Hmm…

P1020018 (Copy)

Zaczynam mieć obawy odnośnie biegania tutaj…właściwie to obawy zacząłem mieć tydzień temu, ale teraz jeszcze się nasiliły. Nie mogłem dzisiaj pobiegać na bieżni przy moim kolegium, więc pobiegłem na inną bieżnię. Pokręciłem parę kółek i wróciłem z bólem w kolanach. To nowość która pojawia się po każdym biegu na tej bieżni, ale nie po biegu na tamtej innej. Przypuszczam że podłoże jest za twarde i przez to nie nadaje się do biegania tak długich dystansów. A skoro ta bliższa bieżnia będzie zajęta przez uczniów na zajęcia wojskowe to chyba nie pozostaje mi nic innego niż przerzucenie się już na bieganie w siłowni na sztucznej bieżni. Ble. Chociaż lepsze to niż całkowite rozwalenie kolan.

P1020021 (Copy)
Z jakiegoś, nieznanego mi, powodu większość chińczyków gdy pyta się mnie skąd jestem dorzuca pytanie z Kanady? Co mnie dziwi strasznie bo sugeruje że albo dużo Kanadyjczyków przyjeżdża uczyć do Chin, albo z jakiegoś powodu pasuję do obrazu Kanadyjczyka serwowanego w chińskich mediach. Nie zrozumcie mnie źle, nie przeszkadza mi to ani trochę, tylko najzwyczajniej w świecie dziwi.

P1020026 (Copy)

Czuję się trochę przygnieciony tym miastem. Jest za duże by zwiedzać na nogach, nie ma porządnej linii metra, nie rozumiem systemu autobusowego, zwiedzanie na ślepo poprzez podróże autobusem jest nie w moim stylu, a rower ciągle w Jiawang. Pokrążyłem dzisiaj po okolicy i dalej nie znalazłem żadnego supermarketu. To mnie naprawdę martwi, bo na razie mam do wyboru albo słabo wyposażony sklep dwa kilometry od mieszkania, albo dobrze wyposażony sklep do którego jadę dwadzieścia minut autobusem i idę drugie dwadzieścia.

P1020031 (Copy)

Na szczęście jest jeszcze targ gdzie mogę kupić świeżo przygotowane tofu, mięcho czy warzywa i owoce, ale…fajnie byłoby zobaczyć co ma do zaoferowania konkurencja bo chociaż ceny na targu z reguły są niższe od sklepowych to jednak w Jiawang w sklepach był zawsze porządny wybór tofu.

P1020034 (Copy)

A tutaj tylko serek, smażony na głębokim oleju, paski i prostokąty, czyli całkowita podstawa bez wodotrysków.
Jedzenie to jedno, drugie to to że nie mam jak się z tego miasta wyrwać by pozwiedzać okolicę. Jeżeli pogoda dopisze to w przyszłym tygodniu ruszę pozwiedzać kilka historycznych miejsc.

P1020038 (Copy)

Tylko dojazd do nich to będzie kompletna masakra. W dodatku to całe miasto jest w przebudowie i przejazd autobusem przypomina mi o tym jak spędziłem większość pierwszego roku na studiach w autobusach z Katowic do Sosnowca i z powrotem z powodu przebudowy drogi. Strasznie mnie ta bezsilność mierzi.

P1020039 (Copy)

Do tego stopnia że nawet jeszcze nie otworzyłem książek do chińskiego. Ble.

P1020040 (Copy)

A dzisiejsze zajęcia poszły super. Dziewczynki miały za zadanie napisać przykłady rzeczy miłych i niemiłych i aż mnie zaskoczyły znajomością słownictwa. Jak nie zapomnę to w niedzielę wrzucę zdjęcia. Na następnych zajęciach będziemy rysować historie jaką dzisiaj napisały, więc także powinienem coś Wam pokazać ciekawego.

P1020048 (Copy)

Park rzeźb

P1010883 (Copy)

W Changchun znajduje się park rzeźb, ale że dochodzi już powoli dziesiąta wieczorem odpuszczę sobie zarówno jego opis jak i opis zwiedzania.
Czyli tak…rano siłownia, którą jakoś przeżyłem. Nogi dalej bolą, dzisiaj doszły obolałe ręce, a w sobotę to już zapewne będę chciał umrzeć byleby się resztek bólu pozbyć. Sam jestem sobie winny, ale czasem nawet najlepsze ćwiczenia rozciągające nie pomogą. Wskoczyłem na piętnaście minut na orbitreka, pierwszy raz w życiu, i muszę powiedzieć że wydaje się być to całkiem zacne. Może zastąpię nim czwarty trening biegowy, z którego właściwie i tak zrezygnowałem.

