Pekin dzień pierwszy

IMG_1067 (Copy)

Plan na dzisiaj był bardzo prosty – Pałac Letni i ZOO. Nie wiedziałem tylko w jakiej kolejności.

IMG_1088 (Copy)

Zacznijmy jednak od otwarcia drzwi z pokoju i…wizytówek młodych panien. Rany…ja wiedziałem że w końcu to moje robienie zdjęć tym reklamom w różnych miastach jakoś się na mnie odbije, ale nie sądziłem że w Pekinie sami będą mi te numery telefonu podawać. I ze zdjęciami. Nagimi.

IMG_1091 (Copy)

Wyszedłem, zjadłem śniadanie w restauracji pod hotelem i stwierdziłem że najpierw ZOO.

IMG_1137 (Copy)

Jeszcze w ogólniaku, w wakacje między klasą trzecią a czwartą gdy wybiło mi lat osiemnaście poszedłem do pracy. Tak się złożyło że mogłem pracować w Śląskim ogrodzie zoologicznym.

IMG_1216 (Copy)

Na akwariach i terrariach. Było to niezwykle wzbogacająca przeżycie i naprawdę lubiłem tam pracować. Może nie działo się jakoś bardzo dużo, ale było sympatycznie, praca prosta, ze zwierzętami.

IMG_1410 (Copy)

Co prawda nie takimi do głaskania, ale zawsze ze zwierzętami, czyli naprawdę dla mnie fajna. Ogrody zoologiczne nigdy mnie nie smuciły, nigdy nie mówiłem lepiej żeby te zwierzęta były na wolności bo owszem lepiej by było gdyby były na wolności, ale nie są więc lepiej zarówno dla nich jak i dla nas jeżeli do takiego ogrodu od czasu do czasu pójdziemy.

IMG_1494 (Copy)

Dla nas bo się możemy doedukować, a dla nich bo te ogrody są strasznie ale to strasznie deficytowe i niedofinansowane. A jak ogród jest biedny to cierpią przede wszystkim zwierzęta bo ani klatki/wybiegi nie będą fajne/duże/urozmaicone ani jedzenia nie będzie tak dużo jak być powinno.

IMG_1522 (Copy)

A jeżeli zoo jest bogate to zwierzątkom żyje się lepiej, są prowadzone nad nimi badania przez co lepiej je rozumiemy i możemy lepiej chronić, no i są prowadzone akcje rozpłodowe gatunków zagrożonych co w ogóle jest super.  Takie jest moje podejście do ogrodów zoologicznych.

IMG_1564 (Copy)

Dzisiaj jednak, pierwszy raz w życiu, było mi smutno w ZOO. Gdy zobaczyłem te malutkie klateczki i zwierzęta chodzące w kółko to naprawdę zrobiło mi się smutno. Tak porównując z moim ZOO to niektóre klatki/wybiegi były tak samo małe. A gdy patrzyłem na pandy to było mi ich żal…może to z powodu ciepła, ale wydawały się strasznie zmęczone i jakieś takie bardziej niemrawe od tych w Chengdu.

IMG_1600 (Copy)
Smutek mi jednak przeszedł gdy zobaczyłem inne klatki/wybiegi…zmiotły mnie z ziemi wybiegi dla małp. Trzy ogromne pawilony z masą drzew, przeszkód sztucznych, prawdziwych, przejść, miejsc do zabaw i widać było że małpom to odpowiadało. Także małpy mają się w porządku.

IMG_1597 (Copy)

To co zawsze mnie denerwuje najbardziej w ogrodach zoologicznych to ludzie. Jeżeli jest napisane by nie pukać w klatkę to cóż…pukać nie należy. Fajnie że chcesz zrobić zdjęcie wilkowi, ale on akurat dostaje szału z gorąca cały się leni i czeka go jeszcze 10 godzin pukania w szybę a potem jeszcze reszta życia…Wszędzie jest tak samo.

IMG_1621 (Copy)

Wielkie koty miały wielkie wybiegi i fantastyczny był wybieg dla tygrysa, który akurat leżał w basenie i się chłodził. Podobno lew to król zwierząt, ale gdzie mu tam do tygrysa. To są naprawdę dostojne zwierzęta a w gruncie rzeczy to koty które skaczą jak zobaczą piłkę. A taki tygrys, no kto by pomyślał.

IMG_1625 (Copy)

Pierwszy raz w życiu widziałem amerykańskiego bizona, który był mną zupełnie nie wzruszony i leżał w cieniu. Robił wrażenie większego od naszych żubrów.

IMG_1629 (Copy)

Wydaje mi się że zbiór gadów jest mniejszy niż w moim ZOO, na pewno jest mniej rodzajów węży, te które są pochodzą głównie z okolic Chin i oprócz pytona albinosa z Birmy nie widziałem nic ciekawego. Tyle tylko że takich albinosów mieli cztery a kiedyś już takiego widziałem.

IMG_1643 (Copy)

Również kopytnych chyba mniej niż na Śląsku, ale w sumie mój ogród ma chyba największą kolekcję w Polsce.

Fajny, chociaż mały, był pawilon z pingwinami. Ale chyba nawet tam było dla nich za ciepło. Tylko do wody nie wskakiwały popływać. Ani nawet nie machały…jakieś takie podejrzane.

IMG_1647 (Copy)

Bardzo, ale to bardzo podobał mi się wybieg z żyrafami które można było karmić. Wchodziło się do takiej małej zagrody, kupowało gałęzie z liśćmi i karmiło żyrafy. To tak jak w Polsce, tyle tylko że tutaj wszystko pod nadzorem więc nikt nie poda żyrafie żyletek.

Pierwszy raz od wielu lat zobaczyłem znowu niedźwiedzia polarnego. Dalej są olbrzymie i niesamowicie dostojne.

IMG_1665 (Copy)

Przejdźmy jednak do prawdziwej wisienki na torcie czyli Pekińskiego Oceanarium.

Dech mi odebrało kilka razy.

IMG_1693 (Copy)

Gdy byłem na rafie koralowej i przepływała nade mną płaszczka, gdy z bliska przyglądałem się tym gigantycznym rybom z rafy, gdy widziałem jeszcze więcej płaszczek. NIE SA MO WI TE. Jeżeli kiedyś będę mieć akwarium to albo znowu spróbuje z krewetkami (bo one są przeurocze!), albo jakieś olbrzymie z rafą koralową, bo te ryby są piękne.

IMG_1727 (Copy)

Gdy zobaczyłem delfiny. Zdjęć dobrych chyba nie zrobiłem bo ludzie mi przeszkadzali siedząc w oknach, ale…delfiny. To było wspaniałe.

11 lat temu nasłuchałem się o oceanariach i marzeniach żeby takie było na Śląsku…ani trochę się nie dziwię, ani trochę…

IMG_1744 (Copy)

Obiad zjadłem w sieci Kung Fu w logu której jest Bruce Lee. Naprawdę…

IMG_1768 (Copy)

A potem pojechałem do Pałacu Letniego.

A co to?

Pałac letni, lub ogrody stworzonej harmonii to dawny pałac cesarski. W centrum ogrodów znajduje się olbrzymie sztuczne jezioro z którego ziemi usypano wzniesnie na którym stawiano budynki. Jest to arcydzieło wśród chińskich ogrodów.

