraton w lipcu który chcę po prostu przeżyć, a nie bić rekord życiowy. Na porządny trening jeszcze przyjdzie pora, ale jeszcze nie teraz. Tym zajmę się dopiero we wrześniu.

P1110861 (Copy)

I powinno być dobrze bo chociaż prowincja Henan należy do północnych Chin (taki podział sobie wymyślili) to geograficznie jest bliżej środka i w zimę temperatury minimalne nocne dochodzą do raptem -8 stopni. Czyli tak jak w Xuzhou gdzie praktycznie całą zimę można biegać. W dodatku jest to okres prawie suchy, więc śniegu jest tyle co kot napłakał, co już jest w ogóle niesamowite sprzyjające jeżeli chodzi o warunki treningowe. Także wszystkie warunki pogodowe są na plus, oby jeszcze teren był na plus bo gdzieś muszę tę siłę biegową robić. Było nie było to jest element całkowicie przeze mnie zaniedbany, bo przysiadami wszystkiego nie wytrenuję, a górek w Changchun nie mam.

Hobby dzień pierwszy

P1110825 (Copy)

Czyli wracamy do tematu aihao, czyli hobby. To już po chińsku fajne słowo bo składa się z 爱, ai czyli kochać, oraz 好hao, czyli dobrze (dobrze składa się z kobiety i dziecka, ale w to się już nie zagłębiajmy bo nie mam pojęcia od czego zacząć rozkładanie kochać). Czyli hobby to takie coś co jest dobrze kochać, lub co lubimy kochać, innymi słowy coś co sprawia nam przyjemność. Sensowne.

P1110831 (Copy)

Plan jest taki żeby zrobić dwa tygodnie zajęć o hobby, a potem test w czasie którego każdy będzie mógł coś powiedzieć o swoim hobby i o podróżowaniu. No bo zakładam że gdy ktoś tych moich studentów zapyta o Ich hobby po angielsku to Oni będą gdzieś za granicą.

P1110832 (Copy)

Hobby to dla Nich temat nie nowy bo robiliśmy już coś takiego w zeszłym semestrze i wyszło jak wyszło, ale każdy jakieś tam hobby ma. Walczę uparcie z tym żeby nie mówili nic o spaniu bo to jest strasznie irytujące.

P1110833 (Copy)

Także dzisiaj trochę porozmawialiśmy o tym w każdej grupie, każdy się wypowiedział, pouczyliśmy się trochę słówek, słowem fajnie wyszło i jestem z tych zajęć zadowolony. Owszem, Ich podejście jest tragiczne, ale…takie jest i nie mam zamiaru tracić nerwów na ostatnich osiem tygodni zajęć by to zmienić.

P1110835 (Copy)

Jeżeli chcą się czegoś nauczyć to się nauczą, jeżeli nie chcą to nie chcą. Dobrze że chociaż na zajęcia przychodzą, to też nie świadczy o Nich najgorzej. Nie mogę przecież wymagać zbyt wiele od ludzi którzy sobie z angielskim radzą średnio ale na zajęcia przychodzą. Przychodzą i idą spać lub oglądać film, ale to inna sprawa.

P1110835 (Copy)

Dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce na innych zajęciach. Na egzaminie z matmy oblano rok temu ponad 50% studentów, większość z nich i tak ostatecznie przeszła bo pościągali czy zapłacili, ale to tylko pokazuje jak wielka jest skala problemu. Becky mówi że jeszcze parę lat temu tak nie było i Ci uczniowie byli naprawdę porządni, ale ostatnich kilka lat to tragedia.

P1110840 (Copy)

Ostatnie zajęcia to praktycznie zajęcia prywatne bo słuchały mnie trzy uczennice, z którymi mogłem sobie w miarę normalnie i spokojnie porozmawiać, pooglądać filmy z Shenyang czy zdjęcia z tego olbrzymiego parku pod Changchun. Parku który okazuje się być płatny, mam nadzieję że jednak nie cały bo to jakieś nieporozumienie żeby płacić za wejście na tereny zielone.

P1110841 (Copy)

A jutro pora na interwały których nie mogę się doczekać. Lekki strach jest, ale dzisiaj czuję się świetnie i jestem dobrej myśli co do tego jak to jutro pójdzie. Budzik ustawiony, ubranie przygotowane, nic tylko wyskoczyć z rana i po śniadaniu zacząć biec. Pojawiła się myśl by biec 200 metrów, ale potem to przeliczyłem i machnąłem ręką, lepiej dalej trzymać się tych kilometrówek. Nie zakładam że uda mi się pobiec wszystkie osiem w okolicach 4:24-4:28, ale może chociaż trzy po zeszłotygodniowych dwóch. A jak nie to przynajmniej wszystkie osiem poniżej 5:00. Też będę zadowolony.

Wolne

P1110817 (Copy)

Ten mój jednodniowy weekend jest strasznie krótki. Może to i dobrze bo się nie rozleniwiam za bardzo, ale też i nie mam zbyt wiele czasu na jakiś konkretny odpoczynek. Lub innymi słowy – błogie lenistwo. Trochę mi to dokucza bo nie mam chęci wyjść, porobić zdjęć, czy po prostu pochodzić. Zamiast tego staram się być na bieżąco z playoffami w NBA, które w tym roku są niesamowite, chociaż wcale się na to nie zapowiadały. Znaczy zapowiadały, ale nie do tego stopnia.

