Westeros

Z samego rana ruszyłem do Westeros, w końcu nie było mnie tam już kilka dni. Na szczęście wszystko tam na mnie czekało. Mam taki zwyczaj że nie czytam nigdy więcej niż jednej książki naraz. Nie mam tak z grami, jak mam ochotę pograć w coś w przerwie od innego tytułu to odpalam i gram. Za to książek nie…nie stoi za tym żadna filozofia pokroju ‘chcę się całkowicie oddać konkretnemu tytułowi i skupić na nim swoją uwagę w stu procentach bo to najlepszy sposób na wyrażenie szacunku wobec autora’. Najzwyczajniej w świecie uważam że jeden tytuł z jedną fabułą mi wystarcza. Łatwiej jest mi przeczytać jeden tytuł i potem przeskoczyć do drugiego. Teraz co prawda to czytanie idzie mi dość  wolno, ale cóż poradzić. Dotyk ekranu nie zastąpi dotyku papieru.  A poza tym żadna książka od czasów ‘Kafki nad morzem’ i ‘Kroniki ptaka nakręcacza’ nie przykuła mnie na tyle żebym nie mógł się od niej oderwać. Z drugiej strony nie było też tytułów z którymi musiałem walczyć by dobić do końca, oj Philip K. Dick, oj…chociaż nawet nie…John M. Coetzee i ‘Życie i czasy Michaela K.’ które z jakiegoś powodu przypominało mi ‘Deus Irae’ Dicka i Zelaznego. W końcu obydwie to powieści drogi, tylko o ile ta Coetzeego jest, w moim odczuciu, średnia bo nie poruszyła mną ani trochę (bohatera z poważnymi problemami psychicznymi bardziej wiarygodnie przedstawił Dick w ‘Wyznaniach Łgarza’), i naprawdę miałem problem żeby doczytać tę książkę do końca, tak ‘Deus Irae’ o wiele bardziej mi się spodobało, no ale postapokalpityczny świat zawsze do mnie przemawiał (tak jakby wyludnione RPA nie było postapokaliptyczne).

IMG_1519
Wiosna.

Na obiad i zużyłem tę przyprawę z pandziorem. Znalazłem w niej kamień :D Jak widać zdarzają się nie tylko w orzechach włoskich.

IMG_1522
Parę miesięcy temu stały tu sklepy i domy.

Po obiedzie ruszyłem z Meridką nad jezioro. Dobry Boże. To będzie częsty wypad, ale droga nad jezioro jest nieporównywalnie gorsza od tej z jeziora. Na początku myślałem że umrę, potem było na szczęście już tylko lepiej. Zrobiłem dodatkowo dwa kółeczka wokół jeziora i wróciłem do mieszkania.

IMG_1524
Ten Pan nie jechał nad jezioro.

Po drodze spojrzałem na licznik i stwierdziłem że kas będzie bardzo dobrym rozwiązaniem. Przy 52 km/h kask mi co prawda wiele nie da, ale przynajmniej nie będzie mi tak wiało w głowę. Nigdy nie jechałem tak szybko na rowerze…a to przecież nie jest szosówka. Kolejne dwa kilometry to już tak bardziej na luzie w okolicach 40 km/h ale fakt faktem jest z górki. Czuję się z tymi pagórkami do jeziora zaprzyjaźnimy.  Tylko że w chwili obecnej mam dość. Nie dość że czuję jeszcze wczorajsze interwały to jeszcze dzisiaj ta godzinna przejażdżka.

IMG_1527
To nie jest 'to’ jezioro, ale Meridka bardzo chętnie pozuje.

IMG_1528
Jezioro Dugong, a raczej rybacy.

IMG_1540
Drogowskaz, nawet po angielsku.

Jutro będą już dwa tygodnie gdy rozpocząłem przygodę z medytacją. Staram się każdego dnia znaleźć te 10-15 minut by się zupełnie wyciszyć. Parę razy było ciężko, parę razy czułem z kolei że te 10 minut to bardzo krótko. Bieganie było dla mnie taką formą wyciszenia się i spędzenia paru minut z samym sobą. Teraz gdy nie biegam próbuję to sobie czymś zastąpić. Wczoraj spróbowałem pierwszy raz wyciszyć się na dworze i chociaż było trochę zimno to było super. Dzisiaj zrobiłem drugie podejście i te 10 minut minęło za szybko, a gdy otworzyłem oczy i pierwsze co ujrzałem to słońce nad jeziorem to poczułem że jest dobrze. Może dlatego potem mi się tak dobrze pedałowało.

tumblr_mjpnxapgvd1rgqu3to1_1280
Bonus – jak się w Chinach mówi na poszczególnych członków rodziny.

Jestem wtedy kiedy krzyczę

Zdenerwowałem się dzisiaj i krzyknąłem. Nie na uczniów a do uczniów. Jak wiecie nie uważam żeby krzyk był dobrą techniką motywacyjną, ale z reguły jest dobrą metodą na obudzenie kogoś. I dzisiaj zadziałało na klasę 11, na klasę 13 już nie.
Mógłbym założyć że wina leży po mojej stronie, ale jeżeli 10 klas robi ze mną te zajęcia i 9 klas reaguje pozytywnie (bo nie mogę oczekiwać że 8 zareaguje na cokolwiek co robię pozytywnie) to wina nie leży po mojej stronie. Rozumiem pogodę, bo faktycznie jest ciepło i robi się sennie, ale warunki są dla wszystkich takie same, a obie klasy najzwyczajniej w świecie sobie olały. Jeżeli ½ klasy śpi, a ¼ robi sobie coś innego to widać ze coś się dzieje. I można czasem odpuścić, naprawdę. Czasem można posłuchać muzyki czy obejrzeć film, ale kurczę…będzie tylko cieplej, w następny piątek zapewne nie będzie zajęć, a te dzisiejsze były naprawdę fajne i istotne. Bo pogoda to  naprawdę niezbędny temat, a w dodatku dzieciaki przerabiały słownictwo na swoich normalnych zajęciach więc miały na świeżo możliwość wykorzystania tego czego się nauczyły. I tak siedząc i patrząc na te położone tułowia, pozakrywane głowy, albo ręce przepisujące zadania trochę się odechciewa. Czasem można krzyknąć żeby Ich obudzić. Nie na Nich. Na Nich nie wolno. Krzyk nigdy nie pomaga. Rodzi jedynie frustrację. A ja lubię tę pracę, lubię te dzieciaki, tylko gdy olewają zajęcia to w środku rodzi się taka…nie gorycz…pustka bardziej. Bo nadzieja i zapał jest dalej, ale pojawia się taki pusty bąbel. Nie ma się co złościć, naprawdę nie ma. Bo to nic nie da.