IMG_1798 (Copy)

Tak bardzo skupiłem się na budynkach że nie wiem czy udało mi się na zdjęciach oddać ogrody. Fakt jest taki, że obejrzenie i ZOO i całego pałacu letniego jest bardzo trudne w jeden dzień. Chociaż znajdują się całkiem blisko siebie, raptem 3 przystanki metrem. Ogrody są piękne, bardzo spokojne z mnóstwem, ale to mnóstwem drzew, charakterystycznych mostów, małą ilością kwiatów (to chyba największa różnica między ogrodami w Europie a tymi w Chinach), a mimo to są przepiękne.

IMG_1801 (Copy)

Chodziłem po nich blisko trzy godziny gdy nagle zerwała się burza a w raz z nią wiatr który połamał drzewo na mojej drodze, prawie mnie porwał gdy próbowałem zrobić zdjęcie i zaczęło padać. Bo co to za burza bez deszczu. Nie mając ze sobą żadnego środka ochronnego przed deszczem postanowiłem wrócić do hotelu. A gdy po 30 minutach (bo wyszedłem innym wyjściem) dotarłem do metra, przestawało już padać, także pałac letni muszę zaliczyć kiedyś jeszcze raz.

IMG_1805 (Copy)

Chengdu – Pekin ciąg dalszy

IMG_1031 (Copy)

Dwadzieścia siedem godzin.
I nie wiem czy sikać mi się chce dlatego że piję tyle wody czy od patrzenia na Pana z naprzeciwka.
Dwadzieścia siedem godzin minus dziesięć.
Bo przez tyle słońce świeci na tyle jasno że można podziwiać widoki. A jest co podziwiać. Góry w Syczuanie są piękne. Z rana spowite mgłą, a pod nimi rzeka. Na niektórych zboczach znajdują się domy, na innych pola, na jeszcze innych świątynie. Na wszystkich drzewa.
Dwadzieścia siedem godzin minus osiemnaście.
Bo osiem udało mi się przedrzemać. Spania to w tym wiele nie było.
A ostatnie dziewięć to już z górki. Jeżeli nogi nie drętwieją to nie ma źle.

IMG_1041 (Copy)

Teraz na pytanie a czy dałoby się to zrobić taniej? Mogę odpowiedzieć na pewno nie pod względem pociągów. Da się przetrzymać podróż z jednego końca Chin na drugi na siedząco. Nie ma w tym wiele przyjemności, ale da się to zrobić.

A potem było już z górki. Metro z dworca, potem linia 6, wysiadka na 9 przystanku, pokazanie adresu taksówkarzowi i hotel. Dzięki temu wiem jak trafić do metra i jak dojść do biura firmy. Hotel mam akurat po środku. Czyli dobrze, bo blisko do dwóch różnych linii metra.

Z dzisiaj tylko jedna historyjka i kończę bo ta noc była naprawdę przedrzemana

Historyjka
Z racji tego że nic nie jadłem od śniadania to po zameldowaniu się w  hotelu poszedłem coś zjeść. A że restauracji jest w Chinach bez liku bez problemu znalazłem taką całkiem sympatyczną niedaleko hotelu. Wszedłem, przywitałem się, pokazałem na ścianie co chcę zjeść i pokazałem że na miejscu. Bo Pan się grzecznie zapytał czy na wynos. A potem wysłał córkę do kuchni. CÓRKĘ!
Po chwili przyniosła michę ryżu z warzywami i kawałkami boczku, oraz…łyżką.
Tutaj na momencik przerwę.

IMG_1053 (Copy)
Czytałem ostatnio wypowiedź faceta który mieszka w Chinach kilka lat, mówi płynnie  po mandaryńsku, ożenił się z Chinką i bardzo go irytuje gdy ludzie nazywają go laowei (czyli obcokrajowiec) niektórzy, w tym on,  traktują to określenie jako obraźliwe. Nie znam tego języka aż tak dobrze, ale słowo to dosłownie oznacza tyle co stary/szanowny/na zawsze z zagranicy. I zawsze się w nim krew gotuje. Smutna prawda jest taka, że będąc białym w Chinach zawsze będzie się…białym w Chinach. Dostać chińskie obywatelstwo nie mając żadnych krewnych (innych niż przez małżeństwo) jest bardzo, ale to bardzo trudno. W 2000 roku takich osób było ledwie 941 (jak podają wyniki spisu narodowego), a przypuszczam że nawet te osoby byłby w oczach 99% społeczeństwa laowei. Po prostu tutaj będąc innym jest się no cóż… innym.

IMG_1057 (Copy)
A wspominam o tym bo poszedłem poprosić o pałeczki. Bardzo mi się miło zrobiło gdy podano mi łyżkę, ale nie za bardzo wiedziałem jak mam sobie poradzić z kawałkami boczku, więc poprosiłem o pałeczki. Czasem gdy ktoś krzyknie laowei odwrócę się i powiem boran ren, czyli polak, a czasem się uśmiechnę. Jestem inny, wystaję głowę ponad tłum, w najmniejszym stopniu nie czuję się znaturalizowany i nic nie wskazuje żebym się znaturalizował.  Nie rozumiem jak można się oburzać o to że w Chinach zauważają że obcokrajowcy są no cóż.. obcokrajowcami. Każdy jednak ma prawo oburzać się o co tylko mu się podoba.

IMG_1066 (Copy)

Chengdu – Pekin

IMG_0541 (Copy)

Jak wiecie mieszkam w Chinach od września zeszłego roku, z krótką przerwą na przełomie stycznia i lutego, czyli dość długo. Za krótko by nauczyć się chińskiego, ale dość długo by zobaczyć Chiny zarówno z dobrej jak i nieco innej strony. Nie, nie złej. Innej.  O tej innej piszę rzadko bo nie uważam żeby pisanie o takich rzeczach było konstruktywne czy pomocne. Mi z pewnością w niczym nie pomaga. Zdaję sobie sprawę że przez to obraz tego kraju jest trochę wygłaskany. W końcu często piszę o tym jacy ludzie są tutaj mili, uprzyjemni, pomocni, sympatyczni i chociaż nie potrafimy się porozumieć przy użyciu języka to jakoś gestami dajemy sobie radę i nie jest tak źle. W pociągu do Pekinu zobaczyłem coś co mnie nie zbulwersowało, ale zdziwiło na tyle że postanowiłem napisać Wam o kilku rzeczach o których normalnie nie piszę bo nie uważam je za istotne. Także uwaga, przygotujecie się na listę rzeczy dość nieprzyjemnych.

IMG_0547 (Copy)

Nie pisałem o tym że ludzie plują i smarkają na ulicy. Dlatego że widać to też w Polsce i nie jest to nic aż tak nadzwyczajnego. W Chinach jednak jest to posunięte trochę dalej i tutaj ludzie plują nawet w budynkach czy w środkach komunikacji. Czasem do śmietnika, czasem nie. Niemniej jednak nie jest to coś co by mnie oburzało. Ot koloryt.