P1010885 (Copy)
Po obiedzie ruszyłem do parku rzeźb, ale o nim napiszę w niedzielę (przynajmniej postaram się) a że zostało mi jeszcze mnóstwo czasu do spotkania klubu (bo Smile przypomniała mi wczoraj że obiecałem przyjść) to postanowiłem pojechać do Decathlonu w Changchun. Zadanie w teorii proste, a w praktyce to zawsze jest pewne ryzyko gdy jedzie się w miejsce nowe do którego nie można dojechać bezpośrednim autobusem. Na szczęście obyło się bez żadnych ekscytujących historii i znalazłem się na prostej drodze do ogromnego ronda za którym stał sporych rozmiarów sklep.

P1010887 (Copy)
Sklep wysoki na 7 pięter z których tylko dwa były pełne sklepów. Przypuszczam że lokalizacja nie taka, a i przebudowa ronda raczej do odwiedzin nie zachęca. No chyba że to nowy sklep, a kurz na nim pochodzi właśnie od przebudowy. W Chinach to ciężko ocenić. Decathlon, jak Decathlon, same znane marki, ceny tak jak można przypuszczać – takie same jak w Polsce, co mnie zaciekawiło bo przecież odpadają koszty transportu, no ale co poradzić. Żałuję teraz że nie przyglądałem się butom bo to może być jeden z nielicznych sklepów w których nie będzie problemów ze znalezieniem mojego rozmiaru.

P1010889 (Copy)
Wzbogacony o nową parę spodni i koszulkę ruszyłem w drogę powrotną. Powroty zawsze są prostsze bo wiadomo gdzie trzeba wysiąść. Tyle tylko że o ile do Decathlonu jechałem 20 minut, tak wracałem minut 40 bo zachciało mi się wracać w czasie gdy połowa Changchun (prawdopodobnie) również wracała do domu.
Dostałem kolejne zajęcia, po 4 godziny w sobotę i niedzielę od 1230 do 1630.  Strasznie mi to popsuło plany treningowe, ale na szczęście pod tym względem jestem na tyle zdolny do dostosowania się że sobie poradzę. Tylko to kolejna szkoła, więc znowu dojazdy…ble, byleby powrót był jakimś bezpośrednim busem.

P1020005 (Copy)
A na zakończenie dnia poszedłem do klubu l było to świetne doświadczenie. Ci młodzi ludzie mają mnóstwo energii i chociaż większość z nich studiuje coś czego nie lubi to jednak przychodzą do tego klubu i ćwiczą angielski. Ćwiczą co prawda w ten dość absurdalny sposób polegający na ryciu na pamięć zdań i wykrzykiwaniu ich do utraty tchu, ale skoro uważają że to działa…
Zrobiliśmy bardzo fajne ćwiczenie, ustawiliśmy się w kółeczko i dreptaliśmy dopóki prowadzący nie krzyknął stop wtedy się obracaliśmy i rozmawialiśmy z osobą stojącą naprzeciwko o wakacjach. Bardzo ciekawe. Kiedyś będę musiał zwlec się wcześnie z łóżka żeby zobaczyć jak wyglądają te Ich poranne ćwiczenia. A na koniec jeszcze mnie odprowadzili, no cudowni ludzie.

P1020006 (Copy)

Mam jakieś dziwne problemy z internetem, więc może mi czasami facebook lub youtube nie działać. Innymi słowy – sprawdzajcie te środki przekazu w miarę regularnie.

Boli…

P1010852 (Copy)

Boli. A raczej bolą, bo to nogi. Pamiętam że kiedyś już mnie tak bolało, ale to było bardzo dawno temu. Paskudne zakwasy którym jestem sam sobie winny bo się za słabo rozciągałem. Sam sobie zawiniłem to teraz muszę cierpieć za każdym razem gdy się podnoszę i gdy kucam. To co czułem dzisiaj w czasie biegu to coś czego nie czułem już chyba dwa lata, a nie wiem nawet czy nie trzy…tak ciężkich nóg nie miałem już naprawdę dawno. Przebolałem te osiem kilometrów, więcej było już ponad moje siły. Przez kilka najbliższych miesięcy bieganie nie będzie moim priorytetem więc nie muszę się spinać aż tak bardzo.

P1010862 (Copy)

Pierwszy raz biegałem na bieżni przy moim kolegium. Jest mała, niewiele ponad 300 metrów na kółko, w dodatku nawierzchnia taka sobie, ale chyba bardziej miękka od tej na tej większej bieżni naprzeciwko hotelu, więc kolana nie powinny doskwierać. Jak tak sobie biegałem wokół to zauważyłem Smile z klubu, właśnie miała WF i jak to na chińskim WFie wszyscy byli w normalnych strojach i trochę poskakali a potem się rozeszli do swoich normalnych czynności.

P1010860 (Copy)

Po kilku okrążeniach Smile wróciła i porozmawialiśmy chwilę. Wszystkie dziewczyny mówią o tym jak wiele pewności siebie dał Im ten klub, że teraz nie boją się mówić po angielsku, przestały mieć kompleksy i są nim zachwycone. Ciekawe zjawisko. Gdy tak sobie staliśmy i rozmawialiśmy przyszedł jakiś Pan i poprosił o zdjęcie ze mną. No jasne, czemu nie. Chociaż to trochę dziwne bo wyglądał na tutejszego a w Changchun jest naprawdę sporo obcokrajowców. Z drugiej strony – nie każdy biega na bieżni tego kolegium.

