Pekin – Qufu

IMG_6639 (Copy)

To, zgodnie z przewidywaniami, długi dzień. Zaczął się o czwartej trzydzieści. Za wcześnie jak się okazało bo metro, a raczej interesujący mnie przystanek był nieczynny. A że droga do niego nagle się urwała postanowiłem skorzystać z pekińskiej taksówki. I tu taka ciekawostka, w pekińskich taksówkach można płacić kartą miejską. Czyli mamy jeden plastik by opłacić metro, autobus (ze zniżką!) i taksówki. Czego chcieć więcej. Słono mnie to kosztowało bo taryfa była jeszcze nocna, ale dzięki temu dostałem się na stację metra bez problemu i mogłem jechać w prawie całkowicie pustym wagonie aż do Beijing Nan. Zostało mi jeszcze godzina, ale że pociąg zaczynał trasę od Beijing Nan to wsiadłem do niego i moim oczom ukazały się cztery łóżka.

IMG_6647 (Copy)

Wyszedłem z wagonu by sprawdzić numer, ale się zgadzał, także wszedłem śmiało i zająłem górną pryczę skazując innych podróżnych na dolne. Aczkolwiek była też druga górna, więc mogli korzystać.

IMG_6674 (Copy)
W pociągu poznałem Liu Ha Bin, inżyniera z prowincji Shandong (umówmy się, od teraz będę zawsze pisał Shandong bo ten Szantung mi się nie podoba, czytajcie to Szandon, znaczy to tyle co Góry na wschodzie), pogadaliśmy trochę i wychodząc ze stacji zaoferował że mnie podwiezie do świątyni Konfucjusza. Jak przystało na osobę której od maleńkości wpajano ‘nie bierz cukierków od obcych’ (co miało taki skutek, że w wieku 12 lat nie jadłem cukierków od nieznajomych nawet gdy obok byli rodzice, byłem bardzo posłusznym dzieckiem),  oraz  ‘nigdy nie wchodź do samochodu z nieznajomymi’ zgodziłem się  i o dziwo ani mnie nie okradli, ani nie sprzedali do Tajlandii, ani nawet nie wyciągnięto ze mnie części zamiennych, najzwyczajniej w świecie Liu podwiózł mnie pod świątynię Konfucjusza i powiedział że mam dzwonić gdybym miał problemy. Nie, nie chciał pieniędzy, nawet gdy mu siłą wcisnąłem monety polskie to się wzbraniał. Zniszczyło mnie to zupełnie.

Hotel znalazłem bez problemu, co prawda zamiast udać się do planowanego hostelu udałem się do nieplanowanego hotelu. Pewnie trochę przepłaciłem i przebywam w tym hotelu nielegalnie bo nikt nie wziął mojego paszportu, ale hej fajnie jest :)

IMG_6873 (Copy)

W Qufu planowałem zobaczyć cztery miejsca: świątynię Konfucjusza, dom rodzinny Konfucjusza, oraz cmentarz (tak zgadliście) Konfucjusza. Czwarte miejsce na liście należy do miejsca narodzin Żółtego Cesarza (który istniał, lub nie istniał, ciężko powiedzieć).

IMG_6932 (Copy)

A co to? – Świątynia

Zaledwie dwa lata po śmierci Konfucjusza zamieniono jego dom w Qufu w świątynię. Pierwszym cesarzem który złożył ofiarę ku pamięci Konfucjusza był cesarz Gao z dynastii Han w 205 roku p.n.e. Łącznie Qufu odwiedziło 12 różnych cesarzy w czasie 20 wizyt. Około 100 wysłało zastępców w czasie 196 oficjalnych wizyt. W 611 roku usunięto oryginalny trzypokojowy dom i przebudowano świątynię.

W jedenastym wieku rozbudowano do tego stopnia że zrobiło się czterysta pokoi, cztery place i trzy oddzielne sekcje. W 1214 świątynia została zniszczona, ale odbudowano ją w 1302. A w 1331 przemodelowano na pałac cesarski. Światynia była niszczona jeszcze trzy razy: w 1499 i 1724 przez pożar, a w 1966 w czasach rewolucji kulturowej zniszczono wiele rzeźb.
Łącznie świątynia zajmuje szesnaście tysięcy metrów kwadratowych i przypomina Zakazane Miasto.

A co to? – Dom

Dom znajduje się we wschodniej części świątyni, z którą jest połączony bramą biletową. Budynek jest zbudowany z zachowanie zasad Konfucjonizmu, czyli najstarszy potomek Konfucjusza zajmuje miejsce centralne w trzech głównych budynkach, najmłodszy brat obejmuje budynek Yi Guan na wschodzie, a zachodni budynek do nauki należał do cesarza Yansheng , wschodni budynek do nauki należał do rodziny i można było tam się uczyć, jeść, oraz zabawiać przyjaciół.

IMG_6935 (Copy)
Chiński mur

Pierwszy dom rodziny Kong powstał w 1038 roku w czasach dynastii Song. W 1377 przeniesiono go zgodnie z rozkazem pierwszego cesarza dynastii Ming. W 1503 rozbudowano do 560 pokoi i dziewięciu placów. W 1838 budynek przeszedł całkowitą renowację a zaledwie 48 lat później został w znacznym stopniu zniszczony przez pożar. Dlaczego? Zaczęło się od pożaru w sekcji dla kobiet do której mężczyzni nie mieli wstępu i nawet w czasie pożaru nie ruszyli na pomoc. Ostatni potomek Konfucjusza przebywa obecnie na Tajwanie gdzie uciekł w czasie chińskiej wojny domowej.

A co to? Cmentarz

IMG_6961 (Copy)

Cmentarz, lub las rodziny Kong znajduje się w Qufu i od 1984 jest na liście kulturowych zabytków UNESCO.
W 1331 rozpoczęto budowę bramy i muru otaczającego cmentarz. Łącznie przeszedł on 13 renowacji i rozbudów. Pod koniec 18 wieku objął obszar ponad trzech i pół kilometrów kwadratowych, jest na nim pochowanych ponad sto tysięcy członków rodziny Konfucjusza. Najstarsze groby pochodzą z czasów dynastii Zhou.

IMG_6967 (Copy)
W czasie rewolucji kulturowej cmentarz został zwandalizowany, a ciało cesarza Yansheng wykopano I powieszono na drzewie przed domem Konfucjusza.

IMG_7047 (Copy)

Trzy pierwsze udało mi się obejrzeć dzisiaj i żal na to było patrzeć. Zestaw dom+świątynia znajdują się na liście dziedzictw kulturowych całego świata i żal na to patrzeć gdy farba odchodzi, deski się rozpadają, że o wyblakłych kolorach i pajęczynach nie wspomnę. Powiedziałbym coś na temat ogromnych kwotach jakie żąda się za wejście, ale chyba muszę do tego przywyknąć. Rozumiem że te wszystkie miejsca muszą same się utrzymać i trzeba ustalić jakąś taką kwotę by ludzie przyszli, ale też by za dużo ludzi nie przyszło bo to rozniosą. Największe wrażenie zrobił na mnie cmentarz.

IMG_6974 (Copy)

To taki las z zającami, ptakami, murem po którym wspinają się ludzie by szybko dostać się do domu  i grobami. Było to też pierwsze miejsce w Chinach w którym przez ponad dziesięć minut nie widziałem innego człowieka. Coś niespotykanego. Ten kult przodków bardzo mi się w kulturze chińskiej podoba. Taki Konfucjusz do boskości wyniesiony nie został, ale oddaje się Mu cześć za to co zrobił.

