Anyang – Luoyang

IMG_8064 (Copy)

Zacznijmy od zupy na ulicy. Gęsta od tofu, ale pyszna za całe 3 RMB. Pochodziłem jeszcze trochę po Anyang, ale czasu było za mało by udać się na jakieś porządniejsze zwiedzenie, dotarłem tylko do parku pełnego ludzi i pora było wracać. Dworzec i w drogę do Luoyang.

IMG_8068 (Copy)

¾ drogi przespałem, a ¼ spędziłem rozmawiając z chłopakiem który jechał pracować do Syczuanu i był z tego bardzo niezadowolony. Wymieniłem się z nim walutą i sprzedałem jedną z czterech dziurkowanych monet jakie kupiłem w Qufu. A myślałem że w Chinach nie jest to jakaś wielka rzadkość, bo nigdy nie widziałem by jakiś chińczyk je kupował. Może kupno od psiookiego przynosi więcej szczęścia? Byłoby w tym więcej śmiechu gdyby nie był pijany i niezwykle natarczywy, ale i tak było wesoło. Okazuje się że ten mój chiński pozwala mi nawet na podstawowe rozmowy z pijanymi robotnikami. No to nie ma tak źle.

IMG_8085 (Copy)

Luoyang to kolejna była stolica Chin jaką odwiedzam i jest tu trochę jak z Qufu. Wszystko co chcę zobaczyć znajduje się dobrych kilka kilometrów od stacji kolejowej, czyli od mojego hotelu. Właśnie hotel! Rezerwacja została uznana, co prawda musiałem Panią skorygować że na dwa dni, ale oprócz tego wszystko super bo już na stronie jest napisane że się zameldowałem. No świetna sprawa po prostu. Zapewne pod koniec moich wojaży będę mieć tyle punktów że będę mógł sobie wziąć szczoteczkę do zębów.

IMG_8112 (Copy)

W każdym razie oto i jestem w Luoyang, gdzie wiem że do hotelu mam sto metrów, ale nie wiem w którym kierunku, więc spytaj policjanta on ci prawdę powie jak to śpiewał Skandal z Dezertera. No i Pan policjant pokazał mi drogę bezbłędnie. Lepsze to niż pytanie taksówkarzy, chociaż nie…tym razem byli w porządku i też pokazywali gdzie mam iść. W końcu jacyś obeznani w terenie.

IMG_8116 (Copy)

Zameldowałem się w hotelu i ruszyłem w drogę. Było już za późno żeby sprawdzić świątynię Baima (białego konia), więc udałem się do świątyni Guan Yu. Często mówi się że Guan Yu to chiński bóg wojny, ale to guzik prawda. Facet był sobie generałem, w dodatku nie z klasy tych najlepszych chińskich, ale do historii przeszedł swoją wiernością. To tak po krótce o co chodzi:

Walczył po stronie Liu Bei (dobry), ale po jednej z przegranych bitew wpadł w ręce Cao Cao (zły), który traktował go z olbrzymim szacunkiem i uczynił swoim generałem, oraz obsypał bogactwami. Guan Yu służył mu wiernie, ale gdy dowiedział się że Liu Bei żyje uciekł do niego gdyż wierzył w jego sprawę i chciał mu pozostać wierny. Cao Cao dowiedział się o tym, ale nie wysłał żołnierzy w pościg pozwalając Guan Yu dotrzymać wierności. Po kilku kolejnych walkach Cao Cao w końcu go zabił, odciął głowę i wzniósł świątynię ku jego czci.

Wyniesiono go do boskości, cześć oddają mu buddyści, taoiści, a nawet wyznawcy konfucjanizmu . A jak go rozpoznać? To ten z ogromną brodą, czerwoną twarzą i halabardą. Uczniowie proszą go o pomoc w nauce, w końcu to kumaty człowiek, a wszyscy inni o pieniądze, bo z jakiegoś powodu stał się kimś w rodzaju boga bogactwa. Może dlatego że Cao Cao tak go obrzucał? Tylko że on z niego zrezygnował…

W każdym razie świątynia. By do niej dotrzeć wybrałem taksówkę i nawet bym o tym nie wspominał gdyby nie fakt że taksówka miała formę motoru. Motorwe taksówki to coś co znane jest mi z filmów o Afryce, oraz o co podejrzewałem inne miasta w Chinach, ale pewności nie miałem. Było…no jak na motorze za kimś kto jest niższy o głowę i wiatr rozwiał tę resztkę włosów jakie mam na głowie.

Świątynia niewielka, spokojna, parę rzeczy po angielsku, ale prawdę mówiąc nic wyjątkowego. No cóż, nie wszystkie mogą być wyjątkowe. Tyle tylko że nawet ta, poświęcona co prawda istotnemu  bóstwu, ale jednak nie najważniejszemu, wygląda lepiej niż świątynia Konfucjusza.

IMG_8171 (Copy)

Świątynia

Pierwsze dwa budynki zawierają posągi generała Guan Yu, w pierwszym znajdują się rysunki opowiadające jego historię, a w drugim jest posąg przedstawiający go jak czyta książkę.

Budynek Chunqiu
Ponieważ Guan Yu spędzał dużo czasu czytając książkę Chunqiu Cao Cao kazał wybudować ten budynek dla niego.

Aleja tablic
Tablice upamiętniają generała.

Z powrotem wróciłem autobusem i jutro ruszam do grot.

Zarezerwowałem już hotele, w tym hotel w Pekinie co było trudniejsze niż myślałem. Czekają mnie drobne problemy z dojazdem do metra, ale coś za coś. Nie da się połączyć dobrego dojścia do metra i niskiej ceny.

IMG_8179 (Copy)

Zhengzhou – Anyang

IMG_7594 (Copy)

Rano ruszyłem na przechadzkę po mieście i muszę przyznać, że się najadłem. Nie, nie strachu (o rety, trzy tygodnie temu to musiało być zabawne), a różnych chińskich pyszności.