IMG_0575 (Copy)

Nie pisałem o tym że dzieci załatwiają swoje potrzeby na ulicy. Oczywiście pod okiem dorosłych. Mają takie specjalne ubrania z wycięciem na pupie i kucają i się załatwiają. Nie pisałem o tym by pamiętam jak wracając kiedyś z zajęć z uczelni (nie) widziałem czegoś czego nie chciałem widzieć. (Nie) widziałem bo znajomy wyraźnie zwrócił mi uwagę i jeszcze się pytał czy widziałem.  Pewne rzeczy można próbować wyprzeć z pamięci, ale się nie da. Zresztą to nie był jeden jedyny raz gdy widziałem takie coś w Polsce. Tutaj jest to trochę częstsze, ale też ludzi z dziećmi jest więcej. A chyba wolałbym żeby dziecko załatwiało się na ulicy niż w chińskiej toalecie.

IMG_0599 (Copy)

Nie pisałem o tym że papierosy pali się wszędzie. Bo wychowałem się w Domu w którym wszyscy palili, w kraju w którym można było palić praktycznie wszędzie i mnie to nie rusza. Co prawda palenie w szpitalach, pociągach, autobusach wydaje mi się dość dziwne, ale tak już jest. Najdziwniejsi są ludzie palący jadąc na rowerze.

IMG_0676 (Copy)

Nie pisałem o tym że w Chinach się kolejek nie uznaje, trzeba się wpychać i walczyć o swoje. Nie pisałem bo w Polsce przecież jest tak samo, tyle tylko że u nas uważa się to za chamstwo. To jedynie kwestia perspektywy. Tutaj to jest norma.

IMG_0682 (Copy)

Nie pisałem o tym że chińczyków nie rusza jeżeli cię potrącą lub ich potrącisz. Są do tego przyzwyczajeni. Ponownie – kwestia perspektywy.

IMG_0806 (Copy)

Dzisiaj jednak o tym napisałem bo, chociaż nie rusza mnie to ani trochę, traktuję to jako chiński koloryt, coś jak słuchanie radia bez głośników przez starszych ludzi (oj tak, bardzo często), to w drodze do Pekinu byłem świadkiem czegoś co mnie poruszyło. Nie zbulwersowało, nie zniesmaczyło,  ale poruszyło.

IMG_0840 (Copy)

Siedziałem w pociągu, minęło już kilka dobrych godzin mojej dwudziestosiedmiogodzinnej podróży do Pekinu gdy zauważyłem że siedzący naprzeciwko mnie starszy Pan dziwnie wykrzywia twarz po czym usłyszałem dźwięk nierozerwalnie związany z plastikowymi butelkami. Wyrwany ze snu nie za bardzo się zorientowałem o co chodzi. Przy kolejnej okazji przyjrzałem się całemu procederowi dość dokładniej.
Pan włożył w spodnie pustą butelkę po wodzie, na jego twarzy pojawił się dziwny grymas, a po kilku chwilach wyjmował już trochę pełniejszą butelkę. Nie trzeba było mi niczego więcej. Zaskoczony tą sytuacją rozglądałem się na boki patrząc czy inni się temu przyglądają, ale nie…nikt nie zwracał uwagi.
Oczywiście ten Pan wysikał się tak by nikt tego nie zauważył i prawie by mu się udało gdybym nie siedział dokładnie naprzeciwko.

Dwadzieścia siedem godzin i to nie były jedyne dwa razy.

Przynajmniej miałem miejsce przy oknie więc mogłem się rozłożyć na stoliku.

A w ramach bonusu by zakończyć czymś wesołym historyjki dwie.

IMG_0849 (Copy)

Historyjka#1
Wchodząc na dworzec w Chengdu przepuściłem torbę przez skaner, jak we wszystkich innych dworcach w Chinach i coraz bardziej zastanawia mnie po co te skanery w ogóle są skoro ciągle mam w plecaku multitool oraz żyletki, których mieć nie powinienem. Myśl ta jednak zaprzątała moją głowę przez krótki moment bo zaraz za skanerem leżała kaczka.
Kaczka.
W worku.
Żywa.
Żywa kaczka w worku.
Leżała i kwaczała.
Absolutnie wmurowany stałem, nie wiem, dwie minuty. Aż Pan policjant zaczął się ze mnie śmiać i pokazał mnie koleżance. Wyciągnąłem aparat i gestem zapytałem się czy mogę zrobić zdjęcie. Pokiwał głową i jeszcze przestawił kaczkę by spojrzała się w aparat.

IMG_0888 (Copy)

Historyjka#2
Po przeskanowaniu plecaka (naprawdę nie wiem w jakim celu) trzeba zostać obmacanym przez policjanta i przejechany ręcznym wykrywaczem metali. Bo ten jeden na bramce to za mało. Nie dość że przewożę ostre narzędzie na które nikt nie reaguje to jeszcze muszę być dwa razy sprawdzony wykrywaczem metalu.
Koniec końców podchodzę do policjanta i zostałem obmacany. Od dwóch tygodni szlajam się po dworcach w Chinach i pierwszy raz sprawdzano mi nawet kieszenie. Ach…policjant był płci żeńskiej. W Europie nie do pomyślenia żeby kobieta sprawdzała mężczyzn.

IMG_1012 (Copy)

Chengdu

IMG_0369 (Copy)

Plan na dzisiaj był bardzo prosty, tak jak i cały plan pobytu w Chengdu: pojechać do centrum badawczego pand olbrzymich w Chengdu. No i do tego zjeść jeszcze coś legendarnie ostrego, ale to ewentualnie.

IMG_0377 (Copy)

A co to?

Baza badawczo-rozrodcza pand wielkich w Chengdu to centrum badawcze non profit.  Założono je w 1987 roku i na dzień dobry umieszczono w nim 6 pand. Do 2008 roku urodziły się tutaj 124 pandy a łączna liczba zwiększyła się do 83.

IMG_0413 (Copy)
Oprócz pand wielkich znajduje się tutaj także centrum badawczo-rozrodcze pand czerwonych, ale one nie są takim magnesem jak ich duzi kuzyni.

IMG_0413 (Copy)

No tak, ale trzeba tam jakoś dojechać. Fiaskiem zakończyły się moje wczorajsze poszukiwania autobusu. Internet się nie postarał, bo nazwa przystanku była podana tylko w pinyin więc nie wiedziałem w którą stronę mam jechać.

IMG_0415 (Copy)

Także skorzystałem z taksówki. Dojechałem bez większych problemów, w przyzwoitej cenie i praktycznie zaraz po otwarciu, albo jeszcze parę minut przed oficjalnym otwarciem. Wiedziałem że muszę przyjechać wcześnie bo o 830 odbywa się pora karmienia, a jeżeli jest coś co zwierzęta przetrzymywane w niewoli lubią (lub co lubią opiekunowie) to powtarzalność. Dlatego też o 830 czekałem przed wybiegiem i czekałem, czekałem…aż nagle spojrzałem w bok i zobaczyłem biało czarnego niedźwiedzio kota.

IMG_0426 (Copy)
Siedział sobie spokojnie patrząc na budynek z którego wyszedł a po chwili coś tam mruknął do siebie i powoli ruszył przed siebie. I to naprawdę powoli. Nie tak jak niedźwiedź i na pewno nie tak jak kot.