IMG_7050 (Copy)

Zawsze gdy myślę o Konfucjanizmie przypomina mi się ten obraz –

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Vinegar_tasters.jpg
I jak widać Konfucjusz się krzywi bo oto musiał skosztować ocet, który ‘jest taki kwaśny i należy wprowadzić jakieś zasady i reguły by nie dopuścić do tego by wino się psuło i tworzyło ocet’. Ten duch reguł/zasad i innych takich w Chinach trzyma się mocno.

IMG_7094 (Copy)

Po Kaifeng#2

Z racji tego że jestem strasznie zapominaliski to zapomniałem o tej notce i napisałem nową, a ta przesunęła się w pliku o kilka stron. Także oto kilka teoretycznych informacji o Kaifeng.

Pora na kilka teoretycznych informacji.

Smoczy Pawilon
Znajduje się w Kaifeng w prowincji Henan, na miejscu starożytnych ruin pałacu cesarskiego dynastii Song i Jin.

W czasach dynastii Qing cesarz Kangxi kazał go odbudować i z tego okresu pochodzi nazwa ‘Smoczy Pawilon’. Był niszczony trzy razy i tyle razy go odbudowywano.

By do niego wejść trzeba przejść po 72 schodach, a mniej więcej po środku znajduje się kamień Longqing mający być wyrzeźbiony przez smoki. Wewnątrz pałacu znajduje się krzesło ze smokiem na którym zasiadał cesarz.

Żelazna pagoda
Wybudowana w roku 1049 w czasach dynastii Song. Nazwa nie pochodzi od materiału z jakiego została zbudowana, ale z powodu koloru. Jest zbudowana z cegieł na miejscu poprzedniej drewnianej pagody która spłonęła w 1044.

Za podstawę tej sięgającej blisko 57 metrów pagody służy ośmiokąt. Zewnętrzna część obudowana jest ponad pięciesiędzioma różnymi rodzajami cegieł na których wyrzeźbiono ponad 1600 rysunków, pod dachami znajdują się 104 dzwonki dzwoniące na wietrze. A w środku pagody znajdują się obrazy z dzieł chińskiej literatury.

Świątynia Daxiangguo

Zbudowana w 555 i nazwana Xiangguo, zmieniono jej nazwę na Daxiangguo w 712 roku. Została zniszczona przez powódź pod koniec czasów dynastii Ming, ale zrekonstruowano ją w czasach dynastii Qing.

Kaifeng znane jest także jako najbardziej żydowskie miasto w Chinach, z powodu dość licznej mniejszości żydowskiej, która obecnie nie jest już taka liczna, ale zacznijmy od historii.

Uważa się że Żydzi byli w Kaifeng już w czasach dynastii Song (960-1127), ale możliwe że dotarli tam jeszcze przed siódmym wiekiem. Dlaczego? Tak jak pisałem wczoraj: była to stolica państwa dynastii Song i znajdowało się na szlaku jedwabnym. W 1163 zbudowano synagogę otoczoną wspólną koszerną kuchnią, łaźnią, biblioteką, oraz innymi typowo żydowskimi budynkami. Synagoga, podobnie jak inne budynki w mieście, była wielokrotnie zalewana i odbudowywana. Po powodzi w 1852 została zniszczona raz na zawsze.

W czasach dynastii Ming (1368-1644) cesarz Ming nadał chińskim żydom siediem nazwisk: Ai, Shi, Gao, Jin, Li, Zhang i Zhao. Na początku wieku dwudziestego większość  członków klanu Zhang przeszła na Islam.
Aż do 1605 gdy Matteo Ricci został odwiedziony przez Żyda z Kaifeng, Europejczycy nie wiedzieli nic o żydach z Chin. Około trzech lat później Ricci wysłał chińskiego jezuitę by odwiedził Kaifeng, który skopiował początek i koniec świętych książek z synagogi  dzięki czemu Ricci mógł potwierdzić że były to teksty znane w Europie.
Pomimo ogromnej izolacji od reszty żydowskiej diaspory  Żydzi w Kaifeng pozostali wierni tradycji i zwyczajom. W wieku siedemnastym jednak te zwyczaje zaczęły zanikać. Coraz częstsze stawały się śluby między członkami społeczności żydowskich a innych grup w Chinach. Zniszczenie synagogi było początkiem końca społeczności.

Obecnie

Z powodów politycznych badania nad żydami w Kaifeng zatrzymały się w miejscu aż do początku lat 80-ych poprzedniego stulecia. To wtedy właśnie założono instytut badań Sino-Żydowskich. Nawiązanie stosunków politycznych pomiędzy Chińską Republiką Ludową a Izraelem w 1992 roku ‘rozruszało’ zainteresowanie Judaizmem i  Żydami. Nagle okazało się że ponad 25000 żydów uciekło do Szanghaju z nazistowskich Niemiec.
Nie wiadomo ilu jest żydów w Chinach. Ostatnie dane mówią o 400 w Kaifeng, ale równie dobrze może być 1000 gdyż tylu ma żydowskie korzenie.
I teraz ciekawostka: we współczesnym Judaizmie ‘bycie Żydem’ przekazuje się przez matkę, a w Chinach przez ojca. Dlatego też Chińscy żydzi muszą oficjalnie się nawrócić by otrzymać obywatelstwo państwa Izrael.

Po Kaifeng

Niedziela

IMG_5261 (Copy)

Zacznijmy od tego że z samego rana pojechaliśmy z meridką na krótką podróż po Jiawang. Wyszło trochę ponad 38 kilometrów, czyli fajnie jak na tak długą przerwę. Właśnie to jest to, że teraz te przerwy są dość spore, no ale nic na to nie mogłem poradzić gdy byłem w dziesięciodniowym ciągu, a najgorzej jest wrócić do rytmu gdy się z niego wypadnie. Zresztą teraz to już i tak nie można wiele oczekiwać, bo w przyszłym tygodniu kończy się semestr i ruszam w drogę.

IMG_5278 (Copy)

Ruszam tak jak ruszyłem dzisiaj do Kaifeng.
Miałem problem z wejściem do przedziału bo był to jedyny wagon do którego drzwi były zamknięte, ale Pan z kolei poradził mi żebym wszedł przez inny wagon i przy okazji zobaczył gdzie mam wysiąść. Podróż minęła spokojnie i nie mam już żadnych obaw przed kupowaniem biletu w najtańszej klasie. Wcale nie ma tak źle jakby się mogło wydawać. Tuż przed Kaifeng Pan z kolei powiedział mi że zbliżamy się do Kaifeng,a  gdy w końcu dojechaliśmy krzyknął żeby ktoś dał mi znać. Przesympatyczni ludzi. ALE BART SKĄD WIEDZIAŁEŚ ŻE JESTEŚ JUŻ W KAIFENG!?

IMG_5279 (Copy)

W internecie jest bardzo dobra rozpiska pociągów, łącznie z przystankami, także byłem przygotowany. Wiem że na wszystko się nie przygotuję, ale chciałem zabezpieczyć się najbardziej jak potrafiłem. Wylądowałem w końcu w Kaifeng  i znalazłem taksówkarza który…nie wiedział gdzie jest hostel do którego chcę się udać, ale wiedział gdzie jest ulica, więc zawiózł mnie tam i hostel się znalazł. Pokoju wolnego nie było, no ale nie rezerwowałem więc też się nie spodziewałem. Było za to łóżko w pokoju sześcioosobowym. Dzielę go z dwoma chińczykami którzy nie mówią po angielsku…pięknie, po prostu pięknie. W każdym razie: Kaifeng.
Przyszli kolejni Chińczycy, którzy dla odmiany mówili po angielsku i udało mi się dowiedzieć kilku rzeczy. Jeden z tych niemówiących przyjechał tu na rowerze z prowincji Shandong (po sąsiedzku), drugi handlował przez dwa lata i zaoszczędził tyle kasy że przez kolejny rok lub dwa chce podróżować po Chinach, a trójka mówiących najlepiej po angielsku to studenci którzy skończą studia za tydzień i urządzili sobie ostatnią studencką podróż.
Taka uwaga: Chińczycy myją się strasznie długo. Ja nie żartuję…straaaaasznie długo.