P1010865 (Copy)

Dobiegając do mieszkania zauważyłem Toma czekającego pod drzwiami, ale nie był zdenerwowany, widział że biegałem. A skoro jest Tom to skoczyła mi nadzieja na internet! I tak! Po kolejnej godzinie czekania przyszedł Pan z China Unicom i podłączył internet. Dzięki temu mogę w końcu dodawać notki i zdjęcia. Mam nadzieję że cieszycie się równie mocno jak ja.

P1010874 (Copy)

Po wczorajszej wpadce z ponad czterema kilogramami piersi z kurczaka (zamroziły się, więc nie powinno być tragedii) postanowiłem się dzisiaj odkuć i kupić płatki owsiane na śniadanie. Problem polega na tym że ciągle znam tylko jeden sklep, więc ta moja próba odkucia się jest strasznie zmonopolizowana.

P1010876 (Copy)

Znalazłem płatki, nawet znanej mi firmy, tylko cóż…płatki okazały się być sproszkowanymi płatkami do rozpuszczenia w wodzie…a nawet mleko kupiłem. A raczej mleko o smaku orzechów włoskich, bo znanego mi mleka nie było, a inne to zawsze ryzyko. Jutro okaże się co z tego wyjdzie, chociaż cudów się nie spodziewam. W najgorszym wypadku czeka mnie kolejna potrawa z jajek.

P1010879 (Copy)

Never skip a leg day

 

P1010827 (Copy)

Jak to mawiają amerykanie, czyli nogi.
O 530 obudziło mnie słońce. To trochę wkurzające gdy jednego dnia pada i jest zimno, a następnego słońce kładzie się na każdej dostępnej przestrzeni i nie pozwala na ucieczkę. Nie sposób się do żadnej pogody przyzwyczaić, ani na żadną przygotować. Bywa i tak jak widać.

P1010830 (Copy)
Ruszyłem do siłowni około 820. Gdy dotarłem na miejsce okazało się że otwierają dopiero o 9, ale Pan Stróż i tak mnie wpuścił. Mnie i kilka innych osób. A może siłownia jest otwarta wcześniej ale pewni pracownicy przychodzą dopiero o 9? Sprawdzę to w czwartek…
Pierwszy trening zorientowany na siłę od dwóch lat za mną i spodziewam się jutro solidnych zakwasów. Mam w planie zapisane interwały lekkie, ale myślę że zwykłe rozbieganie powinno wystarczyć, nie ma się teraz co żyłować. Siłownia ma wszystko czego potrzeba plus straszny syf na stojakach z hantlami, ale powinno być dobrze. Trochę obawiam się że popołudniami może być ciężko dostać się do wolnych ciężarów, ale jakoś sobie z tym poradzę. Za to sprzętu do treningu aerobowego nie zabraknie, w dodatku przyciski są po angielsku, więc bajka.

P1010833 (Copy)

Po powrocie z siłowni przyszła kolej na transport lodówki, spodziewałem się jakiegoś starego modelu a tutaj niespodzianka – nowiutka lodóweczka. W dodatku wnosił ją jeden człowiek. Zarzucił sobie pralkę na plecy i wnosił na szóste piętro…

P1010838 (Copy)

A skoro lodówka się pojawiła to pora zrobić zapas piersi z kurczaka. W jedynym znanym mi w okolicy sklepie nie ma w ogóle kur, więc poszedłem na targ. Na targu mają wszystko, począwszy od tofu, poprzez smażony bób, na piersiach z kury kończąc. Poprosiłem Panią i kilogram, potem pokazałem w słowniku, Ona pokiwała ze zrozumieniem i sięgnęła do zamrażalki, potem sięgnęła po to co było na tacy i z kilograma zrobiły się cztery i pół. Skoro jest zamrażalka, to można zamrozić pomyślałem i wziąłem te dodatkowe trzy i pół kilo. Tylko w głowę zachodzę jak ten słownik mógł mnie tak niecnie oszukać. Jeżeli jemu nie mogę ufać, to komu mogę…

P1010844 (Copy)

Pojechałem też do centrum żeby dowiedzieć się gdzie jest stacja kolejowa. Jest ogromna. Naprawdę ogromna. Tylko problem jest taki że nigdzie nie widziałem budek z kartami miejskimi, ani nawet sklepów w których taką kartę mógłbym kupić. A to jest kurczę wygodne…

P1010847 (Copy)

Strasznie brakuje mi tu roweru…Zobaczyłem że gdzieś tu w okolicy jest Decathlon, pomyślałem więc że warto byłoby podjechać zobaczyć co mają na stanie. Nawet sobie poradziłem z określeniem miejsca, ale jak się tam dostać…Co mi z tego że znam numery autobusów które stają obok, skoro nie wiem skąd odjeżdżają. A z meridką wszystko byłoby takie proste, najzwyczajniej w świecie jedną ulicą do samiutkiego końca, potem w lewo i już jesteśmy na odpowiednim rondzie…Ech…Żeby tylko te moje rowerowe podróże nie zamieniły się w podróże na rowerze w siłowni, wystarczy mi że będę musiał biegać na bieżni patrząc przez okno na olbrzymi plac budowy.