IMG_0435 (Copy)

Chociaż to może być złudne bo ten chłopak jest podobno jednym z najpotężniejszych w centrum. Ruszył tak ociężale  w stronę bambusa, a gdy do niego dotarł to usiadł i zaczął go pałaszować. Rozkosznie go otwierał, wyrywał zębami to co z zewnątrz niepotrzebne i jadał środek. I jadł, jadł, ale ja już pobiegłem do dwulatków po drugiej stronie.

IMG_0452 (Copy)

Ich było troje i wszystkie pałaszowały bambusa. Jeden na leżąco, a dwa pozostałe na siedząco. Wyglądało to przeuroczo, ale te zwierzaki w ogóle wyglądają cudownie.

IMG_0452 (Copy)
Pobiegałem z aparatem zobaczyć jeszcze kilka innych w porze karmienia i wszystkie, absolutnie wszystkie, wyglądały przeuroczo i wychodziły nawet w czasie deszczu. A potem zamiast chować się do domków zostawały na dworze, widać im deszcz nie przeszkadzał za bardzo.  I tak jadły te bambusy trzymając je tym swoim prowizorycznym kciukiem, jadły i leżały. Dorwałem jedną która siedziała na kamieniu zapatrzona przed siebie i obracała głowę jedynie gdy słyszała któregoś ze swoich opiekunów.

IMG_0474 (Copy)

To całkiem ciekawa baza, można pooglądać jak ludzie opiekują się malutkimi pandami (od kilku dni coś pokasłuję, więc idąc za radą napisaną przed wejściem postanowiłem nie ryzykować zdrowia pand i nie wchodzić), zobaczyć jak dba się o dorosłe, czy też pójść do kuchni i spróbować chleba dla pand. Bo chociaż 99% ich diety to bambus to jednak dodaje im się też trochę innego jedzenia.

IMG_0503 (Copy)

Wybiegi na jakich się znajdują są całkiem spore, nie jakieś olbrzymie, ale też nie mam pojęcia jak dużego terytorium potrzebują, więc nie krytykuję. Wydawały się jeżeli nie szczęśliwe to przynamniej zadowolone z tego co mają.

IMG_0501 (Copy)

To co zaciekawiło mnie najbardziej to zabezpieczenia. Gdyby któraś z pand chciała podejść do fosy oddzielającej wybieg od ludzi byłaby praktycznie na wyciągnięcie ręki, metr może półtora od murku. A murki były wysokie na dwa metry.  Takie to delikatne olbrzymy.

IMG_0510 (Copy)

A gdy już wychodziłem zaczęli ludzie wchodzić, całe szczęście udało mi się ominąć te tłumy.

Obiad kupiłem na ulicy i znowu nie był ostry. Ja nie wiem…wygląda na to że jedzenie w Syczuanie nie jest ostre dopóki się o to nie poprosi. Naprawdę spodziewałem się takiego jedzenia jak w Xi’an gdzie na ulicy smarowali wszystko papryką i nie wiedziałem czy pocę się z ciepła czy z powodu tego co zjadłem.

IMG_0528 (Copy)

A skoro jestem w Syczuanie to postanowiłem zjeść coś syczuańskiego i w porze kolacji szukając dworca odwiedziłem dwie restauracje. W pierwszej pochłonąłem coś co chyba było skórą, bo mięsem raczej nie, ale całkiem przyzwoite tyle tylko że znowu nie na ostro…A w drugiej zamówiłem kurczak kung pao.

A co to?

Kurczak Kung Pao, czyli  宫保雞丁 to kurczak na ostro z orzechami, warzywami i papryczkami chili, aczkolwiek w Syczuanie powinny być to papryczki syczuańskie.  Jest to jedno z najbardziej znanych chińskich dań.
Nazwa podobno pochodzi od Ding Baozhen, oficjela z czasów dynastii Qing będącego gubernatorem Syczuanu. Jego tytuł brzmiał Kung pao, czyli strażnik pałacu.
W czasach rewolucji kulturowej danie to nazywano hongbao jiding (kawałki kurczaka smażone na szybko), lub hula jiding (kawałki kurczaka z papryką).
W wersji oryginalnej pociętego kurczaka marynuje się, a przed smażeniem wsypuje się przyprawy do woka, po czym dodaje papryki by nadać olejowi zapach. Dopiero potem smaży się mięso z warzywami i orzechami.

IMG_0528 (Copy)

O ile pandy były niesamowite, fantastyczne i przede wszystkim zapierające dech w piersiach tak jedzenie w Syczuanie trochę mnie zawiodło…może to moja biała twarz, może miejsca w których jadłem, ale nawet się nie spociłem. Tak mi trochę smutno z tego powodu, bo naprawdę myślałem że tak osławione ostre jedzenie sprawi że będę musiał pić mleko do obiadu…myślałem że nawet na ulicy nie będę w s tanie niczego zjeść. Trochę moje oczekiwania przerosły rzeczywistość, bo w to że jestem już znieczulony na ostre nie uwierzę.

IMG_0537 (Copy)

A wychodząc z restauracji zobaczyłem…to po raz drugi. Po raz drugi usłyszałem ar szy, po raz drugi zauważyłem tych wąsatych panów w kącie, tego starszego pana przy pałeczkach i tego uśmiechniętego kucharza, te stoliki, kolory, każdy element tej małej restauracji w Chengdu, wszystko to już widziałem. Zdałem sobie sprawę że już to przeżyłem kiedyś, a teraz przeżyłem po raz drugi. To było najmocniejsze deja vu jakie przeżyłem. Przynajmniej z tych które sobie przypominam.

IMG_0540 (Copy)

Xi’an – Chengdu ciąg dalszy

IMG_0309 (Copy)

No tak, bo siedemnaście godzin w pociągu to materiał na dwie notki. Tyle tylko że nie było w tym nic przerażającego. Ot siedemnaście godzin na siedząco, przysypiając na stoliku. Jeżeli w drodze do Pekinu nie będzie mi dane siedzieć przy oknie to nie wiem co zrobię. Siedemanście przeżyłem, ale dwadzieścia siedem to może być mały problem. Całe szczęście istnieją podcasty, inaczej chyba bym zwariował.

IMG_0321 (Copy)

Pierwsze co zobaczyłem po przebudzeniu to góry. Szczyty pokryte mgłą, u podnóży domy, a po chwili nic nie widziałem…wjechaliśmy w tunel…i znowu szczyty, mgła, domy, rzeka u podnóży…tunel…przez kilka godzin przejeźdzaliśmy przez tunele wydrążone w górach mając po obu stronach przepiękne zielone od drzew wzniesienia których kilka było przyozdobionych świątyniami. Już wiem że do Syczuanu wrócę, teraz przyjechałem tylko zobaczyć pandy i popróbować jedzenia, ale wrócę tu oglądać te góry, bo są przepiękne. Dawno już nie widziałem czegoś tak pięknego. W ich obliczu czułem się tak malutki, taki nieistotny, to takie uczucie które czyni nas skromnymi i świadomymi własnej maleńkości.

IMG_0332 (Copy)

Dwie rzeczy rzuciły mi się w oczy w Chengdu.

IMG_0334 (Copy)

Pierwsza, rzuciła się od razu, leje. Czyli nici z beztroskiego szlajania się pod mieście. Szkoda.

