W końcu w Changchun

P1010518 (Copy)

Jak położyłem się spać o 23 tak wstałem o 10. No dobrze…nie wstałem a zostałem wyrwany ze snu pukaniem do drzwi, to Johnson – mój nowy szef. Prawdziwy chiński wielkolud – 190 centymetrów wzrostu.

P1010535 (Copy)
Przechodzenie ze stanu sen do stanu gotowy do dnia przychodzi mi dość łatwo. Nie muszę pochłaniać ani ogromnej ilości kawy, ani promieni słonecznych, ani niczego innego. Kawa pomaga, ale woda również się nadaje. Uświadomiłem to sobie rok temu gdy leżąc w szpitalu czytałem Urodzonych biegaczy i autor opisywał że Indianie wstają rano i od razu zaczynają biec.

P1010530 (Copy)

Gdy przez następne trzy miesiące zrywałem się o 4-5 rano w niedzielę by zrobić jakieś dłuższe wybieganie uśmiechałem się do siebie z myślą że wstawanie mam opanowane, teraz pozostała mi jeszcze wytrzymałość i szybkość. Nie wiem czy kiedyś będę biegać jak oni, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie, ale to wstawanie zawsze będziemy mieć ze sobą wspólne.

P1010520 (Copy)
Do podpisania dostałem kontrakt i dowiedziałem się że pierwsze trzy tygodnie września będę dręczyć dzieci w jakiejś szkole, czyli pewnie chińskich gimnazjalistów, po 8-10 godzin tygodniowo, a potem dostanę jeszcze chińskich studentów do dręczenia. Pewnie na transferowanie się z miejsca na miejsce będę tracił mnóstwo czasu, ale spodziewałem się takiego obrotu sprawy. W końcu nie wszędzie może być jak w Jiawang gdzie mogłem sobie spacerkiem podejść do szkoły.
Najbliższych kilka dnia mam spędzić w hotelu, z tymi gustownymi lustrami na sufitach, bo w tym czasie będziemy szukać mieszkania. Tego się nie spodziewałem, ale nic nie poradzę.

P1010549 (Copy)

Prawdę mówiąc kilka rzeczy mi się w tym kontrakcie nie podoba, nadgodziny są śmiesznie nisko płatne, jeżeli nie wyrobię odpowiedniej liczby godzin to mam płacone od godziny, kasa za odwołane zajęcia to śmiech na sali, ale mam to co jest najważniejsze czyli wizę pracowniczą. Trzeba, więc zacisnąć zęby i przetrzymać ten rok, a potem można się przenieść w jakiejś inne miejsce. Lub zostać na lepszych warunkach. Wszystko wyjdzie w praniu.

P1010551 (Copy)

Następny przystanek to fotograf, który zrobił zdjęcia dla policji. Bo tam też trzeba będzie się jeszcze pokulać. Zapewne jutro. Jutro też czeka mnie pierwsza wizyta w szkole, mam tylko nadzieję, że nie będę musiał jeszcze prowadzić prawdziwych zajęć, chociaż i na taką ewentualność lepiej się przygotować. Ciekawe czy dostanę jakiś kompletny gotowy materiał z którego będę uczyć czy też ponownie – wielka improwizacja.

P1010553 (Copy)

Tak bardzo jak lubię improwizować i prowadzić zajęcia według swoich planów tak jednak wolałbym mieć jakąś książkową podkładkę. Po trzech latach mniej więcej wiem co się sprawdza a co nie, ale ciągle nie czuję się na tyle pewnie by samemu układać program nauczania. Coś takiego spotkało mnie na moim pierwszym poważnym kursie w pewnej państwowej placówce. Tam też musiałem napisać program i jeszcze się go musiałem trzymać…No nie dość że sam napiszesz to potem jeszcze musisz sam siebie kontrolować. To też była niemała przygoda. Zwłaszcza te wtorkowe podróże dwoma autobusami do Pyrzowic. A wszystko to w zimę która zaprowadziła mnie do życiówki w maratonie. Dobra, dość. Zaraz idę spisać jakiś plan na jutro a potem pójdę pooglądać okolicę.

 

Czekanie

Tak można podsumować ostatnie dwa dni.
Samolot w Warszawie czekał na mnie, pierwszy raz wzywano mnie na pokład bo włożenie całej elektroniki do plecaka zawsze trochę trwa.

P1010462 (Copy)
Dwanaście godzin na lotnisku w Katarze. Przesiadka w Moskwie kosztowałaby mnie godzin trzydzieści sześć.
Siedem godzin na lotnisku w Pekinie. Bo wyjśce w pekińską noc nie brzmiało zachęcająco dla mojego zmęczonego ciała.

P1010472 (Copy)
Na dokładkę – trzy godziny na dworcu w Pekinie. Na dworcu na którym już byłem ale nie potrafię przypomnieć sobie kiedy i jestem w 100% pewny że gdy spojrzę na wszystkie bilety kolejowe jakie mam nie zobaczę tam stacji Beijing.

P1010482 (Copy)

Rok temu myślałem że jestem na końcu świata i jeszcze godzinę drogi na północ, teraz to już sam nie wiem co myśleć. Bez dwóch zdań jest to najdłuższa podróż transportowa w moim życiu. Rozbijmy to sobie.
Trzy godziny do Warszawy.
Pięć godzin do Doha.
Osiem godzin do Pekinu. No dobrze, dziewięć bo samolot miał jakieś poważne opóźnienie.
Sześć godzin do Changchun.
Godzina do hotelu.