Policja

P1010795 (Copy)

Plan na dzisiaj był banalnie prosty. Około ósmej rano spotkanie z Panem właścicielem i wycieczka na komisariat, a wieczorem czekanie na lodówkę. Strasznie dużo tego czekania. Ciągle na coś się czeka. Czy to na wizę, czy to na policjanta, czy to jeszcze coś innego.

P1010798 (Copy)

Pan właściciel przyszedł i poszliśmy z buta na komisariat. Posiedzieliśmy dwadzieścia minut i okazało się że musimy iść gdzieś indziej. Pojechaliśmy na drugi komisariat, a potem w końcu do jakiegoś biura z jakimś rejestrem mieszkań. Zostałem tam dopisany Pan właściciel dostał karteczkę i wróciliśmy na komisariat. Tam okazało się że nic z tego nie będzie. Pan właściciel wziął dokumenty i sobie poszedł. Heh.

P1010799 (Copy)

Wróciłem do mieszkania i zrobiłem pierwszy obiad! Od razu lepiej gdy samemu można zrobić obiad, jeszcze tylko ta lodówka…Trochę irytujące jest to że nie ma szafek gdzie mogę pochować przyprawy, ale jakoś muszę sobie poradzić.

P1010804 (Copy)

Po obiedzie ruszyłem pobiegać. Padało, padało i jeszcze raz padało. Zalało bieżnię przy kolegium pobiegłem więc do tej przy hotelu i pokręciłem kilka kółeczek. Najgorsze w tym przechodzeniu do innej bieżni jest to ogromne rozkopane krzyżowanie. Czasem trzeba czekać, czasem trzeba biec, nie wiem jak to będzie w zimę gdy te ulice skuje lód.

P1010805 (Copy)

Po biegu ruszyłem w poszukiwaniu siłowni. Wczoraj Wendy skierowała mnie w stronę budynku obok koreańskiej restauracji. Bank i KTV…na szczęście siłownia też była. A skoro była to się zapisałem. Jest kilka bieżni, trochę maszyn i malutko wolnych ciężarów co trochę mnie martwi, ale może w tych godzinach w jakich będę chodzić będzie luźno i nie będzie problemów. No i przynajmniej będę mieć gdzie biegać w zimę.

P1010811 (Copy)

Pralka…pralka to zupełnie inny temat. O ile w Jiawang była banalnie prosta w obsłudze, tak ta tutaj jest już trochę bardziej skomplikowana. O tyle bardziej że wiem jak z niej wypuścić wodę i włączyć suszenie, ale nie mam pojęcia dlaczego nie wiruje gdy powinna.

P1010813 (Copy)

W ciągu dwóch dni powinien pojawić się Pan który zamontuje internet. Ciągle trzeba czekać, ale przynajmniej rozpisałem już sobie plany zajęć na najbliższy tydzień. To jedna z zalet.

P1010819 (Copy)

Niedziela i przegapione

P1010778 (Copy)

Z samego rana ruszyłem na bieżnię i zrobiłem dziesięć minutówek z dość żenującymi prędkościami: 4:31; 4:43; 4:37; 4:28; 4:27; 4:28; 4:39; 4:42; 4:33; 4:03, chociaż z drugiej strony to wrzesień, okres w którym sezon biegowy się kończy i nawet nie powinienem się czymś takim przejmować. Dlatego też za bardzo się nie przejmuję. Pobiegłem je spokojnie, tak jak chciałem i wyszło żenująco, ale też biegłem bez śniadania i jest to mój pierwszy tydzień w Chinach. Takie mam wymówki i się ich trzymam.

Oprócz tego – przeprowadzka. Czyli w gruncie rzeczy przenoszenie gratów z jednego miejsca na drugie. Owszem, można to ubrać bardziej w stylu: koniec rozdziału hotel początek reszty życia mojego w Changchun i wraz ze sobą przeniosłem mnóstwo wspomnień, zarówno tych namacalnych jak i nienamacalnych  w postaci doświadczeń wydobytych z sześciodniowego pobytu w hotelu. Czyli masa gratów do przenoszenia. A zanim się do tego zabraliśmy z Tomem – poszliśmy kupić kołdrę, poduszkę, prześcieradło i ubranka dla wyżej wspomnianych.