IMG_0337 (Copy)
Druga, pand nie ma wszędzie. To zdumiewające, ale myślałem że pandy będą tutaj wszędzie. Bo skoro w Chengdu jest największy na świecie instytut badawczy pand to pandy powinny być nie tylko w godle miasta, powinny być nie tylko wszechobecną maskotką, ale przede wszystkim ludzie w kostiumach pand powinni witać gości na dworcu, a w sklepach wszystko powinno być  z pandami. Począwszy od ubrań na przepisach w restauracjach skończywszy. Chociażby kurczak po syczuańsku a’la panda, czyli z kiełkami bambusa, albo baozi a’la panda, czyli w kształcie głowy pandy. A tutaj nic z tych rzeczy…Nie, miasto nie stałoby się jednowymiarowe przez to.

IMG_0335 (Copy)

Będą dwie ciekawostki.
Ciekawostka #1
Nie każdy taksówkarz zawiezie Cię do hotelu jeżeli masz do niego trochę ponad kilometr. Co uważam za świństwo, ale słyszałem już o tym w Pekinie więc rozumiem o co chodzi. Wyższe zyski są z dłuższych podróży i czasem lepiej  stać niż jechać. Całe szczęście nie wszyscy tak o tym myślą i trafiłem do hotelu. Teraz co prawda nie wiem jak trafić na stację kolejową, ale tym będę się martwić we wtorek.

IMG_0336 (Copy)

Ciekawostka #2
Nie wszystko w Syczuanie jest ostro. Na przykład kurczak w restauracji był z cebulą i ani grama papryki…Jutro poproszę o coś ostrego.

IMG_0363 (Copy)

Xi’an –Chengdu

IMG_0007 (Copy)

12 godzin do odjazdu pociągu to kawał czasu, zwłaszcza gdy okazuje się że obejrzało się już wszystko co było w miarę blisko, bo na dalsze wycieczki nie ma już czasu i gdy żar leje się z nieba.

IMG_0026 (Copy)

Wiem, wiem, powtarzam o tym do znudzenia ale to bardzo często przechodziło m przez głowę.

IMG_0008 (Copy)

Żar…Nie byłem w innych piecach Chin ale Xi’an jest zdecydowanie najbardziej uciążliwym miastem do życia w jakim byłem. Nigdzie indziej nie było tak ciepło i tak duszno. Każdego dnia wypijałem 4-5 litrów wody, w nocy nie potrafiłem zasnąć a rano budziłem się w mokrym od potu łóżku.

IMG_0012 (Copy)

Nie mając żadnego planu ruszyłem przed siebie wiedząc tylko że chcę kupić kawę i coś do jedzenia na podróż. Trafiłem do amerykańskiego walmarta, który był zaopatrzony w chleb…chleb…i wyglądał jak prawdziwy…ale i tak bym go nie zjadł…

IMG_0013 (Copy)

Uzupełniwszy zapasy ruszyłem dalej przed siebie z myślą że może uda mi się dotrzeć do muzeum historii Shaanxi. Nie miałem w kieszeni dobrej mapy, tylko taką dość ogólnikową z hotelu, ale okazała się ona bardzo przydatna gdyż po zapytaniu o drogę jednej z Pań sprzątających ulicę dotarłem do muzeum w kilka minut.

IMG_0038 (Copy)

A co to?

Muzeum historii Shaanxi otwarto w 1991 roku, zajmuje powierzchnię 65 tysięcy metrów kwadratowych i znajduje się w nim ponad 370000 obiektów muzealnych.  Muzeum skupia się oczywiście na dawnej stolicy Chin, która była stolicą dla 13 różnych dynastii. Znajdziemy tam wiele przedmiotów kulturowych, w tym chociażby pieczęć cesarzowej.

IMG_0137 (Copy)

Co ważne wejście do muzeum jest darmowe, trzeba jedynie pokazać dowód toższamości. Dzienna liczba gości jest ograniczona do 4000 (lub 5000, różne źródła różnie mówią), by nie utrudniać zwiedzania. Cóż…zwiedzanie może to i ułatwia, ale robienie zdjęć  i tak jest trudne.

IMG_0174 (Copy)

Chociaż wejść warto bo zabytki są świetne, najstarsze pochodzą z trzeciego tysiąclecia przed naszą erą i są to dość proste przedmioty jak misy czy narzędzia, potem mamy trochę broni z brązu, oraz ogromną kolekcję wszelakiej biżuterii.

IMG_0256 (Copy)

Wszystko opisane po chińsku i angielsku, do tego można obejrzeć film z angielskimi napisami o szlaku jedwabnym, ogółem świetna sprawa i nie żałuję tego blisko dwugodzinnego spaceru.

IMG_0179 (Copy)

Na obiad poszedłem do restauracji naprzeciwko hotelu, ale tym razem zamiast nudli w z upie wziąłem nudle z pomidorem i jajkiem. Smaczne. Cały czas nie mogę wyjść z podziwu nad tymi przygotowywanymi na miejscu nudlami. Hałasują przy tym okropnie, ale w smaku są nie do pobicia.

IMG_0262 (Copy)

I taki najedzony szedłem na dworzec gdy zatrzymał mnie kucharz innej restauracji muzułmańskiej, pokazał że mam usiąść i podał mi chusteczkę bo się nie wytarłem po obiedzie. Zapytał skąd jestem, jak mi się podoba w Chinach i co tu właściwie robię. A widział jak wychodzę z innej restauracji i wiedział że u Niego nic już nie zjem. Chciał najzwyczajniej w świecie porozmawiać. Bardzo to sympatyczne.

IMG_0265 (Copy)

Potem przyszło mi trochę posiedzieć na dworcu i popatrzeć jak ludzie lgną pod mury by schować się w cieniu przed słońcem. Wygląda to trochę komicznie gdy nikogo nie widać w słonecznej części bo wszyscy schowali się w zacienionej. Nagle wszyscy lgną do ciemności dającej schronienie przed światłem. A ja tylko siedziałem i czekałem aż na ekranach przed dworcem pojawi się K879 bo to oznacza że w końcu mogę wejść na teren dworca. Tak…nie możesz wejść wcześniej niż na dwie godziny przed odjazdem. Co ma bardzo dużo sensu gdy weźmiemy pod uwagę morze ludzi które czeka na odjazd. A że na dworcu jest o wiele chłodniej niż na dworze to chętnych nie brakowało.

IMG_0267 (Copy)

W końcu nadeszła moja pora i pierwszy raz przybito mi pieczątkę mówiącą o tym że mogę wejść na dworzec. Problem jest tylko taki że na dworcu nie było ubikacji. Tak…to trochę absurdalne ale prawdziwe, potrzeby trzeba załatwiać w toalecie przed dworcem, bo potem jest już za późno. Zresztą w Qufu, Zhouzheng i Anyang było tak samo. Chlubne wyjątki to Xuzhou (i Xuzhou Zachód), Pekin Południe i Luoyang. Nie za bardzo rozumiem sens czegoś takiego, ale wielu rzeczy nie rozumiem, więc nie wnikam.

IMG_0289 (Copy)

Xi’an dzień drugi

IMG_9490 (Copy)

Zgodnie z planem – mury. Sęk w tym że ¼ murów przeszedłem obok nich bo wszystkie wejścia były zamknięte. Dopiero gdy doszedłem do zachodniej bramy znalazłem coś otwartego.