P1010489 (Copy)
Czterdzieści sześć godzin w sumie. Dwadzieścia trzy na czekanie i dwadzieścia trzy podróży. Mam za sobą już dłuższą podróż transportową, ale takie kombo czekania i podróży to dla mnie nowość. Ciało wariuje, jeszcze się nie przestawiło do Chin, na szczęście podróże na wschód są o tyle łatwiejsze że przesuwamy się czasowo do przodu. Powroty do Polski są pod tym względem o wiele gorsze bo czasowo cofniemy się.

P1010492 (Copy)

Święto Środka Jesieni

Święto Środka Jesieni, czyli中秋节, to jedno z ważniejszych świąt w Chińskiej Republice Ludowej oraz Wietnamie. Powiązany jest ze żniwami i obchodzi się go piętnastego dnia ósmego miesiąca księżycowego (najczęściej we wrześniu lub październiku).

Alternatywne nazwy

Święto księżyca, ponieważ jest powiązany z pełnią księżyca oraz oddawaniem czci księżycowi.

Święto ciasteczek księżycowych, ponieważ w jego trakcie je się ciasteczka księżycowe.

Święto Zhongqui.

Święto latarni, jak określa się je w Singapurze i Malezji.

Święto  spotkań, ponieważ w dawnych czasach kobiety wykorzystywały czas wolny w trakcie tego święta by odwiedzić swoich rodziców.

Święto dzieci, w Wietnamie, ponieważ to właśnie dzieci odgrywają nim największą role.

Znaczenie święta

Święto to składa się z trzech bardzo blisko powiązanych ze sobą czynności:

Spotkań, czy to z rodziną czy z przyjaciółmi

Dziękczynienia by podziękować za udane zbiory i/lub spotkania

Modlitwy o coś dobrego dla dzieci, męża, żony lub o piękno, zdrowie czy szczęście

Pochodzenie

Chińczycy obchodzą to święto od czasów dynastii Shang (XVI-X wiek p.n.e.), przypuszcza się świeto to zostało zapoczątkowane oddawaniem czci bogom gór po udanych zbiorach. Święto to zaczęło nabierać na znaczeniu w czasach dynastii Tang (618-907). Jedna z legend mówi że cesarz Xuanzong z dynastii Tang zapoczątkował oficjalne obchody w swoim pałacu. Sam termin środek jesieni pojawił się po raz pierwszy w Zhou Li, jednym z klasycznych tekstów konfucjańskich, spisanych w czasach Zachodniej dynastii Zhou (1046-771 p.n.e.)

Oddawanie czci księżycowi

Istotnym elementem tego święta jest oddawanie czci księżycowi. Starożytni Chińczycy wierzyli że odrodzenie jest powiązane z księżycem i wodą. Ludność Zhuang ma legendę w której księżyc i słońce są parą a gwiazdy ich dziećmi i gdy księżyc zajdzie w ciążę staje się okrągła a po porodzie przyjmuje kształt sierpa. Poglądy te sprawiły że kobiety często oddają część księżycowi. Na niektórych terenach Chin w dalszym ciągu wyznaje się poglądy iż ‘mężczyźni nie oddają czci księżycowi a kobiety nie składają ofiar kuchennym bogom.’

Dary składa się Chang’e, znanej jako Księżycowa Bogini Nieśmiertelności. O tej historii pisałem już tutaj – http://rainreborn.pl/2013/05/niedziela-i-przegapione12/ więc sam się zacytuję:

Chang’e i jej mąż Houyi byli nieśmiertelnymi mieszkającymi w niebie. Pewnego dnia Nefrytowy Cesarz zamienił swoich dziesięciu synów w dziesięć słońc które spaliły ziemię. Nie udało mu się ich powstrzymać więc przywołał na pomoc Houyi który był znanym łucznikiem. Udało mu się zestrzelić dziewięciu, ale ostatniego postanowił ocalić. Cesarzowi nie spodobała się (bardzo delikatnie mówiąc) śmierć dziewięciu synów więc odebrał Houyi i Chang’e nieśmiertelność i zesłał ich na ziemię.
Chang’e cierpiała okrutnie z tego powodu, Houyi więc jak na kochającego męża przystało ruszył na długą podróż której celem było zdobycie pigułki nieśmiertelności.  W jej trakcie spotkał  Xi Wangmu (Królową Matkę Zachodu) która zgodziła się dać mu pigułkę, ale ostrzegła że muszą się nią podzielić po połowie.
Houyi schował pigułkę do szkatułki i ostrzegł Chang’e żeby jej nie otwierała. Żona jednak była zbyt ciekawa i znalazła pigułkę. Gdy zauważyła że mąż wraca wystraszyła się że dowie się o jej niecierpliwości i połknęła cała pigułkę. Zaczęła się unosić do nieba, a Hooyi chciał ją zestrzelić by nie leciała wyżej, ale nie mógł zmusić się do wycelowania we własną żonę. Chang’e unosiła się aż dotarła na księżyc.
Doskwierała jej samotność, ale spotkała nefrytowego królika który tworzył eliksiry. Drugą osobą która dotrzymuje jej towarzystwa to drwal Wu Gang, który został zesłany na księżyc gdyż obraził bogów próbą zdobycia nieśmiertelności. Dano mu jednak nadzieję na powrót. Miał ściąć drzewo na księżycu. Okazało się to niemożliwe bo po każdym uderzeniu odrastało na nowo.

Lampiony

Istotną częścią obchodzenia tego święta jest noszenie jasno święcących latarni, zapalanie lampionów na wieżach czy puszczanie latarni w niebo. Jedna z tradycji polega na pisaniu zagadek dla innych osób.

