Niedziela i przegapione #35

P1110590 (Copy)

Zainteresowanie
Chińczycy to nacja niezwykle ciekawska by nie powiedzieć wścibska. Pytanie się osób na ulicy, czy autobusie o to jak się nazywają, skąd są, czy mają rodzeństwo, co robią jest normą. Jadąc z June autobusem razu pewnego ludzie mówili Jej żebym powiedział coś po polsku, pytali ile mamy lat i ogólnie rzecz biorąc traktowali nas jak jakieś dziwadła.
Czerwiec ma do tego podejście podobne do mnie, czyli jak ktoś wydaje się sympatyczny to coś można powiedzieć a resztę zmyślić, a jak ktoś nie wydaje się sympatyczny to wszystko zmyślić. Bo naprawdę żadne z nas nie poczuwa się do obowiązku udzielania obcym ludziom informacji o nas.
Po tym przydługim wstępie – meritum. Zamówiłem ogromną torbę podróżną, bo poprzednia się popsuła zaraz po przylocie do Pekinu i zostawiłem pudło z niej na podwórku bo widziałem że ktoś zbiera kartony. Nie zastanawiając się wiele zostawiłem tam też naklejkę z adresem i odszedłem na bok włożyć drugą paczkę do torby. Nie minęły trzy minuty a starsi Chińczycy już podeszli odczytywać jak to ja się nazywam i gdzie mieszkam.
Oczywiście pytanie o zarobki to norma.

P1110591 (Copy)

Zdjęcia
Niesamowicie dużo ludzi robi zdjęcia w parku. Niesamowicie.
Do tego stopnia że jedna Pani robiła zdjęcia mi gdy biegałem.
Rozłożyłem wręcz ręce i wystawiłem język. To pewnie usunie…

P1110592 (Copy)

Nieuśmiechnięty biegacz
Słuchałem The Psych Files i w jednym z epizodów padło stwierdzenie że biegacze w czasie biegu się nie uśmiechają bo są skupieni na biegu a nie na uśmiechaniu się. Zastanowiłem się nad tym i doszedłem do wniosku że to jest tylko częściowo prawda jeżeli chodzi o mnie. Są biegi kiedy ciężko i się uśmiechnąć, ale są takie kiedy uśmiech nie schodzi mi z twarzy. To głównie po tych pierwszych jest mi się ciężko uśmiechnąć, bo jestem zmęczony, a po tych drugich uśmiecham się cały czas. Ogólnie to zawsze staram się uśmiechać gdy ludzie się na mnie patrzą, nawet gdy robię ciężkie dla mnie interwały, po prostu bieganie to ma być przyjemność a nie jakaś mordęga. Chcę by jak najwięcej osób biegało, a wykrzywiając twarz w bólu Ich do tego nie przekonam. Od mąk i wykrzywiania twarzy są zawody, a nie treningi.
Poza tym lubię sobie mówić że uśmiechając się produkuję więcej endorfin i próbuję przekonać sam siebie że ten ciężki trening daje mi radość. Może to jest mój problem z siłownią, bo tam się nieczęsto uśmiecham. Częsciej chce mi się śmiać. Zobaczycie zdjęcia za parę miesięcy to zrozumiecie.

P1110594 (Copy)

Fikcja
Becky i Chloe wypełniają ostatnio dokumenty szkolne. Dzienniki konkretnie. Nagle okazuje się że frekwencja sięga stu procent. Dlaczego? Szkoła przechodzi proces oceniania i jeżeli za mało studentów pojawia się na zajęciach to może stracić licencję na nauczanie. A że planują przenieść się do nowego budynku i uczynić z kolegium prawdziwe czteroletnie kolegium w którym nauka kończyć się będzie otrzymanie dyplomu licencjata to muszą tę frekwencję ratować.
Ja pierdzielę, jaka fikcja.
Aż mi się przypomniało jak roku pewnego mój wydział dostał najwyższą ocenę komisji akredytacyjnej w całym kraju. Czyli de facto mój wydział filologii angielskiej był najlepszy w Polsce. Za głowę się chwyciłem, zresztą nie tylko ja, na myśl o tym co się dziać musi na innych uniwersytetach skoro my jesteśmy tak wysoko oceniani.

P1110596 (Copy)

Husaria na czołgi
To akurat z soboty. Jeden z uczniów powiedział że Polska zasłynęła tym że w czasie Drugiej Wojny Światowej atakowała, jak niektórzy mówią, szablami niemieckie czołgi.
Oczywiście nie jest to prawda a jedynie element niemieckiej propagandy, ale plotka w świat idzie.

P1110598 (Copy)

Niedziela
Dzisiaj na zajęciach pojawił się nowy dzieciak, który pojawił się tydzień temu w poniedziałek. O ile wtedy była z Niego okropna Zaraza, tak dzisiaj było w miarę spoko. Przerzucili Mi za to mojego potwora Lena na sobotę, ale czy On sobie poradzi…to jest pytanie. Mam nadzieję że tak, bo jak nie to czekają mnie niedziele z trzema chłopakami nad którymi nikt w domu nie panuje.
A drugie zajęcia minęły już w ogóle świetnie, jedną czwartą z nich zabrał mi Chris, a przez resztę czasu robiliśmy fiszki, czyli tak standardowo. Jeden z uczniów wyjechał do USA i to akurat ten najbardziej mi to wcale potrzebne nie jest, czyli już w ogóle raj na ziemi bo nie musiałem się z nikim użerać. Fajne jest to że idzie tym dzieciakom coraz lepiej z tymi słówkami i widać że robią postępy. Nie wiem czy Oni patrzą na te fiszki w domach, ale fakt faktem zrobiliśmy ich już naprawdę sporo i już chyba samo to daje jakieś efekty.
Pogoda jest świetna i mam nadzieję że się utrzyma do weekendu bo Chris podrzucił mi świetny pomysł jak go spędzić nie ruszając się za daleko z Changchun. Jest za miastem taki park z ogromnym jeziorem i gdzieś tam w oddali znajdują się szlaki turystyczne. Podobno. Teraz kwestia znalezienia tych szlaków bo do parku powinienem się dostać bez większych problemów. A nawet jak się nie uda dostać na szlak to i tak dostanę się do parku na meridce. Taki jest zamysł.