P1110789 (Copy)

Na razie jest to prawdziwy dreszczowiec i mam nadzieję że to się utrzyma, bo niesamowicie trzymają w napięciu. W trzech parach wygrały zespoły niżej rozstawione, czyli teoretycznie gorsze, przynajmniej w sezonie zasadniczym. Mieliśmy rekordową ilość rozstrzygnięć w meczach numer siedem bo aż pięć i tak dalej i tak dalej. To tylko suche numerki które nie oddają zupełnie tego co tam się dzieje i jak wielu ludzi uznaje te playoffy za najbardziej zacięte w historii.

P1110790 (Copy)

Zapewne ma to jakiś związek z tym że zwycięzcy z dwóch ostatnich lat – Miami Heat nie grają jakiejś super koszykówki i pozostałe zespoły ‘poczuły krew’ i ruszają do ataku.
Do tego jeszcze Premier League gdzie wszystkie zespoły ‘poczuły krew’ i ruszyły do ataku na upadający Manchester United i mamy niesamowitą końcówkę sezonu w trakcie której Liverpool przeszedł swój Stambuł w drugą stronę. Dla wyjaśnienia: Liverpool z Jurkiem Dudkiem w bramce przegrywał w finale ligi mistrzów 3:0, ale wyciągnęli na 3:3 i wygrali w karnych po znanym chyba wszystkim Dudek dance.

P1110794 (Copy)

W ostatniej kolejce wygrywali 3:0 ale zremisowali 3:3 czym najprawdopodobniej przegrali tytuł. Tak blisko tytułu Steven Gerard, czyli wychowanek Liverpoolu i jego współczesna ikona jeszcze nigdy nie był. I jeżeli go nie zdobędzie to istnieje prawdopodobieństwo że nigdy już Mu się to nie uda.
NBA wręcz produkuje graczy którzy nigdy nie zdobyli tytuły a są uznawani za najlepszych nie tylko w czasie w którym grali, ale także w całej historii sportu. W piłce nożnej zdarza się to o wiele rzadziej, ale jednak zdarza się. Nie przychodzi mi do głowy żaden znaczący piłkarz który nigdy niczego nie wygrał. Bo mnogość trofeów w piłce nożnej jest porażająca.

P1110798 (Copy)

Znaczy w NBA też są jakieś tam mniej znaczące tytuły, ale odliczając trofea indywidualne do wygrania są tylko mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie, finał NBA i jeżeli studiowali to mistrzostwo NCAA. W piłce nożnej oprócz mistrzostw kontynentu i świata, dochodzą igrzyska, mistrzostwo kraju, puchar kraju, puchar ligi, jakieś trofeum kontynentalne, trofeum interkontynentalne i…chyba tyle. Czyli naprawdę szanse na zakończenie kariery zupełnie z niczym są nikłe, bardzo nikłe. Zawsze się tam jakiś pucharek znajdzie.

P1110800 (Copy)

W USA parę lat temu zapanowała taka moda by dawać każdemu dziecku nagrodę za coś. Za najlepsze oceny, uśmiech, bycie najbardziej sympatycznym. Słowem, jeżeli żyjesz to dostaniesz nagrodę. Wszystko dlatego żeby dzieci które nie dostały żadnej nagrody nie czuły się gorsze. Z jednej strony jest to nawet i fajne bo faktycznie żadne dziecko nie czuje się gorsze i może jakoś tam się zmotywuje by za rok dostać inną nagrodę.

P1110805 (Copy)

A równie dobrze może to zupełnie odpuścić bo nagrodę i tak dostanie.
Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego podejścia. Moje pierwsze zawody biegowe pobiegłem lat temu cztery w Cieszynie. Było to 10 kilometrów, czyli taki dystans który każdy średnio wysportowany człowiek pokona. Myk polegał na tym że medali miało być tylko 200, a startujących lekko ponad 200. Jakieś 220, czy coś. Z racji tego że były to moje pierwsze zawody zawziąłem się i chciałem ten medal zdobyć.

P1110806 (Copy)

Ruszyłem za szybko, o czym wtedy nie wiedziałem, pod koniec to już przeplatałem trucht z marszem, bo najzwyczajniej w świecie nie dałem rady biec, chociaż taki dystans biegałem już parokrotnie. Na metę przykulałem się po chyba 55 minutach i byłem bodajże 205. Medalu nie dostałem. Następny rok spędziłem przygotowując się do maratonu, ale ten Cieszyn we mnie siedział. Był dla mnie osobistą porażką, pokazał mi że muszę się bardziej przyłożyć, nie mogę sobie ot tak przyjść, pobiec i dostać nagrodę. Trzeba się postarać.

P1110788 (Copy)

Także rok później pobiegłem w minut bodajże 44, po przekroczeniu mety położyłem się na murawie stadionu i podniosłem się dopiero gdy inny biegacz podszedł do mnie i powiedział gratulację. Ta porażka, bo ten bieg traktowałem i traktuję dalej w ten sposób, zmotywowała mnie bardziej niż jakikolwiek inny medal. Pokazała mi że warto trenować, warto się starać i nic mi się nie należy, na wszystko trzeba zapracować.

P1110795 (Copy)

Tyle tylko że bieganie to sport indywidualny, a piłka nożna i koszykówka to sporty zespołowe, więc ja nigdy nie będę czuć frustracji związanej z tym że ktoś coś źle zrobił i przez to mi nie poszło tak jak zamierzałem. Za niepowodzenia mogę obwiniać tylko siebie. A za sukcesy dziękować wszystkim którzy pomagali.