Potem jeszcze tylko oglądanie wygłupów Jamiego w czasie zajęć z przedszkolakami (nie, nie, po stokroć nie…podtrzymuję to co mówię w czasie wszystkich rozmów o pracę żadnej pracy w przedszkolu) i można jechać do nowego mieszkania. Tutaj czekają już właściciele z którymi będę musiał jutro udać się na komisariat w celu uzyskania pozwolenia pobytu i tyle. Jeszcze mają lodówkę przynieść, a Tom może jutro podłączy internet. Tak naprawdę to jestem zbyt zmęczony by zastanawiać się nad tym wszystkim. Zmęczony i zły bo nie wiem jak się jutro dzień ułoży a chcę iść pobiegać. Chociaż tyle że od jutra będę sobie mógł sam gotować, chociaż prawdę mówiąc na zakupy będę mieć czas pewnie dopiero we wtorek…

Drinking?
Padał deszcz. Właśnie uśmiechnięty wracałem ze sklepu gdy usłyszałem ej! (a raczej jego chiński odpowiednik), nie wzruszony poszedłem dalej, usłyszałem raz jeszcze i raz jeszcze. Ten trzeci raz sprawił że odwróciłem się i poszedłem w kierunku chłopaka który zdawał się owe dźwięki wydawać.
– Nie mówię po angielsku. Powiedział po chińsku.
– Nie mówię po chińsku. Odpowiedziałem po chińsku.
Podaliśmy sobie dłonie i zaczynam się odwracać gdy widzę jak Jego znajomi wykonują znany na chyba całym świecie gest oznaczający spożywanie alkoholu i mówią drinking? Tylko się uśmiechnąłem i pomachałem ręką. W Jiawang na takie zaproszenie musiałem czekać aż do drugiego semestru.

Tofu

Tak jak w Jiawang tofu było wszędzie, tak tutaj widziałem tylko w jednym miejscu i to w dodatku takim targu z jedzeniem. Oj nie wiem co ja poradzę bez dziennej dawki tofu, nie wiem…

Dwa mieszkania

P1010698 (Copy)

Pierwsze świetne, w nowym bloku, z centralnym ogrzewaniem, siedzącym kibelkiem, malutkie bo to tylko jeden pokój (naprawdę, to jak tutaj się mieszkania projektuje przyprawia mnie o dreszcze czasami) + łazienka i kuchnia. W sumie to po co więcej, tylko jeden minus – droga do przystanku wiedzie przez plac budowy. Teraz jeszcze do przejścia, ale w zimę to będzie masakra.

P1010705 (Copy)
Drugie, w starym bloku, z kaloryferami, siedzącym kibelkiem w jednym miejscu i prysznicem w drugim, salonem, pokojem centralnym, kuchnią i dwoma sypialniami. Za duże, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
I co tu wybrać…padło na drugie. Do za dużego mieszkania przywykłem już w Jiawang, a przynajmniej wszędzie mam blisko, pod nosem i sklepy i kolegium i do autobusów. Jutrzejszą noc spędzę już w nowym mieszkaniu. Za parę dni podłączą internet i skończy się ten mój odwyk.
Odnośnie tego odwyku właśnie. Myślałem że będzie dużo gorzej, w końcu internet wydaje się być integralną częścią życia…a jednak da się żyć i przyznam się uczciwie nie brak mi tego ciągłego bombardowania informacjami. Brakuje mi trochę nowych podcastów i wiadomości o tym co się dzieje na świecie, no i takiej drobnostki jak kontakt z ludźmi w Polsce.

P1010774 (Copy)

Dzisiejsza grupa to cztery dzieciaki w wieku 8-10 i to na całkiem przyzwoitym poziomie. Jak na razie to tylko ta pierwsza grupa miała problemy z zachowaniem, pozostałe dwie mają u mnie plusa. Ciekawe jak to będzie jutro, bo to pora na najmłodsze dzieciaki. Oj dużo będzie powtarzania, dużo.

P1010782 (Copy)

A jutro czekają mnie jeszcze ogromne zakupy, bo w mieszkaniu będą tylko pralka i lodówka. No dobrze, szafy, łóżka, krzesła, stoły też będą. To była kolejna przewaga mieszkania numer jeden z dzisiaj bo tam było wszystko, wystarczyło się wprowadzić. Z chodzeniem po placu budowy jest trochę jak z chodzeniem po bagnach. Wciąga, ale częściej dosłownie niż metaforycznie.

P1010789 (Copy)

Gdzieś tam w oddali dnia dzisiejszego czeka na mnie gorący kubek earl graya przywiezionego z Polski i już się nie mogę doczekać. Nie ma wielu uczuć przyjemniejszych niż usiąść bo solidnie przechodzonym dniu z kubkiem gorącej herbaty i zanurzyć się w lekturę książki.