IMG_5282 (Copy)

Na pierwszy i jedyny dnia pierwszego, ogień poszła świątynia taoistyczna. ALE BART SKĄD WIEDZIAŁEŚ ŻE…to głupie pytanie…I powiem uczciwie, na zdjęciach wygląda o wiele, wiele lepiej.IMG_5314 (Copy)

IMG_5284 (Copy)

Na żywo farba jest już wyblakła, odrapana i nie sprawia to najlepszego wrażenia, aczkolwiek  tragedii nie ma.

IMG_5300 (Copy)

Przykulał się ze mną taki Pan który zaprowadził mnie do podziemi i pokazywał co i jak, jak świątynię wykopywano, podnoszono, restaurowano, no wszystko fajnie, ale w całości po chińsku. Pojawił się też chłopak, który chyba był w trochę innej rzeczywistości, bo śmiał się w niebogłosy gdy szedłem za nim i kiwałem się przed Trzema Najwyższymi.

IMG_5314 (Copy)

Taoistyczny mnich naciągnął mnie na 20 RMB żebym zakręcił wyrocznią i nie zrozumiałem nic z jego przepowiedni. A oprócz tego pokrążyłem wokół jeziora. Tylko pogoda taka sobie bo wiało i wieczorem już kropiło, mam nadzieję że jutro nie będzie padać.

IMG_5350 (Copy)

Mam w planach odwiedzić trzy miejsca. Przyjeżdżając tutaj chciałem zobaczyć tylko tę świątynię taoistyczną, żelazną pagodę i smoczy pawilon, ale dzisiaj przechodziłem obok starożytnego miasta i uznałem że tez może być warte zobaczenia.

IMG_5394 (Copy)

Także pokułam się tam jutro z samego rana, a potem smoczy pawilon i na zakończenie żelazna pagoda i po 18 pociąg do Xuzhou…i pewnie noc w Xuzhou.

IMG_5426 (Copy)

Ta myśl jednak nie przeraża mnie. Ot kolejna przygoda.

IMG_5407 (Copy)

Kaifeng

IMG_5450 (Copy)

Zaczęło się od deszczu. Taka drobna niedogodność. Wykulałem się z hostelu po 7, co trochę mnie martwiło bo myślałem że te wszystkie świątynie/muzea otwierają dopiero o 8/9. Dochodząc do pierwszej świątyni – Baogong zdałem sobie sprawę że nie wziąłem paszportu. Na szczęście nie musiałem się daleko wracać.

IMG_5457 (Copy)
Zaskoczyło mnie to że było tutaj tak wiele martwych ryb. A wczoraj bardzo dużo pływaków. Ciekawe czy ma to jakiś związek ze sobą ;)

IMG_5463 (Copy)
Wróciłem do świątyni i przyznam uczciwie niewiele z niej zrozumiałem bo wszystko było po chińsku, nie wiem też ile informacji znajduje się w internecie bo pisząc tę notkę siedzę sobie na przeludnionym dworcu w Kaifeng.

IMG_5487 (Copy)

Świątynia ku czci Bao Gonga, który był niezwykle istotnym urzędnikiem, który nigdy nie bał się swoich przełożonych i zawsze działał w imię prawa. Dlatego nazwano go ‘sprawiedliwym sędzią’.

IMG_5504 (Copy)

Właśnie podeszła do mnie kobieta i chyba chciała sprzedać bilet do Anyang, a wyglądała bardzo, ale to bardzo biednie.

IMG_5536 (Copy)

Parę minut wcześniej zaczepił mnie żebrak wyciągając trójpalczastą dłoń i obserwując Keifang dochodzę do wniosku że nie jest to miasto bogatsze od Xuzhou. Domy są stare, taksówki i jedzenie tańsze, a na ulicach nie ma aż tylu ludzi do sprzątania. Jest ich nawet mniej niż w Jiawang. Nigdy nie odgadłbym że mieszka tutaj ponad 4 miliony ludzi. Nigdy.

IMG_5563 (Copy)
Następnie udałem się do Kaifengfu czyli miasta w mieście. Świetna sprawa. Kolejna świątynia taoistyczna, ale to co było najfajniejsze to właśnie miasto cesarza.

IMG_5577 (Copy)

Nie jest co prawda tak interesujące jak Zakazane Miasto, ale dzięki temu mogłem porobić zdjęcia praktycznie bez ludzi wchodzących w kadr. A kilka wyszło mi chyba naprawdę dobrze.

IMG_5639 (Copy)

Mam nadzieję że uda mi się je wgrać bez problemu, bo z niedzieli mam ~160 zdjęć, a z poniedziałku ~700.

IMG_5640 (Copy)

Oczywiście część usunę, ale i tak powinno zostać łącznie około 500. Świetne było więzienie, które wcale nie było straszne i nawet cela śmierci nie wydawał mi się okropna. Taka klitka o wymiarach 1,5×1,5×1,5. Naprawdę nie sprawiała strasznego wrażenia.

IMG_5746 (Copy)
Za to przejście się po murach – bezcenne. Gdyby coś takiego zrobiono w Zakazanym Mieście to chyba w kilka lat zostałyby zdeptane. Kaifengfu jest oczywiście dużo mniejsze, ale to też jest zaleta bo dzięki temu można zwiedzić je całe i nie zajmuje to zbyt wiele czasu.

IMG_5787 (Copy)

Nawet najdłuższa trasa jest przygotowana na około 3 godziny.  Szkoda tylko że tak mało informacji jest podanych po angielsku. Wychodząc z Kaifengfu postanowiłem pojechać taksówką do Smoczego Pawilonu.

IMG_5886 (Copy)

Czyli:
Smoczy Pawilon, oraz Tian Bao Yang (nie mam pojęcia, sprawdzę w internecie – sprawdziłem, świątynia ku pamieci Tian Ba Yang, który był żołnierzem) i chciałbym powiedzieć żebyście nie wierzyli cenom w internecie, w rzeczywistości jest dużo drożej.

IMG_5990 (Copy)

Wejściówki są tutaj absurdalnie drogie, zwłaszcza jeżeli uświadomimy sobie że jedna wejściówka nie równa się dostępowi do wszystkich budynków. I tak chociaż udało mi się dostać do Smoczego Pawilonu, który podobnie jak wczorajsza świątynia lepiej wygląda na zdjęciach niż na żywo.

IMG_6003 (Copy)

Powiem więcej, większe wrażenie zrobiło na mnie Kaifengfu którego w ogóle nie miałem w planach niż ten osławiony Smoczy Pawilon, który chociaż był fajny, to jednak nie był ‘super ekstra’.

IMG_6007 (Copy)

Zwłaszcza że trzeba było dorzucić kolejny bilet by wejść do Tian Bao Yang czyli pola ćwiczeń i kilku innych budynków.
Wyszedłem w końcu z tego parku i postanowiłem że kolej na Żelazną Pagodę.
Wiedziałem że nie ma daleko, a w przekonaniu tym utwierdziła mnie tablica z napisem: Iron Pagoda 1,5 km. Wtedy taksówkarz (dlaczego nie Pan?) powiedział 60 RMB (dlatego!), na co ja powiedziałem ‘za drogo’ i odpiąłem pasy. I tak mnie skasował 10, ale kolejny podwiózł mnie  już za 10. Powinno być 5, ale traktuję to jako redystrybucję dóbr i się uśmiecham. To była moja ostatnia podróż taksówką dzisiaj. Łącznie taksówki wyszły mnie 10 (z dworca do hostelu) +5 (z Kaifengfu do Smoczego Pawilonu) +10 (za początek przejażdżki) + 10 (za drogę od Smoczego Pawilonu do Żelaznej Pagody), czyli bardzo tanio. Dość powiedzieć że w Xuzhou za wejście do taksówki płaci się 7 RMB.