IMG_7596 (Copy)

Wydaję na jedzenie zdecydowanie mniej niż planowałem, ale to dlatego że jem na ulicy, lub w tanich restauracjach. Znengzhou leży bardzo blisko prowincji Syczuan (pandy!), która słynie z ostrego jedzenia i gdy zjadłem jeden z placków ulicznych to popłynął ze mnie pot.

IMG_7599 (Copy)

A przecież tej papryczki tam prawie nie było. Oj będzie dobrze gdy dojadę do Chengdu. Bardzo dobrze.

IMG_7607 (Copy)

Wsiadłem w pociąg i dojechałem do Anyang. No i standardowo problem z hotelem. Bo znowu nikt nie zna hotelu o którym przeczytałem w internecie. Pojeździłem po mieście w taksówce, ale zauważyłem hotel z sieci 7daysinn w którym spałem do tej pory i postanowiłem że znowu skorzystam. Budżet na spanie jest na tyle elastyczny że na to mi pozwala, zwłaszcza że ceny w tej sieci są całkiem przyzwoite.

IMG_7641 (Copy)

Po zameldowaniu się w hotelu złapałem taksówkę i ruszyłem do Yinxu, by po chwili wrócić do hotelu po aparat…własnej głowy nie zapomniałem.

IMG_7810 (Copy)

A co to?

Yinxu to miejsce w którym znajduje się starożytna stolica Chin, znane z powodu odkrytych tutaj kości wróżebnych, oraz pisma, co doprowadziło do odkrycia pierwotnego pisma chińskiego.
Yinxu odkryto, lub odkryto ponownie bo nie sposób określić czy nie dokopano się do niego wcześniej, w 1899 roku.

IMG_7832 (Copy)

A coś więcej?

Na początku czternastego wieku przed naszą erą w czasach dynastii Shang  przeniesiono stolicę z obecnego Qufu do Yinxu które podobno istniało już w piątym tysiącleciu przed naszą erą. Miasto to nazwano Yin co miało oznaczać ‘żywe tworzenie muzyki’.
Miasto popadło w ruinę gdy stolicę przeniesiono do Fenghao, czyli Xi’an.

IMG_7914 (Copy)

Kupiłem wejściówkę…i faktycznie tak jak na zdjęciach – tutaj praktycznie nic nie ma. Wieje pustką i to straszną. Zarówno pod kątem zabytków jak i turystów. Porobiłem kilka zdjęć i ruszyłem zwiedzać. Po chwili znalazłem muzeum i od razu aparat poszedł w ruch. Mnóstwo wykopanych przedmiotów, począwszy od kości, poprzez noże z brązu na jadeitowej biżuterii skończywszy. No i piękne, naprawdę piękne skorupy. Zrobiło to na mnie ogromne, ogromne wrażenie. Świetny był pomysł z gadającym trórjwymiarowym modelem jednej z  głów ozdobnych. Gdybym tylko wiedział o czym on mówił. Tylko muszę się przyczepić, chociaż nie jestem jakimś wielkim fanem archeologii, w sensie nie znam się  za dokładnie na tym jak należy odrestaurowywać przedmioty, ale wydaje mi się że mazanie je niezmywalnym pisakiem i uzupełnianie gipsem nie jest najlepszym pomysłem. Tylko tak jak mówię, nie znam się. Może tak to się powinno robić bo widzę to praktycznie w każdym muzeum, ale jakoś mi się to nie podoba.

A potem dalej…kurczę…czuć te trzy tysiące lat historii, te ruiny wyglądają trochę jak Biskupin paręset lat później. Piękne, po prostu piękne.

IMG_8006 (Copy)

No i te kości żółwie z których wróżono i na których powstawały pierwsze chińskie znaki. Naprawdę niesamowita sprawa, w dodatku praktycznie wszystko jest opisane po angielsku, także spokojnie można przyjść i pooglądać i poczytać. Szkoda tylko że w gruncie rzeczy nie ma tego aż tak dużo.

Niesamowite były także te groby ofiarne od których wiało grozą. Szkoda tylko że turyści tego nie szanują. Widać nie tylko dobre rzeczy przechodzą ponad granicami.

I to była niestety jedyna rzecz jaką zobaczyłem w Luoyang, chciałem zobaczyć jeszcze coś, ale widać jeszcze nie teraz. Poza tym nie było to aż tak ważne.

IMG_8021 (Copy)

Drogę powrotną pokonałem już samodzielnie i rozpocząłem walkę ze stroną hotelu. Jeżeli wszystko zrobiłem tek jak powinienem to mam rezerwację na jutro w hotelu w Luoyang po obniżonej cenie. A jeżeli coś poknociłem to mam przynajmniej adres do sprawdzonego hotelu.

Dzisiaj kończy się ten klubing, przeskakiwanie z jednego miasta do drugiego po jednej nocy. Będzie więcej czasu na zwiedzanie.

IMG_8048 (Copy)

Qufu – Zhengzhou – Shaolin

IMG_7326 (Copy)

Wieczorem, gdy okazało się że muszę spędzić kilka godzin na dworcu, dosiadł się do mnie student i zaczęliśmy rozmawiać. Jemu ten angielski szedł średnio, więc radził się albo koleżanek albo translatora, ale dogadaliśmy się. Powiedział mi kilka rzeczy które mnie wręcz zszokowały, na przykład że uważa iż rząd polski jest lepszy od rządu chińskiego. Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, prawda? Tylko nikt nie mówi o ilości nawozu jakiej trzeba użyć była tak zielona.

IMG_7331 (Copy)

Noc w pociągu w przedziale sypialnym nie była tak straszna jak można się spodziewać po nazwie ‘twardy sypialny’, ale cudów też nie było. Ot sześć łóżek po trzy na stronę, kołdra, poduszka i termos z gorącą wodą.