IMG_1304
Teodor już czuje wiosnę
Dziewczyna z 11, która chce zostać nauczycielką angielskiego, widząc co się dzieje powiedziała żebym się nie przejmował, żebym resztę zignorował. Tylko że to nie na tym polega…nie mogę ignorować większości. Mniejszość tak, jasne, ignorowanie mniejszości wychodzi mi doskonale, ale ignorowanie większości? Wtedy przypomina mi się takie pytanie i odpowiedź ze studiów:
– Co robić jeżeli poziom w klasie jest niezwykle zróżnicowany, są uczniowie naprawdę słabi i naprawdę naprawdę dobrzy?
– Skupić się na większości.
Trzymam się tego całe swoje nauczycielskie życie. Nie skupiam się ani na najlepszych, ani na najgorszych tylko staram się zawsze dotrzeć do większości. Często dzieje się to kosztem tych najlepszych którzy trochę się nudzą bo zawsze staram się jakoś pomóc tym słabszym, ale najlepsi i tak sobie poradzą. Mogą chociażby pomagać tym słabszym.
Od uczniów z 13 usłyszałem że może lepiej jakbym uczył Ich angielskiego piosenkami. Tak…a do tego rozdawał lizaki, kupił kucyka i zafundował wakacje na Majorce. Niestety wiedza nie rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Fajnie jest sobie posłuchać piosenkę, ale trzeba na to zasłużyć.

IMG_1326
Wiosna.
Lydia powiedziała że powinienem do Niej zadzwonić. Ta…zadzwonić po asystentkę nauczyciela. Nie wiem czy to naprawdę powinno tak wyglądać.
Dobra dość, bo powiedziałem wszystkim że nie jestem zły, więc nie mogę teraz buczeć.

IMG_1312

Z samego rana pojawiła się komisja. Pani z komisji przedstawiła się, zapytała czy może się przysłuchiwać zajęciom, chociaż i tak już cała komisja siedziała z tyłu sali. No tak, możecie sobie siedzieć. W Polsce o czymś takim się uprzedza, w Chinach też jak się okazuje, ale widać nie jestem na tyle ważny by poinformować o tym mnie (o tym że w piątek nie będzie zajęć dowiedziałem się od uczniów, nie od asystentki). Klasa dziewiąta pracowała aż miło mając na sobie oczy komisji. Nikt nie spał, nikt nie czytał innych książek. W dodatku poradzili sobie bardzo dobrze z trudnym ćwiczeniem. Widać że jak chcą to potrafią. Aż się Ich nachwalić nie mogłem i poprosiłem Sophie bym przekazała klasie że sprawiła się super, a Ona aż się rozpromieniła.

Są klasy którym można odpuścić, zwłaszcza w piątki. Na przykład klasie pierwszej. Pół zajęć gadaliśmy a pół zajęć oglądaliśmy filmy. Można, ale trzeba na wszystko zasłużyć.

Po powrocie ze szkoły pokulałem się na zakupy, ludzie patrzyli się na mnie jak na stworzenie z innej planety, ale to chyba dlatego że chodziłem w krótkich spodniach. 20 stopni i duszno a ja się mam w długich spodniach prażyć? Wariactwo.

Shawn

Chciałem zostawić to na niedzielę, ale chyba będzie lepiej jeżeli opiszę to dzisiaj.
Zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem Lydia i zapytała się czy mnie Shawn nie irytuje. Bo rozmawiała z nią Ruby z którą rozmawiała nauczycielka Shawna. I wszyscy się tak martwili że Shawn rozmawia ze mną co lunch że postanowili się zapytać i mnie w końcu.
Kluczowym jest tutaj słowo ‘w końcu’. Bowiem zanim porozmawiano ze mną zwrócono na to uwagę Shawnowi. I chłopak zareagował podobno dość histerycznie, w sensie zaczął krzyczeć a potem się rozpłakał. Także gdy Lydia do mnie zadzwoniła była już musztardzie po obiedzie, chłopak się rozłożył.
Wyjaśniłem Lydii, że Shawn to nie Lawrance, nie chodzi za mną, nie chce mnie odwiedzać, nie przychodzi oglądać jak prowadzę zajęcia, po prostu przychodzi pogadać ze mną gdy jem lunch. Co jest całkiem sympatyczne i nie narzucające się ani trochę. Czasem sobie poesemsujemy, bo widać że to On jest troszkę inny od reszty uczniów. Może to nieśmiałość, może to coś innego, w to już nie wnikam. Mi się z nim w każdym razie dobrze rozmawia bo widać że to ogarnięty chłopak, lubi filmy (przez niego złamałem pierwszą zasadę Fight Clubu) i koszykówkę, więc tematów nam nie brakuje. No i chce żebym nauczył Go polskiego co już w ogóle jest wesołe.

Wyobraźcie sobie że macie ucznia, niezwykle zdolnego jak się okazuje, ale zamkniętego w sobie, nie mającego zbyt wielu przyjaciół w swojej klasie, który nagle nawiązuje dobry kontakt z nauczycielem z innego kraju. Nie chcecie jednak żeby tego nauczyciela niepokoił, więc co robicie?
– kontaktujecie się z nauczycielem by się zapytać czy ten uczeń mu przeszkadza?
– mówicie uczniowi żeby nie przeszkadzał nauczycielowi bo on na pewno jest zajęty i na pewno nie uważa was za kolegę?
No właśnie. A wystarczyło zapytać.
Wszystko musiałem Shawnowi dzisiaj tłumaczyć i wygląda na to że zrozumiał.

Tylko taki niesmak pozostał. Jak siedzisz 10 minut na ławce sam to się pytają czy jesteś samotny ale jak ktoś z Tobą codziennie rozmawia to mówią Mu żeby spadał bo jest uciążliwy.