IMG_6063 (Copy)
No właśnie – Żelazna Pagoda. Dobry Boże…Przeczytałem w internecie że nie warto, ale uznałem że nie przekonam się dopóki nie sprawdzę sam. Potwierdzam, nie warto. 13 pięter wysokiego podnoszenia kolan, wąsko tak że ludzie z klaustrofobią powinni zrezygnować od razu, jeżeli ktoś schodzi z góry to trzeba podejść do okiennicy i się w niej schować bo inaczej się nie miniemy, a na samym szczycie stoi mały posążek Buddy i można służyć coś w ofierze. Nie warto.

IMG_6072 (Copy)

Sam park także jest średni, ale warto wejść żeby właśnie zobaczyć Pagodę, która z zewnątrz prezentuje się prześwietnie, szkoda tylko że środek psuje dobre wrażenie. Warto także zwrócić uwagę na sklep wewnątrz parku gdzie można taniej kupić pamiątki. Kaifeng słynie z wyszywanych obrazów  i chusteczek, więc chyba nie trzeba mówić co warto kupić. Ach, tak jak gdzie indziej wachlarze kosztują 20 RMB, tak tutaj 15 RMB, no i najważniejsze – trzeba się targować! Zawsze się coś wywalczy.

IMG_6088 (Copy)
Z Żelaznej Pagody wróciłem autobusem na dworzec. Skoro znam znaczki na ‘pociąg’ i ‘stacja’ to postanowiłem tę wiedzę wykorzystać i podróż powrotna kosztowała mnie 1 RMB.

Znalezienie siedzącego miejsca na chińskim dworcu granicy z cudem, a miejsca przy toaletach są wolne z powodu much, oraz unoszącego się zapachu amoniaku. Pamiętacie gdy mówiłem że węch mi się w Chinach wyostrzył? To teraz okazuje się że niekoniecznie jest to zaleta.

IMG_6095 (Copy)

Ta notka powoli staje się najdłuższą jaką napisałem w tym semestrze, ale cóż poradzić.

W końcu wylądowałem w Xuzhou i o ile miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję że zdążę na autobus linii 25, tak pozbyłem się jej gdy zatrzymaliśmy się i ruszyliśmy po 10 minutach by zatrzymać się w Xuzhou 5 minut później. Na przystanku owszem stało kilka autobusów, ale żaden z nich nie szykował się do odjazdu przez najbliższych kilka godzin.
Chiny mają to do siebie że chociaż hoteli jest od groma to jednak w mało którym przyjmują obcokrajowców. To nie jest nawet frustrujące, frustrujące jest to że nie potrafię się z ludźmi dogadać tak jakbym chciał. Na migi i jakieś podstawowe słówka sobie poradzimy, ale coś więcej…Kiedyś…

IMG_6110 (Copy)
W każdym razie znalazłem hotel, bardzo fajny, przyjęli mnie z małymi problemami, ale Panie z recepcji dostały po lizaku w nagrodę. Ha.
Wskazówka dla podróżujących w Chinach: to że hotel ma cennik po angielsku nie znaczy że przyjmuje obcokrajowców. Ani że pracownicy mówią po angielsku.

Kaifeng

Kaifeng, lub po polsku Kaifeng, zapisane po chińsku – 开封, a na kolei wpisują KF, znany jest także pod wieloma innymi nazwami. Całkiem spore miasto w prowincji Henan. Zamieszkuję w nim około 5 milionów ludzi. Usytuowane jest na południowym brzegu Żółtej rzeki.

Nazwy:
Starożytne nazwy to: Daliang, Bianliang, Bianzhou, Nanjing, Dongjing, Bianjing.
A Kaifeng oznacza ‘poszerzenie granic’

Historia:
Jest to jedna z sedmiu starożytnych stolic Chin.

Kaifeng założono w 364 roku p.n.e. jako Daliang. Bardzo korzystne było położenie w pobliżu Żółtej rzeki. Jednak gdy Wei zostali pokonani przez Qin Daliang zostało zrównane z ziemią, pozostało jedynie średniej wielkości miasteczko handlowe.
Zmieniło się to dopiero na początku siódmego wieku gdy Kaifeng połączono do Wielkiego Kanału (może kiedyś…). W 781 roku w czasie panowania dynastii Tang zbudowano nowe miasto o nazwie Bian, było ono stolicą za czasów kilku kolejnych dynastii, a w czasach dynastii Song było znane jako Dongjing lub Bianjing. Rozrosło się do blisko czterystu tysięcy mieszkańców, a przez to tyfus szalał jak…coś co szaleje.

W mieście znajduje się kilka budynków wartych zobaczenia, między innymi stalowa pagoda czyli mierzący blisko 55 metrów budynek który przetrwał niezliczone wojny i powodzie dzięki czemu w chwili obecnej jest najstarszy symbolem miasta.
Kaifeng swój szczyt osiągnęło w 11 wieku gdy było centrum handlu znajdującym się w pobliżu czterech głównych kanałów. To właśnie w tym czasie otoczono miasto trzema kręgami ścian a zamieszkiwało w nim między 600 a 700 tysięcy osób. Przypuszcza się, że było to wtedy największe miasto na świecie.
Po tym jak w 1127 miasto zostało złupione przez Dżurdżenów (nie wiem, naprawdę nie wiem) i przeszło pod kontrolę dynastii Jin przestało odgrywać tak istotną rolę. Dalej było istotne, jednak ludzie mieszkali tylko za najstarszymi murami, pozostałe dwa kręgi były opuszczone.
Dlaczego? Przecież to miejsce było doskonałe, tak blisko czterech kanałów, tuż przy Żółtej rzece…no właśnie dlatego. Można je było bardzo łatwo zaatakować właśnie przez Żółtą rzekę.
Dla Dżurdżenów Kaifeng było ‘południową stolicą’ (Nanjing) aż do 1214 kiedy to musieli przenieść się jeszcze bardziej na południe bo najeżdżali Mongołowie, którzy już 65 lat później zdobyli całe Chiny.
Od 1368 miasto zaczęło się odradzać bo uczyniono je stolicą prowincji Henan.
Spokój trwał aż do 1642 kiedy to miasto zostało zalane przez armię dynastii Ming by powstrzymać bunt Li Zchenga i miasto zostało ponownie opuszczone.
W 1662 miasto zostało ponownie odbudowane, jednak w 1841 znowu zalała je Żółta rzeka. Dwa lata później odbudowano je i w takim stanie znamy je dzisiaj.

kaifeng

Niedziela i przegapione#13

pogoda

Taoizm
Trochę w tym tygodniu było o Taoizmie czym mam nadzieję Was nie zanudziłem, a jak zanudziłem to trudno, możecie nie czytać bo będzie więcej. Róbcie jak uważacie.

IMG_4097
Taoizm powstał w Chinach i jest typowo chiński, nie każdy Chińczyk jest taoistą, ale każdy mniej więcej wie o co chodzi. Wytłumaczenie tej filozofii w kilku słowach jest niemożliwe, zresztą wytłumaczenie w ogóle jest niemożliwe. Także nawet nie będę się tego zadania podejmował. Z czasem tylko postaram się przybliżyć Wam kilka głównych aspektów.
A piszę o tym też dlatego, że w czasie rozmowy z Tracy uderzyło mnie Jej stwierdzenie : ‘Za dużo myślę’. Uderzyło mnie bo to takie małotaoistyczne, oczywiście Tracy nie wyznaje tej filozofii, ani religii, ale uderzyła mnie ta myśl, że w Chinach, kraju który wydał na świat Laozi i Zhuangzi ludzie mogą myśleć za dużo o rzeczach błahych.