P1110599 (Copy)

Adam!
Haha, dzięki. Wiem że nie ma się łatwo przez to wszystko przebić. Czy to z powodu ilości, czy też z innych. W końcu kogo tak naprawdę interesuje wszystko co się u mnie dzieje. Serce mi się zawsze cieszy gdy widzę że ktoś to czyta i wiem że gdybym trochę zmienił charakter tego bloga to byłoby tych odwiedzin więcej, ale nie zależy mi na tym.
A kiedy znajduję czas? Od początku mojej bytności w Chinach narzuciłem sobie strategię codziennego pisania. Za minimum uznałem trzysta słów dziennie i tego się trzymam. W poprzednim roku rzadko się do tego minimum zbliżałem, w tym już znacznie częściej, ale zawsze te trzysta było. Wydaje mi się że przede wszystkim takie podejście że trzeba to napisać sprawia że czas zawsze znajdę. Raz czy dwa mi się nie udało dodać notki w ten sam dzień, ale wtedy wróciłem bardzo późno do mieszkania i było to po kolacji z szefostwem, więc wolałem niczego nie pisać. Grunt to regularność i narzucenie samemu sobie pewnych ram.
A tego wszystkiego jest już ponad 230k słów. Rany, z tego to by dopiero gruba książka wyszła.

Środy są zabiegane

P1110487 (Copy)

Chociaż wcale nie są biegowe.
Środy są potworne, bo niby mam tylko 4 zajęcia, ale rozłożone w trakcie całego dnia i chociaż za bardzo mnie nie męczą, to jednak dają mi w kość i sprawiają że w mieszkaniu pojawiam się tuż przed siódmą i mam bardzo niewiele czasu na opisanie wszystkiego.
Może nie tyle na opisanie wszystkiego co na zebranie myśli i opisanie, bo to jest o wiele trudniejsze niż sam proces pisania.
Myślę że po tym półtorej roku codziennego pisania notek nie mam już z tym większego problemu, te kilkaset słów to zawsze wypocę. Kwestia tego żeby to miało jakieś ręce i nogi, a z tym to już trudniej. No i wypada też pisać o czymś.

P1110478 (Copy)

Testy poszły szybko i sprawnie, przychodzi na nie coraz mniej studentów, a ci którzy przychodzą są coraz bardziej bezczelni jeżeli chodzi o ściąganie i coraz gorzej przygotowani. Innymi słowy to już przeradza się w tragikomedię. O ile już się nie przerodziło. Ci najlepsi dalej są najlepsi, Ci słabi dalej są słabi, a Ci po środku ciągle są po środku.

P1110479 (Copy)

Nic się nie zmienia. Chociaż nie…ten chłopak który pokazywał mi jak pokonać jednego z bossów wziął się za siebie i teraz odpowiada na sprawdzianach. Aż mnie duma rozpiera bo uważam że jest w tym sporo mojej zasługi. Jestem naprawdę, ale to naprawdę zadowolony.

P1110484 (Copy)

Nie mam pojęcia ilu studentów pojawi się w przyszłym tygodniu, może niektórzy z Nich są tak zorientowani jak Chloe:
– To w przyszłym tygodniu jest wolne?
– No tak…
– A w jakie dni?
– Od czwartku do soboty, w niedzielę odrabiamy piątek.
– Jesteś pewny?
I może przyjdą w środę…ale przypuszczam że jednak nie przyjdzie Ich zbyt wielu, a w niedzielę to już w ogóle.

P1110490 (Copy)

Słuchałem dzisiaj zazwyczaj ciekawego podcastu The Psych Files, o rodzicach tygrysich. Czyli o rodzicach wychowujących dzieci w tradycyjny chiński sposób w USA. Tradycyjny chiński sposób to między innymi zmuszanie dziecka do ciężkiej pracy poprzez wyrzucanie Mu i wprawianie w poczucie winy. Przykładem była kartka zrobiona dla mamy przez córkę, którą mama odrzuciła mówiąc że córka włożyła w nią za mało pracy i jest po prostu brzydka. Tak to się robi w Chinach, ale tam ma to ogromny związek z kulturą, twarzą i naprawdę poczucie wstydu jest jakimś tam motywatorem, a przynajmniej było.

P1110493 (Copy)

I tak sobie słucham i nie spodobało mi się że Pan redaktor skupiał się na tym że Chińczycy mają lepsze wyniki w matematyce a Amerykanie są za to bardziej kreatywni. Wszystko dzięki różnym podejściom wychowawczym. Chińscy rodzice niby zmuszają dzieci do nauki matematyki, a Amerykańscy rodzice i system edukacji niby wyzwala w ludziach kreatywność. Strasznie mi się to nie spodobało bo jest to olbrzymie uproszczenie.

P1110500 (Copy)

Chińczycy są niesamowicie kreatywni i nie będę tutaj po raz kolejny mówił o maszynie drukarskiej, kompasie, papierze, tuszu czy prochu strzelniczym, ale wspomnę tylko o domowej roboty helikopterze i łodzi podwodnej, oraz milionach podróbek, bo przecież oryginały też trzeba było rozpracować.
Amerykanie także są wybitnymi matematykami i na pewno mają od groma patentów, ale czy więcej jest wybitnych matematyków z Chin i czy więcej jest w Chinach wynalazków?

P1110494 (Copy)

W przypadku wniosków patentowych jest to podobna liczba. Czyli w 2011 roku po około 430k na kraj, trochę więcej dla Chin. O 50k patentów przyznano w USA, ale nie jest to jakaś ogromna liczba. Owszem, robi wrażenie gdy spojrzymy procentowo na liczbę ludności, ale musimy mieć na uwadze że większość Chińczyków to jednak ludzie którym nie wynalazki w głowie, a raczej uprawianie roli i nawet jak coś wynajdą to nie będą się z tym zgłaszać do urzędu.

P1110498 (Copy)

A teraz spójrzmy na liczbę nagrodzonych Medalem Fieldsa, czyli najwyższej nagrody dla matematyków, takiego matematycznego Nobla. 12 obywateli USA i 0 obywateli Chin.
Już zupełnie przemilczę narzekania nauczycieli z USA na to że Ich system pozbawia dzieciaki kreatywności i zmusza do przerabiania coraz większej ilości testów.
Także tego odcinka The Psych Files nie polecam, aczkolwiek reszta jest bardzo ciekawa i w niedzielę postaram się o jednym także wspomnieć bo mnie mocno poruszył.

Wtorkowe niebieganie

 

P1110475 (Copy)

Wtorki to taki odpowiednik leniwych sobót, tudzież niedziel kiedy to nigdzie nie trzeba się spieszyć, można się wygodnie rozsiąść i odpocząć.