Ciężko jest doszukać się początków tradycji z lampionami, jednak jest pewne że nie miały one miejsca przed dynastią Tang. Tradycyjnie latarnie były traktowane jako symbole płodności i służyły głównie jako zabawki i dekoracje. Obecnie jednak lampiony stały się symbolem święta.

Wraz z transformacją chińskiego społeczeństwa tradycje z innych festiwali zaczęły pojawiać się w święcie Środka Jesieni, w tym umieszczanie lampionów na wodzie by wskazać kierunek duszom topielców, co początkowo było częścią Święta Duchów,  obchodzonego miesiąc wcześniej.

Ciasteczka księżycowe

Pieczenie i dzielenie się ciasteczkami księżycowymi jest jedną z najważniejszych tradycji. Tradycyjnie okrągłe kształty symbolizują kompletność i jedność, dlatego też dzielenie się okrągłymi ciasteczkami symbolizuje kompletność i jedność rodziny. W niektórych częściach Chin jedną z tradycji jest pieczenie ciasteczek w nocy święta. Najstarsza osoba w domostwie tną ciasteczka i rozdziela je pomiędzy pozostałych członków rodziny co ma symbolizować spotkanie rodziny. Obecnie jednak coraz rzadziej piecze się ciasteczka w domu a darowuje się ciasteczka kupione.

Zgodnie z tradycją biznesmen Turpan zaoferował ciasteczka cesarzowi Taizong z dynastii Tang piętnastego dnia ósmego miesiąca. Cesarz przyjął ciasteczko, wskazał na księżyc i powiedział ‘Chciałbym zaprosić ropuchę by skosztował te ciasteczka’. Cesarz następnie podzielił się z wszystkimi swoimi ministrami czym zapoczątkował zwyczaj dzielenia się ciasteczkami. Z czasem stały się one znane jako ciasteczka księżycowe.

Inna legenda mówi o tym że w czasach okupacji mongolskiej pod koniec czasów dynastii Yuan (1280-1368) Chińczycy Han przekazywali ukryte wiadomości o rozpoczęciu rebelii w czasie Święta Środka Jesieni w ciasteczkach księżycowych.

Inne jedzenie

Cesarz spożywał także korzenie lotosu, co ma symbolizować pokój, oraz arbuz pocięty w kształt płatów lotosu, co ma symbolizować powrót.
Rodziny spotykały się by pić herbatę i rozmawiać czekając aż księżyc odbije się w herbacie.

Ofiary w postaci jedzenia umieszczano na ołtarzach a były to jabłka, gruszki, brzoskwinie, winogrona, melony, pomarańcza i pompela. Jadeitowemu królikowi składano ofiary w postaci fasoli i grzebionatki.

Zaloty i swatanie

Święto to jest także tradycyjnym okresem na świętowanie małżeństw. Dziewczyny modliły się do Chang’e o to by spełniła ich miłosne marzenia.

Na niektórych terenach Chin odbywają się tańce dla osób w stanie wolnym. Młode kobiety zachęca się do rzucania chusteczek w stronę młodych mężczyzn a ten który je złapie ma szansę na udany romans.

Gry i inne

Jedna z aktywności nosi nazwę Wniebowzięcie i polega na tym że jedna z młodych kobiet wybranych spośród innych zostaje wzięta do rzeczywistości ludzkiej w otoczeniu dymu z kadzideł. Jednocześnie opowiada o wszystkich kształtach i dźwiękach które widzi i słyszy.

Inna aktywność nosi nazwę wejście do ogrodu i biorą w niej udział młodsze dziewczyny, każda z nich opisuje swoją wizytę w niebiańskich ogrodach. Według legendy liściaste drzewo przedstawia ją a ilość i kolory kwiatków mówi o płci i liczbie dzieci jakie urodzi.

Mężczyźni grali w grę wstąpienie do ośmiu nieśmiertelnych w czasie której jeden z ośmiu nieśmiertelnych przejmował kontrolę nad graczem który potem przyjmował rolę  mędrca lub wojownika.

Dzieci grały w grę otoczenie ropuchę w czasie której grupa otaczałaby jedno z dzieci wybrane do bycia królem ropuchą i śpiewała piosenkę zmieniającą dziecko w ropuchę. Jego zadaniem było skakać dopóki nie polano go wodą.

Święto duchów

Święto duchów znane także jako święto głodnych duchów to jedno z tradycyjnych chińskich świąt. Obchodzi się go piętnastej nocy (czternastej na południu Chin) siódmego miesiąca.

Święto to różni się od święta Qingming  (Święto obchodzone 15 dni po równonocy wiosennej. Najprościej byłoby przyrównać je do dnia Wszystkich Świętych bo przypomina je pod tym względem że w jego trakcie odwiedza się groby przodków.
Nazywane jest również dniem czyszczenia grobów bo właśnie wtedy czyści się groby, ofiaruje się zmarłym jedzenie, herbatę, wino, pali papier przypominający pieniądze. A niektórzy ludzie noszą ze sobą gałążki wierzbowe, lub umieszczają je nad drzwiami/bramami by odgonić złe duchy. To właśnie w ten dzień rozpoczyna się wiosenne oranie, odbywają się różne imprezy, puszcza się latawce, czy odpala petard. Jest również istotne z powodu zbiorów herbaty. Herbata zebrana przed tym świętem jest droższa od tej zebranej po (ale czy w gruncie rzeczy każda nie jest zebrana po i wszystkie prócz jednej będą zebrane przed?-
http://rainreborn.pl/2013/04/interwaly-3), oraz od święta Chung Yeung (o nim jeszcze będzie) tym iż uznaje się iż w jego trakcie zmarli odwiedzają żywych.