IMG_3993

Lydia
Obiecałem w poniedziałek, że napiszę Wam o tym o czym rozmawiałem z Tracy. Po krótce, bo nie chcę się nad tym rozwodzić za bardzo – wyjaśniłem Tracy jak wygląda sytuacja z Lydią, jakie mam zastrzeżenia do Jej pracy, a Ona miała to przekazać dalej. Przekazała, a teraz ja mam to wszystko spisać i jeszcze raz podesłać.
Postawiłem sprawę tak jasno jak tylko potrafiłem – powiedziałem że w przyszłym roku nie chcę pracować z Lydią, jeżeli Ona będzie w Jiawang to ja chcę być w innym mieście. Bardzo mi pomogła na początku, ale ostatnich kilka miesięcy to jest kpina w Jej wykonaniu, a nie praca. Wszystkim w firmie mówi że jest ciągle zajęta i pracuje nawet w weekendy. Nie mnie w to wnikać kiedy pracuje, ale w moim odczuciu trochę mija się z prawdą jeżeli mówi o tym że jest przepracowana. Ach…i dowiedziałem się w końcu, że Jej najważniejszym obowiązkiem jest przebywanie na zajęciach i pomaganie mi w ich prowadzeniu.  To takie szybkie podsumowanie minionego tygodnia – 22 godziny zajęć, Lydia była na 3. 2 we wtorek po południu i 1 w piątek rano w czasie których zrobiła zdjęcia.

IMG_4025

Lucy
Muszę zrobić Jej zdjęcie, bo chyba nie mam, a dziewczyna odnowiła we mnie wiarę w sens pracy tutaj. Sama z siebie przyszła ze mną porozmawiać na korytarzu, poprosiła o angielskie imię (na szczęście do Lu Xi łatwo znaleźć coś co brzmi podobnie), a potem przyszła w środę na konsultacje gdy nie było nikogo i sobie rozmawialiśmy. Jej koleżanka zadała mi pytanie z którym ścierałem się aż do piątku: ‘Dlaczego chcesz tu zostać na następny rok skoro my nie uważamy na twoich zajęciach, śpimy i robimy zadania domowe z innych przedmiotów?’
Odpowiedziałem co prawda ‘Bo mogę to zmienić, poza tym to nie jest Wasza wina. Nie ma ocen, nie ma egzaminów, zadań domowych, więc Was rozumiem.’ Ale chyba sam potrzebowałem czasu żeby to zaakceptować. Bo to prawda i jest to strasznie dołujące gdy chce się do zajęć podejść ambitniej a nie można bo dzieciaki nie rozumieją gdy coś się Im tłumaczy. Albo rozumieją, ale Im się nie chce.

IMG_4030

Zakupy na Taobao
Taki krótki opis jak to wygląda z punktu widzenia kupującego.
1. Kupujemy
2. Płacimy – jest kilka sposobów żeby to zrobić, albo przelewem, albo kartą, albo przez alipay. A że bawię się tylko tym ostatnim to o niczym innym nie napiszę
3. Czekamy aż sprzedawca wyśle, jeżeli nie wyśle to klikamy prośbę o zwrot pieniędzy
4. Sprzedawca wysłał, więc czekamy 10 dni aż paczka dojdzie, jeżeli nie dojdzie to zwracamy się z prośbą o zwrot pieniędzy, albo przedłużamy okres oczekiwania
5. Produkt doszedł, więc sprawdzamy przy odbiorze czy wszystko gra. Podpisujemy kartkę i bierzemy co nasze.
6. Wchodzimy na taobao, potwierdzamy odbiór paczki, produkt nam się podoba i wszystko jest zgodne z opisem więc klikamy ‘prześlij pieniądze’. Dopóki tego nie klikniemy sprzedawca pieniędzy nie otrzyma. Czyli escrow.
7. Wystawiamy komentarz. Oceniamy kontakt ze sprzedawcą, dokładność opisu, czas realizacji zamówienia i dajemy kwiatka. Czerwonego, złotego, lub uschniętego zależnie od tego jak bardzo jesteśmy zadowoleni.
Sprzedawca nie wysłał paczki? Klikamy prośbę o zwrot i dostajemy kasę . Oczywiście najlepiej wcześniej ustalić to ze sprzedającym. 2 tygodnie temu zamówiłem sobie białego kruka który nie został wysłany, ale Pan Sprzedawca powiedział że wysłał smsa i powiedział że nie może zrealizować zamówienia. Zakończyliśmy sprawę bez problemów, jeszcze mnie przeprosił.
Ach…chyba o tym nie napisałem, ale do każdej z par butów dostałem skarpety. Coś czuję że jak wrócę do Polski to będę narzekał na sprzedawców…Kto by się  spodziewał że w Chinach będą tak rozpieszczać kupujących.

IMG_4023

Niedziela
Kontynuuje wątek – pierwszy raz w życiu. Tym razem pierwszy raz biegałem odcinki długości 1600 metrów. Tylko 4 powtórzenia, planowany czas to 7:10-7:20 czyli prędkość na kilometr w okolicach 4:35-4:40, przerwy 4 minutowe. Takie było założenie bo wiadomo: dużo nie biegam, nigdy nie robiłem takich odcinków, poza tym duszno i mnóstwo innych wymówek. Przebiegłem pierwszy w 6:59 i stwierdziłem, że kapkę za szybko, drugi w 7:06, trzeci w równe 7 i pod koniec czułem że zaraz złapie mnie kolka, ale ostatecznie nie złapała chociaż czwarty poszedł w 6:52. Jest dużo lepiej niż zakładałem, zwłaszcza że przerwy robiłem po 3:30. Zobaczę jak to wyjdzie za tydzień z dwu kilometrowymi odcinkami. Takie już kiedyś robiłem…ale kiedy to było…musiałbym odkopać stare zapiski, ale one znajdują się  w Polsce. Hmm…rok temu chyba nie, bo wtedy robiłem dużo biegów w drugim zakresie i z narastającą prędkością, czyli pewnie dwa lata temu po Silesii…

IMG_3994
Miałem dziś kilka kryzysów, pojawiały się mniej więcej w połowie trasy, ale starałem się o nich nie myśleć, skupić na biegu i odliczać że zostało mi już tylko 4/5 kilometra, 1/5 kilometra, ¼ kilometra, 100 metrów i ‘lap’. Średnia wyszła w porządku. Jest dobrze.

IMG_4110

[iframe src=”http://www.endomondo.com/embed/workouts?w=vX7aAENB8fI&width=550&height=600&width=550&height=600″ width=”550″ height=”600″ frameborder=”0″ scrolling=”no”]

Kilometr

IMG_3746
Trzeba podlać pola.

Tysiąc metrów. Dużo? Nie dużo? Wszystko zależy od perspektywy, prawda?  12 minut spokojnego spaceru, 6 minut spokojnego biegu, 3 minuty spokojnej jazdy na rowerze,  a to ciągle ten sam dystans. Tysiąc metrów jako odcinek biegu może być naprawdę spory, zwłaszcza w interwałach, a może też być drobnostką. Czasem może być to dystans jaki wzbudza w nas przerażenie ‘mam przebiec tysiąc metrów w ile?!’, albo radość ‘już tylko kilometr!’, może też wzbudzać smutek ale nie dlatego że musimy go pokonać, tylko dlatego że oznaczać będzie koniec pewnej trasy, a wraz z nią przygody. Dzisiaj zabrakło mi tego tysiąca do pewnego zakrętu który miał mnie doprowadzić w pewne miejsce które widziałem na mapie.