IMG_7334 (Copy)

Gdy zameldowałem się w Zhengzhou nie wiedziałem co zrobić najpierw, czy znaleźć coś do jedzenia, czy szukać autobusu. Zdecydowałem się na to pierwsze. A potem ruszyłem szukać autobusu. W internecie wyczytałem że najlepiej będzie znaleźć autobus linii 1, pojechać nim do końca i wsiąść w linię 8. Po kilkunastu minutach szukania odpowiedniego przystanku, bo to jednak nie tak łatwo udać się na południe gdy mapa mówi że przystanek jest na północy, dotarłem do autobusu linii 1 i dojechałem nim do samego końca. Niestety autobus linii 8 z zajezdni nie odjeżdża. Zirytowany wróciłem na dworzec, poszedłem do kasy autobusowej i wykupiłem bilet na podróż do Shaolin. Tylko że nikt mnie nie uprzedził iż w cenie podróży znajduje się też wycieczka. Dowiedziałem się o tym po mniej więcej godzinie jazdy gdy pilot zaczął opowiadać coś o cenach i innych takich.

IMG_7338 (Copy)
Zirytowany tym faktem nie zapłaciłem za wejściówki  i sobie poszedłem, dogonił mnie kierowca autobusu wraz z innym zirytowanym Panem, który powiedział że pojedziemy do Shaolin. I pojechaliśmy. 40 minut później. Po drodze zatrzymując się na lunch. Ale wtedy miałem już to w nosie, bo wiedziałem że jadę do Shaolin  i nikt mnie nie oszuka tak jak poprzednio.

IMG_7342 (Copy)

A co to?

Klasztor Shaolin stoi na górze Shaoshi (stąd Shao w nazwie), w górach Songshan, lin to oczywiście las. Czyli klasztor w lesie na górze Shao.

IMG_7377 (Copy)

Coś więcej?

Klasztor założył Batou (czyli Bartek po japońsku), który przybył z Indii do Chin w 464 by szerzyć buddyzm.
Klasztor zbudowano na północnym zboczu w 495 roku naszej ery.

Był wielokrotnie niszczony I odbudowywany. W połowie czternastego wieku został całkowicie opuszczony aż do momenty gdy odzyskano władzę nad prowincją Henan.
Chyba najbardziej znana informacja o zniszczeniu klasztoru to ta związana z ucieczką pięciu mnichów którzy zaczęli szerzyć sztuki walki w Chinach. Obecnie uznaje się ją za nieprawdziwą, ale zawsze to lepiej wygląda gdy mówi się ‘nasza szkoła wywodzi się z prawdziwego Shaolin’

IMG_7437 (Copy)

Klasztor wygląda super, świątynia także. Odmalowany, odrestaurowany, zwrot o 180 stopni w stosunku do tego co było w Qufu. A turystów jeszcze więcej, po prostu masakra…chociaż może to dlatego że dzisiaj była sobota, o czym zupełnie ale to zupełnie zapomniałem.
Oczywiście ćwiczyłem w świątyni Shaolin i tego nikt mi już nie odbierze.

IMG_7458 (Copy)

A potem ruszyłem do lasu pagód i przyznam szczerze że myślałem że będzie bardziej imponujący.

IMG_7473 (Copy)

Nie zrozumcie mnie źle, był imponujący, ale spodziewałem się czegoś monumentalnego. No i nie można już na nich siadać, ani nawet podchodzić za blisko.  Aczkolwiek wrażenie i tak robią niezwykłe.

IMG_7489 (Copy)

Następnie poszedłem w górę, ale mając w głowie świadomość że ostatni autobus odjeżdża o 1730, lub 1630 bo dopóki Chińczycy czegoś nie napiszą nie można być zbyt pewnym, nie zdecydowałem się na przejazd kolejką na szczyt góry.

IMG_7491 (Copy)

Postanowiłem zamiast tego pójść w kierunku jaskini Dharmy. Tylko jakoś nikt mnie uprzedził że znajduje się ona na górze. Stwierdziłem że będę na nią wchodził aż do określonej godziny, a potem z powrotem żeby zdążyć. Wchodziłem, wchodziłem i po drodze spotkałem mnicha który na chwilę oparł się o mnie i razem pokonaliśmy kilkanaście schodów, a potem puścił mnie przodem. Pogoda była wspaniała. Ciepło i lekki deszcz.

IMG_7491 (Copy)

Z powodu mgły nie była idealna do robienia zdjęć, ale to nie jest najważniejsze. Widziałem majaczący gdzieś na szczycie posąg i szedłem twardo w jego kierunku. Szedłem i szedłem robiąc coraz to więcej zdjęć, bo widoki aż mi dech odbierały. Góry wszędzie są piękne, chociaż to była bardziej górka. W końcu dotarłem na szczyt, zrobiłem kilka zdjęć i zacząłem schodzić.  No dobrze, zawsze gdy jestem na jakimś szczycie poświęcam kilka minut by się rozejrzeć, złapać oddech i poczuć jak to jest być na górze. To nieporównywalne z niczym innym uczucie gdy pokonało się górę. Chociaż to górka. Schodzić musiałem ostrożnie bo teraz było ślisko. Kto pojawił się na mojej drodze? Mnich!

IMG_7522 (Copy)

Wyciągnął telefon komórkowy i zrobił mi zdjęcie. Nie pozostałem Mu dłużny, objąłem Go ramieniem i strzeliłem słit focię. A On śmiejąc się do rozpuku zrobił to samo ze swoim telefonem. Ukłoniliśmy się i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.

IMG_7536 (Copy)

Wróciłem do Zhengzhou, kupiłem bilety aż do Xian , znalazłem hotel i jutro ruszam do Anyang. Jednej ze starożytnych stolic Chin.

IMG_7555 (Copy)

Qufu

IMG_7129 (Copy)

Zwiedzania ciąg dalszy. Dzisiaj, zgodnie z planem, poszło miejsce  urodzenia Żółtego cesarza (o ile się urodził), miejsce spoczynku syna Żółtego cesarza (o ile syn ów istniał), oraz już poza planem ale jednak nie do końca świątynia upamiętniająca księcia Zhou, czyli Ji Dan.
Mniej więcej wiedziałem jak tam dotrzeć. Co prawda mniej więcej oznacza tyle co: idź do skrzyżowania przed cmentarzem i skręć na wschód, godzinny spacer i potem pokazuj zdjęcie, ale lepsze to od mapy w całości po chińsku. Także ruszyłem do cmentarza, ale po drodze zauważyłem kierunkowskaz w stronę świątyni, więc stwierdziłem ‘czemu by nie pójść’ i poszedłem.