Tego dnia Niebo, Piekło i świat żywych otwierają się i zarówno Taoiści jak i Buddyści wykonują rytuały przemieniające i rozgrzeszające zmarłych. Siódmy miesiąc księżycowy jest miesiącem duchów i typowym dla niego jest oddawanie czci przodkom. Do rytuałów należą także ofiary w postaci jedzenia, palenie kadzideł, oraz palenie specjalnego papieru i innych rzeczy. W czasie serwowania wyszukanych obiadów zostawia się miejsca wolne dla zmarłych.

Zarówno wyznawcy chińskiego buddyzmu jak i taoizmu uznają że święto duchów wywodzi się z pism buddyjskich, jednakże wiele z ceremonii wywodzi się z chińskich religii ludowych lub chińskiej tradycji.

Ulambana

Dla wyznawców buddyzmu Mahayana ósmy miesiąc księżycowy jest miesiącem radości. Często piętnasty dzień ósmego miesiąca jest dniem radości dla mnichów buddyjskich. Ma to nawiązywać do radosnego dnia Buddy: gdy żył jego uczniowie medytowali w lesie w czasie pory deszczowej. Trzy miesiące później, piętnastego dnia siódmego miesiąca wyszli z lasu by uczcić zakończenie medytacji i zdać raport Buddy.
Buddyjskie pochodzenie święta sięga historii, która przybyła z Indii a następnie została zaadaptowana do warunków chińskich.

Mnich buddyjski Maudgalyayana zaczął myśleć o swoich rodziców i zastanawiał się co się z nimi stało. Użył swoich zdolności by dowiedzieć się że narodzili się na nowo, jego ojciec narodził się w rzeczywistości bogów, jednakże jego mama odrodziła się w piekle Avici, czyli rzeczywistości głodnych duchów i przyjęła postać głodnego ducha który nie mógł jeść z powodu bardzo chudego przełyku. Została tym duchem ponieważ pożądała pieniędzy i nie udzielała pomocy mnichom buddyjskim którzy ją odwiedzali.

Budda nakazał Maudgalyayanie umieścić jedzenie na czystym talerzu wyrecytować mantrę siedem razy by je pobłogosławić po czym pstryknąć palcami by przywołać ducha i wskazać palcem na czystą glebę. Dzięki temu mama Maudgalyayany narodziła się, jako pies.
Następnym krokiem było ofiarowanie jedzenia i ubrań pięciuset potrzebującym w konsekwencji czego mama narodziła ponownie jako człowiek.

Obrządki religijne

Wyznawcy buddyzmu i taoizmu odprawiają ceremonie mające wyzwolić duchy od cierpień, budowane są ołtarze a księża i mnisi odprawiają odpowiednie rytuały: rzucają ryż i inne pokarmy by rozdzielić je między zmarłych.

W domach pali się kadzidło, a niektóre sklepy zostają zamknięte by uczynić drogi otwarte dla duchów.

Czternaście dni po święcie ludzie puszczają lampiony na wodzie by odprowadzić dusze do odpowiedniego miejsca. Lampiony te stawia się na papierowych łódkach.

Kierunek Changchun

Changchun. To miasto będzie przewijać się wielokrotnie na tym blogu przez następny rok, a pewnie i dłużej. Właśnie do niego przeprowadzam się na najbliższy rok szkolny. A w związku z tym wypadałoby trochę je Wam przybliżyć.

Changchun, jest stolicą prowincji Jilin, jednej z bodajże czterech zwanych dongbei czyli północny wschód, bo znajdują się na północnym wschodzie Chin i słyną z zim. Bynajmniej nie dlatego że są krótkie i ciepłe.

Nazwa Changchun oznacza długa wiosna i wywodzi się z języka Dżurdżenów (o nich też przyjdzie mi napisać), samo miasto jest średniej wielkości, zamieszkuje w nim ponad 3 miliony ludzi.

Historia

Wioskę założono na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Dokładnie w roku 1889 nadano jej prawa miejskie.

W 1898 zbudowano pierwszą stację kolejową na drodze z Harbinu do Lushun. Dzięki temu Changchun stało się drugi najbardziej zaludnionym miastem w prowincji Jilin. Tereny te należały wtedy jeszcze do Rosji.

W wyniku wojny rosyjsko japońskiej w latach 1904-1905 stacja kolejowa w Changchun była ostatnią stacją na tym terenie która została pod kontrolą Rosji. Kilka kilometrów na południe Japończycy wybudowali nową stację kolejową która była pierwsza stacją na nowej linii.

Tak oto Changchun stało się poważnym węzłem komunikacyjnym między rosyjską koleją wschodnio chińską I japońską koleją południowo mandżurską.  Dzięki temu miasto rozwijało się szybciej niż inne miasta w okolicy.

W 1932 roku stolica Mandżuko, marionetkowego państwa pozostającego pod kontrolą Japonii została przeniesiona z Jilin do Changchun.  Zbudowano tam, będący obecnie muzeum, pałac cesarski. Okres ten nie był zbyt dobry dla mieszkańców tego terenu, źródła mówią o przymusowym poborze do armii japońskiej, obozach pracy, czy brutalnym traktowaniu cywili. Pomimo tego miasto dalej się rozwijało, w całości zostało zaplanowane przez Japończyków.