IMG_3751

Zawróciłem bo…uznałem że dalej niż już nie będzie, nie chciało mi się dalej przebijać przez ten kurz, pył i mijać wszystkie te ciężarówki i autobusy, lub jechać za ciężarówką i dać się do końca zasypać pyłem. Najzwyczajniej w świecie nie chciałem dojechać do tej rzeki którą widziałem na mapie, powiedziałem sobie że dojechałem już do niej i pora zawrócić bo dalej nic nie ma. Sęk w tym, że zawsze jest coś dalej i zawsze można dalej pojechać, dzisiaj nie miałem wystarczająco dużo mentalnej siły by tam dojechać.

IMG_3776
To wygląda uroczo, ale z lewej piach, z prawej piach, a zza zakrętu zaraz pojedzie ciężarówka z piachem.

Znalazłem za to dość siły mentalnej by podjechać pod górę i porobić zdjęcia na kolejnym górskim cmentarzu. Bardzo nietypowym bo blisko hmm…elektrowni?

IMG_3791 IMG_3796

Zawróciłem i w drodze powrotnej dopadło mnie to:

IMG_3802

Zatrzymałem się pod sklepem, zdjąłem oponę, wyjąłem dętkę, znalazłem dziurę, spuściłem powietrze, wyczyściłem, zakleiłem, odczekałem chwilę, przejechałem po oponie, znalazłem winowajcę, wyjąłem dętkę i zacząłem zakładać oponę. Wtedy pojawił się Pan z dzieckiem, na ręku miał bardzo drogo wyglądający zegarek, kucnął obok i założył mi oponę do końca. Tak po prostu, sam z siebie. Zapytał dokąd jadę, skąd przyjechałem, a potem gdy zacząłem pompować patrzył czy mam dość luftu…Taka zwyczajna codzienna ludzka życzliwość. To co w Polsce spotykałem tylko w czasie biegów i sprawiało że uważam biegaczy za jedną wielką rodzinę tutaj jest codziennością, czymś co ludzie robią tak ‘po prostu’ sami z siebie. Nie przestaje mnie to zdumiewać…powinno, bo to codzienność tutaj, a jednak…ludzie tutaj są chyba zbudowani z innej gliny.
Podziękowałem, pożegnałem się i pojechałem w swoją stronę.

IMG_3787
Meridka zapozowała.

Średnia z dzisiaj jest kiepska, ale nie z powodu wiatru czy wczorajszej sześćdziesiątki, jest kiepska z powodu prób poruszania się między autami.
Ach…i już mam bezrękawnik który w chwili obecnej piecze jak jasna cholera.

Czułem się trochę leniwy po powrocie, a prawdę mówiąc nie chciałem robić sobie niczego ciepłego więc poszedłem do sklepu pod blokiem, zapłaciłem 7 RMB i wziąłem tofu. Smaczne, bardzo smaczne. A czasem można się polenić, zwłaszcza gdy skwar leje się z nieba i na myśl o ciepłym jedzeniu robi się niedobrze.

IMG_3806

Przyjechała Tracy i sobie porozmawialiśmy, ale napiszę o tym w weekend bo teraz robi się już późno, a budzik jest nastawiony na 5:30 żeby jeszcze parę kilometrów zrobić.
Zjedliśmy późny obiad/wczesną kolację :

IMG_3810 IMG_3812

Dowiedziałem się że Luna już nie pracuje w firmie bo postanowiła wrócić na południe, co trochę mnie zasmuciło bo w końcu nie mogę Wam Jej pokazać…

IMG_3809
Mogę za to pokazać Pana Chińczyka kryjącego się przed skwarem.

Tyle na dziś…chociaż jest jeszcze jedna historia, ale to też zostawię na weekend. Musicie być cierpliwi. Czego jak czego, ale tego Chiny uczą doskonale.

IMG_3779
Stał na śmietniku, obok cmentarza.

Niedziela i przegapione#12

Untitled

Na księżyc
Tam chciałby polecieć  Nobby.
– Dlaczego?
– Bo jest tam Chang’e!
Jest kilka wersji tej historii, a że Polska wikipedia podaje jedną i to tak średnio, pozwolę sobie przetłumaczyć taką z angielskiej którą słyszałem w podcaście o Chinach.

Chang’e i jej mąż Houyi byli nieśmiertelnymi mieszkającymi w niebie. Pewnego dnia Nefrytowy Cesarz zamienił swoich dziesięciu synów w dziesięć słońc które spaliły ziemię. Nie udało mu się ich powstrzymać więc przywołał na pomoc Houyi który był znanym łucznikiem. Udało mu się zestrzelić dziewięciu, ale ostatniego postanowił ocalić. Cesarzowi nie spodobała się (bardzo delikatnie mówiąc) śmierć dziewięciu synów więc odebrał Houyi i Chang’e nieśmiertelność i zesłał ich na ziemię.
Chang’e cierpiała okrutnie z tego powodu, Houyi więc jak na kochającego męża przystało ruszył na długą podróż której celem było zdobycie pigułki nieśmiertelności.  W jej trakcie spotkał  Xi Wangmu (Królową Matkę Zachodu) która zgodziła się dać mu pigułkę, ale ostrzegła że muszą się nią podzielić po połowie.
Houyi schował pigułkę do szkatułki i ostrzegł Chang’e żeby jej nie otwierała. Żona jednak była zbyt ciekawa i znalazła pigułkę. Gdy zauważyła że mąż wraca wystraszyła się że dowie się o jej niecierpliwości i połknęła cała pigułkę. Zaczęła się unosić do nieba, a Hooyi chciał ją zestrzelić by nie leciała wyżej, ale nie mógł zmusić się do wycelowania we własną żonę. Chang’e unosiła się aż dotarła na księżyc.
Doskwierała jej samotność, ale spotkała nefrytowego królika który tworzył eliksiry. Drugą osobą która dotrzymuje jej towarzystwa to drwal Wu Gang, który został zesłany na księżyc gdyż obraził bogów próbą zdobycia nieśmiertelności. Dano mu jednak nadzieję na powrót. Miał ściąć drzewo na księżycu. Okazało się to niemożliwe bo po każdym uderzeniu odrastało na nowo.

IMG_3691
Przebudowa starego centrum. A raczej montowanie nowych rur.

Kolacja piątkowa
Z Ianem. Co było dość nietypowe, ale już o tym pisałem. W ogóle w tym tygodniu spotykałem Go bardzo często na stołówce, dziubał jakieś chleby z czymś. Nic dziwnego że oni tacy mali jak jedzą jakieś takie cosie zamiast mięcha.

IMG_3693
Tak się w Chinach sadzi drzewa. Z rozmachem.

Jedwabniki
Jak zapewne zauważyliście we wtorek wrzuciłem zdjęcia jedwabników. Dzieciaki dostały je od nauczycieli by sobie hodowały. Przynajmniej trochę życia w tych klasach. A dla przypomnienia – Jiangsu słynie z jedwabników i produkcji jedwabiu.

IMG_3698 IMG_3716 IMG_3717
Trzy podejścia do kolektorów.

Pocałowałeś psa
Tutaj nic się nie ukryje.
– Nauczyciel chińskiego powiedział że pocałowałeś psa!
– Eee…no dobra, niech będzie.
– Haha…powiedział że to bardzo interesujące.
– Pewnie zabawne, a skąd wiedział?
– Bo to był pies sąsiada!
– Ach…tak to słodki pies.
Taki szczeniak husky. Uroczy był.

