Koniec weekendu

P1090786 (Copy)

Skończyła się podróż, skończył się weekend, jutro wracam do pracy. Na razie tylko do małej szkoły, a od marca (taką mam nadzieję) do kolegium. Innymi słowy wszystko w porządku.
Nie w porządku czują się za to moje mięśnie które pewnie wolały błogie lenistwo i słodkie obijanie się, ale niestety dla nich nic z tego nie wyszło. Przyszedł czas na pot, nie ma miejsce na łzy i mam nadzieję że obejdzie się bez krwi. Chociaż jak znam życie wystarczy jak wskoczę jutro na bieżnię to zaraz się jakiś nowy odcisk będzie chciał uaktywnić. Tak to już jest z odciskami, walka z nimi jest niezwykle uciążliwa, ale w przeciwieństwie do walki z wiatrakami można z niej wyjść zwycięsko. Tyle tylko, że to walka która trwać będzie zawsze. W końcu są nowe buty to są odciski.

P1090788 (Copy)

Jak widać te notki są krótkie ostatnimi czasy, ale chyba wynagrodziłem Wam to dzisiejszą relacją z drogi na południe. Na fejsbuku macie masę zdjęć z jedzeniem, w dodatku ogromną ilość zdjęć w galerii i mam nadzieję że one zaspokoją Wasze apetyty bo ostatnio ze zdjęciami u mnie krucho. Co zresztą widać. Dzisiaj miało być trochę inaczej, ale nagle uświadomiłem sobie że mam jeszcze jeden duży projekt do zamknięcia i już wiem, że na 90% się z nim nie wyrobię w terminie, tylko to że nie zdążę nie znaczy że się poddam przed walką i nie spróbuję. W dodatku codziennie piszę, ale to nie tyle po polsku co po angielsku, więc nigdzie tego nie wrzucam. Bo to zupełnie osobny projekt, znacznie większy.

Prognoza pogody zapowiada że od przyszłego tygodnia mają już pojawić się dodatnie temperatury w co nie za bardzo chce mi się wierzyć, ale oznaczałoby to że nieubłaganie zbliżamy się do końca zimy i może, ale tylko może, nie trzeba będzie czekać do kwietnia. Oczywiście do tego czasu temperatura w nocy będzie oscylować w okolicy -25 stopni, ale kto by się takimi drobnostkami przejmował skoro nadchodzi koniec tego zimowego koszmaru. Zima w mieście to koszmar, na szczęście Changchun jest suche, praktycznie tutaj w zimie nie pada, a przez to i te minusy są bardziej znośne. Gdyby tylko wilgotność powietrza była większa to zapewne bym zwariował z zimna. Porównując jednak z południem to bardziej skłaniam się w stronę północy, bo chociaż jest zimno na dworze to w mieszkaniach jest cieplutko i komfortowo. Chłód na dworze można wytrzymać, gorzej z chłodem w mieszkaniu prowadzącym do spania w rękawiczkach i kilku warstwach ubrań.

Oszustwo

Widzieliście że Changchun korkuje się około południa? Ja też nie. A już z pewnością nie podejrzewałem że korkuje się o jedenastej. Bo niby dlaczego miałoby się korkować, wszyscy powinni jeszcze pracować, przerwa ma być dopiero za godzinę. A jednak korkuje się strasznie. Do tego stopnia że na stację dotarłem na dwadzieścia minut przed odjazdem i zostałem przywitany zielonym napisem na tablicy co oznacza że pociąg już stoi na stacji i można wchodzić. Tak właśnie zniszczono mój pomysł na szybkie wskoczenie do pociągu i zajęciu przyjemnego miejsca. A tu się okazuje ze nic z tego nie będzie. Zero szans na dobre miejsce, wszystkie zajęte przez ludzi z milionem toreb którzy zdają się przewozić swój cały dorobek. W takim wypadku postanowiłem spokojnie pójść do toalety i zakupić rozkładane krzesełko w sklepie. Udało się kupić krzesełko nawet fajne. Trochę większe od tych które widziałem na ulicach. To już mi trochę humor poprawiło więc z uśmiechem na twarzy ruszyłem do pociągu. I tak mijając po kolei dziesięć wagonów narastało we mnie uczucie bycia oszukanym. Ten pociąg był pusty. I to nie pusty w rozumieniu chińskim czyli jakieś trzy czwarte miejsc było pełnych, ale bardziej w zrozumieniu europejskim gdzie trzy czwarte miejsc było pustych. A trzy tygodnie temu nie mogłem biletów kupić. Oszustwo.

