Niedziela i przegapione #26

Bieganie

P1090863 (Copy)

Wczoraj o tym nie napisałem, więc pora napisać dzisiaj. Założenie było całkiem proste, zacząć wolniej, ale biec szybciej niż poprzednio. Rozkulałem więc bieżnię do 8km/h czyli tempa spacerowego i tak sobie dreptałem przez 15 minut po czym ruszyłem z interwałami. 2 minuty w tempie 10 km/h, 1 minuta 12 km/h, i dwie minuty odpoczynku w tempie spacerowym.

P1090865 (Copy)

Nie wiem ile powtórzeń zrobiłem, ale wytrwałem do 54 minuty w której skończyłem 20 okrążenie i dałem sobie spokój. Osiem kilometrów wystarczy.

P1090866 (Copy)

Niedziela

Zacznę od tego że wróciła Marcy. Marcy to moja ulubienica, chociaż teraz o to miano rywalizuje z Lilly. Marcy to ta oaza spokoju która powstrzymuje mnie od zwariowania w czasie zajęć z Lenem. Lenem, na którego dzisiaj krzyczałem co niespodziewanie przynosiło efekty.

P1090868 (Copy)

To strasznie irytujące gdy rozmowa nie skutkuje a najgorsze i najbardziej niechciane rozwiązanie okazuje się skuteczne. Nie chcę tego stosować i nie będę, ale dobrze wiedzieć że działa. Marcy zawsze po zajęciach pyta czy jestem smutny, bo jestem ewidentnie zmęczony po próbach przekonania Lena do współpracy, a potem bidulka czeka aż ktoś Ją odbierze ze szkoły.

P1090870 (Copy)

Zawsze czekam z Nią parę minut, czy to w sali, czy pod salą, przynajmniej dopóki ktoś nie weźmie Jej albo do środka, albo nie zabierze do domu. A dzisiaj gdy przyszła chwyciła moją dłoń w swoje dwie i patrząc na mnie śmiała się machając łapami na boki. Uroczy dzieciak. Bez Niej to bym już dawno zwariował w te niedziele.

P1090880 (Copy)

Wychodzi na to, że staram się próbować nowych rzeczy, czy to obierać jakieś nowe drogi gdy gdzieś idę, czy to szukać nowych rozwiązań w czasie zajęć, czy też robić inne rzeczy i tak wczoraj postanowiłem że wezmę się porządniej za gotowanie. Bo o ile fajnie jest robić ogromną ilość zup, to równie fajnie będzie nauczyć się gotować coś bardziej skomplikowanego. Nie wiem jeszcze jak to wszystko ogarnę gdy zacznie się semestr, ale na szczęście duży projekt jest już prawie zamknięty, więc będę miał teraz więcej czasu. Przynajmniej w teorii.

P1090876 (Copy)
Dzisiaj zrobiłem spore zakupy,  z których najdroższa była pięciolitrowa butla oleju (to jest niewyobrażalne ile w tych przepisach jest oleju), oraz wok (bo o ile startą patelnię w mieszkaniu mamy, tak woka nie mieliśmy). Reszta to skrobia kukurydziana, pasta z fasoli (papryki tak naprawdę), wino do gotowania, olej sezamowy i ketchup, bo w kuchni znalazłem ogromne ilości sosów sojowych i białego octu (czarny przyjdzie mi kupić jutro) i na pierwszy ogień poszła polędwica w sosie słodko kwaśnym. Wyszło jak wyszło, zrobiłem za mało sosu, za szybko dodałem skrobię i nie chwyciła mi polędwicy, więc tak naprawdę danie mi nie wyszło, ale i tak było smacznie. Fajnie tak spędzić trochę czasu nad czymś takim, a nie tylko wrzucić składniki do garnka, zalać wodą i zostawić.

P1090883 (Copy)

Na kolację przyszła próba z ma po tofu, czyli tofu na ostro. Oryginalnie powinno być z mięsem, ale zdecydowałem się zrobić bez mięsa i wyszło przyzwoicie. Następnym razem muszę dodać więcej skrobi żeby sos trzymał się tofu, ale ogólnie rzecz biorąc to wyszło całkiem przyzwoicie.

P1090885 (Copy)

Tak, tak wiem że powinno być #22, ale to jest 26 tydzień, a nie 22.

Co ludzie wpisują w wyszukiwarkach

jak utworzyc konto na alipay

Bardzo prosto, ale myk jest taki że bez numeru chińskiego dowodu nic więcej oprócz założenia nie zrobimy. Najlepiej użyć translate.google.com i sobie poradzisz bez problemu,

konto na taobao bez alipay

W sumie to nawet nie wiem czy to da radę zrobić…Nie pamiętam. Powinno się dać, ale alipay jest bardzo praktyczne.

jak zaplacic paypal w taobao

Zasadniczo się nie da. Musisz założyć konto na paypal.cn (ciężko) i dogadać się ze sprzedającym zawczasu. Alipay to lepsze rozwiązanie.

