Qufu – Zhengzhou – Shaolin

IMG_7326 (Copy)

Wieczorem, gdy okazało się że muszę spędzić kilka godzin na dworcu, dosiadł się do mnie student i zaczęliśmy rozmawiać. Jemu ten angielski szedł średnio, więc radził się albo koleżanek albo translatora, ale dogadaliśmy się. Powiedział mi kilka rzeczy które mnie wręcz zszokowały, na przykład że uważa iż rząd polski jest lepszy od rządu chińskiego. Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, prawda? Tylko nikt nie mówi o ilości nawozu jakiej trzeba użyć była tak zielona.

IMG_7331 (Copy)

Noc w pociągu w przedziale sypialnym nie była tak straszna jak można się spodziewać po nazwie ‘twardy sypialny’, ale cudów też nie było. Ot sześć łóżek po trzy na stronę, kołdra, poduszka i termos z gorącą wodą.

IMG_7334 (Copy)

Gdy zameldowałem się w Zhengzhou nie wiedziałem co zrobić najpierw, czy znaleźć coś do jedzenia, czy szukać autobusu. Zdecydowałem się na to pierwsze. A potem ruszyłem szukać autobusu. W internecie wyczytałem że najlepiej będzie znaleźć autobus linii 1, pojechać nim do końca i wsiąść w linię 8. Po kilkunastu minutach szukania odpowiedniego przystanku, bo to jednak nie tak łatwo udać się na południe gdy mapa mówi że przystanek jest na północy, dotarłem do autobusu linii 1 i dojechałem nim do samego końca. Niestety autobus linii 8 z zajezdni nie odjeżdża. Zirytowany wróciłem na dworzec, poszedłem do kasy autobusowej i wykupiłem bilet na podróż do Shaolin. Tylko że nikt mnie nie uprzedził iż w cenie podróży znajduje się też wycieczka. Dowiedziałem się o tym po mniej więcej godzinie jazdy gdy pilot zaczął opowiadać coś o cenach i innych takich.

IMG_7338 (Copy)
Zirytowany tym faktem nie zapłaciłem za wejściówki  i sobie poszedłem, dogonił mnie kierowca autobusu wraz z innym zirytowanym Panem, który powiedział że pojedziemy do Shaolin. I pojechaliśmy. 40 minut później. Po drodze zatrzymując się na lunch. Ale wtedy miałem już to w nosie, bo wiedziałem że jadę do Shaolin  i nikt mnie nie oszuka tak jak poprzednio.

IMG_7342 (Copy)

A co to?

Klasztor Shaolin stoi na górze Shaoshi (stąd Shao w nazwie), w górach Songshan, lin to oczywiście las. Czyli klasztor w lesie na górze Shao.

IMG_7377 (Copy)

Coś więcej?

Klasztor założył Batou (czyli Bartek po japońsku), który przybył z Indii do Chin w 464 by szerzyć buddyzm.
Klasztor zbudowano na północnym zboczu w 495 roku naszej ery.

Był wielokrotnie niszczony I odbudowywany. W połowie czternastego wieku został całkowicie opuszczony aż do momenty gdy odzyskano władzę nad prowincją Henan.
Chyba najbardziej znana informacja o zniszczeniu klasztoru to ta związana z ucieczką pięciu mnichów którzy zaczęli szerzyć sztuki walki w Chinach. Obecnie uznaje się ją za nieprawdziwą, ale zawsze to lepiej wygląda gdy mówi się ‘nasza szkoła wywodzi się z prawdziwego Shaolin

IMG_7437 (Copy)

Klasztor wygląda super, świątynia także. Odmalowany, odrestaurowany, zwrot o 180 stopni w stosunku do tego co było w Qufu. A turystów jeszcze więcej, po prostu masakra…chociaż może to dlatego że dzisiaj była sobota, o czym zupełnie ale to zupełnie zapomniałem.
Oczywiście ćwiczyłem w świątyni Shaolin i tego nikt mi już nie odbierze.

IMG_7458 (Copy)

A potem ruszyłem do lasu pagód i przyznam szczerze że myślałem że będzie bardziej imponujący.

IMG_7473 (Copy)

Nie zrozumcie mnie źle, był imponujący, ale spodziewałem się czegoś monumentalnego. No i nie można już na nich siadać, ani nawet podchodzić za blisko.  Aczkolwiek wrażenie i tak robią niezwykłe.

IMG_7489 (Copy)

Następnie poszedłem w górę, ale mając w głowie świadomość że ostatni autobus odjeżdża o 1730, lub 1630 bo dopóki Chińczycy czegoś nie napiszą nie można być zbyt pewnym, nie zdecydowałem się na przejazd kolejką na szczyt góry.

IMG_7491 (Copy)

Postanowiłem zamiast tego pójść w kierunku jaskini Dharmy. Tylko jakoś nikt mnie uprzedził że znajduje się ona na górze. Stwierdziłem że będę na nią wchodził aż do określonej godziny, a potem z powrotem żeby zdążyć. Wchodziłem, wchodziłem i po drodze spotkałem mnicha który na chwilę oparł się o mnie i razem pokonaliśmy kilkanaście schodów, a potem puścił mnie przodem. Pogoda była wspaniała. Ciepło i lekki deszcz.

IMG_7491 (Copy)

Z powodu mgły nie była idealna do robienia zdjęć, ale to nie jest najważniejsze. Widziałem majaczący gdzieś na szczycie posąg i szedłem twardo w jego kierunku. Szedłem i szedłem robiąc coraz to więcej zdjęć, bo widoki aż mi dech odbierały. Góry wszędzie są piękne, chociaż to była bardziej górka. W końcu dotarłem na szczyt, zrobiłem kilka zdjęć i zacząłem schodzić.  No dobrze, zawsze gdy jestem na jakimś szczycie poświęcam kilka minut by się rozejrzeć, złapać oddech i poczuć jak to jest być na górze. To nieporównywalne z niczym innym uczucie gdy pokonało się górę. Chociaż to górka. Schodzić musiałem ostrożnie bo teraz było ślisko. Kto pojawił się na mojej drodze? Mnich!

IMG_7522 (Copy)

Wyciągnął telefon komórkowy i zrobił mi zdjęcie. Nie pozostałem Mu dłużny, objąłem Go ramieniem i strzeliłem słit focię. A On śmiejąc się do rozpuku zrobił to samo ze swoim telefonem. Ukłoniliśmy się i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.

IMG_7536 (Copy)

Wróciłem do Zhengzhou, kupiłem bilety aż do Xian , znalazłem hotel i jutro ruszam do Anyang. Jednej ze starożytnych stolic Chin.

IMG_7555 (Copy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.