Dotarłem do przedziału w którym na sto dwadzieścia miejsc siedzących zajętych było miejsc dwadzieścia. Przede mną ciągle dwie duże stacje ale czuję że jeżeli wszystko dobrze pójdzie to będę miał nieplanowane miejsce siedzące przynajmniej w nocy.

Pierwsza z dużych stacji i już się zmieniło w normalną chińską podróż czyli mnóstwo ludzi i bardzo głośno.
Upatrzone miejsce zostało zajęte. Ewakuowałem się dalej do wagonu trzeciego i przyjdzie mi korzystać w rozkładanego krzesełka.

Mało

W gruncie rzeczy to ten dzień był. Taki rutynowy, nic nadzwyczajnego, a jednak nie do końca.
Bardzo podobają mi się te zajęcia z komplementami, studenci muszą ćwiczyć zarówno komplementowanie jak i otrzymywanie komplementów. Naprawdę prosta sprawa, ale robimy ją już drugie zajęcia i chyba jeszcze na trzecie starczy. Także temat przerobimy dość dogłębnie i to dobrze, bo chociaż komplementowanie w angielskim nie odgrywa aż tak ważnej kulturowo roli jak w chińskim to warto dać Im jakieś podstawy.
W dodatku wymyśliłem sobie że na zadanie domowe dostaną, oprócz tego co jest w książce bo do książki jest klucz, do napisania pięć rzeczy które robić potrafią oraz pięć rzeczy które zrobili i z których są dumni. Takie naprawdę proste ćwiczenie, bo skoro większość z nich nie jest w stanie powiedzieć co potrafi robić to pora Im trochę w tym pomóc. Bo chociaż odpowiedź długo spać bardzo mi się podoba i wywołuje u mnie salwę śmiechu to jednak nie jest najlepszą z możliwych u studenta pierwszego roku.

I tak jak mnie wczoraj asystentki pochwaliły że tyle uczniów przychodzi na moje zajęcia tak dzisiaj byłem niemile zaskoczony bo ilość zaczęła spadać. Tak trochę na złość, ale w gruncie rzeczy spodziewałem się że będzie Ich znacznie, znacznie mniej. Prawdę mówiąc chyba nawet bym wolał żeby Ich było mniej bo wtedy mogę w spokoju skupić na tych obecnych. A tak mam powiedzmy 25 osób w klasie z czego 8 uważa, a reszta śpi. Zastanawiam się czy i z tym spaniem nie zacząć walczyć…muszę zapytać Bryana co On o tym myśli, bo mi osobiście to nie przeszkadza. Jeżeli nie grają, nie rozmawiają, ani nie robią nic innego co mogłoby mi lub reszcie przeszkadzać to nie widzę powodu by Ich za to ganić. Zapytam jutro.

W klubie też pojawiło się dzisiaj mało osób więc może to jest jakoś powiązane? Zapanowała epidemia chorób, jesienna depresja, albo coś w tym guście…ciężko to jednoznacznie określić, ale koniec końców mam nadzieję że to się zmieni na plus. Na duży plus.