180

P1090823 (Copy)

Tyle dni siedzę w Chinach. Bez dwóch zdań mój najdłuższy nieprzerwany pobyt w tym kraju. W sumie by uzyskać ten tytuł wystarczyło dni 152. 180 dni to ilość dla mnie ważna bo poprzednie dwie wizy miałem właśnie na taki okres.

P1090824 (Copy)
Nie uczciłem tego dnia w żaden wyjątkowy sposób, bo w końcu co jest wyjątkowego w zakupie szpinaku? Ano właśnie, wiele nie ma. Tyle tylko że zrobiłem parę (dosłownie parę) zdjęć w podziemnym markecie i bez dwóch zdań muszę się przerzucić na robienie zakupów tam bo najzwyczajniej w świecie jest taniej i bliżej.

P1090827 (Copy)

Spiąłem się dzisiaj i zakończyłem drugą część tego tajemniczego projektu. Została jeszcze trzecia, ale ta jest najkrótsza, także wszystko wskazuje na to że do końca miesiąca wszystko się zamknie. Jest to zupełnie niespodziewane, bo bardzo ale to bardzo obawiałam się o to czy dam radę, zwłaszcza gdy zobaczyłem ile jest do zrobienia.

P1090828 (Copy)

Tak to już jest że początkowo praca jaką trzeba wykonać wydaje się tytaniczna, ale przy podzieleniu jej na mniejsze kawałki sprawia wrażenie łatwiejszej. Dlatego gdy robię interwały nie biegam dwudziestu odcinków a cztery razy po pięć. Czyli dokładnie to samo, ale mając do pokonania pięć odcinków inaczej się do tego podchodzi niż jest ich dwadzieścia. A może jutro zrobić interwały?

P1090829 (Copy)

Siedząc tak w mieszkaniu po przerobieniu dzisiejszej lekcji z chińskiego stwierdziłem że pora się ruszyć bo siedzę tak tu już odkąd wróciłem. Także wziąłem aparat i postanowiłem w końcu sprawdzić tę świątynię która znajduje się niedaleko mojego mieszkania. Problem z tą świątynią polega na tym, że znajduje się na osiedlu całkowicie ogrodzonym od reszty Changchun.

P1090833 (Copy)

Ze wszystkich stron znajduje się płot, a przy bramach znajdują się strażnicy. W dodatku przeczytałem jakiś czas temu że jest to osiedle przeznaczone dla rodzin wojskowych i lepiej tam nie wchodzić. Uznałem jednak, że nie ma się co martwić na zapas, w końcu nie próbuję wejść na teren tego osiedla z drugiej strony gdzie stoją wojskowe samoloty, najwyżej mnie wyproszą i nic więcej się nie stanie.

P1090840 (Copy)

Ruszyłem i pierwszą zaporę w postaci drzwi udało się pokonać bezproblemowo, bowiem ktoś zostawił je uchylone. Będąc już na terenie osiedla podniosłem głowę, uśmiechnąłem się i ruszyłem pewnie przed siebie. Jeżeli wyglądasz jakbyś tu należał to mało kto będzie próbował cię zaczepić – tak sobie powtarzałem. Osiedle, jak osiedle, nic zachwycającego.

P1090842 (Copy)

A gdy w końcu doszedłem do świątyni okazało się, że muszę iść z innej strony. I tutaj było już trochę gorzej bo inna strona oznaczała więcej ludzi, ale uśmiech z twarzy nie mógł zniknąć na moment. Doszedłem do innego miejsca, obfotografowałem świątynię z przodu i okazało się, że znajduję się bardzo blisko innego wejścia/wyjścia. Gdy tylko z niego skorzystałem okazało się że kawałek dalej znajduje się dziura w płocie z której ochoczo korzystają mieszkańcy osiedla. Tak to już jest w Chinach, że łatwiejsze drogi poznaje się przy wyjściu.

P1090845 (Copy)

A skoro udało mi się w końcu dotrzeć do tej świątyni udałem się do sklepu gdzie znalazłem coś takiego:

P1090850 (Copy)

Czyli cukierki o smaku Duriana. I faktycznie, pachną i smakują jak Durian. Niesamowite, bo gdy z June kupiliśmy tajlandzkie przekąski o smaku tego owocu to ani trochę jak ten owoc nie smakowały.

P1090846 (Copy)

Masa czasu wolnego

P1090802 (Copy)

Przynajmniej z rana kiedy to mogę spokojnie skupić się na tym innym większym projekcie (spokojnie, dowiecie się w swoim czasie, nie mogę w końcu Wam tak wszystkiego mówicie bo po co byłoby wracać) i idzie to całkiem sprawnie, początkowo myślałem że będzie gorzej i że absolutnie nie dam rady wyrobić się w tym miesiącu, o czym zresztą pisałem, ale wychodzi na to że jednak powinno być dobrze i dam radę.

P1090804 (Copy)
Mięsnie powoli przyzwyczajają się do powrotu do treningów i zakwasy znikają. Fakt faktem znikałaby szybciej gdybym się rozciągał, ale kiedy nie biegam strasznie zaniedbuję ten aspekt i jestem nierozciągliwy i prawdę mówiąc dobrze mi z tym. Przynajmniej czuję że pracują.