IMG_7137 (Copy)

Po drodze zaczepiła mnie Ellen, lub Hu Gui Gui, której bardzo zależało na tym by rozpocząć ze mną korespondencję po angielsku by się trochę podszlifować. Bo sama jest nauczycielką angielskiego w małej szkole w Qufu. I z jednej strony bardzo mnie to cieszy, a z drugiej zastanawia jak do tego doszło że nauczycielka angielskiego w Qufu, mieście tak sławnym na całym świecie prosi spotkanego na ulicy obcokrajowca o możliwość korespondencji po angielsku. W DWUDZIESTYM PIERWSZYM WIEKU! I teraz zastanawia mnie ilu nauczycieli w Polsce koresponduje z obcokrajowcami by się podszkolić. Także wymieniliśmy się adresami mailowymi i ruszyliśmy w swoją stronę. Ciekawe czy jak dorwę się do internetu to przeczytam maila od Niej. Wiem, że czytacie to z opóźnieniem, ale ledwie przedwczoraj wyjechałem z Jiawang a już średnio orientuję się jaki mamy dzień…nie dość że nie wiem że jest piątek to wiedzę o tym że jest dwudziesty pierwszy dzień czerwca czerpię z komórki.

IMG_7166 (Copy)
Dotarłem do tej świątyni i gdybym się nastawiał na cokolwiek to bym się zawiódł, ale nie nastawiałem się na nic, więc przyjąłem wszystko co było jako coś nowego. Pamiętacie jak narzekałem wczoraj na kiepski stan tych obiektów związanych z Konfucjuszem? Ktoś zauważył że ta świątynia jest w nie lepszym stanie i gdy przyszedłem trwał remont. Restaurowano belki z bramy wejściowej, widać na resztę kompleksu przyjdzie czas później. Było to bardzo urokliwe miejsce, z dala od wszystkich naganiaczy, sklepików, wycinaczy pieczątek, specjalistów od kaligrafii i miliona innych miejsc w których turysta może wydać pieniądze. Cisza i spokój.

A potem zawróciłem i ruszyłem w kierunku który znałem mniej więcej. Po niecałej godzinie zauważyłem wioskę, a to bardzo dobry znak, bo wczoraj na mapie zauważyłem że te miejsca znajdują się w wiosce. Wioska to oczywiście przedmieścia Qufu. Przedmieścia wyglądająca jak każda inna wioska w której do tej pory byłem. Domki blisko siebie, plac ćwiczeń, miliony pól i uśmiechnięci ludzie. To co wyróżniało to miejsce od innych to ogromna tablica którą widać było z odległości kilkudziesięciu metrów.

IMG_7180 (Copy)

To już wywołało uśmiech na mojej twarzy bo wiedziałem że w miejscu w którym narodził się Żólty cesarz (o ile…sami wiecie) znajdują się olbrzymie żółwie z jeszcze większymi tablicami. Także ruszyłem w stronę tablic i po chwili dotarłem. Kilku Panów już grało w chińskie szachy, kilku innych obcinało wierzbowe gałęzie. Spokój. To taka odmiana od tego co działo się wczoraj, od tych fal ludzi i wszelkich maści naganiaczy.  Zbyt wiele osób chyba nie odwiedza chińskiej piramidy czyli grobowca syna Żółtego cesarza (wiadomo…), bo Pani sprzedająca bilety grała z kilkoma innymi osobami w karty i bilet wyjęła z torebki.

IMG_7190 (Copy)

I tutaj też spokój, cisza i wypadałoby to naprawić, ale patrząc na to jak wygląda naprawianie tych wszystkich reliktów myślę że może lepiej tego nie ruszać. W końcu to powinno być coś więcej niż tylko zaklejenie dziury cementem…A piramida chociaż nie była zbyt duża to jednak robi wrażenie. Koncept się jednak w Chinach nie przyjął i więcej ich nie mają (a może mają, a nie wiem?). Ze zwiedzania to by było na tyle. Potem jeszcze obszedłem miejskie mury i ruszyłem w stronę stacji kolejowej.

IMG_7237 (Copy)

Myk z dotarciem na stacje polega na tym, że ostatni autobus dojeżdża do niej o 1820. A pociąg mam o 2251. Nie mając jednak innego wyboru, bo skoro nie muszę to nie korzystam z taksówek, pojechałem na stację gdzie teraz czekam na pociąg i prawdę mówiąc czuję się jak ten wiecznie umorusany chłopak z fistaszków. To jest taki aspekt podróży w pociągu sypialnym który trochę zlekceważyłem, a który czeka mnie jeszcze co najmniej raz w czasie podróży do Pekinu.

IMG_7242 (Copy)

Na szczęście, jutro powinienem zameldować się w Zhenzhou, skąd biorę autobus i jadę do klasztoru Shaolin.  Takiego śmierdzącego chyba mnie nie przyjmą, więc najpierw znajdę sobie spanie, a potem ruszam w podróż. Nie wiem jeszcze ile mi zajmie czasu, ale mam do zobaczenia trzy miejsca blisko siebie Shaolin, czyli Zhenzhou (które tak bardzo mnie nie interesuje) – Anyang (w którym najbardziej interesują mnie ruiny Yinxu), oraz Luoyang, które interesuje mnie najbardziej.

IMG_7289 (Copy)

W weekend się nie wyrobię na pewno. Zastanawiam się czy na samo Shaolin nie poświęcić dwóch dni, bo jest tam bardzo ładny szczyt który przy okazji znajduje się na jednej ze świętych gór Taoizmu.