Łobuzy

Czasem to właśnie te klasy nas zaskakują których byśmy o to nigdy nie podejrzewali. Bo czego oczekiwać od klasy przeszkadzaczy. Mam wrażenie że piszę o nich co piątek że mnie zaskakują a mimo to zaskakiwać mnie nie przestają. Bo w sumie to oczekiwań nie mam wobec Nich żadnych, więc wszystko co zrobią jest dla mnie zakończeniem. W dodatku najczęściej pozytywnym.
Tak właśnie było dzisiaj. Znowu.
Tym razem z powodu testu. Daisy chyba nie podała Im pytań, a Oni sami nie doszukali sie gotowców, nie mnie dociekać przyczyny takiego zachowania. Może było to lenistwo, może nieświadomość, j wolę myśleć że nie chcieli mnie oszukać.
No dobrze, trochę ściągali, ale pozabierałem sprawdziany dającym ściągać i przestali. Zostało mi do sprawdzenia jakieś 120 sprawdzianów, z których większość to będzie kompletna nuda bo znam wszystkie odpowiedzi, ale te z tej klasy powinny być inne. Wierzę w Nich i nawet jeżeli nie będą to jakieś super odpowiedzi to i tak boją o głowę tych którzy ten sprawdzian olali zupełnie.
W ogóle to jedyna klasa która zapytana o to jak się czujemy słysząc komplement powiedziała 'czasem nieśmiało’ bez żadnej pomocy. Taki mały plusik.
Ogólnie to był dobry tydzień w kolegium, tak jak zawsze oceniam aktywność klas wystawiając plusy i minusy, tak nawstawiałem same plusy. Może to też kwestia zajęć jakie mieliśmy, bo w końcu komplementy to dość pozytywny temat, który będziemy jeszcze męczyć w przyszłym tygodniu. Nie mogę tak skakać z tematu na temat bo będzie to dla większości za trudne, a chociaż skupiam się na tych chcących się czegoś nauczyć to nie mogę zapomnieć o reszcie. Czasem za łatwo przychodzi skupianie się na najlepszych i przekonywanie samego siebie że temat został zrozumiany i możemy iść dalej.
Po zajęciach i siłowni w postaci krótkiego i intensywnego rowerowania, poszedłem z Bryanem i Elizabeth, chińska wspolgabinetkowiczka Bryana, na kolację do chińskiego bufetu. Trzy godziny i jesz, pijesz co i ile tylko chcesz. Jedwabniki są paskudne…

Smog

P1030760 (Copy)

To nie mgła. To smog.
Zakrył całe północno wschodnie Chiny. Wszystkie lotniska pozamykane, podobnie autostrady, pociągi mają kilku godzinne opóźnienie, w Harbinie zamknięto szkoły podstawowe i gimnazja. Widoczność na 50-100 metrów. Paraliż. Wszystko z powodu rozpoczęcia okresu grzewczego.

P1030768 (Copy)

Oto właśnie jak zima, jeszcze przed zimą, paraliżuje północno wschodnie Chiny. Wyobraźcie sobie co tu się będzie działo gdy wszędzie włączą centralne, bo na przykład u mnie w budynku jeszcze nie pracuje.

Dzisiaj stężenie cząsteczek szkodliwych osiągnęło w Harbinie poziom 500, powyżej którego liczniki już nie pracują. W Changchun było dzisiaj w okolic 400. Wszystko powyżej 300 to już zagrożenie dla życia i lepiej z domu nie wychodzić.

A jednak wyjść trzeba, chociażby po to by pójść na siłownię. Ubrałem maskę i poszedłem. Zapas masek przywiozłem z Polski, ale nie wiem jak one sobie tutaj poradzą. Piętnaście minut na dworze wystarczyło by rozbolała mnie głowa. Nie wiem czy to z powodu pyłu czy samej maski do której przyzwyczajony nie jestem.

P1030769 (Copy)

Ludzie mówią że czują zapach węgla. Ja osobiście nie czułem nic. Co jak co ale zapach węgla rozpoznam. Tyle dobrego że to paskudztwo się nie osadza i nie kurzy jak to w Jiawang. Ciekawe dlaczego…Może nawet smog ma swoje odmiany? Smog w południowych Chinach i smog w północnych…

O ile ten na południu jest bielszy i trochę przypomina mgłę, tak ten na południu nie zwodzi nikogo, stawia kawę na ławę krzycząc oto jestem. A nawet nie tyle stawia kawę na ławę, co trzymając wódkę w ręku przewraca ławę, stoły i mówi to jest moje miejsce. Smog na południu nie daje sobą pomiatać. Gdy się już pojawia to nie tyle zostaje co wypełnia wszystko co może, wywraca świat do góry nogami i z niczym się nie patyczkuje.