P1090806 (Copy)

Wczoraj po wymieszaniu ryżu z ostrym sosem zdałem sobie sprawę, że nie mam ani ryżu ani ostrego sosu. Jest to o tyle spory problem, że ryż potrzebuję by mi sił przypadkiem nie zabrakło, a ostry sos jest mi niezbędny do życia. Wszyscy potrzebujemy tlenu, snu, ale ja potrzebuję jeszcze ostrego sosu. To taki mój wymóg który zaczął stosować jeszcze w Jiawang, chociaż tam rzadko gotowałem, tutaj gotuję codziennie i ostry sos jest obowiązkowy. Bez niego musiałbym żywić się tak jak mój współlokator – zupkami z torebki i oszukanymi parówkami. Oszukanymi bo w nich jest jeszcze mniej mięsa niż w tych sprzedawanych w Polsce, a smaku nie da się pomylić z niczym innym. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że odpowiednio przyrządzone są całkiem smaczne, a mają w sobie chyba więcej cukru niż powinny mieć parówki. Pewnie właśnie dlatego są smaczne.

P1090807 (Copy)
Także nie mając ryżu ani sosu postanowiłem pójść do innego sklepu by uzupełnić te braki. Nie ma w końcu sensu chodzić ciągle do tych samych sklepów, trzeba szukać nowych miejsc w okolicy. Szukając ryżu zdałem sobie sprawę, że nie mam nawet za bardzo w czym go trzymać, ale na szczęście butelki na wodę są całkiem pojemne, a wody nigdy zbyt wiele, także ten problem został rozwiązany błyskawicznie. Większym problemem jest natomiast zawsze znalezienie ryżu. Bo zawsze mają kilka rodzajów i nigdy nie wiem który będzie najlepszy. A to północ, gdzie stereotypowo nie spożywa się aż tak dużo ryżu…

P1090809 (Copy)

Zaopatrzony w ryż i nowy ostry sos (to zawsze ryzyko, bo raz kupiłem jeden taki koreański który był potworny w smaku) wróciłem do mieszkania gdzie ugotowałem obiad i zabrałem się za naukę, oraz pisanie. Narzuciłem sobie normę przynajmniej 300 słów dziennie i na razie nie mam z tym problemów. Zaczną się pewnie gdy skończy się błogie lenistwo i zaczną zajęcia. Wtedy nie będzie już tak łatwo pisać po trzysta słów w dwóch językach i jeszcze uczyć się chińskiego, trzeba będzie z czegoś zrezygnować, lub częściowo ograniczyć, bo z pisania bloga po polsku zrezygnować nie mogę w żadnym wypadku.

P1090814 (Copy)

A na dzisiejszych zdjęciach możecie pooglądać jak wygląda Changchun w okresie w którym nie ma tu zbyt wielu studentów. Pustki na ulicach są dość przerażające, niczym Katowice w każde wakacje, gdy ludzie wyjeżdżają do swoich rodzinnych miast i miasteczek.

P1090815 (Copy)

I po wakacjach

Zacznijmy od biegu.

P1090796 (Copy)
Podszedłem do tematu bardzo ambitnie, postanowiłem bowiem rozpędzić bieżnię od razu do 10km/h i wskoczyć. Po kilometrze zrobiłem przerwę na minutę, potem drugi, znowu przerwa i w połowie trzeciego zaczęła łapać mnie kolka. Uznałem więc że nie ma sensu się spinać, w końcu to bardzo długa przerwa i chociaż do tej pory po takich przerwach wracało mi się dobrze, to nie znaczy że zawsze będzie mi się tak dobrze wracać i zwolniłem do 8.5km/h i przeszedłem do spokojnego truchtu. Pomimo tego że był to trucht spokojny i nie miałem problemów z oddychaniem  walczyłem ze sobą by się nie poddać. Czasem tak jest, że słyszymy w głowie ciche, lub głośne, głosy mówiące by zrezygnować i wtedy trzeba zacisnąć zęby i biec dalej. Jako plan minimum ustaliłem sobie przebiegnięcie ośmiu kilometrów i chociaż nie było łatwo to przebiegłem. Uciszyłem ten głosik w głowie i dałem radę. Powrót do normalnej dyspozycji trochę zajmie, zwłaszcza że na bieganie się teraz nie nastawiam. O wiele łatwiej będzie gdzieś w okolicach kwietnia kiedy w końcu będę mógł wyjść biegać na dwór i wtedy też zamierzam biegać więcej niż te dwa razy w tygodniu. Chociaż to też się jeszcze okaże, bo w końcu wagi zrzucać nie muszę…Sama się zrzuciła…

P1090793 (Copy)

Pierwsze zajęcia poszły ciężko, ale poszły. Mam nadzieję że nie popsułem urządzenia wielofunkcyjnego próbując coś wydrukować. Skoro zostały mi już tylko cztery miesiące to mogę w końcu trochę poszaleć i podrukować parę rzeczy i porobić coś ciekawszego niż tylko książka i książka. Trochę mnie smuci natomiast podejście moich studentów, którzy całkowicie olali moją prośbę o wybór tematów na nadchodzący semestr, ale zaatakuję Ich raz jeszcze i zobaczymy co tam ciekawego wybiorą , bo jeżeli nic nie wybiorą to będą całkowicie zdani na mnie i moją wizję tego co może się Im przydać. A ta może znacząco odbiegać od Ich wizji.