P1110457 (Copy)

Z samego rana ruszyłem na siłownię i po drodze spotkałem Jasmine i Rabbit. Nie widziałem Ich już strasznie dużo czasu, ale najzwyczajniej w świecie to czwartkowe popołudnie jest dla mnie ważne by odetchnąć. Nie mam teraz aż tak wiele wolnego czasu, staram się być jak najbardziej zajęty, a dodatkowe zajęcia, na które nie będę narzekać za skarby świata bo jestem z nich bardzo zadowolony, nie pomagają mi w odpowiedniej regeneracji.

P1110461 (Copy)

Poza tym, kiedyś te zakupy muszę zrobić, a w dodatku pogoda robi się coraz lepsza, coraz mniej chmur, temperatura coraz wyższa, także przyjdzie pora na pierwsze wyciągnięcie meridki, może już w tym tygodniu, kto wie. Wracając do dziewczyn, akurat szły na zakupy i jak to powiedziały dzisiaj są piękne. Niech Im tam będzie, grunt to czuć się dobrze z samym sobą, no nie? Powiedziałem że jak tylko znajdę chwilę to postaram się odwiedzić klub, ale niczego nie mogę obiecać.

P1110463 (Copy)

Tak jak mi żal że Harold zrezygnował tak nawet mi to pasuje bo jest świetną wymówką by tam nie iść. Wymówką i przyczyną zarazem. Czyli chyba samą przyczyną…to skomplikowane…Dziewczyny pokiwały głowami, powiedziały że tęsknią, też pokiwałem głową, powiedziałem że też tęsknie i że się postaram, ale prawdę mówiąc nie za bardzo widzę możliwość. Bo i kiedy…milion spraw na głowie, ale jakoś tak tego nie odczuwam. Po prostu mam zestaw rzeczy do zrobienia w ciągu dnia, takie swoje małe rytuały i tego się trzymam. Pozwala mi to utrzymać się w ramach i nie zwariować tutaj.

P1110464 (Copy)

Na siłowni…rany boskie jaki tłok! To jest nie do pomyślenia żeby nawet rano było tam tylu ludzi. A jednak…dla mnie to porażka kompletna bo nie spodziewałem się czegoś takiego, a po południu jest tylko gorzej. Gdy zaczynałem chodzić we wrześniu o poranku było kilka osób i gdy wychodziłem dalej było kilka, teraz jest kilkanaście. Dla mnie to już dużo za dużo. Po południu jest już kilkadziesiąt, a Oni jeszcze dołożyli szafek w męskiej szatni.

P1110466 (Copy)

Nie wiem jak to sobie wyobrażają, rozumiem że siłownia staje się coraz bardziej popularna i lepiej żeby ludzie nie musieli czekać w kolejkach na kluczki do szafki, ale w takim wypadku powinni dołożyć więcej sprzętu. Wystarczyłoby chociażby przemodelować salę z rowerkami do spinningu która wykorzystywana jest przez trzy godziny w tygodniu, a tak to stoi sobie w spokoju nieużywana. Chyba coś się tam zresztą dzieje bo dzisiaj rowerków nie było.

P1110467 (Copy)

Korzystając z wolnego dnia udało mi się trochę posprzątać w końcu, ale żeby nie było w życiu za różowo –nie ma prądu w mieszkaniu. To tak dla równowagi. Mam nadzieję że wkrótce włączą, bo tak bez prądu to już w ogóle tragedia.

P1110468 (Copy)

 

Udało mi się obejrzeć fantastyczny dokument nakręcony przez ekipę ESPN – Survive and Advance. O drużynie koszykarskiej North Carolina State występującej w lidze akademickiej i o Ich niesamowitej drodze do finału tych rozgrywek. Ostatnich siedem meczów było już praktycznie zakończonych Ich porażką, ale Oni się nie poddawali, walczyli do końca i wygrali. Historia niesamowicie wzruszająca bo to przykład takich prawdziwych sportowych kopciuszków którzy wzięli się z niczego ale osiągnęli wszystko. A także o historii Ich trenera który stoczył przegraną walkę z rakiem, a który odegrał niesamowicie ogromną rolę w stworzeniu tej drużyny.

 

P1110469 (Copy)

Prąd wrócił, ale…rany Julek.
Nagle prąd znika, więc się nie przejmuję za bardzo, tylko oglądam fantastyczny dokument. W końcu wraca Tom i zdenerwowany dzwoni do Johnsona. Ten mówi żeby sprawdzić czy sąsiedzi mają, więc schodzimy z Tomem na dół, ale nikt nam nie odpowiada. Dochodzimy do ogromnej skrzynki z licznikami, które wszystkie działają oprócz jednego. Skrzynka ma dwie małe skrzyneczki które powinny, chyba, być zamknięte, ale nie są. W jednej z nich znajduje się sześć przełączników z których pięć jest w pozycji ON i jedna w pozycji OFF. Przełączam na ON i wracamy do mieszkania gdzie prąd znowu jest.
Chiny.

 

 

I po weekendzie

P1110315 (Copy)

Krótkim bo jednodniowym, ale może to się zmieni bo w końcu wrócił Chris i może przywiózł ze sobą nauczycieli. Raczej nie…bo załatwienie wizy to jednak 6-8 tygodni, ale kto wie. Nie to żebym chciał wrócić do tych dwu dniowych weekendów bo nie czuję takiej potrzeby, fajnie mi się z dzieciakami pracuje, lubię tych starszych z gimnazjum i co najważniejsze nie czuję się zmęczony, więc nie ma problemu. Tylko taka myśl mnie dziś naszła.

P1110314 (Copy)

Zajęcia jakoś tak bez problemu czy emocji poszły, ot były i minęły, za tydzień sprawdzian i wtedy się okaże kto pracował a kto się obijał. Znaczy kto się obijał to ja wiem bo widzę i podobnie wiem kto pracował, kwestia tego jak Oni się poczują gdy nagle posypią się kiepskie oceny. Wiadomo że nikt oblany nie zostanie z powodu angielskiego mówionego, ale…lekka zmiana podejścia byłaby wskazana.

P1110318 (Copy)

Miałem się dzisiaj spotkać z Jessicą i kupić Jej bilet, ale nie skontaktowała się, więc nie wiem czy nie zmieniła planów. Może postanowiła zostać, może nie kupiła jeszcze biletu na samolot. Kto to wie? Ja się tym nie przejmuję, co zrobi to zrobi, grunt żeby była dziewczyna bezpieczna.