P1030775 (Copy)

Smog w Changchun to inny żywioł. Nie ma w sobie za grosz subtelnego mistycyzmu mgły, nie jest w najmniejszym stopniu ezoteryczny, jest tak niesamowicie namacalny że lepiej zacząć chodzić z nożem na wypadek gdyby trzeba było dziurę w nim wyciąć. To już nie jest zabawa, to poważna sprawa i nikt tak naprawdę nie wie jak sobie z nim poradzić, bo jak inaczej reagować na starania rządu Chin by do 2016 zredukować emisję szkodliwych cząsteczek o 10%.
10%? Nawet oni wiedzą że z chmogiem (Chmog – Changchun smgog) sobie tak łatwo nie poradzą.

Niedziela i przegapione #8

P1030727 (Copy)

Dlaczego nas nie lubisz?

Taka rozmowa z QQ.
– Dlaczego nas nie lubisz?
– Kogo?
– Moich współklasowiczów.
– Nie rozumiem o co chodzi.
– Dla innych klas jesteś milszy.
– Zaraz, z której klasy jesteś?
– (Numer)
– Ach…no bo Wy rozmawiacie, nie uważacie, gracie w gry…
– Nie, nieprawda!
– No możemy tu dyskutować, ale ja swoje widzę. Poza tym nikt nie zrobił zadania domowego.
– Zapomnieliśmy.
– Ach…Słuchaj, ja Was lubię. Wy mnie lubić nie musicie bo to nie jest dla mnie ważne, ja chcę Was czegoś nauczyć i to jest dla mnie ważne.

P1030730 (Copy)

Chris

No i wyjaśniło się dlaczego Chris robi interesy z Johnsonem. Jego partnerka biznesowa jest spokrewniona z moim szefem, a sytuacja jeżeli chodzi o ilość nauczycieli w Changchun jest kiepska, strasznie duża rotacja w każdej z większych sieciówek. Albo nikt nie chce w tym mieście pracować, albo z nikim nie chcą pracować.
Ogólnie to bardzo sympatycznie sobie pogadaliśmy i co ciekawe siedział dwa dni z rzędu w biurze czego sobie nie przypominam odkąd tu przyjechałem.

IMG_20131020_102628 (Copy)

Przesyłka

Żeby opanować taobao na nowo zamówiłem coś na próbę. Zamówiłem i czekałem, w czwartek paczka doszła do Changchun i Pani do mnie dzwoniła. W piątek dzwoniła ponownie a ja spróbowałem oddzwonić i poprosić by Brian powiedział Jej by zostawiła ją w sklepie. Koniec końców nie zostawiła bo nie odebrała. W sobotę będąc w sklepie widzę Panią paczkarkę więc licząc na ślepy traf podchodzę do Niej i pokazuję numer telefonu. Ona patrzy na mnie, światełko zapala się nad Jej głową i biegnie po moją paczkę. Tłumaczę że mój chiński jest do bani i dlatego się nie dogadaliśmy. Uśmiecha się, więc może na przyszłość nie będzie problemów. Na wszelki wypadek będę korzystać z pomocy Wendy.

IMG_20131020_102737 (Copy)

Adam

Napisałem, ale jakoś na początku. Zdałem sobie sprawę że tutaj nie dam rady biegać nawet tyle ile biegałem w Jiawang. Za parę tygodni spadnie śnieg, przyjdą mrozy rzędu -20 stopni i nie ma sensu budować formy skoro śnieg ma leżeć 4-5 miesięcy. A coś ze sobą robić trzeba, to wróciłem do przerzucania ciężarów.

Czy są bardziej szare? Mam mniej powodów do śmiechu, ale wiedziałem, że tak będzie gdy tutaj przyjechałem i jest to taka gorycz z którą muszę żyć, ale świadomość tego wcale mi tego życia nie ułatwia.