P1090792 (Copy)

Powrót wieczorem do mieszkania nie należał do przyjemnych, o ile autobusy są w Changchun ogrzewane, o tyle przystanki autobusowe nie są a ja się odzwyczaiłem od chłodnych zimowych wieczorów i czekania na autobus. Niektórzy próbują nie zamarznąć i skaczą, tańczą, a inni zwyczajnie w świecie stoją i tylko domyślać się można o czym tak sobie myślą w trakcie tego stania. Koniec końców wróciłem, ugotowałem kolację i okazało się, że projekt o którym pisałem wczoraj jest mniejszy niż mi się wydawało więc istnieje szansa że dam radę zmieścić się w terminie. Napawa mnie to optymizmem i wywołuje uśmiech na mej twarzy.

P1090795 (Copy)

Podróż na zachód

Piszę tę notkę siedząc w pociągu w drodze do Szanghaju gdzie odwiedzam znajomego z czasów licealnych, to tylko część historii. Drugiej części powiedziałem do zobaczenia w Zhengzhou. Druga część to June, której macie pełne prawo nie pamiętać bo pojawiła się pół roku tomu na stacji w Luoyang jako Join. Przez kilka najbliższych notek poznacie ją bliżej bo niemożliwe jest rozdzielenie Jej od tego co się wydarzyło. Siedzi teraz we mnie smutek, bo się pożegnaliśmy, radość że się mogę smucić i lekki niepokój bo nie mam numeru do znajomego w Szanghaju, ale nie wydaje mi się żeby to był wielki problem.
Myślę że po tym wstępie możemy zaczynać.

Zhengzhou.

P1080468 (Copy)


Czekałem na wietrznym placu przed dworcem na dziewczynę szpiega. Szpiega, bo obiecała że mnie zaskoczy. Czekałem, czekałem i w końcu poczułem klepnięcie w ramię i tak jak się obracałem tak June kryła się za moimi plecami nie dając się zobaczyć. W końcu jednak wyszła z ukrycia uśmiechnięta i poszliśmy szukać restauracji na lunch. O ile ze znalezieniem nie był problemu o tyle z jedzeniem problem pewien był bowiem ta konkretna restauracja miała mieć w swojej ofercie pewne wyjątkowo ostre nudle, których nie miała co trochę zawiodło moją przewodniczkę.

P1080483 (Copy)


Następnie ruszyliśmy na skwer Erqi (dwóch siódemek), na którym znajdują się dwie czternastopiętrowe wieże. Jest to podobno najbardziej rozpoznawalny turystyczny punkt w Zhengzhou.

P1080475 (Copy)
Po tym wszystkim przyszła kolej na podróż pociągiem do Changsha.

P1080484 (Copy)

W gruncie rzeczy tylko po to by spędzić tam półtorej nocy, skosztować najbardziej znanego czarnego śmierdzącego tofu i ruszyć dalej. Niestety, pomimo wcześniejszych planów, nie ustaliliśmy żadnej wersji odnośnie tego kim jesteśmy i gdy ludzie zadawali pytania w pociągu June odpowiadała prawdę.

P1080488 (Copy)

A mieliśmy kilka o wiele ciekawszych wersji przygotowanych. Na szczęście trafiliśmy na tylko jedną ciekawską parę którą zaciekawiliśmy i której June, jak na współwłaścicielkę sklepu przystało, udało się skutecznie zaprezentować część asortymentu swojego sklepu.

P1080490 (Copy)

Changsha
Changsha przywitała nas nocą i niechętnie, bo niechęć do taksówek na dworcu to cecha łącząca ludzi wszystkich nacji, skorzystaliśmy z pomocy taksówkarza.

Niechęć okazała się być nie tylko bezpodstawna, ale także błędna. Nasz kierowca nie dość że zawiózł nas na miejsce to poświęcił dobrych kilka minut na jego zlokalizowanie i jeszcze zaniżył kwotę z taksometru. W dodatku polecił nam gdzie udać się po najlepsze w mieście śmierdzące tofu oraz polecił skosztowanie innego lokalnego smakołyku.
W hostelu udało nam się dostać pokój, trwało to co prawda trochę czasu, ale przynajmniej mogliśmy się w spokoju i wygodzie wyspać. A różnica w temperaturze między Zhengzhou a Changsha była odczuwalna do tego stopnie, że w Changsha spokojnie można było spać w krótkim rękawku.
Jeszcze o samym hostelu którego znalezienie było niezwykle trudne, Pan Taksówkarz musiał kilka razy dzwonić do rozdzielni i prosić o pomoc bo wydawało się że ktoś wcisnął ten hostel między dwa różne światy i trzeba było prosić o specjalne pozwolenie by się do niego dostać.