P1110321 (Copy)

Jutro pora na bieg, nie ma to jak przyjemne czwartkowe poranki i szybki bieg przed zajęciami. W Polsce zdarzało mi się wstawać o 5 żeby zrobić poranny trening przed zajęciami o ósmej. Tutaj na szczęście nie muszę. Bieganie nie zajmuje aż takiego wysokiego miejsca w mojej hierarchii. No dobrze, może bieganie zajmuje, ale nie trening.

P1110323 (Copy)

Teraz biegam sobie tak dla zdrowia, przyjemności, a nie dla rozwoju sportowego. To bieganie teraz mnie uwolniło od trenowania i bardzo jestem z tego zadowolony. Owszem, ciągnie mnie do trenowania i często o tym piszę, ale na razie takie trzy wyjścia na tydzień wystarczają mi w zupełności, może od września to się zmieni, ale na razie jest tak jak jest i jest dobrze. Muszę się tego trzymać nawet gdy pogoda będzie mnie wyrywać na dwór.

P1110326 (Copy)

Spotkałem dzisiaj Pana przed windą. Okazało się że Pan pochodzi ze Szkocji, mieszka w Changchun już 10 lat, ma własną szkołę, samochód. Do tego worki pod oczami, paskudny zarost i zepsuty zamek w plecaku. Nie oceniam ludzi po wyglądzie, oduczyłem się tego, ale ten Pan to chodzący stereotyp obcokrajowca w Chinach po kilku latach.

P1110327 (Copy)

Zaniedbany, zapuszczony, mający już wszystko w nosie. Z tego co czytam takie coś dotyka 90% nauczycieli angielskiego którzy przyjechali tu pracować. Z czasem przestało Im po prostu zależeć, bo i tak nikt się nie przejmuje tym jak wyglądają bo są obcokrajowcami.

P1110328 (Copy)

Ale ten Pan ze Szkocji jest inny, prowadził zajęcia dla dzieci z ubogich rodzin za darmo stąd worki pod oczami, cały ranek przygotowywał materiały dla ucznia który chce wyjechać na studia do USA bo to jedyna nadzieja na lepszą przyszłość Jego rodziny stąd zarost, a zamek popsuły mu dzisiaj dzieciaki w czasie zajęć w przedszkolu które uwielbia bo kocha dzieci ale nigdy nie spotkał właściwej kobiety i dlatego smutek odczytałem jako zgorzkniałość. Tak, na pewno tak właśnie jest.

P1110337 (Copy)

Równowaga

P1110302 (Copy)

Czyli…nie spotykam się z June nigdzie na początku maja bo ani mój przyjazd do Niej, ani Jej przyjazd do mnie nie ma większego sensu. Więcej czasu spędzalibyśmy w pociągu (stojąc, o czym za chwilę), niż ze sobą. Dlaczego? Ano dlatego że ja mam trzy dni wolnego a dojazd do Zhengzhou zajmuje najmniej godzin 19, więc wylądowałbym tam w czwartek a w piątek musiałbym wracać. Podobnie w przypadku June.

P1110277 (Copy)

Pominę milczeniem fakt że Ona już pracuje w tym sklepie bez przerwy samodzielnie od trzech tygodni, a Jej partnerka, bardziej szefowa, wróci dopiero w maju, a i gdy wróci to najpierw sobie zrobi urlop i gdzieś tam pojedzie.
No dobrze, moglibyśmy się spotkać gdzieś po środku, ale…nigdzie nie ma biletów powrotnych dla mnie…Autentycznie…na 3-go maja nie ma biletów powrotnych, jak już to tylko stojąco a i to z reguły w tych nocnych które mi nie pasują. To jest niesamowite po prostu.

P1110278 (Copy)

Można teraz powiedzieć że obudziliśmy się z ręką w nocniku, ale to nie jest tak do końca bo tydzień temu nie było wiadomo kiedy partnerka, bardziej szefowa, June wróci, więc nie robiliśmy żadnych planów. A teraz nagle planów żadnych mieć nie możemy.
Czekaliśmy tyle czasu, poczekamy i do święta smoczych łodzi.

P1110280 (Copy)

Za to na plus, który w moim odczuciu nie niweluje tego minusa, bo to niemożliwe, ale czyni ten dzień słodko kwaśnym: dostałem skany dokumentów z mojej obecnej firmy, a przesympatyczna Pani Hillary z mojego nowego college’u stwierdziła że jest perfect więc mam spokój w tym względzie. Teraz pozostaje odebrać oryginał kiedyś.

P1110288 (Copy)

Rany…kamień z serca, naprawdę kamień z serca bo miałem ogromnego stracha że to się posypie jakoś. Jeszcze tego papierka nie mam, ale czuję że będzie dobrze. Po raz pierwszy od momentu gdy zacząłem to wszystko załatwiać mam wrażenie że będzie dobrze i jestem dobrej myśli.

P1110284 (Copy)

Dostałem też smsa dzisiaj. Znajomy kupuje mi bilet z Szanghaju, uciekam w czwartek, jak kupić bilet na pociąg? I umówiliśmy się na jutro. Z jednej strony jestem bardzo Wendy wdzięczny, a z drugiej nie mam skrupułów wobec Johnsona, który nauczycieli nie szanuje ani trochę. Dla Niego nic nie znaczymy. Jesteśmy tylko narzędziem które pomaga Mu w zarabianiu pieniędzy. I owszem, trochę mam strachu że przyjdzie mi wziąć na siebie te godziny od Jessici, ale…nie widzę w tym nic złego. Dziewczyna nie podpisała żadnego kontraktu, umowy, niczego co by Ją z tą firmą wiązało.

P1110295 (Copy)

Nie wiąże swojej przyszłości z nauczaniem, ani z Chinami i co najważniejsze: nie jest tutaj szczęśliwa. To po co ma się męczyć? Czy kupię ja ten bilet, czy zrobi to ktoś inny, różnicy nie ma żadnej. Nie traktuję tego jako ciosu wymierzonego w Johnsona bo przecież ani Mu tym życia nie utrudnię za bardzo, ani Go to nie zaboli szczególnie, ale jako pomoc komuś kto tej pomocy potrzebuje. Dla mnie to nie jest ucieczka, bo ucieczka od czego? Od firmy w której pracuje nielegalnie? Dla mnie to jest wycofanie się z niebezpiecznej sytuacji i to całkiem rozsądne.