Weekend

Dość powiedzieć że Ania doprowadziła do mieszkanie do stanu lepszego niż wynajmujący, a potem jeszcze polubiła tofu.
Dzieciaki średnio Ją polubiły, Mary się wstydziła, ale ogólnie się wstydzi a Marcy nie spodobało się imię. No cóż…najważniejsze że Chris nie miał nic przeciwko Jej obecności na zajęciach.
Więcej nie napiszę. To był strasznie długi tydzień.

Zmęczony

Mam wrażenie, że wszyscy się mnie ostatnio pytają czy wszystko w porządku bo wyglądam na strasznie zmęczonego. No wyglądam bo jestem. Najgorsze jest to, że jak jestem to robię się łatwy do zirytowania i boję się wybuchnąć na tych studenciaków. Blisko jeszcze nie ma. Na razie poszczególne klasy zbierają plusy i minusy, na przyszły tydzień mam już zaplanowane trzy sprawdziany i dzisiaj wysłałem przedstawicielom pytania żeby rozdali w grupie. Niech sobie młodzież radzi, ale jak to oleją to się zdenerwuję.

No dobrze. Zamówiłem sobie na taobao metr krawiecki, ale podkusił mnie żeby zamówić na swój adres i swój numer telefonu. Nadzieja była taka że ktoś to zostawi gdzieś a ja odbiorę. Nadzieja umarła gdy dzisiaj ktoś zadzwonił a ja nie mogłem się dogadać. Na szczęście jest Wendy, która powiedziała żebym zamawiał do Jej mieszkania i na Nią to sobie potem odbiorę. Dobrze, bardzo dobrze.

Na 10 klas, aż 4 oddały prace domowe. 3 dostały za karę sprawdzian, a trzy nie dostały nic bo się po nich niczego nie spodziewałem. Nie mogę karać klas które są i tak słabe i kiepsko zmotywowane, nie mogę wymagać od tych słabszych by pracowali jak ci lepsi. Aż cztery klasy, ale trochę jestem zawiedziony, nie tyle poziomem tych prac bo jednak większość coś tam sobą reprezentuje, nikt nie dostał zera, co tym że ciągle muszę ich uspokajać walczyć z nimi, a Oni i tak za chwilę znowu wyciągają telefony, tablety i oglądają filmy. Brian podrzucił mi pomysł żebym tym którzy się spóźniają kazał skakać przed wejściem, ale myślę że wykorzystam to inaczej i od przyszłego tygodnia nagrodą  za oglądanie filmów będą podskoki.

Wybaczcie długość tych ostatnich notek, ale faktycznie padam na pysk. Niby wyśpię się po śmierci, ale ja jednak kilku godzin snu potrzebuję.

Jeszcze jeden dzień w kolegium i wee…

P1030698 (Copy)

Poranki są tutaj potworne, zimno, zimno i raz jeszcze zimno. Nie jest to może jakiś wielki problem gdyby nie to że południe słońce wpada przez okna i usmażyć się można w tych samych ciuchach które rano nie dawały aż takiej ochrony.

I po raz kolejny trochę się na niektórych klasach zawiodłem. Zwłaszcza na jednej która za karę dostała sprawdzian. Za to na ogromny plus inna klasa która zadania zrobiła. Naprawdę…W chwili obecnej wygląda to jednak dość nieciekawie i prawdę mówiąc w większości klas drugi raz przebijamy się przez kierunki i lokacje. Hmm…może to jest klucz, robić to jeszcze wolniej. Bo w sumie to czemu nie, te jednostki dla których to jest za proste i tak się już nudzą, a cała reszta skorzystałaby. Zobaczę jak to wyjdzie po sprawdzianach.

Idziemy dalej. Na obiad udało mi się wrócić do mieszkania, a po zajęciach od razu na siłownię i tym razem poszło świetnie. Jakiś bardzo dobry dzień miałem, bo te ciężary praktycznie same się podnosiłem, aż musiałem sprawdzać czy faktycznie na sztandze jest tyle ile być miało.