P1080502 (Copy)

Rano, a raczej bliżej południa ruszyliśmy na spacer po Changsha. Śniadanie odpuściliśmy, co jest w pełni zrozumiałe gdy się weżmie pod uwagę że June z reguły wstaje dość późno. Ruszyliśmy przed siebie do parku w którym na górce znajdowało się malutkie muzeum poświęcone pamięci ludzi z prowincji Hunan walczących przeciwko Japończykom.
Sam park miejscami sprawiał wrażenie opuszczonego, szczególnie w pobliżu tych opuszczonych i zaniedbanych budynków którymi chyba nikt się nie opiekował od chwili ich postawienia. Wyglądało to trochę jak z filmów grozy, ale oczywiście jak na takie opustoszałe miejsca przystało i w nich znalazło się posłanie i parę ubrań. Zawsze się znajdują w miejscach w których nikt nie mieszka.

P1080506 (Copy)
Do tego rzecz jasna dochodzi olbrzymie jezioro i ogromny most stojący nad nim. Jezioro na południu praktycznie nigdy nie bywają skute lodem. Warto o tym pamiętać gdy przyjeżdża się z mroźnej północy.

P1080508 (Copy)

Pogoda w tym dniu nas nie rozpieszczała, no może nie tyle nas, co mnie, bo wychodząc rano uznałem że sam polar wystarczy. Udało mi się przetrwać poszukiwania śmierdzącego tofu, które wcale nie śmierdzi tak bardzo jak się mówi (durian ma o wiele bardziej intensywny zapach) i jest całkiem smaczne, oraz skosztować miejscowych słodkości które były jak guma do żucia i niezbyt smaczne.

P1080510 (Copy)

W końcu jednak by ocalić moje zdrowie musieliśmy więc wrócić się do hostelu i już chwilę potem ruszyliśmy z powrotem. Kolejny krótki spacer tym razem w stronę dworca by zobaczyć jak to jutro będzie wyglądać i odebrać mój bilet został zwieńczony wizytą w supermarkecie bo trzeba było zaopatrzyć się w zupki błyskawiczne na podróż do Kunming (około 18 godzin).

P1080513 (Copy)

Następnego dnia ruszyliśmy na stację kolejową, ale najpierw zjedliśmy na śniadanie nudle ryżowe w małej knajpce przy hostelu. Cudowne, smakowały jakby były domowej roboty, bo pewnie były. Następnie czekaliśmy na autobus, który nie nadjechał, więc ruszyliśmy na kolejny przystanek przy okazji odwiedzając aptekę bo June nie czuła się najlepiej.

P1080518 (Copy)

Autobus wlókł się niemożliwie i pierwszy raz zauważyłem zmartwienie w Jej oczach. Do tej pory była w nich tylko radość, ale korek sprawił że naprawdę się zmartwiła o to czy nam się uda. Oczywiście się udało, ledwo ledwo bo pociąg już stał i czekał, ale się udało. Po raz kolejny musieliśmy prosić ludzi by się zamienili z Nami miejscami, bo chcieliśmy siedzieć koło siebie. Na szczęście nikt nie robił Nam żadnych problemów.

P1080519 (Copy)

Przez następnych osiemnaście godzin nikt się Nas o nic nie pytał, więc rozmawialiśmy tylko że sobą przygotowując kolejne wersje tego kim jesteśmy w przypadku pytań w innych pociągach. I tak siedząc patrząc w Jej uśmiechnięte brązowe oczy musiałem się w końcu zapytać:
– June, wiesz że jesteś moją dziewczyną?
– Naprawdę?
– Tak.
– Teraz już wiem.

P1080527 (Copy)

Chwilę potem pojawił się Pan Policjant który przypominał wszystkim by pilnowali gdzie mają swoje telefony komórkowe, portfele, oraz dokumenty. A potem zwrócił się do mnie, ale że Go nie zrozumiałem to spytał June czy jest ze mną i po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej powiedział Jej że ma się mną opiekować. Oczywiście pokiwała w spokoju głową, ale gdy mi to przetłumaczyła nie mogła przestać się śmiać, a gwiazdki w Jej oczach świeciły się jeszcze bardziej.

Oczekiwania

P1040630 (Copy)

Możliwe że jednym ze sposobów na dotarcie do oświecenia jest porzucenia wszystkich pragnień. W jednym ze świętyc pism buddyjskich znajduje się mniej więcej takie zdanie:

Lepiej żyć samotnie niż mieć głupca za towarzysza; kroczyć samotnie, bez grzechu, bez pragnień, jak słoń w lesie.

Możliwe że to pragnienia, oczekiwania, czy jakkolwiek je nazwiemy nas ograniczają, nawet mamy w Polsce przysłowie z tym związane z tym poniekąd: lepiej się słodko zaskoczyć niż gorzko zawieść. W gruncie rzeczy sprowadza się ono do tego żeby nie oczekiwać, nie spodziewać się czegokolwiek, nie robić sobie żadnych nadziei. A teraz to samo zdanie z wydźwiękiem pozytywnym: uczy nas by brać życie takim jakim jest, nie wymagać więcej niż nam potrzeba, uczyć się żyć z tym co mamy i cieszyć się z tego co się pojawia, a nie oczekiwać ciągle więcej i więcej.