Crazy Love

P1010709 (Copy)

Od początku mojej bytności w Chinach jestem zauroczony tym jak Oni nie wyłapują tych drobnych dwuznaczności językowych typu come on baby don’t be shy żeby kogoś zmotywować, czy inne które zapomniałem i całe to zdanie wygląda nijako. Albo właśnie to crazy love, które to jest nazwą klubu angielskiego w kolegium finansowym w Changchun. Uroczo.

P1010721 (Copy)

Co rano podobno aula pełna studentów, a wieczorami ~10 osób. Byłem dzisiaj tam drugi raz, bo Jamie powiedział że przyjdzie, ale widać coś Mu wypadło, bo nie przyszedł. Nie szkodzi. Pogadałem sobie ze Smile i Margret. Pooglądaliśmy zdjęcia a Margret tylko co chwilę spoglądała na zegarek i przypominała mi że za chwilę muszę iść. Powiedziałem że o 20 wychodzę i chciała tego przypilnować. To doprawdy urocze.
– Myślę że jednak nie jesteś nieśmiały.
– Jak to? Wczoraj powiedziałem że jestem i powiedziałaś że jestem bardzo nieśmiały.
– Popatrzyłam na twoje zdjęcia i myślę że jednak nie jesteś.
Żeby tak człowieka oceniać po zdjęciach a nie po słowach. Do czego to doszło że czyny człowieka przemawiają głośniej niż jego słowa…

P1010727 (Copy)

Miałem też pierwsze zajęcia w tej lepszej grupie dzieciaków i poszło fajnie, zrobiliśmy sobie małe powtórzenie materiału, dzieciaki ze słownictwem stoją wysoko, nie szaleją jak te młodsze i ogólnie to w porządku. Tylko grupa czteroosobowa z której jedna dziewczyna odchodzi prezentuje się krucho, w dodatku i tak pewnie nie będzie moja bo czwartki i piątki to będą ośmiogodzinne maratony w kolegium. Według Wendy mam kończyć o 1630 a zaczynać o 8 i obojętnie jak to liczę to za cholerę nie chce mi wyjść osiem godzin zajęć. No chyba że tutaj w kolegium zajęcia także mają po 45 minut.

P1010731 (Copy)

Co może nawet nie być złym rozwiązaniem. Tylko niczym młot uderzyło mnie to że to czwartek i piątek więc pewnie będę każdą z grup widział tylko raz w tygodniu. Nie wiem ile można w ten sposób nauczyć, ale nie mnie oceniać ten system. Ja mam tylko się w nim odnaleźć i zrobić co w mojej mocy by tych studentów zmusić do rozmów po angielsku.

P1010732 (Copy)

Wendy zaprowadziła mnie dzisiaj na ulicę targową, pełną sklepów i restauracji. Takie ulice są w każdym mieście w Chinach. To na nich toczy się wieczorne życie i można tam kupić wszystko.
– Tego mięsa nie kupuj.
– Czemu?
– To nie jest wołowina.
A ślinka cieknie.

P1010749 (Copy)

Byłem też zobaczyć mieszkanie jakie mi proponują i chyba Jamie to straszny bałaganiarz bo jakiejś wielkiej tragedii w tym drugim mieszkaniu nie było. Toaleta w kucki, ale to północ Chin więc trafić coś innego będzie trudno. Do kolegium blisko, do szkoły także, sklepy także w okolicy. Tragedii nie ma, jednakże…czasem warto poczekać i zobaczyć co jeszcze zaoferują, bo chociaż to mieszkanie było w porządku to za ścianą mieszka już Jamie i chociaż fajnie mieć za ścianą kogoś znajomego, to może lepiej nie za tą najbliższą. Także poszukiwania trwaja, ale przynajmniej coś się dzieje w tym temacie.

P1010760 (Copy)

Jamie

Jak tylko wrócę do internetu uzupełnię listę bohaterów o Jamiego i całą załogę jaką poznałem dzisiaj. Odbiór tej notki bez zdjęć będzie trochę trudny, ale mam nadzieję że sobie poradzicie.

P1010578 (Copy)

Od początku.
Dzisiaj wybrałem się na dwugodzinny spacer który mnie strasznie zirytował bo nie dość że chodzę dużo wolniej niż biegam i dlatego zawsze chodzone zwiedzanie mnie irytuje to jeszcze nie doszedłem do niczego. O ile to drugie w życiu się zdarza o tyle niedochodzenie do czegoś idąc przez godzinę przed siebie jest irytujące. Nie daje nam poczucia że coś osiągnęliśmy, nie mamy spełnienia. A przecież aktywność trwała godzinę czyli 1/16 całego naszego niesennego dnia, czyli dość sporo. Do czegoś doszedłem, ale było to takie byleco. Godzina spaceru i raptem kilka zdjęć, w dodatku nic intrygującego. Trochę mnie to podwaliło, bo jak się chodzi przez dwie godziny to powinno się chociaż jedno porządne zdjęcie zrobić. A tutaj nic…a może po prostu ja się jeszcze nie przestawiłem na Changchun i myślami uciekam do znajomych widoków z Jiawang i podświadomie szukam czegoś co mi przypomni wioskę? Może tutaj bodźców jest tak dużo że nie potrafię sobie z nimi poradzić, nie mam jeszcze odpowiedniej selekcji zaprogramowanej? Czemu nie, to dobra wymówka.