IMG_9491 (Copy)

Tylko zanim do niej dotarłem trafiłem, zupełnym przypadkiem, na świątynię buddyjską w odmianie (tak to się nazywa?) tybetańskiej.

IMG_9492 (Copy)

A co to?

Zakon Guangren Lama to jedyny zakon buddyjski (tybetański) w prowincji Shaanxi. Zbudowano go w roku 1705, gdy wielki Lama z Północnego Zachodu i Tybetu przejeźdzał przez Shaanxi do Pekinu. To w niej spotkał cesarza Kangxi.

IMG_9510 (Copy)

Sama świątynia została przebudowana w 1952, a w 1983 wpisano ją na listę najważniejszych krajowych zakonów buddyjskich. W 2006 roku przeszła porządną renowację.

Sama świątynia nie jest duża, składa się z bramy górskiej, Sali Devajara. Sali Mahavira, Sali tysiącrękkiego Buddy i Sali z sutrami. Oczwiście po bokach znajdują się inne pomieszczenia i place.

IMG_9529 (Copy)

Oryginalna brama została zniszczona przed renowacją. Nowa ma rzeźbrione przęsła ozdobione malowidałami. Zaraz za wejściem znajduje się ogromna ściana z kaligrafią.

IMG_9539 (Copy)
Na drugim placu znajduje się olbrzymi, nigdy nie gasnący, hmm…powiedzmy że znicz, który może pomieścić 54 litry oleju, świeci się by oświecić ludziom drogę.

IMG_9810 (Copy)

Bardzo fajna ta świątynia. Do biletu dostałem kilka kartek z informacjami, więc mogłem sobie poczytać. Naprawdę fajny pomysł, lepiej było tylko w muzeum armii terakotowej gdzie to wolontariusze opowiadali o wszystkim.  Na samym końcu świątyni stał taki najważniejszy budynek z pozłacanym dachem, to w nim była najcenniejsza figura.  I taka ciekawostka, to w tej świątyniu cesarzowa Cixi ukrywała się i do jednego z drzew przyczepiała sznury z praniem.

IMG_9587 (Copy)

No to wróćmy do zachodniej bramy.
Gdy już się wdrapałem na górę uderzył mnie żar, a przecież jeszcze nie było 10…przez moment zastanawiałem się czy nie wziąć roweru, ale stwierdziłem że wytrzymam w tym słońcu i może znajdę coś ciekawego. I znalazłem muzeum murów miejskich z kawałkami oryginalnego muru. A pisząc kawałkami mam na myśli ogromne kilkumetrowe bryły. Wyglądało to niesamowicie.

IMG_9589 (Copy)

A co to?

To najlepiej zachowane ufortyfikowania miejskie w Chinach. Ich budowa rozpoczęła się w 194 roku przed naszą erą i trwała cztery lata.

IMG_9663 (Copy)

Mury miały wtedy blisko 26 kilometrów długości i grube na 12-16 metrów. Obecne mury zaczęto budować pod koniec czternastego wieku i mają około 14 kilometrów, są wysokie na metrów 12 i grube na 15-18.

IMG_9597 (Copy)

Chodząc po murach przyglądałem się okolicznym dachom, pogoda się poprawiła bo chociaż z nieba lał się żar (dzisiaj, jutro, pojutrze i w poniedziałek w Chengdu ma padać, także oprócz oglądania Pand nie planuję nigdzie wychodzić. NIGDZIE), to jednak wiał przyjemny wiatr i dało się te 3X przeżyć.

IMG_9641 (Copy)

I tak chodząc, zdałem sobie sprawę że powoli dochodzę do wschodniej bramy więc pora zejść i poszukać świątyni ośmiu nieśmiertelnych. Całe szczęście moja mapa jest dość dokładna i pokazała mi gdzie mam iść. Doszedłem tam więc bez najmniejszych problemów.

IMG_9648 (Copy)

Zaszokowała mnie cena, bo symboliczne 3 RMB w porównaniu do tych wszystkich innych świątyń wygląda…no w sumie to świątynie są od tego żeby się w nich modlić, a nie po to żeby zwiedzać, prawda?

A co to?

IMG_9855 (Copy)

Świątynia ośmiu nieśmiertelnych, lub Ba Xian An, zbudowana została w czasach dynastii Song (960-1279) a następnie wielokrotnie przebudowywana i odnawiana. Większość z obecnie widocznych budynków pochodzi z czasów dynastii Qing (1644-1911). Pomijając wieżę dzwonu, bębna, bramę górską, oraz ścianę wejściowo można ją podzielić na trzy sekcje.

IMG_9928 (Copy)
Pierwsza składa się z pięciu budynków ku czci boga obrońcy – Wang Lingguan. Druga sekcja to dwa budynki i białe statuy ośmiu nieśmiertelnych. Sekcja trzecia to główny budynek z napisem Dong Tian Yun Ji napisanym przez cesarzową Cixi (Chińczycy mają podejście do religii podobne do Mongołów czasów Dżyngis-chana – nie wiem który Bóg jest prawdziwy, więc lepiej mieć ich wszystkich po swojej stronie), która w tej świątyni także się ukrywała.

IMG_9961 (Copy)

Bardzo fajna świątynia. Trochę zapuszczona, ale nikt nie każe płacić nie wiadomo jakich pieniędzy za wejście, bardzo fajne były zupełnie nietypowe, bo niepomalowane, drewniane bramy do pomieszczeń.

IMG_9497 (Copy)

Xi’an

IMG_8970 (Copy)

Plan na dzisiaj był bardzo prosty: muzeum armii terakotowej (i koni)  oraz duża pagoda dzikiej gęsi i mała pagoda dzikiej gęsi. Plan prosty jasny i przejrzysty, ale trzeba zacząć od śniadania. Zupa z brązowego ryżu i dwa smażone na głębokim oleju rogale z nudlami ryżowymi i jakąś zieleniną w środku. To ciągle nie jest śniadanie mistrzów, ale jesteśmy już bliżej.

IMG_8979 (Copy)

Dojazd do muzeum armii terakotowej jest bardzo prosty, wystarczy wsiąść w autobus i dojechać. Przejazd kosztuje 7 RMB i jedzie się blisko godzinę bo muzeum znajduje się ponad 30 kilometrów od Xi’an.

IMG_8990 (Copy)

A co to?

To zbiór rzeźb wykonany z terakoty przedstawiających armię pierwszego cesarza Chin – Qin Shi Huang. Wykonano ją i pochowano razem z cesarzem gdzieś w okolicach 210 roku przed naszą erą. Mieli strzec cesarza po śmierci.

IMG_8997 (Copy)

Rzeźby te odkryto w 1974 zupełnym przypadkiem w czasie drążenia studni. Różnią się wzrostem zależnie od rangi, czyli generałowie (których jest trzech) są najwyżsi. Szacuje się że było ich łącznie ponad 8000, do tego 130 powozów, 520 koni i 150 koni kawalerii. Większość dalej jest zakopana (o tym za moment).

IMG_9186 (Copy)

Z cesarzem pochowano nie tylko żołnierzy, ale także urzędników, akrobatów, muzyków i siłaczy. Bo co się ma facet nudzić po śmierci.

IMG_9075 (Copy)

A dlaczego nie wykopano wszystkiego?