Miasto zostało zdobyte przez armię czerwoną w 1945 roku, gdzie obozowała do roku 1946. Oddziały KMT rozpoczęło okupację miasta w 1946 i utrzymywało je do 1948 kiedy to po pięciu miesiącach oblężenia zostało zdobyte przez Chińską Armię Wyzwoleńczą. Oblężenie to kosztowało śmierć między stu a trzystu tysięcy ludzi. Informacje o tym okresie w dalszym ciągu nie zostały ujawnione.

Klimat

Wyróżnia się cztery pory roku. Zimy są długie (od listopada do marca) zimne i wietrzne, aczkolwiek suche. Wiosna i jesień są relatywnie krótkie z lekkimi opadami, aczkolwiek najczęściej suche i wietrzne. Lata są długie i ciepłe, rzecz jasna wietrzne. Temperatury ekstremalne wahają się między -33 a 35.

Kuchnia

Żeń-szeń, uznawany za jeden ze skarbów Północno-wschodnich Chin jest często stosowanym dodatkiem. Sławną potrawą jest kurczak w środku którego umieszczony jest żeń-szeń. Kuchnia łączy wpływy koreańskie, z powodu sporej mniejszości koreańskiej, z tradycyjną kuchnią chińską.
Popularne są także jelenie ogony uznawane za afrodyzjak i podawane na wielu weselach.
A z powodu bliskości rzeki Songhua bez problemu można dostać potrawy z rybami.

Pekin dzień piąty

P1000571 (Copy)

Zaczęło się od burzy, która obudziła mnie w środku nocy. Zaczęło grzmieć do tego stopnia że w samochodach uruchamiały się alarmy, zaczęło padać tak że ulice zamieniły się w rzeki, a rano trzeba było skakać niczym żaba, było więc bardzo mokro.

P1000580 (Copy)

Plan był prosty – mega sklep i plac Tienanmen.

P1000592 (Copy)

Mega sklep bo trzeba było w końcu zrobić jakieś zakupy. A jak zakupy to trzeba się targować. W targowanie się z chińczykami trzeba traktować jako zabawę, Oni ciągną w swoją stronę i chcą zarobić jak najwięcej, a Ty w swoją bo chcesz kupić jak najtaniej. Na szczęście łączy Was ta chęć zawarcia transakcji, do tego stopnia że są w stanie znacząco zejść z ceny…A może inaczej: cena początkowo zawsze będzie absurdalnie wysoka.

P1000609 (Copy)

Trzeba się chwilę pomęczyć, pokiwać głową, pooglądać towar z każdej strony, ponarzekać, a to jak na Polaka przystało mam we krwi, powiedzieć że tyle się nie ma, a w końcu spróbować odejść bo to jest największy haczyk…jeżeli próbujesz odejść a stracili z Tobą już kilka minut to będą walczyć do samego końca. Jeżeli wtedy cena dalej Cię nie zadowala to pora się zastanowić nad zmianą produktu.

P1000606 (Copy)

Można też pokazać na rozklejone buty i rozbawić Chińczyka do łez. To też jest skuteczna taktyka. Rozklejone buty? No tak…trzy tygodnie temu odkleiły mi się podeszwy, ale że te buty są ze mną już ponad dekadę, ciągle się nie starły i są niesamowicie wygodne to ich nie wyrzucę…chociaż skleję gdy wrócę do kraju. Gdy stoję i podnoszę palce u stóp to podeszwy zostają a buty się podnoszą. Przypomina mi to paszcze krokodyli.

P1000612 (Copy)

Jak kupisz nowe to przyjdź i daj mi te bo to świetne buty.
Nigdy.

P1000622 (Copy)

A gdy szał zakupowy minął pojechałem na plac Tienanmen licząc że zobaczę tam coś ciekawego. Pech mój taki że pogoda była kiepska, zachmurzenie olbrzymie, widać niebo nad Pekinem smuci się z powodu mojego odjazdu, chociaż to dziwne bo do tej pory starało się mnie wygonić tymi temperaturami. Nie udało się. Zostałem. A teraz płacze bo wyjeżdżam.

Skąd jesteś?
Z Polski
‘Cześć!’
No super.
‘Dziękuję’
Naprawdę fajnie.
Mam znajomą z Warszawy. Jesteś pierwszy raz w Pekinie?
Nie…mieszkam w Chinach od roku.
Ach…to dzisiaj idziesz do Zakazanego Miasta?
Nie…
To Wielki Mur może?
Widziałem tydzień temu…
A może chciałbyś zobaczyć kolekcję kaligrafii?
Chłopie, popatrz [patrzę na buty]. Ja jestem nauczycielem…
Ach…[uśmiecha się] to kup sobie nowe. Cześć.

Rozklekotane buty zapewniają zarówno zniżki w sklepach jak i spokój od naciągaczy.

P1000632 (Copy)

Minęła chwila w czasie której kilku uczniów z Shandong zrobiło sobie ze mną zdjęcia, ludzie kupowali lody od nielegalnych sprzedawczyń, dzieciaki patrzyły na mnie jak na stworzenie z innej planety, a pewna Pani chciała mi pomóc zrobić zdjęcie na tle Zakazanego Miasta. Chwila trwała paręnaście minut. Wystarczająco długo by zrozumieć że poniedziałki są tutaj dosyć leniwe. Ruszyłem więc w drogę powrotną.

P1000646 (Copy)

Droga powrotna wydłużyła się o świątynie Lamy.

P1000677 (Copy)

A co to?

Świątynia Yonghe to świątynia i zakon szkoły Geluk buddyzmu tybetańskiego. Jest to jedna z największych i najważniejszych świątyni tej odmiany buddyzmu na świecie.