P1010583 (Copy)

Zadzwoniła Wendy (nie wiem dlaczego ona raz mówi Sunny a raz Wendy, może to jakiś kryzys tożsamości?) i powiedziała że Jamie (to inny nauczyciel) będzie się kulać na spotkanie klubu angielskiego w kolegium i że mogę też pójść. No to poszedłem.

P1010609 (Copy)

Najpierw wylądowaliśmy w mieszkaniu u Jamiego i się zląkłem. Daleki jestem od bycia pedantem, jak już pisałem, jestem wyznawcą chaosu i anarchii, ale…tutaj wrzuciłbym Wam zdjęcie, ale że nie da rady to wyobraźcie sobie syf. Nic więcej, tylko syf. Dodajcie do tego małego kota i kuwetę.

P1010613 (Copy)

A potem dorzućcie kibelek w stylu chińskim. Może ja się nie powinienem tak śpieszyć do własnego mieszkania?

P1010634 (Copy)

Pokulaliśmy się do restauracji, posiedzieliśmy chwilę i wychodząc napadła mnie jedna z barmanek mówiąc że jest koncert i bardzo by chciała żebym przyszedł. Ja.
– Myślę że bardzo jej się podobasz. – powiedziała Agnes, znajoma Jamiego.
A ja myślę że bardzo chciała sprzedać bilety, ale nie mówię o tym na głos, uśmiecham się pod nosem i mówię kto wie.

P1010635 (Copy)

Poszliśmy do kolegium i…pamiętacie klasy w Jiawang? Odchodząca farba, papierki, pomalowane ściany, takie klimaty. To wyobraźcie sobie to samo w skali – kolegium i pomnóżcie przez półtorej. Stare rozpadające się krzesła na auli, pomalowane stoły za które nie można wejść, rozwalony sufit, w kącie kilka starych ławek i krzeseł, z boków auli kurz który pamięta czasy Rewolucji Kulturowej a do sufitu przypięty nowy projektor. Priorytety muszą być.

P1010640 (Copy)

Tylko dziewczyny super. Co do chłopaków to nie wiem bo tylko jeden się do mnie odezwał, ale wydawał się sympatyczny. Za to dziewczyny urocze. Śmiały się, rozmawiały, śmiały się jeszcze głośniej, pogadaliśmy sobie, pooglądaliśmy zdjęcia. Obiecałem przynieść laptopa i pokazać zdjęcia z Jiawang…teraz się z tego już nie wycofam.

P1010647 (Copy)

I wszystko byłoby super, gdyby nie jeden drobny szczegół. Ich angielski był gorszy od angielskiego dzieciaków z Jiawang…I nie mówię tu nawet o tych najlepszych…Po prostu był gorszy. Mniejszy zasób słów, gorsza umiejętność rozumienia ze słuchu…i z jednej strony nienawidzę siebie za to że tak bezdusznie oceniam znajomość angielskiego, a z drugiej strony widzę że te lata pracy nie poszły na marne bo już myślę co mogę dla Nich zrobić. Naszła mnie przerażająca wizja, taka w której jestem w klasie z 50 uczniami z których najlepsi mówią po angielsku tak jak Ci bardzo dobrzy z Jiawang, a Ci najgorsi mają mnie kompletnie w nosie bo są na uniwersytecie i teraz mogą robić co im się żywnie podoba. Wizja w której uczniowie nie przychodzą do mnie po zajęciach i przepraszają za to że spali, a taka w której grają na komórkach z włączonym dźwiękiem i nawet nie rozumieją co do Nich mówię. To nie jest przyjemna wizja, ale poprosiłem Jamiego o Jego plany z poprzedniego roku, więc może coś mi się nasunie ciekawego. Poza tym każdy rok jest inny, a każdy uczeń to inna osobowość.  Nie wiem jeszcze jak dotrę do tych siedmiuset, ale zrobię co w mojej mocy by Ich chociaż trochę tego języka nauczyć.

P1010646 (Copy)

Jak tylko będę mógł wrzucę Wam zdjęcia większości dziewczyn z klubu i zrobię z boku ankietę żebyście wybrali najładniejszą, a co!