Heh…przykulaliśmy się z Lydią na zajęcia do klasy ósmej i porozmawiała z tym chłopakiem który stwierdził że nie będzie się uczył. Okazało się, że ma dość spore zaległości jeszcze z czasów szkoły podstawowej i teraz jest najzwyczajniej w świecie zniechęcony do nauki. Nie wiem jak Lydia chce Mu pomóc, ale powiedziała że to zrobi.
A potem poszliśmy do klasy siódmej, która powiedziała ‘Movie’. Jeszcze raz Im wyjaśniłem żeby tego nie mówili bo mnie to irytuję, oczywiście cały czas z uśmiechem na twarzy, na co Lydia powiedziała że skoro chcą to mogą obejrzeć jutro popołudniu. No okej, jutro popołudniu. Obiecała że porozmawia z wychowawcą, a że akurat przechodził obok to porozmawiali, On wychodzi, a Lydia oznajmia mi że film obejrzą teraz więc mogę sobie odpocząć. No i to by było na tyle jeżeli chodzi o budowanie autorytetu i poważnego wizerunku. Gdybym tylko miał poważniejsze podejście i takie zacięcie by czegoś te dzieciaki nauczyć to byłbym naprawdę zdenerwowany. Na szczęście podchodzę do swojej pracy niezwykle na luzie i rozumiem że to bardziej zajęcia rekreacyjne niż prawdziwa nauka. Trochę uderza to w moją ambicję nauczyciela, ale są bitwy których nie sposób wygrać. I to jest jedna z nich, bo nie można oczekiwać że poważnie traktowany będzie przedmiot z którego nie ma ocen.

Kulturowa Ciekawostka
W Chińskiej tradycji istnieje coś takiego jak śluby pośmiertne. Czyli rodziny ustalają między sobą że gdy umrze dwójka młodych osób płci odmiennej wezmą ślub pośmiertnie i zostaną razem pochowani. Tradycja stara i praktycznie wygasła, ale jak się okazuje nie wszędzie. Niedawno złapano gang który zajmował się wykradaniem z grobów zwłok kobiet i sprzedawanie ich rodzinom młodo zmarłych mężczyzn. Dodatkowo fałszowano rejestry by państwo młodzi mogli przebywać we wspólnym grobie.

Prezent

Dzisiaj postanowiłem udać się do stołówki na obiad. W tym semestrze jestem tam rzadziej, bo więcej staram się jeść w domu. Udało mi się dzisiaj trafić na Shawna:
– Wyglądasz na nieszczęśliwego.
– (starając się uśmiechnąć chociaż oczami) Chory jestem.
– Mam coś dla Ciebie…
– Naprawdę?
– Tylko…przyjmiesz ten prezent?
– Tak…
– Proszę…
(Oliver Twist po chińsku)
– Hahaha…po chińsku, to zajmie mi trochę czasu zanim przeczytam.
– Na pewno, ale masz też to
(podaje Olivera Twista po angielsku)
– Teraz będzie mi dużo łatwiej.
I potem sobie jeszcze chwilę porozmawialiśmy, ale dzisiaj chociaż pozornie nic nie boli to jednak coś nie gra, bo czuję się jakbym odpływał. Na szczęście jeszcze tylko dzisiaj popołudniu i piątek.

Chociaż dopiero czwartek to chcę ten tydzień już oficjalnie  spisać na straty jeżeli chodzi o naukę języka. Książki nie otworzyłem ani razu, ze znaczków nauczyłem się tylko jak jest wschód słońca (słońce nad jedynką) a ze słówek to wiem jak jest strach na wróble. Tragedia.

Mam wrażenie że te zajęcia mają też jakąś formę terapeutyczną. Nie dlatego że jestem, podobno, jedynym nauczycielem który nie krzyczy (a nie krzyczę bo nie wierzę w skuteczność krzyku jako środka motywującego, chociaż pewnie gdybym był piłkarzem Manchesteru United mówiłbym inaczej), ale dlatego:
– Czego się boisz?
– Takich chłopaków jak On! (wskazuje palcem, cała klasa bije brawo). Stroi sobie z nas żarty, patrzy na nas z góry, czuję przez Niego potwornie.
– Okej, okej.

– Czego się boisz?
– Wujostwa. Bo nie pozwalają mi na bardzo wiele rzeczy.

To takie drobnostki, ale chyba czasem łatwiej jest jak się to z siebie wyrzuci.

I po środzie

Gdy boli ciężko jest się skupić, nie tylko na pisaniu ale także na normalnym prowadzeniu zajęć. Całe szczęście to zajęcia z języka mówionego więc nie do mnie należy zadanie w postaci mówienia. Także dzisiaj krótko: zajęcia zaliczone. A żeby nie było że jest negatywnie to pozytyw, bo zawsze należy ich szukać – jutro już czwartek, czyli jeszcze 10 godzin, utrzymałem w żołądku obiad chociaż usilnie walczył o powrót (a nie była to ośmiornica z Oldboy’a), robi się coraz cieplej i czuję się dzisiaj lepiej.

Wiadomo że każdy mężczyzna wyolbrzymia swoje złe samopoczucie, więc za bardzo się nie przejmujcie, poza tym im mniej piszę tym więcej mam czasu na czytanie ‘Uczty dla wron’. (za chiński byś się wziął leniu bo w tym tygodniu książki jeszcze nie otworzyłeś!)

Ach…wyjaśniła się sprawa z klasą ósmą. To nie moja wina. Dwóch uczniów ma te zajęcia całkowicie w nosie i Lydia powiedziała Im że skoro tak to niech idą do dyrektora i Jemu to powiedzą. A reszta klasy jest rozłożona na łopatki także z powodu ich nauczycielki angielskiego. Mówią że jest niechętna do współpracy, a wyniki z egzaminów są poniżej średniej. Zapytali się czy byśmy Im nie pomogli i nie poświęcili części zajęć na przerobienie materiału z ‘normalnej’ książki. Lydia się zgodziła bez pytania, ale rzecz jasna jakbym mógł powiedzieć nie.

Jedną z ważniejszych rad jakie usłyszałem na podyplomówce było ‘nie bierz do siebie braku zaangażowania u uczniów’ bo wiem że nie wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Tylko czasem ciężko odpuścić. Wiele pracy jeszcze przede mną.