P1000698 (Copy)
Jej budowę rozpoczęto w 1694 roku i początkowo służyła jako rezydencja cesarskich eunuchów.  W 1722 połowa w dalszym ciągu była cesarska a drugą oddano w ręce mnichów.
Świątynia nie została zaatakowana w czasach Rewolucji Kulturowej, podobno dzięki staraniom premiera Zhou Enlai.

P1000701 (Copy)

Tylko że zanim udałem się do świątyni wypadało coś zjeść. Nie było żadnej restauracji po drodze więc padło na restaurację tybetańską. Zamówiłem nudle. Na zimno…To było zaskoczenie, w dodatku same nudle były…średnie.

P1000715 (Copy)

Te wczorajsze były fatalne, ale te dzisiejsze  to też nic nadzwyczajnego…nie ma to jak przygotowane na świeżo gdy ciasto uderza o blat z takim impetem że głowa zaczyna boleć i zastanawiasz się nad tym czy jednak nie lepiej byłoby zamówić coś z ryżem. Przyprawione było tak średnio, w dodatku żadnych przypraw na stole…i wtedy sobie uzmysłowiłem że to restauracja koło świątyni buddyjskiej więc jakich ja przypraw miałem się tutaj spodziewać.

P1000718 (Copy)

Świątynia była bardzo ciekawa, różniła się trochę od innych tym że ostatnie trzy pawilony były ze sobą połączone. Wszędzie mnóstwo złota, bardzo zadbana, odmalowana, odkurzona, widać ze jest bardzo uszanowana. W świątyniach buddyjskich uderza mnie bardzo mocno jedna rzecz: ilość sklepów. Bo nie byłem jeszcze w świątyni w której nie byłoby sklepu. W taoistycznych nie przypominam sobie więcej niż jednego, w meczecie był jeden, tylko w tej tybetańskiej w Xi’an (jeżeli chodzi o buddyjskie) był jeden.

P1000720 (Copy)

W każdej innej buddyjskiej były co najmniej dwa, a w tej chyba cztery, trzy na pewno. Rozumiem istotę, bo w końcu gdzieś trzeba jakieś posążki czy amulety kupić, a świątynia musi na czymś zarabiać, nie rozumiem za to ilości. Chociaż może to też dobrze dla świątyń bo nie muszą wtedy zajmować się kolejną wolną przestrzenią i mają dodatkowy dochód.  Taki chiński koloryt.

P1000733 (Copy)

Jutro…jutro jadę do hotelu z biurem firmy i się przepakowuję. Ostatni pełny dzień.

P1000748 (Copy)

Pekin – dzień czwarty

P1000419 (Copy)

Z prostego planu udało zrobić się połowę, chociaż rano myślałem że uda zrobić się coś jeszcze.

P1000423 (Copy)

Czyli zacznijmy od stadionu narodowego, osławionego, ptasiego gniazda. To między innymi na nim odbywały się Igrzyska Olimpijskie w 2008 roku, zaraz obok znajduje się narodowe centrum sportów wodnych, oraz jakieś inne mniejsze obiekty.

P1000428 (Copy)

Stadion znajduje się kawałek drogi od centrum i by się do niego zbliżyć trzeba przejść przez bramki z wykrywaczami metalu oraz przeskanować zawartość toreb. Nie sprawdzają za to zawartości butelek. Tak, nie sprawdzają. Na mojej pierwszej stacji metra sprawdzali przy pomocy skanerów, a na innej dzisiaj kazali mi napić się wody z butelki bo nie mieli żadnych skanerów. Jest to dosyć dziwne, ale rozumiem że lepiej dmuchać na zimne.  Lub coś się stało w ciągu ostatnich paru dni a nikt o tym nigdzie nie napisał.

P1000444 (Copy)

Jeżeli chcemy wejść na stadion to musimy kupić bilet, za wejście na dach płaci się dodatkowo. Ciekawostką jest to, że nie ma żadnej kasy biletowej, jest tylko bramka z, tak zgadliście, wykrywaczami metalu i rentgenem, a bilety kupuje się u ludzi stojących pod stadionem. Trochę mnie to zmyliło więc kupiłem dopiero przed bramką a i wtedy miałem obawy, które zniknęły dopiero gdy wszedłem za bramki.

P1000464 (Copy)

Jest…zniszczony. Ma raptem pięć lat a jest brudny, pordzewiały, odchodzi z niego farba i pomimo niesamowitego kształtu, fantastycznej architektury i naprawdę ale to naprawdę genialnego wyglądu  nie robi dobrego wrażenia. Przynajmniej z zewnątrz. Ten świetny projekt mający przypominać ptasie gniazdo wykłada się gdy zaczyna padać deszcz. Wszystkie schody zalane wodą do tego stopnia że ludzie sprzątający nie nadążają ze ścieraniem.

P1000468 (Copy)
W środku jest już lepiej. Jest czysto, dobre oświetlenie do tego trochę pamiątek z igrzysk, ale znowu nie tak dużo jakby się można spodziewać. Kilka sklepów, mała restauracja, można się przejść po stadionie i muszę pochwalić architektów bo  nawet z samej korony wszystko widać bardzo dobrze. Czyli jest dobrze. Na bieżnię rzecz jasna nie można wejść, ale można sobie na niej pojeździć na Segwayu…no dobrze, jak ktoś lubi, taka to namiastka bycia na bieżni olimpijskiej.  Stadion ten podobno służy teraz także do rozgrywania meczów piłkarskich, ale boisko wydaje mi się za małe…a może to wrażenie.