IMG_3728
Ja już tu byłem…

Niedziela
Rozpocząłem niedzielę od interwałów.  6 razy po kilometrze z trzyminutowymi przerwami. Tysiączków nie robiłem od bardzo dawna. Ostatnio kilometr szybko przebiegłem we wrześniu i szału nie było bo chyba wyszło 4:36. Także trochę się bałem (strach zawsze jest dobry przed interwałami), ale stwierdziłem że co ma być to będzie, najgorzej żeby zrobić te 4:24-4:28. W końcu krótkie interwały mam jako tako opanowane, ale te długie to zawsze był dla mnie problem. Także poszedłem, dobiegłem do szkoły, pół okrążenia i kolejno: 4:05, 4:15, 4:19, 4:18: 4:18, 4:09. Wiedziałem że pierwszy pobiegłem za szybko, ale nie czułem tego. Chyba dlatego że nie wiało…od drugiego zaczęło wiać, niby nie mocno, ale to zawsze trochę przeszkadza. No i po drugim miałem dość, dziwne nie jest po oba poszły o wiele za szybko. Przy trzecim ewidentnie już przystopowałem, czyli dobrze. Czwarty i piąty niby w tym samym tempie, ale to dwie osobne historie. Przy czwartym kryzys był już zażegnany, ale w przerwie truchtałem bardzo wolno i trochę zajęło mi rozkulanie się przy piątym. Dlatego końcówka jest dość szybka, ale początek wolny. Szósty to już ‘dla książek o historii’ i wyszedł wolniej niż pierwszy, ale i tak jestem zadowolony. Ogólnie rzecz biorąc to fajne tempo wyszło. Owszem, jest słabiej niż rok temu, ale to nie jest zaskoczeniem. Widać że prędkość jest, brakuje objętości. Za tydzień mam w planach 1600, ale teraz widzę że bieganie takich dystansów na stadionie to prawdziwe wyzwanie dla psychiki, bo w terenie to zawsze możesz sobie zmienić trasę, popatrzeć na coś z boków, a na bieżni to tylko liczysz te kółka. Jestem zadowolony.

IMG_3729

Popołudniu trochę sobie pokrążyłem, zrobiłem 60+, pobiłem rekord na 50k i chociaż nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia tych kolektorów słonecznych to czuję że to był udany wypad. Naprawdę fajnie tak sobie porowerować, tylko upał daje się we znaki.

IMG_3731
Wulkanizator ;)

IMG_3736

IMG_3737

IMG_3740

Niedziela i przegapione #11

Untitled

Fryzjer
Poprzednia niedziela i zajęcia w klasie szóstej. Dzieciaki dostały wyniki egzaminów więc były bardzo podekscytowane. Jeden z Nich podchodzi do mnie, wyciąga telefon i pokazuje zdjęcie jakie zrobiono mi dzień wcześniej u fryzjera.  Ciekawe gdzie jeszcze te zdjęcia zawędrują.

IMG_3283
Kozy na ulicy.

Nauka chińskiego
Nie pisałem ostatnio o tym jak mi idzie bo słuchałem podcastów a mój internetowy kurs stanął w miejscu. System nie aktualizował moich postępów. Na szczęście przesympatyczni ludzie z iifk.pl zlitowali się nad klientem drugiej kategorii (bo z grouponu) i przesłano mi wszystkie lekcje. Także wracam do nauki i teraz mogę z dumą powiedzieć  ‘wo xihuan paobu’ (lubię biegać)

IMG_3293

Budka policyjna.

20 km rowerem spoce się
Czyli kontynuujemy wątek ‘jak dostałem się na rr.pl’.
Odpowiadając na pytanie: to zależy. Jeżeli teren jest trudny, rower taki sobie i chcesz jechać szybko to tak, ale jeżeli teren nie jest trudny i nie śpieszy Ci się to nawet na kiepskim rowerze nie powinno być tragedii.

Lekarstwo na katar
IMG_3144

IMG_3143
Bo mam okropny, to zakupiłem. Dostałem dwa.

Niedziela
Chciałem dziś zrobić interwały, ale gdy przybiegłem do szkoły zauważyłem że na bieżni biegają dzieciaki a wokół stoją rodzice, więc możliwe że odbywały się dzisiaj jakieś zawody.

IMG_3301

Trochę mnie to poruszyło bo nie chciałem robić interwałów wśród samochodów, pomyślałem chwilkę i pobiegłem na upatrzoną kiedyś górkę. Dwa razy zrobiłem na niej podbieg na 200 metrów, dwa razy 300 metrów i raz całość – 600 metrów.

IMG_3313

Masakra. Spociłem się jak na interwałach, a piekły mnie nawet czworogłowe uda. Czyli interwały przechodzą na następny tydzień, także nic więcej o nich nie napiszę aż do następnej niedzieli.

IMG_3327

Po obiedzie ruszyłem przed siebie. Plan był taki żeby zrobić 50 kilometrów spokojnym tempem i wrócić. Miałem też zamysł żeby udać się ponownie do jeziora Pan’an, jednak tym razem przejechać je dalej i jechać dopóki nie dobiję do 25 kilometrów. Trzymałem się tego planu aż w końcu zobaczyłem górę i postanowiłem pojechać w jej kierunku.

IMG_3327

Dlaczego? Na mapach z google znalazłem informację że na jednej z gór znajduje się cmentarz chińskich muzułman – Hui. Stwierdziłem że może być to właśnie ta góra i wjechałem w wioskę…Jechałem, jechałem i nagle gdzieś między domami mignęła mi bardzo ozdobna brama:

IMG_3332

Wiele się nie namyślając skręciłem i wjechałem pod górę. Oczywiście  był to cmentarz. Zszedłem z roweru, rozwinąłem rękawy, zdjąłem kask i poszedłem zrobić zdjęcia.

IMG_3341

Przywitałem się z ludźmi pracującymi w popołudniowym skwarze i poszedłem w górę.

IMG_3340

Wróciłem po paru minutach, pożegnałem się, a Oni zaproponowali mi wody. Bo jest ciepło, a ja na pewno jestem zmęczony.  Pokazałem na bidon, podziękowałem i odjechałem w swoją stronę.

IMG_3357

A z tej spokojnej pięćdziesiątki wyszła całkiem szybka pięćdziesiątka bo pobiłem rekord życiowy. Znowu. Dalej nie jest imponujący, ale widać że mam rezerwy.

Taierzhuang

Ostatni tydzień marca i pierwszy tydzień kwietnia 1938 roku to dwa tygodnie bitwy o Taierzhuang. Bitwy, której celem było oczyszczenie drogi na Xuzhou.
Oddziałami chińskimi dowodzili generałowie Li Zongren i Bai Chongxi którzy zaplanowali zaangażowanie w walkę oddziałów japońskich w okolicy Taierzhuang. Japończycy, pewni siebie po dotychczasowych zwycięstwach, nie zwracali uwagi na tysiące ‘rolników’, którzy współpracując z Li Zongren doprowadzili do zerwania linii komunikacyjnych, zmienili prąd biegu rzek i zniszczyli linie kolejowe. Pod koniec marca jedynym sposobem na dostarczanie paliwa oraz innych zapasów wojsku japońskiemu była droga powietrzna. Była ona jednakże niezwykle nieefektywna.

29 marca mały oddział Japończyków przekopał się pod murami miasta próbując zdobyć je od środka. Zostali szybko złapani i zabici przez KMT. Następnych kilka dni było bogatych w walki zarówno w mieście jak i na terenach przyległych.