IMG_1151
Bardzo wiele…

Wschód o 630

Wcześnie dzisiaj zrobiło się jasno. Czyli trochę oszukałem wczoraj z tym wschodem o 7 i zachodem koło 18. Dzisiaj słoneczko świeciło już grubo przed 7 i były to idealne warunki do biegania. No i ustanowiłem nowy rekord. Budzik zadzwonił o 550 a o 600 już biegłem. Wprawa i praktyka. Biegłem sobie tak wolniutko, machałem do mijających mnie chińskich biegaczy, a Oni odmachiwali. W końcu jeżeli biegasz to jesteś biegaczem niezależnie od szerokości geograficznej. Pan zamiatający ulicę zapytał się mnie skąd jestem, wykrzyczałem że z Polski.

A potem wróciłem do mieszkania, zrobiłem śniadanie, wypiłem kawę i wziąłem tabletkę. Może ten bieg nie był ultra rozsądny, ale w gruncie rzeczy jutro już środa, więc za chwilę dwa dni na wygrzanie się w łóżku. Poza tym, to tylko jakaś mała infekcja, nie ma się co spinać. Najwyżej zrobię sobie jeszcze ten piątek wolny. Tak jakbym miał w ogóle parcie by biegać cztery razy w tygodniu.

Wychodząc z budynku, a dzisiaj to już igrałem z ogniem bo wyszedłem później niż zwykle, natrafiłem na kartę z informacją o jakiejś dodatkowej opłacie.  Poprosiłem Lydię żeby się zorientowała co i jak…może chodzi o wymianę tych drzwi frontowych na jakieś fajniejsze? W innych klatkach wymieniali, albo przynajmniej pomalowali, a u nas jajco.

IMG_1121
Po angielsku :)

W ogóle to Lydię dyrekcja szkoły wysłała na badania…i teraz pojawia się pytanie – czy i kiedy mnie wyślą? Bo skoro dyrekcja szkoły wymyśliła sobie że trzeba wszystkich zbadać, w tym nawet osoby nie podlegające szkole to kiedy przyjdzie pora na mnie? A może nie przyjdzie? Wizyta w chińskim szpitalu w celach badawczych byłaby ciekawe. Gdybym w jakiś weekend najzwyczajniej w świecie wszedł do któregoś z tych szpitali i zaczął robić zdjęcia to ciekawe kiedy, i czy w ogóle, by mnie wyprosili?

Jadąc na obiad do domu porozmawiałem z taką przesympatyczną Panią, której w ogóle nie kojarzę, ale porozmawialiśmy sobie o chińskich zwyczajach żywieniowych i o tym że tutaj ucinają sobie krótką drzemkę po obiedzie.

Klasa ósma. Aż mi słów szkoda. Poprosiłem ucznia żeby przeczytał klasie wpis z słownika, a On stwierdził że chce mu się spać. Przeczytać przeczytał bo swoje nad Nim wystałem, ale poczułem się znowu jakbym był w Polsce. Znowu ten brak szacunku i jakoś tak się od razu ciężej robi na sercu. Przygotowanie zajęć to nie jest pięć czy dziesięć minut, tylko trochę serca trzeba w to włożyć, a same zajęcia to też nie jest takie hop siup. Powiedziałem o tym Lydii i powiedziała że jutro się tym zajmie. Pozostaje mi Jej zaufać. Bo bardzo, ale to bardzo szkoda mi tej klasy. Nie tylko z powodu Wendy. To nie są złe dzieciaki, tylko gdzieś motywacja uciekła, a ja bez pomocy sobie nie poradzę.

A teraz o czymś przyjemniejszym bo nie można tak się skupiać na samych negatywach. Chłopak miał za sobą na pewno ciężki tydzień, Jego marzeniem jest grać w NBA i pewnie wolałby grać niż siedzieć na zajęciach w to lutowe popołudnie. I na pewno kiedyś będzie robił świetne dunki (wsadzał piłkę z góry do kosza).

Wracając z Lydią ze szkoły wstąpiliśmy do apteki. Chciałem kupić to chińskie lekarstwo, bo chociaż w moc paracetamolu wierzę to jednak ta chińska medycyna ludowa była cholernie skuteczna do tej pory. Lydia zmusiła mnie wręcz żebym sam zakupił ‘gao mao yao’ (lekarstwo na przeziębienie). No i dostałem bez problemu. Phi…jakbym w poniedziałek sam tego nie powiedział w aptece.
A potem kupiłem owoce. To coś co wygląda jak ziemniak to bardzo wodnisty owoc z Mongolii, a to drugie coś z Tajwanu (18 RMB za pół kilo, prawie jak nerkowce). I bardziej do gustu podszedł mi ten wodnisty ziemniak z Mongolii. Taki zupełnie inny. Chociaż  prawdę mówiąc to mając takie owoce nie dziwię się Czyngis-chanowi że rozpoczął podbój Eurazji.

IMG_1128
Tajwan.

IMG_1131
Mongolia.

Ciekawostka historyczna. Wiecie kiedy Mongołowie najeżdżali Rosję? W zimie. Dlaczego? Bo wtedy zamarzały bagna i mokradła dzięki czemu Mongołowie na konikach mogli sobie pobrykać w Rosji bez najmniejszych problemów.

Czasem piątek nie jest żadnym wyznacznikiem

Jest jedynie kolejnym dniem w kalendarzu i niczym więcej. Nie zwiastuje ani końca tygodnia pracy ani początku weekendu, nie jest dniem odpowiadającym za zachód i wschód, za odejście i nadejście, jest po prostu dniem. Nie ma absolutnie żadnej roli do wykonania. Można by powiedzieć ‘ot dzień’.

IMG_0935
Teodor z samego rana nie chciał zbierać się z posłania.

Ten piątek nie był w żaden sposób wyjątkowy. Z rzeczy ciekawych: dowiedziałem się że jak zjem lunch w szkole to nawet o kolacji nie mam co myśleć bo głodny nie jestem. Nawet bym to zrozumiał gdybym zjadł cały lunch, ale ani nie ruszyłem ziemniaków ani bułki a i część warzyw zostawiłem. Pora gotować samemu sobie i tyle. Dowiedziałem się również że Teodor biega głodny, bo wtranżolił tę bułkę całą. Pewnie nie powinienem Go karmić, ale teraz to już i tak za późno.

IMG_0942
Udekorowane akademiki.