IMG_7299 (Copy)

Pekin – Qufu

IMG_6639 (Copy)

To, zgodnie z przewidywaniami, długi dzień. Zaczął się o czwartej trzydzieści. Za wcześnie jak się okazało bo metro, a raczej interesujący mnie przystanek był nieczynny. A że droga do niego nagle się urwała postanowiłem skorzystać z pekińskiej taksówki. I tu taka ciekawostka, w pekińskich taksówkach można płacić kartą miejską. Czyli mamy jeden plastik by opłacić metro, autobus (ze zniżką!) i taksówki. Czego chcieć więcej. Słono mnie to kosztowało bo taryfa była jeszcze nocna, ale dzięki temu dostałem się na stację metra bez problemu i mogłem jechać w prawie całkowicie pustym wagonie aż do Beijing Nan. Zostało mi jeszcze godzina, ale że pociąg zaczynał trasę od Beijing Nan to wsiadłem do niego i moim oczom ukazały się cztery łóżka.

IMG_6647 (Copy)

Wyszedłem z wagonu by sprawdzić numer, ale się zgadzał, także wszedłem śmiało i zająłem górną pryczę skazując innych podróżnych na dolne. Aczkolwiek była też druga górna, więc mogli korzystać.

IMG_6674 (Copy)
W pociągu poznałem Liu Ha Bin, inżyniera z prowincji Shandong (umówmy się, od teraz będę zawsze pisał Shandong bo ten Szantung mi się nie podoba, czytajcie to Szandon, znaczy to tyle co Góry na wschodzie), pogadaliśmy trochę i wychodząc ze stacji zaoferował że mnie podwiezie do świątyni Konfucjusza. Jak przystało na osobę której od maleńkości wpajano ‘nie bierz cukierków od obcych’ (co miało taki skutek, że w wieku 12 lat nie jadłem cukierków od nieznajomych nawet gdy obok byli rodzice, byłem bardzo posłusznym dzieckiem),  oraz  ‘nigdy nie wchodź do samochodu z nieznajomymi’ zgodziłem się  i o dziwo ani mnie nie okradli, ani nie sprzedali do Tajlandii, ani nawet nie wyciągnięto ze mnie części zamiennych, najzwyczajniej w świecie Liu podwiózł mnie pod świątynię Konfucjusza i powiedział że mam dzwonić gdybym miał problemy. Nie, nie chciał pieniędzy, nawet gdy mu siłą wcisnąłem monety polskie to się wzbraniał. Zniszczyło mnie to zupełnie.

Hotel znalazłem bez problemu, co prawda zamiast udać się do planowanego hostelu udałem się do nieplanowanego hotelu. Pewnie trochę przepłaciłem i przebywam w tym hotelu nielegalnie bo nikt nie wziął mojego paszportu, ale hej fajnie jest :)

IMG_6873 (Copy)

W Qufu planowałem zobaczyć cztery miejsca: świątynię Konfucjusza, dom rodzinny Konfucjusza, oraz cmentarz (tak zgadliście) Konfucjusza. Czwarte miejsce na liście należy do miejsca narodzin Żółtego Cesarza (który istniał, lub nie istniał, ciężko powiedzieć).

IMG_6932 (Copy)

A co to? – Świątynia

Zaledwie dwa lata po śmierci Konfucjusza zamieniono jego dom w Qufu w świątynię. Pierwszym cesarzem który złożył ofiarę ku pamięci Konfucjusza był cesarz Gao z dynastii Han w 205 roku p.n.e. Łącznie Qufu odwiedziło 12 różnych cesarzy w czasie 20 wizyt. Około 100 wysłało zastępców w czasie 196 oficjalnych wizyt. W 611 roku usunięto oryginalny trzypokojowy dom i przebudowano świątynię.

W jedenastym wieku rozbudowano do tego stopnia że zrobiło się czterysta pokoi, cztery place i trzy oddzielne sekcje. W 1214 świątynia została zniszczona, ale odbudowano ją w 1302. A w 1331 przemodelowano na pałac cesarski. Światynia była niszczona jeszcze trzy razy: w 1499 i 1724 przez pożar, a w 1966 w czasach rewolucji kulturowej zniszczono wiele rzeźb.
Łącznie świątynia zajmuje szesnaście tysięcy metrów kwadratowych i przypomina Zakazane Miasto.

A co to? – Dom

Dom znajduje się we wschodniej części świątyni, z którą jest połączony bramą biletową. Budynek jest zbudowany z zachowanie zasad Konfucjonizmu, czyli najstarszy potomek Konfucjusza zajmuje miejsce centralne w trzech głównych budynkach, najmłodszy brat obejmuje budynek Yi Guan na wschodzie, a zachodni budynek do nauki należał do cesarza Yansheng , wschodni budynek do nauki należał do rodziny i można było tam się uczyć, jeść, oraz zabawiać przyjaciół.

IMG_6935 (Copy)
Chiński mur

Pierwszy dom rodziny Kong powstał w 1038 roku w czasach dynastii Song. W 1377 przeniesiono go zgodnie z rozkazem pierwszego cesarza dynastii Ming. W 1503 rozbudowano do 560 pokoi i dziewięciu placów. W 1838 budynek przeszedł całkowitą renowację a zaledwie 48 lat później został w znacznym stopniu zniszczony przez pożar. Dlaczego? Zaczęło się od pożaru w sekcji dla kobiet do której mężczyzni nie mieli wstępu i nawet w czasie pożaru nie ruszyli na pomoc. Ostatni potomek Konfucjusza przebywa obecnie na Tajwanie gdzie uciekł w czasie chińskiej wojny domowej.

A co to? Cmentarz

IMG_6961 (Copy)

Cmentarz, lub las rodziny Kong znajduje się w Qufu i od 1984 jest na liście kulturowych zabytków UNESCO.
W 1331 rozpoczęto budowę bramy i muru otaczającego cmentarz. Łącznie przeszedł on 13 renowacji i rozbudów. Pod koniec 18 wieku objął obszar ponad trzech i pół kilometrów kwadratowych, jest na nim pochowanych ponad sto tysięcy członków rodziny Konfucjusza. Najstarsze groby pochodzą z czasów dynastii Zhou.

IMG_6967 (Copy)
W czasie rewolucji kulturowej cmentarz został zwandalizowany, a ciało cesarza Yansheng wykopano I powieszono na drzewie przed domem Konfucjusza.