P1110298 (Copy)

Do teraz zastanawiam się jak Oni (Jessica i Tom) dostali wizy Z skoro ani nie mają dwóch lat doświadczenia po studiach ani jak dostali pozwolenie pobytu skoro nie podpisali kontraktów z moją firmą. O ile ten motyw z wizą mogę jeszcze jakoś zrozumieć bo to zarządzenie wprowadzono we wrześniu a Oni przyjechali akurat gdy je wprowadzano i nikt za bardzo się jeszcze nie orientował jak to wszystko ma wyglądać. Tak pozwolenie pobytu jest wydawane przez policję w oparciu o dokumenty.

P1110300 (Copy)

A jeżeli tych dokumentów nie ma? No właśnie…Teraz siedząc tutaj gdzie siedzę i pisząc z Panią Hillary widzę jak wiele dokumentów powinienem dostarczyć blisko rok temu, a jak wielu dokumentów nie dostarczyłem. Staram się o tym nie myśleć bo ten dzień ma być słodko kwaśny, a nie kwaśny.

P1110308 (Copy)

Wolne

P1100798 (Copy)

Wtorek został moim jedynym dniem wolnym. Nie ma w tym właściwie nic złego, przynajmniej na razie. Prawdę mówiąc myślę że zajęci mi większej części poniedziałku tylko pomoże mi zabić czas do lipca. Jak to powiedział Chris ani się obejrzysz a będzie sierpień. No niech będzie że będzie lipiec. W sumie to jeszcze tylko trzy miesiące.

P1100799 (Copy)

A skoro to jedyny dzień wolny to można spokojnie puść na siłownię z nadzieją że rano nie będzie nikogo dziwnego…Nadzieją…
Najpierw jeden ze znajomych mówi mi żebym uważał gdy się przebieram bo tuż obok jest menadżer siłowni, początkowo nie zrozumiałem o co Mu chodzi, ale widząc moje zaskoczenie dodał to kobieta.

P1100803 (Copy)

Zastanawiam się do teraz o co chodziło. O wiele bardziej przerażające jest dla mnie rozmawianie ze sobą gdy ludzie są zupełnie nadzy. Jakoś tak…niekomfortowo się czuję gdy rozmawia ze mną ktoś zupełnie nagi, a wokół kręci się mnóstwo innych nagich facetów.

P1100805 (Copy)

Druga sytuacja…zacząłem rozgrzewkę, czyli przysiady i zauważyłem jak człowiek zaczął rozmawiać przez telefon i usiadł na ławce do wyciskania sztangi. Usiadł, niech siedzi. Skończyłem rozgrzewkę i podchodzę do ławeczki bo widzę że człowiek się podniósł ale dalej rozmawia. Człowiek zaczął gestykulować że on z tej ławeczki korzysta właśnie, po czym znowu usiadł i dalej rozmawiał. Postałem tak z minutę, ale w końcu poszedłem męczyć się z innym ćwiczeniem. Człowiek zrobił trzy serie po czym znowu gestykulując pokazał mi że ławeczka jest wolna.
Wkurza mnie to niemiłosiernie. Bo skoro nic nie robisz i gadasz przez komórkę to się kurna cofnij i daj innym ćwiczyć. Im dłużej chodzę na tę siłownię tym irytacja we mnie bardziej narasta.

P1100807 (Copy)

Wolne oznacza także zakupy. Parę tygodni temu skończyła mi się ostra pasta z bobu. Pasta z bobu jest podstawą kuchni syczuańskiej. Tyle tylko że musi być ostra. Problem z tym polega na tym, że trzeba się za nią nachodzić. Bo o ile zwykłą pastę z bobu można kupić nawet w osiedlowym sklepiku, tak o ostrą jest trochę trudniej. Sam widziałem ją tylko w dwóch mniejszych sklepach, a nie będę przecież to jakiegoś walmartu jeździł. Także jestem mega zadowolony i pasta od razu poszła do dzisiejszego obiadu.

P1100809 (Copy)

A jutro już środa i początek nowych zajęć, tym razem będziemy się uczyć jak robić zakupy i zwracać towar. Znowu będziemy sobie tłuc do głowy I would like to (chciałby/chciałabym), tym razem z końcówką zwrócić to.

P1100810 (Copy)

To jeszcze podrzucę taką fajną stroną, którą podrzucili mi z tego genialnego podcastu o ekonomii – www.pandora.com, takie cudo ktoś skonstruował że wpisujemy artystę którego lubimy i tworzy nam się lista utworów które mogą nam się podobać. Każdej piosence możemy dać kciuk w górę lub kciuk w dół i na tej podstawie będą wybierać nam inne piosenki które mogą nam się podobać, a z czasem wspólnymi siłami stworzymy bibliotekę piosenek które lubimy. Rzecz jasna możemy stworzyć kilka bibliotek tak by piosenki były odtwarzane zależnie od nastroju, bo to przecież też trzeba brać pod uwagę. Przydałoby się coś takiego do podcastów ;-)

P1100800 (Copy)

Weee…

P1100781 (Copy)

A jednak nie weekend, więc…poniedziałkowe bieganie.

Założenie było proste – biec powoli. Częściowo się udało, bo biegłem relatywnie powoli. Wolniej niż w poprzednim tygodniu, ale nie dość wolno. Ciągle coś mnie wyrywa i gna do przodu, nie mam zaciągniętego hamulca i nie wiem czy to dobrze czy źle…po prostu tak jest i już. Przebiegłem kilometrów dziewiętnaście, może nie w jakimś super czasie, ale dałem radę. Raz czy dwa musiałem dać sobie odetchnąć bo łapała mnie kolka, czyli biegłem za szybko i miejscami czułem że biegnę za szybko, więc próbowałem się hamować. Na wykresie z endo widzę że udawało mi się to średnio.

P1100786 (Copy)

Najważniejsze że przebiegłem te dziewiętnaście kilometrów. Za każdym razem gdy o tym piszę palce wstukują udało się, ale cofam to i kasuję, bo nie było w tym niczego z kategorii udało się, to był dobry bieg i to jest najważniejsze. Owszem, momentami było ciężko, nogi po wczorajszej siłowni były ciężkie, ale hej…takie będą przez kilka najbliższych miesięcy więc nie ma się co tym przejmować. Trzeba to zaakceptować, zacisnąć zęby i biec przed siebie.