P1000489 (Copy)

A potem ruszyłem w drogą powrotną, po drodze zahaczając o meczet przy ulicy Krowiej. Będę to powtarzał do znudzenia bo bardzo mi się ta nazwa podoba. Trochę musiałem pobłądzić, bo taka jest cena gdy spisuje się nazwy ulic z google maps nie patrząc na kierunki.

P1000491 (Copy)

A co to?

P1000500 (Copy)

Niujie libasi, czyli 牛街礼拜寺 to najstarszy meczet w Pekinie, zbudowano go w roku 996.
Jest najważniejszą świątynią dla muzułmanów mieszkających w pobliżu a zarazem największym meczetem w Pekinie. Znajduje się w dzielnicy Xuanwu w której mieszka większość pekińskich wyznawców islamu.
Zajmuje powierzchnię około 10000 metrów kwadratowych i łączy styl budowy kultury islamu oraz Han. Innymi słowy jest to meczet wsadzony w typową chińską świątynię.

P1000518 (Copy)

Z zewnątrz wygląda jak każda inna świątynia w Chinach, w środku różni się tym że są spore toalety dla mężczyzn i kobiet (chociaż dla kobiet w zupełnie innym miejscu, za osobnym murem i z osobną salą do modlitw) i brakiem posągów przedstawiających bogów. Nie ma żadnych strzelistych wież ani nic w tym guście. Przed wejściem do sali modlitw tylko stojak z napisem Prosimy nie wchodzić jeżeli nie jesteś muzułmaninem i żadnego strażnika.
Bardzo mało ludzi, cicho i spokojnie.

P1000565 (Copy)

A że dzielnica muzułmańska to mnóstwo, ale to mnóstwo sklepów z jedzeniem. W postaci mięsa i ciastek. Pierwszy raz trafiłem do miejsca w Chinach gdzie są muzułmanie ale nie ma nudli. No dobrze, były, ale takie laciate że ich nie zjadłem. Pierwszy raz.

P1000552 (Copy)

I to tyle na dzisiaj, bo co za dużo to niezdrowo. Od blisko trzech tygodni ciągle tylko łażę i łażę, już mi się wszystko powoli zlewa. Wystarczy tych doświadczeń, jutro jeszcze odwiedzę jeden megasklep a we wtorek się już pakuję do Polski.

P1000566 (Copy)

Pekin dzień trzeci

P1000032 (Copy)

Jak wyszedłem z hotelu trochę po siódmej rano tak wróciłem trochę przed siódmą po południu.

P1000028 (Copy)

By dostać się na Chiński Wielki Mur w Badaling (bo wejść jest kilka, ale to w Badaling ma najlepsze połączenie szynowe), trzeba dostać się na stację kolejową Beijing Północ i stamtąd wsiąść do dowolnego pociągu oznaczonego numerem S201/03/05/07/09/11/13/15/17/19/21, powrotne oznaczone są numerami parzystymi do 22. Mając kartę miejską nie trzeba nawet kupować biletu, wystarczy ją zeskanować.

P1000043 (Copy)

I teraz ciekawostka – pierwszy raz w metrze skanowano czy mam wodę w butelce. Nie tylko prześwietlono mój plecak ale potem jakimś urządzeniem sprawdzano czy to faktycznie jest woda…

P1000061 (Copy)

W Badaling zameldowałem się przed 10, więc ta podróż nie należała do najkrótszych. Mur…Mur robi wrażenie kolosalne. Nie jest wysoki, nie wiem jak można podejrzewać że jest widoczny z kosmosu skoro wystaje raptem na trzy do pięciu metrów, ale jest potężny.

P1000065 (Copy)

Ciągnie się i ciągnie…tylko problem z Badaling jest taki, że w jedną stronę ciągnie się dwa kilometry i jest tam praktycznie pusto, a w drugą ciągnie się również dwa ale jest tam ludzi od groma bo rozpoczyna się kolejka do kolejki która wwozi wyżej. Pół godziny spaceru, godzina stania w kolejce…Trochę te proporcje powinny być inne. Wiem dlaczego podobno zbudowano Wielki Mur, ale będąc na nim mam przed oczami armie z 2 wieku przed naszą erą które próbują zdobyć te strome wzniesienia na koniach i nie dostrzegam zagrożenia.

P1000086 (Copy)

Nie widzę również potrzeby budowania trzymetrowej zapory przed imigrantami skoro mogą przerzucić w nocy hak z liną i się wspiąć. Z drugiej strony, nie mam pojęcia z jaką mocą napadali na Chiny wojownicy z Mandżurii, może dla ich koni sama wspinaczka nie była trudna. Ja w każdym razie uważam że było stromo. Na szczęście nie ślisko i wiał przyjemny wiatr. Także bardzo sympatyczne warunki do dłuższego spaceru, a nie tylko takich ośmiu kilometrów.

P1000127 (Copy)

A co to?

Wielki Chiński Mur to zespół fortyfikacji zbudowanych z kamieni, cegieł, ziemi, drewna, oraz innych materiałów biegnący przede wszystkim ze wschodu na zachód na granicy dawnych cesarstw chińskich z ich wrogami (zazwyczaj Mongołami i mieszkańcami Mandźuri).

P1000141 (Copy)

Część murów zbudowano już w 7 wieku przed naszą erą, jednak za początek tego obecnego Muru należy przyjąć lata 220-206 p.n.e. kiedy to pierwszy cesarz Chin rozkazał jego budowę. Nie liczcie jednak że wiele z tego muru zobaczycie.
Mur miał pełnić także funkcję kontroli granic, czyli siedzieli sobie celnicy i narzucali cło, regulowano eksport import, imigrację i emigrację.
Obecnie przyjmuje się że cały mur, łącznie z wszystkimi odnogami mierzył łącznie 21196 kilometrów.

