I po wakacjach

Zacznijmy od biegu.

P1090796 (Copy)
Podszedłem do tematu bardzo ambitnie, postanowiłem bowiem rozpędzić bieżnię od razu do 10km/h i wskoczyć. Po kilometrze zrobiłem przerwę na minutę, potem drugi, znowu przerwa i w połowie trzeciego zaczęła łapać mnie kolka. Uznałem więc że nie ma sensu się spinać, w końcu to bardzo długa przerwa i chociaż do tej pory po takich przerwach wracało mi się dobrze, to nie znaczy że zawsze będzie mi się tak dobrze wracać i zwolniłem do 8.5km/h i przeszedłem do spokojnego truchtu. Pomimo tego że był to trucht spokojny i nie miałem problemów z oddychaniem  walczyłem ze sobą by się nie poddać. Czasem tak jest, że słyszymy w głowie ciche, lub głośne, głosy mówiące by zrezygnować i wtedy trzeba zacisnąć zęby i biec dalej. Jako plan minimum ustaliłem sobie przebiegnięcie ośmiu kilometrów i chociaż nie było łatwo to przebiegłem. Uciszyłem ten głosik w głowie i dałem radę. Powrót do normalnej dyspozycji trochę zajmie, zwłaszcza że na bieganie się teraz nie nastawiam. O wiele łatwiej będzie gdzieś w okolicach kwietnia kiedy w końcu będę mógł wyjść biegać na dwór i wtedy też zamierzam biegać więcej niż te dwa razy w tygodniu. Chociaż to też się jeszcze okaże, bo w końcu wagi zrzucać nie muszę…Sama się zrzuciła…

P1090793 (Copy)

Pierwsze zajęcia poszły ciężko, ale poszły. Mam nadzieję że nie popsułem urządzenia wielofunkcyjnego próbując coś wydrukować. Skoro zostały mi już tylko cztery miesiące to mogę w końcu trochę poszaleć i podrukować parę rzeczy i porobić coś ciekawszego niż tylko książka i książka. Trochę mnie smuci natomiast podejście moich studentów, którzy całkowicie olali moją prośbę o wybór tematów na nadchodzący semestr, ale zaatakuję Ich raz jeszcze i zobaczymy co tam ciekawego wybiorą , bo jeżeli nic nie wybiorą to będą całkowicie zdani na mnie i moją wizję tego co może się Im przydać. A ta może znacząco odbiegać od Ich wizji.

P1090792 (Copy)

Powrót wieczorem do mieszkania nie należał do przyjemnych, o ile autobusy są w Changchun ogrzewane, o tyle przystanki autobusowe nie są a ja się odzwyczaiłem od chłodnych zimowych wieczorów i czekania na autobus. Niektórzy próbują nie zamarznąć i skaczą, tańczą, a inni zwyczajnie w świecie stoją i tylko domyślać się można o czym tak sobie myślą w trakcie tego stania. Koniec końców wróciłem, ugotowałem kolację i okazało się, że projekt o którym pisałem wczoraj jest mniejszy niż mi się wydawało więc istnieje szansa że dam radę zmieścić się w terminie. Napawa mnie to optymizmem i wywołuje uśmiech na mej twarzy.

P1090795 (Copy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.