Coś chyba dzisiaj wisiało w powietrzu bo nawet klasa pierwsza nie miała dzisiaj ochoty na gadanie. A to doprawdy zdumiewające bo kto jak kto, ale Oni akurat są niesamowici. Gdy spojrzałem na najlepsze wyniki z angielskiego z egzaminu semestralnego to na 10 osób 6 było właśnie z klasy pierwszej. Za to dobroć i uprzejmość tych dzieciaków mnie poraża i to codziennie. Dzisiaj dostałem teczkę bo powiedziałem jednej dziewczynie że jest bardzo ładna (teczka). A gdy odmówiłem to od razu włączyli się inni uczniowie by mnie przekonać żebym wziął bo ‘uczniowie czasem dają coś nauczycielom których lubią’. No i co mi przyszło zrobić…

IMG_0944
Czasem dużo to za dużo.

Lydię dzisiaj tak stres pochłonął że zmyła się zaraz po pierwszych zajęciach. Nie wiem co Jej pomoże nauka na dzień przed egzaminem, ale każdy ma jakiś tam swój sposób. Może nie tyle na naukę, co na uspokojenie. Niektórzy lubią uczyć się do ostatniej możliwej chwili, a inni uważają że dzień przed egzaminem to można co najwyżej pójść na kawę bo nauka teraz i tak już nic nie da.

IMG_0949
Na życzenie. Przykładowe zadania domowe z klasy pierwszej.

I tak się trochę pousprawiedliwiam tą pogodą bo absolutnie nic dzisiaj nie zrobiłem w czasie przerwy polunchowej i dopiero teraz zabieram się za lekcję. No dobrze, przygotowałem zajęcia na pierwszy tydzień marca, ale w ogóle się nie pouczyłem chińskiego. Dalej jestem gdzieś na początku trzeciej lekcji mojej książeczki i nie mam pojęcia jak ją ugryźć by ruszyć dalej. Nawet Lydia powiedziała że dosyć trudno, na moim poziomie, zrozumieć o co chodzi w tym dialogu. Piękną se kurna książkę wybrałem.

IMG_0959
Za to wieczorem się rozruszał.

Drugi trening

Tym razem zapomniałem pulsometru i biegłem szybciej, ale jednocześnie lżej mi było. Z jednej strony pogoda dopisała. Około 8 stopni na plusie, słoneczko, ptaszki ćwierkają no po prostu cudownie, idealne warunki. I to wszystko w trzecim tygodniu lutego. Nie do pomyślenia w Polsce. Trasa podobna jak we wtorek, chociaż przyznam szczerze że strasznie mnie nosi żeby zacząć robić i siłę biegową i interwały. Lepiej jednak poczekać. Jutro zrobię sobie wolne , a w niedzielę z samego rana klepnę kolejną godzinkę.

Z samego rana bo popołudniu w szkole mają odbywać się obchody święta latarń. Będą puszczane latarnie w niebo, konkursy i takie inne sympatyczne rzeczy. Nie wiedziałbym o tym gdybyśmy z Lydią nie odwiedzili dzisiaj gabinetu Dyrektora. Chociaż może uczniowie by mi powiedzieli jutro albo w sobotę.

Sobotę. Staram się dostrzec logikę w odrabianiu poniedziałku w sobotę skoro w dalszym ciągu są dwa dni wolnego. Staram się i nie potrafię, ale nie tylko ja. Uczniowie też nie, Lydia tyż. Zresztą Ona teraz jest tak skupiona na tym swoim egzaminie że nie myśli chyba o niczym innym.

No i chodzi od wczoraj po wszystkich klasach i opowiada co planuje zrobić w tym semestrze. Ja jeszcze do końca nie wiem co Ona planuje, ale większość klas już wie. Za to dzisiaj gdy wyszła z klasy 4, uczniowie odczekali aż zamknie drzwi i zniknie po czym padło:
– Movie?
– Not today.
– Two movies?
A potem i tak mieliśmy fajne zajęcia o tej dłuższej przerwie. I tak za krótkie dla większości i niesamowicie nudnej.
Większość uczniów jest jeszcze w takim nastroju mocno wakacyjnym bo chociaż do rozmów są chętni to jednak nawet najlepszym idzie to gorzej niż przed przerwą. Pewnie nie ćwiczyli i to od razu widać.

IMG_0922
Kiedy robotnicy pojawiają się na dachu jednego ze szkolnyc budynków wtedy wiedz że coś się dzieje.

IMG_0924
Pytanie tylko co?

Walczyłem dzisiaj ze sobą czy iść zjeść kolację na stołówkę (obiady niestety całkowicie odpadają, bo wtedy musiałbym zrezygnować z biegania, a z tego w tym semestrze zrezygnować nie mogę, coś musi chronić moja psychikę przed szaleństwem), ale w końcu poszedłem (bo w sumie w domu zostały mi tylko jakieś resztki) i nie ma co żałować bo spotkałem tam Shawna, który jak zawsze był uśmiechnięty od ucha do ucha i sobie porozmawialiśmy. Żałuję że mam teraz tak mało czasu dla innych uczniów, ale może będę jeść częściej kolacjew szkole niż planowałem. Muszę się temu przyjrzeć na spokojnie.

IMG_0925
Dzisiaj bez 'szmaty’. Za to z 'chwastami’ i jakiem.

Nosi mnie żeby wyskoczyć na jeszcze jeden bieg jutro, bo takie dziesiątki mnie praktycznie nie ruszają, ale pewnie jednak lepiej nie szarżować i zacząć powoli. W tym tygodniu trzy, a od następnego już po cztery. Chociaż trzy też jest w porządku. Jakiejś wybitnej formy się na tym nie zbuduje, ale tak dla przyjemności to w sam raz. Cztery zakłada już jakiś trening pod coś. Tylko że tutaj żadnych startów nie ma, a w czerwcu/lipcu też nie będę trenować. To się wszystko jeszcze zobaczy.

IMG_0931
Właściciel tych butów raczej nie ma takich problemów, w końcu to nie są buty do biegania.

Taka luźno uwaga bo mnie to dzisiaj uderzyło: jeden z uczniów z klasy pierwszej ucieszył się gdy Go poznałem. Kurczę, wielu uczniów nie pamiętam, no bo nie oszukujmy się ciężko jest spamiętać siedemset osób, ale część się zawsze zapamięta. Niekoniecznie tych najzdolniejszych. A ten akurat jest jednym z najzdolniejszych jakich uczę i zawsze jest bardzo aktywny na zajęciach. Tylko ma jedną zasadniczą wadę – jest kibicem Realu.