P1100787 (Copy)

Jest jeszcze w tym parku kilka miejsc do odkrycia, kilka tras do sprawdzenia, więc powinien być to jakiś sposób na zabicie nudy. W końcu warto postawić na różnorodność.
Miłe jest to że ludzie tutaj odpowiadają na pozdrowienia, a niektórzy nie biegający także mnie pozdrawiają. W Polsce też pozdrawiali. Pamiętam jak jednej zimy jakiś Pan uniósł kciuki do góry i powiedział że jestem prawdziwym bohaterem. A ja przecież nic takiego nie robiłem, ot zwykłe krosy w parku, czyli coś co wielu biegaczy z GOPu robi.

P1100790 (Copy)

Dla Niego byłem jednak bohaterem i to mnie bardzo podniosło na duchu. Czasem jednak spotykałem ludzi którzy nie byli tak przychylnie nastawieni, jak tego jednego Pana, który się mnie zapytał a po co tak biegasz to i tak nic nie da. I tak mi się wtedy smutno zrobiło, nie dlatego że ten Pan coś sugerował, ale dlatego że ten Pan nie dostrzegał już że można coś zmienić. Nawet jeżeli nie na całym świecie to w sobie. Jest taka historia, która przeczytałem jakiś czas temu i myślałem że wrzuciłem ją do szuflady, ale nie wrzuciłem, także teraz napiszę ją tutaj, a potem wrzucę tam gdzie jej miejsce.

P1100789 (Copy)

Pewnego dnia szedłem po plaży. Był to poranek po strasznym sztormie i jak to po sztormie na plaży znajdowała się cała chmara rozgwiazd. Rozciągały się aż po horyzont, a nie jest to nigdy widok przyjemny bowiem rozgwiazdy nie potrafię żyć poza wodą. Część z nich zostanie pochłonięta przez fale i wróci do morza, ale większość jest już skazana na śmierć. Skazana z nie swojej winy, bo przecież niczemu ani nikomu nie zawiniły.
Po kilkunastu minutach spaceru gdzieś w oddali zauważyłem coś. Coś się ruszało i stopniowo zbliżaliśmy się do siebie. Moje oczy nie są już najlepsze, ale zauważyłem że coś to osoba, która co parę kroków się zatrzymuje. Im byliśmy bardziej bliżej tym dostrzegałem więcej szczegółów. Osoba okazała się być chłopakiem, młodym, niezbyt wysokim, który zatrzymywał się co kilka kroków, kucał, podnosił rozgwiazdę, po czym wstawał i wrzucał ją do morza.  Robił to pomimo młodego wieku i mając z pewnością lepsze zajęcie niż wrzucanie rozgwiazd do morza. Nie potrafił Go zrozumieć, przecież to takie bezsensowne. Te stworzenia są już skazane na śmierć. On i tak nic nie zmieni. Dlatego też gdy w końcu zbliżyliśmy się do siebie zapytałem go:
– Dlaczego wrzucasz te rozgwiazdy do morza?
– Bo mogę je uratować.
– Ale nie uratujesz wszystkich, to co robisz nie ma żadnego znaczenia.
Chłopak spojrzał na mnie, po czym kucnął, podniósł jedną z rozgwiazd, wstał i wrzucił ją do morza.
– Dla niej miało to ogromne znaczenie.

P1100791 (Copy)

Mam wrażenie że już to pisałem…trudno, ten tekst warty jest przypominania co jakiś czas (sprawdziłem, wrzuciłem ją w listopadzie).
W każdym razie, ten Pan był taką rozgwiazdą nad którą ktoś stanął i nie podniósł twierdząc że to już nie ma znaczenia. A to zawsz ma znaczenie.

P1100792 (Copy)

No dobrze, idziemy dalej.
Zajęcia z dzieciakami minęły jak z bicza strzelił. Te 90 minut to faktycznie króciutko, zwłaszcza jak się dzieciakom da kredki. To jest świetny pomysł zamiast przerwy – kredki. Wróciła dwójka moich podopiecznych z innych grup i widać, że odizolowani od Lena są całkiem znośni.
A dzieciaki z gimnazjum uczyły się dzisiaj robić fiszki. Ja mam Ich uczyć, przykładowo, wysublimowany, a Oni nie wiedzą co to znaczy pędzić. To będą ciekawe trzy miesiące.

Niedziela i przegapione #30

P1100554 (Copy)

Jedzenie

Po tym jak Becky wróciła trochę pogadaliśmy i zacząłem pokazywać Jej różne zdjęcia jakie mam w telefonie. Czy to moją dzielnicę, rodziców (wyglądam bardziej jak mama niż jak tata), czy też zdjęcia jedzenia które gotowałem. I tak Becky je ogląda, ogląda i w końcu się pyta:
– To z restauracji?
– Nie…sam gotowałem.
– Co?! Naprawdę?
– No tak…
– Jesteś naprawdę utalentowany!
Myślę ze gdy Chińczycy chwalą twoje Chińskie jedzenie to zrobiłeś coś naprawdę, ale to naprawdę dobrego. Albo mają od Ciebie niższe oczekiwania bo jesteś obcokrajowcem ;-)

P1100556 (Copy)

Poprawkowicze

P1100557 (Copy)

Kilku takich się pojawiło. Ludzie którzy nie poradzili sobie na jedynym terminie, a z ocen cząstkowych i obecności nie szło Ich uratować. Łącznie pięć osób, trójkę puściłem bo jeden był ociupinkę lepszy od najgorszego którego widziałem już w tym semestrze a dwóch naprawdę sobie poradziło. Dwójkę za to oblałem, bo na Boga…tyle czasu a Oni dalej, ani be ani me po angielsku.

P1100561 (Copy)

No jak, no ja się pytam jak…To nie ma sensu przecież jeżeli Oni nic po tym angielsku nie potrafią ani powiedzieć. Jak ja mam przepuścić z czystym sumieniem ludzi którzy dalej nie potrafią powiedzieć obok. Już na rogu nie oczekuję, ale obok. Albo dziękuję po usłyszeniu komplementu nie powiedzą. To jest już wstyd.