P1030707 (Copy)

A potem kolejna niespodzianka bo zobaczyłem mojego ulubionego  ucznia, tego łobuza z ostatniej klasy w piątek. Chwilę pogadaliśmy, co było naprawdę fajne bo przecież kiedy ja ostatnio miałem okazję pogadać z uczniami poza zajęciami. Naprawdę polubiłem tego chłopaka.

Po siłowni pokulałem się na targ, zakupiłem tofu i wróciłem do mieszkania. Zanim zdążyłem wskoczyć pod prysznic zadzwoniła do mnie Jennifer! Aż mnie zatkało z wrażenia. Jakiś tam kontakt z Nią miałem bo odezwałem się po powrocie, okazało się że znowu pracuje w firmie poszukującej nauczycieli. Rzecz jasna szuka kogoś na JUŻ, na JUŻ. Oj żebyś Ty moja rówieśniczko zadzwoniła parę miesięcy temu. No nic…obiecałem że zadzwonię jak będę się stąd zbierał. Obiecała że coś będzie dla mnie miała, a w to akurat mogę uwierzyć. Kto jak kto, ale ona mnie nie zawiodła.

W klubie przyszło mi zaśpiewać piosenkę o czym nikt mnie nie uprzedził, więc zaśpiewałem po niemiecku. Dlaczego miałbym śpiewać coś co mogliby zrozumieć. Bardzo fajnie dziś było, studenciaki się wykazały bo temat był zakupowy i za zadanie mieli przygotować krótkie scenki związane z zakupami. Fajnie, naprawdę fajnie. No i zyskałem dwie młodsze siostry, Margaret i Jasmine.

P1030717 (Copy)

Deszcz

P1030572 (Copy)

Deszcz w Changchun to inny żywioł. Nie tylko zalewa ulice, nie tylko wypełnia studzienki kanalizacyjne, ale też przegania tych ludzi stojących z karteczkami elektryk, hydraulik, przegania stojących sprzedawców wszystkiego, przegania nawet ulotkarzy.
Po kilkugodzinnej ulewie ulice zamieniają się w rzekę, studzienki nie wyrabiają, auta rozbryzgują wodę we wszystkich możliwych kierunkach, a błoto osadza się wszędzie, począwszy od butów na ulicach skończywszy.

P1030573 (Copy)

Zawsze gdy pada deszcz tego typu mówię It’s raining. Is he crying? Robię tak dlatego że The Boss zmieniła moje życie, oraz dlatego że w gruncie rzeczy warto się zastanowić czy faktycznie ktoś teraz te nie płacze, a jeżeli płacze to dlaczego.

Lubię deszcz, nietrudno zresztą się tego domyślić wystarczy spojrzeć na ilość notek otagowanych jako deszcz, czy nawet spojrzeć w nazwę bloga i już wiadomo że deszcz jest mi szalenie bliski. Nawet na południu, gdy przychodziły wiosenne ulewy deszcz nie miał takiej mocy jak tutaj…nawet jeżeli czyścił ulice to dosłownie je czyścił, spłukiwał cały brud do przepełnionych studzienek i nawet jeżeli pozostawał w postaci kałuż przez kilka dni to był typowym deszczem oczyszczającym.

P1030577 (Copy)

Deszcz w Changchun jest inny. Jest taki jak wyobrażam sobie deszcz w Hong Kongu. Jest ciemny, ponury, zły i w żadnym wypadku nie przynosi oczyszczenia, przynosi jedynie więcej brudu. Tutaj woda nie staje się wybawieniem, tutaj woda jest czymś czego powinniśmy się wystrzegać, dręczy, przeszkadza, utrudnia…

Pierwszy raz jednak poczułem się jak w Ghost in the shell gdy idąc ulicą padał na mnie deszcz, a ja ukryty pod płaszczem przyglądałem się migającym chińskim neonom. Rzecz jasna zdjęcia nie zrobiłem, to są takie chwile które lepiej w pamięci upiększać niż oglądać i patrzeć że coś nie wyszło.