Cóż…chyba ktoś zrozumiał że kopanie w ziemi i rozwalanie stojących w niej ponad dwa tysiące lat rzeźb nie jest najlepszym rozwiązaniem, więc czekają…W latach 70-ych tak się pośpieszyli że praktycznie nie ma zachowanej oryginalnej farby na żołnierzach. Tak, oni byli pomarlowani.

IMG_9231 (Copy)

Mauzoleum cesarza znajduje się niedaleko muzeum armii teraktowej, tak blisko że nawet jest na mapie na bilecie…tylko dostać się tam nie można, a przynajmniej ja nie wiedziałem jak…no bo skoro nie ma przejścia, ani strzałek…

IMG_9232 (Copy)

Od 1976 roku wielu badaczy nalega na odkopanie reszty (kurczę…jeżeli to co my widzimy czyli ta najsławniejsza jama znajduje się dobry kilometr od grobu cesarza, to wyobraźcie sobie z jakim rozmachem to zbudowano) uzasadniając to tymi oto głównymi powodami:
– jest to teren narażony na ruchu tektoniczne, więc trzeba wszystko wykopać by zabezpieczyć
– świetny sposób na rozwinięcie turystyki
– by powstrzymać kradzieże

IMG_9278 (Copy)

A smutna prawda jest tak że w Chinach nie ma obecnie technologii pozwalającej na przeprowadzenie akcji na taką skalę. Poza tym nie za bardzo wiadomo jak to z tym pałacem jest, czy jest wypełniony powietrzem, czy też nie no i jak to ugryźć…może za mojego życia się tego doczekam.

IMG_9288 (Copy)

I gdy tam wszedłem opadła mi szczęka. To po prostu niesamowite. Ogrom, historia, to jest po prostu coś pięknego. Stałem tak wmurowany i patrzyłem nie do końca wierząc że to się dzieje naprawdę.

W ogóle to muzeum – coś pięknego…mnóstwo eksponatów, część oczywiście wybyła na wypożyczenia, ale to nic, do tego zapiski odkrywców, gry w których układało się żołnierzy z klocków, albo tworzyło odrys jakiegoś fragmentu zbroi (archeologia to rzadko kiedy coś w stylu Indiany Jonesa), ale ci żołnierze terakotowi…nie mam słów.

Na drugi ogień poszła duża pagoda dzikiej gęsi do której poszedłem, bo co mam jeździć.

IMG_9357 (Copy)

A co to?

Buddyjska pagoda zbudowana w 652, przebudowana w roku 704. W 1556 została uszkodzona w czasie trzęsienia ziemi i zrobiły się trzy piętra mniej, czyli tyle ile jest obecnie. Jedną z jej funkcji było przechowywanie buddyjskich sutr oraz rzeźb Buddy przywiezionych z Chin.

Czyli kolejna buddyjska świątynia. Tym razem z pagodą. Powoli przypomina to zwiedzanie kościołów we Włoszech. Wszystkie zlewają się w jeden.

IMG_9388 (Copy)

Chciałem dokulać się do pagody małej dzikiej gęsi, ale okazało się że wejście jest możliwe tylko do 1730, a bilety sprzedawane do 1630, przyszedłem więc o 69 minut za późno. Trudno, to i tak miał być dodatek. Jutro ruszam na spacer po murach miejskich i zrobię co w mojej mocy by odnaleźć świątynię ośmiu nieśmiertelnych. To dla odmiany będzie świątynia taoistyczna.

IMG_9378 (Copy)

Luoyang – Xi’an

IMG_8726 (Copy)

Na początek poszedłem sobie trochę pochodzić i popróbować tutejszych specjałów porannych. Kawał ciasta i warzywa, do tego sos sojowy i ostra papryka. Może nie jest to śniadanie mistrzów ale całkiem smacznego. W końcu kupiłem jabłka, ale chyba pora przerzucić się na brzoskwinie bo są wszędzie. Wszyscy je sprzedają, podobnie jak arbuzy. Tyle tylko że mnie brzoskwinie tak średnio odpowiadają…

Poszedłem w końcu na dworzec i przysiadła się (mam poważny problem żeby napisać Jej imię po angielsku, bo chcę napisać je Joanne, żeby było w miarę poprawnie a nie tak jak przedstawiła się na qq – Join, więc nazwijmy ją J., teraz pewnie niektórzy będą myśleli że to Will Smith w wersji żeńskiej, ale trudno) J., która jak się okazało także jedzie do Xi’an, a potem także do Chengdu. Potem jeszcze gdzieś i kończy podróż w tybecie w Lhasie. Skończyła studia tydzień temu i postanowiła wykorzystać ten okres by pozwiedzać, bo jeszcze nie chciała iść do pracy.

IMG_8730 (Copy)

Tak się żłożyło że  siedziała w tym samym wagonie co, więc poprosiła kogoś kto miał siedzieć obok mnie o zamianę miejsc i rozmawialiśmy pół drogi, bo drugie pół przespaliśmy. Ja po kolejnej nocy w tropikach a Ona pewnie z rajzyfiber bo wyruszyła dopiero dzisiaj.

IMG_8739 (Copy)

Po chwili włączył się do rozmów starszy chińczyk. Który miał niebieskie oczy. Najpierw policzył po rosyjsku do trzech a potem zaczął opowiadać o miasteczkach jakie mijamy, że powinienem wspiąć się na pięć świętych taoistycznych gór, ‘a w tym mieście Lao Tzu napisał Tao Te Ching’, opowiadał z jakimi krajami granicy Polska, że ambasada jest w Pekinie, a konsulat w Szanghaju a ja zamiast myśleć ‘wow, skąd On to wie’, myślałem ‘ON MA NIEBIESKIE OCZY!’, bo to było dla mnie o wiele bardziej szokujące.

IMG_8761 (Copy)

Gdy już dojechałem do Xi’an J. i Jej znajomy popytali jak mam iść by trafić do hotelu, dostałem Jej numer telefonu i mam dzwonić jakbym miał problemy. Niesamowicie sympatyczna dziewczyna.  Tak jak na Chinkę przystało.

Na pierwszy ogień poszły dwie wieże: dzwonu i bębna, najpierw poszedłem do tej większej, czyli dzwonniczej w której był dzwon, nie tak olbrzymi jak te europejskie, ale całkiem spory.

IMG_8786 (Copy)

A co to?

IMG_8795 (Copy)

Wieża dzwonu w Xi’an została zbudowana w 1384. Związanych z nią jest kilka legend. Ta jest całkiem fajna:

W czasach dynastii Ming kilka trzęsień ziemi poruszyło terenem w Guanzhongo pochłaniając tysiące ofiar. Pojawiła się historia: przez środek Xi’an płynie ogromna rzeka, mieszka w niej smok który zawsze wywołuje kłopoty. W Xi’an podchwycono legendę i rozkazano wszystkim kowalom ukuć ogromnym łańcuch w który planowano zakuć smoka. Następnie rozkazano naprawić wieżę dzwonu by wykorzystać ją do pojmania smoka. Co ciekawe, po odbudowaniu wieży dzwonu trzęsienia ziemi się skończyły.

IMG_8827 (Copy)

A z samej wieży rozciągał się piękny widok na całe wewnętrzne miasto. Także zszedłem i obrałem kurs na inna wieżę. Gdy do niej doszedłem okazało się że nie ma się tam jak dostać trzeba przejść przez rondo pełne samochodów.