P1100560 (Copy)

Harold

P1100561 (Copy)

Nie wiem czy pamiętacie takiego miłego chłopaka na jednym ze zdjęć. Taki wyższy ode mnie, w okularach. Przyjechał tutaj uczyć z żoną parę miesięcy temu. I…już Ich nie ma. Dla mnie zniknęli z dnia na dzień, Chris chyba był trochę mniej zaskoczony, ale nic więcej mówić nie chciał. Ja też nie pytałem, to nie moja sprawa. Tylko teraz…to już jest moja sprawa bo ktoś te zajęcia będzie musiał przejąć a to najprawdopodobniej będę ja i średnio mi się to uśmiecha bo grozi to skróceniem czasu wolnego a istnieje opcja że zarobki mi nie podskoczą. Trudno, trzeba to będzie przeboleć.

QQ

P1100563 (Copy)

Taka rozmowa która coś mi uświadomiła.
(…)
– Jesteś przystojnym mężczyzną i dlatego masz tyle uczennic w klasie.
– Haha…a ja myślałem że to dlatego, że One chcą się uczyć.
– Nie, One nie lubią się uczyć, ale lubią na Ciebie patrzeć.
– Hahaha.
– Gdybyś był młodszy to bym próbowała Cię poderwać. Dla mnie nie ma znaczenia czy jesteś nauczycielem, czy nie. Jestem bardzo bezpośrednia, nie tak jak te hipokrytki.

P1100565 (Copy)

Uświadomiło mi to, że jestem:
– stary
– dziewczyny przychodzą na moje zajęcia by na mnie patrzeć
Innymi słowy jestem jak Harrison Ford w Indiana Jones. Prawdę mówiąc nie ma dla mnie znaczenia czy One przychodzą by na mnie patrzeć czy żeby się uczyć, wolałbym to drugie, ale skoro powodem jest to pierwsze to może chociaż się czegoś nauczą, czyli coś z tych zajęć wyniosą. Tutaj liczy się efekt końcowy.
Jak to Smile ostatnio powiedziała:
– Jednej rzeczy nauczą się na pewno: pięć minut przerwy.

P1100566 (Copy)

Niedziela

P1100571 (Copy)

Pogoda dopisuje. Ludzi wszędzie pełno, widać że wiosna nadeszła pełną parą. Prognozy pogodowe są bardzo sprzyjające a i w siłowni było dziś czuć że ludzie woleli iść na dwór niż się tłoczyć. W niedzielne południe.
Dzieciaki spisywały się dzisiaj dzielnie i gdy Lilly w końcu zaskoczyła z dniami tygodnia nie mogłem się nie uśmiechnąć. Zajęło to dwa miesiące, ale w końcu się udało. Naprawdę jestem szczęśliwy.

P1100572 (Copy)

Chris zmaga się teraz ze znalezieniem nauczycieli bo wie że Johnson (mój szef) nie chce wysyłać nauczycieli do Niego, a nie ma za bardzo innych opcji bo znalezienie kogoś do pracy w Changchun nie jest aż takie łatwe jakby się wydawało. Szczęście w nieszczęściu że Harold nie miał zbyt wielu zajęć więc nie trzeba będzie szaleć z zastępstwami, pewnie wystarczą dwie osoby: ja i Tom.
Gdzieś tam w tyle głowy kołacze się myśl by się ubrać i wziąć meridkę na przejażdżkę, ale wiem że mam inne rzeczy na głowie. Chociażby rozpisanie zajęć na następny miesiąc. To się właśnie nazywa umiejętność ustawienia priorytetów.

P1100573 (Copy)

Nie ma wody. Znaczy jest, ale bojler nie działa więc nie ma ciepłej wody. Szef powiadomiony, może jutro ktoś się tym zajmie. Zapewne dopiero po biegu i to znacząco po biegu. W sumie…komu potrzebna gorąca woda, prawda?

Koniec

P1100511 (Copy)

Tygodnia w kolegium. Nie jest to jakieś wielkie wydarzenie, ale warte odnotowania. Trzy tygodnie za mną, piętnaście tygodni przede mną. Tak sobie odliczam do tego osiemnastego. Właściwie to cały myk z określeniem tego kiedy wypadają ostatnie zajęcia polega na zapytaniu się odpowiedniej osoby.

P1100515 (Copy)

Bo pytam Chloe i Ona nie wie, bo nie liczyła, ale może sprawdzić, ale i tak nie jest pewna. A pytam Becky w pierwszy dzień pracy po powrocie i Ona liczy na miejscu i mówi bez mrugnięcia okiem kiedy skończy się semestr. Wypada dokładnie tak jak sam wyliczyłem czyli jest dobrze. Bardzo dobrze.

P1100518 (Copy)

Na siłowni tłoki, porozrzucane sztangi i hantle, zero szacunku dla innych sportowców, ale przynajmniej jak się kogoś po ramieniu poszturcha to w końcu ruszy się z maszyny i da poćwiczyć. Przynajmniej tyle.
Na tym właściwie plusy z dzisiaj można zakończyć, bo klasy dzisiaj były nieaktywne. Zupełnie nieaktywne. Siedzieli zapatrzeni w ekrany. I to wtedy kiedy w końcu robiliśmy coś naprawdę, ale to naprawdę fajnego i przydatnego czyli zamawianie jedzenia. I to siedzieli znużeni nie dlatego że to potrafili, a dlatego że po prostu siedzieli znużeni.

P1100520 (Copy)

Wczoraj jak gadali to wyrzuciłem, pierwszy raz w życiu wyrzuciłem kogoś z klasy. 10 minut zajęć, słowem się nie odezwałem, taką obrałem taktykę dawno temu, że jak ktoś mówi to nie podnoszę głosu bo wiem że grupy nie przekrzyczę, więc sobie stanąłem i patrzyłem jak moi studenci rozmawiają. I rozmawiali bite 10 minut, po których wskazałem palcem na kilku z Nich i powiedziałem że Ich sobie nie życzę. Żadnego przepraszam, tylko wzięli i wyszli. Tak bywa. Reszta klasy była już cicho do końca zajęć. Dosłownie cicho, bo nawet na pytania nie odpowiadali.

P1100525 (Copy)

Przez moment zastanawiałem się nawet czy może ja Im czegoś źle nie wytłumaczyłem, ale gdy dotarło do mnie, że Oni nie mają nawet zeszytów (95% nie ma) to jak Oni chcą się czegokolwiek nauczyć czy cokolwiek zapamiętać. Na zajęciach raz w tygodniu możesz zrobić tylko coś, ale bez wkładu własnego nigdy się nie nauczysz.