IMG_7047 (Copy)

Trzy pierwsze udało mi się obejrzeć dzisiaj i żal na to było patrzeć. Zestaw dom+świątynia znajdują się na liście dziedzictw kulturowych całego świata i żal na to patrzeć gdy farba odchodzi, deski się rozpadają, że o wyblakłych kolorach i pajęczynach nie wspomnę. Powiedziałbym coś na temat ogromnych kwotach jakie żąda się za wejście, ale chyba muszę do tego przywyknąć. Rozumiem że te wszystkie miejsca muszą same się utrzymać i trzeba ustalić jakąś taką kwotę by ludzie przyszli, ale też by za dużo ludzi nie przyszło bo to rozniosą. Największe wrażenie zrobił na mnie cmentarz.

IMG_6974 (Copy)

To taki las z zającami, ptakami, murem po którym wspinają się ludzie by szybko dostać się do domu  i grobami. Było to też pierwsze miejsce w Chinach w którym przez ponad dziesięć minut nie widziałem innego człowieka. Coś niespotykanego. Ten kult przodków bardzo mi się w kulturze chińskiej podoba. Taki Konfucjusz do boskości wyniesiony nie został, ale oddaje się Mu cześć za to co zrobił.

IMG_7050 (Copy)

Zawsze gdy myślę o Konfucjanizmie przypomina mi się ten obraz –

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Vinegar_tasters.jpg
I jak widać Konfucjusz się krzywi bo oto musiał skosztować ocet, który ‘jest taki kwaśny i należy wprowadzić jakieś zasady i reguły by nie dopuścić do tego by wino się psuło i tworzyło ocet’. Ten duch reguł/zasad i innych takich w Chinach trzyma się mocno.

IMG_7094 (Copy)

Pekin

IMG_6601 (Copy)

Nie powiedziałem Wam czegoś. Prawdę mówiąc to wielu rzeczy Wam nie powiedziałem, ale dzisiaj powiem jedną z tych ‘niepowiedzianych’.
W poniedziałek o 22 gdy kładłem się spać oczekując kolejnego ataku komarów zadzwoniła do mnie Brigitte i porozmawialiśmy chwilę.  Zadzwoniła też dzisiaj rano, jeszcze przed 7 gdy sprzątałem. I znowu chwilę porozmawialiśmy. I dostała zadanie – za każdym razem gdy będzie Jej smutno ma robić zdjęcia i w gruncie rzeczy mam nadzieję, że wielu tych zdjęć nie zobaczę. Ja za to zobowiązałem się robić zdjęcia w każdym mieście które odwiedzę. To teraz takie dwie historie.

IMG_6606 (Copy) IMG_6607 (Copy)

Historia#1
Jutro mam odjazd o 735 z Beijing Nan (Pekin Północ), z którego odjeżdżałem już dwa razy, ale nigdy nie musiałem na niego sam się dostać. Poświęciłem więc popołudnie by sprawdzić ile czasu mi zajmie i wychodzi tak około godziny. Co nie byłoby problemem gdyby nie to że linia metra która mnie najbardziej interesuje startuje dopiero o 6:00, co może okazać się lekkim problemem.

IMG_6620 (Copy)

No trudno, najwyżej czeka mnie spacer/podróż taksówką na przystanek z którego rusza wcześniej. A obiecana scenka wyglądała tak: jadę w metrze, nie przykuwam niczyjej uwagi, z tym drobnym wyjątkiem że wystaję głowę ponad tłumem, ale nikt się na mnie nie patrzy, nikt nie mówi laowei . Jestem jednym z wielu i to takie dziwne teraz. Zajmie mi chwilę zanim się przestawię.

IMG_6608 (Copy)

Historia#2
Jestem w tym samym pokoju co w lutym. To bardzo dziwny zbieg okoliczności. Znowu mogę oglądać Pekin z tego samego okna. Skąd wiem że to ten sam pokój? Bo hasło do internetu jest powiązane z numerem pokoju, a za pierwszym razem byłem w 1805, Prawdę mówiąc to może być nawet mój trzeci raz w tym pokoju, ale głowy sobie za to nie dam uciąć.

IMG_6623 (Copy)

Także jestem w tym pokoju i znowu za ścianą ktoś się z kimś kłóci, ale dla odmiany jest więcej napisów po angielsku niż po koreańsku. Ach i teraz tak, zapewne słyszeliście że czwórka jest w Chinach nieszczęśliwa bo można ją wymówić tak samo jak śmierć i gdzie tylko można unika się tego numeru. No tak, pierwsza część zdania się zgadza, bo faktycznie można wymówić jak śmierć, ale nie ma tak że w hotelach nie oznacza się czwartego piętra co często próbuje się nam wmówić.

IMG_6612 (Copy)

I w gratisie trzecia

Jadąc metrem przypomniały mi się dzisiaj dwie rzeczy. Pierwsza tyczy się mojego growego guru – Hideo Kojimy, który codziennie dojeżdża tokijskim metrem do pracy i razu pewnego napisał na blogu że czuje się niespełniony bo ‘jego’ linia robi pełne kółko, a on nigdy go nie przejeżdża, zawsze kończy na C. Ja takiego problemu nie mam, bo wszystkie linie którymi jeżdżę jeżdżą z północy na południe i ze wschodu na zachód (w drugie strony także), ale jak będę w lipcu w Pekinie i będę mieć kompletnie luźny dzień to wybiorę się na podróż po stacjach metra. A co mi tam, kilkadziesiąt przesiadek i wszystko za 2 RMB.
Tak oglądając ludzi w metrze (bardzo fajne ćwiczenie dla Was – gdy widzicie kogoś nieznajomego/nieznajomą pomyślcie że jest On/Ona w czymś wybitnie utalentowany/a i najlepszy/a na świecie, na przykład ‘nikt nie rozłupuje tak dobrze orzechów włoskich’, możecie też wypróbować ćwiczenie pana Kojmy i wymyślać historie tych ludzi, skąd jadą, dokąd jadą, dlaczego szpiegują dla Rosji, takie rzeczy), zauważyłem że Chińczycy mają bardzo małe, zrośnięte płatki uszu. Wikipedia powiedziała mi że około 2/3 społeczeństwa w Chinach ma zrośnięte płatki uszu. A piszę o tym bo przypomniała mi się jedna z postaci stworzonych przez Murakamiego – modelka uszu. Kobieta o tak pięknych uszach że musiała je zakrywać bo mężczyźni od razu się w niej zakochiwali. Fetysz uszny.