P1040618 (Copy)

Wiele jest w tym prawdy, ale w dzisiejszym świecie ciężko jest się pragnień wyzbyć. Prawdopodobnie nigdy nie było to łatwe inaczej nie byłoby nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy która jest jego, ani nie nauczaliby o tym w taoizmie czy buddyzmie. Możemy mówić, że teraz jak nigdy mamy mnóstwo rzeczy które pragniemy, ale zapewne zawsze tak było i jednie rzeczy się zmieniły. Może kiedyś była to nowa motyka, a teraz nowy telefon, ale to ciągle rzecz.

P1040623 (Copy)

Podobnie sprawa ma się z uczuciami, są uczucia których też ciągle pragniemy i gdy to pragnienie nie zostanie spełnione pojawiają się problemy i to już trochę poważniejsze niż te związane z rzeczami. Niemożliwość uzyskania spełniania w przypadku uczuć jest bardziej szkodliwa dla naszego zdrowia niż w przypadku rzeczy. A w przypadku spełnienia nie zawsze daje tyle satysfakcji. Podobno.

Ciężko to wszystko objąć w jakieś naukowe ramy, na pewno każdy z nas ma doświadczenia w których na coś czekał, spodziewał się czegoś, a to coś się nie wydarzyło, albo gdy chcieliśmy czegoś czego zdobyć nie mogliśmy. Z rzeczami jest o tyle łatwiej że można, w pewnym wieku, pójść do pracy, zaoszczędzić i w końcu to coś kupić, co prawda wtedy zapewne to coś będzie już przestarzałe i będziemy chcieli nowe coś, ale kto by się tym przejmował na początku drogi.

P1040606 (Copy)

Dzisiaj, po raz kolejny, przekonałem się jak wiele jest prawdy w tym że lepiej się słodko zaskoczyć niż gorzko zawieść, ponieważ smog zasłonił dzisiejszy zachód słońca i zamiast widoków znanych z dwóch poprzednich dni niebo wyglądało o tak:

P1040614 (Copy)

Harbin podobno wygląda niewiele lepiej, mam tylko nadzieję że w niedzielę będzie tam w miarę w porządku bo  chciałbym tam coś kurczę oprócz smogu zobaczyć.

Sobota

P1030817 (Copy)

Soboty to takie spokojne dni w czasie których nie muszę się specjalnie spieszyć na siłownię, bo komu tam chce się ćwiczyć klatkę…to właściwie ciekawe ale zawsze gdy jest w siłowni największy ruch to tylko 1-2 osoby ćwiczą klatkę, nóg to w sumie nikt nie robi niezależnie od tego czy jest ruch czy go nie ma. Gdy teraz tak nad tym myślę to dochodzę do wniosku że z jakiegoś powodu Chińczycy mają strasznego fioła na punkcie ćwiczenia tricepsu, bo co nie spojrzę to ćwiczą…ciekawe dlaczego.

P1030818 (Copy)
Także w soboty śpieszyć się nie muszę, ale śpieszyć się nie muszę nie tylko na siłowni a także na zajęciach, owszem na zajęcia muszę się śpieszyć bo nikogo tam przede mną nie ma, ale już na zajęciach mogę sobie spokojnie pracować. I tak dzisiaj zeszła nam z dzieciakami godzina na ćwiczeniu miesięcy, wyrażeń częstotliwości i pogody. Posłusznie wszystko pisały, bo nikt nie zdobył kompletu punktów przy okazji pisania miesięcy. No to trzeba nad tym popracować i też pracowaliśmy. Potem zagraliśmy w grę (…) i tylko muszę skombinować rurki po papierze toaletowym i folie aluminiową bo obiecałem…w co też ja się wplątałem.

P1030819 (Copy)
Śpieszyć się nie muszę także po tofu, bo w soboty zawsze jest. Zawsze. Także spokojnym krokiem pokulałem się po tofu. Kolejna ulica rozkopana, to chyba taki okres przed zimą gdy rozkopuje się tutaj wszystko co się da. Moja Pani od tofu nie miała jednego rodzaju, ale wzięła od Pani obok, więc super :) A nowy Pan sprzedawca zapytał skąd jestem, po czym myślał, myślał i wymyślił – Warszawa. Kurczę…Aż mnie zatkało.
Taka powolna sobota ma też to do siebie że mogę sobie spokojnie, bez żadnego pośpiechu posprawdzać te wszystkie prace domowe i sprawdziany. A muszę przyznać że było co sprawdzać. Na moje szczęście, lub nieszczęście, część błędów się powtarzała. Kolejne testy będę starał się robić ustnie o czym zresztą pisałem wczoraj, nie z powodu lenistwa, ale dlatego że to są w końcu zajęcia z angielskiego mówionego.