P1100526 (Copy)

Nie ma na to najmniejszej opcji. A Oni taką drogę obrali. Nie wiem czy to jest dobra droga, osobiście jej nie pochwalam, ale mam takie momenty że się nie przejmuję. Momenty w których już nie zwracam uwagi na to czy oglądają film czy nie oglądają.To trochę smutne co właśnie napisałem, ale chyba w tym tygodniu dopadła mnie ta wiosenna obniżka formy. W następnym tygodniu mamy sprawdzian i już wiem że pierwsze zajęcia po sprawdzianie będę musiał zacząć od wyjaśnienia Im raz jeszcze co oznacza słowo szacunek.

P1100530 (Copy)

Oni wiedzą, ale chyba pozapominali i nawet nie boli mnie to że zapomnieli, ale to że gdy wczoraj podniosłem głos i pokazałem drzwi tym gadatliwym uczniom w sali zapanował spokój. A ja nie lubię wierzyć w negatywną motywację. Lubię wierzyć w skuteczność pozytywnego nastawienia, przekonywania uczniów że potrafią, że mogą, ale muszą chcieć i próbować.
Naprawdę nie lubię krzyczeć.

P1100534 (Copy)

A teraz kończę bo mam setki zadań domowych do sprawdzenia i chcę się uporać z większością z nich przed sobotą. Jutro w końcu idę biegać. Ach…sobota…oby tylko pogoda dopisała. To będzie pierwszy tydzień z trzema wyjściami w teren. Ciekawe jak sobie z tym poradzę.

Pierwsze bieganie

P1090943 (Copy)

Wgrywając dzisiejszy trening do komputera sprawdziłem kiedy ostatnio biegałem na dworze i aż się zląkłem, bowiem był to dziewiętnasty dzień listopada ubiegłego roku. Nie biegałem na dworze od trzech miesięcy.

P1090948 (Copy)

Tak długiej przerwy nie miałem od czterech lat, czyli od momentu kiedy w ogóle zacząłem biegać. Mogę nad tym się rozczulać i mówić że tragedia, ale rzeczywistość jest taka, że najzwyczajniej w świecie było dla mnie za zimno. Wiedziałem co się działo w Polsce przy minus piętnastu i za żadne skarby świata nie chciałem tego odczuwać ponownie ani sprawdzać jak to jest biegać przy minus dwudziestu kilku.  Moje rozczulanie się nad sobą miałoby w ogóle jakikolwiek sens gdybym faktycznie miał ku niemu powody, rzeczywistość jednak mnie zaskoczyła.

P1090949 (Copy)
Spokojnie pobiegłem w kierunku bieżni, która okazała się nie odśnieżona, w związku z czym postanowiłem udać się w kierunku parku, tylko że wybrałem sobie trochę inną drogę, żeby też coś odkryć. Bo skoro poruszam się ponad dwa razy szybciej niż gdy chodzę to spokojnie mogę odkryć jakąś nową drogę. Pobiegłem więc do parku, pokrążyłem w nim trochę, starałem się żadną ścieżką nie biec dwa razy, co było trudne bo część była jeszcze zaśnieżona, czyli twarda, śliska i nieprzyjemna, więc te drogi odpuszczałem.

P1090955 (Copy)

Park z samego rana jest pełen ludzi którzy ćwiczą, tańczą, chodzą, podbiegają trochę, czyli jest to miejsce bardzo przyjemne, trochę kłopotliwe do biegania, ale jeszcze nie do takiego naprawdę uciążliwego stopnia który sprawiał że w moim polskim parku starałem się nie biegać w niedziele po śniadaniu. Bo ludzi za dużo.

P1090956 (Copy)
Biegło się niesamowicie lekko i przyjemnie, tak bez najmniejszych problemów, owszem większość trasy była z górki, takie przynajmniej miałem wrażenie, na uszach słuchawki, panowie ze stuff you should know i biegło się tak…tak jak się już dawno nie biegło. Bieganie na dworze jest nieporównywalnie przyjemniejsze od biegania na bieżni. Przede wszystkim nie jest nudne, daje możliwość wytchnienia gdy czeka się na przejściu na pieszych, zmiany tempa gdy trzeba wbiec pod górkę, lub z niej zbiec i takie uczucie, że…

P1090959 (Copy)
Tata powiedział mi kiedyś że gdy jeździ samochodem czuje się wolny, bo ma przed sobą tylko drogę. Ja coś podobnego czułem odkrywając w zeszłym roku okolice Jiawang, była przede mną tylko droga. Gdy biegam…to nie zastanawiam się nad tym czy czuję się wolny, czym jest wolność, w ogóle nad niczym się nie zastanawiam. Myśli same płyną, a ja tylko biegnę, nie ma na świecie absolutnie niczego innego oprócz tej konkretnej chwili gdy biegnę. Dlatego właśnie zakochałem się w długich dystansach, bo to dzięki nim mogę tak sobie odpłynąć na dłużej.

P1090963 (Copy)
I tak skończyłem dzisiaj na trzynastu kilometrach i mam tylko nadzieję że pogoda będzie już tak oscylować w okolicy zera do minus pięciu bez silnego wiatru bo wtedy będę mógł biegać te moje wypatrzone dwa razy w tygodniu.

P1090964 (Copy)

A teraz pora oddać każdemu co należne: bieżnia to narzędzie które pozwoliło mi utrzymać, lub nawet poprawić swoją formę, dzięki interwałom na niej pokonałem dzisiejsze trzynaście kilometrów w lepszym tempie i na lepszym samopoczuciu niż mój ostatni bieg w listopadzie.

P1090950 (Copy)

To teraz o jedzeniu. Na obiad usmażyłem bakłażana z tofu w stylu syczuańskim, a jakże, i było to danie nadzwyczaj smaczne i sycące. Odnalazłem również w kuchni talerz, więc koniec ze zdjęciami z patelni.

P1090969 (Copy)

Na kolację brokuły z czosnkiem i ponownie szpinak z papryką, oraz paskudnie wyglądające tofu, ale to już mój własny pomysł, ale wyszło dobrze.

P1090970 (Copy)

Ogłoszenia parafialne

P1090967 (Copy)

Ruszyła druga galeria, link do niej znajduje się w menu bocznym pod hasłem galeria nowa i powinna być wygodniejsza od starej. Dopóki będę mógł to będę wgrywać zdjęcia do obu, ale wkrótce miejsca na tej starej zabraknie i przenosiny będą niezbędne.