Ostatecznie  Japończycy zdecydowali się na atak frontalny, który nie mógł się udać z powodu przeważającej siły armii Chińskiej. Atak nastąpił 6 kwietnia i został odparty przez Chińczyków, którzy z powodu mizernej mobilności swoich oddziałów nie mogli dogonić uciekających Japończyków.

Japończycy podobno nie chcieli potwierdzić informacji o swojej porażce, jednak w połowie kwietnia musiała ją potwierdzić gdyż  dowiedział się już o niej cały świat.

Była to pierwsza tak poważna wygrana dla KMT w czasie drugiej wojny Chińsko-Japońskiej. To właśnie ta bitwa zniszczyła mit niezwyciężonej armii Japońskiej.

IMG_3148
Tak sie wożą ludzie w Chinach.

Po tej krótkiej lekcji historii przejdźmy do dnia dzisiejszego. Ruszyłem w stronę Taierzhuang ponieważ google pokazało mi że znajduje się tam park pamięci, a wikipedia opowiedziała o tej bitwie.

IMG_3161
Przydrożnych handlarzy więcej niż w Polsce.

Także pojechałem. Droga w jedną stronę to około dwóch godzin i ciągle pod wiatr. Warto było się jednak pomęczyć, bo wkroczyłem do prowincji Shandong (po Polsku ona się jakoś inaczej nazywa…Szantung bodajże) i bardzo mi się to miasto spodobało.

IMG_3213 IMG_3211
Co by nie mówić, mają rozmach.

Już na pierwszy rzut oka wydaje się być większe od Jiawang i jak się okazuje znajduje się tutaj także starożytne miasto o czym jeszcze dzisiaj rano nie wiedziałem. Także pojadę tam jeszcze raz jak będzie okazja i pójdę pozwiedzać.

IMG_3237

Bez problemu dotarłem do tego parku pamięci i pierwszy szok – za bramą, dostać się można tylko z biletem. Drugi szok – bilety są za darmo. Tylko…

IMG_3235

‘Panów prosimy o nie noszenie krótkich spodni’
No tak…teraz mi o tym mówią. Szkoda, ale nic nie poradzę. Następnym razem wezmę do plecaka długie spodnie.

IMG_3168
Posterunek policji.

Wracając zatrzymałem się i porozmawiałem z Panami sprzedającymi moździerze. Dowiedziałem się ile kosztują, pochwaliłem się skąd jestem i co robię. Czyli w porządku.

IMG_3179
Szkoła podstawowa tylko dla dziewczynek.

Drogę powrotną miałem już cały czas z wiatrem więc jechało mi się znacznie lepiej i znacznie szybciej. Dobiłem do 86 kilometrów i czuję że odbije się to na jutrzejszych interwałach. Zaraz, co?! Interwały, w niedzielę?! Zobaczycie jutro ;)

IMG_3234

Całe miasto nad rzeką. Pięknie to wygląda.
 IMG_3254

A na gruzach wyrasta coś nowego.

IMG_3262

Ten Pan nie zbierał węgla, miał za to morele na sprzedaż.

IMG_3260

Jedna z ostatnich prostych do Jiawang.

Teodorek

Zaraz po wyjściu z mieszkania spotkałem dawnego znajomego:

IMG_3004

Wszyscy się o niego martwili a mały podrósł i ma się doskonale. Biega, skacze, goni ogon, widać że to straszny pieszczoch i wyrósł już z obroży z dzwoneczkiem. Czyli Moi Drodzy, nie bójcie się, Teodorowi nic się nie stało i nic się nie stanie :)

IMG_3013

Postanowiłem pokulać się dzisiaj w trochę innym kierunku, także ruszyłem w stronę Xuzhou, a po drodze skręciłem najpierw stronę ‘pierwszego ekologicznego ogrodu Xuzhou’, który okazał się być hodowlą truskawek, łudząco przypominającą tą którą widziałem wczoraj, więc zawróciłem i pojechałem w kierunku jeziora Pan’an o którym dowiedziałem się dzisiaj. Także pojechałem, dojechałem i…pokazano mi żebym odstawił rower to wtedy wejdę.

IMG_3030

Rozumiem dlaczego, naprawdę. Cały teren jest ogrodzony, a ludzi trzeba jakoś opłacać, więc nie pozwala się wjazdu na własnym rowerze ale pozwala się na wynajem roweru tuż za bramą. Rozumiem, naprawdę rozumiem. Uważam że to bzdurne, ale rozumiem. A bez roweru obejście tego całego jeziora zajęłoby kilka dobrych godzin, dlatego tym razem sobie odpuściłem i pojechałem w stronę jednego z końców parku. Jak widać, leżała tam siatka i można było spokojnie wjechać na teren parku, jednak uznałem że wolę nie zwracać zbytniej uwagi. Zawróciłem i…w lewo nie mogę jechać bo autostrada, w prawo nie mogę jechać bo autostrada (nie ma ich na mapie!) więc wróciłem, ale zamiast jechać do Jiawang pojechałem jeszcze kawałek w stronę Xuzhou i zawróciłem po kilku kilometrach bo nie widziałem niczego wartego uwagi. Oprócz takiego fajnego rondka na drodze do Xuzhou. Odkryłem kolejną mieścinę i tak czuję że kiedyś mogę pojechać do Xuzhou na rowerze. Nie wiem jeszcze w jakim celu oprócz ‘pojechałem do Xuzhou na rowerze’, ale może coś  wymyślę. Są ciekawsze trasy do zrobienia.

IMG_3020
Wyszło dzisiaj trochę wolniej niż wczoraj, ale widać uda czują wczorajszą jazdę chociaż wydaje się być wszystko w porządku.
Ach…pierwszy dzień maja więc jak to w Chinach – mnóstwo wesel, wszystkie sklepy otwarte, mnóstwo dzieciaków na ulicy, czyli norma jak na ‘dzień wolny’.

IMG_3046
A skoro już piszę o dniach wolnych to w zeszły piątek zauważyłem coś co mnie zszokowało: dzieciaki robiły zadania domowe. Dzień po egzaminie…nie, w dniu egzaminu, kilka godzin po robiły zadania domowe. Po to żeby nie robić ich w czasie wolnego ‘weekendu’. Wyobrażacie to sobie u nas? Jakaś makabra…Oczywiście nie wszystkie, ale naprawdę sporo. Część się obijała, oglądała film, czytała jakieś książki lub magazyny, ale Ci robiący zadania domowe stanowili większość. Byłem tym naprawdę zaskoczony.

IMG_3050
Odnośnie pochodów, płomiennych przemówień itd.: Xi Jinping spotkał się z wzorowymi pracownikami którym wręczał nagrody. I tyle, nic więcej, żadnych pochodów, parad, propagandowych przemówień. Równie zdumiewające jak odrabianie zadań domowych w dniu egzaminów.

Kupiłem dzisiaj taką pompkę:

IMG_3052bl

Oczywiście dla meridki, teraz już nie będę mieć obaw przed udaniem się trochę dalej na wycieczkę. To dość ciekawe, że w Polsce kraju było nie było średnio zrowerowanym (w porównaniu do Chin) nie ma problemów z kupnem pompki która zmieści się w kieszeni, a w Chinach sprzedają tylko takie molochy. Ta i tak była najmniejsza jaką znalazłem. No i nie jest całkowicie plastykowa co uznaję za zaletę ale może to wada bo jest cięższa? Ciężko ocenić w chwili obecnej. W ogóle:
– do szał cień?
– (gest sugerujący że to pompka)
– dO SzaŁ cieŃ?
– (powtórzenie gestu)
– (europejsko-amerykański gest oznaczający pieniądze)
– (trzecie powtórzenie gestu z pompką)
– Hał macz…Do Szał Cień.
– Aaa…Do Szał Cień! Szy.
– Szy.
10 RMB. Ale się dogadałem.