P1030820 (Copy)

I mimo całej tej powolności i spokoju to był ciężki dzień, ale ciężki dlatego że umyłem podłogę w kuchni. Tak czysta nie byłą odkąd się tu wprowadziłem, nie wiem jak długo tak czysta pozostanie, mam nadzieję że długo, wkrótce powinniśmy dostać porządny sprzęt sprzątający i wtedy będzie łatwiej. O wiele łatwiej.

Chociaż gdy sąsiadka za ścianą śpiewa to i tak jest trochę łatwiej bo ma ładny głos.

Urywki

P1030604 (Copy)

Będzie o najgorszych pięciu sekundach mojego życia, ale za chwilę.

P1030612 (Copy)

Jadę autobusem, myślę już o tym że się spóźnię, bo bus się wlecze w korku i wręcz marzę o tym by jutro pojechać do pracy na meridce. Ponieważ większość ludzi była już w pracy (dzisiaj odpracowuje się poprzedni poniedziałek) udało mi się usiąść i siedzieliśmy razem z plecakiem. Naprzeciwko siedziały dwie Chinki w średnim wieku, jedna schowała do torebki ciastka, a druga wciskała Jej upieczonego słodkiego ziemniaka. Mniej więcej tak:
– No weź.
– Nie, nie wezmę.
– Ale weź, to dobry ziemniak.
– No nie wezmę, nic dla Ciebie nie mam.
– Weź, nie przejmuj się.
– Nie wezmę!
– A weźmiesz gdy ja wezmę?
– Mówię, że nie wezmę.
– No weź!
– Dobrze.
– Popatrz, ten obcokrajowiec się na nas patrzy.
– Chcesz słodkiego ziemniaka?
Uśmiechnąłem się szerzej i pomachałem ręką. Obie zjadły po ziemniaku.

P1030605 (Copy)

Jestem na siłowni. Ponarzekałbym na tych wszystkich którzy przychodzą, siadają na ławeczkach i piszą smsy, ale nie ma to większego sensu, równie dobrze mogę narzekać na to że muszę czekać w kolejce do jedynej klatki do przysiadów, a to nie ma większego sensu, więc nie narzekam. Dzisiaj za to odpłaciłem za wypadek sprzed kilku tygodni gdy zdejmowano mi z pleców sztangę. Tym razem to ja zdejmowałem sztangę gdy mięśnie nie dały rady, bo to podobno nigdy ciężar nie jest zbyt duży, a jedynie my zbyt słabi. Podobno.

P1030608 (Copy)

Najgorsze pięć sekund mojego życia. A przynajmniej najgorsze o których teraz pamiętam.
Prowadzę spokojnie zajęcia z dzieciakami gdy nagle wchodzi Chris, czyli właściciel (na papierze mąż Pani właściciel na pewno) szkoły, siada między uczniami, chwilę z nimi pogadał, po czym wychodzi. Po kilku minutach wchodzi znowu i mówi:
– Dzieciaki, macie chwilę przerwy. Bart słuchaj…
No nie, zabierze mi te sześć godzin, zostanie mi samo kolegium, za takie pieniądze to ja pierdzielę nawet ten ‘prestiż’ wykładnia w kolegium, kupuję bilet i wracam do Polski, a może Johnson jednak coś mi połapie i nie będzie tak źle, tylko ile mam czekać…nie, jak mi zabierze te lekcje to wracam.
– nie chciałbyś przejść do nas na pełny etat?
Nie wracam do Polski.
– Dzieciaki Cię lubią, zajęcia prowadzisz inaczej niż ja, jesteś cierpliwy, trochę Cię podsłuchiwałem, podoba mi się co robisz.
-Wiesz co, jasne. Jasne że tak.
– Super, jak wszystko ustalę to wrócę do Ciebie z propozycją.

P1030618 (Copy)

A ja już byłem praktycznie w samolocie do Polski.

P1030619 (Copy)

Jaskółki

IMG_6160 (Copy)

Opanowały dziś czwarte piętro.

Powiem uczciwie – nie chce mi się dzisiaj pisać notki.  Dzisiaj jest tragicznie, a jutro będzie jeszcze gorzej. Nie mam wbudowanej takiego przełącznika z ‘koniec’ na ‘początek’ i potrzebuję trochę czasu zanim się przestawię. Dzisiaj jeszcze nie żegnałem się z dziewiątką, ale jutro będzie to moja pierwsza lekcja i będę się uśmiechał szerzej niż zwykle.

IMG_6202 (Copy)

Pożegnałem się dzisiaj między innymi z klasą dziesiątą. Najbardziej zapamiętam to że była to moja pierwsza klasa, z Nimi miałem swoje pierwsze zajęcia we wtorek o 945 kiedy to straciłem słuch i wzrok i to Oni mi pomogli.

IMG_6191 (Copy)

Zapamiętam Lucy, o której tak wiele pisałem przez ostatnich kilka tygodni, Jej przyjaciółkę która zawsze Jej pomagała mówić po angielsku, Mickey która mnie zaprosiła do siebie do domu i której mama świetnie gotuje, przewodniczącego który zawsze starał się zmotywować klasę by mówiła po angielsku i wielu innych.