Pierwsze koty za płoty

P1010562 (Copy)

Okolica jest mocno średnia, ale takie już moje szczęście, co do hoteli w Chinach. Mam nadzieję, że nie zostanę tu tak długo by poznać ją lepiej niż ta ulica z jedzeniem pod oknem i ta bieżnia koło uniwersytetu. Zresztą czy trzeba więcej…
No dobrze, skoro pierwsze koty za płoty to znaczy, że pierwszy bieg w Changchun zaliczony. Walczyłem ze sobą czy zrobić dziesięć minutówek czy piramidkę jeden-dwa-trzy-pięć i wygrała opcja druga, chociaż przyznam się szczerze, że było ciężko. Zacząłem o wiele za szybko i szybko się to zemściło. Wiedziałem, że biegnę za szybko a mimo to nie chciałem przestać. Może nie tyle nie chciałem, co nie mogłem. Chciałem biec jak najszybciej i tak się rozpędziłem na tej minutówce, że wiedziałem, że takiego tempa nie utrzymam. W tę ostatnią piątkę przebiegłem kilometr, więc jeszcze w granicach przyzwoitości i ogólnie to nie było tak źle, byłoby jeszcze lepiej gdyby nie ta kolka, ale to w pełni moja wina i biorę za to całkowitą odpowiedzialność. Następnym razem muszę zacząć wolniej, bo jeszcze nie jestem w stanie odciąć się od zmęczenia jak to trzeba przy interwałach. Ten przełącznik w głowie szybko mi znika i potrzeba kilku solidnych treningów by się znowu wytworzył, ale gdy tylko wróci będę mógł w spokoju szaleć…pytanie tylko czy jest sens nad tym pracować skoro już w październiku mają włączyć kaloryfery. To są właśnie takie pytania, które pojawiają się w mojej głowie, gdy padam a przede mną jeszcze trzy ciężki powtórzenia. Chociaż nie…wtedy pojawiają się inne słowa, mniej odpowiednie do tego miejsca.

Dzisiaj też pierwsze zajęcia, przygotowałem już plan, całkiem prosty, ale rozpisałem go sobie dokładnie na dwie strony żeby o niczym nie zapomnieć. To chyba najdłuższy plan zajęć jaki przygotowałem.

P1010563 (Copy)

Lunch…lunch razem z dziekanem, Sunny (która mnie zrekrutowała) i koleżanką Sunny – Jeanie, a raczej Ja Nin. Wywiało nas do koreańskiej restauracji i nagle uświadomiłem sobie że faktycznie jest tutaj dość sporo koreańskich znaczków, więc i mniejszość koreańska musi być liczna. Oczywiście mniejszość z Korei północnej, wszędzie flagi DRPK a w kalendarzu zaznaczone ważne daty dla kraju.
– Jesz psie mięso?
– Nie. W Jiangsu ludzie bardzo często jedzą psy.
– Właściwie to wszędzie w Chinach, a już w szczególności w koreańskich restauracjach.
Powtarzałem sobie, że przyjeżdżając tutaj uniknąłem ryzyka zjedzenia psa, a teraz wychodzi na to samo…oj średnio mi się to podoba, średnio. Zwłaszcza, że to koreańskie żarcie było bardziej niż przyzwoite, szczególnie ośmiorniczki.

P1010564 (Copy)

Czyli mamy dwa pierwsze koty, teraz pora na trzeciego: zajęcia. Jedziemy z Sunny autobusem, lądujemy o 1600 w szkole, o 1610 zaczynam rozmawiać z dyrektorem i dowiaduję się, że o 1630 mam pierwsze zajęcia, potrwają do 1830 to książka, to druga, a ta jest dla nauczyciela. O ile lubię improwizację, ba uznaję się za wyznawcę chaosu, nieładu, anarchii, tak są sytuacje, w których wolę mieć plan. Nie, dlatego że plan mnie ochroni, ale pomaga mi to przemyśleć konkretne sytuacje i jakoś się na nie, przynajmniej mentalnie, przygotować. Lubię mieć plan biegowy rozpisany na kilka miesięcy do przodu, bo dzięki temu unikam improwizacji i widzę przed sobą konkretne cele. Podobnie jest w przypadku zajęć…jaki zajęcia mają mieć cel skoro dowiaduję się o nich 10 minut przed rozpoczęciem i okazuje się że mam zorganizować dwie godziny ośmiolatkom. Tak jak pisałem wcześniej, plan przygotowany miałem, ale on był zdecydowanie dla uczniów z okolic gimnazjum, a nie dla takich, którzy dopiero rozpoczęli edukację w szkole podstawowej. Chińskiej szkole podstawowej dodajmy. Następne zajęcia w piątek popołudniu, na szczęście dostałem już książki, łącznie z tymi dla nauczyciela, więc powinno być dobrze, zwłaszcza, że są tam rozpisane aktywności wraz z czasem trwania. Życie właśnie stało się o wiele prostsze. Dobra wiadomość jest taka, że do tej szkoły nie ma daleko od hotelu/uniwersytetu, więc jeżeli połapią mi mieszkanie w okolicy uniwerku to będę mieć blisko na wszystkie zajęcia i jeszcze na bieżnię.

Czyli trzy pierwsze razy, ale dzień i tak uznaję za średni, bo zrobiłem chyba tylko trzy zdjęcia. Jet lag to cholerstwo, a gdy tu spada deszcz to wszystko płynie.