 

Zapiski z dzisiaj:

 

http://www.endomondo.com/workouts/160931553/221814


IMG_0932
To tak bardziej z kroniki policyjnej. Dzisiaj podjechał pod sklep samochód z którego wyskoczyło trzech policjantów i odwiązali sznur z ręcznikami powieszony na drzewach przed sklepem. Nagle pojawiła się właścicielka i wyprosiła o swoje ręcznika. Nie wiem czy dostała tez sznur.

Zakazane miasto

Pewnie dla większości ludzi wycieczka do zakazanego miasta w Pekinie byłaby przygodą samą w sobie. W końcu to Zakazane Miasto. Legenda. Pałac z dynastii Ming. Zabytek z listy Unesco. I możemy tak dalej. A dla mnie większym wydarzeniem był pierwszy samodzielny dzień w Pekinie.  Zacznijmy jednak od przylotu.

IMG_0087

Wszystkie samoloty przylatywały szybciej niż miały. Ten z Frankfurtu do Pekinu leciał niecałe 9 godzin. Do Chin leci się szybciej niż do Polski. To jakiś znak? No dobrze, wylądowałem i poszedłem odebrać bagaż. I stoję, i czekam i już się niecierpliwię bo przecież jest tam…w sumie to nic aż tak ważnego. Wszystko co istotne mam przy sobie. Pocieszony tą myślą podniosłem torbę i ruszyłem na postój taksówek. Po drodze zaczepił mnie przesympatyczny ‘naganiacz’, który chciał za jedyne ~500 RMB przewieźć mnie do miasta, targował się dzielnie, ale gdy zszedłem do kwoty jaką Tracy uznała w mailu za sprawiedliwą tylko się zaśmiał. Ruszyłem więc sam na postój taksówek, gdzie wyjąłem zawiniątko z adresem i pokazałem Panu Kierowcy, a On pokiwał głową i ruszył. Zawiózł mnie tak jak poprzednio jechałem na lotnisko, więc wiedziałem że nie oszukał i licznik wskazał zaledwie 46 RMB, czyli połowę tego co przewidziała Tracy.
W hotelu oczywiście problemy z Ł, ale pokonaliśmy je wspólnymi siłami, tylko okazało się że numeru do Tracy nie zapisałem. No cóż…na szczęście roaming w telefonie miałem włączony więc mama mnie poratowała. O piątej nad ranem. Aż mi Jej szkoda.
Internet nie zadziałał, ale uznałem że nie będę z tego powodu krzyczeć ani się denerwować, bo w końcu mam inne zabawki a jeszcze dzisiaj lekcji nie zrobiłem (i chyba nie zrobię taki leń ze mnie dzisiaj) i nie chciałem niczego co by mnie rozpraszało.
Do Tracy zadzwoniłem i pogadałem chwilę, przyjedzie jutro wieczorem i mam Jej wyczekiwać koło 19/20. A rozmawiając z nią byłem w drodze na przystanek metra. Patrząc na zdjęcia z satelity wiedziałem że będzie po drugiej stronie kampusu, więc przyszło mi się trochę przejść i trafiłem do metra. Wiedziałem że chcę dostać się na plac Tienanmen i że żeby to zrobić potrzebna mi będzie karta. Tyle tylko że nigdzie tej karty nie widziałem, a napisy na maszynie do biletów jednorazowych były po chińsku. Na szczęście poratował mnie, sądząc po akcencie, anglik i powiedział gdzie mam kupić kartę, a jakbym chciał kupić jednorazowy to wystarczy nacisnąć żółty przycisk i będzie po angielsku.  Podziękowałem, poszedłem na drugą stronę stacji, kupiłem kartę i od razu ją załadowałem. Co ciekawe – płaci się za kartę 20 RMB i jest to traktowane jako depozyt, czyli jak ktoś będzie chciał ją oddać to dostanie te 20 RMB z powrotem. No okej. Dołożyłem sobie jeszcze 30 RMB i po zapoznaniu się z cennikiem ruszyłem. W pekińskim metrze obowiązuje stała opłata w wysokości 2 RMB za przejazd. Czyli niezależnie ile przystanków pokonamy, na ilu stacjach się przesiądziemy, dopóki tylko nie opuścimy metra płacimy 2 RMB. Dodatkowo dzięki karcie mamy 60% zniżki na przejazdy autobusowe i możemy nią także płacić w taksówkach. Świetna sprawa.

Wyposażony w kartę, informacje z internetu, oraz aparat fotograficzny ruszyłem na przystanek Tienanmen Square East. Wysiadłem, zapłaciłem te 2 RMB i poszedłem porobić zdjęcia. Nawet w Pekinie ludzie chcą żebym zrobił sobie z nimi zdjęcia. Nawet w Pekinie…

IMG_0126

I tak się szlajam między muzeum, siedzibą rządu, mauzoleum Mao gdy podchodzi do mnie Chinka i zaczyna pytać co robię, skąd jestem, jak długo będę w Pekinie, a  potem zaprasza na kawę. W Chinach należy odmawiać gdy obcy ludzie zapraszają Cię do restauracji czy na kawę/herbatę. Bo to kończy się absurdalnie wysokim rachunkiem, który ma zapłacić rzecz jasna obcokrajowiec.

Także odmówiłem i poszedłem do Zakazanego Miasta.

IMG_0151

Zobaczycie na zdjęciach że ogrody cesarskie na pewno lepiej prezentują się w lato, ale reszta jest warta obejrzenia o każdej porze roku. Te dachy są przecudowne. A cała reszta? Jeżeli potraktujemy to jako olbrzymie muzeum, bez dachu, w którym można się zgubić to wypada super. Bo to w końcu jest olbrzymie muzeum bez dachu i krążąc tymi wszystkimi alejkami i ciasnymi przejściami straciłem świadomość tego gdzie znajduje się wszystko inne (bo zawsze wiem gdzie ja jestem). Jeżeli będziemy oczekiwać czegoś więcej to musimy pamiętać że pierwotny pałac został zniszczony i odbudowany dlatego mury wyglądają tak jak wyglądają. Jest dużo świetnych rzeźb i wszystko jest niesamowicie kolorowe.