P1030580 (Copy)

W całych Chinach deszcz przynosi chłód. Każdy kolejny deszcz oznacza obniżenie temperatury. W końcu dojdzie do tego że zamiast deszczu zacznie padać śnieg. Strasznie szybko mija ta jesień. A może ona się zaczęła gdy już przyjechałem? Zaraz skończą się deszcze, skończą się piękne żółte drzewa i przyjdzie pora na mróz. Za wcześnie jednak by napisać to co napisać trzeba w przypadku zimy.

P1030581 (Copy)

A w klubie zamiast się skupić na studentach gadałem z Bryanem z Malezji. Heh…Mógłbym powiedzieć że to wina deszczu, że jest tak dziwny że mną owładnął, ale byłaby to kiepska wymówka, więc jej nie zastosuję. Deszcz tutaj jest inny. Pachnie inaczej…zupełnie inaczej…

Jak powstał świat?

Mity o stworzeniu świata obecne są w każdej kulturze i Chiny nie są tutaj wyjątkiem. Opowieści na ten temat można znaleźć w wielu wczesnych chińskich tekstach, ale to sobie zostawmy i przejdźmy do mitów.

Jeden z najpopularniejszych mówi że Pangu盤古 (pierwsze żywe stworzenie, ale o nim jeszcze przyjdzie mi się rozpisać) rozdziela Hundun 混沌 „pierwotny chaos ” na Niebo i Ziemię. Żaden ze starożytnych, klasycznych, tekstów nie mówi o Pangu, o którym wspomina dopiero się w trzecim wieku naszej ery. I mówi mniej więcej tak:

Niebo i ziemia były ze sobą nierozerwalnie związane jak kurze jajko, w którym narodził się Pangu. Po 18000 lat ta prymitywna masa się rozdzieliła, to co było jasne i lekkie stworzyło Niebo, a co ciemne i ciężkie Ziemię. Przez kolejnych 18000 lat Niebo i Ziemia powiększały się o 10 stóp a Pangu, stojący pomiędzy nimi, rósł również o 10 stóp. Tak oto rozdzieliły się Niebo i Ziemia na 9 milionów li (mniej więcej 46 tysięcy kilometrów.

Kosmogonia

Pochodzące z czwartego wieku naszej ery Tao te ching sugeruje mniej mityczny początek świata.  Mniej więcej tak:
‘Było coś bezkształtnego, a zarazem kompletnego, narodzonego przed Niebem i Ziemią. Cichego, niokreślnego, stało samotnie i niezmiennie. Możemy uważać je za matkę Nieba i Ziemi. Nie znając jego nazwy nazwę je ‘Drogą’.
‘Droga’ dała początek Jedności, a ona z kolei Dualności, z niej narodziła się Troistość z której wywodzą się niezliczone stworzenia. To one noszą na plecach yin a w brzuchach mają yang. To one neutralizują opary i tworzą w ten sposób harmonię.’

W przyszłości Taoiści zaczęli interpretować to jako powstanie Wuji, Taji oraz ying i yang.

W pierwszym wieku naszej ery Zhang Heng tak oto opisuje początki Nieba i Ziemi:

Przed Wielką Podstawą (Taisu 太素) istniała ciemna klarowność oraz tajemniczy bezruch, ciemny i czarny. Nie było żadnych obrazów. Wewnątrz była pustka, a na zewnątrz nie było nic. Stan ten utrzymywał się przez wiele wieków. Nazywano to mrokiem (mingxing 溟涬).  Był to początek Dao. Gdy powstał pień Dao uformowały się stworzenia oraz kształty. Wtedy właśni qi (wkrótce) się rozdzieliło, podobnie twarde i miękkie, oraz czyste i zanieczyszczone. Niebo utworzyło się na zewnątrz a ziemia przyjęła pozycję w środku. Niebo przyjęło kształt Yang, było więc okrągłe oraz pozostawało w ruchu. Ziemia przyjęła kształt Yun była więc płaska i nieruchoma. Poprzez ruch powstała akcja, poprzez spokój powstało połączenie i przemiana. Poprzez łączenie powstało naworzenie  i wszystko się narodziło. Nazywa się to Wielkim Początkiem (Taiyuan 太元). Było owocem Dao.