 

Uniwersytet Pekiński

Znany jako PKU lub Beida (Duży Północny, taki skrót od Beijing – północna stolica i daxue – duża szkoła czyli uniwersytet), to centrum badawczo-edukacyjne w Pekinie.
To pierwszy narodowy uniwersytet w nowożytnej historii Chin. Został założony w 1898 pod nazwą ‘Cesarski Uniwersytet w Pekinie’.

Słynie rzecz jasna nie tylko z bardzo wysokiego poziomu (w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych szkół wyższych na świecie) ale także że znakomitości jakie je ukończyli: Lu Xun, Mao Zedong (był tam zastępcą bibliotekarza), Gu Hongming, Hu Shih czy Li Dazhao (to właśnie bibliotekarz którego zastępcą był Mao Zedong).

Historia

Założono go 3 lipca 1898 roku podczas stu dni reform i zastąpił starożytny Guozijian. W 1902 wydzielono wydział edukacyjny który został Beijing Normal University, najlepszą szkoła dla nauczycieli w Chinach. W 1912 po rewolucji XInhai zmieniono mu nazwę na Narodowy Uniwersytet w Pekinie.
W 1917 na jego czele stanął Cai Yuanpei którego działalność przyczyniła się do uczynienia z tego uniwersytetu największej placówki oświatowej w Chinach składającej się z 14 wydziałów i rocznego naboru w wielkości ponad 2000 uczniów. Cai, zainspirowany niemiecką edukacją, początkowo zachęcał do przyjmowania ludzi z różnych środowisk intelektualnych. W 1919 to właśnie ze środowiska studentów uniwersytetu Pekińskiego wywodziło się większość członków ruchu czwartego maja.
W 1920 roku przyjęto pierwsze kobiety na studia.
Po wybuchu wojny Chińsko-Japońskiej w 1937 uniwersytet przeniesiono do Changsha gdzie połączono go z uniwersytetem Tshinghua i Nanka i utworzono Tymczasowy Uniwersytet Changsha. W 1938 uniwersytet przeniesieno do Kunming, gdzie miał siedzibę aż do 1946 kiedy wrócił do Pekinu.
W 1952 przyłączono do niego uniwersytet Yenching i tym samym podkreślono że w nowym kraju wszystkie uniwersytety powinno być publiczne. W tym samym roku przeniesiono siedzibę w miejsce gdzie poprzednio znajdował się uniwersytet Yanching.

Kampus

Początkowo kampus znajdował się na północ od Zakazanego Miasta, obecnie jednak jego główna część znajduje się w dzielnicy Haidian.
W pobliżu znajdują się Pałac Letni, oraz Stary Pałac Letni, jest to teren słynący z ogrodów. Sam kampus utryzmany jest w podobnej konwncji, pełen jest tradycyjnych domów, ogrodów, pagód, oraz historycznych budynków.
Oprócz tego na jego terenie znajdują liczne muzea, między innymi Uniwersyteckie muzeum historii.

Derungowie

Czyli Dulungzu 独龙族 to członkowie jedne z 56 grup etnicznych oficjalnie uznawanych w Chińskiej Republice Ludowej. Jest Ich łącznie około 7000 z czego większość zamieszkuje prowincję Junan.

Historia

Wiele to o nich niestety nie wiemy. W czasach dynastii Tang podlegali pod królestwa Nanzhao, oraz Dali. Od dynastii Yuan aż po Qing terenami, na których mieszkali zarządzali przedstawiciele władz lokalnych.
Wiemy, że w 1913 pomogli odeprzeć atak Brytyjczyków w Junanie.

Język

Mówią językiem drung, z grupy sino-tybetańskiej. Język ten nie ma formy pisanej, w przeszłości przekazywano informacje robiąc kreski na drzewach. A skoro jest ich tak mało to wkrótce pewnie język zaginie. Rząd Chin stworzył dla Nich system zapisu języka w alfabecie łacińskim.

Kultura

Przed utworzeniem chińskiej republiki ludowej społeczeństwo Drungów było oparte na systemie klanowym. Wiemy o istnieniu 15 klanów nazywanych nile. Każdy z tych klanów tworzył oddzielną społeczność zamieszkującą różne ke’eng (miasta). Dozwolone były małżeństwa jedynie wewnątrz klanu.

Tradycyjny strój kobiety składa się z sukni w kolorze czelni i bieli. W przeszłości tatuowano kobietom twarze gdy osiągnęły dwunasty rok życia. Robiono tak by pokazać, że są dorosłe.

Ich domy zazwyczaj budowane są z drewna i mają jedno piętro. Na parterze znajduje się miejsce dla zwierząt a piętro jest przeznaczone dla ludzi. Czyli całkiem jak u ludności Moinba.

Ich jedynym świętem jest Kaquewa obchodzone w czasie ostatniego miesiąca kalendarza księżycowo-słonecznego. Czyli obchody nowego roku

Małżeństwo

Gdy Drungowie zakochują się w sobie tańczą i śpiewają by wyznać swoje uczucie. A wesela, jak można sobie wyobrazić, pełne są tańców i śpiewów.

Gdy chłopak zakocha się w dziewczynie (nie wiem, co dzieje się gdy zakocha się w innym chłopaku, lub dziewczyna w dziewczynie/chłopaku) prosi o pomoc kogoś kto już się ożenił i jest dobrym mówcą by mu pomógł. Gdy ten się zgodzi rusza do domu dziewczyny z dzbankiem do herbaty, kolorowym workiem herbaty, papierosem (eee…co?) i miską. W domu natychmiast zaczyna przygotowywać herbatę i rozstawia miski dla całej rodziny. Gdy herbata jest gotowa zaczyna rozmawiać o małżeństwie. Jeżeli dziewczyna i rodzina się zgodzi to herbata zostaje wypita. Jeżeli nie to nikt nie pije i wraca jeszcze dwa razy. Jeżeli i wtedy się nie uda a chłopak dalej jest zakochany to może wysłać ‘swata’ dopiero za rok.