IMG_0183
Tak jeszcze z uwag praktycznych -> wybierzcie się dość wcześnie nie tylko żeby Was nie wygonili przed zamknięciem, ale także żeby uniknąć problemów z powrotem na metro. Jeżeli wyjdziecie za późno to droga którą przyszliście będzie już zablokowana i przyjdzie Wam obchodzić cały kompleks, a to ładny kawałek (sprawdzone).

IMG_0237
Tego w tv nie pokażą.

Chociaż, jeżeli nie macie kabla USB->Mini USB, bo zapomnieliście go spakować, a jest Wam potrzebny to możecie się wybrać na ten długi spacer bo po drodze znajdziecie sklep fotograficzny. I chociaż się targowałem to w życiu nie zapłaciłem tyle za kabel USB. Ale ‘Excellent quality’. Niech będzie, bo z tym poprzednim faktycznie były jakieś problemy.

Wracałem do domu metrem (bo czym by innym) i nagle moja karta nie chciała zadziałać, na szczęście Pani pracująca w metrze wzięła ją, przypierdzieliła w czytnik i zadziałało. Od razu jakoś się tak swojsko zrobiło.

Wyszło mi tego spaceru blisko 11 kilometrów, niby niewiele, ale nie ma przecież ani tras z metra, ani z całego muzeum, w każdym razie nogi mi do tyłka wchodzą i tylko cieszę się że mam tak wygodne buty. A trasę możecie zobaczyć tutaj o: http://www.endomondo.com/workouts/158815736/221814

W drodze powrotnej dostałem także dwie wizytówki od osób organizujących zwiedzanie Pekinu z angielskim przewodnikiem (ci z chińskim nie chcieli mi dać nawet ulotki), a jeden Pan słysząc skąd jestem zaoferował mi nawet zniżkę gdy przyjadę w czerwcu. Ceny mają naprawdę zachęcające i to w RMB, bo w sieci nawet jeżeli ogłaszają się chińskie biura turystyczne to i tak podają ceny w dolarach co jest dla mojej skromnej osoby niekorzystne.

Zdjęcia z dnia zero właśnie się wgrały, teraz przychodzi pora na przejrzenie blisko 300 zdjęć z dnia pierwszego. I do przeczytania jutro.

Niedziela i przegapione z Polski #3

Niedziela i przegapione z Polski #3

Gry
Większość z Was pewnie o tym wie, ale tej większości która nie wie wyjawię coś – jestem graczem. Gracze lubią się dzielić na takich czy tamtych, ale mi jedna taka szufladka wystarczy, nie chcę wchodzić do jeszcze mniejszej. Ogromną część swojego dorosłego życia poświęciłem na rozwój takiego małego serwisu o serii gier zwanej Metal Gear Solid, ale to nie jest ani czas ani miejsce na rozpisywanie się o czym jest ta seria. Dość powiedzieć że część pierwszą można zinterpretować chociażby jako ciążę począwszy od zapłodnienia aż do porodu a część drugą jako okres dojrzewania i powolnego odcinania się od wzorca męskości jakim był ojciec by stać się w końcu w pełni samodzielną i dorosłą jednostką. A to tylko jedna z tych troszkę bardziej naciąganych interpretacji.
Właśnie gry, w gry obecnie gramy wszyscy czy nam się to podoba czy nie…Zaraz, nie gracie? Hmm…
To właśnie rozpoczęliście. Oto lista zasad:
– gra się cały czas
– gdy przypomnimy sobie że gramy należy powiedzieć ‘Przegrałem/am’ po czym wrócić do przerwanej czynności
– gra kończy się wraz z naszą śmiercią (lub gdy premier Wielkiej Brytanii powie ‘gra skończona’)
To teraz gdy wszyscy gramy możemy zagrać w  Canabalta, gra która dla wielu odkryła na nowo podgatunek gry nieskończonej i jest typowym przykładem gry ‘kibelkowej’ czyli taką która odpala się na kibelku i gra dopóki ktoś nas nie zawoła lub się nie zirytujemy. Jeżeli graliście w Angry Birds to pewnie rozumiecie i poczuliście na własnej skórze syndrom ‘jeszcze jednego levelu’.
Tylko o ile w Angry Birds jest jakaś fabuła to w Canabalt fabuły nie ma. Nie wiemy nic, począwszy od tego czy Canabalt to imię bohatera, nazwa miasta, czy może rasy która atakuje miasto.  Dlaczego uciekamy? Jeżeli staramy się uciec przed inwazją obcych, to  czy gdzieś tam na końcu czeka statek ratunkowy? A może biegniemy by uratować spadającą doniczkę, ale niezależnie od tego ile kroków zrobimy zawsze będziemy za daleko i doniczka spadnie? A może mamy odczytywać Canabalta jako swoisty eskapizm przed bezduszną korporacją która za wszelką cenę chce sprowadzić nas do parteru i zmusić do życia według jej reguł? No właśnie nie wiemy i tak naprawdę nie dowiemy się. Cały wątek fabularny zależy w tej grze od nas. Niektórym się to nie podoba, innym pasuje bo lubią tworzyć własną rzeczywistość, lub chociaż trochę ubarwiać tę którą mamy. A skoro jesteśmy przy ubarwianiu rzeczywistości to…