IMG_8836 (Copy)

Gdy to zrobiłem okazało się że to nie ta wieża…także zawróciłem i poszedłem do innej…to też nie ta…w końcu się zdenerwowałem złapałem taksówkarza, wytargowałem się do 10 RMB i zawiózł mnie.

IMG_8854 (Copy)

W międzyczasie zapadł już zmrok i wszystkie wieże były pięknie oświetlone. Fantastyczny widok. Chyba w końcu mi jakieś zdjęcia po zmroku wyszły. Wieża bębna, w której było mnóstwo, ale to mnóstwo różnego rodzaju bębenków, bębnów i innych instrumentów muzycznych. Nie miałem pojącie że jest tego aż tyle.

IMG_8876 (Copy)

A co to?

IMG_8884 (Copy)

Wieża bębna w Xi’an została zbudowana w 1380 roku i znajduje się w samym centrum miasta. Jej nazwa pochodzi od ogromnego bębna znajdującego się w jej wnętrzu. Uderzano w niego gdy zachodziło słońce.

IMG_8894 (Copy)

I teraz miałem problem bo zapadł zmrok i straciłem kilka punktów orientacyjnych…nic to, wystarczyło mi wrócić do przejścia podziemnego i wiedziałem już w którą stronę mam iść.

IMG_8956 (Copy)
Problem z poruszaniem się po Xi’an jest taki że często przy chodnikach stoją bardzo wysokie płoty i trzeba korzystać z przejść podziemnych, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę ilość samochodów, ale jest także dość kłopotliwe gdyż te przejścia nie są już tak prosto skonstruowane jak ulice.

Ostatecznie do hotelu dotarłem bez większych problemów, a Xi’an po zmroku robi się o wiele bardziej przyjemny do życia, bo w ciągu dnia słońce praży niemiłosiernie.

IMG_8870 (Copy)

Luoyang

IMG_8197 (Copy)

Dzisiaj czekało mnie bardzo proste połączenie. Wyjść z hotelu, pójść w stronę dworca i wejść w autobus linii 81. Dojechać do końca i oto…

IMG_8203 (Copy)

Jaskinie dziesięciu tysięcy Buddów

Rany…poważnie? Jaskinie dziesięciu tysięcy Buddów? W sumie, po chińsku  brzmi to Groty Smoczej Bramy (Longmen to smocza brama), ale skoro po polsku oficjalnie brzmi to tak jak brzmi, więc niech już będzie. Lepsze to niż Szantung (brrrr…). Dojazd nie był trudny, także ogromny, ogromny plus za to.

IMG_8266 (Copy)

A co to?

W grotach tych znajdują się rzeźby, oraz obrazy Buddów, oraz uczniów. Rzeźb jest około stu tysięcy i niektóre są maciupcie, około 3 centymetrowe, a największa ma metrów siedemnaście. Na terenie znajduje się także blisko 2500 tablic z inskrypcjami (ciekawe gdzie je schowali…) i 60 pagód (takie samo pytanie). Dłubać je zaczęto pod koniec piątego wieku naszej ery.

IMG_8281 (Copy)

W 2000 roku wpisano to miejsce na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

ALE DLACZEGO TAK WIELE JEST ZNISZCZONYCH?!

IMG_8314 (Copy)

No cóż, buddyzm nie zawsze był w Chinach numero uno i czasem, jak chociażby w czasach rewolucji kulturowej niszczono takie miejsca, dlatego wiele rzeźb nie ma twarzy. Wielu rzeźb nie ma bo ukradli je kolekcjonerzy lub żołnierze (na przykład Japońscy)

IMG_8316 (Copy)

Jak przystało na miejsce kultu nie mogło się obejść bez świątyń, sęk w tym że większość z nich została zniszczona, zwiedzać można trzy.

Także ruszyłem zwiedzać i robić zdjęcia i muszę przyznać że jestem pod ogromnym, ale to ogromnym wrażeniem tego miejsca. Nie tyle tych średniej wielkości rzeźb których jest od groma, ale tych malutkich i czegoś czego nie widziałem na zdjęciach: farby w grotach. Nie mam pojęcia czy udało mi się to chwycić, bo słońce cały czas mi przeszkadzało, ale mam nadzieję że tak. Naprawdę byłem tym zaskoczony. No i ten olbrzymi, najsławniejszy pomnik, coś wspaniałego. Wyrzeźbić coś takiego to jest jednak od cholery dłubania

IMG_8392 (Copy)

Zdjęć jest całkiem sporo, więc polecam pooglądać galerię.

Następnie ruszyłem do świątyni białego konia (jak po chińsku tak po polsku), czyli pierwszej oficjalnej świątyni buddyjskiej w Chinach.

IMG_8516 (Copy)

Z ciekawości zapytałem taksówkarza ile by chciał za przewiezienie mnie z JDTB do świątyni i gdy usłyszałem 120 to się uśmiechnąłem i poszedłem. Wystarczy wejść w autobus 81, pojechać na przystanek gdzie staje 56 przejść na drugą stronę i pojechać do końca. Za 3 RMB. Nie jestem aż tak rozrzutny.

IMG_8589 (Copy)

A co to?

Świątynia Białego Konia została zbudowana w 68 roku naszej ery. Jest uznawana za kolebkę chińskiego buddyzmu. Aczkolwiek sama w sobie jest dość niewielka. Obecnie jest w rozbudowie o buddyjską świątynie w stylu Tajlandzki, bo w stylu Indyjskim już istnieje.

IMG_8687 (Copy)

A wszystko zaczęło się gdy cesarz Ming miał sen o Buddzie, wysłał więc dwóch emisariuszy by odszukali pisma buddyjskiej. Spotkali dwóch mnich w Afganistanie i przekonali ich do przybycia do Chin. Przyjechali na dwóch białych koniach. Cesarz zadowolony z takiego obrotu sprawy postawił na ich cześć świątynie i nazwał ją Świątynią Białego Konia (w chińskim liczba mnoga jest dość płynna). Mnisi przetłumaczyli pisma buddyjskie na język chiński, a gdy Bodhidarma, inny mnich przybył do Chin w piątym wieku naszej ery chińska odmiana buddyzmu zaczęła rozprzestrzeniać się do innych krajów: Korei, Wietnamu i Japonii. O chińskiej odmianie buddyzmu planuję kiedyś napisać.

Świątynia

IMG_8699 (Copy)

Naprawdę niewielka, ale bardzo zadbana, z mnóstwem ołtarzy i ogromną ilością posągów. Bardzo fajna była zbudowana w 12 wieku pagoda z dzwoneczkami które pięknie dzwoniły gdy ruszał nimi wiatr. Małe stawy z mnóstwem wygrzewających się w słońcu żółwi. Naprawdę warto było się tam pokulać, chociaż szkoda że tak mało po angielsku.

IMG_8595 (Copy)

Do hotelu wróciłem autobusem i przy okazji kupiłem bilety na pociąg. Dwa pociągi nocne i nie było już ani twardych, ani miękkich łóżek. Czeka mnie najpierw 17 a potem 27 godzin na siedząco. To będzie bardzo, ale to bardzo ciekawe przeżycie.

IMG_8649 (Copy)