P1000131 (Copy)

Wracając do Pekinu spojrzałem w komórkę gdzie miałem zapisane dwa adresy. Jeden był nie po drodze, a drugi był dokładnie w drodze do hotelu żadnych przesiadek, więc skorzystałem i poszedłem do Świątyni Dongyue.

P1000160 (Copy)

A co to?

P1000171 (Copy)

Świątynia Dongye, czyli 北京东岳庙, a dosłownie Pekińska świątynia wschodniego szczytu to świątynia taoistyczna. Świątynia ta jest zadedykowana bogu góry Tai, najświętszej z pięciu świętych gór taoizmu. Jest to największa świątynia szkoły Zhengyi w północnych Chinach.

P1000172 (Copy)

Takie moje szczęście że trafiłem w czasie renowacji i większość świątyni była zamknięta.

P1000195 (Copy)

To co widziałem to mnóstwo pomieszczeń z opisami poszczególnych grup w taoizmie. Czyli ci zajmują się tym, ci tamtym, a ci jeszcze czymś innym, ooo a ci to się zajmują tymi co się zajmują tymi.  Strasznie zapuszczona, więc dobrze że ją odnawiają.

P1000393 (Copy)

Jutro meczet przy ulicy krowiej i żeby zakończyć  chodzenie po świątyniach różnych religii – katedra katolicka.

P1000397 (Copy)

Pekin dzień drugi

IMG_1806 (Copy)

Plan na dzisiaj był jeszcze prostszy od tego z wczoraj – muzeum historii naturalnej, kupić aparat i może coś jeszcze. Pod może coś jeszcze znajdowało się centrum olimpijskie, kampus uniwersytetu pekińskiego i Beijing Garden Expo. Czyli dużo.

IMG_1811 (Copy)

Muzeum historii naturalnej…no cóż…muzeum historii naturalnej oprócz szkieletów dinozaurów nie było tam zbyt wiele interesujących rzeczy, ale także niewiele się spodziewałem. Myślałem tylko że skamielin będzie trochę więcej i będą trochę lepsze w końcu to Chiny…A jednak nie.

IMG_1813 (Copy)

Ach…to że stoicie w kolejce do kasy z napisem wydawanie biletów nie znaczy że stoicie w dobrej kolejce.

IMG_1818 (Copy)

O wiele ciekawiej było przed muzeum, gdzie znajdowały się rzeźby przedstawiające ósemkę ekscentryków  z dzielnicy teatralnej. Osiem osób które tak wsławiły się tym co robiły że stały się na zawsze częścią kultury w Chinach.

IMG_1816 (Copy)

A potem pojechałem do sklepu by kupić aparat. Walczyłem ze kilka dni, mówiłem że nie potrzebuję, ale gdy zobaczyłem armię terakotową to uznałem że chociaż żadne zdjęcia nie oddadzą tego jak ona się prezentuje to przynajmniej będę mógł o to bardziej obwiniać siebie niż maszynę.

IMG_1824 (Copy)

No i od dwóch dni rozmawiałem ze sprzedawcami na taobao odnośnie konkretnego upatrzonego modelu, znalazłem sklep który miał go na stanie i był w Pekinie. Pojechałem pod wskazany adres i moim oczom ukazał się  sześcipiętrowy (pięć nad ziemią, jedno pod) budynek pełen elektroniki.

IMG_1857 (Copy)

Jeden z czterech. Tylko i wyłącznie aparaty, kamery, komputery, konsole, telefony, tablety. Lutowanie na miejscu, komputery przyczepiane do bagażników rowerowych.  Poczułem się znowu jak małe dziecko gdy tata zabierał mnie na giełdę komputerową w Katowicach. Dostałem oczopląsu.

IMG_1858 (Copy)

Musiałem dostać się na piętro szóste, co wzbudziło we mnie lekki niepokój bowiem pięter było pięć, ale uznałem że może to piąte jest szóstym bo liczą też podziemne. Tyle tylko że ostatnie piętro zajmowała restauracja. Zjechałem na drugie piętro gdzie były praktycznie same sklepy z aparatami i zacząłem szukać po numerze sklepu…ale też nic.  W końcu podeszła do mnie pewna Pani i zapytała czy szukam czegoś konkretnego. Pokazałem nazwę modelu, ona pokazała cenę, przyszedł szef, potargowaliśmy się:
– Mniej więcej tyle…
– Ale w tym sklepie jest za tyle…
– Za tyle…? Oryginalny z Japonii?
– No tak, tutaj mam adres.
– Dobra. Poczekaj pięć minut.
I za pięć minut odebrałem mój nowy aparat. Do tego trzeba go było odpowiednio ubrać i wyposażyć. Trochę mnie przeraża bo ilość opcji jest niesamowita. Będę musiał ogarniać go krok po kroku. Na szczęście mam dobrego przewodnika.

P1000005 (Copy)

Dostałem też dzisiaj maila od jednego z moich uczniów z klasy 10, opowiedział co tam u niego słychać, że strasznie się krępuje bo to Jego pierwszy list po angielsku, ale poradził sobie całkiem dobrze. To było bardzo, ale to bardzo przyjemne.

P1000014 (Copy)

Plan na jutro to Chiński Wielki Mur w Badaling. A reszta to już tylko dodatki.

P1000019 (Copy)