IMG_6192 (Copy)

To naprawdę fajna klasa. A Mickey i mój ‘sąsiad’ (bo mieszka budynek obok w 402) powiedzieli że postarają się mnie odwiedzić jeszcze póki będę w Jiawang.

IMG_6205 (Copy)
– A potrafisz ugotować coś typowo polskiego?
– Potrafić potrafię, ale tutaj nie mam odpowiednich produktów.

Pożegnaliśmy się też z klasą drugą, chyba moją najlepszą klasą i zostałem rozbawiony do łez gdy wpisano mi się do książeczki po niemiecku.

IMG_6213 (Copy)

Urocze to było. To klasa uczniów mega zdolnych, w tym jednego chłopaka o którym rzadko pisałem, ale z którym często rozmawiałem i który dzielił się ze mną swoimi problemami. Powtarzał że jest najmłodszy w tej klasie i nie ma tutaj prawie żadnych przyjaciół. A jednak potrafił się uśmiechać. Przynamniej tyle.

IMG_6208 (Copy)


To wyjątkowa klasa, wystarczyło rzucić Im temat a potrafili o nim rozmawiać całą lekcję, zadać pytanie, które ktoś potem zmodyfikował albo odpowiedział tak że ktoś inny się oburzył i można było jedynie patrzeć jak ta kula śniegowa się toczy.

IMG_6214 (Copy)

Wyjątkowa klasa której będzie mi brakować.

IMG_6231 (Copy)

No i czwórka. Ech…czwórka jest powodem dla którego tej notki nie chciałem pisać i siedzę nad nią już ponad godzinę.

IMG_6234 (Copy)

Wiem że będą tęsknić, ja za Nimi też będę, cieszę się że mamy zdjęcia i cieszę się że mogłem Ich uczyć, to wszystko wiem…Tylko przeczytałem coś takiego ‘Mój angielski jest bardzo słaby, ale dzięki tobie lubię ten język’ i większej radości mi nikt nie mógł sprawić. Nie potrafię tego ubrać w słowa na tyle dobrze by oddać co czuję.

IMG_6260 (Copy)

Bo radość to tylko składowa, poczucie sukcesu, spełnienia, a jednak i smutku bo to koniec, ale…kurde…to jedne z najpiękniejszych słów jakie może nauczyciel usłyszeć.

IMG_6257 (Copy)

Potem poszliśmy sobie jeszcze porobić zdjęcia i zjeść kolację. W stołówce wpadłem na Shawna z którym umówiłem się jutro w ‘trójce’ na lunch. Z Nim też się muszę pożegnać. Z Lawrancem nie miałem okazji, nawet mi na smsa nie odpisał…

Interwały

IMG_6140 (Copy)

ALE CZEMU NIE W CZWARTEK!?
Bo chcę w ten przedostatni dzień w szkole trochę pobyć.
Poszedłem zrobić te interwały, ale czuję się od kilku dni zupełnie wykończony. Nie wiem czy to ta pogoda, czy to co jem, czy może jakieś letnie choróbsko, a może jeszcze coś innego. Zbyt wiele czynników, zbyt mało danych, nie sposób wyciągnąć wniosków.
W każdym razie ruszyłem, dość powoli, ale pierwsze dwa kilometry wyszły porządnie a potem ruszyłem przeliczając jak szybko muszę biec by zmieścić się w 92-98. Idealnie byłoby biec w równe cztery minuty na kilometr bo to przekłada się w 96 sekund na 400 metrów. Międzyczasy wyszły takie:
90, 90, 90, 92, 92, 92, 92, 93. Czyli lepiej niż poprzednio, dużo lepiej…Tylko czułem to okropnie, męczyłem się strasznie, do tego stopnia że po czwartym musiałem się zatrzymać i przejść i tak robiłem do samego końca. Musiałem pierwszych 30 sekund iść, bo czułem że nie dam rady. Koniec końców uśmiechnąłem się i przemęczyłem te osiem powtórzeń. Nie było łatwo, ale przecież w takich chwilach ćwiczy się bardziej charakter a mniej mięśnie.  Jestem z tego zadowolony.

IMG_6145 (Copy)

Oprócz tego zabrałem się dzisiaj za pisanie notek podobnych do tych jaką dostaliście w poniedziałek. W końcu w przyszłym tygodniu zniknę na jakiś czas a wypadałoby coś w tym czasie publikować skoro już Was tak rozpieszczam.
IMG_6149 (Copy)
Powoli też zbieram zdjęcia i chińskie nazwy tych miejsc które chcę odwiedzić. Wizyta w Kaifeng udowodniła mi że chociaż posiadasz nazwę jakiegoś miejsca to warto mieć jeszcze zdjęcie i nazwę w formie obrazka by móc ją powiększyć tak by kierowca taksówki mógł przeczytać.  Na razie mam opisane Qufu, jeszcze Luoyang (z Anyang), Xi’an i Chengdu. Pekin to pikuś bo jest świetnie opisany po angielsku w dodatku metro mam obcykane.
Powinno być dobrze.  Wszystko zacznie się od podróży do Pekinu w przyszłym tygodniu.