Snake.
Gdy tak poświęcałem swoje życie w imię lepszej sprawy kilkukrotnie, w różnym towarzystwie, podchodziłem do tematu przetłumaczenia pierwszej części serii Metal Gear Solid. W końcu trafiłem na kogoś kto podobnie jak ja uparł się i w bólach zrobiliśmy to co nie udało się nikomu przed nami. Owszem, tłumaczenie nie jest doskonałe, nie oddaje w żadnym razie ducha gry, ale zrobiliśmy to najlepiej jak potrafiliśmy i jednocześnie najlepiej jak mogliśmy biorąc pod uwagę nasze ograniczone umiejętności ingerowania w grę. Bo czasem chciało się coś poprawić, ale wtedy gra uznawała że lepiej będzie jeżeli zostanie coś tak jak jest bo inaczej to ona w gruncie rzeczy nie chce działać.  Jak można wywnioskować po tytule wpisu nosił wdzięczny pseudonim Snake. Półtorej roku temu pożegnał się oficjalnie z forum, oddał obiecane tłumaczenia, pożegnał się ze mną i od tamtej pory słuch o Nim zaginął. Miał słabość to pewnej aktorki z filmów dla dorosłych (Sasha Grey) która mniej więcej w tym samym czasie przerzuciła się na bardziej ambitne aktorstwo. I lubię myśleć że przerzuciła się dzięki Niemu. Że spotkali się gdzieś, zaczęli rozmawiać i ona zrozumiała że granie w tego rodzaju produkcjach to nie jest szczyt jej marzeń. Potem wrócił na moment do Polski i nakręcił ludzi w Radomiu do postawienia jej pomnika. I chociaż nie jest to zapewne prawda to lubię tak o tym myśleć, bo dzięki temu świat jest odrobinę przyjemniejszym miejscem.  Lubię myśleć o tym że po odwiedzinach w Radomiu wyjechał do Nowej Zelandii gdzie czyta ‘Władcę Pierścieni’ przechadzając się po polach na których kręcono filmy. To zapewne też nie jest prawda, ale dzięki temu uśmiecham się.

Ten wpis przygotowuję w sobotę, ponieważ niedzielę chcę poświęcić na ratowanie galaktyki. Uratuję ją po raz trzeci w tej samej serii. Czuję że tym razem nie przywiążę się do postaci, nie poznam ich lepiej, nie zbudujemy między sobą żadnych głębszych relacji, wszyscy będą tym kim byli w poprzednich częściach, tyle tylko że będę musiał jeszcze więcej strzelać. Tyle czuję po 9 godzinach, ale czy to będzie prawda? Mam nadzieję że przekonam się w poniedziałek, bo głupio byłoby kazać jej czekać kolejne pół roku.  Na szczęście zawsze mam Cannabalt i mogę powiedzieć że każdy tysiąc metrów przybliża galaktykę o jednego żołnierza do zwycięstwa. Bo czemu nie.
A gdy zacznie mi już kompletnie brakować pomysłów zacznę myśleć trofeami. Wielu z nas myśli trofeami, ustala sobie jakieś cele i dąży do nich. Tylko obecnie w grach dostajemy za to punkty/trofea (‘A po co ci te punkty Killer?’) i możemy się nimi pochwalić (‘Żeby wygrać mecz’) co tak po prawdzie nie ma żadnego przełożenia na cokolwiek, ale buduje ego (coś jak tablica rekordów życiowych w Endo).

Nowy Rok
No właśnie, bo dzisiaj obchodzi się w Chinach ‘Chiński Nowy Rok’, tylko oczywiście tam nazywa się go ‘Nowym Rokiem’, tak jak na ‘Chińskie jedzenie’ po prostu mówi się ‘jedzenie’. Wszystkiego najlepszego w roku wodnego węża o ile dobrze się orientuję. Powysyłałem wszystkim uczniom których mam na QQ życzenia i wszyscy mi ładnie podziękowali.

Książki
Z racji tego że będę dwa dni w Pekinie, postanowiłem coś zobaczyć. Mam za mało czasu by zobaczyć tyle ile chcę ale też za dużo by przesiedzieć w pokoju, zwłaszcza że mogę mieć jakiś tam problem z internetem (bo w tym hotelu zawsze pytają się o internet, a ja ‘Wo hui shuo yidian potonghua’ (trochę mówię po chińsksu)). A biorąc pod uwagę że chcę tu w czerwcu/lipcu wrócić postanowiłem kupić jakiś przewodnik. Jeden odpadł bo pomylili 6 z 7 na zdjęciach, a skoro popełnili taki podstawowy błąd to kto wie co będzie działo się dalej, drugi odpadł bo był gruby i klejony co nie idzie ze sobą w parze. Mogę zrozumieć cienki i klejony, ale jak gruby to powinien być szyty zwłaszcza że to przewodnik więc nie będzie stać na półce. Z tego samego powodu z przymrużeniem oka traktuję wszystkie ładne wydawnictwa, bo jakbym chciał sobie pooglądać obrazki to kupiłbym album obrazkowy a nie przewodnik (może źle robię, ale nie mam aż takiego rozeznania na rynku). W każdym razie kupiłem przewodnik po Pekinie (ładny z obrazkami) i chociaż jestem nim trochę zawiedziony:
bo jest z 2009 roku i już trochę zdezaktualizowany (chociażby informacja o monetach i banknotach o wartości 0.2 RMB, których nie widziałem ani razu bo zostały wycofane w 2004 roku), bo jest pisany w taki dość niekonwencjonalny sposób (język oficjalny przeplatany z takim dość swobodnym, co mnie bardzo irytuje), bo chociaż zawiera podstawowe słownictwo nie zawiera informacji o wymowie (naprawdę, po co mi wiedzieć jak się coś pisze w pinyin skoro z tego zapisu korzysta się w Chinach nie aż tak często i nie wymawia się tego tak samo jak pisze) i mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale ma to o co mi chodziło najbardziej czyli rozkład przystanków metra, oraz wyjaśniony dojazd do najważniejszych atrakcji. Zwiedzanie Pekinu w okresie nowego roku podobno nie należy do przyjemnych, ale nie dowiem się dopóki tego nie sprawdzę.

Tracy
Czyli dziewczyna która zastąpiła Jennifer. Gdy jej napisałem że mam 100 RMB na taksówkę (tylko o tym napomykając bo przecież mam trochę więcej a i bankomaty na lotnisku są, no i wiem jak dojechać metrem z lotniska do hotelu (teoretycznie, ale wiem)) powiedziała żebym przygotował trochę więcej, a tydzień później napisała że sprawdzała w internecie i nie powinno to wyjść drożej niż 90 i powinienem się targować z kierowcą gdyby chciał więcej. Nie wiem czy wspominałem, ale chyba nie: otóż Tracy wraca z urlopy 15 i na ten dzień zakupiła mi już bilet do Xuzhou bo chce się ze mną spotkać zanim pojadę. Dzięki temu mam dwie noce w hotelu i dwa dni w Pekinie. I gdy tak o tym myślę przypomina mi się historia Samuela Eto’o którego nikt nie odebrał na lotnisku w Madrycie gdy przyleciał z Kamerunu. Mnie też nikt nie odbierze, ale ja przynajmniej czuję że jestem ważny.