Religia

Chociaż w większości przeszli na chrześcijaństwo to w dalszym ciągu wyznają animizm. Wierzą, że każde zwierzę ma duszę. Składają ofiary by uspokoić złe duchy. Istotną rolę odgrywa Szaman, który odpowiada za rytuały.
W czasie obchodów nowego roku składane są ofiary niebu.

Jedzenie

Głównie to mięso, ptasie jaja, grzyby i zioła. Spożywają dwa posiłki dziennie, tradycyjnie są to nudle lub pieczone słodkie ziemniaki na śniadanie i kukurydza lub ryż na kolację. W zimę, gdy jest najlepsza pora n polowania jedzą mięso żółwie lub ryby.

Chińskie pory roku

Jest ich dwadzieścia cztery i są zależne od położenia ziemi wobec słońca. Z racji tego że w czasie mojej podróży po Chinach i przymusowej przerwy w blogowaniu będą trzy to te trzy opiszę dokładniej, a resztę tylko wymienię z nazwy.

Lichun, czyli początek wiosny立春
Lap xuan, czyli woda deszczowa                雨水
Yushui, czyli przebudzenie insektów驚蟄 (惊蛰)
Chunfen, czyli równonoc wiosenna春分
Qingming czyli czysto i jasno清明
Guyu, czyli desz zbóż穀雨 (谷雨)
Lixia, czyli początek lata立夏
Xiaman, czyli pełno zboża小滿 (小满)
Mangzhong czyli  芒种 to tradycyjnie dziewiąta pora roku. Rozpoczyna się gdy słońce stoi pod kątem 75 stopni a kończy się gdy słońce stoi pod kątem 90 stopni (względem ziemi oczywiście). Czyli trwa zazwyczaj od piątego do dwudziestego pierwszego czerwca. A nazwa oznacza ‘zboża w uchu’
Xiazhi, czyli夏至, którego nazwa oznacza ‘szczyt słońca’, lub ‘równonoc letnia’. Zaczyna się gdy słońce stoi pod kątem 90 stopni a kończy się gdy stoi pod kątem 105 stopni.  Trwa zazwyczaj od dwudziestego pierwszego czerwca do siódmego lipca.
Xiaoshu, czyli  小暑, którego nazwa oznacza ‘mniejszy upał’ jest jedenastą porą roku. Zaczyna się gdy słońce stoi pod kątem 105 stopni a kończy gdy osiągnie 120 stopni. Zazwyczaj od siódmego do dwudziestego drugiego lipca.
Dashu, czyli większy upał大暑
Liqiu, czyli początek jesieni立秋
Chushu, czyli ograniczenie ciepła處暑 (处暑)
Bailu, czyli biała rosa白露
Qiufen, czyli jesienna równonoc秋分
Hanlu, czyli zimna rosa寒露
Shuangjiang, czyli nadejście zimna霜降
Lidong, czyli początek zimy立冬
Xiaoxue, czyli mały śnieg小雪
Daxue, czyli duży śnieg大雪
Dongzhi, czyli równonoc zimowa
Xiaohan, czyli mniejsze zimno小寒
Dahan, czyli większe zimno大寒

Cztery wielkie wynalazki

Czyli cztery chińskie wynalazki uznawane za największe w historii kraju, a po chińsku -四大发明. Są to: kompas, proch, druk i papier.

Historia

Chociaż Chińczycy lubią robić listy najlepszych, ich zdaniem, dzieł. To lista czterech wielkich wynalazków jest dziełem Europejczyków, którą Chińczycy przyjęli.

Już pierwsi podróżujący do Azji sugerowali że to właśnie z tego region pochodzi druk, proch, kompas, oraz papier.
Taki jeden cytat z Karola Marksa: ‘Proch, kompas i prasa drukarska były trzyma wielkimi wynalazkami które zapoczątkowały burżuazję. Proch wysadził w powietrze klasę rycerską, kompas odnalazł rynek ogólnoświatowy i zapoczątkował kolonie, a prasa drukarska była narzędziem protestantyzmu, oraz odnowieniem nauki. Były to najpotężniejsze narzędzia w procesie tworzenia podstaw intelektualizmu’.

Kompas

Najwcześniejsze wzmianki o wykorzystaniu magnesów pochodzą z czwartego wieku przed naszą erą.
Natomiast pierwsze wzmianki o wykorzystywaniu namagnesowanych urządzeń do określania kierunku pochodzą z lat 1040-1044. Początkowo umieszczano namagnesowaną rybę w misce wody, pierwsza informacja o igle w kompasie pochodzi z 1088 roku.

Proch

Proch wynaleziono w dziewiątym wieku poszukując, jak przystało na chińczyków, eliksiru nieśmiertelności. Istniało receptur różniących się od siebie zawartością saletry. Pod koniec dwunastego wieku Chińczycy wyprodukowali pierwsze granaty ręczne.
W 1280 sklep z prochem w Weiyang zapalił się i…jego części znajdowano nawet 3 kilometry dalej.

Papier

Przyjmuje się że początki papieru sięgają 105 roku, gdy Cai Lun stworzył papier z morwy oraz starych szmat, sieci na ryby i odpadów z konopi. Obecne badania archeologiczne wskazują jednak że papier wynaleziono już w 8 wieku przed naszą erą.
Początkowo papier używany był tylko do owijania, ale od drugiego wieku zaczęto stosować go jako coś na czym można pisać. W szóstym wieku zaczęto używać go jako papier toaletowy. A w czasach dynastii Song (960-1279) stworzono pierwsze papierowe pieniądze. To ciekawa droga swoją drogą…

Druk

Drukowanie przy pomocy klocków drzeworytniczych szacuje się na 868 rok. Drukowanie w ten sposób lepiej pasuje do Chińskiego pisma niż ruchoma prasa drukarska, którą Chińczycy także wynaleźli.