Niedziela i przegapione#12

Untitled

Na księżyc
Tam chciałby polecieć  Nobby.
– Dlaczego?
– Bo jest tam Chang’e!
Jest kilka wersji tej historii, a że Polska wikipedia podaje jedną i to tak średnio, pozwolę sobie przetłumaczyć taką z angielskiej którą słyszałem w podcaście o Chinach.

Chang’e i jej mąż Houyi byli nieśmiertelnymi mieszkającymi w niebie. Pewnego dnia Nefrytowy Cesarz zamienił swoich dziesięciu synów w dziesięć słońc które spaliły ziemię. Nie udało mu się ich powstrzymać więc przywołał na pomoc Houyi który był znanym łucznikiem. Udało mu się zestrzelić dziewięciu, ale ostatniego postanowił ocalić. Cesarzowi nie spodobała się (bardzo delikatnie mówiąc) śmierć dziewięciu synów więc odebrał Houyi i Chang’e nieśmiertelność i zesłał ich na ziemię.
Chang’e cierpiała okrutnie z tego powodu, Houyi więc jak na kochającego męża przystało ruszył na długą podróż której celem było zdobycie pigułki nieśmiertelności.  W jej trakcie spotkał  Xi Wangmu (Królową Matkę Zachodu) która zgodziła się dać mu pigułkę, ale ostrzegła że muszą się nią podzielić po połowie.
Houyi schował pigułkę do szkatułki i ostrzegł Chang’e żeby jej nie otwierała. Żona jednak była zbyt ciekawa i znalazła pigułkę. Gdy zauważyła że mąż wraca wystraszyła się że dowie się o jej niecierpliwości i połknęła cała pigułkę. Zaczęła się unosić do nieba, a Hooyi chciał ją zestrzelić by nie leciała wyżej, ale nie mógł zmusić się do wycelowania we własną żonę. Chang’e unosiła się aż dotarła na księżyc.
Doskwierała jej samotność, ale spotkała nefrytowego królika który tworzył eliksiry. Drugą osobą która dotrzymuje jej towarzystwa to drwal Wu Gang, który został zesłany na księżyc gdyż obraził bogów próbą zdobycia nieśmiertelności. Dano mu jednak nadzieję na powrót. Miał ściąć drzewo na księżycu. Okazało się to niemożliwe bo po każdym uderzeniu odrastało na nowo.

IMG_3691
Przebudowa starego centrum. A raczej montowanie nowych rur.

Kolacja piątkowa
Z Ianem. Co było dość nietypowe, ale już o tym pisałem. W ogóle w tym tygodniu spotykałem Go bardzo często na stołówce, dziubał jakieś chleby z czymś. Nic dziwnego że oni tacy mali jak jedzą jakieś takie cosie zamiast mięcha.

IMG_3693
Tak się w Chinach sadzi drzewa. Z rozmachem.

Jedwabniki
Jak zapewne zauważyliście we wtorek wrzuciłem zdjęcia jedwabników. Dzieciaki dostały je od nauczycieli by sobie hodowały. Przynajmniej trochę życia w tych klasach. A dla przypomnienia – Jiangsu słynie z jedwabników i produkcji jedwabiu.

IMG_3698 IMG_3716 IMG_3717
Trzy podejścia do kolektorów.

Pocałowałeś psa
Tutaj nic się nie ukryje.
– Nauczyciel chińskiego powiedział że pocałowałeś psa!
– Eee…no dobra, niech będzie.
– Haha…powiedział że to bardzo interesujące.
– Pewnie zabawne, a skąd wiedział?
– Bo to był pies sąsiada!
– Ach…tak to słodki pies.
Taki szczeniak husky. Uroczy był.

IMG_3728
Ja już tu byłem…

Niedziela
Rozpocząłem niedzielę od interwałów.  6 razy po kilometrze z trzyminutowymi przerwami. Tysiączków nie robiłem od bardzo dawna. Ostatnio kilometr szybko przebiegłem we wrześniu i szału nie było bo chyba wyszło 4:36. Także trochę się bałem (strach zawsze jest dobry przed interwałami), ale stwierdziłem że co ma być to będzie, najgorzej żeby zrobić te 4:24-4:28. W końcu krótkie interwały mam jako tako opanowane, ale te długie to zawsze był dla mnie problem. Także poszedłem, dobiegłem do szkoły, pół okrążenia i kolejno: 4:05, 4:15, 4:19, 4:18: 4:18, 4:09. Wiedziałem że pierwszy pobiegłem za szybko, ale nie czułem tego. Chyba dlatego że nie wiało…od drugiego zaczęło wiać, niby nie mocno, ale to zawsze trochę przeszkadza. No i po drugim miałem dość, dziwne nie jest po oba poszły o wiele za szybko. Przy trzecim ewidentnie już przystopowałem, czyli dobrze. Czwarty i piąty niby w tym samym tempie, ale to dwie osobne historie. Przy czwartym kryzys był już zażegnany, ale w przerwie truchtałem bardzo wolno i trochę zajęło mi rozkulanie się przy piątym. Dlatego końcówka jest dość szybka, ale początek wolny. Szósty to już ‘dla książek o historii’ i wyszedł wolniej niż pierwszy, ale i tak jestem zadowolony. Ogólnie rzecz biorąc to fajne tempo wyszło. Owszem, jest słabiej niż rok temu, ale to nie jest zaskoczeniem. Widać że prędkość jest, brakuje objętości. Za tydzień mam w planach 1600, ale teraz widzę że bieganie takich dystansów na stadionie to prawdziwe wyzwanie dla psychiki, bo w terenie to zawsze możesz sobie zmienić trasę, popatrzeć na coś z boków, a na bieżni to tylko liczysz te kółka. Jestem zadowolony.

IMG_3729

Popołudniu trochę sobie pokrążyłem, zrobiłem 60+, pobiłem rekord na 50k i chociaż nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia tych kolektorów słonecznych to czuję że to był udany wypad. Naprawdę fajnie tak sobie porowerować, tylko upał daje się we znaki.

IMG_3731
Wulkanizator ;)

IMG_3736

IMG_3737

IMG_3740

Jedna myśl w temacie “Niedziela i przegapione#12”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.